Czerwony kogut leci wprost do nieba

Okładka książki Czerwony kogut leci wprost do nieba
Miodrag Bulatović Wydawnictwo: Czytelnik Seria: Nike literatura piękna
270 str. 4 godz. 30 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Nike
Tytuł oryginału:
Crveni petao leti prema nebu
Data wydania:
1979-01-01
Data 1. wyd. pol.:
1979-01-01
Liczba stron:
270
Czas czytania
4 godz. 30 min.
Język:
polski
Tłumacz:
Maria Krukowska
Średnia ocen

                6,9 6,9 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Czerwony kogut leci wprost do nieba w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Czerwony kogut leci wprost do nieba

Średnia ocen
6,9 / 10
64 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1306
1262

Na półkach: , , ,

Prawdziwa grecka tragedia rozgrywająca się w czarnogórskiej wsi w interiorze. Zachowana jest jedność miejsca i czasu oraz skończona ilość postaci, przynajmniej tych nazwanych. A także coś na kształt chóru w postaci dwóch włóczęgów oraz dwóch grabarzy.
Z tym, że sceniczna przeróbka trudna byłaby do wystawienia, albowiem siła powieści tkwi w czym innym niż dialogi. Przede wszystkim w projekcjach myśli poszczególnych postaci, niewypowiedzianych głośno. W nich też przejawiają się punkty zwrotne fabuły, nieliczne, ale bardzo ważne. Drugą wielką zaletą jest język powieści, bogaty, poetycki, pełen metafor i alegorii, kontrastów i figur słownych. Style i sposoby obrazowania mieszają się niczym wirujące w słońcu, upale i kurzu i wzajemnie się przenikające białe pyłki dmuchawców i pierze tytułowego czerwonego koguta. Zwykłemu realizmowi, niemal naturalistycznie przedstawionemu, towarzyszą surrealistyczne wizje, baśniowe metafory oraz elementy realizmu magicznego, tym razem bałkańskiego.
I nie ma w tym nic dziwnego, albowiem Miodrag Bulatović umieścił akcję w pobliżu Bijelo Polja, czyli jego rodzinnych okolic (skąd nota bene pochodził też Ćamil Sijarić, autor „Eunucha”). Owa (jugo)masala – mieszanina stylów - odzwierciedla stan świadomości czarnogórskich chłopów obu wyznań (prawosławnego i muzułmańskiego) i ich kobiet, częściej funkcjonujących w ich myślach niż w mowie. Pewne ubóstwo pojęć, wynikające z ograniczonego świata widzialnego dostępnego mieszkańcom, równoważy w pełni ich bogata wyobraźnia, symboliczna ale współgrająca z realizmem. Obie te sfery mieszały się bowiem dla nich w codziennym życiu.
A wszystko rozgrywa się jednego dnia, we wsi i przebiegającej przez nią drodze. Czytelnika wprowadza na nią Mara wariatka, postać tragiczna i ważna dla dalszego rozwoju fabuły, młoda jeszcze, podobnie jak biedny najemnik Muharem, posiadacz tytułowego koguta, którego losy są osią wydarzeń realnych i wyobrażonych, niewypowiedzianych.
Piękno i wielkość powieści polega na tym, że ujawnia zarówno prawdę, okrutną i miejscami odrażającą, pokazując i opisując drastyczne czyny, o których wielu woli nie mówić i udawać, że nigdy nie istniały, jaki i wewnętrzne, związane z tym przeżycia zarówno ofiar, co jest naturalne, jak i sprawców. I w nich bowiem autor widzi ludzi a nie samo czyste zło.
