-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać411 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać14 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
Biblioteczka
2026-03-29
2026-02-06
⭐️⭐️⭐️⭐️✨ 4.5/5
Akcja nie powala, ale relacja Emily i Wendella to takie złoto, że mogliby mi omawiać instrukcję obsługi pralki, a ja i tak czytałabym z zachwytem 🫶🏻
Dużo elfów, odrobina mroku i klimat jak powrót do Elfhame — i nagle cosy fantasy (którego dalej nie lubię) zrobiło wyjątek 😆
⭐️⭐️⭐️⭐️✨ 4.5/5
Akcja nie powala, ale relacja Emily i Wendella to takie złoto, że mogliby mi omawiać instrukcję obsługi pralki, a ja i tak czytałabym z zachwytem 🫶🏻
Dużo elfów, odrobina mroku i klimat jak powrót do Elfhame — i nagle cosy fantasy (którego dalej nie lubię) zrobiło wyjątek 😆
2026-02-28
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ 5/5
Mój comfort read: kocyk, kawusia, elfie krainy, delikatny humor.
Dopóki ktoś nie straci palca.
Albo głowy.
Albo nie zostanie efektownie rozszarpany przez ogara z piekła rodem.
A ja siedzę pod tym kocykiem, z kubkiem w dłoni, i jedyne, czym się naprawdę przejmuję, to żeby w tym całym rozlewie krwi nie było rozlewu kawusi.
Cosy fantasy, ale z opcją „utrata kończyny gratis”. Kocham 🫶🏻
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ 5/5
Mój comfort read: kocyk, kawusia, elfie krainy, delikatny humor.
Dopóki ktoś nie straci palca.
Albo głowy.
Albo nie zostanie efektownie rozszarpany przez ogara z piekła rodem.
A ja siedzę pod tym kocykiem, z kubkiem w dłoni, i jedyne, czym się naprawdę przejmuję, to żeby w tym całym rozlewie krwi nie było rozlewu kawusi.
Cosy fantasy, ale z opcją „utrata...
2026-01-28
⭐️⭐️⭐️⭐️ 4/5
Uwielbiam, kiedy finał okazuje się najmocniejszą częścią trylogii — i tutaj zdecydowanie tak było. Tym bardziej że po pierwszym tomie zupełnie nie spodziewałam się, że historia skręci właśnie w tę stronę. A jednak skręciła. I ogólnie wyszło jej to naprawdę dobrze.
Wszystkie wątki zostały zamknięte, tajemnice wyjaśnione, fabuła logicznie domknięta. Brzmi jak ideał, prawda?
No właśnie… brzmi.
Bo mimo że bohaterowie są w ciągłym zagrożeniu, ja rzadko to naprawdę czułam. Brakowało mi napięcia, walki, emocji i tego momentu, kiedy faktycznie zaczyna się drżeć o ich życie. To zresztą problem, który miałam już przy poprzednich tomach — starć z potworami było za mało, a stawka zbyt często pozostawała bardziej teoretyczna niż odczuwalna. Tutaj jest pod tym względem trochę lepiej, ale nadal nie na tyle, żeby wywołać efekt wow.
Mimo wszystko cała trylogia to solidna, przyjemna młodzieżowa fantastyka, która czyta się naprawdę dobrze.
Podobało mi się.
Po prostu… liczyłam, że finał trochę bardziej mnie sponiewiera emocjonalnie.
⭐️⭐️⭐️⭐️ 4/5
Uwielbiam, kiedy finał okazuje się najmocniejszą częścią trylogii — i tutaj zdecydowanie tak było. Tym bardziej że po pierwszym tomie zupełnie nie spodziewałam się, że historia skręci właśnie w tę stronę. A jednak skręciła. I ogólnie wyszło jej to naprawdę dobrze.
Wszystkie wątki zostały zamknięte, tajemnice wyjaśnione, fabuła logicznie domknięta. Brzmi jak...
2026-01-15
⭐️⭐️⭐️✨ 3.5/5
To jest dokładnie ten rodzaj finału, przy którym non stop zmieniałam zdanie.
Co kilka rozdziałów: „to jest za długie” → „ok, to było dobre” → „dlaczego to nadal trwa” → „dobra, czytam dalej”.
