-
Artykuły
„Ostatni smrek” Marii Gąsienicy-Zawadzkiej trzyma w napięciu do ostatniej strony
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Nie jesteśmy skazani na powtarzanie błędów, ale jesteśmy na to podatni
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Gdy prawdy powiedzieć nie możesz, a kłamać nie chcesz
FioletowaRóża1 -
Artykuły
Sportowa opowieść o sile dziecięcego charakteru – „Akademia Piłkarska. #1 Gra się zaczyna”
LubimyCzytać2
Biblioteczka
2026-03-21
2026-01-11
2026-02-16
O tej książce słyszałem wielokrotnie, w szkole, od mamy, od znajomych, w telewizji leciały stare ekranizacje, parę lat temu była też nowoczesna adaptacja na serial przez Netflixa. Serial obejrzałem i bardzo mi się podobał, choć słyszałem, że różni się znacznie od książki. Postanowiłem to sprawdzić.
Książka opowiada historię tytułowej Ani, sieroty, która przez pomyłkę trafia do Maryli i Mateusza Cuthbertów. Są oni rodzeństwem w starszym wieku, którzy postanowili zaadoptować chłopca, by mieć pomoc w pracy przy gospodarstwie. Jednakże, zamiast chłopca dotarła do nich pewna drobna, ruda, piegowata gaduła-marzycielka.
Ostatecznie zostaje ona z nimi i śledzimy jej perypetie przez kilka kolejnych lat. A jest ich trochę, bo nie dość, że Ania ma bujną fantazję i dużo bardziej otwarty umysł na nowe niż dosyć zamknięta poglądowa społeczność Avonlea, to jeszcze ma ona szczególny talent do pakowania się w kłopoty.
Jak już jesteśmy przy poglądach to ciekawym jest to, że postaci lubią mówić o sobie konserwatyści albo liberałowie. Jednakże miałem pewien dysonans, bo postaci, które nazywały się liberałami zachowywały się bardzo konserwatywnie i odwrotnie. Nie jestem pewien czy ten zabieg był celowy, ale mocno mnie zastanowił.
Nigdy nie byłem fanem zbyt szczegółowych opisów w książkach, ale tutaj są one świetne. Autorka pięknie opisuje przyrodę, a w usta Ani wkłada słowa, które sprawiają, że okolica Avonlea wydaje się doprawdy bajkowa.
Prowadzenie fabuły uważam za dość niecodzienne. Kolejne rozdziały bardziej przypominają opowiadania, które są ułożone chronologicznie. Każdy opowiada inną historię, która zawsze się zamyka w jego ramach. Dodatkowo, często pojawia się w nich coś na kształt morału. Czasem sama Ania podsumowuje co w jej zachowaniu było niewłaściwie, a czasem robią to za nią inni.
Wspomniałem już we wstępie o serialu Netflixa “Ania, nie Anna”, który zachęcił mnie do przeczytania książki, więc krótko skomentuję różnice między nim a pierwowzorem. Twórcy chcieli przede wszystkim unowocześnić tę historię i udało im się to, ale uważam, że trochę przesadzili z dodawaniem nowych wątków.
Wątek mniejszości jest poruszany na wielu polach. Problem rasizmu pojawia się zarówno dotyczący ludności czarnoskórej jak i natywnych mieszkańców Ameryki. Pojawia się tematyka LGBTQ+. Mówi się też dosyć głośno o prawach kobiet. Dodany został także tematy wolności słowa, patriarchatu, bezkarności kościoła czy podejścia do rozwoju nauki. Z jednej strony, zgadzam się, że takie tematy warte są poruszania, ale sposób w jaki zostały dodane był trochę nachalny.
Rozbudowano też historię postaci pobocznych i zrobiono to bardzo zgrabnie. Dużo więcej dowiadujemy się nie tylko o Cuthbertach, ale także o innych dzieciach ze szkoły, nauczycielach i właściwie każdym, kto ma kontakt z protagonistką. Trochę za dużo czasu poświęcono natomiast postaciom wprowadzonym dodatkowo.
Ostatnim aspektem, który odróżnia serial od książki jest podejście Ani do nauk jakimi raczą ją dorośli. Ania zarówno w książce jak i w telewizji, była z początku wolnym duchem, sceptycznie podchodzącym do nauk kościoła czy tradycji. Miała otwartą głowę i na wszystko miała swoje własne spojrzenie. W serialu ten aspekt jej charakteru zachowano, a nawet rozbudowano. W książce natomiast, Ania dosyć szybko uczy się systemu wartości, który jest jej przekazywany i o ile wciąż zdarzają jej się uchybienia oraz na pewne jej tendencje zachowania jej przyzwolono, tak w moim odczuciu, staje się ona zupełnie inną postacią pod koniec książki. Jednakże, trzeba tu podkreślić, że serial kończy się wcześniej w życiu bohaterki niż oryginał. Na ekranie Ania trafia dopiero do szkoły ponadpodstawowej, a w wersji pisanej, kończy ona tą szkołę i jest już prawie dorosła.
