Pułapka na myszy Walta Disneya

Okładka książki Pułapka na myszy Walta Disneya
Zoran Ferić Wydawnictwo: Pogranicze Seria: Meridian literatura piękna
131 str. 2 godz. 11 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Seria:
Meridian
Tytuł oryginału:
Mišolovka Walta Disneya
Data wydania:
2007-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2007-01-01
Liczba stron:
131
Czas czytania
2 godz. 11 min.
Język:
polski
ISBN:
9788386872947
Średnia ocen

                6,8 6,8 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Pułapka na myszy Walta Disneya w ulubionej księgarni i

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów), „Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki Pułapka na myszy Walta Disneya

Średnia ocen
6,8 / 10
72 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinia

avatar
1291
1291

Na półkach: , ,

Po prostu cudne opowiadania. Żałuję bardzo, że ten zbiorek jest tak krótki, ale tych dziesięć groteskowych opowiadań przysporzyły mi bardzo miłej lektury na śnieżny, styczniowy wieczór. Autor umiejętnie wprowadza element niesamowitości (a czasem wręcz grozy), aby niespodziewanie sprowadzić narrację na zupełnie inne tory, albo równie nagle urywając.
W książce rozpanoszyli się pospołu grabarze i zakonnicy, znajdzie się miejsce na wątki kryminalne. Czasem jest strasznie i poruszająco, a czasem najzwyczajniej w świecie zabawnie. Opowieść snuta na tle zamrożonego w lodzie Walta Disneya płynnie przechodzi w historię z dreszczykiem na cmentarzu. Wielka szkoda, że w polskiej wersji językowej jest to jedyna książka Autora.
Ciężko jest mi wyróżnić najlepsze teksty – na pewno mocny akcent stanowią tragikomiczne opowiadanie początkowe „Przegoń doktora” oraz ostatnia dysputa religijna na temat otyłości - „Historia Kobiety PRZED”. Bardzo dobrze czytało się praską „Legendę” oraz greckiego „Alexisa Zorbę”. Jeśli kiedyś natraficie na tę małą, ale ładnie wydaną książeczkę sygnowaną logo wydawnictwa Pogranicze, to nie wahajcie się. Nie będziecie zawiedzeni.

Po prostu cudne opowiadania. Żałuję bardzo, że ten zbiorek jest tak krótki, ale tych dziesięć groteskowych opowiadań przysporzyły mi bardzo miłej lektury na śnieżny, styczniowy wieczór. Autor umiejętnie wprowadza element niesamowitości (a czasem wręcz grozy), aby niespodziewanie sprowadzić narrację na zupełnie inne tory, albo równie nagle urywając.
W książce rozpanoszyli...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

158 użytkowników ma tytuł Pułapka na myszy Walta Disneya na półkach głównych
  • 86
  • 72
41 użytkowników ma tytuł Pułapka na myszy Walta Disneya na półkach dodatkowych
  • 26
  • 4
  • 4
  • 2
  • 2
  • 1
  • 1
  • 1

Tagi i tematy do książki Pułapka na myszy Walta Disneya

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Koczownicy Nenad Veličković
Koczownicy
Nenad Veličković