Pierwsza połowa jest boleśnie przegadana. Serio — 200–300 stron mniej i nic byśmy nie stracili. Sceny seksu? Kompletnie bez emocji, w większości pomijane 🥱
A mimo to… książka nadal mnie trzymała. I to jest frustrujące.
Bo kiedy autorka skupia się na Serze i Nyktosie, to nagle wszystko zaczyna działać. Ich relacja jest dobrze napisana, emocjonalna i wiarygodna. I w takich momentach myślę sobie: „ok, może jednak było warto”.
Kolis jako villain pozostaje dokładnie taki, jaki był: teoretycznie najpotężniejszy Pierwotny, praktycznie — mistrz gadania. Prawie go nie ma, a kiedy się pojawia, to głównie… mówi 🤷♀️
Po trzecim tomie nie miałam już złudzeń, więc przynajmniej nie było rozczarowania.
Końcowa bitwa? Poprawna. Bez emocjonalnego wow. Wszystko poszło zaskakująco gładko, a ja naprawdę liczyłam na choć odrobinę stresu. Fakt, znając “Krew i Popiół”, zakończenie było do przewidzenia — ale przewidywalność nie musi oznaczać nudy.
I teraz najlepsze: przepowiednia.
Z jednej strony jest tak przekombinowana, że naprawdę nie musiała ciągnąć się przez dwie serie i tyle tomów 😵💫
Z drugiej strony… to właśnie ona sprawia, że wciąż wracam do tej historii. Bo finał ładnie spina całość i w końcu wyjaśnia, kim jest Poppy — i niestety… to ma sens.
Więc tak.
Ta seria mnie męczy.
Ta seria mnie irytuje.
Ta seria sprawia, że nie potrafię jej odpuścić.
Nie polecam.
A teraz idę na reread “Wojny Dwóch Królowych” — i tak, wolę Casteela i Poppy, oceniajcie mnie 🤡😆
⭐️⭐️⭐️✨ 3.5/5
To jest dokładnie ten rodzaj finału, przy którym non stop zmieniałam zdanie.
Co kilka rozdziałów: „to jest za długie” → „ok, to było dobre” → „dlaczego to nadal trwa” → „dobra, czytam dalej”.
Pierwsza połowa jest boleśnie przegadana. Serio — 200–300 stron mniej i nic byśmy nie stracili. Sceny seksu? Kompletnie bez emocji, w większości pomijane 🥱
A mimo to…...
2026-01-03
⭐️⭐️✨ 2.5/5
Największą zaletą tej części jest to, że… nie jest tak zła jak poprzednia. „Losy Króla Słońca” tak mnie wymęczyły, że przez chwilę serio rozważałam porzucenie tej serii tuż przed finałem 🫠
Finał jest dłuższy i momentami sprawniejszy, ale nadal cierpi na to samo: przewidywalność. To schematyczne romantasy, które całkowicie zgubiło oryginalność znaną z pierwszego tomu i już jej nie odzyskało.
Fabularnych głupotek jest sporo, choć trzeba uczciwie przyznać, że autorka trochę posprzątała bałagan po trzecim tomie. Romans? Słaby. Nawet nie letni. A to, co zrobiono z Nadirem — czyli zamienienie go w ciepłą, fabularnie bezradną kluchę — pozostanie dla mnie zagadką 🤡
Lor konsekwentnie podejmuje decyzje, które trudno nazwać rozsądnymi. Już w poprzednim tomie biegała bez celu — i tutaj niestety niewiele się zmienia. Uniesiona brew była u mnie stałym elementem lektury.
Książkę (i ocenę) ratuje głównie końcówka, bo tam wreszcie coś się dzieje. Autorka ewidentnie próbowała wrócić do klimatu pierwszego tomu, dorzucając motyw turnieju, ale wyszło to trochę w stylu „Igrzyska śmierci, tylko po co?” 😂 Decyzja głównego złoczyńcy kompletnie do mnie nie trafiła.
Po całej serii czuję głównie… ulgę, że to już koniec.
