Czytelnik jest ostatnim twórcą powieści – wywiad z Ildefonso Falconesem

Marcin Waincetel
24.09.2020

Ildefonso Falcones, twórca niezapomnianej „Katedry w Barcelonie”, tym razem stał się architektem „Malarza dusz”. W tej niezwykłej powieści historia splata się ze sztuką, wyrachowana polityka z żywymi emocjami, a miłość z życiem i śmiercią. Bo też rewolta, którą Falcones zapisuje na kartach książki, wiąże się między innymi z walką pomiędzy robotnikami a bogatymi przemysłowcami, a także buntem wobec religii, a może raczej instytucjonalnym kościołem. A skoro o sztuce konkretnie mowa… to w „Malarzu dusz” jest ona naznaczona krwią… i poświęceniem. I to właśnie między innymi takie tematy przyświecają naszej rozmowie z tym uznanym autorem.

Czytelnik jest ostatnim twórcą powieści – wywiad z Ildefonso Falconesem

[opis wydawcy] Sztuka, miłość, pasja i walka o ideały!

Ildefonso Falcones, autor niezapomnianej „Katedry w Barcelonie”, wskrzesza ekscytujące czasy wielkich przemian społecznych i buntu wobec odwiecznych tradycji i zakurzonych konwenansów.

Barcelona, ​​rok 1901. Przez miasto przetacza się fala niepokojów społecznych. Ubóstwo najbiedniejszych dzielnic kontrastuje z bogactwem dużych eleganckich alei, wzdłuż których wyrosły już niezwykłe budynki, symbol nadejścia epoki modernizmu.

Dalmau Sala, syn skazanych na śmierć anarchistów, żyje na granicy dwóch światów. Z jednej strony członkowie jego rodziny oraz Emma, kobieta, którą kocha, są zagorzałymi zwolennikami walki o prawa robotników. Z drugiej, zatrudnienie w pracowni ceramiki don Manuela Bello, jego mentora i obrońcy wiary katolickiej, pozwala mu obracać się w towarzystwie, w którym kwitnie sztuka i dobrobyt.

Artyście nie będzie łatwo odnaleźć właściwą ścieżkę, którą powinien podążyć, aby zrozumieć, że tym, co się w życiu liczy, są jego przekonania dotyczące równości i sprawiedliwości społecznej, jego czysta dusza i miłość odważnej i silnej kobiety. A przede wszystkim liczy się jego sztuka – obrazy, na których uwiecznia ubóstwo swojego miasta, w którym tli się już iskierka buntu i rewolty.

Reklama

Marcin Waincetel: Jest Pan architektem „Katedry w Barcelonie”. Powieści symbolicznej, wielowątkowej, w której średniowieczne idee – związane z polityką, religią, sztuką – budzą fascynację, ale również wątpliwości. Czy mógłby wskazać Pan na jednoznaczny, najważniejszy impuls, za sprawą którego sięgnął Pan po pióro, a potem – po kilku latach wytężonej pracy ze źródłami – zaczął kreślić zarys opowieści?

Ildefonso Falcones: Prawdopodobnie najważniejszym impulsem do napisania powieści jest – w ujęciu ogólnym – wyrażenie twórczego niepokoju, który tak naprawdę nosi każdy z nas. Istnieją tacy ludzie, którzy tak jak ja, starają się realizować tę potrzebę w literaturze, jeszcze inni w muzyce czy malarstwie... oczywiście bez względu na sukces, jaki można osiągnąć w swoim rzemiośle. Bo też, przynajmniej w moim przypadku, wybór przestrzeni, formy, konkretnego środowiska jest czymś dobrowolnym. Wybieram to, co według mnie może wyzwolić we mnie potrzebę do tworzenia, pisania, a równocześnie coś, co będzie atrakcyjne dla czytelników.

Poznając fabułę „Malarza dusz” można odnieść wrażenie, że obcujemy z prawdziwym dziełem sztuki. Mozaikową formą, w której spleciono ze sobą romans, dworską intrygę, obyczajowy dramat, traktat o sztuce. Podejrzewam, że sama praca koncepcyjna nie była przez to łatwa. Co było zatem dla Pana najtrudniejsze, a co najbardziej satysfakcjonujące w procesie pisania?

