Książka powinna być niespodzianką. Stuart Turton opowiada o „Demonie i mrocznej toni”

Ewa Cieślik
31.03.2021

Jego poprzednia książka była debiutem idealnym – okazała się międzynarodowym bestsellerem, inteligentnie przełamującym schematy gatunku. W drugiej powieści Stuart Turton udowadnia, że zręcznie potrafi łączyć to co najlepsze w kryminale z właściwym sobie stylem, nieodmiennie zaskakując czytelnika. „Jestem szczęśliwym człowiekiem”, mówi, opowiadając nie tylko o procesie pisania książki „Demon i mroczna toń”, lecz także o doświadczeniu bycia ojcem.

Książka powinna być niespodzianką. Stuart Turton opowiada o „Demonie i mrocznej toni”

[Opis wydawcy] Nowa śmiała powieść autora kryminalnej zagadki z książki „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle”.
„Demon i mroczna toń” nadaje nowy wymiar duetom detektywistycznym w stylu Holmesa i Watsona! Spodziewajcie się trzymającego w napięciu horroru z siłami nadprzyrodzonymi, podejrzeń o tajemny kult i paranormalnej zagadki rozgrywającej się na środku bezkresnego oceanu!

Morderstwo na pełnym morzu.
Niezwykły duet detektywów.
Demon, który być może wcale nie istnieje.

Rok 1624. Samuel Pipps, największy detektyw swoich czasów, musi zostać dowieziony na proces za zbrodnię, której – choć nie jest to takie pewne – nie popełnił. Podróżuje z nim Arent Hayes, ochroniarz i wierny przyjaciel, który zamierza zrobić wszystko, by udowodnić jego niewinność. Gdy tylko statek wyrusza z portu, zaczyna prześladować go zły omen. Zły omen… albo bardzo konkretny demon. Po pokładzie krąży trędowaty, który umarł dwa razy. Na żaglach zaczynają pojawiać się tajemnicze znaki. Ktoś zaczyna mordować trzodę. Aby przebłagać mroczne wody oceanu, troje pasażerów zostaje skazanych na śmierć. W tym Pipps. Tylko Hayes może podjąć się rozwiązania zagadki działającego na okręcie demona. Zagadki, która sięga daleko w przeszłość i łączy wszystkich pasażerów statku. I wszystkich może kosztować życie.

Ewa Cieślik: Twój debiut „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle” okazał się światowym bestsellerem. Wyobrażam sobie, że wraz z sukcesem przyszła wielka radość, ale też presja na książkę numer dwa.

Stuart Turton: Prawdę mówiąc, sukces pierwszej książki zdjął sporo presji z mojej drugiej powieści. Pod względem finansowym pozwolił mi zostać pełnoetatowym autorem, a nie niezależnym dziennikarzem pracującym nad książkami w wolnym czasie. Mogłem też pisać, co tylko chciałem, i nikt nie stał mi nad głową, zaglądając przez ramię, Myślę, że niewielu ludzi sądziło, po kryminale łączącym podróże w czasie i zamiany ciał w Anglii z lat 20. XX wieku napiszę powieść w stylu Sherlocka Holmesa, toczącą się na statki w 1634 roku. Uwielbiam książki, które zaskakują czytelnika. Zwykle dzieje się tak dzięki stopniowemu rozwojowi fabuły, ale staram się wykorzystywać w tym celu także gatunek i styl. Dlatego „Demon i mroczna toń” jest tak inny niż „Siedem śmierci Evelyn Hardcastle”. Poza tym, gdybym miał napisać „Osiem śmierci Evelyn Hardcastle”, chybabym oszalał! (śmiech)

Pisanie „Demona…” trwało dwa lata. Wtedy też urodziła się twoja córka – książkę zadedykowałeś Adzie. Jak z obecnej perspektywy postrzegasz proces pisania tego tytułu? Wyobrażam sobie, że nie było łatwo…