⭐️⭐️✨ 2.5/5
Największą zaletą tej części jest to, że… nie jest tak zła jak poprzednia. „Losy Króla Słońca” tak mnie wymęczyły, że przez chwilę serio rozważałam porzucenie tej serii tuż przed finałem 🫠
Finał jest dłuższy i momentami sprawniejszy, ale nadal cierpi na to samo: przewidywalność. To schematyczne romantasy, które całkowicie zgubiło oryginalność znaną z...
2025-12-09
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ 5/5
No proszę… Carissa Broadbent naprawdę nie zwalnia tempa. Ta seria z tomu na tom bezczelnie wspina się na szczyt moich ulubionych romantasy. I choć Raihn i Oraya mają specjalne miejsce w moim serduszku, to Mishe i Asar dorzucili do tej historii tyle emocji, że wybór „kogo kocham bardziej” staje się zwyczajnie trudny — taki z kategorii „i po co ja w ogóle próbuję”.
Ich interakcje mają tę spokojną, dojrzewającą iskrę, którą KOCHAM — a slow burn między nimi to już w ogóle złoto: naturalny, subtelny i pełen napięcia. To ten typ pary, która buduje chemię jednym spojrzeniem i jednym zdaniem. Mogłabym czytać ich sceny w nieskończoność — zarówno te pełne akcji, jak i te ciche, prawie intymne.
Mishe, którą dotąd widziałam bardziej jako wesołą trzpiotkę, tutaj pokazuje cały ciężar swojej przeszłości — i to naprawdę czuć. A Asar to zupełnie inny vibe niż Raihn, ale równie fascynujący, co tylko jeszcze bardziej utrudnia wybór „teamu”.
A zakończenie? WOW. Uwielbiam, że Broadbent miała odwagę pójść dokładnie w tę stronę — emocjonalne, logiczne i absolutnie satysfakcjonujące. Siedziałam z książką jak ktoś, kto właśnie został zdradzony, pocieszony i ponownie zdradzony w ciągu pięciu minut. I oczywiście cierpię, bo kolejnego tomu nie mam pod ręką, a zapowiada się sztosik.
A jeśli już miałabym się do czegoś przyczepić — czysto teoretycznie, bo wcale nie chcę — to dalej uważam, że wampiry wciąż mają trochę za mało… wampiryzmu. Broadbent skupia się głównie na ich mocach, a krwiopijcze elementy pojawiają się raczej symbolicznie. Choć tu było już trochę lepiej — pewna scena była 🔥 — to wciąż: poproszę więcej gryzienia, dziękuję uprzejmie.
Podsumowując: kolejny świetny rozdział tej historii. Jestem absolutnie na pokładzie na więcej.
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ 5/5
No proszę… Carissa Broadbent naprawdę nie zwalnia tempa. Ta seria z tomu na tom bezczelnie wspina się na szczyt moich ulubionych romantasy. I choć Raihn i Oraya mają specjalne miejsce w moim serduszku, to Mishe i Asar dorzucili do tej historii tyle emocji, że wybór „kogo kocham bardziej” staje się zwyczajnie trudny — taki z kategorii „i po co ja w ogóle...
2025-12-05
⭐️⭐️⭐️⭐️ 4/5
No proszę, kto by pomyślał, że po tak przeciętnym pierwszym tomie ta historia nagle złapie wiatr w żagle? „Sekret Xeina” dodaje całej serii pazura — ten tytułowy wątek jest na tyle intrygujący, że naprawdę chciało mi się czytać dalej, żeby odkryć choć kawałek tej tajemnicy. Jasne, to dopiero środkowy tom trylogii, więc nie spodziewałam się, że autorka odkryje wszystkie karty… ale uchyliła ich na tyle, że czuję się autentycznie zaintrygowana.
Jedyne, czego wciąż mi brakuje, to więcej walk, adrenaliny, jakichś prawdziwie emocjonujących starć. Kurde belka — oni walczą z potworami, prawda? A tymczasem te potwory są tu trochę jak scenografia: stoją, straszą, ale nikt specjalnie nie każe im robić roboty. Trochę szkoda, bo historia aż się prosi o więcej akcji.
Mimo to czytało mi się to wciąż lepiej niż Cykl demoniczny, moim skromnym zdaniem 🤣 Gallego ma po prostu lżejsze pióro i więcej frajdy w opowiadaniu.
Podsumowując: zaskakująco dobry drugi tom. Biorę się za trzeci już bez wahania.
