Nawet szczęśliwa rodzina ma swoje sekrety. Rozmowa z B.A. Paris o książce „Dylemat“

Ewa Cieślik
25.03.2020

Gdy zdecydowała się na napisanie pierwszej książki, nie miała nawet komputera. Była matką pięciorga dzieci, która postanowiła zawojować świat. Dziś B.A. Paris może pochwalić się debiutem sprzedanym w milionie egzemplarzy i kilkoma kolejnymi bestsellerami na koncie. Pisze, nie stroniąc od trudnych tematów, takich jak choćby przemoc domowa. W najnowszej książce zatytułowanej „Dylemat” bierze pod lupę pozornie idealne małżeństwo, prowokując pytanie: a co ty zrobiłbyś dla kogoś, kogo kochasz? 

Nawet szczęśliwa rodzina ma swoje sekrety. Rozmowa z B.A. Paris o książce „Dylemat“

[Opis wydawcy] Jak daleko się posuniesz, by zapewnić osobie, którą kochasz, kilka dodatkowych godzin szczęścia?

Czterdzieste urodziny Livii zapowiadają się wyjątkowo hucznie, o wiele bardziej spektakularnie, niż mogłoby wyglądać jej wesele, którego zresztą nigdy nie miała…

Na przyjęciu zjawią się wszyscy, na których jej zależy, za wyjątkiem córki Marnie, która studiuje za granicą. I chociaż Livia kocha Marnie, skrycie cieszy się, że jej nie będzie. Gdy tylko przyjęcie się skończy, Livia zamierza wyjawić swojemu mężowi Adamowi sekret dotyczący Marnie. Na razie jednak chce cieszyć się szczęśliwymi chwilami z rodziną.

Ewa Cieślik: Jesteś autorką niezwykle popularnych bestsellerów, ale wcześniej pracowałaś w finansach, byłaś również nauczycielką. Karierę pisarską zaczęłaś późno. Czy od zawsze było to twoje marzenie?

B.A. Paris: Od kiedy byłam młoda, chciałam pisać. Ale zawsze myślałam, że jeśli już będę pisać, to będą to opowieści dla dzieci – literatura dziecięca interesowała mnie od zawsze. Pamiętam, jak podczas wakacji, gdy miałam około osiemnastu lat, pisałam bajki dla dzieci – nic nigdy z nimi dalej nie zrobiłam, ale zawsze myślałam sobie, że kiedyś, gdy będę mieć czas, będę pisać właśnie opowieści dla najmłodszych. Wiedziały o tym także moje córki, zresztą jedna z nich sama marzyła, by napisać książkę. Któregoś dnia rozmawiałyśmy o konkursie, jaki ogłosił „The Sunday Times”. Powiedziałam do niej – to świetna okazja, byś napisała tę książkę! Odpowiedziała mi, że nie może się zgłosić, bo ma tylko szesnaście lat. „Ale za to ty możesz, mamo!”, zakrzyknęła. Zaprzeczyłam, bo to był konkurs na książkę dla dorosłych, a ja przecież chciałam pisać dla dzieci…

Jak dawno temu toczyła się ta rozmowa?

O, już chyba 10 lat temu. A nawet więcej – to był 2008 rok. W każdym razie pomyślałam, że może nie jest to najgorszy pomysł. Dodam, że w tamtych czasach pracowałam jako nauczycielka na uniwersytecie, ale nie miałam nawet komputera. Kupiłam go i zaczęłam pisać. Okazało się to dla mnie dość łatwe i zupełnie się w tym zakochałam. Ukończyłam książkę, ale nie myślałam o tym, aby ją wydać – robiłam to tylko dla siebie. Zmieniłam zdanie dopiero po namowach przyjaciela, a było to, zdaje się, w 2011 roku. Wydawcy odrzucali moją propozycję, pisałam więc kolejną książkę, oni znowu ją odrzucali… W końcu stworzyłam „Za zamkniętymi drzwiami” – i wtedy nareszcie znalazłam wydawcę.

I wtedy też zmieniło się twoje życie?

O tak, absolutnie! W Anglii książka ta ukazała się w 2016 roku. Gdy tylko pomyślę, jak bardzo moje życie się przez te cztery lata zmieniło! Wczorajszego wieczoru, podczas gali [chodzi o finałową galę Plebiscytu Książka Roku 2019, której B.A. Paris była gościem – przyp. E.C.], siedząc na widowni i czując się bardzo wytwornie i uroczyście, pomyślałam, że pięć lat temu nigdy bym nie uwierzyła w to, co się wokół mnie dzieje. Gdyby ktoś wtedy powiedział mi: „Za pięć lat będziesz autorką czterech książek i będziesz zasiadać na widowni wspaniałej ceremonii literackiej w Polsce” – powiedziałabym, że to nie może być prawda, że ktoś mnie myli z kimś innym. (śmiech) Mogę śmiało powiedzieć, że spełniły się moje marzenia.

