Małe cnoty

- Kategoria:
- publicystyka literacka, eseje
- Format:
- papier
- Tytuł oryginału:
- Le piccole virtù
- Data wydania:
- 2025-02-19
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-02-19
- Data 1. wydania:
- 1998-01-01
- Liczba stron:
- 144
- Czas czytania
- 2 godz. 24 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788368180343
- Tłumacz:
- Weronika Korzeniecka
Zbiór esejów znakomitej włoskiej pisarki, który inspiruje do dziś. Klasyk literatury światowej, a zarazem książka niezwykle bliska naszemu życiu bez względu na to, gdzie i jak żyjemy. Jonathan Safran Foer powiedział, że to najlepszy self-help, jaki kiedykolwiek przeczytał. Łącząc mądrość z prostotą, Ginzburg porusza tu najważniejsze tematy ludzkiej egzystencji. Pisze o miłości, przyjaźni, powołaniu, pracy, pieniądzach, wychowaniu czy potrzebie ciszy. Przy okazji kreśli wspaniały portret Włoch połowy XX wieku.
„Jeśli chodzi o wychowanie dzieci, uważam, że należy im wpajać nie małe, lecz wielkie cnoty – czytamy w eseju tytułowym. – Nie oszczędzanie, lecz hojność i beznamiętny stosunek do pieniędzy. Nie ostrożność, lecz odwagę i lekceważenie niebezpieczeństwa. Nie przebiegłość, lecz prostoduszność i umiłowanie prawdy. Nie dyplomację, lecz miłość do bliźniego i ofiarność. Nie pragnienie sukcesu, lecz pragnienie, żeby być i wiedzieć”.
Do fascynacji „Małymi cnotami” przyznaje się wiele współczesnych pisarek, między innymi Vivian Gornick, Maggie Nelson, Zadie Smith, Sally Rooney czy Elena Ferrante.
Mało jest książek tak skromnych i zarazem tak okazałych.
Kup Małe cnoty w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Małe cnoty
Poznaj innych czytelników
505 użytkowników ma tytuł Małe cnoty na półkach głównych- Chcę przeczytać 335
- Przeczytane 167
- Teraz czytam 3
- Posiadam 26
- 2025 22
- 2026 5
- Literatura włoska 5
- Eseje 4
- Do kupienia 3
- Esej 3




































OPINIE i DYSKUSJE o książce Małe cnoty
Z przyjemnością wracam do prac Natalii Ginzburg, bo niewiele jest pisarek i pisarzy, którzy z taką głębia potrafią pisać o rzeczach codziennych, zachowując przy tym skromność, ale też nieskomplikowaną poetyckość. Świetne eseje poruszające tematy dzieciństwa, dorastania, wychowywania, pisarstwa, powołania, które zostały ukazane na tle Włoch z połowy XX wieku, kiedy to jeszcze wybrzmiewają dobrze słyszalne i odczuwalne na co dzień echa wojny i faszyzmu.
Z przyjemnością wracam do prac Natalii Ginzburg, bo niewiele jest pisarek i pisarzy, którzy z taką głębia potrafią pisać o rzeczach codziennych, zachowując przy tym skromność, ale też nieskomplikowaną poetyckość. Świetne eseje poruszające tematy dzieciństwa, dorastania, wychowywania, pisarstwa, powołania, które zostały ukazane na tle Włoch z połowy XX wieku, kiedy to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWłoska pisarka, Zwykła kobieta. Wojenną traumę przelała na kartki. Stała się jedną z najważniejszych postaci w świecie literatury na półwyspie apenińskim. Natalia Ginzburg. Jej Małe cnoty dziś do nas przemówią.
"Myślałam zawsze, że któregoś dnia jakiś znany poeta je odkryje I sprawi, że zostaną wydane, i będzie pisać o mnie długie artykuły."
Czy Natalia Ginzburg wiedziała, że jej marzenie stanie się rzeczywistością? Włoska pisarka, która. Przenikliwie prostym językiem dotyka materii życia. W zwykłych słowach wynikających z doświadczenia pisze o wszystkim, co bezpośrednio dotyka jej osoby. Trudna przeszłość naznaczyła teraźniejszość. Los wyznaczył ścieżkę. Wspomnienia wojenne, rodzinne dni, mąż, dzieci, codzienność. Autorka nic nie wymyśla. W swoich esejach porusza tematy, które doskonale zna, dzieli się z czytelnikiem swoimi obserwacjami oraz poglądami...
