rozwiń zwiń
dorotbook

Profil użytkownika: dorotbook

Ostróda Kobieta
Status Czytelniczka
Aktywność 16 godzin temu
4 457
Książek na półce
przeczytane
4 487
Książek
w biblioteczce
1 800
Opinii
14 733
Polubień
opinii
Ostróda Kobieta
Dodane| 3 cytaty
Strony www:
Czytam, bo lubię.

Opinie


Na półkach: , ,

Są takie thrillery, które czyta się spokojnie, odkładając je co kilka rozdziałów. I są takie, które wciągają tak bardzo, że nagle orientujesz się, że jest późna noc, a ty przewracasz kolejne strony, bo jeszcze tylko jeden rozdział. „Rodzina mordercy” autorstwa Mirandy Smith zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To historia, którą przeczytałam błyskawicznie – bo od samego początku trzyma w napięciu i nie pozwala łatwo się od niej oderwać.
Najciekawsze jest jednak to, że autorka nie buduje tajemnicy w klasyczny sposób. W wielu thrillerach najważniejsze pytanie brzmi: kto jest mordercą? Tutaj ta odpowiedź pojawia się niemal od razu. Trzy siostry wiedzą, kim był seryjny morderca, który kiedyś terroryzował ich okolicę. Henry Martin. Ich ojciec. I przyznam, że w tym momencie miałam chwilę zawahania. Jeśli już na początku znamy najważniejszy sekret tej historii, to co dalej? Na czym autorka zbuduje napięcie? O czym właściwie będzie ta książka? Okazuje się, że Miranda Smith ma na tę historię znacznie ciekawszy pomysł.

Rok po pogrzebie ojca relacje między siostrami właściwie przestały istnieć. Kiedyś były bardzo blisko, dziś każda z nich próbuje poradzić sobie z przeszłością na swój własny sposób. Molly nie chce zaakceptować prawdy o tym, kim był ich ojciec. Rachel nie potrafi mu wybaczyć i próbuje po prostu zamknąć ten rozdział życia. Trzecia z sióstr – Cara — obsesyjnie analizuje jego przeszłość, przeszukuje dokumenty, wspomnienia i stare tropy, próbując zrozumieć, jak to możliwe, że człowiek, którego kochały, był zdolny do tak potwornych rzeczy. I właśnie kiedy wydaje się, że ta historia dotyczy głównie radzenia sobie z traumą… pojawia się nowe ciało.

Przy dokach zostaje znaleziona zamordowana kobieta. Z jej palca zniknęła obrączka, a sposób działania sprawcy do złudzenia przypomina zbrodnie sprzed lat. Reporterzy zaczynają spekulować, że lokalny seryjny morderca powrócił. Tyle że to niemożliwe. Bo Henry Martin nie żyje. I właśnie wtedy napięcie zaczyna rosnąć z każdą kolejną stroną. Bo skoro morderca nie żyje, to kto odpowiada za nowe zbrodnie? Czy ktoś próbuje naśladować jego sposób działania? A może prawda o przeszłości wcale nie jest tak oczywista, jak wszystkim się wydawało?

„Rodzina mordercy” bardzo dobrze balansuje między thrillerem a historią rodzinną. To nie jest tylko opowieść o zbrodni. To także historia o tym, jak trudno zmierzyć się z prawdą o kimś, kogo się kochało. Jak pogodzić wspomnienia ciepłego ojca z obrazem człowieka zdolnego do rzeczy niewyobrażalnych? Autorka świetnie pokazuje emocje bohaterek – wstyd, zaprzeczenie, gniew i potrzebę zrozumienia tego, co wydarzyło się w przeszłości. A wszystko to dzieje się w cieniu nowej zbrodni, która może oznaczać, że historia wcale się nie skończyła.

