-
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Dlaczego poziom czytelnictwa w Polsce nie rośnie? Raport Biblioteki Narodowej
Iza Sadowska17 -
Artykuły
Wakacje pełne magii - weź udział w akcji recenzenckiej i przenieś się do magicznego świata
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w święta. 3 kwietnia 2026
LubimyCzytać378
Biblioteczka
„Schowaj te obrzydlistwa! Przecież tu się je!” – taka była reakcja rodziny na kalendarz ze zdjęciami robaków, który autor „Robali”, Marek Rosłan, przeglądał przy wigilijnym stole. I moja taka mogłaby być przed lekturą tej książki.
„Robale” to osobliwe, a jednak zaskakująco poruszające połączenie wyznania miłości do owadów i robaków z opowieścią o żałobie po babci i mamie autora.
To nie beletrystyka – raczej wspomnienie, esej, momentami proza poetycka. I jest tu też trochę poezji.
Krótka forma – ledwie 93 strony, duży druk. Na godzinę czytania, na godzinę refleksji, wejścia w kosmos Drugiego (człowieka) przed popędzeniem dalej.
Co tu dużo pisać – trzeba przeczytać.
„Schowaj te obrzydlistwa! Przecież tu się je!” – taka była reakcja rodziny na kalendarz ze zdjęciami robaków, który autor „Robali”, Marek Rosłan, przeglądał przy wigilijnym stole. I moja taka mogłaby być przed lekturą tej książki.
„Robale” to osobliwe, a jednak zaskakująco poruszające połączenie wyznania miłości do owadów i robaków z opowieścią o żałobie po babci i mamie...
Mega-depresyjna książka o samotności domu starców, traumie holocaustu, o okrucieństwie i bezduszności Auschwitz. Czy może być coś bardziej mrocznego? Dlatego nie czytałam z uważnością, właściwie przerzucałam kartki - nie dałam rady wolniej, uważniej.
Autorka musiała pisać przez kilka miesięcy - jak dawała radę? Przecież musiała zanurzyć się w te światy. Chciałabym zapytać: Pani Zyto, co spowodowało, że napisała Pani tę książkę?
Mega-depresyjna książka o samotności domu starców, traumie holocaustu, o okrucieństwie i bezduszności Auschwitz. Czy może być coś bardziej mrocznego? Dlatego nie czytałam z uważnością, właściwie przerzucałam kartki - nie dałam rady wolniej, uważniej.
Autorka musiała pisać przez kilka miesięcy - jak dawała radę? Przecież musiała zanurzyć się w te światy. Chciałabym...
Pierwsza część autobiografii Tomka Lipińskiego obejmuje czas od lat 50-tych do końca jego edukacji, zdaje się. Jest też sporo o przodkach autora. Opowieść TL to w miarę wierny obraz epoki, w miarę ciekawa podróż w czasie. Duża ilość ilustracji: zdjęć, rysunków jest na pewno dużym walorem książki. Szybko się czyta, ale nie jest to dzieło przełomowe.
Pierwsza część autobiografii Tomka Lipińskiego obejmuje czas od lat 50-tych do końca jego edukacji, zdaje się. Jest też sporo o przodkach autora. Opowieść TL to w miarę wierny obraz epoki, w miarę ciekawa podróż w czasie. Duża ilość ilustracji: zdjęć, rysunków jest na pewno dużym walorem książki. Szybko się czyta, ale nie jest to dzieło przełomowe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Książka historyczna. Przedstawia historię szpiegostwa od przedrewolucyjnej Rosji do agresji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Niesamowite historie prawdziwych nielegałów, tzn. obywateli Rosji, którzy żyją pod fałszywą tożsamością w innym kraju i rzecz jasna, szpiegują dla Rosji.
Świetnie napisana, czyta się jak najlepszy thriller. Przy czym, jest to nie tylko opowieść o szpiegach ale też w tle o historii Rosji i Związku Radzieckiego. Jest to opowieść o bezdusznej i bezwzględnej maszynce sowieckiej, która mieli swoich najlepszych agentów, a potem wypluwa.
