Nasza strona internetowa wykorzystuje cookies (pol.: ciasteczka)

W celu sprawnego i szybkiego działania serwisu, zapewnienia wygody podczas jego przeglądania, dostosowywania funkcjonalności do indywidualnych potrzeb użytkowników, a także w celach statystycznych oraz reklamowych, używamy informacji zapisanych za pomocą cookies. Korzystanie z serwisu jest równoznaczne ze zgodą użytkownika na stosowanie plików cookies. Więcej informacji znajdziesz tutaj.
astaldohil 
status: Czytelnik, dodał: 8 książek i 7 cytatów, ostatnio widziany 22 godziny temu
Teraz czytam
  • Zdarzyło się
    Zdarzyło się
    Autor:
    Czy byłbyś w stanie wybrać na każdy dzień roku jedno wyjątkowe wydarzenie, które zmieniło bieg dziejów? Włodzimierz Kalicki podjął się tego trudnego zadania ponad dwadzieścia lat temu. Narodził się w...
    czytelników: 646 | opinie: 18 | ocena: 7,9 (86 głosów)

Pokaż biblioteczkę
Aktywności
2017-04-24 12:19:25
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Pęknięta Ziemia (tom 1)

Uwielbiam, kiedy twórcy fantasy zaskakują mnie unikalnymi konceptami wykreowanych przez siebie uniwersów i pod tym względem Nora K. Jemisin nie zawodzi. "Piąta pora roku", aż kipi od nieczęsto spotykanych wcześniej pomysłów, od ciekawej iteracji magii bazującej na zaawansowanej geomancji, poprzez prawa społeczno-polityczne rządzące tą - jak dość prędko można się domyślić - odmienioną nie jedną... Uwielbiam, kiedy twórcy fantasy zaskakują mnie unikalnymi konceptami wykreowanych przez siebie uniwersów i pod tym względem Nora K. Jemisin nie zawodzi. "Piąta pora roku", aż kipi od nieczęsto spotykanych wcześniej pomysłów, od ciekawej iteracji magii bazującej na zaawansowanej geomancji, poprzez prawa społeczno-polityczne rządzące tą - jak dość prędko można się domyślić - odmienioną nie jedną ale kilkoma apokaliptycznymi katastrofami Ziemią, po bardzo fajny i zaskakujący zabieg trójpoziomowej narracji.

Niestety, książka zawodzi na pozostałych poziomach. Trudno mówić tu o jakiejkolwiek osi fabuły - tej zdaje się praktycznie nie ma. "Piąta pora roku" wydaje się być rozciągniętym do granic przyzwoitości wstępem do późniejszych tomów trylogii, w którym w zasadzie niewiele się dzieje. Mimo niewątpliwego uroku, jakim cechuje się maniera pisarska pani Jemisin, jej powieść najzwyczajniej w świecie nudzi. Bywa również, że budzi ogromny niesmak, kiedy autorka zdaje się wplatać kompletnie niepotrzebne opisy wyuzdanych czynności seksualnych, jakim oddają się bohaterowie tej książki, czego nie potrafię uzasadnić niczym innym, niż uleganie pani Jesimin jej własnym erotycznym pasjom. Czytanie tego wywołuje poczucie wielkiego zażenowania i refleksję, czy aby na pewno jest się odpowiednim odbiorcą tego typu literatury.

I chociaż w najlepszych momentach "Piątej pory roku" czuć silne inspiracje "Czarnoksiężnikiem z Archipelagu" Ursuli K. Le Guin i "Grą Endera" Orsona Scotta Carda, to warstwa fabularna książki sprawiła, że wynudziłem się jak mops. Powieść otwierająca trylogię "Pęknięta Ziemia" jest ewidentnym przykładem przerostu formy nad treścią. Jeśli lubicie ładnie napisane (choć często zahaczające o pseudo-liryczną grafomanię) fantastyczne "snuje" osadzone w nietypowym uniwersum, "Piąta pora roku" przypadnie Wam do gustu. Jeśli nie - cóż, stanowczo odradzam!

pokaż więcej

 
2017-04-21 00:07:26
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Cykl: Wojny Wikingów (tom 1)

