Najnowsze artykuły
ArtykułyWielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać1
ArtykułyJon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2
ArtykułyCzytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać97
ArtykułyCzytamy w weekend. 13 marca 2026
LubimyCzytać512
Popularne wyszukiwania
Polecamy
Dexter Vines

Źródło: http://comicvine.gamespot.com/dexter-vines/4040-6524/
Pisze książki: komiksy
Urodzony: 16.12.1971
Dexter Vines jest inkerem już od ponad dekady, pracował nad wieloma tytułami licznych wydawców, w tym nad "Uncanny X-Men", "Weapon X" i "Wolverine" dla Marvel Comics, "Meridian" dla CrossGen Entertainment oraz "Batman: Tenses" dla DC. http://dextervines.deviantart.com/?rnrd=80574
6,4/10średnia ocena książek autora
294 przeczytało książki autora
83 chce przeczytać książki autora
0fanów autora
Zostań fanem autoraKsiążki i czasopisma
- Wszystkie
- Książki
- Czasopisma
Star Wars: The Mandalorian 5
Dexter Vines, Rachelle Rosenberg
6,0 z 1 ocen
2 czytelników 0 opinii
2022
Star Wars Komiks: 3/2018 - Han Solo: wyścig w służbie rebelii
6,9 z 52 ocen
101 czytelników 4 opinie
2018
The New Avengers - Tom 4 - Kolektyw
Cykl: New Avengers (tom 4)
6,6 z 21 ocen
35 czytelników 2 opinie
2012
Batman: Tenses #2
Joe Casey, Dexter Vines
Cykl: Batman: Tenses (tom 2)
6,0 z 1 ocen
1 czytelnik 1 opinia
2003
Batman: Tenses #1
Joe Casey, Dexter Vines
Cykl: Batman: Tenses (tom 1)
6,0 z 1 ocen
1 czytelnik 1 opinia
2003
Najnowsze opinie o książkach autora
The New Avengers - Tom 4 - Kolektyw John Livesay 
6,6

4/10 – NIJAKI
Scenariusz – 4/10
„Kolektyw” miał potencjał na to, by być naprawdę dobrą, epicką opowieścią superbohaterską. Moim zdaniem został jednak źle skonstruowany fabularnie. Początek robi naprawdę dobre wrażenie. Jest tajemnica, spore zagrożenie niewiadomego pochodzenia, a nawet śmierć grupy superbohaterów [sic!]. Napięcie narasta do granic możliwości, by potem nagle wyhamować i przez dłuższy czas dreptać w miejscu. Tajemnicza postać o wielkiej mocy po prostu zmierza przed siebie, a bohaterowie podążają za nią. Niby dzieje się wiele (trochę młócą się po ryjach),ale tak naprawdę nie dzieje się kompletnie nic. Kiedy w końcu wyjaśniona zostaje tajemnica Kolektywu, nagle zaczyna dziać się aż za dużo i w dodatku w dość bełkotliwym tonie. Odniosłem wrażenie, że Bendis otrzymał zadanie naprostowania kilku wątków powstałych w wyniku „Rodu M”*, ale chciał zrobić to zbyt szybko i po prostu przekombinował. Kulminacją złych wyborów scenarzysty okazała się wieńcząca tę historię akcja w Genoshy. Epizod zamykający ten komiks ma już znacznie lżejszą formę, chociaż bohaterowie zmuszeni są stawić czoła wrogowi, który czekał na swoją zemstę od pierwszego tomu serii. Najważniejszym wydarzeniem tej części jest jednak ślub jednego z członków drużyny. Na koniec nie obyło się więc bez słodko-pierdzącego tekstu o miłości.
*Fabuła tego komiksu toczy się niedługo po wydarzeniach z „Rodu M” i aby w pełni ją zrozumieć, trzeba wpierw zaznajomić się z tą historią.
Ilustracje – 6/10
Pierwszy epizod, będący wstępem do „Kolektywu”, narysował Steve McNiven, który zachwycił mnie już ilustracjami do drugiego tomu serii. Dokładność, szczegółowość, dobrze oddana mimika postaci. Wszystko to jest i tutaj, szkoda jedynie, że w tak krótkim wymiarze. Głównym rysownikiem tej historii jest Mike Deodato jr., który ani mnie nie zachwyca, ani jakoś specjalnie nie drażni. Ot, przeciętny rzemieślnik jakich wielu. Porównując prace obu tych gości, warto zwrócić uwagę na rozdźwięk w precyzji poszczególnych kadrów. Gdy coś jest na drugim planie, lub znajduje się w perspektywie dalszej odległości McNiven nadal rysuje to możliwie najstaranniej, Deodato natomiast byle jak. Niby szczegół, ale dla mnie bardzo istotny. Ostatni epizod tego komiksu narysowany jest przez Olivera Coipela, którego bardzo cenię. Muszę jednak przyznać, że zawartość „The New Avengers Annual” nie jest szczytem jego możliwości. Widziałem sporo lepszych prac tego bardzo utalentowanego Francuza.
Wydanie i dodatki – 7/10
Nie ma się co rozwodzić. „Kolektyw” wydany jest identycznie jak trzy poprzednie tomy. Mucha Comics potwierdza swoją klasę. Niestety bonusów nadal jak na lekarstwo.
Podsumowanie
Komiks pełen akcji, ale paradoksalnie mocno mnie wynudził. Kompletnie nie czułem tej historii. Bardzo dobry początek ostatecznie rozmył się w bylejakości niektórych wątków oraz marnie stopniowanym napięciu. Tempo było rwane, a Bendis zagubił gdzieś pomysł na wykorzystanie niektórych postaci (szczególnie widać to na przykładzie Sentry’ego). Oprawa graficzna stoi na niezłym poziomie. Jest świetny McNiven i przynajmniej dobry Coipel, ale obaj pojawiają się na krótko. Głównym rysownikiem jest Mike Deodato jr., a ja nie potrafię zachwycać się jego pracami. Niestety czwarty tom serii okazał się najsłabszym z dotychczasowych.
***
ZAWARTOŚĆ
New Avengers vol. 1 #16-20 (kwiecień – sierpień 2006)
The New Avengers Annual vol. 1 #1 (czerwiec 2006)
SCENARIUSZ
Brian Michael Bendis
ILUSTRACJE
Szkic: Steve McNiven, Mike Deodato jr., Oliver Coipel
Tusz: Dexter Vines, Joe Pimentel, Drew Geraci, Drew Hennessy, John Livesay, Rick Magyar, Danny Miki, Mark Morales, Mike Perkins, Tim Townsend
Kolor: Morry Hollowell, Dave Stewart, Richard Isanove, June Chung, Jose Villarrubia
DODATKI
Okładki wydań zeszytowych.
Biogram Xorna.
WYDANIE
Wydawca: Mucha Comics
Wydawca oryginału: Marvel Comics
Cykl: -
Seria: The New Avengers
Data wydania: 5 październik 2012
Tłumacz: Tomasz Sidorkiewicz
Format: 176 x 250 mm
Liczba stron: 160
Okładka: Twarda
Papier: Kredowy
Druk: Kolor
ISBN-13: 9788361319313
Cena okładkowa: 79,00 zł
Hulk. Czerwony Hulk Jeph Loeb 
6,1