⭐️⭐️⭐️⭐️ 4/5
No proszę, kto by pomyślał, że po tak przeciętnym pierwszym tomie ta historia nagle złapie wiatr w żagle? „Sekret Xeina” dodaje całej serii pazura — ten tytułowy wątek jest na tyle intrygujący, że naprawdę chciało mi się czytać dalej, żeby odkryć choć kawałek tej tajemnicy. Jasne, to dopiero środkowy tom trylogii, więc nie spodziewałam się, że autorka odkryje...
2025-11-19
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ 5/5
Kuuuurde, ta seria to jakieś szaleństwo — z tomu na tom robi się coraz lepsza, jakby Broadbent miała osobisty challange, żeby mnie za każdym razem bardziej zachwycić. „Popioły…” już uwielbiałam, a ta nowelka? Zero zapychacza, zero odcinania kuponów. Pełnoprawna, dopieszczona historia.
Dostajemy kolejną fantastyczną parę (Sylina to mój absolutny bohaterkowy ideał), pięknie prowadzony slow-burn enemies to lovers, brutalne starcia, nowe sekrety świata — no wszystko, czego chcę od tej serii. I co najważniejsze: w przeciwieństwie do wielu nowelek, to jest naprawdę przemyślane. Ani się nie ciągnie, ani nie pędzi jak w amoku; po prostu idealnie trafia w tempo.
Broadbent: I am seated, I am fed, I am entertained — poproszę więcej. Natychmiast. 😭🔥
⭐️⭐️⭐️⭐️⭐️ 5/5
Kuuuurde, ta seria to jakieś szaleństwo — z tomu na tom robi się coraz lepsza, jakby Broadbent miała osobisty challange, żeby mnie za każdym razem bardziej zachwycić. „Popioły…” już uwielbiałam, a ta nowelka? Zero zapychacza, zero odcinania kuponów. Pełnoprawna, dopieszczona historia.
Dostajemy kolejną fantastyczną parę (Sylina to mój absolutny bohaterkowy...
2025-11-16
⭐️⭐️⭐️✨ 3.5/5
To nie była zła książka — momentami aż chciałam powiedzieć: to nie książka, to ja… ale potem przypominałam sobie pierwszą połowę i jednak nie, to jednak trochę książka. 😅
To solidne YA fantasy z prostym, sensownym światem i wiarygodnymi bohaterami, tylko że jakoś… nie kliknęło. Było poprawnie, chwilami nawet interesująco, ale zupełnie bez tego czegoś, co wciąga i trzyma za serce.
Pierwsza połowa dłużyła mi się niemiłosiernie, serio miałam momenty zwątpienia, że chyba jednak nie jesteśmy sobie pisani. Dopiero gdy pojawił się wątek Xeina, zrobiło się trochę żywiej — ale wciąż było to czytanie spod znaku „przyjemne, ale bez zachwytów”.
Drugi tom na pewno przeczytam, ale bez większej presji. Bardziej „kiedyś tam”, niż „muszę natychmiast poznać ciąg dalszy”.
⭐️⭐️⭐️✨ 3.5/5
To nie była zła książka — momentami aż chciałam powiedzieć: to nie książka, to ja… ale potem przypominałam sobie pierwszą połowę i jednak nie, to jednak trochę książka. 😅
To solidne YA fantasy z prostym, sensownym światem i wiarygodnymi bohaterami, tylko że jakoś… nie kliknęło. Było poprawnie, chwilami nawet interesująco, ale zupełnie bez tego czegoś, co...
2025-11-13
⭐️⭐️⭐️ 3/5
No dobra, powiedzmy to wprost – jestem MEGA rozczarowana. Liczyłam na najlepszy tom z serii, a dostałam coś, co nawet nie próbowało dorównać poprzednim. Ta historia miała wszystko, żeby rozwalić mnie emocjonalnie: żołnierza z traumą i PTSD, dziewczynę po przejściach, dwa porządne bagaże emocjonalne – no, zapowiadało się pięknie.
A potem… autorka stwierdziła chyba, że trauma leczy się udawanym narzeczeństwem, masażami stóp i kąpielą nago w rzece. 🤡 I gotowe, happy end z głowy. Zero głębi, zero rozwoju, wszystko załatwione jakby od niechcenia, byle tylko dojść do końca.