Największym atutem tej książki jest jednak tempo. Historia wciąga błyskawicznie, kolejne rozdziały kończą się w takich momentach, że naprawdę trudno przestać czytać. A kiedy wydaje się, że wszystkie elementy układanki zaczynają wreszcie do siebie pasować… przychodzi zakończenie.
Takie, które naprawdę potrafi zaskoczyć.
I właśnie dlatego „Rodzina mordercy” to thriller, który zdecydowanie warto poznać. Wciągający, dobrze skonstruowany i zostawiający czytelnika z myślą, że najgroźniejsze sekrety często ukrywają się najbliżej domu.

Są takie thrillery, które czyta się spokojnie, odkładając je co kilka rozdziałów. I są takie, które wciągają tak bardzo, że nagle orientujesz się, że jest późna noc, a ty przewracasz kolejne strony, bo jeszcze tylko jeden rozdział. „Rodzina mordercy” autorstwa Mirandy Smith zdecydowanie należy do tej drugiej kategorii. To historia, którą przeczytałam błyskawicznie – bo od...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Motyw czarownic fascynował mnie od zawsze. Kobiety obdarzone mocą, wiedzą, intuicją – inne, niezrozumiane, a przez to groźne dla porządku świata – regularnie powracają w moich czytelniczych wyborach. Dlatego „Wiedźma z Sudetów” Moniki Raspen przyciągnęła mnie niemal od pierwszej zapowiedzi. Choć temat procesów czarownic i palenia na stosie nie jest mi obcy, nigdy nie mam poczucia, że wiem już wszystko. Wręcz przeciwnie – każda kolejna książka pozwala spojrzeć na te wydarzenia z innej perspektywy i jeszcze głębiej zrozumieć mechanizmy, które doprowadzały do ludzkich tragedii.

To, co szczególnie cenię w książkach autorki, to fakt, że nie są one suchymi monografiami ani naukowymi opracowaniami. To beletrystyka, która wraca do prawdziwych wydarzeń historycznych, ale robi to w sposób przystępny, emocjonalny i poruszający. Autorka dba o przekaz, język i atmosferę, a jednocześnie nie upraszcza historii ani nie wygładza jej ostrych krawędzi. Dzięki temu czytelnik nie tylko poznaje fakty, ale też odczuwa to, co mogły przeżywać ofiary tamtych czasów.

Akcja powieści przenosi nas na Morawy roku 1678. Z pozoru niewinny incydent w kościele – czyn wynikający z głodu i biedy – staje się iskrą, od której zapala się prawdziwe piekło. Ambicja, zazdrość, fanatyzm i żądza władzy splatają się w mechanizm, który bezlitośnie miażdży niewinne kobiety. Szczególnie poruszające są postacie Anny i matki Walpurgis – kobiet stojących na styku wiedzy, natury i duchowości, a przez to skazanych na podejrzenia.

Już sam prolog wywołał u mnie ciarki. Od pierwszych stron czuć, że to nie będzie łatwa lektura – napięcie wisi w powietrzu, a zło czai się tuż pod powierzchnią pozornej religijności i porządku. Postać inkwizytora Henryka Bobliga z Edelstadtu działa jak zimny dreszcz na karku. To człowiek, który nie cofnie się przed niczym, przekonany o własnej nieomylności i boskim namaszczeniu. Czytając, miałam nieodparte wrażenie, że to właśnie tacy ludzie byli najgroźniejsi – nie potwory z legend, ale fanatycy z krwi i kości. I kiedy dotarłam do ostatnich zdań książki, ta gęsia skórka wróciła z podwójną siłą.

Bohaterki tej historii nie są winne czarów. Ich „wina” wynika przede wszystkim z ludzkiej zawiści, zazdrości i strachu przed tym, czego nie da się kontrolować. Znały się na ziołolecznictwie, pomagały kobietom w porodach, leczyły tam, gdzie medycyna była bezradna. To wystarczyło, by stały się podejrzane. Autorka bardzo subtelnie, ale dobitnie pokazuje, jak cienka była granica między szacunkiem a nienawiścią – i jak szybko można było przejść z jednej strony na drugą.