Pisanie podczas opieki nad noworodkiem było spektakularnie trudne. Z perspektywy czasu widzę, że powinienem był po prostu wziąć rok wolnego i czas, w którym starałem się pisać, poświecić córce. W pierwszym roku jej życia napisałem 180 tys. słów, lecz skończyło się na tym, że wszystko wykasowałem. Zacząłem od nowa, gdy Ada skończyła rok. Wtedy zaczęła przesypiać całą noc i poszła do żłobka. Dzięki temu w końcu mogłem zapanować nad umysłem i, co za tym idzie, dobrze pisać. Wcześniej po prostu pisałem bełkot. Nie polecałbym tego doświadczenia. 

Reklama

Chociaż „Siedem śmierci…” to książka, w której było sporo mroku, w „Demonie” zawarty jest klimat przygody. Taki od początku był twój zamiar?

Zdecydowanie! Chcę, żeby każda moja książka była dla czytelnika niespodzianką – tego dotyczy również ton, w jakim jest utrzymana. Dwa lata dręczyłem się pisaniem „Siedmiu śmierci…”, wśród bohaterów tej powieści nie było ani jednej sympatycznej postaci. Taki był mój zamiar, ale w drugiej książce chciałem spędzić czas z postaciami, które lubiłem, z którymi mógłbym wybrać się do pubu. Ponieważ akcja miała toczyć się na statku, skojarzenia naturalnie biegły w kierunku powieści przygodowych, więc starałem się zawrzeć na kartach książki wszystko to, co nierozerwalnie łączy się z tego typu literaturą żeglarską: skarby, statki-widmo, tajemnicze wyspy, bunt marynarzy… „Demon i mroczna toń” to taki mój list miłosny dla tego typu powieści.

Porozmawiajmy o Twoich inspiracjach. Czytelnicy, którzy pokochali „Siedem śmierci”, ucieszą się na wieść o klimacie powieści Agathy Christie, jaki można wyczuć w twojej nowej powieści. Ale jest tu także wątek detektywistyczny w stylu Sherlocka Holmesa i doktora Watsona.

O, tak! Kiedy zacząłem myśleć o bohaterach tej powieści, nie mogłem sobie wyobrazić detektywa w stylu Agathy Christie na pokładzie tego statku. W dwie minuty padłby trupem! Od razu poczułem, że pasowałaby tu powieść w stylu Sherlocka Holmesa, choćby ze względu na elementy nadprzyrodzone. Postanowiłem wykorzystać niektóre cechy tych historii – dedukcję, pewien rodzaj zabawnego partnerstwa – a następnie dostosować je do swoich upodobań. Szczerze mówiąc, ​​nie lubię Sherlocka Holmesa jako postaci. To okropny człowiek. O wiele bardziej interesuje mnie Watson. Dlatego w „Demonie…” centralną postacią jest pomocnik detektywa, Arent Hayes.

W twoich książkach ważny jest nastrój, ale także miejsce akcji. Tym razem jest nietypowe – do tajemniczych zdarzeń dochodzi na pokładzie statku, przemierzającego wody oceanu z bezcennym ładunkiem na pokładzie. Dlaczego miejsce akcji, otoczenie jest dla ciebie tak istotne podczas konstruowania intrygi?

Reklama

Uwielbiam książki z podgatunku „zagadka zamkniętego pokoju” (ang. „locked-room mystery” – przyp. EC). „Siedem śmierci…” było zagadką zamkniętej rezydencji, a „Demon…” jest tajemnicą zamkniętego statku. (śmiech) Dla mnie najlepsze kryminały to próba odpowiedzi na pytanie „jak” doszło do przestępstwa, a także „dlaczego” i „przez kogo” zostało popełnione. Jako autor mogę też powiedzieć, że tworzenie ich sprawia więcej frajdy, ponieważ zmusza moje szare komórki do pracy. Miejsce akcji jest dla mnie kluczowe, natomiast bohaterowie moich książek zwykle są dość przerażający – wyniosłem to z horroru gotyckiego.