Podsumowując, świetnie się bawiłem przy tej książce, mimo że jest ona raczej kierowana do dzieci w wieku szkolnym. Perypetie Ani są pełne humoru, namalowany przez autorkę obraz wyspy i jej przyrody jest prześliczny i jestem bardzo ciekaw jak dalej potoczyła się jej historia. Autorka stworzyła dosyć obszerną serię książek z Avonlea, więc jest co czytać. Obawiam się tylko, że pod względem poglądów na wychowywanie dzieci, roli kobiety w społeczeństwie i generalnie na świat, powieść się odrobinę zestarzała. Netflix ze swymi zmianami trochę przesadził, lecz mimo to stworzył zupełnie nową, rozbudowaną i ciekawą interpretację tej historii. Jednakże i jedno i drugie dzieło gorąco polecam.
O tej książce słyszałem wielokrotnie, w szkole, od mamy, od znajomych, w telewizji leciały stare ekranizacje, parę lat temu była też nowoczesna adaptacja na serial przez Netflixa. Serial obejrzałem i bardzo mi się podobał, choć słyszałem, że różni się znacznie od książki. Postanowiłem to sprawdzić.
Książka opowiada historię tytułowej Ani, sieroty, która przez pomyłkę...
2026-02-21
2026-01-28
Pamiętacie taki serial telewizyjny “Skazany na śmierć”? Albo graliście może w pierwszą część z serii Gothic? Książka “Na skraju magii” skojarzyła mi się właśnie z tymi dwoma klasykami światowej popkultury.
Głównym bohaterem jest Shep, młody, przystojny, nadworny uzdrowiciel, który nie stroni od kobiet i innych uciech dostępnych dla świty króla. Niestety, popełnia poważny błąd, wdaje się w romans z królową…
Ta jedna głupia decyzja sprowadza na niego srogą karę. Zostaje on zesłany do kopidołka, kolonii karnej, której terytorium zabezpiecza potężna magia, a w której skazańcy ciężko pracują w kopalni kruszcu. Rozumiecie już moje skojarzenie z Gothiciem? Jednakże z kopidołka da się uciec… teoretycznie… jest do tego potrzebna potężna magia. Uzdrowiciele władają dość słabą magią, namiastką prawdziwej, którą posługują się tzw. mystokraci. A co jeśli to ziarenko magii można pobudzić?
Fabuła tego debiutu literackiego jest całkiem dobrze zaplanowana. Mamy cel, do którego dążą bohaterowie, są machinacje polityczne, intrygi, trochę akcji. Motorem dla fabuły jest samodoskonalenie się i dążenie do ucieczki. Ale to tylko cel krótkoterminowy. Zasiano także i bardziej dalekosiężne plany dla protagonistów, czyli… bunt.
Bohaterowie skonstruowani są całkiem zgrabnie. Nie ma poczucia papierowości postaci. Mają oni własny charakter, potrzeby, przeszłość i cele. Łatwo jest polubić “paczkę” Shepa. Są też postaci czysto antagonistyczne oraz takie z pogranicza szarości.
Czego mi brakuje w tej książce? Po 1. ikry. Miałem niedosyt wszystkiego. Może więcej akcji, magii albo ciekawych bądź zabawnych dialogów by wystarczyło. Po 2. więcej informacji o świecie. Przydałaby się mapka świata i słowniczek terminologii. Super, że autorka zdecydowała się na wyjątkowe dla tego świata stworzenia, magię, itd., ale neologizmy zupełnie nie zostawały mi w pamięci i często się łapałem na tym, że nie mam pojęcia o czym bohater mówi.
Podsumowując, “Na skraju magii” to całkiem przyzwoity debiut i wstęp do ciekawej historii fantasy. Niedociągnięcia techniczne są niewielkie i czytało się przyjemnie. Jednak wciąż brakuje mi “tego czegoś”, co sprawiłoby, by ta historia wydała się wyjątkowa i zapadła w pamięci. Życzę autorce powodzenia w dalszej pisarskiej przygodzie, a Wam, miłej lektury. Jeśli lubicie fantasy, myślę, że ta książka taką będzie.
Pamiętacie taki serial telewizyjny “Skazany na śmierć”? Albo graliście może w pierwszą część z serii Gothic? Książka “Na skraju magii” skojarzyła mi się właśnie z tymi dwoma klasykami światowej popkultury.
Głównym bohaterem jest Shep, młody, przystojny, nadworny uzdrowiciel, który nie stroni od kobiet i innych uciech dostępnych dla świty króla. Niestety, popełnia poważny...