Najtrudniejsze, niezależnie od idei, fabularnej podstawy, jest zwykle samo zarysowanie fikcyjnej opowieści, z wyimaginowanymi postaciami i sytuacjami, które mają na celu obudzenie nie tylko zainteresowania, ale i pasji czytelnika, które wiążą się następnie z prawdziwą historią, autentycznym tłem. Wszystko powinno się zaś rozgrywać w odpowiednio dopracowanej, atrakcyjnej scenerii. A najbardziej satysfakcjonujący element? Z pewnością moment, w którym postawisz ostatnią kropkę w książce.

Ildefonso Falcones

Modernizm, źródło architektonicznego bogactwa – obraz stylu, który formował się nie tylko za sprawą wrażliwości, ale również polityki, społecznych napięć. W jaką rolę wcielił się IldefonsoFalcones? Przewodnika po świecie sztuki? Nauczyciela? Bo przecież historia to nauka pokoleń. Jaka intencja przyświecała Panu podczas aktu tworzenia?

Przyznam, że tak naprawdę moim głównym zamiarem jest to, aby zaoferować czytelnikowi atrakcyjną powieść, która będzie go z jednej strony skłaniać do refleksji, a z drugiej po prostu bawić. W swoich książkach splatam ze sobą ludzkie pierwiastki i historyczny kontekst, w tym przypadku odnosząc się do epoki modernizmu w mieście o największym na świecie architektonicznym dziedzictwie tego stylu. I nie jestem nauczycielem; brakuje mi do tego zdolności wykraczających poza studiowanie podstawowych wiadomości, specjalistycznej wiedzy, o której faktycznie piszą profesorowie lub znawcy.

Zastanawiam się, czy wielka sztuka zawsze wymaga wielkich poświęceń? Rewolucja, bunt, może być siłą destrukcyjną, ale też dającą inspirację.

Wszystkie ruchy artystyczne są kapryśne, ewoluują w coś innego lub czasami przechodzą przez punkty zwrotne, załamania, co też, generalnie, bierze się z przyczyn zewnętrznych. W przypadku zapisanym na kartach „Malarza…” modernizm upadł pod naciskiem politycznym – czymś, co jest bardzo różne od rewolucji czy buntu – który dążył do ruchu artystycznego - „noucentyzmu” – który, z kolei, odzwierciedlał wielkość i wartości narodu. Powiedzmy, że rewolucja była eksplozją magii i wolności modernizmu, czymś, na co liczyliby przedstawienie oligarchii.

W „Malarzu dusz” oddał Pan również głos kobietom. Zwłaszcza Emmie, wielkiej ukochanej Dalmau, która w pewnym momencie przegrała niemal wszystko. Godność, uczucie, przyszłość… Z wielką troską odmalował Pan jej portret. Jak wielkim uczuciem na piramidzie wartości byłaby dla Pana miłość? Patrząc na to, z kim związana była Emma.

Prawdziwe wartości są absolutne, nie mogą być porównywalne ani wymierne. Miłość kontra wolność? Sprawiedliwość kontra bezpieczeństwo? Wielokrotnie pojawiają się między nimi problemy, które muszą być rozwiązywane w sposób spójny, właściwy dla każdego przypadku, generalnie z bolesnymi konsekwencjami, ale nie z tego powodu powinniśmy rozważać problem konfrontacji różnych idei. W naszej moralności wartości muszą być nieskończone, niepodważalne.

Rodzina to więzy krwi czy może grupa ludzi, którą wybieramy? Z jednej strony rewolucjoniści, wspólnota, z drugiej pielęgnowana od pokoleń relacja bliskich sobie osób… Szczególna w tym kontekście jest postać matki Dalmau, której serce musi być targane licznymi wątpliwościami, biorąc pod uwagę na los – bardzo różny – jej dzieci.

Stoję na straży klasycznej koncepcji rodziny, która jest po naszej stronie w przeciwnościach; ostatnie kryzysy pokazują, do jakiego stopnia więzi rodzinne są konieczne. W tym sensie bardzo liczą się więzy krwi. Chociaż w pewnym momencie może nastąpić wybór – vgr.: małżeństwo –, bo też zwykle koniec jest kolejnym związkiem krwi, który odnosi się do pochodzenia. Nie chcę bagatelizować innego rodzaju relacji społecznych, ale rodzina wydaje się niezbędna. Stanowiąca fundament.

