Drugie życie Czarnego Kota

- Kategoria:
- reportaż
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2025-04-09
- Data 1. wyd. pol.:
- 2025-04-09
- Liczba stron:
- 312
- Czas czytania
- 5 godz. 12 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788383802190
- Inne
Miasto to pomnik człowieka. Z impetem zderzających się płyt tektonicznych niszczymy stare i tworzymy nowe krajobrazy. Czy można opowiedzieć historię miasta inaczej, by ani człowiek, ani beton, żelazo czy szkło nie były głównymi bohaterami? Niech będą nimi pozostałości prastarych puszcz, rosnące na pomnikach porosty, ale i ruderalne samosiejki kiełkujące spomiędzy chodnikowych płyt. Ta osobista, poetycka książka nauczy was dostrzegać przyrodę wokoło i sprawi, że odkryjecie swoją okolicę na nowo.
Stanisław Łubieński – kulturoznawca, ukrainista, z zamiłowania przyrodnik. Współpracował z „Gazetą Wyborczą”, „Tygodnikiem Powszechnym” i „Dwutygodnikiem”. Autor trzech nagradzanych i tłumaczonych na języki obce książek: „Pirat stepowy”, „Dwanaście srok za ogon”, „Książka o śmieciach”. Prowadzi spacery przyrodnicze po Warszawie, jest gospodarzem audycji „Księstwo Ptaków” w radiowej Trójce i Prezesem Zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.
Kup Drugie życie Czarnego Kota w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Polecane przez redakcję
Opinia społeczności i
Drugie życie Czarnego Kota
Jeden z najlepszych popularyzatorów przyrody, czy raczej jej resztek, wspaniale, z werwą i znawstwem, a bez przemądrzałości, opisuje tu “dzikie miejsca” stolicy - w sposób nie gorszy niż niedawno Robert Macfarlane takież na Wyspach… A jest ich bynajmniej niemało, również takich, o których wiedza nie jest wielka. Bo to nie tylko dwie słynne “resztówki” prastarej Puszczy Mazowieckiej w postaci Lasku Bielańskiego i Parku Natolińskiego. To także niezwykłe, a moje ulubione Zakole Wawerskie - umiejętnie broniące się - oby na zawsze - przed tłumami bagnem, chaszczami, nieprzebytymi trzcinami kilkumetrowej wysokości oraz… komarami i kleszczami. Jak trafnie pisze Autor, “Ten krajobraz nie pozostawia obojętnym, selekcja odwiedzających dokonuje się już na wstępie; jednych odstraszają śmieci, innych zasieki pokrzyw i ostrokoły trzcinowisk, jeszcze innych brak utwardzonych ścieżek i latarni. Brak oznak cywilizacji”. “To miejsce ze wszystkich w Warszawie może najbardziej przypomina mi raj” - w pełni zgadzam się z Łubieńskim (od dawna zabiega tu o rezerwat),dzięki któremu w ogóle kilka lat temu dowiedziałem się o istnieniu cudu, jakim jest Zakole Wawerskie, położone kilka raptem przystanków ode mnie. Inne zdanie, też jakby moje: “Przestrzeni nie ograniczały mury, widnokręgu nie kroiły sylwetki budynków, kąty proste zastąpiły łagodnie zaokrąglone sylwetki drzew. Takich miejsc ocalało w moim mieście niewiele. Moje życie właśnie się zmieniało i Zakole było częścią tej zmiany”. Odtąd bywam tam kilka razy w miesiącu, a wiosną (co tam się wtedy dzieje…!) nawet i kilkanaście… “To miejsce wydaje się nierzeczywiste. Gdyby nie huk samochodów, można tu ulec wrażeniu, że jest się w puszczy”. Pod każdym tekstem Autora (którego zresztą parę razy tam spotkałem) na ten temat, zresztą na inne też, podpisuję się oburącz, nawet trzymając lornetkę i aparat w pogotowiu. “Życie jest tu tak bujne, że wystarczy chwilę postać bez ruchu, a na pewno coś się wydarzy. W sierpniu zieleń staje się ciężka, nabrzmiała, mięsista jak teatralne kurtyny”. “Dzisiaj