2025-09-27
“Harley Quinn: Piękna Katastrofa” to kolejna, młodzieżowa interpretacja postaci ze świata DC wydana przez Egmont. Tym razem na warsztat wzięto antybohaterkę. Jak zaczynała ta nowa wersja Harley?
Standardowym zabiegiem tej serii wydawniczej jest umiejscowienie początku historii przedstawianych postaci w czasach szkolnych. Panna Quinn trafia do nowego miasta i nowej szkoły średniej. Miała zamieszkać z rodziną, ale jak się okazało nie było to możliwe. Jednakże w ten sposób zyskała nową, niecodzienną rodzinę. A w szkole także nową przyjaciółkę i nowego rywala.
Pojawiają się tu postaci, które od dawna są związane z tą już można powiedzieć ikoną świata DC. Chyba mogę zdradzić, że pojawi się tu niejaka Ivy, ale także i taki jeden od żartów. Jednak także w zupełnie innych, dosyć zaskakujących, szczególnie w przypadku tego drugiego wydaniach.
Harley można scharakteryzować jako postać odważną i oddaną swoim przyjaciołom, ale i narwaną i lubiącą rozwiązywać problemy z hukiem. Z nią jest zawsze szalona jazda bez trzymanki.
Podsumowując, jest to jeden z lepszych one-shotów z tej serii wydawniczej. Oferuje świeże, niesztampowe spojrzenie nie tylko na Quinzel ale i drugoplanowe tutaj postaci. Nie zabraknie tu też emocji i zwrotów akcji.
“Harley Quinn: Piękna Katastrofa” to kolejna, młodzieżowa interpretacja postaci ze świata DC wydana przez Egmont. Tym razem na warsztat wzięto antybohaterkę. Jak zaczynała ta nowa wersja Harley?
Standardowym zabiegiem tej serii wydawniczej jest umiejscowienie początku historii przedstawianych postaci w czasach szkolnych. Panna Quinn trafia do nowego miasta i nowej szkoły...
2025-12-20
Czy mieliście kiedykolwiek sen tak realny, że po przebudzeniu nie byliście pewni czy wydarzył się on naprawdę? A może śniliście kiedyś o tym, że umieracie? Realistyczne sny, w których umieramy nie brzmią przyjemnie, choć przyznam, że mnie ta koncepcja zaintrygowała. Sam interesowałem się tematyką snów, snów świadomych czy snów proroczych. Kiedyś nawet prowadziłem sennik. Jaką rolę odgrywają sny w Waszym życiu?
W życiu Anki, głównej bohaterki książki “Nie pozwól mi zasnąć”, sny odgrywają ogromną rolę. Nie dość, że przynoszą ból i niepokój w nocy, to jeszcze zmęczenie, zdenerwowanie i wręcz paranoję w dzień. Lecz, co one znaczą? Dlaczego każdej nocy w snach dzieje jej się krzywda i kończą się one brutalną i powolną śmiercią? Dlaczego są one tak dokładne, naturalistyczne i… bolesne?
Życie bohaterki to cała gama nieszczęść. Trudne dzieciństwo, rozstanie rodziców, alkohol, śmierć, konieczność szybkiego dorośnięcia. A dorosłe życie to z kolei ciężka praca, kiepskie perspektywy na przyszłość i do tego bardzo nieudane związki, z czego jeden kończy się tragedią. Czy te wszystkie wydarzenia wpłynęły na wizje, których doświadcza co noc?
Postać Anki jest trudna w odbiorze. Jest ona rozgoryczoną, antypatyczną, młodą kobietą, która jest nie tyle nieuprzejma, co chamska w stosunku do innych ludzi. Nie potrafi ona wykazać ani odrobiny empatii czy zrozumienia dla innych, nawet bliskich jej osób. Nie ma ona także oporów w otwartej krytyce innych, przy której nie przebiera w słowach. Jest typową egocentryczką, która skupia się tylko na własnych potrzebach i zupełnie nie dba o innych. Chyba jedyną jej zaletą jest pracowitość, za którą jest ceniona przez szefa.
Styl pisania jest bardzo szczegółowy. Aż za bardzo. O naturalizmie brutalnych scen już wspominałem, ale codzienne czynności protagonistki także opisywane są z wyjątkową pieczołowitością. O ile raz czy dwa by podkreślić skupienie Anki na codziennych rytuałach może mieć sens, by zapomnieć o trudach nocy, tak każdego dnia gdy wiemy dokładnie co robiła w łazience, w co się ubrała, jak umalowała i jakie potrzeby fizjologiczne zaspokoiła, uważam to za brak szacunku do czytelnika i jego czasu. Ta wiedza nie jest nam zwyczajnie do niczego potrzebna i jest zwykłym zapychaczem.
