rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz
Okładka książki Konary Patryk Bogusz, Jarosław Klonowski
Ocena 6,9
Konary Patryk Bogusz, Jarosław Klonowski

Na półkach:

Jeśli oczekujecie, że nie oderwiecie się od tej książki do ostatniej strony, to mam dla Was złą wiadomość. Będziecie chcieli się od niej oderwać dużo wcześniej. I może lepiej to zróbcie. Twin Peaks? Błagam... Ta książka jest tak zła, że ostatecznie aż śmieszna. Dwójkę daję wyłącznie dlatego, że w pewnym momencie pojawił się tam jakiś zalążek fabuły. Ale zgasł bardzo szybko. Pourywane wątki, narkotyczno-grafomańskie opowieścio-sny, totalny bezład i chaos. Serio ktoś uznał, że to pseudopsychodeliczne lanie wody, to jest skończone dzieło, które warto wydrukować i powiedzieć: proszę bardzo, oto książka, czytajcie? Jeśli chaotyczne opowieści wyjęte żywcem z głowy pacjenta szpitala psychiatrycznego, obudowane nielogiczną nie-fabułą, to "thriller z pogranicza horroru i sensacji, od którego nie oderwiesz się do ostatniej strony", to naprawdę gratuluję. Jedynę, co mam ochotę oderwać, to kawałek własnego płata czołowego, który podpowiedział, mi, żeby po "Konary" siegnąć i stracić na tę książkę dwa dni. Pod koniec dowiadujemy się, że będzie "kolejny sezon". Naprawdę, nie trzeba...

Jeśli oczekujecie, że nie oderwiecie się od tej książki do ostatniej strony, to mam dla Was złą wiadomość. Będziecie chcieli się od niej oderwać dużo wcześniej. I może lepiej to zróbcie. Twin Peaks? Błagam... Ta książka jest tak zła, że ostatecznie aż śmieszna. Dwójkę daję wyłącznie dlatego, że w pewnym momencie pojawił się tam jakiś zalążek fabuły. Ale zgasł bardzo szybko....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Lubię polskie debiuty, nawet bardzo. Często właśnie za ich sprawą bawię się dużo lepiej niż przy kolejnych pozycjach starych wyjadaczy. Tu również bawiłem się całkiem nieźle, ale raczej był to poprawny obiad u teściów z lekko niedoprawionym rosołem niż ekscytująca kolacja w ciemności, gdzie nigdy tak naprawdę do końca nie wiemy, co jemy. "Kucharz" jest trochę jak gładka, tvn-owska produkcja. Niby to kryminał, niby są trupy i jakaś intryga, ale brak w tym wyraźnego, soczystego nerwu; mroku i tej zgnilizny, którą cała historia zdaje się kusić. Są smutni i bezwzględni panowie z Meksyku, ambitny i czasami porywczy w działaniu kryminolog, wątek quasi-romantyczny, nowy, tajemniczy narkotyk, który zalewa polskie ulice, ale wszystko razem nie daje rasowego, ponurego kryminału, a bardziej przygodowo-sensacyjną historię, która dość szybko się rozwiązuje i jakoś specjalnie na koniec nie zaskakuje. Czy warto sięgnąć po „Kucharza”? Warto, bo czyta się to sprawnie i względnie przyjemnie. Samo zakończenie pozostaje dość otwarte, więc może drugie danie będzie smaczniejsze?

Lubię polskie debiuty, nawet bardzo. Często właśnie za ich sprawą bawię się dużo lepiej niż przy kolejnych pozycjach starych wyjadaczy. Tu również bawiłem się całkiem nieźle, ale raczej był to poprawny obiad u teściów z lekko niedoprawionym rosołem niż ekscytująca kolacja w ciemności, gdzie nigdy tak naprawdę do końca nie wiemy, co jemy. "Kucharz" jest trochę jak gładka,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"I to chcę słyszeć!", jak mawiał klasyk! "Kątnik", to Stelar, którego uwielbiam. To najczystszy Stelar w Stelarze, bez żadnych domieszek i udziwnień. Soczysty, trzymający za jaja, nie dający się oderwać. "Czarnę wdową", czyli poprzednią części cyklu o Heinrichu Voglu, traktuję jak wypadek przy pracy. To była książka nudna, bez pomysłu, bez akcji, bez sensu. "Kątnik" wszystkie te cierpienia wynagradza. I to z nawiązką!