Autor, brytyjski dziennikarz, który spędził lata w Rosji włożył ogrom pracy w zebranie materiałów, naprawdę gęsta i mięsista treść na 500 stronach. Książka praktycznie od razu przetłumaczona po ukazaniu się oryginału. Bardzo dobre tłumaczenie Katarzyny Bażyńskiej-Chojnackiej - czyta się bardzo dobrze.
Dla mnie, w swoim gatunku wybitna!
Książka historyczna. Przedstawia historię szpiegostwa od przedrewolucyjnej Rosji do agresji Rosji na Ukrainę w 2022 r. Niesamowite historie prawdziwych nielegałów, tzn. obywateli Rosji, którzy żyją pod fałszywą tożsamością w innym kraju i rzecz jasna, szpiegują dla Rosji.
Świetnie napisana, czyta się jak najlepszy thriller. Przy czym, jest to nie tylko opowieść o szpiegach...
„Głos z piekła” to moja pierwsza lektura Marka Krajewskiego. Zabierałam się za jego książki wcześniej, ale zawsze kończyło się na kilku stronach. Teraz, po przeczytaniu tej — wiem, dlaczego. Ale po kolei…
W opisach tytułu można przeczytać naprzemiennie, że to kryminał historyczny albo retro. Kryminał historyczny opiera się na faktach, kryminał retro tylko je udaje. Ta książka udaje.
Udaje całkiem sprawnie, bo posługuje się nazwiskami, nazwami ulic, budynków i instytucji w języku niemieckim, wszak rzecz dzieje się w 1925 roku na Dolnym Śląsku. Te przedwojenne odniesienia mogą wzbudzić ciekawość czytelników z tego regionu.
Na plus: dość naturalne dialogi. Często to właśnie one są piętą achillesową takich powieści.
Okładka ciekawa — widać, że jej autor, Michał Pawłowski, naprawdę przeczytał książkę (albo ktoś mu ją solidnie streścił).
I to by było na tyle plusów.
Największy minus? Fabuła. Bez spojlerów: wydumana historia, która we mnie budzi jedynie niedowierzanie, że można ją snuć przez 400 stron. Prawdopodobieństwo — minimalne. Miejscami udaje horror, i może już trzeba było iść tą drogą, a nie udawać, że ta historia naprawdę mogła się wydarzyć. Od połowy mniej więcej wiadomo, dokąd to wszystko zmierza i jak się skończy.
Styl? Rozwlekły, barokowy. „Jego pełne usta otwierały się, ukazując małe ostre zęby, i zamykały, wprawiając w ruch mięśnie twarzy, gdy mocno dociskał szczęki.” — chce się krzyknąć: Ratuuunku!
Odnoszę wrażenie, że autor ma płacone od liczby słów.
Czy sięgnę po kolejną książkę Krajewskiego? Raczej nie. Mam za mało życia na tak bzdurne i rozwleczone historie.
„Głos z piekła” to moja pierwsza lektura Marka Krajewskiego. Zabierałam się za jego książki wcześniej, ale zawsze kończyło się na kilku stronach. Teraz, po przeczytaniu tej — wiem, dlaczego. Ale po kolei…
W opisach tytułu można przeczytać naprzemiennie, że to kryminał historyczny albo retro. Kryminał historyczny opiera się na faktach, kryminał retro tylko je udaje. Ta...
Książka to wspomnienia przedwojenne, wojenne i powojenne Samuela Pisara, białostockiego Żyda. Urodzony w 1929 r. autor opisuje dzieje swojej rodziny z czasów przedwojennych. Jak w większości przypadków Żydów w Polsce (i Europie) jego ojciec, matka i siostra nie przeżyli wojny, ocalał tylko on. Wojenne losy poprzez kilka obozów koncentracyjnych splotły go z dwoma chłopcami, Benem i Nico, i przyjaźń z nimi w ogromnej mierze pomogła mu przetrwać głód, gehennę wojny. Po wojnie cudownie ocalony i… odnaleziony przez dalszą rodzinę, najpierw trafia do Francji, potem - nie zdradzając dalszych losów - w inne części świata. Kształci się na potęgę i odnosi ogromne sukcesy. Dodam jeszcze tylko, że Samuel Pisar jest ojczymem Antony’ego Blinkena, byłego sekretarza stanu w rządzie Joego Bindena.