Zakole Wawerskie to kolaż. Rdzawe palisady trzcinowisk, miękka zieleń łąk, kudłate kępy turzyc, ciemna ściana bagiennego olsu. Równiny zarastających pól i porzucone sady. Sterty gruzu zwożone przez lata, śmieci w workach i luzem, szeleszczące pod nogami w najdzikszym, zdawałoby się gąszczu”. “W najbliższej okolicy mieszkają tysiące ludzi, ale dla większości z nich ten teren pozostaje nieznany. Zakole jest dla wybranych, dla najbardziej ciekawskich. Ci raczej się nie zawiodą”. “Planowanego tu rezerwatu nie powołano, chociaż Zakole na to zasługuje. Problemem jest własność– teren leży na gruntach prywatnych, należących do przeszło 100 rodzin. Miasto blokuje możliwość zabudowy, ale nie potrafi czy nie chce znaleźć pieniędzy na wykup bagien i łąk”. “Jest tu zmagazynowanych przeszło 114 000 ton węgla. Przykro patrzeć, jak teren, którego rangę przyrodniczą określa się jako wybitną, zasypywany jest śmieciami i zarasta nawłocią. Potencjalnie to obszar naturalnej retencji, znacznie tańszy i niewymagający kosztownego utrzymania jak sztuczne zbiorniki”. Nie ogarnę, ile tam ptaków widziałem, ile sfotografowałem. Tyko w tym roku był bielik, rybołów, kobuz, jastrząb, pustułka. Żurawie są tam na stałe (także zimą) - chyba dwie pary, pozują czasem z bliska, jak zrobić “zasiadkę”. To jedyna pewna w granicach Warszawie miejscówka na egzotyczną dziwonię. Poza tym radość z całą tą sympatyczną drobnicą, z pokrzywnicą, raniuszkiem, zaganiaczem, brzęczką, pierwiosnkiem i piecuszkiem, cierniówką, łozówką, strumieniówką i musiałbym jeszcze dlugo wymieniać… “Naukowcy od dawna twierdzą, że to miejsce to skarb. W latach 90. badania prowadził tu ówczesny student, dziś profesor Patryk Rowiński. +Zagęszczenie ptaków lęgowych powierzchni olsowej jest jednym z największych stwierdzonych w olsach i łęgach na terenie kraju+ - pisał”. “Gdzieś niedaleko usłyszałem werbelek strumieniówki, który przypomina niektórym rytmiczny grzechot maszyny do szycia. Szybciej od strumieniówki śpiewa świerszczak, a najszybciej z nich wszystkich brzęczka, której wibrujący, pozornie jednostajny dźwięk, niósł się z trzcinowiska. (...) Wyciągając do góry swoją śmieszną kurzą główkę, odzywał się jeszcze skryty w trawie derkacz”. “Ludzi przychodzi tu tak niewielu, że ptaki nie wahają się zakładać gniazd przy samej ścieżce. Młode krogulce pewnie bym przegapił, stały nieruchomo w gnieździe i wbijały we mnie napięte spojrzenia”. “Remiz należy do liczącego cztery gatunki rodzaju remiz z rodziny remizidae. To jedyny rodzaj, którego nazwa naukowa pochodzi od polskiej”. Ależ frajdą jest, że można tam chodzić takimi szlakami, jak pisze Autor: “Ścieżka istniała, ale była to ścieżka nieludzka, czyli nie dla ludzi”. Sarny wychodzą co raz na “strzał”, lisy bardziej czujne, dziki zostawiają jedynie ślady buchtowania, bo w nocy głównie urzędują - ostatnio złomotały jedyną, bagienną ścieżkę dostępu, o której pisze Autor.. Ale takim miejscem paradoksalnie jest także - wydawałoby się ostatnia do obserwacji ptaków - słynna Patelnia, gdzie zimą spotyka się nie tylko jarzębatkę, kapturkę czy krogulca, ale i takie egzotyczne gatunki, jak słynna pokrzewka aksamitna sprzed kilku lat (dobra, od razu się przyznam, że sam na nią wówczas “zapolowałem” z aparatem. “To było sensacyjne, zaledwie czwarte stwierdzenie do gatunków w Polsce”.. “Choć może trudno to dostrzec w otaczającej ją brzydocie, Patelnia jest otoczona zielenią. Co roku w majowe noce śpiewa słowik szary. Lubię patrzeć, jak ludzie przystają, szeroko otwierają oczy ze zdumienia i rozglądają się z niedowierzaniem.