-
Artykuły
Od królewskich dworów do Hollywood
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Crime Story: pierwsze takie wydarzenie autorskie w Polsce
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Wielkanoc z książką i nie tylko – czytelnicze oraz kreatywne pomysły na prezent
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać2
Biblioteczka
„Moje serce pamięta” to czwarty tom o perypetiach detektywów z rodziny Kamieńskich. Tym razem jej głównym bohaterem jest Michał.
Michał Piotrowski to facet, który najkrócej mówiąc najchętniej nie robiłby nic za wyjątkiem grania w gry na komórce, chodzenia na imprezy i podrywania dziewczyn.
Chłopak za wstawiennictwem swojej krewnej dostaje pracę w słynnej agencji detektywistycznej Kamieńskich i niemalże od razu zostaje rzucony przez swojego szefa na głęboką wodę. Ma udowodnić niewinność mężczyzny oskarżonego o morderstwo. Sęk w tym, że zarówno jego pracodawca, czyli Roman Kamieński, jak i pozostali pracownicy uważają, że chłopak nie podoła zadaniu, podda się i szybko wyjedzie z miasteczka. Nikt jednak nie przewiduje tego, że życie jest pełne niespodzianek i czasem potrafi nas zaskoczyć w najmniej oczekiwanym momencie.
Czy nasz bohater rzeczywiście jest takim leserem, za jakiego uchodzi?
Wielokrotnie wspominałam już, że lubię czytać powieści, których akcja jest osadzona w małych miejscowościach. Uwielbiam ten małomiasteczkowy klimat, społeczność dość specyficzną, gdzie w zasadzie wszyscy wiedzą o tobie wszystko.
Świetnie mi się czytało tę książkę. Akcja dynamiczna, rys psychologiczny każdej z postaci jest dobrze skonstruowany. Tym razem autorka nie męczyła nas zbyt długimi opisami, jak to miało miejsce w poprzednich częściach tej serii. W czwartym, ostatnim już tomie, sporo było dialogów, co sprawiało, że historię czytało się bardzo szybko.
Jedyne co mnie irytowało to przydługie gry słowne, przekomarzanie między Michałem, a panią sierżant, która tu również odgrywa istotną rolę. Dialogi tych dwoje przypominały mi trochę rozmowy mało dojrzałych nastolatków. Na szczęście w miarę, gdy akcja się rozwijała, te dialogi były dojrzalsze.
Mocnym zaskoczeniem było dla mnie zakończenie tej opowieści. Nie pamiętam kiedy ostatni raz po przeczytaniu kilku, kilkunastu ostatnich zdań, zrobiło mi się autentycznie szkoda bohatera. Tu właśnie takie uczucie mi towarzyszyło.
Chcecie się przekonać o czym mowa? Przeczytajcie kolejną powieść Agaty Przybyłek. To wciągająca powieść z finałem, który może Was nieco przygnębić i przywołać gorzką refleksję na temat nas samych.
„Moje serce pamięta” to czwarty tom o perypetiach detektywów z rodziny Kamieńskich. Tym razem jej głównym bohaterem jest Michał.
Michał Piotrowski to facet, który najkrócej mówiąc najchętniej nie robiłby nic za wyjątkiem grania w gry na komórce, chodzenia na imprezy i podrywania dziewczyn.
Chłopak za wstawiennictwem swojej krewnej dostaje pracę w słynnej agencji...
„Jedyna na świecie” to trzeci tom serii „W tajemnicy” autorstwa Agaty Przybyłek.
Tym razem autorka postanowiła połączyć dwa gatunki – powieść obyczajową i kryminał.
Mamy tutaj dwie wydawać by się mogło odrębne historie.
Damian po odejściu z policji dostaje pracę w agencji detektywistycznej u znanego nam z poprzednich części Bernarda Kamieńskiego. Chłopak jest z tego powodu przeszczęśliwy, bo od dawna śledził poczynania zawodowe tej rodzinnej firmy, a swojego nowego pracodawcę podziwiał.
Niestety mężczyzna za długo nie może cieszyć się swoim szczęściem, bo pewnego dnia otrzymuje telefon od swojej matki, że zaginęła jego młodsza siostra Agnieszka.
Wszyscy są tym faktem zaskoczeni i przerażeni. Rozpoczyna się prywatne śledztwo Damiana.