Twój debiut, czyli „Za zamkniętymi drzwiami”, to thriller psychologiczny, podczas gdy najnowsza powieść, zatytułowana „Dylemat”, to raczej dramat rodzinny. Skąd decyzja, by pójść w takim kierunku?

Reklama

Gdy skończyłam pisać „Za zamkniętymi drzwiami”, nie wiedziałam, że napisałam thriller – myślałam, że napisałam po prostu książkę. To mój wydawca zwrócił uwagę na przyporządkowanie powieści do konkretnego gatunku. Powiedział, że powinnam napisać kolejne thrillery psychologiczne, bo pierwszy okazał się takim sukcesem, że czytelnicy oczekują na kolejne tego typu opowieści. Napisałam więc „Na skraju załamania” i „Pozwól mi wrócić”. Gdy przyszło do pisania czwartej książki, zapragnęłam przelać na papier historię, o której myślałam już od dawna. Wiedziałam, że nie będzie to thriller psychologiczny, liczyłam się więc z tym, że mój wydawca może nie zareagować entuzjastycznie na mój pomysł. Jednak dla mnie „Dylemat” to wyjątkowa książka, podobnie jak „Za zamkniętymi drzwiami”. W przypadku mojej pierwszej powieści byłam bardzo przywiązana do postaci, mocno zaangażowana emocjonalnie w fabułę… Teraz jest tak samo. Zawsze zastanawiałam się, jak zareagowałabym na konieczność przekazania mojemu mężowi potwornych wiadomości, na przykład dotyczących tego, że coś stało się naszym córkom. Czy gdyby wyjechał, powiedziałabym mu przez telefon, czy czekałabym na jego powrót? Czy jeśli miałby ważne spotkanie w pracy, poczekałabym te kilka godzin? Można więc powiedzieć, że historia, którą opisuję w „Dylemacie”, ma korzenie w moich własnych lękach i przemyśleniach. Sercem tej książki jest pytanie: do czego sama byś się posunęła, żeby tylko dać komuś, kogo kochasz, kilka kolejnych godzin szczęścia? Wszyscy prędzej czy później będziemy musieli się z nim zmierzyć, takie jest życie. Chciałam, by bohaterowie mojej powieści byli zmuszeni do odpowiedzi na takie pytanie. Przy czym odmiennie niż w innych moich książkach, w których opisuję nieszczęśliwe pary, tym razem pragnęłam w centrum postawić zgodne, kochające się małżeństwo – i sprawdzić, jak oni poradzą sobie z takim wyzwaniem.

„Dylemat” to także w dużej mierze książka o miłości i o tym, jakie decyzje podejmujemy, właśnie kierując się tym uczuciem.

Tak, o szlachetnych intencjach powodowanych miłością do drugiej osoby. Głównymi bohaterami są Livia i Adam – każde z nich ma swój sekret. Ich wyjawienie na zawsze zmieni ich rodzinę, życie najbliższych przyjaciół. Livia obiecuje sobie, że powie wszystko mężowi po wielkiej imprezie urodzinowej, która będzie ostatnią chwilą zabawy i beztroski. Wie, że później wszystko ulegnie zmianie.

Podczas lektury „Dylematu” napięcie wciąż narasta. Powieść rozpoczyna dramatyczna jazda zrozpaczonego Adama na pędzącym motocyklu, później akcja cofa się o kilkanaście godzin. Czytelnik wie więc, że zdarzyło się coś okropnego, ale nie wie co – i oczekuje na wiadomość ze zdenerwowaniem narastającym z każdą przeczytaną stroną.

Najpierw „Dylemat” miał się zaczynać rozdziałem, w którym chciałam opisać przygotowania do wielkiej imprezy, i dopiero stopniowo zwiększać napięcie. Później jednak pomyślałam, że czytelnik od razu musi zostać wciągnięty w tę historię i towarzyszące jej emocje. Dlatego dopisałam scenę, dzięki której czytelnik wie, że doszło do czegoś strasznego – nie wie jednak, do czego. Podczas czytania „Za zamkniętymi drzwiami” od razu wiemy, że Jack jest złym człowiekiem, nie musimy czekać, by się tego dowiedzieć – możemy obserwować jego zachowanie wyposażeni w tę wiedzę. W „Dylemacie” jest podobnie – obserwujemy zachowania Livii i Adama, wiedząc więcej niż każde z nich.