(...) Pytają czasem: +To leci z głośników prawda?+”. Autor to wielki pasjonat przyrody w każdej postaci, ale zarazem stać go na takie np. wyznanie: “Smród podkładów kolejowych to moja magdalenka”. Jest on także - jak każdy, kto kocha naturę - zwolennikiem naturalnej zieleni, a nie tej “sztucznej”, , w każdą sobotę zajadle koszonej przez nowych mieszczan… I stąd takie wnioski: “Roślinność spontaniczna kojarzy się często z zaniedbaniem, a większość ludzi nie potrafi docenić subtelnej urody pospolitych roślin nazywanych obelżywie chwastami. Tego rodzaju terminy z rolniczego słownika chłoniemy przez osmozę od najmłodszych lat i często na całe życie określają nasz stosunek do przyrody”. “Wielu ekologów uważa, że przyszłością miejskiej zieleni powinno być właśnie zaniechanie. (...) Zieleń spontaniczna ma właściwie same zalety - skład gatunkowy przypomina o historii miejsca i w przeciwieństwie do sadzonej przez człowieka zieleni ozdobnej podlega naturalnym procesom. Takie tereny generują niewielkie koszty, wymagają mało uwagi i mogą się utrzymywać przez dłuższy czas”. “Chwast skazywany jest na bezkarne niszczenie, choć kiedy nie konkuruje z uprawami ani nie wyrządza żadnej szkody, jest po prostu ładną rośliną”. “Warszawskie badania wskazują, że nieformalna zieleń osiąga podobne wskaźniki różnorodności biologicznej i retencji, jak ta formalna. Z niektórymi aspektami, takimi jak pochłanianie dwutlenku węgla (szczególnie tereny we wczesnej fazie sukcesji) czy pyłów (tereny nadrzeczne),potrafi radzić sobie nawet lepiej”. “Jedną z twarzy wykluczenia jest właśnie brak dostępu do zieleni. Tymczasem bliskość zieleni zachęca do uprawiania ruchu, zmniejsza poziom zanieczyszczeń, ogranicza efekt wyspy ciepła i łagodzi stres”. “Na zdjęciach przedwojennej Warszawy brak zieleni jest uderzający. Nieobecność drzew, krzewów i kwiatów wiąże się naturalnie z brakiem owadów i ptaków”. “Imperialne plany przerwała i boleśnie zweryfikowała wojna. Gdyby jakimś cudem nie wybuchła, Pole Mokotowskie, czyli największy warszawski park, byłoby dziś rządowym osiedlem, którego centralnym punktem byłaby Świątynia Opatrzności”. “Wiele osiedli z lat 50 XX wieku tonie w zieleni, która zdążyła się już ładnie zestarzeć. Całe kwartały powstałego z ruin Muranowa przypominają ogród”. “Od socjalizmu do później wielkiej płyty między kamienicami i blokami widać przestrzeń, ale też drzewa, krzewy i żywopłoty. Kapitalistyczne inwestycje w wydaniu budżetowym upychają w przestrzeni jak najwięcej metrów powierzchni użytkowej, zieleń jest spacyfikowana, tylko symbolicznie obecna, dodatkowo dociśnięta płotami. W tym sensie standard życia znacząco się pogarsza”. “Ocenia się, że poza terenem zurbanizowanym, gdzie utwardzonych powierzchni jest niewiele, nawet 90% deszczówki wsiąka w grunt, tymczasem w miastach niemal cała woda spływa do studzienek kanalizacyjnych i jest bezpowrotnie tracona”. “Bogactwo polskich puszczy wydawało się nieprzebrane. To z okresu tej prosperity pochodzi jeden z nielicznych przykładów polskiego wpływu na język angielski. Słowo "spruce" czyli świerk, to nic innego jak sklejone i zanglicyzowane "+z Prus+. Być może to wzruszający przykład nieporozumienia między niepotrafiącymi się dogadać kupcami. "Sir, what kind of wood is this?", pyta jakiś John Smith, a Jan Kowalski odpowiada mu poczciwie: +z