To całe „udawane narzeczeństwo” to już w ogóle dramat – tak wymuszone, że aż zabawne. Logika? Została w poprzednim tomie. Chemia? Nigdy nie dotarła. Bohaterowie? Snują się bez celu, jakby sami nie wiedzieli, co tu robią. Beau to definicja zmarnowanego potencjału – niby miał być skomplikowany, a wyszedł… nijaki.
A te sceny seksu? Krindżowe do granic możliwości. Nie wiem, czy to przez brak emocji, czy przez fakt, że nic tu nie miało sensu, ale czytając je, miałam ochotę zasłonić oczy jak przy kiepskim filmie.
Nie powiem, że to totalna katastrofa – ale po tylu świetnych częściach oczekiwałam czegoś z sercem i iskrą. A dostałam coś, co nawet nie próbowało się postarać. 🥲
⭐️⭐️⭐️ 3/5
No dobra, powiedzmy to wprost – jestem MEGA rozczarowana. Liczyłam na najlepszy tom z serii, a dostałam coś, co nawet nie próbowało dorównać poprzednim. Ta historia miała wszystko, żeby rozwalić mnie emocjonalnie: żołnierza z traumą i PTSD, dziewczynę po przejściach, dwa porządne bagaże emocjonalne – no, zapowiadało się pięknie.
A potem… autorka stwierdziła...
2025-11-05
⭐️⭐️⭐️⭐️✨ 4.5/5
Po “An Ember in the Ashes” byłam emocjonalnie zdewastowana i desperacko potrzebowałam więcej dżinów, piachu i epickich przygód. No więc sięgnęłam po “Złodzieja gwiezdnego pyłu”, który leżał na mojej liście TBR tak długo, że już chyba sam się pokrył piaskiem. 🤭
I powiem tak: to nie jest ten sam brutalny klimat co u Sabaa Tahir, ale i tak mnie totalnie kupił. To jak Trylogia Dewabadu – tylko z odrobiną więcej przytulnej magii i mniej odcinania głów. 😅
Świat jest przepięknie zbudowany, pełen arabskich motywów, opowieści z „Księgi tysiąca i jednej nocy” i bohaterów, których po prostu da się lubić (choć czasem miałam lekkie déjà vu – serio, czy ja już Was gdzieś widziałam? 👀).
To książka, która po prostu wciąga – niby nie ma w niej fajerwerków, ale zanim się obejrzysz, jesteś już głęboko w tej pustynnej opowieści. Lekka, angażująca, bez zbędnego pitolenia, po prostu idealny przerywnik między cięższymi tytułami.
A że drugi tom już majaczy na horyzoncie? Cóż, ja już szykuję się na kolejną podróż po piaskach tej historii. ✨
⭐️⭐️⭐️⭐️✨ 4.5/5
Po “An Ember in the Ashes” byłam emocjonalnie zdewastowana i desperacko potrzebowałam więcej dżinów, piachu i epickich przygód. No więc sięgnęłam po “Złodzieja gwiezdnego pyłu”, który leżał na mojej liście TBR tak długo, że już chyba sam się pokrył piaskiem. 🤭
I powiem tak: to nie jest ten sam brutalny klimat co u Sabaa Tahir, ale i tak mnie totalnie...
2025-10-15
⭐️ 4/5
Mam mieszane uczucia wobec tego tomu.
Z jednej strony wciąż trzyma poziom, z drugiej – mam wrażenie, że historia trochę stanęła w miejscu.
Całość sprawia wrażenie, jakby powtarzała schemat poprzedniej części, tylko w nieco innej odsłonie.
I chyba lepiej byłoby, gdyby ta opowieść zakończyła się jako trylogia, z mocniejszym tupnięciem na koniec.
Zwłaszcza wątek Eliasa trochę się zapętlił – niewiele się tam działo, a jego wewnętrzne dylematy w pewnym momencie zaczęły mnie już trochę irytować.
I żeby nie było – doskonale rozumiem, dlaczego czuł to, co czuł, co do tego nie mam żadnych „ale”, ale nic nie poradzę na to, że jego wątek i to, jak został poprowadzony, momentami autentycznie mnie wkurzały (a szkoda, bo tak go lubię!).
