Drugie życie Czarnego Kota

Okładka książki Drugie życie Czarnego Kota autorstwa Stanisław Łubieński
Okładka książki Drugie życie Czarnego Kota autorstwa Stanisław Łubieński
Stanisław Łubieński Wydawnictwo: Agora reportaż
312 str. 5 godz. 12 min.
Kategoria:
reportaż
Format:
papier
Data wydania:
2025-04-09
Data 1. wyd. pol.:
2025-04-09
Liczba stron:
312
Czas czytania
5 godz. 12 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383802190
Inne
NOWA KSIĄŻKA STANISŁAWA ŁUBIEŃSKIEGO, AUTORA „PIRATA STEPOWEGO”, DWUNASTU SROK ZA OGON” I „KSIĄŻKI O ŚMIECIACH”

Miasto to pomnik człowieka. Z impetem zderzających się płyt tektonicznych niszczymy stare i tworzymy nowe krajobrazy. Czy można opowiedzieć historię miasta inaczej, by ani człowiek, ani beton, żelazo czy szkło nie były głównymi bohaterami? Niech będą nimi pozostałości prastarych puszcz, rosnące na pomnikach porosty, ale i ruderalne samosiejki kiełkujące spomiędzy chodnikowych płyt. Ta osobista, poetycka książka nauczy was dostrzegać przyrodę wokoło i sprawi, że odkryjecie swoją okolicę na nowo.

Stanisław Łubieński – kulturoznawca, ukrainista, z zamiłowania przyrodnik. Współpracował z „Gazetą Wyborczą”, „Tygodnikiem Powszechnym” i „Dwutygodnikiem”. Autor trzech nagradzanych i tłumaczonych na języki obce książek: „Pirat stepowy”, „Dwanaście srok za ogon”, „Książka o śmieciach”. Prowadzi spacery przyrodnicze po Warszawie, jest gospodarzem audycji „Księstwo Ptaków” w radiowej Trójce i Prezesem Zarządu Ogólnopolskiego Towarzystwa Ochrony Ptaków.
Średnia ocen
7,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Drugie życie Czarnego Kota w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Drugie życie Czarnego Kota



1615 1515

Oceny książki Drugie życie Czarnego Kota

Średnia ocen
7,2 / 10
159 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Drugie życie Czarnego Kota

avatar
142
54

Na półkach: ,

Wspaniała poetycka proza ukazująca kolaż przyrody, ludzi, zachowań i emocji jakie na siebie wywierają. Wielokrotnie opisy doznań wywołanych kontaktem z przyrodą poszerzane są o kontekst historyczny - ten dalszy i bliższy ukazujący przekształcenia Warszawy. Sytuacja przyrody miejskiej ukazywana jest z odniesieniami do stanu w innych krajach, co poszerza świadomość czytelnika. Choć czułem wcześniej że kwestie przyrody nie są mi obojętne, książka pozwoliła mi dostrzec miasto przez pryzmat nieznany mi dotąd. Czuję jakby przedefiniowała moje rozumienie przyrody - poszerzyła pojmowanie natury o to wszystko co dzieje się w mieście. Flora i fauna, większa, mniejsza i maleńka - wszystkie są zazwyczaj niezauważane przez ludzi w zurbanizowanym otoczeniu. Książka będąca zbiorem doświadczeń i spostrzeżeń Autora z wypraw dalszych i bliższych “w stronę przyrody” obrazuje codzienność natury która nie musi być spektakularna by urzekać. Tekst unaocznia dużą nieświadomość ludzi urządzających przestrzeń wokół siebie - wiele działań podejmowanych jest bez refleksji na temat ich niszczacego wpływu na przyrodę. Autor reprezentuje bardzo interdyscyplinarne podejście pozwalające spojrzeć na przyrodę z różnych perspektyw.
W książce, co wydało mi się ciekawe, umieszczonych zostało kilka opisów przeżyć luźniej związanych z przyrodą jaką poznaliśmy na wcześniejszych kartach książki.
Wielokrotnie łapałem się na tym, że powtarzałem w głowie, by zapamiętać, sformułowania Autora. Opisy zjawisk, zachowań, rzeczy - tak zwyczajnych, a ujętych w zupełnie niezwyczajne frazy częstokroć zaskakują.
Książka do polecenia każdemu, kto chciałby poznać Warszawę z nieco innej perspektywy, miłośnikom przyrody, a nawet tym, którzy jeszcze nie wiedzą, że się nimi staną. Po przeczytaniu dostrzegam wokół siebie więcej niż przedtem.