Truizmem będzie stwierdzenie, iż książkowe "Ostatnie Królestwo" jest tworem kilkakroć lepszym od swej serialowej adaptacji, ale tak właśnie jest. Serial idzie na skróty, spłycając charaktery zarówno głównego bohatera, Uhtreda, (tu wciąż jeszcze niedoszłego) lorda Bebbanburga, zwanego później Ragnarsonem, jak i wszystkich pobocznych postaci, których losy splotły się z przeznaczeniem młodego... Truizmem będzie stwierdzenie, iż książkowe "Ostatnie Królestwo" jest tworem kilkakroć lepszym od swej serialowej adaptacji, ale tak właśnie jest. Serial idzie na skróty, spłycając charaktery zarówno głównego bohatera, Uhtreda, (tu wciąż jeszcze niedoszłego) lorda Bebbanburga, zwanego później Ragnarsonem, jak i wszystkich pobocznych postaci, których losy splotły się z przeznaczeniem młodego ealdormana.

Książkowy oryginał pozwala lepiej zrozumieć pobudki kierujące Uthredem - ponad połowa powieści poświęcona jest dorastaniu małoletniego ealdormana pośród Duńczyków - zwanych zazwyczaj błędnie Wikingami - dzięki czemu później podejmowane przezeń decyzje wydają się mieć solidne podłoże a przesłanki za nimi stojące zdają się być o wiele bardziej racjonalne. Oczywiście, książkowy Uthred jest również buńczuczny, zadufany w sobie i gorącokrwisty, najpierw wyrzucający z siebie słowa, bądź dobywający miecza, dopiero później myślący. Jakkolwiek jest to bohater, któremu trudno nie dopingować i - mimo jego często nieprzemyślanych akcji, prowadzących do opłakanych skutków, sprowadzających nieszczęście na niego samego, jego towarzyszy i bliskich - nie podobna go nie polubić.

W książce Cornwella znajdziecie wszystko, czego tylko można sobie życzyć od dobrej powieści historycznej - tło zbudowane na solidnych podstawach dostępnej wiedzy i zapisków kronikarskich, sporą dawkę akcji, bitwy (mniej lub bardziej epickie), spiski i zdrady, oraz całą masę wspaniale nakreślonych, żywych postaci. Gorąco polecam, a sam z przyjemnością sięgam po tom drugi - "Zwiastun Burzy".

pokaż więcej

 
2017-04-17 10:43:40
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

"Slade House" jest wyśmienitym, niezwykle klimatycznym i wielokroć zaskakującym horrorem - osobiście dałem się nabrać Mitchellowi trzykrotnie, mimo tego, iż po pierwszej z pięciu "nowelek" byłem pewien, że wiem jakimi trickami zamierza operować autor - do momentu (na szczęście następującego dopiero pod koniec książki), kiedy wplecione zostają do niego motywy ze skrzętnie budowanego na kartach... "Slade House" jest wyśmienitym, niezwykle klimatycznym i wielokroć zaskakującym horrorem - osobiście dałem się nabrać Mitchellowi trzykrotnie, mimo tego, iż po pierwszej z pięciu "nowelek" byłem pewien, że wiem jakimi trickami zamierza operować autor - do momentu (na szczęście następującego dopiero pod koniec książki), kiedy wplecione zostają do niego motywy ze skrzętnie budowanego na kartach poprzednich powieści (według opinii znajomego - chodzi tu głównie o mitologię wykreowaną w "Czasomierzach") uniwersum.

Piąta z zawartych w "Slade House" opowieści burzy w moich oczach konstrukcję całości i mąci gęsty do tej pory klimat nawiązujący do wiktoriańskiego horroru (do tego momentu Mitchell tak pięknie bawił się z czytelnikiem, stosując zaskakujące "przewrotki" i żonglując klasycznymi motywami z powieści i filmów grozy). Całość zaś zmierza w rejony ezoterycznego fantasy. I, dodatkowo, o ile każda z wcześniej rozgrywających się w okolicach Slade Alley historii zwieńczona jest naprawdę zaskakującym twistem, o tyle w finale - mimo całkiem ciekawej zmiany perspektywy - nie ma raczej miejsca na niespodzianki. Zwłaszcza, jak mniemam, dla osób, które zapoznały się wcześniej z "Czasomierzami".

