Anna 
28 lat, kobieta, Siedlce, status: Czytelniczka, ostatnio widziana 5 godzin temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-03 21:07:24
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Z twórczością Doroty Gąsiorowskiej spotkałam się przy okazji jej poprzedniej powieści, a mianowicie ,,Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami’’. Już wtedy polubiłam się ze stylem autorki jak i jej kreatywnością. Podobał mi się pomysł, bohaterowie i ta aura jaka towarzyszyła mi podczas czytania.
Na nową pozycję czekałam z ogromną niecierpliwością. I moje oczekiwania zostały nagrodzone. Chociaż muszę...
Z twórczością Doroty Gąsiorowskiej spotkałam się przy okazji jej poprzedniej powieści, a mianowicie ,,Dziewczyna ze sklepu z kapeluszami’’. Już wtedy polubiłam się ze stylem autorki jak i jej kreatywnością. Podobał mi się pomysł, bohaterowie i ta aura jaka towarzyszyła mi podczas czytania.
Na nową pozycję czekałam z ogromną niecierpliwością. I moje oczekiwania zostały nagrodzone. Chociaż muszę stwierdzić, że w przypadku ostatniej książki, byłam bardziej poruszona. Bardziej ją przeżywałam, ale ,,Karminowe serce’’ opatuliło mnie szalem z liter, dało mi mnóstwo spokoju i ukojenia. Ta książka idealnie wtopiła się w jesienno zimowy klimat, który odczuwamy teraz na każdym kroku.

Głowna bohaterka tej historii. rudowłosa Laura podejmuje decyzję o przeprowadzce z Warszawy do Bukowej Góry. Chce przenieść się na wieś, aby odpocząć i poniekąd zapomnieć o traumie jaką przeżyła sześć lat temu. Gdy dociera na miejsce jest wszystkim oczarowana. Wyremontowany dom, ogród, piękna okolica, sympatyczni ludzie, a przede wszystkim cukierenka która kusi zapachem czekolady na każdym kroku. Wszystko to napawa Laurę optymizmem i wewnętrznym spokojem. Dodatkowo poznaje Błażeja, przystojnego i inteligentnego lekarza, przy którym czuje że jej serce się na nowo otwiera. Jednak żeby nie było tak kolorowo pojawiają się i tacy, którzy chcą ten spokój kobiecie zburzyć. Nasza bohaterka, w pewnym momencie będzie zmuszona dokonać odpowiednich wyborów i decyzji. Tym bardziej, że przeszłość coraz bardziej daje o sobie znać…