Powieść „Koczownicy” autorstwa bośniackiego pisarza Nenada Veličkovicia to jedna z tych książek, które pod maską lekkiej, niemal satyrycznej formy, przemycają druzgocącą diagnozę ludzkiej kondycji w obliczu tragedii. To lektura tyleż błyskotliwa, co bolesna, osadzona w realiach oblężonego Sarajewa. Głównym bohaterem i narratorem jest młody chłopak, który wraz z rodziną oraz grupą innych cywilów znajduje schronienie w podziemiach sarajewskiego Muzeum Narodowego. W świecie na zewnątrz panuje wojna – snajperzy, głód i nieustanny ostrzał stały się codziennością. Wewnątrz muzeum czas zdaje się jednak płynąć innym rytmem. Bohaterowie stają się tytułowymi koczownikami, którzy budują namiastkę domu między eksponatami. Śpią obok szkieletów mamutów i antycznych rzeźb, starając się zachować resztki godności w warunkach, które im ją odbierają. Codzienność wypełniają im absurdalne starania o przetrwanie: zdobywanie wody, walka o jedzenie i próby zrozumienia, dlaczego świat o nich zapomniał. Muzeum, zamiast być świątynią kultury, staje się schronem, a jego martwe eksponaty wydają się momentami bardziej „ludzkie” i trwałe niż żywi ludzie ukryci w piwnicach. Recenzja: Humor w cieniu snajperów Nenad Veličković dokonuje w „Koczownikach” niezwykłego wyczynu – pisze o jednym z najmroczniejszych wydarzeń współczesnej Europy z perspektywy pełnej ironii, a nawet wisielczego humoru. Nie jest to jednak humor tani czy lekceważący. To mechanizm obronny, jedyny sposób, w jaki narrator potrafi opisać absurdalność wojny, która zamieniła jego młodość w egzystencję szczura lądowego. Najmocniejszym punktem powieści jest kontrast. Z jednej strony mamy wielką historię i dziedzictwo kulturowe zgromadzone w muzeum, z drugiej – fizjologiczny wręcz głód i strach. Autor unika patosu i wielkich słów o patriotyzmie czy nienawiści etnicznej. Skupia się na szczególe: na smaku marnego jedzenia, na dźwięku spadającego pocisku, na kruchych więziach międzyludzkich, które w obliczu zagrożenia albo się zacieśniają, albo brutalnie pękają. Warto docenić warsztat Veličkovicia – jego język jest prosty, momentami naiwny (co wynika z perspektywy bohatera), ale przez to uderzająco autentyczny. „Koczownicy” to nie tylko kronika oblężenia, to uniwersalna opowieść o tym, że kultura i sztuka w obliczu śmierci stają się jednocześnie bezużyteczne i niezbędne jako ostatni bastion człowieczeństwa. To książka krótka, ale gęsta od emocji. Zmusza do refleksji nad tym, co byśmy zrobili, gdyby nasze cywilizowane życie nagle skurczyło się do rozmiarów muzealnej piwnicy. Veličković nie daje łatwych odpowiedzi ani taniego pocieszenia, ale jego opowieść zostaje w czytelniku na bardzo długo, jak echo wystrzału w pustej sali wystawowej.
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 7 2 miesiące temu
Stefcia Ćwiek w szponach życia Dubravka Ugrešić
Stefcia Ćwiek w szponach życia
Dubravka Ugrešić
Wszystko zaczyna się od głosu i temperamentu Krystyny Jandy. To właśnie jej genialny monodram na podstawie tekstu Dubravki Ugrešić sprawił, że polski czytelnik pokochał Stefcię Ćwiek miłością bezgraniczną. Janda wydobyła z tej postaci wszystko to, co w prozie chorwackiej autorki najlepsze: tragikomiczne rozedrganie, rozpaczliwe poszukiwanie bliskości i ten specyficzny rodzaj neurozy, który jest udziałem każdej kobiety próbującej dopasować swoje życie do nierealnych wzorców z kolorowych pism. Teatralna interpretacja stała się idealnym