Prus, panie+” (chyba jednak wygląda mi to na tak zwaną "etymologię ludową"). “Las Bielański to ostatnia pozostałość puszczy, która do 14. wieku pokrywała Mazowsze, dlatego należy o nim mówić wzniośle. Ten Las, który piszę wielką literą, jest starszy niż wyrosłe dookoła miasto. Dlatego Las godny jest patosu, bo nie często się przecież zdarza, by w stolicy dużego, rozwiniętego kraju, zachował się skrawek prastarej puszczy. Żyją tu organizmy, które nie przyszły ani nie przyleciały, tylko trwają nieprzerwanie, odkąd ustąpił lodowiec i wyrosły drzewa”. “Las to bezcenny skarb, fenomen w skali europejskiej. To nie byle dzielnicowy park otoczony przez blokowiska i ruchliwe ulice, ale miejsce, gdzie naturalne procesy trwają niezakłócenie od tysięcy lat. Las Bielański to kieszonkowa puszcza, która cudem przetrwała do naszych czasów”. “Zgorzała jest bodaj jedynym miejscem w granicach miasta,gdzie można spotkać 9 gatunków płazów. Okolice jeziora to jedno z ostatnich albo ostatnie w Warszawie stanowisko kumaka nizinnego. We właściwe miejsce doprowadziły mnie nie pełne werwy rechoty burczenie czy bulgotanie, ale charakterystyczny choć słaby głos (...).. Przypominał dźwięk, jaki wydaje niezadowolona 12-latka, kiedy prosi się ją o pomoc”. I jeszcze o najpiękniejszych dźwiękach w przyrodzie, czyli ptasich śpiewach. “Gdzieś obok zawibrowała piosenka świstunki leśnej, jak moneta wirująca po marmurowym stole krótka i urwana. Mały, cytrynowy ptak sfrunął na ziemię i po chwili poleciał w korony drzew. (...) Świstunki śpiewają w Warszawie w ostatnim tygodniu kwietnia, niektóre pewnie zostają w większych lasach i laskach, ale większość leci dalej”. “Ewolucja stworzyła białorzytkę do życia wśród kamyków.(...) Kiedy uganiają się za owadami, wdzięcznie tłumaczą swoją nazwę, połyskując białe lusterkiem rzyci– kupra i skrajnych sterówek”. “Przyznaję, że nie do końca rozumiem, dlaczego to słowiki uważane są za najlepszych ptasich śpiewaków, dlaczego właśnie ich śpiew od wieków budzi zachwyt. Dla mnie słowiczy głos jest raczej popisem technicznej wirtuozerii i nieskończonych możliwości instrumentu, nie układa się jednak w piękną melodię.(...) Dla mnie nieodmiennie najpiękniejszym głosem polskiej przyrody jest głęboki i melancholijny wieczorny koncert kosa”. “Kszyk był tylko ciemną sylwetką na szarej płachcie, nie widziałem sterczących na boki starówek ani nie słyszałem beczenia, pozostały w domyśle”.
Oceny książki Drugie życie Czarnego Kota
Poznaj innych czytelników
556 użytkowników ma tytuł Drugie życie Czarnego Kota na półkach głównych- Chcę przeczytać 358
- Przeczytane 181
- Teraz czytam 17
- Posiadam 30
- 2025 13
- 2026 13
- Chcę w prezencie 6
- Audiobook 6
- Ulubione 5
- Audiobooki 4
Inne książki autora

Czytelnicy Drugie życie Czarnego Kota przeczytali również
Cytaty z książki Drugie życie Czarnego Kota
(Ochota) Rodowód miała prostacki: jej nazwa pochodzi od karczmy, chodzi więc nie o optymizm, tylko ochotę, gotowość do picia. A pić można z różnych powodów, radość nie jest jedynym, który przychodzi mi do głowy.
(Ochota) Rodowód miała prostacki: jej nazwa pochodzi od karczmy, chodzi więc nie o optymizm, tylko ochotę, gotowość do picia. A pić można z ...
Rozwiń ZwińDziś przyjmuje się, że nazwa miasta pochodzi od niejakiego Warsza z Rawiczów, którego protoplastami byli członkowie morawskiego rodu Wrszowców.(...) “Warsz” oznaczał dawniej samca dzikiej świni. Z tego korzenia wywodzą się słowa warchlak i warchoł.