Niesamowita biografia, ogromnie inspirująca. Czekam na film na podstawie losów tego niezwykłego człowieka.
Książkę świetnie się czyta. Gorąco polecam!
Książka to wspomnienia przedwojenne, wojenne i powojenne Samuela Pisara, białostockiego Żyda. Urodzony w 1929 r. autor opisuje dzieje swojej rodziny z czasów przedwojennych. Jak w większości przypadków Żydów w Polsce (i Europie) jego ojciec, matka i siostra nie przeżyli wojny, ocalał tylko on. Wojenne losy poprzez kilka obozów koncentracyjnych splotły go z dwoma chłopcami,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09-20
Pierwszy raz czytam tego autora i... taka petarda! Fantastyczna misternie uknuta fabuła, wiele wątków i postaci. A w tle wielka historia w zakresie od lat 1920, przez drugą wojnę światową, PRL, w tym 1968, do przełomu lat 89 i 90. Dla mnie najciekawsza historia Greków w Polsce po wojnie. Jakoś nigdy nie zgłębiłam tego tematu, a tutaj - choć mam świadomość, że to fikcja - tak ciekawie przedstawiony.
Bardzo dobry język. Mam tu na myśli naturalne dialogi, zaskakująco dobre opisy dla tego rodzaju literatury no i momentami świetny inteligentny dowcip. Czytałam z przyjemnością.
Jedno, o co postulowałabym do autora, to jednak proszę o krótsze książki. Ta ma prawie 600 stron. I dlatego 9 a nie 10 gwiazdek :).
Pierwszy raz czytam tego autora i... taka petarda! Fantastyczna misternie uknuta fabuła, wiele wątków i postaci. A w tle wielka historia w zakresie od lat 1920, przez drugą wojnę światową, PRL, w tym 1968, do przełomu lat 89 i 90. Dla mnie najciekawsza historia Greków w Polsce po wojnie. Jakoś nigdy nie zgłębiłam tego tematu, a tutaj - choć mam świadomość, że to fikcja -...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Szukałam takiej książki i znalazłam! Chciałam poznać przedwojenny Białystok, z liczną społecznością żydowską. Nie znam za dobrze miasta, ostatnio byłam tu kilka razy, zauroczyło mnie, ta książka posłuży mi jako swoisty przewodnik po mieście, kiedy buzowało tu wieloetniczne życie, mieszały się języki i kultury - są podane konkretne adresy z informacją, co pod danym numerem się znajdowało. Skorzystam z tej wiedzy przy okazji następnej wizyty.
Książka zbudowana jest jako zbiór opowieści przedwojennych mieszkańców Białegostoku. Fajny pomysł, choć w pewnym momencie pogubiłam się w relacjach, kto jest kim wobec kogo, w której rodzinie. Po prostu czytałam dalej, ignorując powiązania rodzinne. Może jakieś schematy by pomogły?
Autorka zamieszcza kilka przepisów z tradycji przedwojennych Żydów białostockich: cymesy, buzy i bialysa. Ciekawa historia białysa - bułki białostockiej. Wszystkie przepisy na pewno spróbuję.
Książkę polecam zwłaszcza białostocczanom, ale też ludziom jak ja, którzy się tym miastem zauroczyli, ludziom, którzy tęsknią za przedwojenną wielokulturową Polską choć jej nie doświadczyli.
Szukałam takiej książki i znalazłam! Chciałam poznać przedwojenny Białystok, z liczną społecznością żydowską. Nie znam za dobrze miasta, ostatnio byłam tu kilka razy, zauroczyło mnie, ta książka posłuży mi jako swoisty przewodnik po mieście, kiedy buzowało tu wieloetniczne życie, mieszały się języki i kultury - są podane konkretne adresy z informacją, co pod danym numerem...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-08-15
Książkę kupiłam po tym jak została nagrodzona, chyba Nike, dobrych parę lat temu. Wcześniej czytałam książkę reporterską tego autora i podobała mi się. Do lektury tej książki zabierałam się już kilka razy - za każdym razem odkładałam po kilku stronach. Tym razem dotarłam do setnej strony (ma niemal 500!). I wystarczy.