Podsumowując, niestety książka nie przypadła mi do gustu. Anka jest antybohaterką, którą gardziłem podczas czytania i zupełnie nie było mi jej żal. Dodatkowo jej poglądy zarówno na ludzi jak i np. osoby nieheteronormatywne, obraziły także mnie jako czytelnika. Czytało się szybko i nieprzyjemnie. Chyba jedyny plus to sam pomysł i zwrot akcji w finale. Choć całkiem niespodziewany nie był, bo czuć było, że coś jest nie tak od początku. Także niestety nie mogę polecić tej książki.
Czy mieliście kiedykolwiek sen tak realny, że po przebudzeniu nie byliście pewni czy wydarzył się on naprawdę? A może śniliście kiedyś o tym, że umieracie? Realistyczne sny, w których umieramy nie brzmią przyjemnie, choć przyznam, że mnie ta koncepcja zaintrygowała. Sam interesowałem się tematyką snów, snów świadomych czy snów proroczych. Kiedyś nawet prowadziłem sennik....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-23
Biografie nigdy nie wzbudzały mojego zainteresowania. Niektóre fabularyzowane filmy biograficzne mi się podobały, pod warunkiem, że były to filmy muzyczne. Po książki nawet nie miałem zbytniej ochoty ruszyć. Po “Chciałem być piosenkarzem…” sięgnąłem przypadkiem. Skończyłem czytać komiks, który sobie wziąłem na podróż pociągiem a tę pozycję odbierałem od babci by pożyczyć komuś innemu. Ku mojemu zdziwieniu, wciągnąłem się.
Krzysztof Krawczyk to artysta znany chyba każdemu Polakowi. Postać rozpoznawalna zarówno po głosie jak i wyglądzie. Nie ma wesela czy innej zabawy tanecznej czy też karaoke bez choć jednego utworu z jego repertuaru. Zapisał się on mocno w polskiej popkulturze. Mówili na niego polski Elvis, jedno serio, inni trochę prześmiewczo. Jednak chyba wszyscy z sympatią.
Biografia napisana została już po śmierci artysty, więc opowiada pełną jego historia. Jednakże, nie robi tego w sposób chronologiczny. Zaczyna ona się w czasie teraźniejszym i świecie bez Krawca, przez jego osobę napiętnowanym, i dopiero po kilkudziesięciu stronach wraca do początków jego kariery. Nie ma standardowych słów “Urodził się…” oraz “Zmarł…” na początku i końcu historii życia. Skaczemy po różnych ważnych momentach życia artysty, często opisywanych przez przyjaciół i znajomych naszej gwiazdy. Trochę przypomina to zbiór wspomnień przytaczanych podczas stypy, ale opowiadanych z ciepłem i miłością.
Książka jest dużo krótsza niż się z początku wydaje. Jest napisana dużą czcionką, są duże wcięcia w tekście oraz morze fotografii, które obrazują opisywane historie. Jednakże, w żadnym wypadku nie jest to zarzut. Powiedziałbym że wręcz atut.
Jedyne co nie przypadło mi do gustu podczas czytania to niesmak jaki czułem przy fragmentów dotyczących konfliktów rodzinnych pod koniec życia Krzysztofa oraz podejścia do wiary. Cała historia z jedynym biologicznym dzieckiem, Juniorem, jest przykra i pełna sprzeczności. Książka próbuje być neutralna w temacie, co uważam za duży plus. Pokazuje ona oblicza tej sprawy i pozostawia pole do namysłu. Mimo iż, jest to plama na wizerunku artysty, i o której na pewno warto mówić, to niekoniecznie daje to przyjemność w odbiorze. Drugim kontrowersyjnym tematem, niejako powiązanym z powyższym jest temat nawrócenia Krawca i budowanie wizerunku przykładnej katolickiej rodziny kiedy wszyscy, którzy choć trochę obserwowali jego życie, wiedzieli, że taką nie jest.
Podsumowując, książkę czytało mi się dość dobrze. Jest lekko napisana i ma się wrażenie, że słucha się opowieści o życiu dobrego kolegi. Mimo że w karierze artysty były wzloty i upadki, to niewątpliwie był on utalentowanym wokalistą, który zapisał się w pamięci kilku pokoleń.