Po drugiej strony mamy dziewiętnastoletnią Maję, która przyjeżdża do małej nadmorskiej miejscowości by tam pracować w hotelu Gałeckich. Dziewczyna jest miła, ale skryta. W rozmowie z innymi za dużo o sobie nie chce mówić. Ewidentnie widać, że coś ukrywa, a w jej oczach kryje się pewien smutek. Co się wydarzyło w życiu nastolatki?
Agata Przybyłek zaskoczyła mnie tą powieścią. Sądziłam, że przeczytam książkę obyczajową. Wiedziałam, że właśnie w takim gatunku autorka się specjalizuje, bo już nie jedną historię spod jej pióra przeczytałam. A tymczasem oprócz obyczaju mamy też kryminał i to nie byle jaki. Ok, wielbiciele krwawych opowieści będą zawiedzeni, bo trupów nie znajdziemy w tej pozycji, ale mamy za to rozbudowany wątek detektywistyczny, mnóstwo tajemnic. Pisarka świetnie poprowadziła czytelników przez losy swoich bohaterów. Akcja jest wartka, dialogi interesujące. Jedyne co mi się nie podobało i co sprawiło, że nie dałam tej książce maksymalnej oceny, to przydługie opisy. Moim zdaniem mogłyby być krótsze. Wcale fabuła by na tym nie straciła.
Można się tego uczepić lub nie. Zależy jak kto woli.
Książka jest jednak godna uwagi i tego by po nią sięgnąć. Wciąga od pierwszej do ostatniej strony.
Dodatkowym atutem jest osadzenie akcji nad morzem, co dla fanów morskich klimatów będzie zapewne gratką.
Na moim biurku leży jeszcze jeden tytuł z tego cyklu. Mam nadzieję, że okaże się tak samo wciągający jak poprzednie.
„Jedyna na świecie” to trzeci tom serii „W tajemnicy” autorstwa Agaty Przybyłek.
Tym razem autorka postanowiła połączyć dwa gatunki – powieść obyczajową i kryminał.
Mamy tutaj dwie wydawać by się mogło odrębne historie.
Damian po odejściu z policji dostaje pracę w agencji detektywistycznej u znanego nam z poprzednich części Bernarda Kamieńskiego. Chłopak jest z tego...
KATARZYNA NOSOWSKA „A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA”
Do tej pozycji podeszłam sceptycznie. Nie jestem fanką Kasi Nosowskiej. Jej teksty piosenek jakoś do mnie nie przemawiają. Gdy otrzymałam książkę napisaną przez wspomnianą artystkę pomyślałam sobie, że będzie to mało ambitna literatura i że z pewnością nic odkrywczego się z niej nie dowiem.
Istotnie, niczego nowego się nie dowiedziałam z niej, ale w mojej ocenie „A ja żem jej powiedziała” to lektura po którą powinien sięgnąć KAŻDY, a już na sto procent wszystkie panie.
W książce znajdziemy zbiór tekstów przypominających felietony. W znacznej większości są one krótkie – na dwie, dwie i pół strony.
Są to przemyślenia wokalistki na przeróżne tematy.
Gdybym miała określić o czym jest ta książka, to powiedziałabym, że o nas, Polakach, polskich kobietach. O naszych dziwnych przywarach, o tym, że jesteśmy mistrzami w uleganiu różnym modom i kochamy ślepo za nimi podążać.
Autorka z przekąsem i właściwym dla siebie humorem snuje opowieści z życia wzięte, a w zasadzie powinnam napisać, że komentuje rzeczywistość. I robi to znakomicie! Spodobał mi się ten styl.
Kasia Nosowska nie boi się wyrażać swojej opinii. Kiedy trzeba – robi to łagodnie i z taktem, ale potrafi też pisać dosadnie, wytknąć nasze błędy, dowalić. Przy tym wszystkim nie zapomina, że i ona ma mocniejsze i słabsze strony.
Jest ze swoimi czytelnikami szczera i otwarcie mówi o sobie i o tym jakie ma zdanie na dany temat.
Ja, dzięki tym felietonom spojrzałam na tę piosenkarkę zupełnie inaczej niż dotychczas. Stała mi się bardzo bliska i taka swojska. Nie nadęta i „co to nie ja”, ale taka jak ja czy Ty.
Gorąco Wam polecam tę książkę! Czyta się ją szybko i sprawnie. Spośród wszystkich pozycji napisanych przez artystów, które do tej pory miałam okazję przeczytać, ta zdecydowanie jest jedną z lepszych i zasługuje by mówić o niej głośno.