Styl i tematyka powieści oraz sposób jej opowiadania pozwala na mnóstwo interpretacji, niczym w przypadku greckich tragedii. Niewątpliwie opowiada ona jednak o ludziach nieszczęśliwych, którzy próbują wyrwać się z tego stanu na różne sposoby. Jedni poprzez marzenia, czasem proste lecz mimo to nierealne, inni szukając zapomnienia w zabawie, alkoholu, syceniu się cudzą krzywdą, osiąganiu przemocą tego, czego bez niej nie umieli doświadczyć. Jeszcze inni poprzez fatalistyczne przyjmowanie razów czy też motywowani strachem wycofanie się we własny świat.
Tym niemniej wszyscy oni cierpią na brak komunikacji oraz strach przed okazywaniem uczuć. To sprawia, że działają w sposób przeciwny nawet wobec własnych pragnień, co ich boli i nakręca do działania wbrew sobie. I każdy z bohaterów odczuwa niezaspokojoną potrzebę bliskości z drugim człowiekiem.
Piękna i okrutna, smutna i wyrozumiała wobec ludzi powieść, odmalowana żywymi barwami, ruchem, zapachem i konsystencją, hałasem i ciszą, strachem, bólem i cierpieniem.

Prawdziwa grecka tragedia rozgrywająca się w czarnogórskiej wsi w interiorze. Zachowana jest jedność miejsca i czasu oraz skończona ilość postaci, przynajmniej tych nazwanych. A także coś na kształt chóru w postaci dwóch włóczęgów oraz dwóch grabarzy.
Z tym, że sceniczna przeróbka trudna byłaby do wystawienia, albowiem siła powieści tkwi w czym innym niż dialogi. Przede...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

225 użytkowników ma tytuł Czerwony kogut leci wprost do nieba na półkach głównych
  • 132
  • 93
41 użytkowników ma tytuł Czerwony kogut leci wprost do nieba na półkach dodatkowych
  • 24
  • 4
  • 3
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Tagi i tematy do książki Czerwony kogut leci wprost do nieba

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii Danilo Kiš
Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii
Danilo Kiš
Czytać należy „Grobowiec…” Danilo Kiša, bo to (jak mówią) „najpiękniejsza literacko książka przeciwko komunizmowi”. I jest w tym nieco prawdy – oto bowiem siedem opowiadań, które łączy jedna myśl, jeden wątek, jeden polityczny, autorytarny system, przeciwko któremu występuje (w sensie swego istnienia, nie zaś podejmowania walki!) jednostka. Ale może powinienem napisać inaczej – to historie o tych, którzy początkowo płynęli z nurtem rzeki czerwonej gwiazdy. Ale ona, zdradziecka i buntownicza od samego źródła, zmieniła swój nurt i tych, którzy ją wielbili i nawadniali własnymi pragnieniami, brutalnie topi. Kiš pisze jak biograf, znawca tematu, człowiek nie dziwiący się niczemu, przewidujący, jak potoczą się losy nieszczęśników, ktorych "biografie" nam przedstawia. To czuły obserwator, dokumentalista i sprawozdawca. Nasycone czarnym humorem, wypełnione przewidywalną klęską jednostki opowiadania są przejmujące dlatego, że Kiš to reporter oschły w emocjach. Jest w nich pewna powtarzalność, zupełnie zamierzona, tak jak powtarzalny był system, który stworzył człowieka z żelaza, intelektualistę wierzącego w stalinizm, napędowego komunistycznej maszyny, sprawcę wielkich czynów, az wreszcie kata, który przedzierzgnął się w ofiarę. To paranoiczne odwrócenie ról, bolesny upadek z wyżyn na samo dno więzień, zsyłek i cel śmierci staje się nową maszyną systemu, a jej wcześniejszy twórca – jej trybikiem, jego krew – olejem nasycającym tłoki. Właśnie to interesuje Kiša, ta niezawiniona klęska aparatczyka, zaskoczenie skierowaną w czoło lufą pistoletu, niedowierzanie, że ciemny pokój stanie się grobowcem zapomnianego przez świat ciała. Bohaterami opowiadań są Żydzi, Irlandczycy i rewolucjoniści. Przemierzamy Europę, zahaczając nawet o Hiszpanię (historia kołem się toczy, mówi przez