Powieści autorki niosą ze sobą mnóstwo spokoju, ciepła i wewnętrznego ukojenia. To są historię, przy których chcemy się rozluźnić i miło spędzić wieczór okraszony kubkiem gorącej herbaty. ,,Karminowe serce’’ takie właśnie jest. Emanuje jesienną energią, miłością, przyjaźnią, bliskością. Z każdej strony bije ciepło, takie przyjemne ciepło. Czytasz i się rozluźniasz. Wydaje mi się, że w historiach pani Gąsiorowskiej nie chodzi o to, aby przeżywać większy wstrząs czy też ogromne rozczarowania. Nie, te pozycje mają za zadanie nas rozluźnić i umilić nam czas. To są takie powieście typowo dla kobiet dojrzałych, takich które wrócą z pracy, ogarną dom, dzieci, spędzą chwile z bliskimi, a wieczorem zaparzą sobie herbatę, opatulą się kocem i zanurzą w błogim, uspokajającym czytaniu. Piszę, że dla typowo dojrzałych kobiet, ponieważ nastolatki mogą się przy takich historiach nudzić. Tutaj nie ma fajerwerków, nie ma spisków ani morderstw. Nie, tutaj jest spokój i cisza. Chociaż mogę się mylić, może znajdą się i nastolatki którym owa pozycja przypadnie do gustu.
Chciałabym zwrócić jeszcze uwagę na aspekty, jakie w tej książce według mnie zasługują na plus. Przede wszystkim bohaterowie. Świetnie wykreowani, z charakterem i co najważniejsze każdy ma tutaj swoje pięć minut. Nie ma tak, że pojawia się jakiś Witold i nie wiadomo kim on jest i jaką ma rolę. Tutaj każdy jest perfekcyjnie opisany, każdy ma swój charakter i każdego, albo lubimy albo nienawidzimy. Postaci są barwne i to mi się bardzo podoba. Kolejna rzecz, to pomysł na tę powieść. Jest inny, świeży i na swój sposób wyjątkowy. Może dla niektórych wydać się banalny, ale według mnie autorka przy każdej powieści porusza inny punkt widzenia na pewne sprawy. To jest bardzo innowatorskie. Następna rzecz, jaka mnie ujmuje nie tylko w tej powieści autorki, to cała otoczka. Wszystko tak perfekcyjnie i szczegółowo opisane, miejsce, klimat, postaci, emocje, wszystko tworzy taka spójną całość, że naprawdę z ogromną przyjemnością sięga się po książki autorki. No i najważniejsze to styl autorki. Powieść napisana z taką kobiecą subtelnością, z uczuciem, wyczuwa się każdy kawalątek serca pisarki, dzięki czemu czytelnik zespala się z ową pozycją i pochłania ją w mgnieniu oka.
Jest jednak rzecz, która mnie rozczarowała. Zakończenie… Owszem było zaskakujące, jednak to było takie nagłe, aż wręcz niepotrzebne. Tak jakbym dostała w twarz i tyle. Miałam wrażenie, że było naciągane i niestety wymuszone… niby było związane z pewnym incydentem w kawiarence i troszeczkę podziałała magia, ale nie… nie pasuje mi to kompletnie, nie w taki sposób. Może gdyby zajęło jeden, dwa rozdziały, wtedy byłoby to logiczne. Zdecydowanie wolałabym, aby te trzy strony nie miały miejsca. Ale jak wspominałam wcześniej, całość mnie przekonała. Spędziłam z tą książką bardzo sympatyczny weekend. Doceniam autorkę, że jej książki rozluźniają i są taką ciepłą mieszanką emocji, idealnie wpasowującą się w trwający za oknem okres.

pokaż więcej

 
2018-10-01 20:25:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zapowiadało się ciekawie, a wyszło jak zwykle czyli.... nic nadzwyczajnego.
,,Obserwuję Cię’’ z tego co się orientuje, to debiutancki thriller autorki, Teresy Driscoll. Z zawodu dawna dziennikarka, jak sama przyznała, do powstania tej książki inspirowała się podróżą do Londynu. Wtedy rzeczywiście do tego samego pociągu, wsiadło dwóch mężczyzn z czarnymi workami. Jak możecie się domyślić nic...
Zapowiadało się ciekawie, a wyszło jak zwykle czyli.... nic nadzwyczajnego.
,,Obserwuję Cię’’ z tego co się orientuje, to debiutancki thriller autorki, Teresy Driscoll. Z zawodu dawna dziennikarka, jak sama przyznała, do powstania tej książki inspirowała się podróżą do Londynu. Wtedy rzeczywiście do tego samego pociągu, wsiadło dwóch mężczyzn z czarnymi workami. Jak możecie się domyślić nic złego się nie wydarzyło, ale wyobraźnia Teresy uczyniła jej psikusa i dała podwaliny do napisania dalszej części historii. Pomysł na pierwszy rzut wydaje się dość interesujący, jednak trzeba by było się trochę nakombinować, aby wyszedł z tego naprawdę dobry kryminał. Niestety według mnie, autorce kompletnie to nie wyszło. Pisarka za bardzo przekombinowała i chyba to ją zgubiło.