KATARZYNA NOSOWSKA „A JA ŻEM JEJ POWIEDZIAŁA”
Do tej pozycji podeszłam sceptycznie. Nie jestem fanką Kasi Nosowskiej. Jej teksty piosenek jakoś do mnie nie przemawiają. Gdy otrzymałam książkę napisaną przez wspomnianą artystkę pomyślałam sobie, że będzie to mało ambitna literatura i że z pewnością nic odkrywczego się z niej nie dowiem.
Istotnie, niczego nowego się nie...
Lubię czytać książki, które tak mnie angażują, że nawet gdy chwilowo muszę przerwać lekturę, ciągle myślę co się dalej wydarzy, jak potoczą się losy bohaterów.
I to właśnie była taka pozycja.
Kinga i Kuba są szczęśliwym małżeństwem. Mają dwóch synów - Szymka i Jeremiasza. W ich życiu wszystko układa się tak, jak powinno. Niestety, tylko do czasu.
Pewnego dnia kobieta piorąc rzeczy męża, znajduje w jego spodniach karteczkę, która daje jej dużo do myślenia.
Jak już pewnie po wstępie do tej opinii się domyślacie - książka "Mimo Twoich kłamstw" autorstwa Agata Przybyłek bardzo mi się podobała.
Pisałam już niejednokrotnie w różnych opiniach, że uwielbiam w literaturze motyw śledztwa, wątki detektywistyczne.
Tutaj mamy, że tak powiem podwójną dawkę, bo brat głównej bohaterki Kingi - Rafał Kamieński (znamy go z poprzedniego tomu) jest właśnie detektywem, a kobieta w rodzinnej firmie zatrudniona jest jako sekretarka.
A ponadto wyżej wymieniona też prowadzi własne...dochodzenie.
Trochę denerwował mnie jej charakter i zwlekanie z podejmowaniem pewnych decyzji, ale tłumaczę sobie, że chciała grać na zwłokę.
Postaci w tej powieści skonstruowane są wybornie jak dla mnie. Nie wszystkie dają się lubić, to fakt, ale o każda z nich jest na tyle charakterystyczna, że można wyrobić sobie o niej zdanie. A to dla mnie ogromny plus.
Zakończenie tej historii może być dla Was zaskakujące. Dla mnie było.
Więcej nic nie zdradzę. Jeśli zachęciłam Was do sięgnięcia po ten tytuł, to nie zastanawiajcie się. Ja spędziłam świetnie czas przy tej powieści.
Lubię czytać książki, które tak mnie angażują, że nawet gdy chwilowo muszę przerwać lekturę, ciągle myślę co się dalej wydarzy, jak potoczą się losy bohaterów.
I to właśnie była taka pozycja.
Kinga i Kuba są szczęśliwym małżeństwem. Mają dwóch synów - Szymka i Jeremiasza. W ich życiu wszystko układa się tak, jak powinno. Niestety, tylko do czasu.
Pewnego dnia kobieta...
2026-01-11
Amelia powraca w rodzinne strony. Mieszka nad morzem z dziadkiem Zenonem i pracuje w rodzinnej knajpce „Nad brzegiem”. Dziewczyna, choć jest bardzo sympatyczna, nie ma zbyt wielu znajomych. Najlepszy kontakt ma z Przemkiem, kolegą z dawnych lat.
W małej miejscowości, w której dzieje się akcja tej powieści, przy jednej z dróg w lesie, przez kilka lat dokonywano morderstw na kobietach. Nie wiadomo, kto i w jakim celu to robił. Żeby się tego dowiedzieć, pani burmistrz wynajmuje prywatnego detektywa – Rafała Kamieńskiego. Mężczyzna jest postacią publiczną, wszyscy go znają, więc jak przyjeżdża do miasteczka, od razu wzbudza sensację. A gdy zaczyna kręcić się wokół naszej bohaterki, zainteresowanie jego postacią wzrasta. Co z tego wyniknie?
Znam prozę Agaty Przybyłek nie od dziś, dlatego postanowiłam sięgnąć po kolejną pozycję spod jej pióra.
Powiem, że na początku nie byłam zachwycona tą książką, a bardziej znudzona. Zbyt długie opisy mnie nużyły. Jednak w miarę rozwoju akcji było coraz lepiej i czułam, że coraz bardziej jestem zaciekawiona fabułą.
Podobało mi się połączenie powieści obyczajowej z kryminałem i to na dodatek z motywami detektywistycznymi, poszukiwaniami, tajemnicami. Taka tematyka mnie interesuje.