przedłużeniem literackiego pierwowzoru, nadając literom ciało, pot i łzy śmiechu. Największym plusem „Stefci Ćwiek” jest jej bezlitosny, a jednocześnie oczyszczający humor. Ugrešić bawi się formą romansu i poradnika, tworząc parodię gatunku, która wciąż pozostaje boleśnie aktualna. Stefcia, pracująca jako maszynistka i żyjąca pod okiem wszystkowiedzącej ciotki, to Everywoman epoki transformacji (i nie tylko). Jej sercowe perypetie, porażki dietetyczne i nieudolne próby bycia „kobietą światową” są opisane z taką lekkością, że trudno nie wybuchnąć śmiechem, nawet gdy bohaterka ociera się o dno rozpaczy. Autorka punktuje absurdy patriarchatu i popkultury, ale robi to z ogromną empatią, nie pozwalając nam drwić ze Stefci, lecz śmiać się razem z nią. Ocena osiem odzwierciedla literacką maestrię Ugrešić w dekonstrukcji kiczu. To książka inteligentna, krótka i niesłychanie gęsta od trafnych obserwacji socjologicznych. Brakujące dwa punkty to jedynie kwestia specyficznej, nieco szarpanej konstrukcji (stylizowanej na wykroje krawieckie), która choć genialna w teorii, w lekturze bywa momentami nużąca. Niemniej jednak, to klasyka literatury feministycznej, która zamiast pouczać, po prostu przytula naszą niedoskonałość. „Stefcia Ćwiek w szponach życia” to literacka bomba witaminowa. Dubravka Ugrešić stworzyła postać nieśmiertelną, która przypomina nam, że życie rzadko przypomina idealny wykrój z „Burdy”, a szpony losu najłatwiej poluzować szczerym, głośnym śmiechem. To lektura obowiązkowa dla każdego, kto choć raz poczuł się nieadekwatny wobec świata
Muminka - awatar Muminka
oceniła na 8 1 miesiąc temu
Ministerstwo bólu Dubravka Ugrešić
Ministerstwo bólu
Dubravka Ugrešić
Jak żyć po wojnie? A właściwie - po co żyć po wojnie? Jak można, po tych wszystkich krzywdach, jakich się doświadczyło i jakich się wyrządziło bliźniemu, po absolutnym zbeszczeszczeniu idei człowieczeństwa, choćby starać się, żyć normalnie? Śmiać się, zakochiwać? Czy jest to w ogóle możliwe, czy są to jedynie twarze aktorów w maskach przed nami? Czuję, że takie pytania zadaje Dubravka Ugrešić w swoim "Ministerstwie bólu". Nie wiem, czy znalazła na nie odpowiedzi, ale na pewno poprzez tę książkę udało się oddać jej oddać kwintesencję rozrywającego od środka bólu, jaki każdego dnia odczuwali uchodźcy lat dziewięćdziesiątych. Nie musieli zmagać się tylko z poczuciem wyobcowania w obcym kraju, z traumą wojny, z tym, że w jednej sali wykładowej siedzieli obok siebie kaci i ofiary, ale potrzebowali też na nowo zbudować swoją własną tożsamość. W końcu kraj, w którym się wychowali, ich mikrokosmos - Jugosławia, przestał istnieć. Dubravka trochę uratowała mi zeszły rok i przywróciła wiarę w literaturę, bo jest to dzieło przez wielkie "D". Jest to dla mnie wręcz niepojęte, jak na tak wielu stronach udało jej się zawrzeć tak wiele - właściwie wszystko. I to w jakim stylu. Piękne pióro, kompleksowe przemyślenia i złożone, do bólu ludzkie, straumatyzowane postaci. Portret psychologiczny rozpadu Jugosławii jako zjawiska. Chcę chłonąć prozę Dubravki, chcę ją poznać na wylot i jedyne, co boli, to że ona nie napisze już niczego więcej.