Jedną z najbardziej poruszających postaci jest Maria, wnuczka zielarki Anny. To na jej losie najmocniej skupiają się emocje czytelnika. Młoda, niewinna, uwikłana w machinę oskarżeń, które nie miały nic wspólnego z prawdą. Jej historia boli szczególnie, bo pokazuje, że inkwizycja nie miała litości – ani dla wieku, ani dla intencji, ani dla niewinności. Czytając o jej doświadczeniach, trudno było mi nie odkładać książki co kilka stron, by złapać oddech.

Choć autorka nie epatuje dosłownymi opisami brutalnych tortur, emocjonalny ciężar tej historii jest ogromny. Paradoksalnie właśnie brak dosadności sprawia, że wyobraźnia pracuje jeszcze intensywniej. Bez trudu jesteśmy w stanie wyobrazić sobie strach, ból i upokorzenie, jakich doświadczały oskarżone kobiety. Były momenty, w których przewracanie kolejnych stron wiązało się jednocześnie z ciekawością i lękiem – z bólem świadomości, że ta historia wydarzyła się naprawdę.

Książki Monika Raspen zawsze dają mi poczucie obcowania z literaturą dopracowaną – pod względem języka, konstrukcji i emocji. „Wiedźma z Sudetów” to opowieść trudna, momentami bolesna, ale niezwykle potrzebna. To historia o tym, jak łatwo można odebrać drugiemu człowiekowi godność, wolność i życie, gdy w grę wchodzą fanatyzm, ambicja i zazdrość. Lektura, która zostaje w głowie na długo i sprawia, że każda kolejna strona czytana jest jednocześnie z ciekawością… i lękiem, co przyniesie następna.
Gorąco polecam!

Motyw czarownic fascynował mnie od zawsze. Kobiety obdarzone mocą, wiedzą, intuicją – inne, niezrozumiane, a przez to groźne dla porządku świata – regularnie powracają w moich czytelniczych wyborach. Dlatego „Wiedźma z Sudetów” Moniki Raspen przyciągnęła mnie niemal od pierwszej zapowiedzi. Choć temat procesów czarownic i palenia na stosie nie jest mi obcy, nigdy nie mam...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Czasem zdarza się tak, że biorę do ręki książkę, siadam z kubkiem gorącej herbaty i… nic. Zero chemii, zero tego słynnego „klik”, które zwykle towarzyszy mi od pierwszych stron. I tak właśnie było z „Wodą księżycową” Agi Janiszewskiej. Patrzyłam na Natalię — a trzydziestolatkę uwięzioną w życiu, które wcale nie było jej — i myślałam tylko: „Dziewczyno, zrób cokolwiek” (chociaż z drugiej strony łatwo się mówi, trudniej zrobić ;)). Jej marudna stagnacja, bierne dryfowanie między nieszczególnie kochającą pracą a chłopakiem, który pomylił związek z kalendarzem spotkań i ASAP-ami, doprowadzało mnie do autentycznej frustracji. Natalia wydawała mi się rozmemłana, pozbawiona własnego zdania, jakby od dawna czekała, aż ktoś podejmie decyzje za nią. Ale na szczęście życie — albo autorka — ma do perfekcji opanowaną sztukę zaskakiwania!

Bo przyszedł taki moment, w którym Natalia… wsiadła do pociągu. Zostawiła miasto, biurko, codzienną kawę z korporacyjnego automatu i pojechała tam, gdzie zawsze czuła się bezpiecznie — do domu babci, nad morze. I właśnie wtedy stało się coś magicznego: kliknęło między mną a tą historią. Tak, jakby dopiero na plaży, w słonym powietrzu, w cieple babcinej obecności, Natalia zaczęła się budzić. I razem z nią zaczęłam budzić się ja — jako czytelniczka — na zupełnie nowy wymiar tej opowieści. I wtedy też rozwiązała się zagadka tajemniczego tytułu (ale tę zagadkę musicie odkryć sami!)

Aga Janiszewska w tej powieści robi coś niezwykłego. Nie prowadzi Natalii na skróty, nie daje jej „gotowej przemiany”, nie wręcza w prezencie olśnienia. Zamiast tego pokazuje cichy proces gojenia. Ten, który zaczyna się od jednego kroku. Jednego biletu. Jednej decyzji, która może wydawać się nieistotna, a potem okazuje się początkiem oddechu. I właśnie ta autentyczność — ta nieśpieszna, prawdziwa droga — sprawiła, że ja, na początku tak sceptyczna, nagle czytałam jak urzeczona.