„Od pierwszych słów” to pierwszy tom. Zobaczymy, co będzie się działo w następnych częściach, z którymi będę chciała się zapoznać.
Cieszę się, że czytelniczo dobrze rozpoczęłam ten 2026 rok. Oby następne lektury również mnie nie zawiodły.
Amelia powraca w rodzinne strony. Mieszka nad morzem z dziadkiem Zenonem i pracuje w rodzinnej knajpce „Nad brzegiem”. Dziewczyna, choć jest bardzo sympatyczna, nie ma zbyt wielu znajomych. Najlepszy kontakt ma z Przemkiem, kolegą z dawnych lat.
W małej miejscowości, w której dzieje się akcja tej powieści, przy jednej z dróg w lesie, przez kilka lat dokonywano morderstw na...
W ostatnich dniach tego roku towarzyszyła mi powieść Tomasza Kieresa „Nie pozwól mu odejść”. Czy to było udane spotkanie?
Lena – to kobieta z przeszłością, która wyrusza w podróż by zdystansować się do swojego życia. On, wyjeżdża do wakacyjnego kurortu by rozliczyć się z tym, co już było.
Spotykają się przypadkiem i nawiązują znajomość, a potem płomienny romans, który chcąc nie chcąc przeradza się w coś, czego nie potrafią nazwać głośno. A może nie chcą.
„Nie pozwól mu odejść” to bardzo dziwna pozycja. Same dialogi między Leną, a jej nowopoznanym znajomym też są nietypowe – pełne niedopowiedzeń, niedomówień, jakichś skrótów myślowych. Często też pojawiają gierki słowne. Te rozmowy są niby zabawne, niby poważne. Takie przypominające zabawę w kotka i myszkę. Gdy kotek jest blisko, to myszka ucieka. Rzecz w tym, że to trwa przez większą część fabuły. Jak dla mnie to zdecydowanie za długo.
Nie ukrywam, że ta lektura była dla mnie za mocno poplątana. Wielu rzeczy musiałam się domyślać, nie rzadko się gubiłam w całości, nie wiedziałam o co tak właściwie chodzi.
Mam tylko nadzieję, że inne powieści tego autora będą napisane znacznie lepiej.
W ostatnich dniach tego roku towarzyszyła mi powieść Tomasza Kieresa „Nie pozwól mu odejść”. Czy to było udane spotkanie?
Lena – to kobieta z przeszłością, która wyrusza w podróż by zdystansować się do swojego życia. On, wyjeżdża do wakacyjnego kurortu by rozliczyć się z tym, co już było.
Spotykają się przypadkiem i nawiązują znajomość, a potem płomienny romans, który...
Czy Wy też lubicie sięgać po książki, które na początku wydają się być nudne, a dopiero później, gdy fabuła się rozwija, okazuje się, że lektura tak mocno Was wciąga, że nie możecie przestać jej czytać? Ja uwielbiam takie historie!
Gdy poszłam ostatnio do biblioteki wiedziałam, że chcę wypożyczyć coś świątecznego, aby wprowadzić się już w ten grudniowy klimat. Koleżanka-bibliotekarka zaproponowała mi powieść autorstwa Małgosi Mroczkowskiej „Trzy kroki do szczęścia.”
Nasza główna bohaterka Lena zrywa z chłopakiem, gdy okazuje się, że ten jest zwykłym oszustem i nie dość, że ma żonę, to jeszcze jego prawdziwe imię to Wojtek, a nie Marek, za którego się śmiało podaje.
Zbliżają się święta i dziewczyna potrzebuje osoby towarzyszącej. Bo przecież rodzina, a zwłaszcza ukochana mamusia, nie darowałaby dziewczynie tego, gdyby zasiadła do wigilijnego stołu bez towarzyszącego obok mężczyzny.
Adam jest singlem. Nie lubi tej całej świątecznej atmosfery, więc sprytnie udało mu się wymiksować ze spędzania go z najbliższymi. Jednak mężczyzna ma inny problem.
W Sylwestra bowiem jego rodzice będą obchodzić rocznicę ślubu. Na tę uroczystość nie wypada żeby poszedł sam.
Losy tej dwójki w pewnym momencie się splatają. Lena i Adam spisują pewien pakt, którego ważność kończy się na początku stycznia. Brzmi banalnie, prawda? Trochę takie odgrzewane kotlety, bo już podobny pomysł był wykorzystany w jednym z romantycznych filmów. Sprawy nabierają nieco innego obrotu, gdy pojawia się tajemniczy Szymon. Czy rzeczywiście jest takim dżentelmenem za jakiego się podaje?