to Kiš); mieszają się tu postaci wymyślone z historycznymi, tak samo intensywnie jak mijają niezliczalne dni, podczas których łamie się ludzką tożsamość, umysł i godność. W tej wielobarwności działań zbrodniczego systemu pozostaje jedna stała – metoda, która mimo upływu wieków, konfliktów i wojen sprawdza się doskonale. Żart, szczegół, paproch – oto one decydują o życiu człowieka i jest to przerażająca wizja. Stąd niedaleko już do Sołżenicyna czy Herlinga-Grudzińskiego, na myśl przychodzą również biograficzno-fikcyjne miniatury Borgesa i Schwoba. A to oznacza, że trzeba Kiša znać. Na koniec cytat, taki na podsumowanie: „(…) nie wystarczy mieć jaja, aby pisać.” Przekład Kazimierza Żórawskiego, okładka Wiktora Żwikiewicza., a książka (nabyta antykwarycznie) została wydana w 1989 roku przez Niezależną Oficynę Wydawniczą Nova.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Koczownicy Nenad Veličković
Koczownicy
Nenad Veličković
Powieść „Koczownicy” autorstwa bośniackiego pisarza Nenada Veličkovicia to jedna z tych książek, które pod maską lekkiej, niemal satyrycznej formy, przemycają druzgocącą diagnozę ludzkiej kondycji w obliczu tragedii. To lektura tyleż błyskotliwa, co bolesna, osadzona w realiach oblężonego Sarajewa. Głównym bohaterem i narratorem jest młody chłopak, który wraz z rodziną oraz grupą innych cywilów znajduje schronienie w podziemiach sarajewskiego Muzeum Narodowego. W świecie na zewnątrz panuje wojna – snajperzy, głód i nieustanny ostrzał stały się codziennością. Wewnątrz muzeum czas zdaje się jednak płynąć innym rytmem. Bohaterowie stają się tytułowymi koczownikami, którzy budują namiastkę domu między eksponatami. Śpią obok szkieletów mamutów i antycznych rzeźb, starając się zachować resztki godności w warunkach, które im ją odbierają. Codzienność wypełniają im absurdalne starania o przetrwanie: zdobywanie wody, walka o jedzenie i próby zrozumienia, dlaczego świat o nich zapomniał. Muzeum, zamiast być świątynią kultury, staje się schronem, a jego martwe eksponaty wydają się momentami bardziej „ludzkie” i trwałe niż żywi ludzie ukryci w piwnicach. Recenzja: Humor w cieniu snajperów Nenad Veličković dokonuje w „Koczownikach” niezwykłego wyczynu – pisze o jednym z najmroczniejszych wydarzeń współczesnej Europy z perspektywy pełnej ironii, a nawet wisielczego humoru. Nie jest to jednak humor tani czy lekceważący. To mechanizm obronny, jedyny sposób, w jaki narrator potrafi opisać absurdalność wojny, która zamieniła jego młodość w egzystencję szczura lądowego. Najmocniejszym punktem powieści jest kontrast. Z jednej strony mamy wielką historię i dziedzictwo kulturowe zgromadzone w muzeum, z drugiej – fizjologiczny wręcz głód i strach. Autor unika patosu i wielkich słów o patriotyzmie czy nienawiści etnicznej. Skupia się na szczególe: na smaku marnego jedzenia, na dźwięku spadającego pocisku, na kruchych więziach międzyludzkich, które w obliczu zagrożenia albo się zacieśniają, albo brutalnie pękają. Warto docenić warsztat Veličkovicia – jego język jest prosty, momentami naiwny (co wynika z perspektywy bohatera), ale przez to uderzająco autentyczny. „Koczownicy” to nie tylko kronika oblężenia, to uniwersalna opowieść o tym, że kultura i sztuka w obliczu śmierci stają się jednocześnie bezużyteczne i niezbędne jako ostatni bastion człowieczeństwa. To książka krótka, ale gęsta od emocji. Zmusza do refleksji nad tym, co byśmy zrobili, gdyby nasze cywilizowane życie nagle skurczyło się do rozmiarów muzealnej piwnicy. Veličković nie daje łatwych odpowiedzi ani taniego pocieszenia, ale jego opowieść zostaje w czytelniku na bardzo długo, jak echo wystrzału w pustej sali wystawowej.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Biały król György Dragomán