zatracenia - awatar zatracenia
oceniła na 8 1 rok temu
Koncert Muharem Bazdulj
Koncert
Muharem Bazdulj
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) Koncert zespołu jako jedno z najważniejszych wydarzeń w nowożytnej historii całego narodu i symbol powrotu do normalności po druzgocącej wojnie, która zdefiniowała postrzeganie nowopowstałego państwa w oczach światowej opinii publicznej? Brzmi nieprawdopodobnie, ale coś takiego wydarzyło się naprawdę – 23 września 1997 roku na stadionie, który 13 lat wcześniej był areną XIV Zimowych Igrzysk Olimpijskich, odbył się koncert będącej wówczas u absolutnego szczytu sławy grupy U2. Sam pamiętam to wydarzenie dość mgliście – byłem ledwie nastolatkiem, ale nie ulega wątpliwości, że było to jedno z najważniejszych wydarzeń – nie tylko muzycznych – całej dekady, a dla młodego, a okrutnie już poturbowanego przez wojnę państwa było to coś w rodzaju założycielskiego mitu: i mit ten w swojej króciutkiej (zbyt krótkiej!) książce próbuje przywołać, opisać i zrozumieć Bazdulj. Zadanie to karkołomne, choć sam koncept wyjściowy wydaje się być samograjem – literatura jednak różnie radzi sobie z opisem muzyki, a z tej autor czyni siłę napędową całej opowieści. Oto bowiem obserwujemy przygotowania do koncertu, dowiadujemy się mnóstwa faktów (że po raz pierwszy od zakończenia wojny przywrócono kolej w Bośni!), danych (ile kilometrów kabli wykorzystano i ile ton sprzętu przywieźli ze sobą muzycy), przede wszystkim jednak obserwujemy, jak sam koncert przeżywają biorący w nim udział ludzie – nie tylko mieszkańcy Sarajewa, ale przybysze z całej byłej Jugosławii! Dla jednych to wydarzenie, które zmieni ich życie, dla innych rozczarowanie lub „kolejny koncert, nic wielkiego”, dla jeszcze innych okazja, by po raz pierwszy stanąć obok przedstawicieli wrogiego narodu i uczestniczyć razem w wielkim wydarzeniu. Obserwujemy reakcje uczestników koncertu, wraz z nimi śledzimy to, co na scenie robi Bono, jak teksty piosenek U2 rezonują z ich własnymi emocjami, wreszcie jak całe to – medialne i obserwowane przez cały świat – wydarzenie wpływa na ich poczucie tożsamości. I tylko chciałoby się, żeby książce towarzyszył... soundtrack, bo od razu ma się ochotę wysłuchać wszystkich tych utworów. Albo najlepiej całego koncertu.
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 8 1 rok temu
Sahib. Impresje z depresji Nenad Veličković
Sahib. Impresje z depresji
Nenad Veličković
Jest to ciekawa powieść epistolarna, w której zderzone zostają dwa światy - zachodni i bałkański. Zachodni reprezentuje Anglik pracujący w organizacji humanitarnej w Sarajewie w 1993 roku, zaś bałkański - jego szofer, Sakib, Bośniak pochodzący z tego miasta, niegdyś profesor. Efektem tego zderzenia kultur jest wzajemne poczucie obcości oddana w książce za pomocą błyskotliwej, szyderczej ironii, którą posługuje się Anglik w swoich listach do ukochanego, opisując mu codzienność Sarajewa i jego mieszkańców. Z jednej strony prezentuje kolonialne, nieraz szowinistyczne poczucie wyższości względem tamtejszych narodów, z drugiej - momentami, jak sądzę, trafnie oddaje absurdy tamtejszej rzeczywistości. Można pomyśleć, że są to obserwacje samego autora, który z wisielczym humorem piętnuje wady swojego narodu - prymitywizm, brak logicznego myślenia, nacjonalizm, nienawiść, pazerność, bylejakość itd. Opisy zachowań i zwyczajów „tubylców” są śmieszne, ale widać u autora listów brak zainteresowania kulturą tego kraju, niedostrzeganie jasnych stron, brak uznania dla mieszkańców regionu i współczucia względem nich. Anglik nie jest jednak tylko zarozumiałym ignorantem. Jest świadomy, że organizacje humanitarne są tylko przykrywką dla eksploatacji tego regionu przez Zachód. To jest w ogóle ciekawa postać, zaskakująco niejednoznaczna. Jego ironia tylko pozornie jest prymitywna. Bohater jest w stanie dokonać szyderczej analizy działań zarówno własnej organizacji pseudo-humanitarnej, jak i nastawienia Zachodu wobec tego regionu. Nie wiemy do końca, kiedy pisze serio wyższościowo, a kiedy kpi z siebie i ze świata. Pisząc o mieszkańcach jako o „niewolnikach” przywdziewa kolonialną maskę, ale nie do końca się z nią utożsamia. Między nim samym a tym, co reprezentuje jest jednak pewien dystans. Mam przypuszczenie, że ironia autora listów wynika z czegoś więcej niż tylko z szowinizmu, ale z czego, tego do końca nie wiem, przerażenia wojną? Niezgody na taki świat, jaki jest? A może tylko doszukuję się drugiego dna. Książkę czyta się świetnie, absurdy opisywanej rzeczywistości nie są nam, Polakom, znowuż tak obce, i my pamiętamy wprowadzanie kapitalizmu, prymitywizm codzienności i nasze zderzenie z zachodnią mentalnością. Niewykluczone, że zostalibyśmy podobnie opisani przez jakiegoś przybysza z Zachodu, bo przecież Bałkany to również my.