Ogólnie jednak "Slade House" dostarcza solidnej dawki emocji, momentami mocno trzyma w napięciu i potrafi "wziąć z zaskoczenia". Dawno już nie czytałem literatury grozy, która dostarczyłaby takiej ilości podobnych wrażeń. Mimo jej "przekombinowanej" końcówki nie mogę nie polecić "Slade House" - jakby nie było to wciąż "stary, dobry" Mitchell.

pokaż więcej

 
2017-04-16 12:40:33
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

Dziewięćdziesiąta rocznica "urodzin" Kubusia Puchatka to właściwy moment, by przypomnieć Misiowi o Bardzo Małym Rozumku cztery z jego licznych przygód, które z upływem lat jakoś uleciały mu z pamięci.

W niewielkiej książeczce, podzielonej na cztery powiązane z porami roku części, znaleźć można krótkie nowelki, napisane w hołdzie dla twórczości A. A. Milne. Autorzy stylizują swoje opowiastki...
Dziewięćdziesiąta rocznica "urodzin" Kubusia Puchatka to właściwy moment, by przypomnieć Misiowi o Bardzo Małym Rozumku cztery z jego licznych przygód, które z upływem lat jakoś uleciały mu z pamięci.

W niewielkiej książeczce, podzielonej na cztery powiązane z porami roku części, znaleźć można krótkie nowelki, napisane w hołdzie dla twórczości A. A. Milne. Autorzy stylizują swoje opowiastki tak umiejętnie, że naprawdę czuć tutaj ducha oryginalnych przygód Kubusia Puchatka i jego przyjaciół.

Historyjki napisane z charakterystycznymi dla twórczości Milne lekkością i humorem, zostały zgrabnie przełożone na język polski przez Michała Rusinka przy zachowaniu nazewnictwa wprowadzonego przez Irenę Tuwim w pierwszych polskich wydaniach z roku 1938. Rusinek bardzo ładnie oddał specyfikę tego, najlepiej przez nas zapamiętanego, stylu pani Tuwim.

Wszystkie te zabiegi mające w sprawić, iż "Nowe Przygody Kubusia Puchatka" będą zbiorkiem opowiadań możliwie najbliższym stylistycznie względem oryginalnych książek, uzupełniają piękne grafiki Marka Burgessa, które są nieomal nie do odróżnienia od ilustracji autorstwa E. H. Sheparda, zdobiących pierwsze wydania.

Czuć tutaj pasję autorów - i tłumacza, oczywiście! - którzy sami wyrośli na książkach o przygodach Kubusia Puchatka. To naprawdę znakomity prezent dla wszystkich fanów Najbardziej Znanego Misia na Świecie, który spodoba się współczesnym maluchom, a starszym pozwoli na krótką - za krótką! - nostalgiczną podróż do Stumilowego Lasu. Polecam!

pokaż więcej

 
2017-04-14 20:56:25
Dodał cytat z książki: Głębia Challengera
Świadomość staje się pojęciem względnym, kiedy nafaszerują cię lekami psychoaktywnymi. To nie kwestia albo–albo. To coś takiego, jakby wybuchła supernowa interfejsu między snem a jawą, a kosmiczne odłamki pochłonęły wszystko dokoła. Nie zachowało się nic oprócz trwałego poczucia bycia gdzie indziej. Bycia w miejscu, gdzie czas nie jest prostą, przewidywalną linią, ale raczej zasupłaną sznurówką małego dziecka, w miejscu, gdzie przestrzeń wybrzusza się i wykręca jak czterowymiarowe zwierciadło w gabinecie luster, a każdy jest przerażającym klaunem. Jesteś pozbawioną twarzy figurką, która spada przez świat cienia i materii w czołówce Strefy zmroku, a z twojej podłużnej głowy sypią się watowate myśli. Rod Serling musiał mieć poważną psychozę, kiedy wymyślił ten serial.
 
2017-04-14 20:54:45
Dodał cytat z książki: Głębia Challengera
Istnieje wiele sposobów na zapalenie lampki „sprawdź mózg”, ale wiecie, co jest porąbane? Kierowca jej nie widzi. To tak, jakby lampka była umieszczona w uchwycie do napojów na tylnym siedzeniu, pod pustą puszką coli, która stoi tam od miesiąca. Nie widzi jej nikt oprócz pasażerów – i to też tylko pod warunkiem, że naprawdę jej szukają, albo dopiero wtedy, kiedy zrobi się tak jasna i tak gorąca, że stapia puszkę, a potem zapala się od niej cały samochód.
 