Czy możesz nam trochę opowiedzieć o rearchu, jakiego dokonałeś podczas przygotowań do pisania nowej książki? W jej posłowiu napisałeś, że nigdy nie chciałbyś, aby była ona postrzegana jako powieść historyczna.

Research trwał około trzech miesięcy i był wyczerpujący. W jego ramach zwiedziłem replikę statku, jaki opisuje w książce – jest ona zbudowana w Lelystad w Holandii. Spędziłem tam weekend, poznając jego budowę, zadając pytania wolontariuszom. Odwiedziłem Dżakartę, aby dowiedzieć się więcej o handlu morskim i spędziłem kilka tygodni w Bibliotece Brytyjskiej (British Library – biblioteka narodowa Wielkiej Brytanii, przyp. EC), czytając w czasopismach relacje pasażerów, którzy podróżowali na tych statkach w XVII wieku. Jednak nie chciałem, aby książka była postrzegana jako historyczna dlatego, że należy do innego gatunku, z którym wiążą się inne oczekiwania czytelników. Fikcja historyczna – moim zdaniem – powinna dotyczyć dokładności historycznej, której służy zawarta w niej opowieść. Napisałem kryminał, a więc opowieść musi służyć fabule. W „Demonie” pozmieniałem sporo, jeśli chodzi o wierność historii. Moi bohaterowie mówią we współczesnym dialekcie, dostosowałem też budowę statku pod fabułę książki. To powiedziawszy, sądzę, że fakty historyczne jako takie została oddane wiernie.

Chociaż akcja twojej książki toczy się w XVII wieku, poruszasz w niej wiele kwestii, które brzmią współcześnie – na przykład temat praw kobiet czy ich zależności społecznej i ekonomicznej od mężczyzn. Dla mnie, jako kobiety, wspaniale było czytać o bohaterkach, które są inteligentne, ambitne i świetne w rozwiązywaniu zagadek, takie jak Sara, Lia i Creesjie.

Chcę, aby moi bohaterowie stawiali czoła jak największej liczbie wyzwań. W ten sposób dowiadujemy się, kim są, jakie wyznają wartości. Dla Sary, Lii i Creesjie wyzwaniem była po prostu płeć. Arent mógł swobodnie chodzić po statku, próbując rozwiązać zagadkę. Sara, będąc kobietą, nie mogła nawet wychodzić z jej kabiny. To było dla mnie fascynujące i pomyślałem, że byłoby wspaniale stworzyć postać, która musiałaby wykazywać się sprytem już tylko po to, by poruszać się po statku, nie wspominając o prowadzeniu śledztwa w sprawie morderstwa! Relacja między Lią, Sarą i Creesjie to jedna z moich ulubionych rzeczy w tej książce.

Piszesz także o różnicach między biednymi a bogatymi, zestawiając ze sobą rzeczywistość żeglarzy i pasażerów; podkreślasz, że bogactwo wiąże się z rodziną, w której się urodziliśmy. Podczas lektury można wysnuć refleksję, że niewiele się zmieniło od XVII wieku – zgodziłbyś się?

Ten sam komentarz można znaleźć na kartach „Siedmiu śmierci…”, w kontekście służących i właścicieli rezydencji. Podejrzewam, że znajdzie się również w mojej kolejnej książce i każdej następnej, którą napiszę. To przygnębiające, ale nigdy się to nie zmieni, prawda? Świat jest nastawiony na nagradzanie istniejącego już bogactwa i na dalsze zubożenie biednych. Strasznie mieć tego świadomość i widzieć to dokoła. Żałuję, że nie mogę wymyślić rozwiązania tej sytuacji, a jedynie wskazywać ją palcem w tworzonych przeze mnie fikcyjnych światach.