Ella Longfied to główna bohaterka tej książki. Podczas podróży pociągiem jest świadkiem sytuacji gdzie dwóch młodych, podejrzanych jej mężczyzn nawiązują kontakt z nastoletnimi pasażerkami. Wszystko na pierwszy rzut wydaje się normalne dopóki kobieta nie podsłuchuje, iż obaj wyszli niedawno z więzienia. Jako matka zaczyna się niepokoić i martwić o los dziewczyn. Jednak gdy te zbyt wyraźnie spoufalają się z nowo poznanymi, postanawia nie wtykać nosa w nie swoje sprawy i udaje się do innego wagonu. Wszystko powraca do bohaterki następnego dnia, gdy dowiaduje się iż jedna z dziewczyn Anna, zaginęła. Kobieta ma do siebie pretensje, iż nie zareagowała i nie zrobiła nic aby temu zapobiec. Rok po zdarzeniu, nastolatka nadal nie została odnaleziona. Ella zaczyna dostawać coraz częściej anonimowe pogróżki. Wynajęty detektyw trafia do matki zaginionej dziewczyny, lecz jak się później okazuje nie ona jest nadawcą. Atmosfera staje się jeszcze bardziej napięta, gdy w kwiaciarni kobiety dzieją się dziwne rzeczy. Dodatkowo do sprawy zamieszane będą inne osoby, które mogą stać się kluczem do rozwiązania zagadki.
Czy młoda pasażerka po tak długim czasie zostanie odnaleziona, a może już dawno nie żyje? Jak Ella poradzi sobie z pogróżkami od tajemniczego nadawcy?

Jak wspomniałam na samym początku, pomysł na tą historię był naprawdę dobry. Sama fabuła wydaje się dość intrygująca, jednak mam wrażenie że autorka w pewnym momencie się pogubiła. Przede wszystkim bohaterzy, którzy wypadają okropnie blado. Tak naprawdę to jedynie Tim, który swoją drogą pojawia się w dalszej części lektury jest postacią, wnoszącą tutaj odrobinę pikanterii. Reszta, no cóż nie wzbudziła we mnie absolutnie żadnych emocji. Kolejną rzeczą, która mnie irytowała były nic nie wnoszące do tej historii momenty typu zabijanie muchy w celi, układanie bukietów przez Elle czy też rozmowy o włosach… serio? Czytam kryminał, dodatkowo psychologiczny od którego wymagam zagadek na wysokim poziomie, a tutaj autorka wyjeżdża mi z pogaduszkami o fryzurze. Troszkę to kiepskie, ale najwidoczniej trzeba było czymkolwiek zapchać historię…. Co mnie jeszcze zniechęcało, to ewidentnie styl autorki. Czytało mi się tak drętwo, że miałam ochotę większość ominąć i przejść dalej. Nie wyczułam tego typowego dla thrillera napięcia. Byłam ciekawa jak to wszystko się potoczy i czy w końcu zostaną wyjaśnione pewne aspekty, które na początku nie dawały naszym bohaterom spokoju, ale na dobrą sprawę mogłabym zacząć początek, ominąć połowę i od razu przejść do zakończenia... Według mnie jest to taki lekki thriller na jeden wieczór. Przeczytać, pośledzić losy bohaterów, sprawdzić kto i co, skończyć, a za jakiś czas nie pamiętać. Nic więcej. No i śmiało mogę stwierdzić, że w moim odczuciu do bestsellera, to mu na pewno nie po drodze…niestety...

pokaż więcej

 
2018-09-29 13:09:33
Ma nowego znajomego: Anezka
 
2018-09-29 13:00:17
Ma nowego znajomego: Anna
 
2018-09-19 21:05:09
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam
Autor:

Odkąd pamiętam, autobiografie bardzo mnie ciekawiły. Lubię sobie poczytać o czymś, co wydarzyło się naprawdę. A jeśli owa historia jest szokująca, inspirująca lub dająca wiele do myślenia to czemu nie? Wtedy jeszcze bardziej mam na taką pozycję ochotę. W przypadku ,,Małych wielkich rzeczy'' miałam podobnie. Po zapoznaniu się z opisem ogromnie nie mogłam się doczekać, aż historia tego młodego... Odkąd pamiętam, autobiografie bardzo mnie ciekawiły. Lubię sobie poczytać o czymś, co wydarzyło się naprawdę. A jeśli owa historia jest szokująca, inspirująca lub dająca wiele do myślenia to czemu nie? Wtedy jeszcze bardziej mam na taką pozycję ochotę. W przypadku ,,Małych wielkich rzeczy'' miałam podobnie. Po zapoznaniu się z opisem ogromnie nie mogłam się doczekać, aż historia tego młodego człowieka trafi w moje rączki. Tym bardziej, że o Henrym Fraserze nie usłyszałam po raz pierwszy. Kiedyś miałam okazję oglądać o nim program, który bardzo mną poruszył. Ja jestem człowiekiem, na którym ludzka siła nawet w kryzysowych sytuacjach robi piorunujące wrażenie. Na świecie jest ludzi od groma, ale nie każdy jest tak odważnym, silnym i zdolnym człowiekiem jak nasz bohater książki. Przecież ludzie zdrowi z wieloma perspektywami nie robią nic... a tutaj? Takiego człowieka chciałabym spotkać na żywo, przytulić go i powiedzieć mu jak bardzo go podziwiam i szanuję! Gdyby każdy taki był, o ile nasz świat byłby piękniejszy...