"I to chcę słyszeć!", jak mawiał klasyk! "Kątnik", to Stelar, którego uwielbiam. To najczystszy Stelar w Stelarze, bez żadnych domieszek i udziwnień. Soczysty, trzymający za jaja, nie dający się oderwać. "Czarnę wdową", czyli poprzednią części cyklu o Heinrichu Voglu, traktuję jak wypadek przy pracy. To była książka nudna, bez pomysłu, bez akcji, bez sensu....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Ta książka jest trochę jakby John Wick przeprowadził się do Polski i postanowił, co gorszym mętom wymierzyć sprawiedliwość, choć główna fabuła nieco temu przeczy, bo przecież sam do złego przykłada rękę, a w zasadzie ręce, piły, worki i całą gamę detergentów. Ale, że żyje w Polsce, to zamiast w ładnym, szklanym domu, mieszka na szarym blokowisku, nie ma psa, ale sąsiadkę i dużo gorzej sypia. "Kliner" to tak jakby kilka odcinków większej całości. I zresztą to porównanie nie jest chyba przesadnie na wyrost, bo fundament pod jakiś miniserial jest tu niezgorszy. Gdyby książki można było określać kolorami, "Kliner" byłby mieszanką zgniłego brązu, krwistej czerwieni i polskiej, jesiennej szarzyzny.

Ta książka jest trochę jakby John Wick przeprowadził się do Polski i postanowił, co gorszym mętom wymierzyć sprawiedliwość, choć główna fabuła nieco temu przeczy, bo przecież sam do złego przykłada rękę, a w zasadzie ręce, piły, worki i całą gamę detergentów. Ale, że żyje w Polsce, to zamiast w ładnym, szklanym domu, mieszka na szarym blokowisku, nie ma psa, ale sąsiadkę i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Po wstępie, którym autor zaprosił do stołu, miałem nadzieję na smaczniejszą wyżerkę. W zamian dostałem poprawnego, pospolitego, ale wciąż smacznego schabowego. I deser! Miały być eksperymenty sowietów z ludzkim umysłem, wyszła historyczna zagadka dla matematyków, i to tych z uniwersytetów. Jakby powiedział klasyk: "Paaanie, tak się nie robi!". Dlaczego w zasadzie wszystko kręci się tam wokół tej dziedziny nauki? Nie wiadomo. Choć zakładam, że dowiemy się tego w części drugiej. Niemniej, powieść Kulawskiego czyta się bardzo dobrze i pomimo wszystko, trudno się od niej oderwać. Doceniam, że bohaterowie, których po prostu da się lubić, nie boją się użyć brzydkiego słowa, a łechtaczka nie jest przesadnie poetyckim "miejscem największej rozkoszy" kobiety, niczym w b-klasowym harlequinie, tylko po prostu łechtaczką. Słowem: autor nazywa rzeczy po imieniu i chwała mu za to. Jak trzeba trysnąć krwią i kałem, to tryska. Gdy trzeba zabić, to zabija, chociaż czasami ofiar szkoda, a gwarantuję, że żałować będziecie przynajmniej raz. "Cienie mroku" dopisuję zatem do listy cyklów, które warto śledzić i czekam na drugą część, jak komisja ds. Pegasusa na Zbigniewa Ziobrę.

PS. Spektakularna liczba literówek.