Luna - awatar Luna
oceniła na 7 1 rok temu
Ogród, popiół Danilo Kiš
Ogród, popiół
Danilo Kiš
Nie pamiętam już, skąd u mnie to przekonanie, że książkę tę muszę przeczytać, a nawet się nią zachwycić? Nic innego nie wchodzi w grę. Nie pamiętam, czy mój antykwaryczny egzemplarz zdobyłem po jakiejś tu przeczytanej opinii, czy też innej jakiejś rekomendacji? Czy zachwyciła? Dostajemy powieść inicjacyjną. Dziecięcy bohater przemierza - wraz z resztą rodziny - miasto i świat za popadającym w coraz głębsze odmęty szaleństwa ojcem i to właśnie przez pryzmat dziecięcej obserwacji destrukcji (człowieka, rodziny, świata) spoglądamy na wydarzenia. Bardziej zresztą na ulotność i ułomność wydarzeń, niż na jakąś wielką narrację; bardziej impresję codzienności w krzywym zwierciadle czy dziennik szaleństwa, niż wielką epicką opowieść. Jeśli komuś zarówno figura ojca w ogóle, jak i sam ojciec jak ze statku pijanego tak już bardziej szczegółowo i podążający za nim chłopiec skojarzą się z prozą Schulza, to będzie to dobry trop, choć mniej tu może niezwykłości, mniej niepokojącej oniryczności, niż u mistrza z Drohobycza. Ja - musząc już wybierać - stawiam na prozę Schulza. Długo nie potrafię się wgryźć w trudny i wymagający skupienia tekst. Długo też jest to dla mnie jakoś o niczym. Potem zaś pojawiają się fragmenty jak te dotyczące młodzieńczych fascynacji głównego bohatera płcią przeciwną i proza nabiera wigoru. Gdy zaś docieramy do rozważań towarzyszących młodzieńcowi podczas lektury Starego Testamentu - obcujemy z literaturą najwyższych lotów, genialną bez mała… Zaczynam odmieniać wszystkie opinie towarzyszące początkowi lektury. Wielką nieobecną tej powieści jest Wojna. Dowiadujemy się od bohatera i narratora, że jesteśmy w roku 1942, a tymczasem bardzo uważnie trzeba się wczytywać w narrację, by dostrzec przemykających gdzieś chłopców z hitlerjugend, jakiś opis głodu, jakąś ciotkę Rebekę... To wojna oglądana jakby oczyma tego chłopca z “Życie jest piękne”, któremu wmówiono, że patrzy na coś zgoła innego, niż ma to miejsce rzeczywiście. Straszna wizja, choć przecież podyktowana miłością bliskich. Na pewno piękny, liryczny jest powieści język; to mała objętościowo, a wielka pod każdym innym względem proza. Ale jakoś nie do końca rezonuje ze mną. Jakoś nie tak, jak przed lekturą sądziłem, że zarezonuje… Długo zwlekałem z lekturą książki, a już w jej trakcie nie mogłem się chwilami doczekać, aż ta niewielka objętościowo pozycja się skończy… Później, gdy już nieco wgryzłem się w styl książki, zrozumiałem że tym co mi początkowo w niej przeszkadzało był mój własny brak skupienia nad lekturą. A  tak wiele w niej dzieje się poza tekstem… Zresztą i w jej finale jakoś nie mogę utrzymać wymaganego skupienia; może tekst wymaga ode mnie zbyt wiele?