Rozwiązanie wątku, na który czekałam najbardziej – czyli historii Keris – też mnie rozczarowało.
Liczyłam na coś z większym efektem wow; w końcu takie zło zasługiwało na naprawdę mocny, zapadający w pamięć finał, a wyszło trochę płasko.
Największy plus tej historii to wciąż Helene!
Jej wątek znowu sprawił, że musiałam składać swoje złamane serduszko do kupy, i łezka poleciała, nie powiem, że nie 🥲
Autorka naprawdę nie miała dla niej żadnej litości.
Podsumowując – to wciąż kawał dobrej historii, a cała seria na pewno zostanie mi w pamięci.
Finałowy tom może i wypadł najsłabiej na tle pozostałych, ale nie zmienia to faktu, że całość trafia na półkę moich ulubionych serii fantasy.
⭐️ 4/5
Mam mieszane uczucia wobec tego tomu.
Z jednej strony wciąż trzyma poziom, z drugiej – mam wrażenie, że historia trochę stanęła w miejscu.
Całość sprawia wrażenie, jakby powtarzała schemat poprzedniej części, tylko w nieco innej odsłonie.
I chyba lepiej byłoby, gdyby ta opowieść zakończyła się jako trylogia, z mocniejszym tupnięciem na koniec.
Zwłaszcza wątek...
2025-10-11
⭐️ 4.5/5
No bo jak tu nie kochać tej serii? 😭
Emocje, magia, zdrady i serduszko w strzępach – wszystko jak trzeba. Ale mimo całej miłości do tej serii, czułam, że trzeci tom trochę zwolnił i nie trzymał mnie aż tak mocno jak drugi.
Większa część tej książki była raczej statyczna – takie rozstawianie pionków na planszy przed ostatecznym starciem.
Ujawniło się kilka tajemnic i planów, ale mimo to akcja płynęła spokojniej.
Najbardziej wciągający był wciąż wątek Krwawego Krogulca.
Kocham Helenę całym sercem i będę jej kibicować do końca! 💖
A ten slow burn z jej udziałem 😍 Boziuuu, jedna scena na krzyż, a ja prawie zachłysnęłam się z zachwytu 🤭
Jeśli chodzi o wątki Lai i Eliasa – były one zdecydowanie wolniejsze.
Zwłaszcza Elias… jego część była najbardziej rozciągnięta w czasie.
Choć nie powiem – tak mi go szkoda, że ciężko było patrzeć, jak biedny traci wszystko, o co tak bardzo walczył 🥹
I chyba w nagrodę za to powolne tempo przez większość książki, finał tak przyspieszył, że nie nadążałam za rollercoasterem emocji.
Bo kurde, kiedy umiera jeden z większych skurwieli w tej historii, a ty masz gulę w gardle (tylko przez sekundę, ale jednak), to znaczy, że autorka robi to dobrze! 🥲
Uwielbiam też to, że tu nigdy nie wiadomo, kto tak naprawdę jest głównym złoczyńcą: Pan Zmroku? Keris? Augurzy?
Sabaa Tahir prowadzi tę historię tak, że niczego nie można być pewnym.
I właśnie dlatego boję się finałowego tomu.
Bo chciałabym, żeby wszyscy byli szczęśliwi, ale… pewnie nie będą 🥲🥲🥲
⭐️ 4.5/5
No bo jak tu nie kochać tej serii? 😭
Emocje, magia, zdrady i serduszko w strzępach – wszystko jak trzeba. Ale mimo całej miłości do tej serii, czułam, że trzeci tom trochę zwolnił i nie trzymał mnie aż tak mocno jak drugi.
Większa część tej książki była raczej statyczna – takie rozstawianie pionków na planszy przed ostatecznym starciem.
Ujawniło się kilka...
2025-09-29
⭐️ 5/5
Pierwszy tom był solidnym otwarciem, ale dopiero drugi… o matulu 😍. Wciągnął mnie tak, że połknęłam całość w dwa dni (a dla mnie to naprawdę wyczyn – rzadko mam czas, by się aż tak zatracić w czytaniu). To już samo w sobie mówi wszystko.