Jednak jako autorka również wodzisz czytelnika za nos – wiedząc, że żona utrzymuje coś w sekrecie przed mężem, każdy spodziewa się, że pewnie w kolejnym rozdziale na scenę wkroczy kochanek…

Tak, a dość szybko wychodzi na jaw, że problemem w tym małżeństwie nie jest niewierność. Udręka Livii dotyczy córki – kobieta nie chce, by Marnie przyjeżdżała na rodzinną imprezę. Chciałam, by czytelnik zachodził w głowę, co może być tego powodem, tworzył własne scenariusze zdarzeń, które mogłyby wpłynąć na całą rodzinę i znajomych. Livia jest też sama ze swoim kłopotem – nie podzieliła się nim z mężem, przyjaciółmi. Nie ma rodziców, do których mogłaby udać się po poradę, jest zupełnie osamotniona.

W „Dylemacie” mamy możliwość zagłębić się w niełatwą relację Livii i Marnie. Czy pisząc o tej dynamice na linii matka–córka, korzystałaś z własnego doświadczenia? Masz przecież pięć córek, prawda?

Zgadza się. Moja najmłodsza córka ma 21 lat, więc jest o trzy lata starsza od książkowej Marnie. Kolejne córki mają 24, 28, 30 i 32 lata. Choć nie mogę powiedzieć, bym kiedyś znalazła się w podobnej sytuacji, co Livia, to oczywiście moje doświadczenia jako matki były pomocne. Mogłam łatwo wczuć się w sytuację głównej bohaterki i zadać sobie pytanie: co bym zrobiła, gdyby chodziło o moją córkę? Jedna z osób po przeczytaniu książki powiedziała, że Livia powinna zostawić Marnie w spokoju, nie mieszać się do spraw dorosłej córki. Wiem jednak, że nie jest to takie proste! Trudno jest zaakceptować myśl, że nasze ukochane dziecko dopuściło się czegoś, co może zniszczyć naszą rodzinę. Nie chcę zdradzać za dużo z fabuły, ale szybko dowiadujemy się, że Marnie nie była szczera w rozmowach ze swoją matką. Livia musi skonfrontować się z tą wiedzą i wszystkimi konsekwencjami, jakie z tego wynikną.

B.A. Paris podczas spotkania autorskiego w Poznaniu

Książka w dużej mierze skupia się nie tylko na relacjach w małżeństwie, ale także między rodzicami a dziećmi. Livia i Adam przedstawieni są jako rodzice Marnie i Josha, lecz także jako dzieci, którzy szukają pociechy u własnych rodziców. Ci z kolei mogą być kochający i wspierający, jak rodzice Adama, lub zimni i zdystansowani, jak matka i ojciec Livii. „Dylemat” to w tym kontekście książka o tym, jak być dobrym rodzicem, jak utrzymać zdrowe relacje z dziećmi – niezależnie od tego, czy są to nastolatki, czy już dorośli ludzie.

Reklama

Uwielbiam pisać o rodzinach. Fascynuje mnie problem tego, że często traktujemy nasze dzieci jak… dzieci właśnie, podczas gdy jesteśmy im winni przestrzeń do rozwoju, do podejmowania własnych decyzji. Zapominamy, że są to dorośli ludzie, uzbrojeni we własne sumienia i moralność. W książce opisuję, jak jedno wydarzenie z dzieciństwa Josha, syna Livii i Adama, wpływa na relację, jaka łączy go z ojcem. Czasem tak trudno nam się porozumieć z tymi, których najbardziej kochamy. Gdy tylko Adam wraca w rozmowie do tego wydarzenia sprzed lat, Josh od razu wie, co jego ojciec ma na myśli, choć z punktu widzenia dorosłego był to drobiazg. Czasem takie drobiazgi mają wielki wpływ na nasze dalsze życie i relacje, jakie nas łączą z najbliższymi. W mojej książce to Josh wykazuje się większą dojrzałością niż jego ojciec, dąży do porozumienia i stara się nawiązać kontakt.

Chciałam podkreślić, że mimo tego, że rodzina głównych bohaterów jest szczęśliwa, to są między nimi napięcia, zadawnione winy, kłamstwa i niedopowiedzenia. Konflikt na linii Livia i Marnie rozgrywa się w cieniu konfliktu Adama z Joshem, który trwa od lat.

Za fasadą perfekcyjnego życia kryją się rzeczy, o których nie chcemy rozmawiać?