MarWinc - awatar MarWinc
ocenił na 7 1 rok temu
Ruta Tannenbaum Miljenko Jergović
Ruta Tannenbaum
Miljenko Jergović
„Ruta Tannenbaum” jak ogon pawia mieni się od ciekawych barw i wzorów. Ma cechy familijnej sagi i stanowi antypocztówkę z przedwojennego Zagrzebia, w którym poraża liczba degeneratów, skrzywusów i straumatyzowanych frustratów. By dać dowód przykładem: rozczarowany życiem Żyd, nad którym kontrolę przejmuje katowskie, nacjonalistyczne alter ego, wyzywa kelnera, a potem z głową na stole płacze i śpi na przemian, aż go rano wyrzucą skacowanego z baru, by szlajał się dalej bez celu, z nierozwiązanymi problemami. Ta Chorwacja Jergovicia to jeden wielki psychiatryk – i to jeszcze przed 1941 r. Tylko personelu jakoś brakuje i pacjenci robią, co chcą. Rozrysowują na ścianach pentagramy i wyznają szatana uprzedzeń, ale kult bardzo szybko zażąda ofiar z własnych wyznawców. Jergović nie czuje ciśnienia, by cały czas siedzieć na main plocie; znajdzie chwilę na sporo zakulisowych historii, czasem wyjątkowo geograficznie i czasowo odległych. Uwagi o zagrzebskiej epidemii kartoflanego zatwardzenia świetnie złagodzą niesmak po gorzkich jak krople żołądkowe lose-life stories. Miljenko Jergović jest bezczelnie wręcz utalentowany, ale nawet on miał szczęście do kilku totolotkowych trafów, na przykład przypowieści o Joszui i Ezechielu-Ezechielu jako wykładni tego, dlaczego Salomon Tannenbaum (czyli kolektywna figura niektórych Żydów i mniejszości, vel wspomniany wcześniej pan z baru) stawał się chorwackim nacjonalistą. (Snajpersko trafione w punkt i jak zobrazowane!). O fabule nie chcę zbyt wiele opowiadać, bo zrobił to już wydawca. Dodam tylko, że autor na pierwszej stronie ustawia minutnik, pokazuje nam, jak ta historia się skończy i że jest deterministycznie nieunikniona – ale za to możemy popatrzeć, jak do tego doszło. Zdumiewa mnie, jak podobny jest zawsze ten mechanizm fanatycznienia, ignoranctwa i przerzucania winy; obserwujemy go nawet teraz, na szczęście nie będąc jeszcze na etapie epilogu. Przynajmniej na razie nie. Jeszcze ciekawostka na koniec: w oryginale słowo „Żyd” pisane jest małą literą (polski przekład jest już z wciśniętym shiftem).