Po wstępie, którym autor zaprosił do stołu, miałem nadzieję na smaczniejszą wyżerkę. W zamian dostałem poprawnego, pospolitego, ale wciąż smacznego schabowego. I deser! Miały być eksperymenty sowietów z ludzkim umysłem, wyszła historyczna zagadka dla matematyków, i to tych z uniwersytetów. Jakby powiedział klasyk: "Paaanie, tak się nie robi!". Dlaczego w zasadzie wszystko...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Gdyby to była pierwsza książka Marka Stelara, którą przeczytałem w życiu, przenigdy nie sięgnąłbym po kolejne. I piszę z bólem serca, bo jego prozę wręcz uwielbiam. Wielokrotnie walczyłem ze sobą, żeby tej książki nie odłozyć. Jeśli ktoś oczekuje akcji i emocji z "Ptasznika", przeżyje zawód podobny do tego, gdy w opakowaniu po lodach w zamrażarce znajduje koperek. Ta historia równie dobrze mogłaby się odbyć bez Vogla, nie wspominając już o samej Iwonie Banach, która występuje tu raczej wyłącznie jak dodatek do kożucha. Ale za to obrażać się przecież nie można, wszak pierwsze skrzypce w tym cyklu grać miał właśnie Vogel. Ale jego też tu prawie tyle, co kot napłakał. W zamian dostajemy komisarza Kurtza, który próbuje rozwikłać zagadkę sprzed lat (i nie tylko), w dodatku jest równie powolny i bezbarwny, co fabuła "Czarnej wdowy". Skomplikowana genaologia i rozłożona na czynniki pierwsze historia pochodzenia Vogla, odbierają tej książce to, co najważniejsze, czyli nerw i pazur. Więcej tu historii i zupełnie niepotrzebnej regionalno-etnicznej paplaniny niż jakiegoś krwistego fundamentu, który zatrzyma czytelnika.

Gdyby to była pierwsza książka Marka Stelara, którą przeczytałem w życiu, przenigdy nie sięgnąłbym po kolejne. I piszę z bólem serca, bo jego prozę wręcz uwielbiam. Wielokrotnie walczyłem ze sobą, żeby tej książki nie odłozyć. Jeśli ktoś oczekuje akcji i emocji z "Ptasznika", przeżyje zawód podobny do tego, gdy w opakowaniu po lodach w zamrażarce znajduje koperek. Ta...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Komisarz Gross powraca i to z przytupem! Analityczny i precyzyjny jak chirurg, spokojny jak buddyjski mnich. Tym razem przed genialnym śledczym śledztwo dotyczące śmierci rodziny na jednej z chełmżyńskich ulic. W domu znalezione zostają zmasakrowane ciała matki i córki, a w szopie obok policjanci natrafiają na zwłoki mężczyzny, ojca i męża, który - jak wszystko na to wskazuje - popełnił samobójstwo. Gdzie zatem jest haczyk? Małecki uknuł intrygę, która w swej istocie wprawdzie wydaje się banalna, bo u jej podstaw leży jedno z kilku ludzkich pragnień, ale jej formuła i wykonanie sprawiają, że trudno oderwać się od "Skrzepu" bez rozwiązania całej zagadki. Grossa naprawdę trudno nie lubić, żeby nie powiedzieć uwielbiać. To bohater zgoła odmienny od archetypicznych, unużanych w alkoholu i tytoniowym dymie wulgarnych gliniarzy. Zamiast wódkę zagryzać ręcznikiem, skleja modele. Zamiast paczki Marlboro, woli dobrego Liptona. Ale swoje demony też ma, choć tak naprawdę jego życie runęło w gruzach przez czysty przypadek (a może nie?). W trakcie lektury "Skrzepu" przyszło mi do głowy, że to najlepszy Gross z całej serii. Czy tak rzeczywiście jest? Nie wiem, ale jakoś w przypadku książek Roberta Małeckiego trudno mi zachować obiektywizm, bo łykam jego historie jak pelikan świeżą rybę. Bez względu na to, czy to Gross, Marek Bener czy komisarz Maria Herman. Czekam na kolejny tom, bo zakończenie w tej kwestii raczej nie pozostawia złudzeń! Emerytura nie zając...