Wspaniała poetycka proza ukazująca kolaż przyrody, ludzi, zachowań i emocji jakie na siebie wywierają. Wielokrotnie opisy doznań wywołanych kontaktem z przyrodą poszerzane są o kontekst historyczny - ten dalszy i bliższy ukazujący przekształcenia Warszawy. Sytuacja przyrody miejskiej ukazywana jest z odniesieniami do stanu w innych krajach, co poszerza świadomość...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
637
637

Na półkach: , , , , , , , ,

„Drugie życie Czarnego Kota” to zbiór esejów o przyrodzie w Warszawie i na terenach podmiejskich wokół stolicy. To książka, którą docenią głównie miłośnicy przyrody, tacy którzy są zawsze gotowi na spotkanie z nią nawet wtedy, gdy mają akurat coś innego do zrobienia. Ta lektura zmienia sposób postrzegania miasta, uczy zauważać piękno przyrody w zgiełku miejskiego życia, inspiruje do spacerów i eksploracji w pobliżu miejsca zamieszkania, a także skłania do refleksji nad relacją człowieka z naturą.
Autor pokazuje, że przyroda miejska jest ciekawa i różnorodna, bo miasto to mozaika różnych krajobrazów – parków, osiedli, terenów ruderalnych. Jeśli jesteś mieszkańcem miasta i lubisz praktykować bycie w przyrodzie codziennie, to przeczytanie publikacji Stanisława Łubieńskiego przysporzy ci dużo radości, pomoże oswoić przyrodę miejską i sprawi, że przestaniesz się frustrować myślami, że nie mieszkasz na wsi i rzadko masz czas wybrać się tam, gdzie są tereny zielone. Autor uświadamia też, że miejska przyroda jest ważna ze względów, nazwijmy to, higienicznych. Większość z nas bowiem żyje w miastach, w pospiesznym codziennym galopie i stresie. A kontakt z przyrodą - nawet tą na pobliskim skwerze czy trawniku - poprawia jakość życia, odstresowuje i pomaga nie zwariować we współczesnym świecie.

Uważam, że „Drugie życie Czarnego Kota” to również książka o radzeniu sobie z poczuciem straty, czyli mająca działanie terapeutyczne. Przynajmniej dla mnie taką się okazała. Od zawsze mieszkałam w dzielnicy sąsiadującej z centrum miasta i rozległymi łąkami oraz pozostałościami po polach uprawnych. Podczas spacerów latami obserwowałam przyrodę tych terenów, wdzieranie się tam miejskiej zabudowy, które spowodowało stopniowe znikanie zajęcy, kuropatw, pokląskw, świergotków, pliszek żółtych, gąsiorków, czajek, sów, nietoperzy a nawet wróbli i gawronów. Ostatnio z osiedlowych trawników zniknęły nawet kosy, bo pojawiły się koty, które mieszkańcy bloków z upodobaniem wypuszczają, aby sobie pohasały na trawce, a zarządca terenów z równym upodobaniem wycina najdrobniejsze nawet siewki i krzewy. Kosy więc nie mają gdzie spokojnie zdobywać pożywienia i odchowywać młodych. Książka Łubieńskiego podpowiada co, mimo tych niekorzystnych zmian, możemy obserwować w naszej najbliższej okolicy, niesie też pocieszenie, że natura zawsze gotowa jest odzyskać to, co zabrała jej łakoma cywilizacja oraz ludzka pazerność i bezmyślność.