2017-04-14 20:52:59
Dodał cytat z książki: Głębia Challengera
Co się dzieje? Siedzę w ostatnim wagoniku kolejki górskiej na szczycie wzniesienia, a przednie wagony już uległy grawitacji. Słyszę krzyki tych, którzy jadą z przodu, i wiem, że mnie od takiego krzyku dzielą tylko sekundy. Jestem w tym punkcie, kiedy słychać, jak ze zgrzytem opuszcza się podwozie samolotu, w tym ułamku sekundy, zanim rozum zdąży wyjaśnić, że to tylko podwozie. Skaczę z urwiska i odkrywam, że umiem latać… A potem dociera do mnie, że nie mam gdzie wylądować. Nigdy. Oto, co się dzieje.
 
2017-04-14 18:49:54
Dodał książkę na półkę: Przeczytane

W "Głębi Challengera" Neal Shusterman w sposób perfekcyjny i niezwykle sugestywny odmalowuje przed czytelnikami sposób postrzegania i trawestowania rzeczywistości przez umysł cierpiącego na chorobę psychiczną, niezwykle inteligentnego piętnastolatka. W głowie Cadena Boscha prawda miesza się z fikcją rodem z wypełnionego fantastycznymi postaciami - większość z nich to surrealistyczne, czasem... W "Głębi Challengera" Neal Shusterman w sposób perfekcyjny i niezwykle sugestywny odmalowuje przed czytelnikami sposób postrzegania i trawestowania rzeczywistości przez umysł cierpiącego na chorobę psychiczną, niezwykle inteligentnego piętnastolatka. W głowie Cadena Boscha prawda miesza się z fikcją rodem z wypełnionego fantastycznymi postaciami - większość z nich to surrealistyczne, czasem makabryczne odpowiedniki osób z otoczenia Cadena - snu.

Podróż do tytułowej Głębi Challengera, którą w swych wizjach odbywa Caden, jest jednocześnie alegorią walki chłopca z chorobą - jego urojenia to zniekształcona projekcja wspomnień, lęków i aktualnych doświadczeń. Shusterman operuje pięknym, pełnym metafor i symboli poetyckim językiem, umiejętnie przeplatając - czasem wręcz płynnie przechodząc z "świata rzeczywistego" do krainy wyobraźni podróżującego, po pełnym niebezpieczeństw, fantastycznych wydarzeń i postaci morzu, chłopca - surrealistyczną baśń z ponurą rzeczywistością szpitala psychiatrycznego, w którym przebywa Caden.

Wydaje mi się, że Shusterman, jak nikt dotąd, daje czytelnikowi sposobność zrozumienia, jak funkcjonuje umysł osoby chorej psychicznie. Ba, mogę pokusić się o stwierdzenie, że wrażenie z lektury jest tak sugestywne, iż można niemal samemu doświadczyć tego, co czują osoby dotknięte chorobą umysłową. I powiem Wam jedno - nie jest to przyjemne uczucie. Książkę gorąco polecam! "Głębia Challengera" to mój mocny kandydat do książki roku 2017.

pokaż więcej

 
2017-04-08 23:51:11
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

Książka Howarda Zinna prawdopodobnie wstrząśnie Waszym światopoglądem i zmieni sposób postrzegania serwowanej przez mainstreamowe media rzeczywistości. To monumentalne dzieło jest historią Stanów Zjednoczonych opowiedzianą w sposób, w jaki nikt dotąd nie odważył się mówić o niechlubnej przeszłości kraju roszczącego sobie prawo "strażnika ładu i bezpieczeństwa światowego".

Zinn opisuje...
Książka Howarda Zinna prawdopodobnie wstrząśnie Waszym światopoglądem i zmieni sposób postrzegania serwowanej przez mainstreamowe media rzeczywistości. To monumentalne dzieło jest historią Stanów Zjednoczonych opowiedzianą w sposób, w jaki nikt dotąd nie odważył się mówić o niechlubnej przeszłości kraju roszczącego sobie prawo "strażnika ładu i bezpieczeństwa światowego".