Co to była za książka!!! Myślałam, że to będzie słodka opowieść o zakochanej po uszy kobiecie, która perfidnie została oszukana, no i żeby było pięknie i różowo poznaje wspaniałego, przystojnego księcia, który porywa ją w nieznane i żyją długo i szczęśliwie. A tu autorka zrobiła wielką niespodziankę. Tak trzymającej w napięciu, z takimi zwrotami akcji powieści, która miała być romansem, nie czytałam bardzo dawno.
Owszem, jest tutaj miło, cieplutko i przytulnie, ale za rogiem czyha coś, czego ja się nie spodziewałam.
Pisarka doskonale pokazuje czytelnikom, że nie można być niczego w życiu pewnym, że zawsze los może się odwrócić, niekoniecznie w dobrą stronę.
Samo zakończenie jest podlukrowane, to fakt. No, ale w końcu to miała być opowieść pod kocyk, komfortowa. Po drodze jednak dzieją się takie rzeczy, że robi się gorąco i niebezpiecznie.
Nic więcej nie napiszę, bo chcę żebyście sami się przekonali. Jeśli więc lubicie książki, gdzie nic nie jest pewne, jest wartka fabuła, ciekawe postaci – to nie pozostaje Wam nic innego jak tylko wypożyczyć tę pozycję i czytać ją. Polecam!!!!
Czy Wy też lubicie sięgać po książki, które na początku wydają się być nudne, a dopiero później, gdy fabuła się rozwija, okazuje się, że lektura tak mocno Was wciąga, że nie możecie przestać jej czytać? Ja uwielbiam takie historie!
Gdy poszłam ostatnio do biblioteki wiedziałam, że chcę wypożyczyć coś świątecznego, aby wprowadzić się już w ten grudniowy klimat....
Do eleganckiego pałacyku w małej miejscowości zjeżdżają się początkujący pisarze. Wszyscy oni startowali w konkursie literackim, a jego zwycięzca ma zostać ogłoszony na uroczystej gali. Literaci niecierpliwie oczekują werdyktu, ale niestety sprawy się komplikują, bo na miejscu dochodzi do zbrodni, a na dodatek okazuje się, że denat to członek jury.
Teraz tak naprawdę wszyscy są podejrzani, bo teoretycznie każda z przebywających w pałacyku osób mogła to zrobić. Tylko kto to był i dlaczego? I czy rzeczywiście sprawcą jest papuga, która zna tylko jedno niecenzuralne słowo na „k” i z lubością je powtarza.
Pierwszy raz sięgnęłam po twórczość Iwony Banach. W sumie nie żałuję, bo bawiłam się przy lekturze tej powieści bardzo dobrze. Zwłaszcza, że najwięcej zabawnych sytuacji dostarczała właśnie wyżej wspomniana papuga.
Autorka ma cięty język, duże poczucie humoru i nie stroni też od używania przekleństw w tej konkretnej pozycji. Jeśli więc komuś z Was to przeszkadza, to ostrzegam. Według mnie akurat dodawało to smaczku i wyrazistości dla fabuły, która jak przystało na kryminał nawet ze sporą domieszką komedii, była dość mocno poplątana. Działo się tu dużo i szybko. Były momenty, że nie mogłam się skupić na treści i zaczęłam się gubić i trochę też nudzić.
Dlatego też uważam, że „Stara zbrodnia nie rdzewieje” to książka nie zła, ale przeciętna. Można się przy niej pośmiać, zapewni rozrywkę, ale należy ona do tych pozycji, o których raczej nie będziemy szczegółowo opowiadać.
Do eleganckiego pałacyku w małej miejscowości zjeżdżają się początkujący pisarze. Wszyscy oni startowali w konkursie literackim, a jego zwycięzca ma zostać ogłoszony na uroczystej gali. Literaci niecierpliwie oczekują werdyktu, ale niestety sprawy się komplikują, bo na miejscu dochodzi do zbrodni, a na dodatek okazuje się, że denat to członek jury.
Teraz tak naprawdę...
Lubicie koty? Ja kocham miłością bezgraniczną. Książkę „Kroniki kota podróżnika” miałam na uwadze dużo wcześniej. Wreszcie przyszedł czas, że po nią sięgnęłam.
O czym jest ta pozycja? Najkrócej mówiąc o relacji między człowiekiem a kotem.