Na uwagę zasługuje też charakter narracji, sposób snucia opowieści za pomocą metafor, czasem lirycznych a innym razem nieco zaskakujących, skłaniających do poszukiwania niezwykłości natury w miejscach, które zwykle uważamy za niewarte uwagi. To bardzo istotny, pozytywny aspekt tej książki.
Kolejnym są liczne odwołania do historii Polski i Warszawy oraz interesujące uwagi na temat tego, jak w ostatnich trzystu latach zmieniły się naukowe metody badania fauny i flory. Opowieść o tym ile szkody w przyrodzie poczynili dziewiętnastowieczni zdobywcy ptasich okazów przeznaczonych do preparacji naprawdę budzi grozę.
Szkoda, że autor nie zamieścił zdjęć przedstawiających omawiane z taką pasją rośliny, grzyby, porosty, śluzowce, owady i ptaki. Za ten brak odejmuję ⭐⭐.

„Drugie życie Czarnego Kota” to zbiór esejów o przyrodzie w Warszawie i na terenach podmiejskich wokół stolicy. To książka, którą docenią głównie miłośnicy przyrody, tacy którzy są zawsze gotowi na spotkanie z nią nawet wtedy, gdy mają akurat coś innego do zrobienia. Ta lektura zmienia sposób postrzegania miasta, uczy zauważać piękno przyrody w zgiełku miejskiego życia,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
420
27

Na półkach:

Ważna jest dla mnie przyroda, ale też miasto - Warszawa. Autor niesamowicie łączy te dwa światy, zwraca uwagę na elementy życia codziennego jak ptaki, czy drzewa, którym zazwyczaj nie poświęcamy takiej uwagi. Czytanie tej książki było jak spacer po parku w ciepły, letni dzień, niezwykle wpływało na moje wspomnienia i wyobraźnię. Poruszyły mnie również wstawki o przemijaniu natury, wyniszczaniu jej przez człowieka i ulotności naszego życia

Ważna jest dla mnie przyroda, ale też miasto - Warszawa. Autor niesamowicie łączy te dwa światy, zwraca uwagę na elementy życia codziennego jak ptaki, czy drzewa, którym zazwyczaj nie poświęcamy takiej uwagi. Czytanie tej książki było jak spacer po parku w ciepły, letni dzień, niezwykle wpływało na moje wspomnienia i wyobraźnię. Poruszyły mnie również wstawki o przemijaniu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

556 użytkowników ma tytuł Drugie życie Czarnego Kota na półkach głównych
  • 358
  • 181
  • 17
77 użytkowników ma tytuł Drugie życie Czarnego Kota na półkach dodatkowych
  • 30
  • 13
  • 13
  • 6
  • 6
  • 5
  • 4

Inne książki autora

Stanisław Łubieński
Stanisław Łubieński
Ukończył kulturoznawstwo i ukrainistykę na Uniwersytecie Warszawskim. Pracował w telewizji, w wydawnictwie i firmie produkującej napoje bezalkoholowe. Publikował m.in. w "Lampie", "Nowych Książkach", "Bluszczu" i "Rzeczpospolitej". Jest współautorem cyklu filmów Warszawski tygiel kulturalny opowiadających o życiu imigrantów w stolicy. Interesuje się ornitologią. Mieszka w Warszawie, na Szczęśliwicach.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Drugie życie Czarnego Kota przeczytali również