Pomimo wysiłku dotarcia do tej 100. strony nie złapałam fabuły - jest jakaś? Mam wrażenie, że autor cały czas opisuje jakieś postacie. Tak, to zbiór postaci. Może dalej jest lepiej. Dla mnie niestety zalatuje ciężką grafomanią i podpinaniem się pod styl Masłowskiej.
Przypadkowy fragment ilustrujący moją ocenę: „- Ta una była w rezerwuar wsadzona! - trawersuje nad stolem dziad Beznadziejczuk, okazując nową butelkę na poczęstunek, likierek na jajach. W takich chwilach nie ma cziowieka na świecie, który by się obawial bółu głowy w dniu następnym; jest zbiorowe zatruciei jest ono dobre,
ponieważ nie ma w nim wyjątków i każdy umiera tu po
równo pod kontrolą współinnych; wujek Krzysiek Piekuto-
ski z Okrzei nawet już spadl z wózka inwalidzkiego i calym
sobą okazuje przyjemność patrząc się z dołu na żyrandol
w szczególny sposób. A Ewka Jagiellończyk już dzwonila do dziecka i trochę się martwi, że dziecko nie odbiera, dlatego że liczy dopiero roczek; widocznie nie umie i możliwe, że się gdzieśtam dusi od placzu i wola mamo, ale nie wszystko naraz - Ewce również należy się coś z życia.”
I takie gadulstwo przez 100 stron. Dla mnie nie do zniesienia. Nie byłam w stanie czytać kolejnych 400 w tym stylu.
Książkę kupiłam po tym jak została nagrodzona, chyba Nike, dobrych parę lat temu. Wcześniej czytałam książkę reporterską tego autora i podobała mi się. Do lektury tej książki zabierałam się już kilka razy - za każdym razem odkładałam po kilku stronach. Tym razem dotarłam do setnej strony (ma niemal 500!). I wystarczy.
Pomimo wysiłku dotarcia do tej 100. strony nie...
Po książkę sięgnęłam przed podróżą do Lizbony, i mam nadzieję, że jest to dobre wprowadzenie w klimat miasta. Tego mniej więcej się spodziewałam po tej książce i nie zawiodłam się. Na pewno nabrałam ochoty na spacery po mieście „gdzie oczy poniosą” (podróż jeszcze przede mną) zachęcona do tej formy poznawania miasta. Autorki dzielą się swoimi doświadczeniami, przy czym Marta S-P mieszka w Lizbonie na stałe, a Weronika W-N wpada do Lizbony na krótsze lub dłuższe pobyty. Tematyka szeroka: od języka portugalskiego, przez kulinaria, restauracje, znane postaci, historię, klimaty miasta, w tym dźwięki, trochę o obyczajowości. Mamy rozmowy z ciekawymi ludźmi, którzy tu mieszkają lub bywają. Autorki zawarły też sporo polecajek, znowu szeroko - od książek po dania, desery, muzykę itd. Czytało mi się dobrze. Sporo zdjęć - fotek z wakacji, może nie wszystkie potrzebne. W każdym razie fajna lektura przed wyjazdem.
Po książkę sięgnęłam przed podróżą do Lizbony, i mam nadzieję, że jest to dobre wprowadzenie w klimat miasta. Tego mniej więcej się spodziewałam po tej książce i nie zawiodłam się. Na pewno nabrałam ochoty na spacery po mieście „gdzie oczy poniosą” (podróż jeszcze przede mną) zachęcona do tej formy poznawania miasta. Autorki dzielą się swoimi doświadczeniami, przy czym...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwiat odosobniony, skuty lodem, a jednak mieszkają tam ludzie. I tych ludzi, pewnie spory procent mieszkańców tego odludzia, poznajemy dzięki „Migotowi” Ilony Wiśniewskiej. Każdy rozdział to inna historia i inni ludzie. Przeczytałam z ciekawością, ale nie, raczej nie są to ludzie szczęśliwi. Cieszę się jednak, że ta książka powstała i ją przeczytałam.