Diabeł_Z_Caroc - awatar Diabeł_Z_Caroc
ocenił na 9 1 rok temu
Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii Danilo Kiš
Grobowiec dla Borysa Dawidowicza. Siedem rozdziałów wspólnej historii
Danilo Kiš
Czytać należy „Grobowiec…” Danilo Kiša, bo to (jak mówią) „najpiękniejsza literacko książka przeciwko komunizmowi”. I jest w tym nieco prawdy – oto bowiem siedem opowiadań, które łączy jedna myśl, jeden wątek, jeden polityczny, autorytarny system, przeciwko któremu występuje (w sensie swego istnienia, nie zaś podejmowania walki!) jednostka. Ale może powinienem napisać inaczej – to historie o tych, którzy początkowo płynęli z nurtem rzeki czerwonej gwiazdy. Ale ona, zdradziecka i buntownicza od samego źródła, zmieniła swój nurt i tych, którzy ją wielbili i nawadniali własnymi pragnieniami, brutalnie topi. Kiš pisze jak biograf, znawca tematu, człowiek nie dziwiący się niczemu, przewidujący, jak potoczą się losy nieszczęśników, ktorych "biografie" nam przedstawia. To czuły obserwator, dokumentalista i sprawozdawca. Nasycone czarnym humorem, wypełnione przewidywalną klęską jednostki opowiadania są przejmujące dlatego, że Kiš to reporter oschły w emocjach. Jest w nich pewna powtarzalność, zupełnie zamierzona, tak jak powtarzalny był system, który stworzył człowieka z żelaza, intelektualistę wierzącego w stalinizm, napędowego komunistycznej maszyny, sprawcę wielkich czynów, az wreszcie kata, który przedzierzgnął się w ofiarę. To paranoiczne odwrócenie ról, bolesny upadek z wyżyn na samo dno więzień, zsyłek i cel śmierci staje się nową maszyną systemu, a jej wcześniejszy twórca – jej trybikiem, jego krew – olejem nasycającym tłoki. Właśnie to interesuje Kiša, ta niezawiniona klęska aparatczyka, zaskoczenie skierowaną w czoło lufą pistoletu, niedowierzanie, że ciemny pokój stanie się grobowcem zapomnianego przez świat ciała. Bohaterami opowiadań są Żydzi, Irlandczycy i rewolucjoniści. Przemierzamy Europę, zahaczając nawet o Hiszpanię (historia kołem się toczy, mówi przez to Kiš); mieszają się tu postaci wymyślone z historycznymi, tak samo intensywnie jak mijają niezliczalne dni, podczas których łamie się ludzką tożsamość, umysł i godność. W tej wielobarwności działań zbrodniczego systemu pozostaje jedna stała – metoda, która mimo upływu wieków, konfliktów i wojen sprawdza się doskonale. Żart, szczegół, paproch – oto one decydują o życiu człowieka i jest to przerażająca wizja. Stąd niedaleko już do Sołżenicyna czy Herlinga-Grudzińskiego, na myśl przychodzą również biograficzno-fikcyjne miniatury Borgesa i Schwoba. A to oznacza, że trzeba Kiša znać. Na koniec cytat, taki na podsumowanie: „(…) nie wystarczy mieć jaja, aby pisać.” Przekład Kazimierza Żórawskiego, okładka Wiktora Żwikiewicza., a książka (nabyta antykwarycznie) została wydana w 1989 roku przez Niezależną Oficynę Wydawniczą Nova.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na 7 8 miesięcy temu
Krzesło Eliasza Igor Štiks
Krzesło Eliasza
Igor Štiks
(www.bibliotekaswiata.blogspot.com) „Urodziłem się dwa razy, raz w Wiedniu w 1942 roku, drugi raz w Sarajewie pół wieku później” - to jedno z pierwszych zdań powieści, które mogłoby być początkiem zupełnie innej książki, którą chciałbym przeczytać. Takiej, w której byłoby nie metaforą, ale czymś bardziej dosłownym. Niestety, ku mojemu rozczarowaniu autor nie idzie tym tropem, co nie zmienia faktu, że udaje mu się zbudować opowieść niezwykle interesującą i wciągającą od samego początku. A już zupełnie na poważnie – takiej książki było mi potrzeba po całej serii książek o Bośni wprost odnoszących się do wojny (nawet, jeśli robiły to z innej strony, jak „Koncert”). „Krzesłu