Biografie nigdy nie wzbudzały mojego zainteresowania. Niektóre fabularyzowane filmy biograficzne mi się podobały, pod warunkiem, że były to filmy muzyczne. Po książki nawet nie miałem zbytniej ochoty ruszyć. Po “Chciałem być piosenkarzem…” sięgnąłem przypadkiem. Skończyłem czytać komiks, który sobie wziąłem na podróż pociągiem a tę pozycję odbierałem od babci by pożyczyć...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-30
2025-12-07
Autorów serii Vasharoth poznałem na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Obaj z Michałem uwielbiamy takie spotkania. Autorzy przestają być dzięki nim anonimowi. Książki wiążą się z konkretnymi ludźmi, którzy w cudownym akcie tworzenia je napisali. Kiedy posłuchałem z jaką pasją Szymon i Kasia opowiadają o swoich dziełach, wiedziałem, że chcę się zagłębić w stworzonym przez nich świecie.
A nazywa się on Erethreis. Jest to uniwersum fantasy pełne magii, magicznych stworzeń i ras humanoidalnych. Na pierwszych stronach książki dowiemy się o nim naprawdę dużo. Jak powstał, jakie bóstwa go stworzyły i sprawiły, że wygląda on teraz tak, a nie inaczej. Od razu widać, że autorzy podeszli bardzo ambitnie do tematu i mają wszystko przemyślane. Po prostu wiedzą, co robią. Na ostatnich stronach natomiast znajdziecie natomiast mapę świata, słowniczek, więcej informacji o bogach, a także, co uważam za mega wspaniałe, fonetyczny zapis imion postaci żebyśmy wiedzieli jak poprawnie je wymawiać. Naprawdę, zadbali o wszystko.
Głównych postaci serii docelowo ma być siedmioro, tak jak tomów. W “Ścieżkach przeznaczenia” poznajemy aż pięcioro. Soujiego, członka Gildii Poszukiwaczy, maga iluzji, który ma bzika na punkcie artefaktów. Annabel, pół-demonicę, która oprócz demonicznych mocy jest też genialną łuczniczką, a kieruje nią zemsta. Beatrice, pogodną dziewczynę władającą magią wiatru. Vivien, trzynastoletnią alchemiczkę, władającą magią uzdrawiania. I na koniec Setha, o którym nie dowiadujemy się w tym tomie za wiele, poza tym, że żył do tej pory odizolowany od społeczeństwa i ma ogromną moc magiczną, której nie umie kontrolować. To naprawdę ciekawa zgraja i nie mogę się doczekać aż ich ścieżki się połączą.
Fabuła w tym tomie to trochę taki wstęp do całej historii, przedstawiający kolejno postaci. Na razie nie znamy dokładnego kierunku w jakim się będzie rozwijać poza tym, że na pewno bohaterowie docelowo się poznają.
Styl pisania jest bardzo lekko i przyjemny. Jest sporo akcji, ale też dużo skupienia na bohaterach i przedstawieniu świata. Fajnym bonusem jest oznaczanie na początku rozdziału, którzy bohaterowie się w nim znajdą. Każda z postaci ma swój własny symbol. Legendę tych symboli znajdziemy na pierwszych stronach książki. Podobny patent widziałem już i Bretta i uważam, że jest świetny. Nie ma też za bardzo błędów, typu literówki. Trafiłem może na jedną, którą łatwo przeoczyć. Także, dopracowano nawet takie szczegóły, co ostatnio niestety nie jest normą.
Muszę też wspomnieć, że Kasia jest graficzką i przygotowała wspaniałe ilustracje. Dzięki nim, możemy zobaczyć jak autorzy widzą swoje postaci czy sceny, które opisują. Dodatkowo, na stronie wydawnictwa znajdziemy wikię stworzonego przez nich uniwersum. Możecie sobie w niej doczytać więcej, jak jesteście czegoś ciekawi, lub przypomnieć bohaterów jeśli sięgniecie po kolejny tom po dłuższej przerwie. Możecie tam też przeczytać prolog by zobaczyć czy te książki są dla was.
Podsumowując, świetnie bawiłem się przy tej lekturze i serdecznie polecam ją każdemu fanowi fantasy. Z pewnością sięgnę po kolejne tomy i życzę autorom wytrwałości i równie dużego zaangażowania w dalszym pisaniu. Są one godne pozazdroszczenia. Świat wciąga i bardzo działa na wyobraźnię. Z niecierpliwością czekam by poznać dalsze losy bohaterów.
Autorów serii Vasharoth poznałem na Międzynarodowym Festiwalu Komiksu i Gier w Łodzi. Obaj z Michałem uwielbiamy takie spotkania. Autorzy przestają być dzięki nim anonimowi. Książki wiążą się z konkretnymi ludźmi, którzy w cudownym akcie tworzenia je napisali. Kiedy posłuchałem z jaką pasją Szymon i Kasia opowiadają o swoich dziełach, wiedziałem, że chcę się zagłębić w...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-09-14
“Dragon Age” to seria gier RPG studia Bioware. Wydano do tej pory 4 części, ostatnią w 2024 roku. Opowiadają one historie z fantastycznego świata Thedas, który zamieszkują takie rasy jak ludzie, elfy, krasnoludy czy unikalne dla tego uniwersum qunari. Oprócz ras humanoidalnych można tu też trafić na magiczne stworzenia takie jak smoki, nieumarłych i co najważniejsze dla fabuły, gryfy i mroczne pomioty.