Świat odosobniony, skuty lodem, a jednak mieszkają tam ludzie. I tych ludzi, pewnie spory procent mieszkańców tego odludzia, poznajemy dzięki „Migotowi” Ilony Wiśniewskiej. Każdy rozdział to inna historia i inni ludzie. Przeczytałam z ciekawością, ale nie, raczej nie są to ludzie szczęśliwi. Cieszę się jednak, że ta książka powstała i ją przeczytałam.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-01-19
O książce dowiedziałam się z tablicy na Nowym Świecie w Warszawie upamiętniającym Rona Jeffereya, Anglika, który walczył w AK z okupantem nazistowskim o wolność dla Warszawy i Polski, i mieszkał w czasie wojny pod tym adresem. Był to jeden z kilku wojennych adresów autora w Warszawie - wówczas uciekiniera z obozu jenieckiego w Łodzi.
W końcu sięgnęłam po książkę, spodziewając się raczej przewidywalnej opowieści o okupacyjnej Warszawie. Jednak myliłam się, książka okazała się dużo ciekawsza. Losy kuriera i szpiega AK, działającego na terenie Warszawy a także np. w Wiedniu to fascynująca opowieść szpiegowska. Przypomniała mi przygody Hansa Klossa!
Opowieść autora można podzielić na kilka części: dorastanie w Wielkiej Brytanii, początek wojny i jego losy żołnierza z dwiema ucieczkami z obozów jenieckich w Polsce (druga była udana). Pobyt w Warszawie i działalność w AK (najobszerniejsza część), ucieczka z Warszawy do Anglii tuż przez Powstaniem, lata końca wojny i powojenne.
Nie, nie jest to dzieło literackie i styl trąci myszką, ale opisy szpiegowskich akcji Rona, jego ucieczki czytałam z wypiekami na twarzy. Polecam!
O książce dowiedziałam się z tablicy na Nowym Świecie w Warszawie upamiętniającym Rona Jeffereya, Anglika, który walczył w AK z okupantem nazistowskim o wolność dla Warszawy i Polski, i mieszkał w czasie wojny pod tym adresem. Był to jeden z kilku wojennych adresów autora w Warszawie - wówczas uciekiniera z obozu jenieckiego w Łodzi.
W końcu sięgnęłam po książkę,...
Surowa historia. Surowy język, brak zbędnych słów, więc żadnego nie można pominąć. Trochę ciężkie ale autentyczne i wciągające.
Surowa historia. Surowy język, brak zbędnych słów, więc żadnego nie można pominąć. Trochę ciężkie ale autentyczne i wciągające.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-09-11
Moje pierwsze spotkanie z Izraelem Joszuą Singerem. Miłość do tego pisania od pierwszego kontaktu. Fabularnie jest to świetnie napisana historia z początku XX w. ubogiej rodziny żydowskiej z małej podlubelskiej miejscowości. Tam historia się zaczyna, ale bohaterowie wkrótce przenoszą się do Warszawy, też do tej biednej - w tzw. dzielnicy północnej zamieszkiwanej głównie przez społeczność pochodzenia żydowskiego. Losy Żydów przedwojennych, których codzienności do tej pory nie znałam za dobrze, mogłam poczuć i prawie zobaczyć w beletrystyce Singera. Właściwie nie mogłam się oderwać od tej książki. Prawie reportażowa. Nie chcę tutaj zdradzać fabuły, ale nie jest to książka optymistyczna. Mam też wrażenie, że autor miał zamiar pójść w inną stronę z opowieścią niż ostatecznie poszedł, ale to też jest urzekające. Można powiedzieć, że bohater, który stał się głównym bohaterem, zabrał autora ze sobą.
Książka została wydana w 1937, a więc przed II wojną światową. Napisana przez autora, który znał realia lat przedwojennych i to się czuje oczywiście. A jednak opisy z końca książki zwłaszcza, tego zakłamania stalinowskiego, jakie to niedawne czasy z naszej rzeczywistości. Ech…. POLECAM - dla mnie 10/10.
Moje pierwsze spotkanie z Izraelem Joszuą Singerem. Miłość do tego pisania od pierwszego kontaktu. Fabularnie jest to świetnie napisana historia z początku XX w. ubogiej rodziny żydowskiej z małej podlubelskiej miejscowości. Tam historia się zaczyna, ale bohaterowie wkrótce przenoszą się do Warszawy, też do tej biednej - w tzw. dzielnicy północnej zamieszkiwanej głównie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Staram się łapać normalność. Na przykład, przez czytanie.