Nasz bohater to 17 letni Brytyjczyk. Pełen radości, pasji i energii młody mężczyzna, przed którym życie stoi otworem. Niestety jedna chwila, niefortunne zdarzenie zaplanowało mu życie za niego. Przykry w skutkach wypadek spowodował paraliż ciała od szyi w dół, przekreślił jak by się początkowo wydawało jego życiowe perspektywy, odebrał mu siłę, plany i szczęście…. Jednak z biegiem czasu, mimo braku fizycznej sprawności, mimo braku chęci Henry zaczął dostrzegać w tej tragedii promyk słońca. Postanowił złapać życie w obie ręce i nie puszczać, póki starczy mu sił i odwagi. Wewnętrzna krzepa, dostrzeganie pozytywnych aspektów i wsparcie wspaniałych osób z jego otoczenia, pozwoliły mu pokonać wszelkie trudności. Henry pokazał i udowodnił społeczeństwu, że życie na wózku nie czyni z nas więźnia i nie przekreśla założonych celów. Wręcz przeciwnie, w jego przypadku to życie dopiero się zaczęło.

Historia człowieka, który udowadnia że nawet sparaliżowanym można cieszyć się życiem i dokonać wielkich rzeczy, ogromnie mną poruszyła. Nie będę się rozpisywać na temat stylu autora czy jakichś błędach, bo wydaje mi się że nie o to tutaj chodzi. Ważna jest treść, a ona skruszy niejedno skamieniałe serce. Ja pochłonęłam ją w trzy, może cztery godzinki. Tak jak do niej usiadłam, tak bez żadnej przerwy dobrnęłam do końca. Początkowo ciężko mi było czytać o tej tragedii jaka spotkała naszego bohatera. Łezka w oku kręciła się kilka razy i tylko powtarzałam sobie w myślach ,,Dlaczego ten świat jest taki niesprawiedliwy?!’’. Lecz gdy brnęłam dalej i czytałam o tym ile ten człowiek miał w sobie siły, ile otrzymał wsparcia od cudownych osób jakie go otaczały to miałam łzy w oczach ale ze szczęścia. I już do samego końca czytałam tę malutką książeczkę z ogromnym uśmiechem na twarzy, pełna podziwu i zachwytu. I oczywiście jak nie życzę każdemu takiego zdarzenia, tak naprawdę wierzę że nawet w takiej tragedii jaka spotkała Henrego można znaleźć drugie dno, te pozytywne, tak jak to uczynił właśnie ten mężczyzna.
Ja jestem wielką fanka tego typu historii. Prawdziwe i inspirujące zdarzenia według mnie są warte poznania. Uwielbiam ludzi, którzy mimo przeciwności losu nie poddają się tylko walczą. Robią coś co nie dość, że im sprawia przyjemność to innych zadziwia. Mnie postać Henrego zadziwia pod każdym względem. Jego siła, wytrwałość, dążenie do celu, realizacja zamierzonych celów. To się dopiero nazywa człowiek wojownik. I co z tego, że nie może wstać? Ludzie maja wszystko, sprawne nogi, pieniądze a nie potrafią docenić niczego. Nie chodzi mi tutaj o osoby, które walczą z depresją lub innymi tego typu przypadłościami, bo jak wiemy są różne choroby. Ale chodzi mi o zdrowych ludzi, którzy mają wszystkiego pod dostatkiem a nie potrafią się z niczego cieszyć bo np. muszą iść rano do pracy, albo muszą posprzątać, albo nie podoba im się że ktoś ubrał się tak a nie inaczej…. Serio? Jak słucham czasami ludzkie narzekania typu ,,znowu upał, znowu zimno, a bo boli mnie dupa od siedzenia, a bo bolą mnie nogi od chodzenia, a bo tamto, a bo sramto’’ to mnie dosłownie krew zalewa. Czy to już u ludzi jest jakąś życiową mantrą? Wieczne narzekanie i niezadowolenie ze wszystkiego? Dlaczego ludzie budząc się każdego ranka, nie potrafią docenić tego co mają? Że mogą wstać, zaparzyć kawy, spojrzeć na otaczający świat, iść do pracy, szkoły… czy to jest za mało? Czy naprawdę trzeba komuś podłożyć miliardy pod nogi, aby w końcu ktoś orzekł ,,Tak jestem w końcu szczęśliwy!’’. Nigdy nie zrozumiem takiego toku myślenia, a co więcej unikam takich osób szerokim łukiem. Dlatego pewnie moje grono znajomych ogranicza się do minimum. Ale ja naprawdę nie znoszę narzekania i takich marud, chcę na co dzień przebywać z ludźmi, których cieszy każda życiowa chwila, a nie z kimś kto wiecznie ma skwaszoną minę jakby od urodzenia trzymał między zębami cytrynę.
Myślę, takie historie powinny być czytane również przez młodych, co więcej powinny one być w szkołach jako lektury obowiązkowe. Od najmłodszych lat należy tłumaczyć, że życie to coś pięknego i nieważne czy jesteśmy w pełni rozwinięci czy nie, możemy z niego brać jak najwięcej. I powinniśmy to robić każdego dnia. Czerpać ile tylko się da, wyciskać życiowe chwile jak cytrynę.