Komisarz Gross powraca i to z przytupem! Analityczny i precyzyjny jak chirurg, spokojny jak buddyjski mnich. Tym razem przed genialnym śledczym śledztwo dotyczące śmierci rodziny na jednej z chełmżyńskich ulic. W domu znalezione zostają zmasakrowane ciała matki i córki, a w szopie obok policjanci natrafiają na zwłoki mężczyzny, ojca i męża, który - jak wszystko na to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Wprawdzie na końcu opowieści Kościelny zaznacza, że podobieństwo do prawdziwych wydarzeń jest przypadkowe, ale nie trudno odnieść wrażenie, że inspiracją do "Złego" była historia Zdzisława Marchwickiego, wampira z Zagłębia, który podobni jak Henryk Kolasa, mordował kobiety, a potem je gwałcił. "Zły" to Kościelny jakiego lubię. Bezpośredni, brutalny, malujący szarą rzeczywistość jak dobry reżyser. Milicja, SBecja, kartki, ponure czasy Polskiej Rzeczpospolitej Ludowej na kartkach "Złego", chcąc nie chąc, przenoszą czytelnika, kilkadziesiąt lat wstecz. Może oczekiwałem, zwłaszcza po początkowym cytacie z "Zodiaka", nieco bardziej krwistego steka, ale ten dobrze wysmażony też był bardzo smaczny.

Wprawdzie na końcu opowieści Kościelny zaznacza, że podobieństwo do prawdziwych wydarzeń jest przypadkowe, ale nie trudno odnieść wrażenie, że inspiracją do "Złego" była historia Zdzisława Marchwickiego, wampira z Zagłębia, który podobni jak Henryk Kolasa, mordował kobiety, a potem je gwałcił. "Zły" to Kościelny jakiego lubię. Bezpośredni, brutalny, malujący szarą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Emocje jak na grzybach. Zakończenie? Po prostu idiotyczne. Jeśli ktoś chce poczytać o tym, gdzie można wsadzić komuś szkło, to polecam, ale niczego poza tym tu nie ma.

Emocje jak na grzybach. Zakończenie? Po prostu idiotyczne. Jeśli ktoś chce poczytać o tym, gdzie można wsadzić komuś szkło, to polecam, ale niczego poza tym tu nie ma.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie jest to najlepsza rzecz, jak wyszła spod palca Mieczysława Gorzki. Do momentu, w którym nie było strażników czasu, bestii, komiksu i cofania się w czasie, było całkiem znośnie, nawet bym powiedział, że bardzo dobrze. Wtedy pomyślałem sobie, że to może być naprawdę nietuzinkowa historia z dreszczykiem i wątkiem - powiedzmy - paranormalnym. Ale kiedy główni bohaterowie zaczęli przenosić się w czasie, walczyć z bestiami i strażnikami, to wypatrywałem upragnionego końca. Można napisać dobrą książkę o światach równoległych, która nie jest kiepską bajką dla dorosłych, ale "Burza" taką powieścią niestety nie jest.

Nie jest to najlepsza rzecz, jak wyszła spod palca Mieczysława Gorzki. Do momentu, w którym nie było strażników czasu, bestii, komiksu i cofania się w czasie, było całkiem znośnie, nawet bym powiedział, że bardzo dobrze. Wtedy pomyślałem sobie, że to może być naprawdę nietuzinkowa historia z dreszczykiem i wątkiem - powiedzmy - paranormalnym. Ale kiedy główni bohaterowie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Generalnie nie jest to zła książka, ale już szczerze nie mogłem się doczekać aż się skończy. Bardzo lubię polityczne thrillery, ale w tym przypadku mam wrażenie, że bardziej wyszedł z tego thriller narciarski niż polityczny. Bo owszem, sam główny wątek, z wielkim bólem, wreszcie się wyjaśnia, ale na Boga, czy 90 procent książki to musi być jazda po stoku narciarskim?! Poza tym, naprawdę ciężko czyta się fabułę, która karmi czytelnika jakimiś strzępami informacji, autor podrzuca jakieś nazwiska, a przez całą książkę, zamiast dorzucać do tego politycznego wątku kolejne polana i grzać właściwym tematem, skupia się na relacjonowaniu nocnej i sensacyjnej jazdy po stoku z ranną pasażerką na saniach.

