Nowe oblicza grozy. „Nasza część nocy” Mariany Enriquez

Marcin Zwierzchowski
26.05.2021

Monumentalna powieść „Nasza część nocy” Mariany Enríquez to historia pod wieloma względami osobna od tego, co oferuje nam współczesna literatura. Można powiedzieć o tej książce, że to horror, ale to tak, jakby nie powiedzieć nic.

Nowe oblicza grozy. „Nasza część nocy” Mariany Enriquez

Na polu grozy zapanowało w ostatnim czasie pewne twórcze poruszenie. Fascynujące jest to, jak szeroko rozlewa się ta fala, niezwykła energia, która sprawia, że twórcy i twórczynie horrorów z różnych środowisk, estetyk, różnych mediów odnajdują w grozie narzędzia do opowiadania coraz bardziej fascynujących historii. Widzimy to w kinie, u Jordana Peele’a („Uciekaj!”, „To my”), Ariego Astera („Midsommar”), Roberta Eggersa („The Lighthouse”), na małym ekranie („Kraina Lovecrafta”), w literaturze amerykańskiej („Wizyta” Hellen Philips, „The Changeling” Victora LaValle’a, „The Only Good Indian” Stephena Grahama Jonesa), w literaturze polskiej („Dunkel” Jakuba Bielawskiego, „Dom wszystkich snów” Wojciecha Guni), a pierwsze miesiące tego roku otworzyły nam oczy na grozę z Ameryki Południowej, czyli „Wybornego trupa” Agustiny Bazterriki oraz „Naszą część nocy” Mariany Enríquez.

Powieść Enríquez (ukazująca się w serii Echa, zaraz po „Czarnym Lamparcie, Czerwonym Wilku” Marlona Jamesa) nawet na tym niezwykłym tle znacząco się wyróżnia. Przede wszystkim, nieważne jak usilnie szukać porównań i ile nazwisk i tytułów przywoływać, by spróbować nakreślić w waszej wyobraźni obraz tej literatury, pozostanie ona na tyle specyficzna, że – parafrazując klasyka – będzie to niczym tańczenie o architekturze. Przyjrzymy się skojarzeniom: Cormac McCarthy, Stephen King, Alex Garland (jako pisarz, nie scenarzysta i reżyser), Michael Chabon, wczesny Łukasz Orbitowski, a do tego Kubrick i „Oczy szeroko zamknięte”. Szeroko zarzucona sieć, prawda?

Reklama

Dobrze, inaczej:

Mariana Enríquez nie pisze jednej powieści, ale wiele, mieszając tematy i estetyki. Stąd uprawnione jest pisanie, że „Nasza część nocy” to horror, bo faktycznie pojawiają się duchy-echa, mroczne rytuały, mordercza Ciemność, demony. Można odczytywać tę historię również jako opowieść o Argentynie z czasów niepokojów społecznych i politycznych, rządów wojskowej junty, rozpoczętych, gdy w 1976 roku władzę przejął Jorge Videla. Znajdziemy tu także opowieść o tragicznym życiu Juana, bezcennego dla Bractwa, którzy kult swój budują na kontakcie z Ciemnością, którą przyzywać może tylko potężne medium. Oraz historię jego syna, Gaspara, naznaczonego podobnym darem-przekleństwem, skazanego na życie z ojcem przygniecionym ciężarem Ciemności, złamanego śmiercią żony, nie potrafiącego wychować syna.

Czyta się trochę „Naszą część nocy” niczym zbiór opowiadań i mikropowieści. I tak, otwierające książkę „Szpony żywego boga” to horror, późniejsza krótka „Lewa ręka ciemności” to skok w perspektywę innej postaci, następnie w „Posępności pustych domostw” skupiamy się na Gasparze, a opowieść skręca w stronę obyczajową, i tak dalej, łącznie z przeskokami czasowymi, bo choć zaczynamy w 1981 roku, ostatecznie dojdziemy do roku 1997, a po drodze „wpadniemy” do lat 60. i 70.

Mariana Enríquez

Enríquez, choć składa swoją opowieść z wielu mniejszych fabuł, panuje jednak nad spójnością. Przez te ponad 700 stron udaje jej się utrzymać atmosferę duszności (upał jako lejtmotyw), grozy nie oczywistej, ale czającej się w cieniu, ukryciu, pod skórą. „Naszą część nocy”, w kontekście horrorowym, charakteryzuje właśnie groza objawiająca się w napięciu i stałym zagrożeniu, podsycana przez autorkę z olbrzymią wprawą, w pętli wygaszania (usypiania naszej czujności) i rozpalania (przebłyski z mrocznego świata, przed którym Juan broni Gaspara).

Reklama

Wydaje się, że to właśnie umiejętne panowanie nad napięciem przesądza o fakcie, że ta rozwijająca się powoli, często monotonna, bardzo długa opowieść jest tak magnetyczna. Niczym u wspomnianego Michaela Chabona, albo w „Niksach” Nathana Hilla – nie musi dziać się wiele, nie musi być efektownie, byśmy byli lekturą pochłonięci. Gdybym miał wskazywać na klucz do sukcesu Mariany Enríquez, będą nim bohaterowie, zwłaszcza Juan i Gaspar i ich skomplikowana relacja, oparta w dużej mierze na miłości, ale podobnie na strachu, może z nutą nienawiści, żalu, wyrzutu. Sama złożoność tej ojcowsko-synowskiej miłości sprawia, że wydają się oni nam niezwykle prawdziwi.

Pewnym jest jednak również, że spędzenie ponad 700 stron z tą historią byłoby zupełnie innym przeżyciem, gdyby nie niecodzienny styl Enríquez (który z pewnością był wyzwaniem dla tłumaczek Marty Jordan i Katarzyny Okrasko), bardzo gęsty (znów: duszny), mieszający tradycyjną formę dialogu z czymś pomiędzy tym a mową zależną. To ciekawy, rzadko spotykany efekt, zabieg intrygujący, bo różnicujący rozmowy na te, gdzie przekazywana jest treść, które mają znaczenie, oraz te, które stanowią szum, wypełnienie ciszy, gdy ludzie nie wiedzą co powiedzieć, albo gdy mówią rzeczy oczywiste, niczym automaty.

Składa się to wszystko na niezwykłe czytelnicze doznanie, jakim jest „Nasza część nocy” Mariany Enríquez. To nie jest McCarthy, to nie jest King ani Chabon, ale po prostu – Enríquez. Coś osobnego. Stąd tak fascynującego.

Książka jest już dostępna w sprzedaży.

Materiał powstał we współpracy z Wydawnictwem Echa

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Izolda_zielonooka 30.05.2021 12:27
Czytelniczka

Bardzo zachęcające! Jeszcze dobre kilka lat temu, gdy pisałam na studiach o horrorze, to wiele osób patrzyło na mnie z politowaniem - bo co mądrego można wynieść z tak niemądrego gatunku, który kojarzył się głównie z rozrywką, morderczymi krabami i gore? A teraz co i rusz pisarze i filmowcy sięgają po grozę, bo to tak plastyczny gatunek, można tyle za jego pomocą przemycić,...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Marcin Zwierzchowski 24.05.2021 13:10
Bibliotekarz

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd