rozwińzwiń

City Hunter #1

Okładka książki City Hunter #1 autora Tsukasa Hojo, 9788382642018
Okładka książki City Hunter #1
Tsukasa Hojo Wydawnictwo: J.P. Fantastica Cykl: City Hunter (tom 1) komiksy
600 str. 10 godz. 0 min.
Kategoria:
komiksy
Format:
papier
Cykl:
City Hunter (tom 1)
Data wydania:
2022-06-02
Data 1. wyd. pol.:
2022-06-02
Data 1. wydania:
2003-06-01
Liczba stron:
600
Czas czytania
10 godz. 0 min.
Język:
polski
ISBN:
9788382642018
Tłumacz:
Anna Piechowiak
Średnia ocen

7,1 7,1 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup City Hunter #1 w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oceny książki City Hunter #1

Średnia ocen
7,1 / 10
38 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce City Hunter #1

avatar
664
660

Na półkach: ,

Nie należy się rozczulać i kminić nie wiadomo co w temacie wyboru kolejnego ,,mango-dzieła”, czyli tworu wprost z ,,Made In Japan” oceanu rozrywki. Bo powiem w tej kwestii dość krótko: treści mamy w popkulturze ogólnie tyle, że… trzeba we współczesnych czasach być mocno zdecydowanym i zawsze gotowym na to ,,co, w jakiej formie, dlaczego” chce się doświadczać: czytać, oglądać, słuchać, danego tytułu. Gusta musimy mieć zarówno wąskie jak i szerokie. No bo trzeba być otwartym na to, co dzieje się obszarze poza naszymi głównymi zainteresowaniami, będąc przy okazji skupionym na swojej dziedzinie pasji w tym względzie… Pasji, której nigdy niepotrzebnie powinno odsuwać się na bok i brać ,,każdą kolejną książkę czy film do doświadczenia”, jak leci, no bo ,,sąsiad z góry czyta taką fajną książkę co dodają za 10zł do Wyborczej”.

Sprecyzowanie swoich popkulturowych wyborów jest potrzebne, tym bardziej zawężając swoje hobby do kręgu japońskiej popkultury, a jeszcze bardziej i bardziej zaciskając takowe kleszcze: do sfery japońskiego komiksu, słynnej ,,biało-czarnej, od prawa do lewa” opowiadanej mangi. I nie da się nie zachłysnąć, nie polubić aż do zatracenia tego rodzaju formą komiksu właśnie, i to z Kraju Kwitnącej Wiśni, bo ,,jak już raz zasmakujesz tego specyfiku to od takiej uczty, takiego stołu… nie odejdziesz”. Sama manga stanowi więc potwierdzenie odrębności i szeroko rozumianej wyjątkowości w popkulturze: czyli całej swojej specyfiki, którą stanowi, a jest ona w mandze wyrażana w każdej warstwie: od scenariusza, przeznaczenia mang, ot widowni, przez specyfikę rysunku, aż po oryginalne CV postaci, budowę Światów, czy samych autorów, tzw. mangaków. I sądzę, że samo to medium, rozwinęło się przede wszystkim dzięki nastaniu czasów idealnych ,,wolnemu słowu”, idei wyrażania własnych myśli, pragnień, celów etc. poprzez różnego rodzaju ,,ekspresje twórcze”, np. jak te, które tak dobrze znamy w popkulturze, bo przecież kultura masowa jest nimi przepełniona – to nie tylko sama rozrywka, ale jak widać, coś więcej!

Tylko dzięki doświadczeniu np. mangi można zrozumieć, że w taki a nie inny sposób nasza ,,masówka” potrafi być dla odbiorcy obfita w różnorodność (ilość, jakość, styl, rodzaj medium) oraz element łamania schematów, oryginalności. A co za tym idzie: poprzez różnorodność i odgałęzianie się w ewolucji tworów/gatunków ,,masówki” całego tygla różności popkultury, w ogóle nasze cywilizacyjne popkulturowe dziedzictwo jest w stanie ewoluować, rozwijać swój ekspresyjny cykl życia. I dzięki temu dostajemy bogate przestrzenie do obejrzenia, przeczytać, posłuchania, po prostu zasmakowania najgłębiej swymi popkulturowymi zmysłami tak jak się da. A samo doświadczenie i nasze gusta stają się obszerniejsze, sprawiające wrażenia bardziej przystępnych na nowości i coś innego, odrębnego od naszego jądra zainteresowań. Takie są właśnie mangi – są one elementem na miliony procent poświadczającym o zdolności popkultury do adaptowania się i ewolucji ku lepszemu: rozmiar, zakres i ilość, temat i jakość, czyli wszystko dla każdego i w każdej formie. I tak, rozważania mango-popkulturowe, plus ta konkretyzacja tego, co, jak i dlaczego chce się czytać w swojej ,,mangowej” powinności, zaprowadziły mnie wprost w ,,sidła” pierwszego tomu komiksu z serii City Hunter, autorstwa Tsukasy Hojo, do którego prawie że bezpośrednio doprowadził mnie serial animowany z tego Uniwersum, powstały na kanwie tejże mangi.

Pilot mangi Pana Hojo, to taka niebagatelna oryginalność twórcza. Wszystkie elementy całego tomu, a jest to jakaś horrendalnie opasła jak na standardy mang w twardej okładce w polskich wydaniach przystało ,,mango-biblia”, które składają się na budowę typowego japońskiego komiksu, świadczą o mistrzowskim podejściu do przelania wizji danego Uniwersum, które chce się przelać na karty dwuwymiarowo kreślonej, ale efektywnej jak w 3D, historii. Tak - inaczej nie da się tego określić. Nie ma to tamto: opisać się kultowości tej mangi nie da, ot tak prosto. A dlaczego ,,kultowości”… Przede wszystkim, po raz pierwszy w przypadku mojej znajomości i obcowania fanowskiego z mangą, no i wyszło mi to na ultra ważny plus, spotykam się z tak szczegółowo oddanym tytułem mangi w gatunku akcji, komedii, sensacji z elementami kryminału i motywami podobnymi do ,,kina pościgowego”, co miało miejsce w ,,CH" właśnie. I co istotne w przypadku ,,City Huntera” zacząłem nie od mangi, a od anime: za mną około 15 odcinków, a została prawie większość do oglądnięcia, co podsumuję to krótko, to czego tu doświadczyłem: zaskakuje mnie w serialu tym wszystko, nawet swoboda prowadzenia akcji z elementami kreacji komedyjko-omyłkowej głównego bohatera, będącego takim typowym ,,luźnym gliną lubiącym podrywać panienki, ale twardo i tak stąpającym po ziemi” – coś a’la gliniarze z ,,Miami Vice” z lat 80-tych. Bije tu mega dobry vibe: raz jest prze-wesoło, raz niezręcznie dziwnie, raz dramatycznie z miksem komedii sytuacyjnej i gagów oraz dobrą akcją w tle.

Nie rozumiem jednego: 600 stron mangi zleciało... łej, jak.z bicza strzelił. Idento jak w odpowiedniku anime: naturalny fabularny pęd, który opowiada się sam - sam narzuca sobie odpowiedni bieg opowieści. I tak, żyćko jak żyćko... toczy się dalej. A u mnie na ruszt czytania, jak widzicie... wpadło - trochę z zaskoczenia, trochę z wyboru - niezwykle powabne, ekspresyjne, dziwnie egzaltowane w kreacji humoru, specyficzne mango-rozdanie City Huntera. A nasi bohaterowie? W tym Uniwersum jest dość bogato i żwawo w tym elemencie: bo ci co ,,co się czubią, to się lubią", czyli para głównego MC, detektywa Ryou, czyli City Huntera oraz Kaori, jego partnerki... to miód na wszystko co nas tutaj irytuje. Oni dodają energii tej mandze - przykuwają uwagę w sprawach trudnych, zawiłych śledztw, no i potrafią nieźle odstresować, zwłaszcza robią to z gracją momenty, gdy ukrywająca swoją zazdrość Kaori daje detektywowi ,,City-Hunterowi” swego rodzaju kuksańca-złośkiwca, i na dodatek, co jest urocze, tego rodzaju akcent w akcji rozdziału/mangi zdaje się mocno pomagać w ogóle ruszyć daną trudną sprawę czy śledztwo na przód.

Co ciekawe, na samą myśl o tym przepełnionym akcją z nutką lekkiej melancholii i flirtu lat 80-tych XX wieku, tytułu anime, akcyjniakowością pełną gębą, to moja gawiedzi... aż dostać można geekowskich spazmów. Po pilocie mangi w tym Świecie, śmiem szczerze i z serducha fana twierdzić, że szykuje się nam tu seria dość wyjątkowa, nawet dużo bardziej niż przykuwająca uwagę fana dobrego komiksu z elementami akcji i specyficznego vibe’u humoru na dokładkę. Nie wiem dokładnie jak dużo odcinków zawiera w sobie ów tom, ale mamy w nim na tyle dużo intryg i troszku z emocji i dramatu (zależy to od rodzaju przypadku, z którym nasza para i przyjaźni jej detektywi pracują),że aż trudno było się spodziewać po nim takiej postaci mega mięsistej akcji! W tego rodzaju komiksie lubię określać coś następującego: ,,siada mi tu na gusta wszystko!”. Teoretycznie numer 1 mangi z serii CH... to taka petarda jakich mało - coś, co jest odpowiednikiem ,,Drużyny A” i wspomnianych wyżej zawadiaków z ,,Miami Vice”, z dokładką Chucka Norrisa, który widoczny jest w niezwykłych umiejętnościach Ryou.

No, właśnie, będąc na dopiero (i aż!) nastym z kolei odcinku ,,City Huntera” w anime, już korci mnie myśl o cofnięciu wszystkiego do ,,białej karty” i rozpoczęcia oglądania serialu od nowa, aby zrównać się z odpowiednimi rozdziałami mangi tomów 1, 2 i kolejnych. Na pewno nie jest to szalony pomysł, skoro Hojo odwalił (a to ledwo ,,pilocik!” cyklu!) niniejszym ekspresyjnie realną, kuszącą do zanurzenia się głębiej w tą rzeczywistość… robotę! Wszystkie te Netflixy, Disneye i PrimeVideo, czy cała reszta platform streamingowych, już teraz może pomyśleć o realnym wyprodukowaniu kilku sezonów ,,City Huntera”, najlepiej z obsadą topowych aktorów z świata małego i wielkiego ekranu. Mamy tu na tyle materiału źródłowego, że sama genialnie kreowana, jakby ze szwajcarską precyzją podkręconą do 110%-owej perfekcji, wersja komiksowa przygód nietuzinkowo stąpającego po świecie Ryou i jego bliskich mu ziomków z ,,ekipy śledczej” City Huntera, dałaby taki produkt końcowy, który określany byłby być może topowym z ostatnich lat. No tak, to generalnie dość zastanawiająca seria mang. Bo co by było, gdyby Świat funkcjonował tak, jak widziany z perspektywy Ryou? Trudno odpowiedzieć sobie na to pytanie, oj trudno. Bo City Hunter to w ostatecznej ostateczności odpowiednio skomplikowany przypadek skomplikowanego Uniwersum, jednego z najlepszych w historii swojego kryminalno-akcji-sensacyjno-dramatyczno-komediowego, mieszanego, gatunku, produktu w konwencji anime! I to w dodatku ,,skomplikowany przez duże s", bo niektórzy fani, już po lekturze omawianego tomu i być może obejrzanych kilku czy kilkunastu odcinkach anime, będą wprost uwielbiali mangowego ,,CH” za wyjątkowe kreację i relację tej dwójki duetu Ryou i Kaori, którzy może i nie grają pierwszych skrzypiec w tych 600 stronach ciągle, ale są w stanie podtrzymywać ogólny styl narracji i różnorodność emocjonalności. Na pewno znajdą się i tacy, którzy ,,polofciają” bez reszty ten Świat… za jego mangową całość, gdzie w owych setkach stron, z odpowiednią dozą kreowanego napięcia dostosowanego do rodzaju gatunku/nurtu tytułu, wyzwalana zostanie unikatowa moc akcyjniakowości i filuterności, którą dają nam scalone z ciekawą postacią głównej opowieści nasi herosi akcji i policyjnej brawury.

I tak, padło: ... padło właśnie na określenie tomu 1 jako idealnego mango-tworu na początek, przede wszystkim: ....dla entuzjasty gatunku akcyjniakowego z różnymi podgatunkami w tle. Przebudziła się tu moc, i to w takiej skali, że chyba zostanę na dłużej w komiksie (a nie samej mandze!) z tym wytwornym nurtem. Nie spodziewałem się, że sam Ryou będzie kimś więcej niż awanturniczym lowelasem. Tak właściwie to, nie spodziewałem się tu takiego flirtu z czytelnikiem.

Nie należy się rozczulać i kminić nie wiadomo co w temacie wyboru kolejnego ,,mango-dzieła”, czyli tworu wprost z ,,Made In Japan” oceanu rozrywki. Bo powiem w tej kwestii dość krótko: treści mamy w popkulturze ogólnie tyle, że… trzeba we współczesnych czasach być mocno zdecydowanym i zawsze gotowym na to ,,co, w jakiej formie, dlaczego” chce się doświadczać: czytać,...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
292
292

Na półkach: , ,

Nadszedł chyba najwyższy czas, by sięgnąć po kolejną mangową serię. Tym razem przyjrzałam się bliżej historii, która rozminęła się z moimi osobistymi preferencjami czy sentymentami z dzieciństwa. Nie znałam nawet anime czy innych adaptacji. Zaczęłam zbierać „City Huntera” z czystego kaprysu. Chciałam też mieć w domu mangę w stylu retro i to omnibusowe wydanie mnie ostatecznie do siebie przekonało. Postanowiłam jednak poczekać z czytaniem, dopóki nie uzbieram wszystkich tomów i przetrwałam w tym postanowieniu, ograniczając się jedynie do sporadycznego kartowania.

„City Hunter” to manga, która ma sobie elementy z takich gatunków, jak kryminał, akcja, komedia i romans. Ukazywała się w magazynie Shūkan Shōnen Jump od 1985 do 1991 roku, który wydawał, jak nazwa wskazuje historie dla młodych chłopców. Liczy sobie 336 rozdziałów, które tworzą ogólnie 57 epizodów. Pierwotna wersja tej mangi liczyła 35 tomików, ale po 30 latach zdecydowano się na wznowienie mangi w postaci omnibusowej wersji, które zawiera jedynie 12 tomów.

Obecnie „City Hunter” skończyło 40 lat. J.P.Fantastica zdecydowało się na to wyjątkowe wydanie XYZ wraz z kolorowymi stronami na początku i zabawną panoramą na grzbiecie, która idealnie oddaje klimat tej historii. Każdy z tych tomów liczy sobie około 600 stron, a pierwszy zawiera dokładnie 25 rozdziałów, więc czekało mnie sporo przygód.

OGIER Z SHINJUKU

Historia Tsukasy Hojo skupia się na Ryou Saebie, który jest tym tytułowym City Hunterem. To utalentowany strzelec i detektyw, który zna podziemny półświatek Shinjuku jak własną kieszeń. Zna się go też jako Zamiatacza, który zajmuje się brudną robotą. Najczęściej zatrudnia się go w charakterze ochroniarza. Seria składa się z wielu luźno połączonych ze sobą epizodów, co było w tamtych latach charakterystycznym zabiegiem fabularnym.

Historia rozpoczyna się z nieco mroczniejszym przytupem. Wspólna praca Ryou i jego partnera, byłego policjanta Hideyukiego Makimury, jest przesiąknięta bardziej czarnym kryminałem, jak komediowymi momentami, co nie trafiło tak bardzo w gusta odbiorców, jakby się wydawało. Po zmianie redaktora fabuła skręciła w nieco bardziej optymistyczną stronę. Zmienił się też sam protagonista.

Ryou Saeba jest niemal ikonicznym bohaterem, który zyskał w Japonii wielką popularność. Jako niezwiązana z nim sentymentalną więzią osoba mam do niego ambiwalentny stosunek. Lubię, gdy zamienia się w kompetentnego zawodowca, który ratuje swoich klientów z opresji. Wygląda też dobrze na tle Tokio z lat 80, do którego mam lekką słabość. Najlepiej włączyć sobie jeszcze w tle muzykę z gatunku city pop.

Nie lubię jednak jego drugiej strony. Ryou jest w pewnym sensie reliktem swoich czasów. W mniej poważnych chwilach zamienia się głupkowatego zboczeńca przez wielkie Z. W żadnej książce czy komiksie dla kobiet nie ostałby się taki protagonista w kawałku… szczególnie w dzisiejszych czasach, w których gatunek komediowy umiera w imię poprawności politycznej po cichu na naszych oczach.

Ryou ma wielkiego bzika na punkcie zaliczania pięknych kobiet i dlatego wykorzystuje każdą okazję, by się do nich na różne sposoby dobrać, czy to fizycznie czy za pomocą jakiegoś głupiego tekstu. Zadowala się od biedy świerszczykami, podglądactwem czy skradzioną bielizną. W najmniej odpowiednich momentach dostaje też kultowego „drąga”, który zdaje się żyć często własnym życiem. Owe przedstawicielki płci pięknej nie są jego pomysłami na spędzenie czasu zachwycone, więc stawiają mu w bolesny sposób granicę. Oczywiście na pewnym poziomie imponują im jego zdolności w trakcie walki i czasem dają się trochę oczarować.

PORYWCZA PARTNERKA

Już w piątym rozdziale poznajemy też dziewiętnastoletnią Kaori Makimura, która dołącza do głównej obsady mangi, przejmując rolę asystentki City Huntera. Jest energiczną i gorącokrwistą chłopczycą, która najpierw uderza, a potem zadaje pytania. To ona załatwia zlecenia, pilnuje budżetu i przede wszystkim trzyma pieczę nad tym, by popędy Saeby nie wzięły górę, oczywiście dla dobra pracy. Jest jednak bardzo słaba w strzelaniu i często wpędza się w kłopoty. Od razu złapałam z tą bohaterką mocną więź i lubię śledzić jej drogę, na której próbuje się oswoić z tą nową rzeczywistością.

STYL TSUKASY HOJO

Tsukasa Hojo ma unikatowy styl rysowniczy, którego we współczesnych komiksach trudno znaleźć. Był mentorem samego Takehiko Inouego, genialnego twórcy „Vagabonda” czy „Slam Dunka” i przyjaźnił się z Tetsuo Harą, który zilustrował „Pięść Gwiazdy Północy”, którą można dostać w Polsce.

„City Hunter” nie jest jednak debiutancką mangą tego utalentowanego autora. Dłuższe dzieło, które powstało na początku lat 80. to „Cat’s Eye”. Manga skupia się na trzech pięknych złodziejkach dzieł sztuki i odniosła ogromny sukces. „City Hunter” czasami nawiązuje do swojego poprzednika, ba, nawet pomysł na Saebę narodził się już w tamtej mandze.

Jego styl rysowniczy jest wielowymiarowy. Hojo stawia w poważnych sytuacjach na realizm i liczne detale. Bohaterowie nie są stylizowani na typowo mangowe postacie, które znamy, chociażby z „Dragon Balla”. Ich proporcje twarzy czy ciała są bardziej zbliżone do prawdziwych ludzi, co możemy też powiedzieć o budynkach, roślinach, pojazdach czy przedmiotach codziennego użytku.

W komediowych momentach sprawa wygląda inaczej. Mangaka dodaje postaciom i otoczeniu swoją własną kreskówkową nutę, co możemy już trochę zaobserwować w tych pierwszych 25 rozdziałach. Dobrze to współgra ze starym, japońskim humorem, gdzie slapstickowe upadki, głupie miny i zboczone wtręty są na porządku dziennym. Oczywiście humor odzwierciedla się też bardzo w tekstach, które przekład dobrze oddał.

Zdecydowanym atutem tej mangi jest klimat z lat 80, który odzwierciedlił się nie tylko w samym stylu rysowniczym, postaciach czy otoczeniu, ale również w modzie, na którą zwrócono uwagę. Oczywiście widać to szczególnie u kobiet. Do technicznej strony mangi z pewnością jeszcze powrócę w późniejszych tomach. Warto jednak wspomnieć, że umiejętności Hojo ewoluują, więc to, co widzimy i wychwalamy w tym pierwszym tomie, jest zaledwie przedsmakiem jego talentu.

ODWAŻNY KONCEPT

Fabuła pierwszego tomu wartko wprowadza czytelnika w mroczno-komiczny świat Saeby. Przewijają się w nim niebezpieczne gangi narkotykowe, zabójcy na zlecenie, marzące o zemście kobiety, upierdliwe uczennice, które trzeba wbrew ich woli ochronić i lekkomyślne aktorki. Szybkie tempo akcji i pomysłowe zwroty sprawiają, że ani przez chwilę nie odczuwamy nudę. Świadczy to o dobrym wyczuciu i zrozumieniu potrzeby młodego czytelnika, u którego z cierpliwością jest krucho. Hojo umie utrzymać zainteresowanie i pozwala sobie też na odważniejsze sprośności. Czasami i mnie trochę rozśmieszył. Sprawił też, że szybko nabrałam ochoty, by sięgnąć po kolejny tom.

Nadszedł chyba najwyższy czas, by sięgnąć po kolejną mangową serię. Tym razem przyjrzałam się bliżej historii, która rozminęła się z moimi osobistymi preferencjami czy sentymentami z dzieciństwa. Nie znałam nawet anime czy innych adaptacji. Zaczęłam zbierać „City Huntera” z czystego kaprysu. Chciałam też mieć w domu mangę w stylu retro i to omnibusowe wydanie mnie...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
244
243

Na półkach:

Wahałem się co do oceny, ale początkowo mroczny klimat który dało się odczuć przeważył. Mimo, że to nie do końca mój pierwszy komiksowy czy książkowy wybór to ta manga ma coś w sobie co pozwala poczuć. Myślę, że to bardzo duży atut. Jest sporo czytania co też jest plus w porównaniu do wielu dzisiejszych pozycji. Główny bohater zabawny, szkoda że brak większego wątku miłosnego. Zdecydowanie ciekawa klasyka, którą warto przeczytać nawet jeśli się nie jest fanem tego rodzaju mangi.

Wahałem się co do oceny, ale początkowo mroczny klimat który dało się odczuć przeważył. Mimo, że to nie do końca mój pierwszy komiksowy czy książkowy wybór to ta manga ma coś w sobie co pozwala poczuć. Myślę, że to bardzo duży atut. Jest sporo czytania co też jest plus w porównaniu do wielu dzisiejszych pozycji. Główny bohater zabawny, szkoda że brak większego wątku...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

61 użytkowników ma tytuł City Hunter #1 na półkach głównych
  • 46
  • 15
49 użytkowników ma tytuł City Hunter #1 na półkach dodatkowych
  • 18
  • 16
  • 5
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2
  • 2

Inne książki autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Cytaty z książki City Hunter #1

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki City Hunter #1