Generalnie nie jest to zła książka, ale już szczerze nie mogłem się doczekać aż się skończy. Bardzo lubię polityczne thrillery, ale w tym przypadku mam wrażenie, że bardziej wyszedł z tego thriller narciarski niż polityczny. Bo owszem, sam główny wątek, z wielkim bólem, wreszcie się wyjaśnia, ale na Boga, czy 90 procent książki to musi być jazda po stoku narciarskim?! Poza...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Interstellar" spotyka " Z Archiwum X". Ku swojemu zaskoczeniu, łyknąłem w jedno popołudnie. Udany debiut, z fajnym dreszczem.

"Interstellar" spotyka " Z Archiwum X". Ku swojemu zaskoczeniu, łyknąłem w jedno popołudnie. Udany debiut, z fajnym dreszczem.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Antykryminał? Komedia kryminalna? Komiks bez obrazków? "Mów mi Kolt" jest chyba czymś po środku. Czy warto? Nie mam bladego pojęcia. Jeśli ktoś szuka odskoczni od mrocznych kryminałów z gęstą jak smoła atmosferą, to książka Michała Wagnera może i będzie dla niego jakimś oddechem. Czy ja się dobrze bawiłem? Nie do końca... W trakcie czytania miałem nieustanne wrażenie, że trzymam w dłoniach kolejną część "Giganta", zaprawioną wątkiem kryminalnym. Ale może nie ma co przesadnie narzekać. W końcu taka konwencja.

Antykryminał? Komedia kryminalna? Komiks bez obrazków? "Mów mi Kolt" jest chyba czymś po środku. Czy warto? Nie mam bladego pojęcia. Jeśli ktoś szuka odskoczni od mrocznych kryminałów z gęstą jak smoła atmosferą, to książka Michała Wagnera może i będzie dla niego jakimś oddechem. Czy ja się dobrze bawiłem? Nie do końca... W trakcie czytania miałem nieustanne wrażenie, że...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Szczerze? Chyba pierwszy raz czuję zawód po przeczytaniu książki Marcela Mossa. Do tej pory nie zawiódł ani razu. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, oczekiwałem większej jatki i fabuły bardziej trzymającej za gardło, zwłaszcza po zapowiedziach, a dostałem tylko nudnawą opowieść starca o trudnym dzieciństwie.

Szczerze? Chyba pierwszy raz czuję zawód po przeczytaniu książki Marcela Mossa. Do tej pory nie zawiódł ani razu. Jakkolwiek dziwnie to zabrzmi, oczekiwałem większej jatki i fabuły bardziej trzymającej za gardło, zwłaszcza po zapowiedziach, a dostałem tylko nudnawą opowieść starca o trudnym dzieciństwie.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Dwudziestka" znakomicie dopełnia wydarzenia, które Żak opisał w pierwszej części. Wciąga, nie pozwala się oderwać i co najważniejsze, zaskakuje! Zdecydowanie warto.