Mężczyzna o imieniu Satoru znajduje kota, którego ktoś potrącił samochodem. Zwierzę przeraźliwie miauczy. Widać, że jest głodne, przestraszone i potrzebuje bliskości choć początkowo zachowuje dystans. Satoru decyduje się, że przygarnie kociaka.
Była to bardzo nietypowa książka ze względu na swoją formę. Narracja jest poprowadzona z dwóch perspektyw – ludzkiej i kociej. I ta druga podobała mi się najbardziej. Dzięki niej możemy się dowiedzieć co myślą koty. Uważny czytelnik doskonale zauważy, że człowieczy świat jest zupełnie inny od tego, w którym żyją nasze kochane mruczki. Trzeba mieć w sobie sporo empatii i wrażliwości, żeby zrozumieć futrzastą logikę.
Hiro Arikawa porusza w swojej pozycji wiele tematów, takich jak samotność, relacje międzyludzkie, które nierzadko bywają skomplikowane. Mówi też o śmierci.
Gdyby miała określić jakoś tę powieść, to powiedziałabym, że jest ona metaforą. Nie każdy ją zrozumie. Autorka bowiem o wielu rzeczach nie mówi wprost. Ona wręcz prowokuje czytelnika do myślenia.
Jeśli więc nie boicie się takich lektur, to gorąco Wam ją polecam. Jestem pewna, że znajdziecie tu fragmenty, które zostaną z Wami na dłużej. A może pod jej wpływem zdecydujecie się na przygarnięcie któregoś z naszych braci mniejszych? Gwarantuję, że będą Wam za to dozgonnie wdzięczni.
Lubicie koty? Ja kocham miłością bezgraniczną. Książkę „Kroniki kota podróżnika” miałam na uwadze dużo wcześniej. Wreszcie przyszedł czas, że po nią sięgnęłam.
O czym jest ta pozycja? Najkrócej mówiąc o relacji między człowiekiem a kotem.
Mężczyzna o imieniu Satoru znajduje kota, którego ktoś potrącił samochodem. Zwierzę przeraźliwie miauczy. Widać, że jest głodne,...
Lubicie czytać książki, których akcja dzieje się na wsi albo w małym miasteczku? Ja bardzo lubię, dlatego zdecydowałam się sięgnąć po powieść „Stajnia ze świerszczem” autorstwa Grażyny Mączkowskiej.
Iwona to pięćdziesięcioletnia kobieta po przejściach. Ma za sobą nieudane małżeństwo i do tego nie ma pracy. Jej córka Weronika jest już na tyle dorosła, że mieszka w innym mieście.
Nasza bohaterka czuje się bardzo samotna. Brakuje jej osoby, z którą mogłaby spędzać swój wolny czas. Otwarcie też nieustannie powtarza, że brakuje jej bliskości fizycznej z mężczyzną.
Pewnego wieczoru w życiu kobiety pojawia się Stefan, który jak się okazuje, jest dawnym znajomym Iwony. Początkowo mężczyzna nie wyjawia dlaczego pojawia się tak nagle, ale w końcu zdradza, że chce zamieszkać na wsi i hodować konie. Po dłuższym namyśle para decyduje się aby zamieszkać razem, lecz od początku daje naszej głównej bohaterce do zrozumienia, że nie może liczyć na nic więcej niż przyjaźń. Kobieta jest mocno rozczarowana tym faktem, ale nie śmie nalegać na zmianę sytuacji.
Pozostaje jej wspierać mężczyznę w jego planach.
Któregoś dnia tych dwoje odwiedzają dwie, szalone studentki – Julia i Ewa wprowadzając tym samym sporo zamieszania do ich życia.
Zrobiłam błąd i przyznam się do tego od razu! Nie ocenia się przecież książki po okładce, a ja to zrobiłam. Okładka tak mi się spodobała, wydała mi się taka sielska i pozytywna, że uznałam, że powieść z pewnością będzie doskonała i będę nią zachwycona. Nie byłam!
Dla mnie ta pozycja była naprawdę dziwna. Po pierwsze – nie zapałałam sympatią do głównych bohaterów. Ani do Iwony, ani do Stefana. Ona 50-latka, ale libido wariujące na wszystkie strony, on zaś niby dorosły facet z głową na karku, a nie potrafi postawić pewnych spraw jasno i powiedzieć stanowczo NIE. Nie napiszę o co chodzi bo bym zaspoilerowała. Powiem więcej – dla mnie to obrzydliwy koleś.
Po drugie – denerwował mnie wątek przybyłych do stajni dziewcząt. Szczególnie irytująca była Julia, która niestety, odegrała sporą rolę w tej całej opowieści.