Biały król
György Dragomán
Fascynacja prozatorstwem Magdy Szabó oraz Herty Müller zaprowadziła mnie do rumuńskiego Tirgu Mures, w którym György Dragomán rozlicza się z reżimem komunistycznym ubiegłego stulecia. Wbrew założeniom o prawdopodobnym epatowaniu postacią Ceaușescu, Rumuńską Partią Pracy oraz innymi symbolami opresyjnej władzy, węgierski pisarz sięga po perspektywę dorastającego chłopca, a także jego ogromnej tęsknoty za zesłanym na przymusowe prace ojcem. Codzienność oczami dziecka jest jeszcze bardziej wstrząsająca niż starszego obserwatora rzeczywistości ze względu na prostotę, a zarazem dosłowne znaczenie wykorzystywanych słów. W „Białym królu” nie ma zawoalowanych myśli, ani symbolicznego opisywania brutalnych scen z życia powszechnego. Przemocą skażeni są dorośli, jak również rówieśnicy chłopca, co w prozie węgierskiego pisarza służy unaocznieniu skali okrucieństwa w każdym pokoleniu. Tęsknota za ojcem, której nie są w stanie zagłuszyć drwiny, a niekiedy gnębienie ze strony otoczenia, stanowi ostatni przebłysk nadziei w państwie totalitarnym, dzięki czemu narrator „Białego króla” stara się doszukiwać resztek normalności w zastanym świecie. György Dragomán rezygnuje ze środków stylistycznych, pięknych haseł oraz pokrzepiających cytatów. Wspomniane ozdobniki przeszkadzałyby w rozliczeniu Rumunii z jej ciemnej przeszłości. Autor rekompensuje ich ubogość zdaniami wielokrotnie złożonymi, co wcale nie znaczy, aby zgubił po drodze znaki interpunkcyjne lub zasady składni. György Dragomán wymusza na odbiorcy określony sposób czytania „Białego króla”, czyli jednym tchem, bez zatrzymywania oraz zbędnego analizowania terroru komunistycznego reżimu, który stanowi zamknięty rozdział historii Rumunii.
dyrektor_negacja - awatar dyrektor_negacja
oceniła na 7 2 lata temu
Następca Ismail Kadare
Następca
Ismail Kadare
"Następca" Ismaila Kadare to książka ukazująca powiązania polityczne i ich wpływ na życie prywatne całych rodzin, w których przynamniej jedna osoba jest zaangażowana w działalność partyjną. Ismael Kadare zaczerpną inspirację z prawdziwych wydarzeń, jakie miały miejsce w Albanii podczas reżimu komunistycznego w XX wieku. Jednak model działania ludzi u władzy jest opisany w taki sposób, że można go odnieść również do tego, co dzieje się w innych krajach, w tym Polsce również dziś. Dzieło znanego albańskiego autora jest zwięzłe, stanowi drugą część opowieści o rodzinie następcy. Pierwsza część to "Córka Agamemnona", niestety nie byłam tego świadoma i przeczytałam je w odwrotnej kolejności ( w mojej bibliotece była dostępna tylko druga część). Stwierdziłam, że chcę być transparentna w dodawaniu recenzji według kolejności czytania. Mimo, że popełniłam błąd, nie wpłynęło to na odbiór samego dzieła. Wydarzenia i mechanizmy opisane w książce pozostawiają duże pole do zastanowienia się, czy władza jest warta tak dużych poświęceń. Chęć pięcia się do góry w karierze politycznej ma wpływ nie tylko na jednostkę zainteresowaną, ale również na najbliższe jej osoby. Warto mieć to na uwadze, podejmując taki krok. Bardzo podobało mi się zakończenie książki, w której autor jasno zaznaczył, żeby nie współczuć takim osobom, mimo spotkanego ich losu, wiedzą na co się pisały i jakie mogło to nieść za sobą konsekwencje. Postać wodza również pokazuje, jak działają liderzy danego nurtu, jak brakuje im kręgosłupa moralnego i jak są w stanie poświęcić wszystko, aby utrzymać się u władzy. Podsumowując, bardzo polecam to jak i pozostałe dzieła tego autora. Czytam obecnie już czwartą jego książkę i każde z nich porusza ważne wątki oraz refleksje dotyczące życia, śmierci i norm którymi kieruje się wiele osób.