Nie dopytuj się. Historie z Bieszczadów. O kobietach, lesie i wężu w dolinie Sanu Anna Kamińska
Nie dopytuj się. Historie z Bieszczadów. O kobietach, lesie i wężu w dolinie Sanu
Anna Kamińska
Książka na pewno warta przeczytania, chociaż moim zdaniem , wyraźnie słabsza od " Simony" . Jest przede wszystkim opowieścią o dwóch niezwykłych kobietach, które " uciekły " w Bieszczady : Zofii Komedowej i Joannie Hasiorowej. Wbrew informacji na obwolucie - Maria Kownacka występuje tylko epizodycznie ( jej bieszczadzkiej przygodzie poświęcono jeden rozdział , w którym na dodatek znacznie ciekawszą , jak dla mnie, postacią jest nauczyciel - pasjonat Kazimierz Garstka) . Trochę sztucznie " doklejona " jest opowieść o Julii , matce Andy Warhola . Po pierwsze, pochodziła z Beskidu Niskiego , a nie Bieszczadów. Po drugie, to sytuacja biegunowo odmienna od pozostałych bohaterek, Julia opuściła swój beskidzki matecznik i wyrusza do wielkiego świata. Dodam w tym miejscu, że w książce jest drobny błąd rzeczowy - Łupków leży na wschód , a nie na północ od Medzilaborce. Polecam odwiedzenie muzeum Andy Warhola w tym miasteczku ( byłem, zwiedziłem) , to największa w Europie ( a druga na świecie ) kolekcja dzieł najsłynniejszego twórcy pop-artu i artefaktów z nim związanych . Jeśli ktoś turystycznie przebywa w polskiej części Beskidu Niskiego i interesuje się sztuką , to wycieczka do Medzilaborce jest obowiązkowa ( przejeżdżamy granicę niedaleko Komańczy na Przełęczy Radoszyckiej, przez którą w 1939 r. sprzymierzone z III Rzeszą wojska słowackie wjechały do Polski). Po polskiej stronie granicy stosunkowo blisko leży Sanok, gdzie w miejskim muzeum można zobaczyć największy w Polsce zbiór dzieł Zbigniewa Beksińskiego oraz bardzo dużą kolekcję ikon.
Boka - awatar Boka
oceniła na621 dni temu
Hjem. Na północnych wyspach Ilona Wiśniewska
Hjem. Na północnych wyspach
Ilona Wiśniewska
10 kwietnia zaczynam czytać reportaż i co za zbieg okoliczności, to data symboliczna, wtedy przylatują mewy do domu Bjørk za kołem podbiegunowym w północnej Norwegii niedaleko Tromsø. Na mewy wołają krysie- po norwesku tak to czule brzmi. Ale to nie tylko opowieść o Bjørk i jej mewie. Potem przychodzi lato, czyli połowa czerwca i najjaśniejsze dni w roku. Okoliczne wyspy przeżywają najazd turystów, którzy uciekają od upałów Południa. Okazuje się, że turyści jak mewy też nie są tam mile widziani, brudzą, zostawiają odchody. Mewy to też symbol imigrantów, którzy próbują się zagnieździć w północnej Norwegii (w Tromso jest 150 narodowości),ale nie pozwalają kolce: lodowatego wiatru, słońca, które nie zachodzi od maja, kolce milczenia, samotności. Bo tu za zimno na słowa. Hjem to dom, przygnębiający, ale i niezwykle ciekawy w swej dzikości i surowości ów północny obszar Norwegii. Autorka potrafi poetycko oddać tę surowość, tak, że przyciąga ona jak magnes. Stajemy oko w oko z dziką przyrodą, a ona wzbudza paradoksalne odczucia. Zarówno czułość, bo na pierwsze bazie po norwesku mówi się gąski, a na mewy krysie, przyjaźnie kojarzą się renifery i łosie, ale smutek jak lodowaty wiatr z fiordu Balsfjord przenika każdego, nawet tu urodzonych. Dla Ilony Wiśniewskiej od lat Tromsø to hjem, niegdyś zasypana śniegiem mieścina na dalekiej północy Norwegii, dziś szybko rozwijające się miasto, trzecie co do wielkości w Arktyce. Milion osób rocznie przybywa tu, by obserwować zorzę. „Miasto, które wchłania albo izoluje, daje perspektywy albo nie daje wyboru. I to dotyczy nie tylko ludzi, ale także zwierząt.” Lato jest tam jak jedno długie zdanie. Reszta jest milczeniem, które zostaje w głowie. Teraz krysie będą dla mnie symbolem Norwegii. A wyobraźnia podążać będzie za wzrokiem Amundsena. Polecam.
I_wonka_kulturalna - awatar I_wonka_kulturalna
oceniła na815 dni temu
Neapol słodki jak sól Piotr Kępiński
Neapol słodki jak sól
Piotr Kępiński