Bo „Woda księżycowa” jest historią o wracaniu do siebie. O tym, jak trudno przerwać pętlę, w której tkwimy latami, bo „przecież nie jest aż tak źle”. O tym, że nieszczęśliwe życie trwa często tylko dlatego, że boimy się pierwszego ruchu. I o tym, że w pewnym momencie ciało, dusza i serce zaczynają krzyczeć tak głośno, że nie da się już udawać. A później… później pojawia się On.
Nie będę zdradzać imienia, nie będę psuć odkrywania, bo w tej powieści to właśnie ten mężczyzna — ciepły, naturalny, dopasowany do Natalii jak morskie fale do księżyca — jest jak powiew świeżości. Nie nachalny, nie idealny, nie z folderu romantycznych uniesień. Pojawia się obok, z prostotą i szczerością, które sprawiają, że czytelnik myśli: „Ależ oni do siebie pasują”. Natalia… nie widzi tego. Jeszcze. Bo najpierw musi zobaczyć siebie. Najpierw musi przestać być tłem własnego życia.

To jest właśnie piękne w tej książce: nic nie jest tu podane w świetle fajerwerków. Przemiana Natalii jest subtelna, delikatna, zanurzona w morzu, zapachu jodu i rytmie babcinego domu. To powolne, ale konsekwentne odkrywanie sensu, odwagi i własnej sprawczości. I właśnie dlatego zostałam patronką tej historii.

„Woda księżycowa” nie jest powieścią o wielkich zwrotach akcji — jest powieścią o wielkiej, cichej sile, którą każda z nas nosi w sobie. O tym, że życie może być mdłe jak kawa z korporacyjnego automatu… ale może też nagle nabrać smaku, jeśli tylko odważymy się uciec od tego, co nas dusi. O tym, że nad morzem można nie tylko odpocząć, ale też odnaleźć siebie. A gdy już raz odnajdziesz tę wewnętrzną siłę — nic cię nie zatrzyma. „Woda księżycowa” poruszyła mnie w sposób, którego zupełnie się nie spodziewałam. Ale może właśnie tak działa magia księżyca. I dobrej literatury.

Czasem zdarza się tak, że biorę do ręki książkę, siadam z kubkiem gorącej herbaty i… nic. Zero chemii, zero tego słynnego „klik”, które zwykle towarzyszy mi od pierwszych stron. I tak właśnie było z „Wodą księżycową” Agi Janiszewskiej. Patrzyłam na Natalię — a trzydziestolatkę uwięzioną w życiu, które wcale nie było jej — i myślałam tylko: „Dziewczyno, zrób cokolwiek”...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Więcej opinii

Aktywność użytkownika dorotbook

z ostatnich 3 m-cy
dorotbook
2026-03-17 19:33:57
dorotbook oceniła książkę Arachnia na
7 / 10
2026-03-17 19:33:57
dorotbook oceniła książkę Arachnia na
7 / 10
Arachnia Remigiusz Mróz
Cykl: Langer (tom 4)
Średnia ocena:
8 / 10
212 ocen
dorotbook
2026-03-17 17:38:48
dorotbook oceniła książkę Rodzina mordercy na
7 / 10
i dodała opinię:
2026-03-17 17:38:48
dorotbook oceniła książkę Rodzina mordercy na
7 / 10
i dodała opinię:

Są takie thrillery, które czyta się spokojnie, odkładając je co kilka rozdziałów. I są takie, które wciągają tak bardzo, że nagle orientujesz się, że jest późna noc, a ty przewracasz kolejne strony, bo jeszcze tylko jeden rozdział. „Rodzina mordercy” autorstwa Mirandy Smith zdecydowanie na...