Dziś przyjmuje się, że nazwa miasta pochodzi od niejakiego Warsza z Rawiczów, którego protoplastami byli członkowie morawskiego rodu Wrszowc...
Rozwiń ZwińJest tu zmagazynowanych przeszło 114 000 ton węgla. (...) Przykro patrzeć, jak teren, którego rangę przyrodniczą określa się jako wybitną, zasypywany jest śmieciami i zarasta nawłocią. Potencjalnie to obszar naturalnej retencji, znacznie tańszy i niewymagający kosztownego utrzymania jak sztuczne zbiorniki.
Jest tu zmagazynowanych przeszło 114 000 ton węgla. (...) Przykro patrzeć, jak teren, którego rangę przyrodniczą określa się jako wybitną, z...
Rozwiń Zwiń















































Opinie i dyskusje o książce Drugie życie Czarnego Kota
Wspaniała poetycka proza ukazująca kolaż przyrody, ludzi, zachowań i emocji jakie na siebie wywierają. Wielokrotnie opisy doznań wywołanych kontaktem z przyrodą poszerzane są o kontekst historyczny - ten dalszy i bliższy ukazujący przekształcenia Warszawy. Sytuacja przyrody miejskiej ukazywana jest z odniesieniami do stanu w innych krajach, co poszerza świadomość czytelnika. Choć czułem wcześniej że kwestie przyrody nie są mi obojętne, książka pozwoliła mi dostrzec miasto przez pryzmat nieznany mi dotąd. Czuję jakby przedefiniowała moje rozumienie przyrody - poszerzyła pojmowanie natury o to wszystko co dzieje się w mieście. Flora i fauna, większa, mniejsza i maleńka - wszystkie są zazwyczaj niezauważane przez ludzi w zurbanizowanym otoczeniu. Książka będąca zbiorem doświadczeń i spostrzeżeń Autora z wypraw dalszych i bliższych “w stronę przyrody” obrazuje codzienność natury która nie musi być spektakularna by urzekać. Tekst unaocznia dużą nieświadomość ludzi urządzających przestrzeń wokół siebie - wiele działań podejmowanych jest bez refleksji na temat ich niszczacego wpływu na przyrodę. Autor reprezentuje bardzo interdyscyplinarne podejście pozwalające spojrzeć na przyrodę z różnych perspektyw.
W książce, co wydało mi się ciekawe, umieszczonych zostało kilka opisów przeżyć luźniej związanych z przyrodą jaką poznaliśmy na wcześniejszych kartach książki.
Wielokrotnie łapałem się na tym, że powtarzałem w głowie, by zapamiętać, sformułowania Autora. Opisy zjawisk, zachowań, rzeczy - tak zwyczajnych, a ujętych w zupełnie niezwyczajne frazy częstokroć zaskakują.
Książka do polecenia każdemu, kto chciałby poznać Warszawę z nieco innej perspektywy, miłośnikom przyrody, a nawet tym, którzy jeszcze nie wiedzą, że się nimi staną. Po przeczytaniu dostrzegam wokół siebie więcej niż przedtem.
Wspaniała poetycka proza ukazująca kolaż przyrody, ludzi, zachowań i emocji jakie na siebie wywierają. Wielokrotnie opisy doznań wywołanych kontaktem z przyrodą poszerzane są o kontekst historyczny - ten dalszy i bliższy ukazujący przekształcenia Warszawy. Sytuacja przyrody miejskiej ukazywana jest z odniesieniami do stanu w innych krajach, co poszerza świadomość...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Drugie życie Czarnego Kota” to zbiór esejów o przyrodzie w Warszawie i na terenach podmiejskich wokół stolicy. To książka, którą docenią głównie miłośnicy przyrody, tacy którzy są zawsze gotowi na spotkanie z nią nawet wtedy, gdy mają akurat coś innego do zrobienia. Ta lektura zmienia sposób postrzegania miasta, uczy zauważać piękno przyrody w zgiełku miejskiego życia, inspiruje do spacerów i eksploracji w pobliżu miejsca zamieszkania, a także skłania do refleksji nad relacją człowieka z naturą.