Tak, a jako pisarkę szczególnie interesują mnie takie sprawy, które robią wyrwę w idealnym życiu, a którym – szczególnie dzisiaj – chcemy się chwalić w mediach społecznościowych. Rodziny, które opisuję w „Dylemacie”, są szczęśliwe, lecz kusiło mnie, by na pierwszym planie postawić ich problemy, wyciągnąć je na światło dzienne i kazać im się z nimi skonfrontować. Chciałam również pokazać proces zmian, jaki zachodzi w związku przez lata – stąd retrospekcje z życia Livii i Adama, gdy byli młodsi.

Te zmiany przedstawione są z dwóch perspektyw. Niektóre rozdziały pisane są z perspektywy Adama, inne – Livii.

W moim pierwszym szkicu książki narratorem był wyłącznie Adam. Chciałam, by to była jego opowieść. Mój agent zwrócił mi uwagę, że w ten sposób narracja może być zbyt linearna i dobrze byłoby rzucić inne światło na toczące się wydarzenia. Postanowiłam więc wprowadzić perspektywę Livii i wtedy miałam wrażenie, że wszystkie klocki wskoczyły na swoje miejsce. Interesowało mnie to, jak dane wydarzenia są postrzegane przez innych ludzi. Przy czym czytelnik, który ma wgląd w myśli obu postaci, poznaje sekrety, które przed sobą tają Livia i Adam. Wiemy więc więcej niż oni i możemy obserwować ich postępowanie uzbrojeni w wiedzę, której im brakuje. Mam nadzieję, że dzięki temu lekturze mogą towarzyszyć silniejsze emocje – szczególnie w scenie, gdy oboje w końcu postanawiają wszystko sobie wyjaśnić i dochodzi między nimi do wielkiego niezrozumienia… Wyobrażam sobie, że dla czytelnika może to być dość bolesna scena.

B.A. Paris podczas spotkania autorskiego w Poznaniu

W książce opisana jest scena, gdy Livia mówi, że jest tylko „matką”, „żoną”, „przyjaciółką” i w zasadzie nie wie, kiedy straciła samą siebie – nie miała czasu na rozwijanie swoich zainteresowań, hobby. Czy uważasz, że często kobiety w pewnym wieku, gdy już odchowają dzieci, dochodzą do wniosku, że za bardzo dbały o innych zamiast zadbać o siebie?

Reklama

Ta scena jest dla mnie ważna i myślę, że wyjaśnia, dlaczego Livii tak bardzo zależy na symbolicznym, wielkim przyjęciu urodzinowym. Myślę, że jako kobiety mamy wiele ról do odegrania. Przyznam, że sama czułam się kiedyś podobnie. Gdy miałam już piątkę dzieci i pracowałam zawodowo, skupiałam się tylko na tym, by móc zawieźć je rano do szkoły i odebrać popołudniu, jednocześnie mogąc pracować. Wybrałam taki zawód, który pozwalał mi dopasować godziny do obowiązków, jakie miałam jako matka – w zasadzie całe moje życie kręciło się wokół córek. Pamiętam, że zdarzały się momenty, gdy zadawałam sobie pytanie: „mam już 40, 45 lat – czy kiedykolwiek będę jeszcze miała czas dla siebie samej?”. Oczywiście nie żałowałam ani razu, że mam pięć córek – to życie, jakie sama dla siebie wybrałam, chciałam mieć dużą rodzinę i być matką obecną w życiu dzieci. Myślę, że wiele kobiet ma tendencję do tego, aby dobro innych stawiać przed swoim – wolimy zadbać o dzieci, męża, bliskich, przyjaciół, zamiast powiedzieć sobie: „a teraz odpocznę i przez pół godziny poczytam książkę”. W przypadku Livii i sceny, o którą pytasz, dochodzą jeszcze wątpliwości co do tego, czy jest dobrą matką. W tym, co zrobiła Marnie, Livia widzi własną winę. Stwierdza więc: nie mam nic poza rodziną, a na dodatek jeszcze nie wywiązałam się z moich obowiązków jako matka – myśląc w taki sposób, łatwo można dojść do wniosku, że niczego nie osiągnęłyśmy. Cóż, zdarzają się momenty, gdy odczuwamy porażkę – na szczęście Livia ma przy swoim boku Adama, który jest w stanie ją pocieszyć i rozśmieszyć.

Poruszasz także inny ważny problem – choroby znanej jako SM, na którą cierpi jedna z bohaterek powieści. Czy chciałaś podkreślić istnienie właśnie tej choroby?