Kolejny reportaż z serii Sulina, który wymyka się prostym kategoriom reportażu czy literatury podróżniczej. Dla mnie to raczej literacki fresk utkany z esejów, rozmów, wspomnień i miejskich mitów. Fresk, który próbuje uchwycić Neapol w jego najbardziej sprzecznej, pulsującej formie. Już na poziomie konstrukcji widać, że Kępiński nie interesuje się linearną opowieścią. Zamiast tego prowadzi czytelnika przez miasto fragmentami, jakbyśmy sami błądzili jego ulicami, skręcając w kolejne zaułki historii, kultury i codzienności. To Neapol widziany z wielu perspektyw, przez rozmowy z mieszkańcami, przez literaturę, przez pamięć i przez teraźniejszość, która nieustannie przetwarza przeszłość. Największą siłą tej książki jest jednak dla mnie język. Kępiński operuje stylem gęstym, obrazowym, momentami niemal poetyckim, ale nigdy przesadnie ozdobnym. Jego opisy mają w sobie coś z reporterskiej precyzji, a jednocześnie potrafią przechodzić w ton niemal oniryczny. Dzięki temu Neapol nie jest tu tylko miejscem, staje się stanem umysłu. Skosztujcie sami: „W Neapolu piękno przenika brzydotę, brud przykrywa wspaniałe mozaiki (…) spalone motorowery albo samochody są pamięcią codzienności.” To zdanie właściwie streszcza całą filozofię tej książki. Kępiński nie próbuje „oczyszczać” miasta ani go estetyzować, przeciwnie, pokazuje, że jego tożsamość rodzi się właśnie z napięcia między tym, co zachwycające, a tym, co odpychające. Brzydota nie jest tu defektem, lecz integralną częścią pejzażu. „Neapol to świat z lekka psychotyczny. Z jednej strony religijny (…) z drugiej okrutny i zbrodniczy.” To jedno z najcelniejszych ujęć ducha miasta. Kępiński znakomicie uchwycił tę schizofreniczną dwoistość, religijność splatającą się z przemocą, sacrum z profanum, świętość z przestępstwem. Co więcej, autor sugeruje, że te porządki nie tylko współistnieją, ale wręcz się warunkują. To bardzo dalekie od stereotypowego, „turystycznego” spojrzenia. Warto też podkreślić, że język Kępińskiego buduje specyficzne napięcie emocjonalne. Nie jest to narracja neutralna, czuć w niej fascynację, ale i niepokój. Autor nie ukrywa, że Neapol bywa przytłaczający, chaotyczny, a nawet brutalny, ale jednocześnie nie pozwala czytelnikowi się od niego zdystansować. Kocham takie reportaże, jest niemal oniryczny, ponieważ Kępiński rzeczywiście tworzy coś na pograniczu snu i dokumentu, rzeczywistość jest tu realna, ale jednocześnie lekko przesunięta, jakby filtrowana przez emocje, pamięć i wyobraźnię. Istotne są też tematy, które autor podejmuje, od historii i polityki, przez działalność kamorry, po kwestie społeczne, migracyjne i kulturowe. Jednak nie są one podane w formie suchych analiz, ale zawsze zakorzenione są w konkretnych historiach, twarzach, rozmowach. Najciekawsze jest jednak to, że mimo całej tej „ciemnej” strony, mimo przemocy, chaosu, biedy, to książka wcale nie zniechęca do Neapolu, wręcz przeciwnie. Jest w w tej książce coś na kształt literackiej ody. Nie naiwnej, nie idealizującej, ale głęboko zaangażowanej emocjonalnie.
Elwira - awatar Elwira
oceniła na87 dni temu
Żywe istoty Iida Turpeinen
Żywe istoty
Iida Turpeinen
"Homo sapiens" gatunek, do którego należymy wyróżnia rozwinięty mózg, umiejętność mówienia i tworzenia narzędzi, co pozwoliło nam przetrwać, przystosowywać się do różnych środowisk, budować społeczności oraz tworzyć kulturę i technologię, które pozwoliły na rozwój cywilizacji. W człowieku, oprócz tych niewatpliwych zalet, tkwi również niezdrowa ciekawość, nieposkromiony głód wiedzy, chciwość, żądza władzy, dominacji i ujarzmienia przyrody według własnego widzimisię. Ta książka to intrygująca, ale i bolesna podróż, najpierw razem z Beringiem i Stellerem w Wielkiej Ekspedycji Północy, podczas której zostaje odkryty nowy gatunek nazwany krową morską Stellera, następnie poprzez Alaske, gdzie trwają poszukiwania szkieletu legendarnego ssaka, aż po Fińskie Muzeum Historii Naturalnej, gdzie najlepsi na świecie profesjonaliści i pasjonaci próbują zrekonstruowac ów korpus. Zaglądamy również za kulisy prywatnego życia naukowców, nowo wybranego gubernatora Alaski, rysownikow (w tym pierwszej naukowej ilustratorki Hildy Olsen) Uniwersytetu Helsinskiego oraz Johna Gronvalla - finskiego renowatora. Hydrodamalis gigas - syrena morska (dawniej krowa morska) to piękny, ogromny ssak, który w zaledwie 27 lat od odkrycia przez Europejczyków został wytępiony dla mięsa, tłuszczu i skór. Tych strat jest dużo więcej: Alki olbrzymie, Tur, Dodo, Żółw olbrzymi z Pinty (Chelonoidis abingdoni),niedźwiedź berberyjski i wiele, wiele innych istot. Dla wielu gatunków zwierząt byłoby lepiej, by człowiek nigdy nie odkrył ich siedlisk, bo zamiast podziwiać i obserwować ich piękno, inteligencję, zachowania, doprowadza do ich upadku. Arcyciekawa pozycja łącząca historię, naukę, elementy biografii, wspomnień i filozofii. Ku przestrodze i refleksji.