Cieszę się, że ta książka miała tylko trzysta stron, bo gdyby miała więcej, to myślę, że czułabym się nią zmęczona. I tak w niektórych momentach czułam znużenie.
Krótko – można przeczytać, ale jak tego nie zrobicie, nie żałujcie.
Lubicie czytać książki, których akcja dzieje się na wsi albo w małym miasteczku? Ja bardzo lubię, dlatego zdecydowałam się sięgnąć po powieść „Stajnia ze świerszczem” autorstwa Grażyny Mączkowskiej.
Iwona to pięćdziesięcioletnia kobieta po przejściach. Ma za sobą nieudane małżeństwo i do tego nie ma pracy. Jej córka Weronika jest już na tyle dorosła, że mieszka w innym...
Paulina to studentka pedagogiki, która lada chwila zostanie panią magister z tego kierunku. Dziewczyna ma kochających rodziców, szczególnie ojca, który jest wpatrzony w nią jak w obrazek i trzyma pod kloszem. Ma też przyjaciółkę Dagmarę.
Nasza bohaterka wiedzie sobie beztroskie życie, cieszy się drobiazgami.
Pewnego dnia poznaje Mikołaja, rówieśnika jej ojca. Mężczyzna jest rozwodnikiem, ma małego synka.
Tych dwoje zakochuje się w sobie bez pamięci. Nie widzą świata poza sobą. Nie przewidują też, że niespodzianka, którą szykuje im los, zmieni ich całe życie już na zawsze.
Lubię powieści Anny Niemczynow. Zawsze zaczytywałam się w nich z przyjemnością. Jednak co do tej książki mam bardzo mieszane uczucia. Trudno mi było złożyć tę historię w jedną. Przy lekturze często moje myśli uciekały gdzieś daleko.
Właściwie dopiero po przeczytaniu stu pięćdziesięciukilku stron zaczęłam zauważać, że akcja nabiera tempa i zaczynam się interesować fabułą, choć nadal musiałam być skupiona, żeby móc prawidłowo połączyć przysłowiowe kropki.
Dodatkowo strasznie irytowała mnie postać Pauliny, którą wszyscy nazywali „Paulinką”. Hmm…Było to denerwujące, ale do tej postaci pasujące, bo była ona strasznie przesłodzona.
Słodzenia, niestety w tej powieści, było aż nadto. Nie wiem co autorka chciała tym zyskać. Wszystko było takie „och, ach, o jakie cudowne”. Na dłuższą metę dla czytelnika chcącego odpocząć przy tej pozycji, było to niestrawne i mało realne.
Zestawienie tej słodyczy z niezwykle trudnymi i ważnymi zagadnieniami, jakie poruszyła w książce autorka, w mojej ocenie nie było najlepszym pomysłem.
Podsumowując, naprawdę nie wiem co mam myśleć o tej powieści. Z jednej strony jest ciekawa i chce się poznawać dalsze losy Pauliny Leońskiej, ale z drugiej strony coś zgrzyta i niemiłosiernie przeszkadza. Przynajmniej ja podczas czytania miałam takie uczucie.
Być może wasze będą inne. Żeby to sprawdzić, musicie przeczytać „Dziewczynę z warkoczami” Anny Niemczynow.
Paulina to studentka pedagogiki, która lada chwila zostanie panią magister z tego kierunku. Dziewczyna ma kochających rodziców, szczególnie ojca, który jest wpatrzony w nią jak w obrazek i trzyma pod kloszem. Ma też przyjaciółkę Dagmarę.
Nasza bohaterka wiedzie sobie beztroskie życie, cieszy się drobiazgami.
Pewnego dnia poznaje Mikołaja, rówieśnika jej ojca. Mężczyzna...
Lubicie książki, w których postaci stawiają wszystko na jedną kartę i zmieniają swoje dotychczasowe życie? Ja lubię, dlatego sięgnęłam po książkę autorstwa Joanny Tekieli zatytułowaną „Schronisko w Podgórowie”.
Ewa i Mariusz to małżeństwo z dwudziestoletnim stażem. W ich związek nagle wtargnęła rutyna i oziębłość. Aby zmienić tę sytuację decydują się sprzedać swoje dotychczasowe mieszkanie w bloku i kupują budynek w Podgórowie, który do niedawna pełnił rolę schroniska.