Paulina - awatar Paulina
oceniła na 8 5 miesięcy temu
Generał martwej armii Ismail Kadare
Generał martwej armii
Ismail Kadare
"Generał martwej armii" to debiutancka powieść Ismaila Kadarego, opublikowana w 1963 roku w Albanii, w czasach reżimu Envera Hoxhy. Kadare miał wtedy niespełna trzydzieści lat. Studiował wcześniej w Moskwie w Instytucie Gorkiego, ale po zerwaniu Albanii ze Związkiem Radzieckim wrócił do kraju. Powieść stała się jego literackim wejściem na scenę - od razu wyjątkowym tekstem. Akcja rozgrywa się kilka lat po II wojnie światowej. Do Albanii przybywa włoski generał wraz z księdzem. Ich zadanie to odnalezienie i ekshumacja szczątków włoskich żołnierzy poległych podczas nieudanej inwazji na Grecję w latach 1940-41. Przez miesiące przemierzają deszczowy, surowy krajobraz Albanii, zbierając kości z gór, pól i zapomnianych mogił. Misja, która miała być patriotycznym obowiązkiem, zamienia się w doświadczenie absurdu i egzystencjalnego rozpadu. Aby zrozumieć tę powieść trzeba sięgnąć do kontekstu historycznego Albanii II wojny światowej. W 1939 roku Albania została zajęta przez faszystowskie Włochy Mussoliniego. W 1940 roku z terytorium Albanii Włosi zaatakowali Grecję -kampania zakończyła się militarną kompromitacją. Po kapitulacji Włoch w 1943 roku kraj przejęli Niemcy. W 1944 roku władzę zdobyli komuniści pod przywództwem Envera Hoxhy. Albania wyszła z wojny zniszczona, ale z silnym mitem partyzanckiego zwycięstwa. Po wojnie Albania stała się jednym z najbardziej zamkniętych i represyjnych państw Europy. Zerwała najpierw z Jugosławią, potem z ZSRR, a później nawet z Chinami. Panowała totalna izolacja międzynarodowa, wszechobecna kontrola, propaganda i tysiące betonowych bunkrów budowanych w paranoicznym lęku przed inwazją. W takim państwie Kadare pisał swoją powieść. W powieści generał przyjeżdża, by "zebrać swoich", ale zamiast godnego zamknięcia historii dostaje błoto, anonimowe kości i rozpadającą się pamięć. Ta powieść to metafora Europy po 1945 roku- kontynentu zamienionego w przestrzeń masowych grobów: Verdun, Katyń, Bałkany, obozy zagłady, fronty wschodnie i zachodnie. Kadare pokazuje, że wojna nie kończy się pokojem. Trwa w krajobrazie i pamięci długo po wojnie. Generał próbuje uporządkować przeszłość, ale kości mieszają się ze sobą, a narodowe narracje zderzają się z anonimowością śmierci. To powieść drogi, ale droga prowadzi wyłącznie przez błoto, pamięć i śmierć. Kadare nie opisuje heroizmu ani zwycięstwa. Pokazuje wojnę jako bezsensowną machinę produkującą anonimowe kości. Mówi o niej bez patosu, ukazując imperialną pychę i jej konsekwencje. Zadaje pytanie: co zostaje po historii -pomniki czy błoto? To książka o tym, że nawet zwycięzcy muszą kiedyś wrócić po swoich martwych, a wtedy okazuje się, że historia nie daje się uporządkować tak łatwo, jak chcieliby generałowie. Jest to jedna z pierwszych powieści, która uczyniła albański pejzaż literackim bohaterem: dzikim, nieprzystępnym, obcym dla przybysza z Zachodu. Choć powstała w totalitarnym państwie, nie jest wprost propagandowa. To medytacja nad klęską, odpowiedzialnością i absurdem historii, groźna dla każdej ideologii, bo pokazuje bezsens śmierci i pustkę heroicznych narracji. Bardzo warto!