"Dwudziestka" znakomicie dopełnia wydarzenia, które Żak opisał w pierwszej części. Wciąga, nie pozwala się oderwać i co najważniejsze, zaskakuje! Zdecydowanie warto.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Długie, ale przynajmniej nie warto. „To mnie zabije” to jedna wielka męczarnia. Czekałem aż wreszcie ta książka się skończy. Wiele można powiedzieć o „To mnie zabije”, ale na pewno nie to, że jest książką wartą uwagi, która wciągnie. Leon, który jest Danielem, ale potem chyba jednak nie, Natalia, która jest Matyldą... Chaos, nuda, a główna intryga tak pokraczna, że aż zęby bolą. Nie mam nic przeciwko nielinearnej fabule, ale w tym przypadku to się po prostu nie broni. W dodatku rozmowy bohaterów pomiędzy sobą, które momentami nie wyjaśniają absolutnie nic, a jedynie przeciągają całą fabułę w imię kolejnych tysięcy zupełnie niepotrzebnych znaków. Postacie płaskie jak deska klozetowa. Nic w tej książce się nie zgadza. Zero nerwu. Jest przegadana, momentami grafomańska. Jestem autentycznie zły, że zmarnowałem na nią swój czas.

Długie, ale przynajmniej nie warto. „To mnie zabije” to jedna wielka męczarnia. Czekałem aż wreszcie ta książka się skończy. Wiele można powiedzieć o „To mnie zabije”, ale na pewno nie to, że jest książką wartą uwagi, która wciągnie. Leon, który jest Danielem, ale potem chyba jednak nie, Natalia, która jest Matyldą... Chaos, nuda, a główna intryga tak pokraczna, że aż zęby...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Żulczyk byłby dumny, że ma takiego pilnego ucznia jak Tomasz Żak. Ale czy to źle? Wręcz przeciwnie. Że próbuje naśladować styl? Eee. Że czarny charakter sięga po zdrobnienia jak „Dario”? No nie sposób nie myśleć o prozie pana Jakuba czytając twórczość Żaka, ale z racji, że uwielbiam tego pierwszego, to i Żak właśnie zawitał na mojej prywatnej liście nowo odkrytych perełek. Do kryminału tej książce rzeczywiście daleko, ale to już pretensje do wydawcy, że tak ją anonsuje. Ale czy przez to czyta się „Trzydziestkę” gorzej? A w życiu! Ta książka wręcz parzy! I wciąga jak ruchome piaski. Dla kogoś takiego jak ja, kto kiedyś pracował jako dziennikarz w powiatowym mieście, ta książka jest pomnikiem zazdrości. Mojej. Bo sam bym chętnie pod taką się podpisał. Wsiąkłem jak Iwona w tramal! W dosłownie kilka dni pochłonąłem obie części i teraz żałuję, bo trzeba było sobie tę przyjemność dozować. Wyciągać z blistra tabletki po jednej zamiast łykać całą garść od razu. Jakieś smutasy narzekają, że dużo wulgaryzmów, że burmistrz nigdy by nie kazał radnemu „wypierdalać z urzędu” itp. Jesteście tego pewni? Jesteście przekonani o tym, że w samorządowych gabinetach, kuluarach czy urzędowych korytarzach zawsze panuje wersal? Zdziwilibyście się. Podsumowując: z dziką rozkoszą siegnę po kolejene książki Żaka.

Żulczyk byłby dumny, że ma takiego pilnego ucznia jak Tomasz Żak. Ale czy to źle? Wręcz przeciwnie. Że próbuje naśladować styl? Eee. Że czarny charakter sięga po zdrobnienia jak „Dario”? No nie sposób nie myśleć o prozie pana Jakuba czytając twórczość Żaka, ale z racji, że uwielbiam tego pierwszego, to i Żak właśnie zawitał na mojej prywatnej liście nowo odkrytych perełek....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Trudno się od tej książki oderwać. Wsiąkłem bez reszty od pierwszych zdań. Napisana soczystym, mięsistym językiem, który całej historii dodaje tylko wiarygodności. Kościelny postacie rysuje krwiste, napięcie dozuje na tyle umiejętnie, że nie chce się tej książki odkładać, a intrygę buduje wiarygodną, bo przecież, kto powiedział, że to literacka fikcja, a nie interpretacja otaczającej rzeczywistości? Nigdy jakoś z Kościelnym nie było mi po drodze. Nazwisko gdzieś migało, ale zawsze sięgałem po innych kryminalistów. Teraz wiem, że to był błąd. Pod koniec książki, którą pochłonąłem w kilka dni, myślałem, że byłoby pewnym pozytywnym zaskoczeniem, gdyby ta historia skończyła się na jednym tomie. Że nie ma sensu ciągnąć historii, która przecież ma swój mocny koniec. Ale gdy dobrnąłem do ostatniej kropki, poczułem, że jeszcze raz chętnie podążłbym w miasto razem z komisarzem Grotem.