Fabuła książki rozgrywa się w dwóch momentach historii tego świata. Wydarzenia teraźniejsze odbywają się przed akcją z czwartej odsłony gry, natomiast przeszłe wydarzenia setki lat przed pierwszą odsłoną tej serii. Wyjaśnia ona dlaczego w pierwszych trzech częściach gry, gryfy były jedynie symbolem i reliktem historii, a w czwartej części tajemniczo się pojawiają.
Bohaterkami są dwie elfie czarodziejki współpracujące z Szarą Strażą. Valya trafia do Strażników, by odnaleźć azyl podczas konfliktu magów i templariuszy. Wraz z innymi magami zostają poproszeni o pomoc w przeszukiwaniu biblioteki w poszukiwaniu informacji, mogących pomóc w walce z Plagą i lepiej zrozumieć mroczne pomioty. Przypadkiem, trafia ona na dziennik Isseyi, legendarnej strażniczki, która przyczyniła się do zakończenia Czwartej Plagi. Isseya wraz z jej bratem Garahelem, są strażnikami i jednocześnie gryfimi jeźdźcami. Jest to elitarna jednostka, która ma ogromny wpływ na walkę z Plagą.
Z początku nie byłem przekonany do tej książki. Rozbicie na dwie linie czasowe sprawiało mi trudność w odnalezieniu się w świecie, szczególnie że nie zagłębiałem się do tej pory w lore świata gier i to pierwsza książka z tego uniwersum, po którą sięgnąłem. Jednakże z czasem, wszystko zaczęło mieć sens i układać się w spójną całość. Opowieść z czasów Czwartej Plagi, która na pozór nie wydawała się zbyt pasjonująca, bardzo się rozwinęła i wywoływała wiele emocji. Trochę zabrakło mi większej ilości akcji w czasach Valyi. Czym bardziej zagłębiałem się w książkę, tym więcej wydarzeń opisywało poczynania Isseyi niż Valyi, przez co, gdy w końcu wróciliśmy do jej czasów, nie pamiętałem imion postaci.
Jeśli już o bohaterach mowa, zarówno Valya jak i Isseya to naprawdę dobrze napisane postaci. Ich moralność i motywacja są zrozumiałe i łatwo się z nimi utożsamić. Garahel i Calien to również bardzo ciekawe postaci, choć ze względu na swoje drugoplanowe role, nie mamy z nimi aż tak wiele do czynienia. Niestety o pozostałych postaciach wiemy za mało by bardziej je “poczuć”. Jednakże, przeżywamy razem z bohaterkami emocje, które relacje z tymi postaciami wywołują.
Książka napisana jest z rozmysłem. Widać, że autorka miała plan jak tą historię napisać. Fabuła ładnie się zamyka, jednocześnie pozostawiając otwarte drzwi dla dalszych przygód w tym świecie. Niestety, muszę tu skrytykować wydawnictwo, które wypuściło do druku książkę z niedopuszczalną liczbą literówek. Prawie co drugą stronę litery są poprzekręcane, co czasem tworzyło potworki, które w dramatycznym momencie w fabule potrafiły wytrącić z przeżywanych wrażeń, by wywołać uśmiech na twarzy. W czasach, gdy tego typu błędy naprawić jest niezwykle łatwo, jest to widok przykry do oglądania.
Podsumowując, o ile zawsze jestem sceptycznie nastawiony do adaptacji historii na inne medium, tak “Dragon Age: Ostatni Lot”, to naprawdę dobra książka. Bawiłem się naprawdę dobrze. Szczególnie interesujące było kreatywne wykorzystanie magii przez bohaterki oraz więzi łączące gryfy z ich jeźdźcami. Fabuła jest dobrze przemyślana i dobrze wpasowuje się w stworzony na potrzeby gier świat. Nie ma też poczucia, że jakieś wątki zostały niedomknięte. Jest to one-shot, który nie potrzebuje kontynuacji, bo jest wystarczający sam w sobie.
“Dragon Age” to seria gier RPG studia Bioware. Wydano do tej pory 4 części, ostatnią w 2024 roku. Opowiadają one historie z fantastycznego świata Thedas, który zamieszkują takie rasy jak ludzie, elfy, krasnoludy czy unikalne dla tego uniwersum qunari. Oprócz ras humanoidalnych można tu też trafić na magiczne stworzenia takie jak smoki, nieumarłych i co najważniejsze dla...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-19
“Cmentarz Grozy” to już trzecia odsłona przygód Maximusa Opoki. Na początku pierwszego tomu tej serii miałem wątpliwości czy jest ona dla mnie, ale okazało się, że świetnie się przy niej bawię i wyczekuję kolejnych tomów. Postaram się nie zdradzać fabuły poprzednich tomów za bardzo, żeby nie spoilować tym, którzy jeszcze nie sięgnęli po nie.