Reklama

„Demon i mroczna toń” to opowieść o naszych najgłębszych pragnieniach i ambicjach. Czy mógłbyś ujawnić swoje marzenie lub cel?

Jestem bardzo szczęśliwym człowiekiem, ponieważ mam wszystko, czego kiedykolwiek pragnąłem. Moja trzyletnia córka jest cudowna. Moja żona jest zabawna i mądra, to moja najlepsza przyjaciółka. Mieszkam w pięknym miejscu i mam wspaniałych przyjaciół. Jak wszyscy, przydałoby mi się trochę więcej pieniędzy i trochę więcej wolnego czasu, ale szczerze mówiąc, nie mam na co narzekać. Przeszedłem długą drogę, ale jestem niesamowicie szczęśliwy, że jestem tu gdzie skończyłem.

Ze względu na pandemię promocja „Demona” będzie inna niż „Siedmiu śmierci” – nie będzie festiwali literackich, spotkań z czytelnikami i innymi autorami. W jaki jeszcze sposób pandemia wpłynęła na twoje życie?

Na szczęście moja rodzina była bezpieczna przez cały czas, a moi przyjaciele, którzy zachorowali, mieli drobne objawy – więc nie wpłynęła zbytnio na moje życie osobiste. Musiałem spędzać więcej czasu z córką, ponieważ lockdown tu w Anglii skutkował zamknięciem żłobków i opieki nad maluchami, lecz okazało się to całkiem miłe. Oczywiście, pandemia bardzo utrudniła wydanie „Demona” na całym świecie, ale wielu ludzi miało go znacznie gorzej, niż ja. Największym efektem pandemii jest dla mnie uświadomienie sobie, jak wiele rzeczy w przeszłości uważałem za coś oczywistego. Nigdy nie myślałem, że przyjdzie mi żyć w świecie, w którym nie mogę zobaczyć mojej rodziny i przyjaciół, kiedy chcę, albo będę musiał się martwić pójściem do supermarketu. Miejmy nadzieję, że wszyscy wkrótce będziemy mieć to za sobą.

Masz w Polsce wielu fanów, wiec pozwól, że spytam w ich imieniu – czy planujesz już książkę numer trzy?

Och, to bardzo miłe! Polska ma we mnie ogromnego fana. Nie mogę się doczekać, kiedy znowu będę mógł podróżować, bo chciałbym znów zawitać do waszego kraju i powiedzieć „cześć”. A książkę numer trzy piszę właśnie teraz, ale jeszcze jakiś czas minie, zanim zostanie wydana. Podobnie jak moje poprzednie dwie książki, jest to złożona, tajemnicza powieść z dość dziwnym pomysłem w środku. Miejmy nadzieję, że wszystko pójdzie zgodnie z planem, ale tego nigdy nie wiem, dopóki nie skończę.

Fragment książki „Demon i mroczna toń”:

Demon i mroczna toń

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Powieść „Demon i mroczna toń” jest już dostępna w księgarniach online

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
1670
317
01.04.2021 13:55

Książkę kupiłam jak tylko zobaczyłam okładkę oraz dowiedziałam się, że fabuła dzieje się na statku w XVII wieku. Pan Turton tak mocno wpisał się w moje gusta czytelnicze, że to aż niesamowite. Jestem bardzo podekscytowana tą pozycją, jutro zacznę czytać i nie mogę się doczekać.


717
39
31.03.2021 21:05

Już jestem po i bardzo polecam. Debiut uważam za nadzwyczaj udany, ale i tak widać postępy autora. Moim zdaniem głównie w ekspozycji, przez co komfort czytelniczy wzrósł. Udało mi się dość wcześnie wytypować jedną z osób zamieszanych w intrygę, ale wskazówki były dość subtelne.


234
14
30.03.2021 15:56

Zapraszam do dyskusji.


Reklama
zgłoś błąd