pokaż więcej

 
2018-09-05 18:35:27
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

Zagadki… Na pewno dość sporo osób je lubi. Szukać, rozwiązywać, zwyciężać. Frajda na całego. Czasami jednak takie łamigłówki mogą okazać się dość niebezpieczne. Rozszyfrowanie, może nawet wiązać się z ocaleniem życia. A jeśli taka zabawa przytrafi się naprawdę i do uratowania masz nie tylko siebie, ale i kilka innych osób? Co wtedy zrobisz? Nadal nazwiesz to zabawą? Chris McGeorge oferuje nam... Zagadki… Na pewno dość sporo osób je lubi. Szukać, rozwiązywać, zwyciężać. Frajda na całego. Czasami jednak takie łamigłówki mogą okazać się dość niebezpieczne. Rozszyfrowanie, może nawet wiązać się z ocaleniem życia. A jeśli taka zabawa przytrafi się naprawdę i do uratowania masz nie tylko siebie, ale i kilka innych osób? Co wtedy zrobisz? Nadal nazwiesz to zabawą? Chris McGeorge oferuje nam książkę, po której inaczej spojrzysz na kryminalne niewiadome. Może nawet inaczej spojrzysz na swoje życie, a w szczególności przeszłość. Może zaczniesz mieć wyrzuty sumienia, że komuś coś w dzieciństwie odebrałeś? Bo przecież przeszłość tak często lubi do nas wracać. Tyle zagadek, tyle tajemnic! Ale my przecież tak je kochamy, czyż nie?

Główny bohater, Morgan Sheppard to człowiek który swój sukces sobie wymarzył. Od małego chciał sławy i triumfu. Chciał być detektywem, a dzięki rozwikłanej zagadce w dzieciństwie udało mu się to zrealizować. Jako dorosły już mężczyzna, prowadzi program detektywistyczny, który cieszy się dość sporą popularnością. Mimo wszystko coś w jego życiu niekoniecznie szło zgodnie z planem. Zasłynął z bycia Sherlockiem, ale również z niechlubnego stylu życia. Wieczne imprezy, narkotyki i upojenia alkoholem w końcu kiedyś musiały mieć swój kres. Tylko akurat Morgan nie tak wyobrażał sobie swój finał. Po jednej z takiej upojnej nocy, budzi się w nieznanym mu pokoju…. przykuty kajdanami do łóżka. Niestety to nie koniec złych wieści. W pokoju jest też pięć innych osób, które nie wiedzą co się stało. Dodatkowo okazuje się, że w łazience leży trup…. Nie wiedzą co robić, nie mogą się wydostać, nie rozumieją o czym mówi do nich z telewizora gość w masce.. Nie wiedzą nic, a mają trzy godziny na rozwikłanie zagadki. Morgan musi wskazać zbójcę trupa z łazienki… Jeśli tego nie zrobi wszyscy zginą. Ale przecież to detektyw, on wie co robić. Czy aby na pewno? Odliczanie się rozpoczęło…