calculadora - awatar calculadora
oceniła na825 dni temu
Aglo. Banką po Śląsku Zbigniew Rokita
Aglo. Banką po Śląsku
Zbigniew Rokita
Istnieją książki, które się czyta — i są też takie, które się zamieszkuje. Aglo. Banką po Śląsku autorstwa Zbigniew Rokita należy do tej drugiej kategorii: nie tyle opowiada o miejscu, ile pozwala wejść w jego puls, jego oddech, jego pamięć. To nie jest reportaż w klasycznym sensie. To raczej topografia doświadczenia — rozpisana na głosy, niedopowiedzenia i pęknięcia. Rokita prowadzi czytelnika przez Śląsk nie jak przewodnik, lecz jak ktoś, kto sam wciąż szuka odpowiedzi. „Aglo” staje się tu nie tylko przestrzenią geograficzną, ale stanem świadomości: zawieszeniem między tym, co było, a tym, co dopiero próbuje się nazwać. Najbardziej poruszające w tej książce jest to, że autor nie próbuje niczego „domknąć”. Śląsk nie zostaje wyjaśniony — zostaje odsłonięty. W fragmentach. W języku, który nieustannie balansuje między reporterską precyzją a poetyckim drżeniem. To właśnie język jest tu bohaterem równorzędnym z ludźmi i miejscami: czasem twardy jak węgiel, czasem miękki jak wspomnienie wypowiedziane półgłosem. Czytając, miałem wrażenie, że Rokita pisze o przestrzeni, która istnieje nie tylko na mapie, ale i w ciele — w pamięci pokoleń, w akcentach, w gestach. „Banka po śląsku” to nie tylko metafora zamknięcia czy odrębności, lecz także delikatna bańka pamięci, którą łatwo naruszyć, ale której nie sposób zignorować. To książka o tożsamości, która nie chce być jednoznaczna. O miejscu, które nie zgadza się na uproszczenia. O człowieku, który próbuje opowiedzieć świat, wiedząc, że każda opowieść jest tylko przybliżeniem. Jako czytelnik i jako autor, odnalazłem w tej książce coś szczególnie bliskiego: odwagę pisania „pomiędzy”. Pomiędzy gatunkami, pomiędzy językami, pomiędzy historią a teraźniejszością. To przestrzeń ryzykowna — ale właśnie tam rodzi się literatura, która zostaje z nami na długo. „Aglo” nie kończy się wraz z ostatnią stroną. Ona trwa — w pytaniach, które zostawia. W ciszy, którą po sobie zostawia. W tym nieuchwytnym poczuciu, że dotknęło się czegoś prawdziwego, choć nie do końca nazwanego.
Jakub Jagiełło - awatar Jakub Jagiełło
ocenił na104 dni temu
Rok, w którym nie umarłem Mikołaj Grynberg
Rok, w którym nie umarłem
Mikołaj Grynberg
Najgorszy dzień właśnie minął i już nic złego nie może się wydarzyć. Prawda? Z jednej strony to nawet dobrze, że obchodzimy go na samym początku roku, ponieważ zostaje nam jakieś 340 dni niezaprzeczalnej radości i szczęścia. Nagłe zatrzymanie — moment, w którym wszystko sprowadza się do zera i jedynki, a nasze losy naprawdę się ważą — jest wydarzeniem szalonym w swojej abstrakcji. Co jest szczególnie ironiczne, każdy z nas przynajmniej raz w życiu znajdzie się w takiej sytuacji. Co szczęśliwsi mogą dotrzeć do tego miejsca nawet więcej niż raz. Ja tam byłem i powiem wam, że to jest dziwne miejsce. Żałuję tylko, że nie potrafię o nim opowiedzieć tak pięknie i uczciwie, jak zrobił to Mikołaj Grynberg w swojej książce "Rok, w którym nie umarłem". Z innych powodów niż autor również spędziłem trochę czasu w szpitalu. I podobnie do niego doświadczyłem trwania na granicy — życia i śmierci, a może nadziei i jej braku. Były te ukradkowe spojrzenia odwiedzających, w których mieszało się współczucie z zakłopotaniem. I cały szpitalny dryl, spleciony z ludzkim cierpieniem w najróżniejszych formach. Podobnie jak Grynberg, liczę czas. Tak, robię to skrycie — żeby nikt się nie dowiedział, ile go zmarnowałem na samo liczenie. Bo co, jeśli jestem już na ostatniej prostej i już, już — prawie za momencik? A może jestem, ho ho, jeszcze przed połową? Dlaczego coś tak pozornie linearnego okazuje się kompletnie niepoliczalne? To piękna i rozczulająca książka. W tych trudnych czasach szczególnie potrzebna — choćby dla tego fragmentu: „Człowieku, nic mnie teraz nie rusza. Że co, że umrę? Ja już umierałem, nic gorszego mi się już nie przydarzy. Olewam wszystko. Teraz jestem niewkurwialny, rozumiesz?”
LekkoKulturalny - awatar LekkoKulturalny
ocenił na815 dni temu