Cały artykuł na stronie sztukazapisana.pl
Włoska pisarka, Zwykła kobieta. Wojenną traumę przelała na kartki. Stała się jedną z najważniejszych postaci w świecie literatury na półwyspie apenińskim. Natalia Ginzburg. Jej Małe cnoty dziś do nas przemówią.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Myślałam zawsze, że któregoś dnia jakiś znany poeta je odkryje I sprawi, że zostaną wydane, i będzie pisać o mnie długie artykuły."
Czy Natalia Ginzburg wiedziała,...
"Kiedy zabieram się do pisania, czuję się wyjątkowo swobodnie i poruszam się w żywiole, który zdaje mi się, że znam szczególnie dobrze - używam narządzi znajomych mi i bliskich i czuję, że pewnie trzymam je w dłoniach..." W tak niebywale lekki i czuły sposób autorka ujmuje swoje przemyślenia dotyczące miejsc, napotkanych osób, doświadczeń (np. "czucia" drogi w zniszczonych butach, zdziwienia z powodu widoku młodych, bezzębnych z powodu warunków życia kobiet ... ),wartości (np. tych przekazywanych dzieciom - tytułowych małych cnót;). Pisze w sposób niezwykle przejmujący, poruszający czytelnika ... chyba przede wszystkim jakąś nostalgią, melancholią, pewnym pulsującym pod skórą smutkiem... "Istnieje [zauważa autorka] pewna nużąca spójność ludzkich losów. Nasze życia toczą się według starych i niezmiennych praw, według jednolitego i starego rytmu. Marzenia nigdy się nie spełniają i kiedy widzimy je roztrzaskane, w mig pojmujemy, że największe radości naszego życia są poza rzeczywistością. Kiedy widzimy je roztrzaskane, usychamy z tęsknoty za czasem, gdy jeszcze nas rozpalały. Nasz los przemija w splocie nadziei i tęsknot"... Warto zatrzymać się i pomyśleć ...
"Kiedy zabieram się do pisania, czuję się wyjątkowo swobodnie i poruszam się w żywiole, który zdaje mi się, że znam szczególnie dobrze - używam narządzi znajomych mi i bliskich i czuję, że pewnie trzymam je w dłoniach..." W tak niebywale lekki i czuły sposób autorka ujmuje swoje przemyślenia dotyczące miejsc, napotkanych osób, doświadczeń (np. "czucia" drogi w zniszczonych...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękne, skłaniające do refleksji eseje.
Piękne, skłaniające do refleksji eseje.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDobrze się czytało, kilka cytatów zapadło mi w serce (jeszcze nie wiem, czy w pamięć). Szczególnie ostatni, tytułowy esej z tego zbioru jest faktycznie wybitny. Ginzburg ma styl nie do pomylenia z niczyim innym, swoistą powolność i dosadność wypowiadania myśli, troskę o uważnianie szczegółu, pietyzm w malowaniu codzienności. Przyjemna lektura.
Dobrze się czytało, kilka cytatów zapadło mi w serce (jeszcze nie wiem, czy w pamięć). Szczególnie ostatni, tytułowy esej z tego zbioru jest faktycznie wybitny. Ginzburg ma styl nie do pomylenia z niczyim innym, swoistą powolność i dosadność wypowiadania myśli, troskę o uważnianie szczegółu, pietyzm w malowaniu codzienności. Przyjemna lektura.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwietna książka. Krótkie eseje-obserwacje, analiza sytuacji, a każde zdanie niesie ogromny ładunek
Świetna książka. Krótkie eseje-obserwacje, analiza sytuacji, a każde zdanie niesie ogromny ładunek
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPonadczasowe felietony, które są świetnymi obserwacjami życia codziennego, przyjaźni, miłości, życia rodzinnego czy miejsc w których autorka mieszkała. Obraz Anglii czyta się z uśmiechem na ustach. Pomimo że ten zbiór opowiadań dotyczy już lat minionych ale są tak aktualne, że treści obiektywnie I idealnie wpisują się w dzień dzisiejszy. Świetne, warto bo I sam język i te obserwacje rzeczywistości czy takich wycinków życia czyta się z ogromnym zainteresowaniem.
Ponadczasowe felietony, które są świetnymi obserwacjami życia codziennego, przyjaźni, miłości, życia rodzinnego czy miejsc w których autorka mieszkała. Obraz Anglii czyta się z uśmiechem na ustach. Pomimo że ten zbiór opowiadań dotyczy już lat minionych ale są tak aktualne, że treści obiektywnie I idealnie wpisują się w dzień dzisiejszy. Świetne, warto bo I sam język i te...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to"Małe cnoty" to bardzo niepozorna publikacja, która zawiera jedenaście esejów na tematy mniej i bardziej bliskie każdemu z nas. Natalia Ginzburg mistrzowsko snuje przemyślenia, pozwalając czytelnikowi na refleksję i dążenie do zrozumienia samego siebie. Uważam, że dziś, w świecie pełnym pędu (często owczego),takie publikacje jak ta, są szczególnie ważne. Choć nie jest to oczywiście nowe dzieło, to jego przesłanie było, jest i jeszcze długo będzie aktualne. Co prawda spotkałam się z twórczością N. Ginzburg po raz pierwszy, to moje oczekiwania po tej lekturze są wysokie i z ciekawością zapoznam się z jej pozostałymi publikacjami, licząc na ten sam rodzaj otwartości na czytelnika i prostoty w wielkim przekazie.
"Małe cnoty" to bardzo niepozorna publikacja, która zawiera jedenaście esejów na tematy mniej i bardziej bliskie każdemu z nas. Natalia Ginzburg mistrzowsko snuje przemyślenia, pozwalając czytelnikowi na refleksję i dążenie do zrozumienia samego siebie. Uważam, że dziś, w świecie pełnym pędu (często owczego),takie publikacje jak ta, są szczególnie ważne. Choć nie jest to...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toEseje to zaproszenie do osobistych, intymnych rozważań drugiej osoby, które powinny być na tyle ciekawe, by swoją istotą przyciągać czytelnika i prowokować go do własnej refleksji. Kryteria te zdecydowanie spełniają teksty, które wyszły spod pióra Natalii Ginzburg i trafiły do zbioru pt. „Małe cnoty”, wydanego w Polsce nakładem Wydawnictwa Filtry, w przekładzie autorstwa Weroniki Korzenieckiej.
W jedenastu esejach pełnych prywatnych dygresji i autorskiego punktu widzenia, mamy okazję pochylić się nad wieloma uniwersalnymi kwestiami, związanymi z doświadczeniem wojny przez ludność cywilną, umieraniem, miłością, rodzicielstwem, milczeniem, prozą życia i licznymi stereotypami, którymi człowiek karmi się na co dzień. Tak wiele, tak odmiennych kwestii może mylnie wskazywać, że „Małe cnoty” to zbiór pełen chaosu, podczas gdy jest zupełnie odwrotnie. Nie czytałam nigdy zbioru bardziej uporządkowanego i konsekwentnego w swej różnorodności. Eseje uporządkowane zostały tak, by każdy kolejny jeszcze bardziej zaciekawiał czytelnika, zaś ostatni, tytułowy, to prawdziwa wisienka na torcie dla tych, którzy podobnie jak autorka myślą i czują w kwestii wychowania młodego pokolenia.
„Małe cnoty” urzekły mnie tak bardzo, że nie umiałabym wybrać swojego ulubieńca tego zbioru. Pełny życiowych prawd esej „On i ja”, złożony z garści ciekawych obserwacji tekst „Pochwała i opłakiwanie Anglii” czy tytułowe rozważania na temat wartości pieniędzy w życiu dziecka to doskonałe, literackie preteksty do własnych przemyśleń nad tym, jak my postrzegamy świat i prawa nim rządzące. Dawno już słowo pisane tak mocno mną nie wstrząsnęło jak zrobił to ten niepozorny wybór tekstów.
Pierwsze spotkanie z prozą Ginzburg na długo pozostanie w mojej pamięci. Autorka dowiodła, że można mówić ciekawie o sprawach ważnych i trudnych dla człowieka. Pokazała, jak wielką moc ma słowo pisane jako nośnik treści i ładunku emocjonalnego. Przede wszystkim zaś udowodniła, że esej to doskonała i ponadczasowa forma wyrażania poglądów, która nie zna bariery wieku i płci.
Weźcie do ręki ten zbiór i sprawdźcie, jak wiele Was dzieli lub łączy z jego autorką.