Leliwaj - awatar Leliwaj
ocenił na 8 1 miesiąc temu
Supermarket bohaterów radzieckich Jáchym Topol
Supermarket bohaterów radzieckich
Jáchym Topol
Przeczytałem u Stasiuka, jak to Topol z kumplami przyszli do niego do Wołowca na piechotę przez ”zieloną granicę” i jest z tego książkowa relacja –dla mnie jednak nie rewelacja. Owszem, interesująca jest tu wielorakość odniesień intertekstualnych, historycznych i wszelkich innych, jakie lubię u lubianych, a nawet ulubionych Czechów, ale zbyt wiele miejsca zajmuje – jak dla mnie – konsumpcja C2H5OH. Czasami sprzyja ona literaturze, tak jak i narkotyki, ale tylko jako wyzwalacz autorskiej weny (a nie jest to jednak rzecz tej klasy, co „Moskwa-Pietuszki” Wieniedikta Jerofiejewa, czym zaczytywało się moje pokolenie). „Zawsze, kiedy piję, cieszę się na trzeźwość I odwrotnie” – deklaruje Topol. Tylko czy muszę poznawać poszczególne etapy pochłaniania przeróżnych płynów o powyższym wzorze chemicznym (a propos: jaki jest wzór piwa?) i wpływ ich przedawkowania na zachowania konsumentów? No dobra, między tym całym opilstwem jest sporo niezłych wątków, zwłaszcza w perspektywie brata Czecha na Polskę – pozbawionej tego nieznośnego, a tak częstego zadęcia naszego spojrzenia na siebie i własny kraj. I tu faktycznie – bez wódki „nie razbierosz”. Aż się prosi o parę cytatów. Najwspanialszy to taki: „Polskie psy biegały do Czech się nażreć, my do Polski biegaliśmy szczekać. Wietrzyć wolność”. Ładne jest tez wspomnienie Topola z dawnych lat: „Pierwszy raz szedłem do Polski przez Ziemię Kłodzką. Akurat nie puszczali nikogo z długimi włosami, więc na granicę poszedłem w nocy sam. Polska była dzika i wywrotowa. Pociągiem można było jechać cały dzień. Chodzić daleko”. Wszystko przebija pytanie Autora: „Czy aby ci Polacy nie mają przypadkiem źle w głowie?” (tylko pozornie padło ono w kontekście szarzy konnicy wymachującej szablami na Szwedów uzbrojonych w broń palną). Topol ma w ogóle zdrowe podejście: „Bogu niech będą dzięki, że jesteśmy w naszym wstrętnym zarzyganym wschodnioeuropejskim pociągu. Okna można tu otwierać i człowiek spokojnie opycha się powietrzem „ (w wagonach sowieckich okna były nieotwieralne, bo i po co? Spodobało mi się określenie przez Autora Łemków mianem „środkowoeuropejskich leśnych Kurdów” (nawet autonomii się nie doczekali, jak teraz Kurdowie…). „Polacy umyli ręce jak Piłat, Czechosłowacy swoich Łemków pocałowali jak Judasz, a Stalin zdecydował o przesiedleniu”. Istotny błąd rzeczowy Autora: enkawudysta Karol Świerczewski nie był „osobą dowodzącą deportacjami”. Odwrotnie: to pretekstem do stalinowskich wywózek w akcji „Wisła„ - w której nasz kochany IPN nie dostrzegł niczego zbrodniczego - była jego śmierć z rąk UPA. To nie polscy „wyklęci” zlikwidowali zatem najwyższego w Polsce sowieckiego dygnitarza - nie dane im było mieć „swego Kutscherę ”…. PS Żeby się jeszcze do czegoś przyczepić: nie rozumiem czemu - skoro jest polski egzonim - w tłumaczeniu jako nazwa słowackiego Bardejowa występuje Bardiów.