Max przebył długą drogę przez ostatnie lata. Z cwaniaczka pracującego dla kasty, który budował swoje życie wokół swoich egoistycznych zapędów, zmienił się w człowieka o niemalże rycerskich wartościach. Dba o innych, próbuje walczyć z niesprawiedliwością i nauczył się też przepraszać i brać odpowiedzialność za swoje działania. Wszystko za sprawą tego, że najpierw znalazł dla siebie jeden dom, potem drugi, a przy tym i rodzinę. Nauczył się, że jednak warto zainwestować w relacje z innymi ludźmi, by móc na sobie wzajemnie polegać. Jednak jakoś tak mu się układa w życiu, że wciąż przygoda wzywa go do kolejnych podróży i niebezpiecznych sytuacji. Tym razem jednak nie wyrusza w podróż sam. Czy będzie umiał współpracować i wspólnie wykonać powierzone im zadanie?
Kolejna przygoda to kolejny cmentarz osobliwości i znów jest on bardzo różny od tego co Max już widział. Nowe miejsce to i nowi ludzie ale też i dusze. Po raz kolejny musi szybko zaadaptować się do nowych warunków i zasad funkcjonowania tego miejsca. Trochę utrudnia mu w tym fakt, że nie wie, komu może zaufać. Czy informacje, które otrzymuje są prawdą? Czego mu nie powiedziano?
Bardzo dobrze bawiłem się przy tej książce. Miejsce wydarzeń wprowadza nas trochę w atmosferę gotyckiego romansu. Akcja rozgrywa się w zamku, miejscu odosobnionym, niebezpiecznym, którego korytarze są niczym labirynt. Pojawia się motyw braku zaufania nawet własnym zmysłom. Łączą się tu elementy literatur fantasy, detektywistycznej, grozy, a nawet romansu. Łatwo się utożsamić z głównym bohaterem, którego nietrudno lubić. Znajdziecie tu sporo akcji i jej zwrotów. Do końca też będziecie się zastanawiać o co w tym wszystkim chodzi. Dużym atutem jest także kreatywność autorki w tworzeniu nowych dusz, od wyglądu, przez ich historię, aż po motywacje i cele. Zakończenie ładnie zamyka trylogię wracając na chwilę do jej początków, ale i zarysowuje też co może czekać naszych bohaterów w przyszłości.
“Cmentarz Grozy” to już trzecia odsłona przygód Maximusa Opoki. Na początku pierwszego tomu tej serii miałem wątpliwości czy jest ona dla mnie, ale okazało się, że świetnie się przy niej bawię i wyczekuję kolejnych tomów. Postaram się nie zdradzać fabuły poprzednich tomów za bardzo, żeby nie spoilować tym, którzy jeszcze nie sięgnęli po nie.
Max przebył długą drogę przez...
Zdarzyło Wam się kiedyś zauroczyć się w nauczycielu bądź nauczycielce? Mnie chyba nie, ale znam takie przypadki. Trochę temat tabu, bo jednak relacja nauczyciel-uczeń to prawie jak zwierzchnik-podwładny, a te są zawsze kontrowersyjne i pojawiają się pytania czy nie miała wpływu na współpracę czy osiągane efekty. Z drugiej strony, jak spędza się z kimś po kilka/kilkanaście godzin tygodniowo, trudno żeby nie wiązały się z tym jakieś emocje. Niech pierwszy rzuci kamieniem ten, kto nie zwrócił uwagi na kogoś w miejscu pracy.
Książka “Granice” bazuje na koncepcie relacji nauczyciel uczeń, jednakże, dla niektórych zapewne granice zostaną tutaj przekroczone. Sceny erotyczne są tu bardzo szczegółowo opisane, a Robin, główny bohater, dopiero skończył 18 lat. Dla mnie, erotyka nie jest problemem, ale zaniepokoiły mnie inne aspekty tej książki, ale o tym później.
Jak wspomniałem, naszym protagonistą jest Robin Linn, uczeń szkoły średniej. Jest on bardzo dobrym uczniem, jednakże nie ma wielu przyjaciół. Jego jedynym kumplem jest Phil, przystojny i popularny chłopak, w którym Robin się podkochuje. W domu ma raczej patologiczną sytuację. Ojciec to tyran, który ma tylko wymagania i nie boi się karać syna za byle co, a matka, zastraszona przez ojca, nic z tym nie robi.