Ildefonso Falcones

Antyklerykalizm jest jedną z motywacji dla rewolucjonistów. Ale nie brakuje również świętości. Skąd w ludziach bierze się potrzeba poszukiwania sacrum? Czy sztuka jest namiastką boskości w naszym codziennym życiu?

Tendencja do przekraczania, a zatem zbliżania się do sacrum, jest postawą, która, jak sądzę, dzisiaj, oparta na bezpośredniości rządzącej działaniami społecznymi, zanika. Żyjąc chwilą, trudno myśleć o niepewnej przyszłości, nieuchwytnej rzeczywistości. Sztuka, sacrum, wszystko, co zakłada przezwyciężenie rozumu, wykraczające poza rozumienie, może prowadzić zarówno do zbliżenia się, jak i odejścia od boskości.

Reklama

Zastanawiam się, czy nad życiem bohaterów od początku ciążyło antyczne fatum? Zły los? Bo wystawia ich Pan na szereg prób, również tych najbardziej niebezpiecznych, jak stało się to za sprawą Montserrat, siostry Dalmau.

Było wielu ludzi, którzy, podobnie jak Montserrat, oddawali życie za robotników, przeważająca większość anonimowo, będąc daleko od bohaterskich celów, po prostu pracując w nieznośnych warunkach i godzinach. To wszyscy ci ludzie – ojcowie, matki i dzieci – podtrzymywali ruch społeczny zapisany w „Malarzu dusz”: ten, dzięki któremu robotnicy rozumieli swoją rolę i znaczenie w polityce i walczyli o tą wartość. Bohaterowie cierpią, owszem, żadna inna nadzieja nie czekała wówczas na pokornych, ale cieszą się sukcesem i zasłużonym końcem.

Gdyby dostał Pan sztalugę z obrazem do malowania, to jakich barw użyłby Pan do tego, aby oddać wymowę „Malarza dusz”? Nie brakuje namiętności, silnej, fizycznej, ale też poczucia melancholii, buntu, poczucia niesprawiedliwości… innymi słowy – pytam o Pana wrażliwość. Czy oczami wyobraźni widzi Pan siebie współpracującego razem z Dalmau?

Cóż, powiem wprost, że z pędzelkiem w dłoni jestem zupełnie bezużyteczny. Myślę, że użyłbym wszystkich kolorów warstwami, o ile mogłyby one przedstawiać różne zmiany i osiągnięcia lub niepowodzenia, jakie osiągali bohaterowie powieści, od czerni, najciemniejszej do najczystszej bieli, ale bazuję na mojej nieco ignoranckiej wrażliwości.

Opowieści nasączone emocjami, w których liczy się historia w wydaniu mikro i makro – dotycząca zwykłych ludzi, jednak na tle wielkich przemian społeczno-kulturowych. Co jest ideą, dzięki której tworzy Pan literaturę?

Moim zadaniem jest znaleźć i przedstawić czytelnikowi historię podobną do moich innych powieści; opowieść, która cię bawi i sprawia, że uczestniczysz w świecie wyobraźni – takiej lub innej propozycji autora. Czytelnik jest ostatnim twórcą powieści, jest tym, który ożywia ją w swojej wyobraźni, bez niego by nie istniała, coś, co nie zdarza się przy innych sposobach spędzania wolnego czasu i co charakteryzuje literaturę. Rozrywka, zabawa, tego szukam w powieści i tego chcę w mojej.

Reklama

komentarze [3]

Sortuj:
4052
3812
24.09.2020 22:04

Ja lubię akcję książek w w dawnych czasach.I podoba mi się.W powieści rozrywki i zabawy.


350
3
24.09.2020 13:26

Zapraszam do dyskusji.


61
0
25.09.2020 15:17

Czy ktoś z redaktorów LC ten wywiad przeczytał? Chyba nie, bo wtedy nie byłoby tam takich tekstów jak "....czymś, na co liczyliby przedstawienie oligarchii...." albo "....może nastąpić wybór – vgr.: małżeństwo –, bo też zwykle...."


zgłoś błąd