Cytaty z książki Drugie życie Czarnego Kota

Więcej

(Ochota) Rodowód miała prostacki: jej nazwa pochodzi od karczmy, chodzi więc nie o optymizm, tylko ochotę, gotowość do picia. A pić można z różnych powodów, radość nie jest jedynym, który przychodzi mi do głowy.

(Ochota) Rodowód miała prostacki: jej nazwa pochodzi od karczmy, chodzi więc nie o optymizm, tylko ochotę, gotowość do picia. A pić można z ...

Rozwiń
Stanisław Łubieński Drugie życie Czarnego Kota Zobacz więcej

Dziś przyjmuje się, że nazwa miasta pochodzi od niejakiego Warsza z Rawiczów, którego protoplastami byli członkowie morawskiego rodu Wrszowców.(...) “Warsz” oznaczał dawniej samca dzikiej świni. Z tego korzenia wywodzą się słowa warchlak i warchoł.

Dziś przyjmuje się, że nazwa miasta pochodzi od niejakiego Warsza z Rawiczów, którego protoplastami byli członkowie morawskiego rodu Wrszowc...

Rozwiń
Stanisław Łubieński Drugie życie Czarnego Kota Zobacz więcej

Jest tu zmagazynowanych przeszło 114 000 ton węgla. (...) Przykro patrzeć, jak teren, którego rangę przyrodniczą określa się jako wybitną, zasypywany jest śmieciami i zarasta nawłocią. Potencjalnie to obszar naturalnej retencji, znacznie tańszy i niewymagający kosztownego utrzymania jak sztuczne zbiorniki.

Jest tu zmagazynowanych przeszło 114 000 ton węgla. (...) Przykro patrzeć, jak teren, którego rangę przyrodniczą określa się jako wybitną, z...

Rozwiń
Stanisław Łubieński Drugie życie Czarnego Kota Zobacz więcej
Więcej