Kocham tych bohaterów całym sercem – nawet kiedy mam ochotę nimi potrząsnąć i krzyczeć na ich decyzje. Ale właśnie o to chodzi! Ta książka to prawdziwy rollercoaster – najpierw mnie wkurza, potem rozczula, a chwilę później siedzę jak na szpilkach, przeżywając ich walkę o życie. Jeśli to nie jest dobra narracja, to ja już nie wiem, co nią jest.
Całość przypomina mi vibe, jaki miałam przy czytaniu Dewabadu – historia, która jednocześnie zachwyca, boli i uzależnia. Dokładnie ten rodzaj czytelniczego funu, za którym tęsknię i który kocham całym sercem.
⭐️ 5/5
Pierwszy tom był solidnym otwarciem, ale dopiero drugi… o matulu 😍. Wciągnął mnie tak, że połknęłam całość w dwa dni (a dla mnie to naprawdę wyczyn – rzadko mam czas, by się aż tak zatracić w czytaniu). To już samo w sobie mówi wszystko.
Kocham tych bohaterów całym sercem – nawet kiedy mam ochotę nimi potrząsnąć i krzyczeć na ich decyzje. Ale właśnie o to chodzi!...
2025-09-25
⭐️ 4.5/5
Uwielbiam takie początki serii – jeszcze nie perfekcyjne, ale zostawiające po sobie to uczucie, że najlepsze dopiero nadejdzie. Bohaterowie? Angażują. Emocje? Są. Historia? Wciąga od razu. Niby klasyczne YA fantasy, a jednak ma w sobie ten magnes, który sprawia, że strony przewracają się same.
Czuję w kościach, że kolejne tomy będą boleć… i trochę się tego boję, ale niech. tak. będzie. 😂🤞🏻
⭐️ 4.5/5
Uwielbiam takie początki serii – jeszcze nie perfekcyjne, ale zostawiające po sobie to uczucie, że najlepsze dopiero nadejdzie. Bohaterowie? Angażują. Emocje? Są. Historia? Wciąga od razu. Niby klasyczne YA fantasy, a jednak ma w sobie ten magnes, który sprawia, że strony przewracają się same.
Czuję w kościach, że kolejne tomy będą boleć… i trochę się tego boję,...
2025-09-19
⭐️ 3.75/5
Zanim sięgnęłam po tę książkę, trochę się obawiałam, że dostanę kolejne pięknie napisane „pierdololo o niczym” (a ten miesiąc czytelniczy miałam już w to obfity). Na szczęście mile się rozczarowałam – choć nie była to historia, która by mnie totalnie porwała, wycisnęła łzy czy chwyciła za serce, to czytało się ją na tyle przyjemnie, że nie żałuję lektury. Miller pisze naprawdę pięknie i to bezsprzecznie jest jej największy atut.
Pomysł na historię również był, choć postacie… cóż, nie wszystkie dowiozły. Najciekawszy okazał się Petroklos (i to właściwie jedyny, którego naprawdę polubiłam). Achilles natomiast – na początku absolutnie bez charakteru (serio, gdyby autorka nie powtarzała w kółko, że to ten słynny heros, to pewnie bym się nie zorientowała 😅), a potem wyewoluował w takiego buca, że ciężko było darzyć go sympatią. Przez to jego rozpacz na końcu zrobiła na mnie wrażenie raczej… średnie. Cały romans między nim a Petroklosem też wypadł dość letnio – i ostatecznie bardziej szkoda mi było Petroklosa jako fajnego bohatera niż ich „tragicznej miłości”.
Podsumowując: jako wyjście ze strefy komfortu był to eksperyment całkiem udany, ale nie sądzę, by ta książka została ze mną na długo. Do moich emocji specjalnie nie przemówiła, ale przynajmniej nie była kolejnym pięknym „niczym”. 😅
⭐️ 3.75/5
Zanim sięgnęłam po tę książkę, trochę się obawiałam, że dostanę kolejne pięknie napisane „pierdololo o niczym” (a ten miesiąc czytelniczy miałam już w to obfity). Na szczęście mile się rozczarowałam – choć nie była to historia, która by mnie totalnie porwała, wycisnęła łzy czy chwyciła za serce, to czytało się ją na tyle przyjemnie, że nie żałuję lektury. Miller...