Autor pokazuje, że przyroda miejska jest ciekawa i różnorodna, bo miasto to mozaika różnych krajobrazów – parków, osiedli, terenów ruderalnych. Jeśli jesteś mieszkańcem miasta i lubisz praktykować bycie w przyrodzie codziennie, to przeczytanie publikacji Stanisława Łubieńskiego przysporzy ci dużo radości, pomoże oswoić przyrodę miejską i sprawi, że przestaniesz się frustrować myślami, że nie mieszkasz na wsi i rzadko masz czas wybrać się tam, gdzie są tereny zielone. Autor uświadamia też, że miejska przyroda jest ważna ze względów, nazwijmy to, higienicznych. Większość z nas bowiem żyje w miastach, w pospiesznym codziennym galopie i stresie. A kontakt z przyrodą - nawet tą na pobliskim skwerze czy trawniku - poprawia jakość życia, odstresowuje i pomaga nie zwariować we współczesnym świecie.
Uważam, że „Drugie życie Czarnego Kota” to również książka o radzeniu sobie z poczuciem straty, czyli mająca działanie terapeutyczne. Przynajmniej dla mnie taką się okazała. Od zawsze mieszkałam w dzielnicy sąsiadującej z centrum miasta i rozległymi łąkami oraz pozostałościami po polach uprawnych. Podczas spacerów latami obserwowałam przyrodę tych terenów, wdzieranie się tam miejskiej zabudowy, które spowodowało stopniowe znikanie zajęcy, kuropatw, pokląskw, świergotków, pliszek żółtych, gąsiorków, czajek, sów, nietoperzy a nawet wróbli i gawronów. Ostatnio z osiedlowych trawników zniknęły nawet kosy, bo pojawiły się koty, które mieszkańcy bloków z upodobaniem wypuszczają, aby sobie pohasały na trawce, a zarządca terenów z równym upodobaniem wycina najdrobniejsze nawet siewki i krzewy. Kosy więc nie mają gdzie spokojnie zdobywać pożywienia i odchowywać młodych. Książka Łubieńskiego podpowiada co, mimo tych niekorzystnych zmian, możemy obserwować w naszej najbliższej okolicy, niesie też pocieszenie, że natura zawsze gotowa jest odzyskać to, co zabrała jej łakoma cywilizacja oraz ludzka pazerność i bezmyślność.
Na uwagę zasługuje też charakter narracji, sposób snucia opowieści za pomocą metafor, czasem lirycznych a innym razem nieco zaskakujących, skłaniających do poszukiwania niezwykłości natury w miejscach, które zwykle uważamy za niewarte uwagi. To bardzo istotny, pozytywny aspekt tej książki.
Kolejnym są liczne odwołania do historii Polski i Warszawy oraz interesujące uwagi na temat tego, jak w ostatnich trzystu latach zmieniły się naukowe metody badania fauny i flory. Opowieść o tym ile szkody w przyrodzie poczynili dziewiętnastowieczni zdobywcy ptasich okazów przeznaczonych do preparacji naprawdę budzi grozę.
Szkoda, że autor nie zamieścił zdjęć przedstawiających omawiane z taką pasją rośliny, grzyby, porosty, śluzowce, owady i ptaki. Za ten brak odejmuję ⭐⭐.
