„Czarne Miasto” Marty Knopik: debiut literacki sezonu!

LubimyCzytać
19.02.2020

W najnowszej powieści Wydawnictwa Lira, zatytułowanej „Czarne Miasto”, autorka w przepiękny sposób splata losy śląskiej rodziny Bobrów z tego, co realne, i z tego, co magiczne, a jej książka ma niesamowity klimat. Tytułowe Czarne Miasto jest jej ważnym bohaterem. Widzimy je w kilku przełomowych momentach, w tym podczas tzw. Roku Zaćmienia, podczas którego zapadają się chodniki w kopalniach, a targane wstrząsami miasto zaczyna się walić. Opisując to, autorka puszcza wodze fantazji, ale nie wszystko jest zmyślone.

„Czarne Miasto” Marty Knopik: debiut literacki sezonu!

Jak mówi sama autorka książki, Marta Knopik:

Te wstrząsy, o których mowa, nazywa się na Śląsku tąpnięciami, i pamiętam z dzieciństwa, że zdarzały się dni, podczas których było ich kilkanaście, niektóre tak silne, że otwierały się szafki w meblach lub coś spadało z półek. Byliśmy do tego wszyscy przyzwyczajeni. A walące się budynki, zapadające się ulice i inne tego typu wydarzenia noszą wspólną nazwę – „szkody górnicze” – i stanowią zwyczajny element miejskich krajobrazów niektórych miast i dzielnic Śląska.

Wydana przez Lirę debiutancka powieść Marty Knopik, która ma swoją premierę 19 lutego, zaczęła powstawać jesienią 2017 roku. Wtedy, jak wspomina autorka, czujniki smogowe w aplikacji na jej telefonie codziennie były bordowe, co oznacza – i co wiedzą mieszkańcy wszystkich większych miast w Polsce – że nie powinno się opuszczać domu. Marta Knopik czuła się uwięziona. Z okna mieszkania widziała znikający w czarnym dymie świat, który wydawał się ulegać powolnemu unicestwianiu. Wtedy narodziły się pierwsze zdania powieści, które brzmią: „Ostatnie dni października to czas, w którym powietrze w Czarnym Mieście zaczyna gęstnieć i tracić przejrzystość. Przez smugi dymu przebija jeszcze złoty blask słońca, powoli zalega jednak ciemność, która za kilka dni, z początkiem listopada, pochłonie całe miasto”. I tak się działo.

Reklama

Fabuła powieści „Czarne Miasto” jest osadzona na Śląsku. W tytułowym mieście kondensują się wszystkie problemy regionu, jego zawiła, tak trudna do zrozumienia i opisania historia, zwłaszcza jeśli jest się przybyszem z zewnątrz. Dlaczego Marta Knopik umieściła akcję akurat tutaj? Jej rodzina przeprowadziła się na Śląsk w latach osiemdziesiątych, gdy mała Marta miała trzy lub cztery lata. Spędziła na Śląsku całe swoje życie, ale nawet teraz, po tych czterdziestu latach, nie wie, czy może nazwać siebie Ślązaczką. Ślązak to ktoś, kogo przodkowie, co najmniej kilka pokoleń, związani byli ze Śląskiem, z lokalnymi zwyczajami i tradycją, bez względu na to, do kogo region należał na mapie. Ktoś, kto posługuje się gwarą śląską, lub, jak chcą niektórzy, językiem śląskim. Wszyscy przyjezdni, zatem większość obecnych mieszkańców, są gorolami, obcymi.

Jestem oczywiście ze Śląskiem silnie związana i nawet, nie boję się tego powiedzieć, kocham go na swój sposób. Jest to jednak miłość trudna, czasem nieodwzajemniona, taka, w której zdarzają się zerwania i powroty. Myślę, że problem polega na tym, że nie zawsze jesteśmy w stanie Śląsk zrozumieć, pojąć całą złożoność jego losów – mówi autorka.

Niektórzy bohaterowie powieści są autochtonami. Ich rodowe korzenie sięgają hen do początków Śląska. W ich losach widać okruchy dziejów tego regionu. Ślązaczką jest Genowefa Gwóźdź, znachorka i bajarka. Inni są gorolami. Cała rodzina Bobrów, wokół której plecie się fabuła, to gorole. Przybyli na Śląsk mniej więcej wtedy, kiedy rodzice Marty Knopik i rodzice jej koleżanek ze szkoły.

W losach rodziny Bobrów uwidacznia się dwudziestowieczna tułaczka pokoleń. Rodzina bohaterki powieści, Wandy Bóbr, przybyła po wojnie ze wschodniej Polski na Dolny Śląsk, a potem ona wraz z mężem ruszyła na Górny Śląsk w poszukiwaniu lepszego życia. Córki Wandy, zwane siostrami Bebe, uciekają ze zdewastowanego Śląska za granicę. W powieści jest to Białe Miasto. Siostry nie czują się związane z żadnym miejscem. Nie wiedzą, z jakich miejscowości przybyli ich dziadowie, nie znają ciotek, wujów, kuzynostwa. Cierpią na pewien rodzaj nieuleczalnej samotności. Symbolizują wszystkich tych, którzy zdecydowali się poszukać dla siebie dobrego miejsca do życia. Okazuje się jednak, że nie jest to łatwa droga, ponieważ uderza w jedną z podstawowych potrzeb człowieka, w potrzebę przynależności, a tym samym w tożsamość.

„Czarne Miasto wciąga i ugniata bohaterów, pożera ich metaforycznie… To może być debiut literacki sezonu!” – tak o książce Marty Knopik powiedział pisarz Wojciech Dutka.

Trzymamy kciuki za nowy, piękny głos w polskiej literaturze.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2550
4
19.02.2020 10:21

Zapraszamy do dyskusji.


2749
605
20.02.2020 14:05

Tylko o czym? To jest debiutancka powieść, czyli mało kto wie cokolwiek o pisarce, a napewno jak pisze. Książka ma premierę 19 lutego, czyli oprócz wybranych nikt jej nie czytał. Może za parę miesięcy to grono się powiększy i będzie możliwa dyskusja o książce. Teraz można powiedzieć, może być ciekawie, ale nie musi. Tak wiec, co jest tematem tej dyskusji?


zgłoś błąd