Rozwiń Rozwiń
Rodzina mordercy Miranda Smith
Średnia ocena:
7.3 / 10
4 ocen
dorotbook
2026-03-16 19:44:15
2026-03-16 19:44:15
Lód Kristina Ohlsson
Średnia ocena:
7.5 / 10
31 ocen
dorotbook
2026-03-16 19:06:48
dorotbook oceniła książkę Wiedźma z Sudetów na
9 / 10
i dodała opinię:
2026-03-16 19:06:48
dorotbook oceniła książkę Wiedźma z Sudetów na
9 / 10
i dodała opinię:

Motyw czarownic fascynował mnie od zawsze. Kobiety obdarzone mocą, wiedzą, intuicją – inne, niezrozumiane, a przez to groźne dla porządku świata – regularnie powracają w moich czytelniczych wyborach. Dlatego „Wiedźma z Sudetów” Moniki Raspen przyciągnęła mnie niemal od pierwszej zapowiedzi...

Rozwiń Rozwiń
Wiedźma z Sudetów Monika Raspen
Średnia ocena:
9.5 / 10
17 ocen
dorotbook
2026-03-16 17:19:20
dorotbook dodała książkę Archipelag na półkę Teraz czytam
2026-03-16 17:19:20
dorotbook dodała książkę Archipelag na półkę Teraz czytam
dorotbook
2026-03-16 17:16:38
dorotbook dodała książkę Oszast na półkę Teraz czytam
2026-03-16 17:16:38
dorotbook dodała książkę Oszast na półkę Teraz czytam
Oszast Grzegorz Mirosław
Średnia ocena:
8 / 10
4 ocen
dorotbook
2026-03-15 17:09:31
2026-03-15 17:09:31
Isola Allegra Goodman
Średnia ocena:
6.5 / 10
4 ocen
dorotbook
2026-03-15 17:09:15
dorotbook przeczytała ponownie książkę Woda księżycowa i dodała opinię:
2026-03-15 17:09:15
dorotbook przeczytała ponownie książkę Woda księżycowa i dodała opinię:

Czasem zdarza się tak, że biorę do ręki książkę, siadam z kubkiem gorącej herbaty i… nic. Zero chemii, zero tego słynnego „klik”, które zwykle towarzyszy mi od pierwszych stron. I tak właśnie było z „Wodą księżycową” Agi Janiszewskiej. Patrzyłam na Natalię — a trzydziestolatkę uwięzioną w ...

Rozwiń Rozwiń
dorotbook
2026-03-15 10:12:05
2026-03-15 10:12:05
Laurka Alicja Sinicka
Średnia ocena:
8.3 / 10
3 ocen

ulubieni autorzy [21]

Monika Szwaja
Ocena książek:
6,7 / 10
22 książki
3 cykle
895 fanów
Katarzyna Michalak
Ocena książek:
7,0 / 10
67 książek
14 cykli
1535 fanów
Olga Tokarczuk
Ocena książek:
6,7 / 10
36 książek
2 cykle
Pisze książki z:
2371 fanów

Ulubione

C.J. Tudor Kredziarz Zobacz więcej
Katarzyna Nosowska A ja żem jej powiedziała... Zobacz więcej
Lew Tołstoj Wojna i pokój. Tom I i II Zobacz więcej
Ewelina Trojanowska Sand Zobacz więcej
Ewelina Trojanowska Sand Zobacz więcej
Ewelina Trojanowska Sand Zobacz więcej
Sally Franson Jak upolować pisarza? Zobacz więcej
Katarzyna Nosowska A ja żem jej powiedziała... Zobacz więcej
Ewelina Trojanowska Sand Zobacz więcej
Sally Franson Jak upolować pisarza? Zobacz więcej

statystyki

W sumie
przeczytano
3 975
książek
Średnio w roku
przeczytane
221
książek
Opinie były
pomocne
14 733
razy
W sumie
wystawione
4 219
ocen ze średnią 6,7

Spędzone
na czytaniu
24 794
godziny
Dziennie poświęcane
na czytanie
3
godziny
57
minut
W sumie
dodane
3
W sumie
dodane
0
książek [+ Dodaj]