„Drugie życie Czarnego Kota” to zbiór esejów o przyrodzie w Warszawie i na terenach podmiejskich wokół stolicy. To książka, którą docenią głównie miłośnicy przyrody, tacy którzy są zawsze gotowi na spotkanie z nią nawet wtedy, gdy mają akurat coś innego do zrobienia. Ta lektura zmienia sposób postrzegania miasta, uczy zauważać piękno przyrody w zgiełku miejskiego życia,...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWażna jest dla mnie przyroda, ale też miasto - Warszawa. Autor niesamowicie łączy te dwa światy, zwraca uwagę na elementy życia codziennego jak ptaki, czy drzewa, którym zazwyczaj nie poświęcamy takiej uwagi. Czytanie tej książki było jak spacer po parku w ciepły, letni dzień, niezwykle wpływało na moje wspomnienia i wyobraźnię. Poruszyły mnie również wstawki o przemijaniu natury, wyniszczaniu jej przez człowieka i ulotności naszego życia
Ważna jest dla mnie przyroda, ale też miasto - Warszawa. Autor niesamowicie łączy te dwa światy, zwraca uwagę na elementy życia codziennego jak ptaki, czy drzewa, którym zazwyczaj nie poświęcamy takiej uwagi. Czytanie tej książki było jak spacer po parku w ciepły, letni dzień, niezwykle wpływało na moje wspomnienia i wyobraźnię. Poruszyły mnie również wstawki o przemijaniu...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawe opowiadania, dla mnie napisane w zbyt osobisty sposób
Ciekawe opowiadania, dla mnie napisane w zbyt osobisty sposób
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCzłowiek na codzień nie zdaje sobie sprawy ile gatunków żyje wokół. Czytając tę książkę miałem uśmiech na twarzy. Stanisław Łubieński umiejętnie włada piórem. Teksty są lekko strawne.
Człowiek na codzień nie zdaje sobie sprawy ile gatunków żyje wokół. Czytając tę książkę miałem uśmiech na twarzy. Stanisław Łubieński umiejętnie włada piórem. Teksty są lekko strawne.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZbiór felietonów o szeroko pojętym ekosystemie Warszawy, także w ujęciu historycznym. Polecam zainteresowanym tematem :)
Zbiór felietonów o szeroko pojętym ekosystemie Warszawy, także w ujęciu historycznym. Polecam zainteresowanym tematem :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMierne teksty, bez polotu, iskry, tego czegoś, ot obrazki do prześlizgnięcia się okiem jak po średnim gazetowym felietonie (trudno nazwać je "esejami" jak chcą niektórzy). Wiadomo, kto przyznaje czołowe nagrody w tym kraju - znajomi- znajomym, ale to już "dzika" przesada. Gdyby nie Dorota w łóżku, niewiele osób chciało by to wydać. Nie mówiąc o nagradzaniu. Jest tyle wartościowych i poruszających książek o przyrodzie na rynku, szkoda, że nie są oświetlane przez "krytyków".
Mierne teksty, bez polotu, iskry, tego czegoś, ot obrazki do prześlizgnięcia się okiem jak po średnim gazetowym felietonie (trudno nazwać je "esejami" jak chcą niektórzy). Wiadomo, kto przyznaje czołowe nagrody w tym kraju - znajomi- znajomym, ale to już "dzika" przesada. Gdyby nie Dorota w łóżku, niewiele osób chciało by to wydać. Nie mówiąc o nagradzaniu. Jest tyle...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka o niczym i o wszystkim. Zbiór mało spójnych esejów zogniskowanych wokół tematyki przyrody Warszawy. Są fragmenty z relacjami ze spacerów. Mamy też wielokrotnie wzmianki o napotykanych prawdziwych pasjonatach i znawcach tematyki (ptasiej, mykologicznej itd.) - w domyśle - Czytelniku, nie należysz do tej elitarnej grupy. Regularnie jest się też zarzucanym mało znanymi nazwami gatunków grzybów, owadów, ptaków, kwiatów - nawet z celującą oceną z biologii, na podstawie skąpego kontekstu, wielokrotnie nie ma szans zorientować się, o jakim elemencie przyrody mowa. Najbardziej dyskusyjne są dla mnie mikroopowieści o umierającym psie i umierającym ojcu - wyrwane z ogólnego kontekstu książki. Współczuję Autorowi, niemniej przypomina to telewizyjne granie na emocjach aniżeli szerszy kontekst kręgu życia i śmierci.
Książka o niczym i o wszystkim. Zbiór mało spójnych esejów zogniskowanych wokół tematyki przyrody Warszawy. Są fragmenty z relacjami ze spacerów. Mamy też wielokrotnie wzmianki o napotykanych prawdziwych pasjonatach i znawcach tematyki (ptasiej, mykologicznej itd.) - w domyśle - Czytelniku, nie należysz do tej elitarnej grupy. Regularnie jest się też zarzucanym mało znanymi...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna książka.
Piękna książka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPiękna. A rozdział o psie to cudo. Ten o grzybach też niczego sobie
Piękna. A rozdział o psie to cudo. Ten o grzybach też niczego sobie
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to