Swój "Dziennik 1954" Leopold Tyrmand pisał trzy miesiące - od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954. Mnie przeczytanie zajęło ponad półtora roku. Można powiedzieć, że zżyłam się z tą książką, prawie mi żal odłożyć ją na półkę. Spowalniała mnie jej koronkowość, opis szczegółu i bogata ornamentyka. Jednak chciałam doczytać do końca, bo zdarzały się perełki - zaraz kilka przytoczę, no i jest to dokument epoki jednak. Ujęły mnie migawki Warszawy ubłoconej, powstającej z gruzów, jeszcze nie w pełni nowej, socjalistycznej, a już dawno nie tamtej - przedwojennej. Warszawy lat 50-tych uchwyconej oczami estety, bywalca, światowca na ówczesne czasy, trochę dokumentalisty - Tyrmanda. Ujęły mnie te sprawozdania ze spotkań z postaciami z bańki Tyrmanda, np. Stefana Kisielewskiego, Zbigniewa Herberta i innych. Chciałam wiedzieć, czym wtedy żyła Warszawa, Polska, i dostałam to.
Kwintesencją stylu Tyrmanda i treści "Dziennika" jest np. ten fragment: "Otóż fakt, że ani dyscyplina pracy, ani szkolenie nie istnieją w mym życiu, jest źródłem niebywałego luksusu. Pozwala zachować zdrowie psychiczne i fizyczne, uniknąć skrzywień moralnych i cieszyć się gustownym lenistwem. Daje radość swobodnych przechadzek wolnym krokiem po Krakowskim Przedmieściu w samo południe: jest coś z nietscheańskiej mocy w takim spacerze. Nie świadczy zaś dobrze o cywilizacji, w której możność wyspania się i niesłuchania idiotyzmów rozsiewanych przez głupców jest walorem istnienia."
O Warszawie: "Piękno miast jest w wielości motywów, najczęściej wbrew ludziom, a nie dzięki ludziom. Różnorodność szpetoty, szlachetniejącej z upływem czasu, starzejącej się i patynującej to właśnie piękno miast."
O Stefanie Kisielewskim: "Jak Kisiel coś napisze, to ja mam wrażenie, zaraz po przeczytaniu, że w świecie zabrakłoby czegoś, gdyby to właśnie nie zostało napisane."
O Zbigniewie Herbercie: "Wieczorem Herbert czytał nowe wiersze. Wydaje się, że praca w torfie wpływa nań użyźniająco [w tym czasie Herbert pracował w Centralnym Zarządzie Torfowisk]. Do roboty nie ma tam nic, czytać gazet w godzinach urzędowych nie wypada, wobec tego Zbyszek siedzi przy biurku i pisze wiersze i bajki. Każdy myśli, jaki on przykładny i gorliwy, podczas gdy Zbyszek boryka się z obsesją zmarnowanego życia, co - jak wiadomo - stanowi najlepszy nawóz sztuczny poezji. W wierszach daje wyraz obawom i przygnębieniu, że nie zostawi śladu istnieniem. Przeraża go grząskość ludzkiego losu. Powiedziałem mu, że jest to uczucie naturalne wśród torfowisk. Musi zmienić pracę i poszukać czegoś w cemencie czy betonie."
O niedzieli: "Niedziela czyli nic."
Staram się łapać normalność. Na przykład, przez czytanie.
Swój "Dziennik 1954" Leopold Tyrmand pisał trzy miesiące - od 1 stycznia do 2 kwietnia 1954. Mnie przeczytanie zajęło ponad półtora roku. Można powiedzieć, że zżyłam się z tą książką, prawie mi żal odłożyć ją na półkę. Spowalniała mnie jej koronkowość, opis szczegółu i bogata ornamentyka. Jednak chciałam doczytać...
2021-12-30
Książka o przemijaniu i umieraniu. Cała - od początku do końca i w środku. Rozumiem, że czasami trzeba, ale żeby tak przez 350 stron? Piękny język, zgrabne metafory, trafne spostrzeżenia - czuć poetkę, oczywiście… Usiana celnymi aforyzmami, np.