Jeśli jesteś fanem zagadek w iście mrożącym krew żyłach wydaniu, ta książka jest stworzona właśnie dla Ciebie. Fabuła, trzymająca w napięciu aż po ostatnie strony, świetnie wykreowani bohaterowie, niespodziewane zwroty akcji oraz pojawiające się demony przeszłości, które czynią z tej książki kryminał godny twórczości samej Agathy Christie. Ta pozycja tak mną zawładnęła, że na kilka godzin nie liczyło się nic innego jak rozwiązanie zagadki i wskazanie winnego. Już od początku autor daje nam szokującą dawkę zaskoczenia zmieszanego z przerażeniem, a później jest jeszcze lepiej. Nie mogłam się od niej oderwać, snułam domysły, układałam własne możliwości i wyjaśnienia, a i tak byłam w błędzie. I mimo, że schemat jest w jakimś stopniu powielany, do ostatnich stron nie byłam pewna jak ta cała historia się zakończy. Te dodatkowo utwierdziło mnie w przekonaniu, że nawet odwzorowana tematyka wciąż może zaskakiwać i tak niesamowicie czytelnikiem zawładnąć. Wydaję mi się, że ktoś kto pławi się w tego typu zagwozdkach będzie zachwycony. Ja jestem ogromną wielbicielką takiej tematyki. A jeżeli cała fabuła jest tak wspaniale skonstruowana, jak właśnie ,,Zgadnij kto’’, to nic tylko czytać i czuć się elementem całej gry. Zdecydowanie thriller ten powinien doczekać się swojej ekranizacji.

pokaż więcej

 
2018-08-28 21:06:14
Dodała książkę na półkę: Przeczytane, Posiadam

,,Chciałbym Cię mydlić mydełkiem Fa
Byłoby fajnie, szabadabada
Jeśli się zgodzisz na to spotkanie
Pomachaj ręką mi na ekranie’’

Pamiętacie ten kultowy przebój i reklamę mydełka Fa, którym każdy chciał się mydlić? No przecież! Na pewno każdy, kto urodził się w latach 80, bądź 90 kojarzy ten słynny hicior, który o dziwo stał się nim zupełnie przypadkiem. Zresztą wtedy praktycznie większość...
,,Chciałbym Cię mydlić mydełkiem Fa
Byłoby fajnie, szabadabada
Jeśli się zgodzisz na to spotkanie
Pomachaj ręką mi na ekranie’’

Pamiętacie ten kultowy przebój i reklamę mydełka Fa, którym każdy chciał się mydlić? No przecież! Na pewno każdy, kto urodził się w latach 80, bądź 90 kojarzy ten słynny hicior, który o dziwo stał się nim zupełnie przypadkiem. Zresztą wtedy praktycznie większość reklam powstawała przypadkiem, czego skutkiem były olbrzymie biznesy. Spontanicznie, bez żadnych planów i większych spin. Może właśnie dlatego, ta amatorszczyzna była tak wyjątkowa, a na wspomnienie o słynnym proszku Polena 2000 lub Gilette najlepsze dla mężczyzny, a raczej ,,menczizny’’ na naszych twarzach pojawia się szeroki uśmiech. Kiedyś to były czasy co? Telewizyjna rewolucja dawała nam nie lada rozrywki. W tamtych latach cała Polska czekała na jeden serial, a pojawiające się wcześniej reklamówki, były tylko małym przedsmakiem który miał zmanipulować naszą wyobraźnią. Niejeden obywatel za produkt proponowany w telewizji dałby się pokroić. Były czasy, że twórcy zdejmowali z anteny reklamy, bo towar się wyprzedawał w tempie natychmiastowym. No właśnie, a czy większość z was w ogóle ma pojęcie jak wspomniane wyżej reklamy powstawały? Czy były do nich specjalne scenariusze? Czy wszystko było uzgadniane z klientem, czy może każdy producent miał wolną rękę? Ile czasu zajęło nakręcenie prostej reklamy sosu Knor? Jak należało nakręcić reklamę piwa, aby samo słowo piwo ani razu w niej nie padło? Na te wszystkie pytania, odpowiedzi znajdziemy w najnowszej książce ,,Transformersi. Superbohaterowie Polskiej Reklamy 80. – 90.’’, autorstwa Agaty Jakóbczak. Kobiety, której pasją jest wspomniany świat mediów. Od podszewki autorka opowiada nam o początkach reklamy oraz jaką drogę musiała przejść, aby stać się taką medialną potęgą.