Eseje to zaproszenie do osobistych, intymnych rozważań drugiej osoby, które powinny być na tyle ciekawe, by swoją istotą przyciągać czytelnika i prowokować go do własnej refleksji. Kryteria te zdecydowanie spełniają teksty, które wyszły spod pióra Natalii Ginzburg i trafiły do zbioru pt. „Małe cnoty”, wydanego w Polsce nakładem Wydawnictwa Filtry, w przekładzie autorstwa...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDlaczego?! Zupełnie, ale to zupełnie nie rozumiem, po co w „Małych cnotach” znalazło się coś więcej niż „Małe cnoty”. Bo wedle mojej - odważnej co prawda opinii - „Małe cnoty” bez całej tej reszty byłyby o niebo, o dwa nieba lepsze. Jednak by do „Małych cnót” dotrzeć, trzeba wytrwale i z nielichą determinacją, bez żadnej gwarancji nagrody, brnąć przez całe „Małe cnoty”, bo te świetne „Małe cnoty” są umieszczone na samiuteńkim końcu przepitolonych, przefilozowanych i całkiem niegigantycznych literacko „Małych cnót”.
Brzmi niejasno? Cóż – już tłumaczę. Tytuł zbioru (tu nazywanego <duże „Małe cnoty”>) to zarazem tytuł kończącego go eseju (tu nazywanego <końcowe „Małe cnoty”>): tego, który wywołał moją nieomal euforię. Może tym większą, im częściej zganiałem wcześniej znużenie z powiek (czyli po prostu ziewałem dyskretnie, wszak przeciętny nawet inteligent przy książce ryczeć po januszowsku nie powinien),przedzierając się przez pisaninę zajmującą początek i część środkową książki.
Bo jest tak, że sporo podczas całej tej lektury myślałem o osobach zupełnie innych niż Natalia Ginzburg. O różnych eseistkach, których książki mógłbym właśnie z pożytkiem większym dla siebie przeżywać /przypominać sobie. Ot, choćby o Hercie Miller (choć ona o wiele mroczniejsza),albo Dubravce Ugrešić (ta znów bardziej kobieca, choć nie jest to do końca określenie, jakim chciałbym się posłużyć, bo wolałbym unikać słów i znaczeń deprecjonujących). Zaświtała mi nawet w głowie Olga Tokarczuk. Czemuż by nie? Nawet mimo lekkiego nadmiaru czułości. Wspominam tylko o tych kilku myślach, bo ze względów niesprecyzowanych wolałbym pozostać przy kobietach, nawet jeśli płeć nie odgrywa w tym kontekście żadnej roli.
Bo że może odgrywać, świadczy lista tych literatek nieodżegnujących się od feminizmu, które do fascynacji prozą Ginzburg przyznają się otwarcie: Vivian Gornick, Maggie Nelson, Zadie Smith, Sally Rooney czy Elena Ferrante.
Ale w akcie ekshibicjonizmu niemalże wyjawię, jakie jedno męskie nazwisko przyszło mi do skołatanej głowy. Otóż pomyślałem o Stanisławie Vincenzie. To co prawda skojarzenie tak odległe, że aż nieprawdopodobne, bo nawet dla mnie samego niezrozumiałe. Nie będę teraz jednak badał meandrów podświadomości. Ważne, że przetrwałem i do tych końcowych „Małych cnót” dobrnąłem. I dostałem nagrodę. Te końcowe „Małe cnoty” po prostu wymiatają.
Przyznam, że miałem na końcu języka, gdy zrobiłem sobie krótką przerwę w lekturze dużych „Małych cnót”, by przepłukać gardło, jakiś cięty bon mot na temat czegoś innego małego, co może sprawić dużą przyjemność (ot, choćby „Małe prozy” Sławomira Mrożka),jednak nim przyjęty płyn przepłukał wszystkie odcinki mojego układu pokarmowo-trawiennego (łac. systema digestorium),już zagłębiłem się w uniwersum ostatniego eseju. I doszło do efektu pomysłowego Dobromira. Czyli coś mnie łupnęło w łeb. I od tej pory wiem, że warto być wytrwałym i mimo przeciwności przeć do końca, bo tam jednak czeka nagroda. Tak oto w znoju wykuwają się cnoty. I te małe, i te wielkie.
Dlaczego?! Zupełnie, ale to zupełnie nie rozumiem, po co w „Małych cnotach” znalazło się coś więcej niż „Małe cnoty”. Bo wedle mojej - odważnej co prawda opinii - „Małe cnoty” bez całej tej reszty byłyby o niebo, o dwa nieba lepsze. Jednak by do „Małych cnót” dotrzeć, trzeba wytrwale i z nielichą determinacją, bez żadnej gwarancji nagrody, brnąć przez całe „Małe cnoty”, bo...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to