Gdy ulubiony nauczyciel chemii i wychowawca klasy Robina musi zrezygnować z pracy ze względów zdrowotnych, wszystko się zmienia. Na scenę wchodzi Sebastian, młody, przystojny nauczyciel, który nie przepada za młodzieżą, lubi pastwić się nad uczniami, a na domiar złego nienawidzi ojca Robina przez co postanawia zmienić życie jego syna w piekło.
Sytuacja w domu, strach przed coming outem i jeszcze zniszczenie oazy spokoju jaką była dla bohatera szkoła doprowadzają go do ostateczności. A bardzo dziwne zrządzenie losu sprawia szykuje niejedną tragedię tego samego dnia. Zmieni się wszystko w jego życiu, kto by pomyślał, że na lepsze. I kto by pomyślał, że poczuje on chemię do chemika?
Mam bardzo mieszane uczucia względem tej książki. Zacznę od kwestii technicznych. Po pierwsze, autorka sama pisze, że między bohaterami zaiskrzyło ze względu na wzajemne docinki i utarczki słowne. Jednakże, mamy okazję ich doświadczyć szalenie mało. Czyżby autorce zabrakło pomysłów na ciekawe dialogi? Motyw kryminalny też mi się do końca nie kleił i w sumie nie jestem pewien po co był. A na koniec jeszcze epilog, który wydawał się być bardziej opowiadaniem o dalszych losach bohaterów niż krótkim domknięciem wątków. Miał on dobrych kilkadziesiąt stron, więc nie nazwałbym tego epilogiem.
Druga kwestia to poruszane tu trudne tematy i podejście do nich. Pojawia się tu próba samobójcza, a ani szkoła, ani policja, ani szpital nie przejmują się tym za bardzo. Nieudana próba samobójcza, więc problem rozwiązany. Żadnego psychologa, psychiatry, szpitala psychiatrycznego. Tylko zwykły szpital żeby fizycznie doprowadzić do sprawności. Nie wiem czy autorka nie zna procedur w takich wypadkach ze względu na brak researchu i zwykłą ignorancję, czy ten motyw miał być tylko dramatyczny, a właściwa procedura by tylko przeszkadzała w dalszym prowadzeniu fabuły.
Innym przykładem jest motyw gwałtu. Pojawia się on kilkakrotnie, a postaci wydają się reagować na to albo złością na ofiarę, albo na oprawcę, ale zupełnie nieadekwatną do powagi sytuacji. Jakby to był czyn na poziomie zwykłej złośliwości. Na dodatek jeszcze pojawia się motyw wykorzystania seksualnego osoby nieprzytomnej wewnątrz związku, co też jest traktowane lekko. Przecież jakby był trzeźwy to by się zgodził, a ja potrzebowałem. To po co drążyć. I nikt nie ma z tym problemu. Sam bohater też mocno przeżywa wszystko co go spotyka, ale próby gwałtu go jakoś nie ruszają.
Przy okazji chciałbym tu nawiązać do poruszanego już przez nas tematu opisu książki w sklepie. Jest ona oznaczona jako romans 18+ i tu się zgadzam. Jednakże opis nie wskazuje jak trudne i przykre tematy zostaną w niej poruszone. Uważam, że powinno się znaleźć tam oznaczenie, jak trudną tematykę porusza i że zdecydowanie nie jest to książka dla każdego, nawet dorosłego. A nazwanie jej po prostu “szkolnym romansem” jest bardzo dużym niedopowiedzeniem.
Widzicie więc mój dylemat. Bohaterowie są ciekawie zbudowani. Polubiłem ich i z przyjemnością śledziłem ich losy. Sceny erotyczne są bardzo namiętne, więc jeśli tego szukacie to Wam się spodoba. Jednakże fabuła trochę przypomina telenowelę. Aż nieprawdopodobne by komuś przydarzyło się tak wiele w tak krótkim czasie. No i jeszcze poważne przestępstwa, które nie są należycie ukarane, a problemy psychologiczne zaadresowane. Stąd nie wiem sam jak ocenić tą lekturę. Ani też komu ją polecić. Jeżeli nie przeszkadzają Wam obrazowe opisy seksu jednopłciowego, duża różnica wieku między kochankami i zupełny brak powagi w przypadku poruszania delikatnych motywów.
Zdarzyło Wam się kiedyś zauroczyć się w nauczycielu bądź nauczycielce? Mnie chyba nie, ale znam takie przypadki. Trochę temat tabu, bo jednak relacja nauczyciel-uczeń to prawie jak zwierzchnik-podwładny, a te są zawsze kontrowersyjne i pojawiają się pytania czy nie miała wpływu na współpracę czy osiągane efekty. Z drugiej strony, jak spędza się z kimś po kilka/kilkanaście...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to