Czerwony Hulk Loeba i McGuinnessa to komiks, który od pierwszej strony jasno pokazuje, czym chce być: ogromną, przerysowaną, bezkompromisową bijatyką. Czytając go, czułem się chwilami jakbym trafił do superbohaterskiego odpowiednika kina kaiju — im większy rozmach i bardziej absurdalne starcia, tym lepiej.
Fabuła pełni tu rolę czysto techniczną: przedstawia motywacje nowego przeciwnika i prowadzi do ujawnienia tożsamości Red Hulka. To konstrukcja na tyle szczątkowa, że trudno mówić o większym zaangażowaniu — dokładnie tyle, by usprawiedliwić kolejne walki.
W komiksie pojawia się cała parada bohaterów: Winter Guard, Fantastyczna Czwórka i mnóstwo postaci, które wyglądają, jakby trafiły tu tylko po to, żeby zostać efektownie rzucone o ścianę. Pojawienie się Watchera było dla mnie już przegięciem — takie „wrzućmy wszystko, co się da, będzie efektownie”. Wyszło to trochę karykaturalnie.
Jeden z największych minusów — z mojego punktu widzenia — to sposób, w jaki przedstawiono Hulka. Irytuje mnie to jego „ogłupianie”: skrócona składnia, prymitywne kwestie, przesadzone uproszczenia. Zamiast postaci pełnej wewnętrznego konfliktu i emocji, dostaję coś na kształt dużego, zielonego i niedorozwiniętego Jar Jar Binksa. To kompletnie nie mój styl i odrzuca mnie za każdym razem (tak, lubię Hulka w wydaniu MCU).
Jeśli chodzi o stronę graficzną, kreska McGuinnessa to vibe animowanych seriali z początku lat 2000 — przesadzone muskuły i biusty, mocne kontury, cartoonowy dynamizm. Niestety nie trafia to w mój gust. Takie przerysowane kadry mogą działać w lekkich, zabawowych tytułach, ale moim zdaniem średnio pasują do scen brutalnych czy poważniejszych fragmentów fabuły. Przez to całość wypada generycznie.
Dodam jeszcze, że to pierwszy komiks w moim życiu poświęcony w całości Hulkowi… i zdecydowanie nie trafi do mojej topki. Doceniam próbę stworzenia widowiska, ale jako czytelnik oczekuję czegoś więcej niż niekończącej się sekwencji walk.








