Mój młodszy brat cierpi na SM, ale z początku nie planowałam, że któraś z postaci w książce będzie mieć właśnie tę chorobę. Chciałam, by Jess była krucha, wrażliwa, i w końcu stwierdziłam, że dopełnieniem tej postaci byłaby choroba – wtedy od razu wiedziałam, że na kartach książki powinno się pojawić SM. Multiple sclerosis jest obecne w mojej rodzinie i chciałam pokazać, że symptomy tego schorzenia mogą być bardzo subtelne – może się wydawać, że nic nam nie jest, bo odczuwamy tylko drobne niedogodności, np. związane z poruszaniem się. Mój brat został zdiagnozowany w wieku 25 lat i przez kolejne 20 lat choroba była w remisji, a on mógł prowadzić zwyczajne życie – potem niestety nagle choroba wróciła. SM może u każdego mieć inny przebieg, nie ma jednego wzoru. Jednocześnie jednak ma wpływ na życie ludzi bliskich choremu.

W książce opisuję postępowanie Robba, męża Jess – jego znajomi zaczynają mieć wątpliwości, czy nie jest ono podyktowane chorobą jego żony. Trudno jednak go oceniać – sami nie wiemy, co zrobilibyśmy w jego sytuacji. O tym właśnie jest „Dylemat” – prowokuje pytanie: „co ja bym zrobił czy zrobiła na jego miejscu?”. I nie ma tu jednoznacznych odpowiedzi.

A czy możesz zdradzić swoje pisarskie plany na przyszłość?

Moja następna książka będzie thrillerem psychologicznym, planuję publikację w Wielkiej Brytanii na styczeń 2021 roku. Jeśli więc wszystko pójdzie zgodnie z planem – i oczywiście mój polski wydawca będzie chciał wydać tę książkę! – to w Polsce ukaże się ona mniej więcej za rok. Dodam, że największe i najaktywniejsze grono czytelników mam w Anglii, Stanach Zjednoczonych oraz właśnie w Polsce. Uwielbiam moich polskich czytelników, to wspaniała społeczność. Za każdym razem, gdy tu przyjeżdżam, wyjątkowo ciepło mnie przyjmują i jestem za to bardzo wdzięczna. Dostaję też sporo wiadomości od czytelników, to niezwykle miłe. Tak było szczególnie po wydaniu „Za zamkniętymi drzwiami”, podobnie jest teraz w przypadku „Dylematu”. Czuję się zaszczycona tym, gdy czytelnicy dzielą się ze mną swoimi historiami, nierzadko przepełnionymi cierpieniem. Najbardziej cieszy mnie, gdy ktoś pisze: „dziękuję, że o tym napisałaś, pomogło mi to uporać się z własnymi problemami, własną traumą”. Nie ma dla mnie piękniejszych słów. 

#czytamwdomu #kupujeksiazki

Reklama

komentarze [7]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

181
13
25.03.2020 16:15

Zapraszam do dyskusji.


14
10
26.03.2020 12:01

A gdzie jakis spis wydanych ksiazek tej autorki wedlug dat napisania?


93
43
28.03.2020 07:09

Świetna autorka, jej książki pochłaniają bez reszty.
Podsyłam spis wydanych książek:

Za zamkniętymi drzwiami (Behind closed doors, 2016)
Na skraju załamania (The Breakdown, 2017)
Pozwól mi wrócić (Bring me back, 2018)
Dylemat (The Dilemma, 2020)

Pozdrawiam!


411
45
28.03.2020 22:57

Przeczytałam jej 3 poprzednie powieści, więc "Dylemat" już czeka w kolejce. Jestem bardzo ciekawa, tym bardziej, że jest to dramat rodzinny. :)


1765
255
29.03.2020 16:55

Autorka jednej ksiązki. Po "Za zamknietymi drzwiami" żadna nie zasługiwała na miano dobrego thrillera. Autorka strachliwa, boi się puścić wodze fantazji.


352
0
29.03.2020 23:46

A według mnie całkowita klapa. Przeczytałam 2 książki, tylko dlatego, że koleżanka mi pożyczyła. "Za zamkniętymi drzwiami" - zero napięcia, irytująca główna bohaterka, zachowująca się totalnie irracjonalnie. A jej "kat" po prostu śmieszny. Myślę, że wynika to głównie z bardzo bardzo marnego rysu psychologicznego bohaterów. "Na skraju załamania" - uważam, że tytuł mówi sam...

więcej

218
48
03.04.2020 13:52

czemu złe pisarki są do siebie takie podobne. przecież ona wygląda jak autorka tatuażysty Heather Morris, która z kolei wygląda jak E.L.James. moze to wygląd bezwstydu


zgłoś błąd