Eliasza” bliżej bowiem do Reverte'a, Remarqua czy Marqueza, zachwyceni powinni być też fani Zafona, Zusaka czy Doerra – Štiks ma bowiem ambicje stworzyć „wielką powieść” o wielkich sprawach. I jeśli uwzględnimy dodatkowo, że mamy do czynienia z debiutem (!), to efekt jest znakomity. Mamy tu i narracyjny rozmach – wszyscy ci zmienni opowiadacze, szkatułkowość kompozycji, przeskoki czasowe i gatunkowe, do tego bardzo wyraźny i (co ważne!) uzasadniony podkład z wielkiej literatury, znajdziemy tu bowiem odniesienia i do „Homo Fabera” Frischa, i „Króla Edypa”, i „Odysei”, wątki mitologiczne będą zresztą wszechobecne (już na samym początku bowiem istotnym odwołaniem będzie mit o Orfeuszu). Wszystko to jednak nie jest tylko grą literacką i pokazem zdolności autora, ale rzeczywiście służy samej opowieści, ukazując ją w szerszym, niemalże kosmicznym wymiarze. A przy tym wszystkim dostajemy też bardzo konkretne obrazy: Austrii z lat 40. XX wieku, Bośni z epicentrum działań wojennych i mnóstwa momentów „pomiędzy”. Zajmujące jest też będące ramą całej opowieści „śledztwo” głównego bohatera, pisarza Richarda Richtera, który próbując poznać swoje pochodzenie, odbędzie swoją prywatną odyseję w czasie i przestrzeni – stopniowe odkrywanie tajemnicy daje naprawdę dużo satysfakcji, choć od początku przeczuwamy, do czego to wszystko zmierza (ech, te konteksty!). Świetnie napisana, nieoczywista książka – i pomyśleć, że znalazłem ją za grosze w internetach...
kunieczko - awatar kunieczko
ocenił na 8 1 rok temu
Marakesz Václav Pankovčín
Marakesz
Václav Pankovčín
Jest w tej książce pewna nostalgia i smutek za minioną epoką, za tyglem, za karuzelą różnobarwnych postaci wiejskich kobiet i mężczyzn. Prostych ludzi – Słowaków, Żydów i Polaków – którzy żyją tak, jak żyli ich przodkowie; którzy może pragną innego, lepszego „życia wielkiego miasta”, ale boją się nieznanego, brakuje im odwagi lub po prostu pogodzili się ze swoim losem. To książka o prostym i ciężkim życiu gdzieś na dalekiej Słowacji, ale taki „Marrakesz” znajdzie się wszędzie. Te same problemy, te same oczekiwania i nadzieje. Marrakesz Vaclava Pankovica to piękna, liryczna historia, w której realizm magiczny przeplata się z poetycką prozą, humor z groteską, a czas płynie leniwie. Prócz pięknej historii nie sposób nie docenić polskiej okładki książki projektu Kamila Targosza z wykorzystaniem obrazu Andrzeja Kozyry. W tym wypadku stwierdzenie „nie oceniaj książki po okładce” zupełnie się nie sprawdza. There is a certain nostalgia and sadness in this book for a bygone era, for that melting pot, for the carousel of colorful characters—village women and men. Simple people: Slovaks, Jews, and Poles who live as their ancestors once lived; who perhaps long for a different, better “big city life,” yet fear the unknown, lack the courage, or have simply come to terms with their fate. It is a book about a simple and difficult life somewhere in distant Slovakia, but such a “Marrakesh” can be found anywhere. The same problems, the same expectations and hopes. Marrakesh by Vaclav Pankovic is a beautiful, lyrical story in which magical realism intertwines with poetic prose, humor with grotesque elements, and time flows lazily. Apart from the beautiful story, it is impossible not to appreciate the Polish book cover designed by Kamil Targosz, featuring a painting by Andrzej Kozyra. In this case, the saying “don’t judge a book by its cover” definitely does not apply.
RobertTomasz - awatar RobertTomasz
ocenił na 8 1 miesiąc temu

Cytaty z książki Pułapka na myszy Walta Disneya

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Pułapka na myszy Walta Disneya