Trudno się od tej książki oderwać. Wsiąkłem bez reszty od pierwszych zdań. Napisana soczystym, mięsistym językiem, który całej historii dodaje tylko wiarygodności. Kościelny postacie rysuje krwiste, napięcie dozuje na tyle umiejętnie, że nie chce się tej książki odkładać, a intrygę buduje wiarygodną, bo przecież, kto powiedział, że to literacka fikcja, a nie interpretacja...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Jezus Maria, jaka ta książka jest nudna, miałka i zupełnie o niczym. Motywacja głównego antagonisty? Idiotyczna, oderwana od rzeczywistości, niewiarygodna i nieprawdopodobna. Bo któremu zabójcy aż tak na sercu leży los świata? O ile oczywiście to były właśnie te motywy, które pojawiają się w jednej ze scen, bo tego naprawdę nie wiadomo. "Czytelnicy będą zachwyceni Antonią Scott" - brzmi blurb na okładce. Główna bohaterka nie ma w sobie niczego, za co można, by ją polubić. Nawet, jeśli lubimy tych, których lubić się obiektywnie nie da, to postać ta nie wyróżniła się absolutnie niczym, przez co można by sięgnąć po drugi tom. Powiem więcej: koncertowo zmarnowano pomysł na bohaterkę. Wątek najinteligentniejszej osoby na świecie praktycznie w ogóle nie został wykorzystany, przez co książka jest zwykłym, w dodatku nudnym i dłużącym się, nawet nie kryminałem. Kwintesencją tej ponad 500-stronicowej mamałygi, są przemyślenia Carli z miejsca przetrzymywania - irytujące, mdłe, niepotrzebne. Jak nigdy cieszę się, że książkę mam już za sobą. Nie warto.

Jezus Maria, jaka ta książka jest nudna, miałka i zupełnie o niczym. Motywacja głównego antagonisty? Idiotyczna, oderwana od rzeczywistości, niewiarygodna i nieprawdopodobna. Bo któremu zabójcy aż tak na sercu leży los świata? O ile oczywiście to były właśnie te motywy, które pojawiają się w jednej ze scen, bo tego naprawdę nie wiadomo. "Czytelnicy będą zachwyceni Antonią...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Gdyby nie wrodzona alergia na hurraoptymizm dałbym "10", ale nie ukrywam, że jestem od tego naprawdę niedaleko. Bo to książka naprawdę znakomita. Prawie zaspałem do roboty, bo nie byłem w stanie którejś nocy odłożyć "Urwiska". Zresztą cały cykl z Marią Herman, czyli zarówno "Wiatrołomy" jak i "Urwisko", to chyba najlepsze, co wyszło spod pióra Małeckiego. Warto jak jasna cholera!

Gdyby nie wrodzona alergia na hurraoptymizm dałbym "10", ale nie ukrywam, że jestem od tego naprawdę niedaleko. Bo to książka naprawdę znakomita. Prawie zaspałem do roboty, bo nie byłem w stanie którejś nocy odłożyć "Urwiska". Zresztą cały cykl z Marią Herman, czyli zarówno "Wiatrołomy" jak i "Urwisko", to chyba najlepsze, co wyszło spod pióra Małeckiego. Warto jak jasna...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to