Zinn opisuje historię Stanów Zjednoczonych z perspektywy tych, którzy w oficjalnych podręcznikach zredukowani zostali do "przypisu" - biednych, wykorzystywanych, mordowanych, pozbawianych prawa do własności i ludzkiej godności. Wykluczonych i pomijanych z powodu koloru swojej skóry, pochodzenia, płci, narodowości czy stanu posiadania. Krótko mówiąc - jest to historia w której rzeczy nazywa się po imieniu - bez wszechobecnych w podręcznikach historii półprawd, kłamstw i przemilczeń.

Myślę, że po skończeniu lektury "Ludowej historii Stanów Zjednoczonych" otaczający Was świat nie będzie już taki sam. Może poczujecie się przez to mniej komfortowo. A może terapia szokowa, którą serwuje Zinn jest potrzebna każdemu z nas, byśmy potrafili z medialnego szumu wydobyć to, co jest naprawdę ważne. Byśmy byli w stanie dostrzec prawdziwe przesłanki stojące za nadużywanymi hasłami propagandowymi i wyświechtaną retoryką polityków.

W czasach, kiedy słyszy się o planach budowy kolejnych murów, których zadaniem jest nic innego, jak oddzielenie tych posiadających od tych, którzy nie mają nic i o konieczności podjęcia działań wojennych "w obronie demokracji, uciśnionych i okrutnie mordowanych", możliwość uzyskania właściwej i niezniekształconej perspektywy, którą daje ta książka, wydaje się bezcenna. Polecam gorąco!

pokaż więcej

 
2017-03-31 00:12:30
Dodał książkę na półkę: Przeczytane
Autor:

W swej interpretacji "Mitologii nordyckiej" Neil Gaiman nie bawi się - jak to ma w swym zwyczaju - w jakieś szczególnie ekstrawaganckie i nieszablonowe podejście do skandynawskich legend i mitów. W książce tej Gaiman wciela się raczej w skalda, który - niczym za dawnych czasów, w erze wikińskich podbojów - zasiadł przy ognisku i przypomina zebranym przy nim wojownikom historie o bogach,... W swej interpretacji "Mitologii nordyckiej" Neil Gaiman nie bawi się - jak to ma w swym zwyczaju - w jakieś szczególnie ekstrawaganckie i nieszablonowe podejście do skandynawskich legend i mitów. W książce tej Gaiman wciela się raczej w skalda, który - niczym za dawnych czasów, w erze wikińskich podbojów - zasiadł przy ognisku i przypomina zebranym przy nim wojownikom historie o bogach, lodowych olbrzymach, karłach i elfach.

Gaiman skupia na najważniejszych podaniach i mitach nordyckich, od powstania świata bogów i ludzi, poprzez opisy różnych powikłanych perypetii Odyna, Lokiego i Thora (bodajże nie ma tu legendy, w której każdy z osobna, lub wszyscy razem by się nie pojawili), na wizji kończącego wszystko Ragnaröku skończywszy. Mity te bywają zabawne, czasem pouczające a innym razem potrafią zmrozić krew w żyłach, niczym razowa opowieść grozy, oprawiona solidną dawką makabry.

Swe opowieści snuje autor w odpowiednio baśniowej narracji i stylu, i przyznać trzeba, że konwencja taka pasuje idealnie do opowiadanych tu historii. W epoce, kiedy popkultura znacząco wykrzywiła i zmąciła pierwotny obraz opowiadanych w niniejszej książce historii, to klasyczne - mocno oparte na tradycyjnym przekazie - przedstawienie mitów nordyckich wydaje mi się niezwykle dobrym pomysłem a obcowanie z nimi w tej formie odświeżające i niejednokrotnie zaskakujące. Minusy? Cóż, starzy wyjadacze i znawcy kultury skandynawskiej nie odkryją tu niczego nowego - w zbiorze tym znalazły się "najpopularniejsze" i najczęściej powtarzane historie z folkloru nordyckiego. Ci jednak, którzy znają postaci takie, jak Thor i Loki tylko z komiksów i ich kinowych ekranizacji będą zaskoczeni genezą i postępkami bohaterów, których "wydaje im się", że tak dobrze znają. Tym właśnie Czytelnikom "Mitologię nordycką" Gaimana polecam najbardziej!

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
320 318 3447
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (41)

Ulubione cytaty (10)
lista cytatów
zgłoś błąd zgłoś błąd