„Przeszłość powoli się kończy. Nie do wiary, że ma datę ważności tylko trochę późniejszą niż przyszłość!”
„Koniec nadziei, przyszłość mam za sobą.”
… ale w większości o przemijaniu, starości. Straszliwie dołująca, ten temat powolnego umierania jakoś mnie nie kręci.
Książka o przemijaniu i umieraniu. Cała - od początku do końca i w środku. Rozumiem, że czasami trzeba, ale żeby tak przez 350 stron? Piękny język, zgrabne metafory, trafne spostrzeżenia - czuć poetkę, oczywiście… Usiana celnymi aforyzmami, np.
„Przeszłość powoli się kończy. Nie do wiary, że ma datę ważności tylko trochę późniejszą niż przyszłość!”
„Koniec nadziei,...
2021-11-15
Na zbiór wspomnień Bohdana Korzeniowskiego trafiłam dzięki przyznanej mu nagrodzie za najlepszą książkę historyczną 2020 r. Rzeczywiście, zgodnie z różnymi napotkanymi opiniami o tej książce, w niesztampowy sposób przedstawione są tutaj różne etapy jego życia - od lat nauki w gimnazjum w czasach przedwojennych, czasy studiów, pobyt w Paryżu, uwięzienie w Auschwitz, lata wojny - pracy w bibliotece uniwersyteckiej UW, lata tuż powojenne (głównie wyszukiwanie i ocalanie porzuconych zbiorów książek) i czasy twardego komunizmu (praca reżysera teatralnego).
Oczywiście najmocniejsze są wspomnienia z Auschwitz, powrotu z Auschwitz (autor został wykupiony), ale też jak wielkie piętno pozostawiło po sobie to doświadczenie. Mocne ale w inny sposób są przywoływane sytuacje z czasów końca wojny i powojenne - "opieka" żołnierzy sowieckich. Również absurdy czasów Bieruta - np. wizyta w teatrze na spektaklu reżyserowanym przez Korzeniowskiego.
Książka na pewno będzie ciekawa dla zainteresowanych tematyką z historii Polski XX w. W pigułce otrzymujemy właściwie co najmniej trzy epoki w tym dwa totalitaryzmy widziane oczami intelektualisty, reportażysty, świetnego pisarza i opowiadacza.
Na zbiór wspomnień Bohdana Korzeniowskiego trafiłam dzięki przyznanej mu nagrodzie za najlepszą książkę historyczną 2020 r. Rzeczywiście, zgodnie z różnymi napotkanymi opiniami o tej książce, w niesztampowy sposób przedstawione są tutaj różne etapy jego życia - od lat nauki w gimnazjum w czasach przedwojennych, czasy studiów, pobyt w Paryżu, uwięzienie w Auschwitz, lata...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Ciekawa lektura nt drogi pisarskiej Atwood. Zawiera też refleksje autorki dotyczące tego, co to znaczy bycie pisarką, rozważania dla kogo autor pisze, o czytelnikach. Całość jest okraszona anegdotami z życia Atwood, jej rozwoju jako pisarki, i pogłebiona analizami utworów innych autorów.
Książka pięknie wydana - obcowanie z nią to nie tylko przyjemność zmysłowa ale i fizyczna. Brawa dla wydawnictwa Karakter.
Ciekawa lektura nt drogi pisarskiej Atwood. Zawiera też refleksje autorki dotyczące tego, co to znaczy bycie pisarką, rozważania dla kogo autor pisze, o czytelnikach. Całość jest okraszona anegdotami z życia Atwood, jej rozwoju jako pisarki, i pogłebiona analizami utworów innych autorów.
Książka pięknie wydana - obcowanie z nią to nie tylko przyjemność zmysłowa ale i...
Zaczęła się ciekawie, ale im dalej tym coraz więcej ględzenia. Z szacunku dla trudu autora przekartkuję do końca, ale to 600 stron!
Zaczęła się ciekawie, ale im dalej tym coraz więcej ględzenia. Z szacunku dla trudu autora przekartkuję do końca, ale to 600 stron!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to