2025-09-13
⭐️ 2.5/5
Tak, to było lepsze niż pierwszy tom — głównie dlatego, że akcja wreszcie ruszyła z miejsca, gdy bohaterowie opuścili cesarski pałac. Ale niestety, to wciąż kompletnie nie moja bajka. Nadal nie mogę pojąć, jak można jednocześnie pisać tak pięknym językiem, mieć świetny koncept i… dostarczyć postacie oraz fabułę emocjonalnie płaskie jak kartka papieru. Nic mnie tu nie porwało, absolutnie nic. Dodatkowe pół gwiazdki? Tylko dlatego, że jednak było lepiej niż w jedynce.
⭐️ 2.5/5
Tak, to było lepsze niż pierwszy tom — głównie dlatego, że akcja wreszcie ruszyła z miejsca, gdy bohaterowie opuścili cesarski pałac. Ale niestety, to wciąż kompletnie nie moja bajka. Nadal nie mogę pojąć, jak można jednocześnie pisać tak pięknym językiem, mieć świetny koncept i… dostarczyć postacie oraz fabułę emocjonalnie płaskie jak kartka papieru. Nic mnie tu...
2025-09-08
⭐️ 2/5
Po nijakim pierwszym tomie i zaskakująco przyzwoitym drugim miałam nadzieję, że finał utrzyma formę. Niestety, „Obietnica Perydotu” obiecała za dużo, a „Rządy Kwarcu” wszystko to skutecznie pogrzebały gdzieś w połowie historii.
Zamiast emocjonującego zakończenia dostałam rozwleczoną opowieść, w której stawka i napięcie praktycznie nie istnieją. W drugim tomie ratowało sytuację to, że był jasno określony quest – poszukiwanie sztyletu – i dopóki autorka się go trzymała, fabuła miała ręce i nogi. Tutaj natomiast całość ugrzęzła w przepowiedni, prowadzonej tak grubymi nićmi, że trudno było traktować ją poważnie.
Wrażenie deja vu towarzyszyło mi prawie non stop – jakby autorka pozbierała wszystkie znane tropy romantasy, wrzuciła do blendera i podała w lekko odgrzanej wersji. Efekt? Trylogia skończyła dokładnie tak, jak się zapowiadała: przeciętnie, schematycznie i kompletnie bez polotu.
Może ktoś dopiero zaczynający przygodę z romantasy uzna to za fajne czytadło. Dla mnie jednak – strata czasu, a finał trylogii okazał się bardziej rozczarowaniem niż nagrodą za wytrwałość.🥲
⭐️ 2/5
Po nijakim pierwszym tomie i zaskakująco przyzwoitym drugim miałam nadzieję, że finał utrzyma formę. Niestety, „Obietnica Perydotu” obiecała za dużo, a „Rządy Kwarcu” wszystko to skutecznie pogrzebały gdzieś w połowie historii.
Zamiast emocjonującego zakończenia dostałam rozwleczoną opowieść, w której stawka i napięcie praktycznie nie istnieją. W drugim tomie...
⭐️⭐️⭐️⭐️✨ 4.5/5
Cudowne zakończenie tej historii.
Ta seria to mój comfort read i finał tylko mnie w tym utwierdził.
Emily i Wendell… moje bejbiki. Kocham 🫶🏻
Mam jedno małe „ale” — liczyłam na więcej magii i akcji w królestwie Wendella. Momentami czułam lekkie powtórzenie schematu z poprzedniego tomu.
Ale mimo tego… to było naprawdę piękne zakończenie.
I była tam scena pod koniec, która totalnie złapała mnie za serducho 🥹
Bo wśród całej tej armii mrocznych shadow daddies naprawdę potrzeba bohaterów takich jak nasz złotowłosy król.
Wendell, będę tęsknić 🥹
⭐️⭐️⭐️⭐️✨ 4.5/5
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCudowne zakończenie tej historii.
Ta seria to mój comfort read i finał tylko mnie w tym utwierdził.
Emily i Wendell… moje bejbiki. Kocham 🫶🏻
Mam jedno małe „ale” — liczyłam na więcej magii i akcji w królestwie Wendella. Momentami czułam lekkie powtórzenie schematu z poprzedniego tomu.
Ale mimo tego… to było naprawdę piękne zakończenie.
I była tam scena...