Książka jest dość obszerna, ale niech was nie przerazi ilość stron. Pochłania się ją w tempie ekspresowym. Jest podzielona na dwie części i w każdej z nich znajdziemy opisane szczegółowo początki reklamy, pierwsze firmy, studia filmowe, pierwszych ludzi, którzy to nadali zalążek telewizyjnemu rozkwitowi. Pierwsze wzloty i upadki, mniejsze i większe sukcesy. Pierwsze kultowe pomysły i pierwsze rozczarowania. Od początku do końca, przenosimy się w dany okres. Śledzimy wszystko krok po kroku i z nutką przyjemnej melancholii obserwujemy jak ten proces się rozwijał. Dowiadujemy się m.in. ile trwało wymyślenie reklamy z najeżdżającymi napisami, na czym polegała jej cenzura i co groziło za jej brak. Czemu sami aktorzy nie chcieli grać w reklamach oraz która mini produkcja sprawiła, że nastąpił przełom w branży. Same fakty i jeszcze więcej niesamowitych ciekawostek. Precyzyjnie opisana całość i przejrzysty styl autorki pozwala nam cofnąć się te kilkanaście lat wstecz. Poczuć i po raz kolejny rozsmakować się w kultowych latach 90.

Ach!! Ile ta książka wywołała we mnie emocji, ile wspomnień powróciło. Przez cały czas jej czytania z mojej twarzy nie schodził szeroki uśmiech. Momentami kręciła się łezka wzruszenia, ale tylko dlatego że tamte czasy były takie świetne, a tak szybko minęły… Tak, to były świetne czasy i mimo iż teraz mamy wszystkiego pod dostatkiem, również w telewizji bez chwili zastanowienia bym się do nich cofnęła. Do czasów kiedy były 4 kanały i wstawało się już o świecie wyczekując na telewizyjny program dla dzieci ,,Tik-Tak’’. Jestem ogromnie szczęśliwa, że mogłam zasmakować się w tamtym okresie, obserwować jak wszystko się zmieniało, jak człowiek był jeszcze wolnym od masowej technologii szczęśliwcem. Te kilka lat jakie miałam okazję i szczęście być ich uczestnikiem, dały mi mnóstwo beztroski, radości i możliwości dorastania w rewolucyjnym kołowrotku. Czytając tę pozycję powrócił czarno biały telewizor, pierwsze kanały, prospekty jakie się wtedy pojawiały. Pamiętam jak dziś, kiedy po raz pierwszy zadziałał Polsat. Jak czekało się na dobranocki, poranki z 5-10-15. Ta wewnętrzna radość na coś nowego, innego, lepszego… Dzięki tej pozycji mogłam wrócić do czegoś, co naprawdę dawało mi mnóstwo beztroski. Dla tej książki rzuciłam wszystkie inne pozycje, to było moje czytelnicze must have. Wiedziałam, że ta książkowa perełka urozmaici moje czytelnicze życie i wprowadzi w nie wiele barw. I jak widać nie pomyliłam się. Myślę, że ten tytuł mógłby być fenomenalnym pomysłem jako prezent. Nie tylko dla osób starszych czy w moim wieku, ale również dla nastolatków, których interesują czasy w jakich dorastali ich rodzice czy też dziadkowie. Tzw. pokolenie Frugo, cieszące się wolnością o którą walczyli nasi rodzice, na pewno chętnie powróci do tych wyjątkowych czasów. Dla mnie jest to książka, która zajmie specjalne miejsce nie tylko na książkowej półce.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
35 34 224
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (7)

zgłoś błąd zgłoś błąd