Łukasz Starzewski - awatar Łukasz Starzewski
ocenił na 6 2 lata temu
Ruta Tannenbaum Miljenko Jergović
Ruta Tannenbaum
Miljenko Jergović
„Ruta Tannenbaum” jak ogon pawia mieni się od ciekawych barw i wzorów. Ma cechy familijnej sagi i stanowi antypocztówkę z przedwojennego Zagrzebia, w którym poraża liczba degeneratów, skrzywusów i straumatyzowanych frustratów. By dać dowód przykładem: rozczarowany życiem Żyd, nad którym kontrolę przejmuje katowskie, nacjonalistyczne alter ego, wyzywa kelnera, a potem z głową na stole płacze i śpi na przemian, aż go rano wyrzucą skacowanego z baru, by szlajał się dalej bez celu, z nierozwiązanymi problemami. Ta Chorwacja Jergovicia to jeden wielki psychiatryk – i to jeszcze przed 1941 r. Tylko personelu jakoś brakuje i pacjenci robią, co chcą. Rozrysowują na ścianach pentagramy i wyznają szatana uprzedzeń, ale kult bardzo szybko zażąda ofiar z własnych wyznawców. Jergović nie czuje ciśnienia, by cały czas siedzieć na main plocie; znajdzie chwilę na sporo zakulisowych historii, czasem wyjątkowo geograficznie i czasowo odległych. Uwagi o zagrzebskiej epidemii kartoflanego zatwardzenia świetnie złagodzą niesmak po gorzkich jak krople żołądkowe lose-life stories. Miljenko Jergović jest bezczelnie wręcz utalentowany, ale nawet on miał szczęście do kilku totolotkowych trafów, na przykład przypowieści o Joszui i Ezechielu-Ezechielu jako wykładni tego, dlaczego Salomon Tannenbaum (czyli kolektywna figura niektórych Żydów i mniejszości, vel wspomniany wcześniej pan z baru) stawał się chorwackim nacjonalistą. (Snajpersko trafione w punkt i jak zobrazowane!). O fabule nie chcę zbyt wiele opowiadać, bo zrobił to już wydawca. Dodam tylko, że autor na pierwszej stronie ustawia minutnik, pokazuje nam, jak ta historia się skończy i że jest deterministycznie nieunikniona – ale za to możemy popatrzeć, jak do tego doszło. Zdumiewa mnie, jak podobny jest zawsze ten mechanizm fanatycznienia, ignoranctwa i przerzucania winy; obserwujemy go nawet teraz, na szczęście nie będąc jeszcze na etapie epilogu. Przynajmniej na razie nie. Jeszcze ciekawostka na koniec: w oryginale słowo „Żyd” pisane jest małą literą (polski przekład jest już z wciśniętym shiftem).
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na 9 1 rok temu

Cytaty z książki Czerwony kogut leci wprost do nieba

Więcej
Miodrag Bulatović Czerwony kogut leci wprost do nieba Zobacz więcej
Miodrag Bulatović Czerwony kogut leci wprost do nieba Zobacz więcej
Miodrag Bulatović Czerwony kogut leci wprost do nieba Zobacz więcej
Więcej