Kobieta w przeciwieństwie do swojego męża nie jest tym pomysłem zachwycona. Zdaje sobie sprawę, że życie na wsi wygląda zupełnie inaczej niż w mieście. Wie, że zamieszkanie tam będzie dla wszystkich wyzwaniem, bo na odludziu brakuje bieżącej wody, ogrzewania i elektryczności. Mariusz, patrzący mało realnie, nie widzi w tym nic złego, natomiast jego małżonka jest tym wszystkim mocno przerażona. Jak uda im się przeżyć na wsi z dala od ludzi i to jeszcze z trójką dzieci, które też mają swoje potrzeby?
Powieści Joanny Tekieli są urzekające. Można przy nich odpocząć, poczuć sielski klimat. Pisarka pięknie maluje słowem. Odmalowuje przed swoimi czytelnikami kolorowy obraz wioski, gdzie przysłowiowy diabeł mówi dobranoc. Jej opisy przyrody są niezwykle plastyczne. Jak dla mnie mogłyby być nieco krótsze, ale to nie jest zarzut, który znacznie obniżył moją ocenę tej pozycji.
Autorka po mistrzowsku kreuje swoich bohaterów. Główna bohaterka Ewa jest bardzo zaradna, rodzinna i dzielna. Nawet jeśli od czasu do czasu łapie chandrę z powodu piętrzących się problemów, to szybko umie stanąć na nogi, wziąć się w garść i co najważniejsze – zawsze widzi światło w tunelu. W przyszłość patrzy z nadzieją, wiarą i optymizmem. Jest troskliwą mamą.
Mojej sympatii już od samego początku nie wzbudził za to jej mąż – Mariusz. Dla mnie to taki głupkowaty mądralek, który dużo mówi, ale nic nie robi, a gdy widzi, że coś jest nie tak i grunt pali mu się pod nogami, zwyczajnie ucieka.
Ciepło robiło mi się na sercu, gdy do fabuły Joanna Tekieli wprowadziła Ignacego – starszego pana mieszkającego samotnie.
Miło spędziłam czas przy tej powieści. Poczułam się taka otulona i zaopiekowana.
Nie myślcie jednak, że historia Ewy i jej rodziny jest przesłodzona i milutka.
To przepełniona emocjami opowieść o tym, że w życiu oprócz słońca bywają też ulewy, burze, a także pioruny, które przychodzą w najmniej odpowiednim momencie.
Tekieli pokazuje nam jak sobie z nimi poradzić. Możemy zobaczyć, że czasem coś musi się porządnie zepsuć, wręcz runąć, by później stopniowo powstało coś nowego.
„Schronisko w Podgórowie” to lektura dla wszystkich tych, którzy dzisiaj nie widzą pozytywnych stron. To pokrzepiająca książka, która jest jak plaster na bolące rany.
Lubicie książki, w których postaci stawiają wszystko na jedną kartę i zmieniają swoje dotychczasowe życie? Ja lubię, dlatego sięgnęłam po książkę autorstwa Joanny Tekieli zatytułowaną „Schronisko w Podgórowie”.
Ewa i Mariusz to małżeństwo z dwudziestoletnim stażem. W ich związek nagle wtargnęła rutyna i oziębłość. Aby zmienić tę sytuację decydują się sprzedać swoje...
AGNIESZKA GRACA „CZARNY PONIEDZIAŁEK”
„Czarny poniedziałek” to debiutancka powieść Agnieszki Gracy. Jak twierdzi znany pisarz Robert Małecki – „to kryminał intensywny i wyrazisty”.
Gdyby teraz ktoś poprosił mnie o wskazanie pary, która w literaturze zrobiła na mnie największe wrażenie, to bez zastanowienia wskazałabym detektywkę Igę Bagińską i jej zawodowego partnera Igora Szota.
W nocy zostaje znalezione ciało Ewy Zielińskiej, która prawdopodobnie popełniła samobójstwo. Policja zostawia sprawę. Pewnego dnia jednak siostra denatki – Iwona – prosi agencję detektywistyczną aby zbadała temat jeszcze raz. Twierdzi ona bowiem, że Zielińska nie mogła popełnić samobójstwa z własnej woli choćby dlatego, że miała lęk wysokości, a mieszkanie, które wynajmowała, usytuowane było na ósmym piętrze.
Pierwsze, co rzuciło mi się w oczy przy lekturze tej powieści to niezwykle mocne postaci kobiece. Wszystkie! Jakby autorka chciała zaznaczyć, że wcale nie jesteśmy taką słabą płcią jak się o nas zwykło mówić. Robi to w sposób naturalny i nienachalny.
Panowie wykreowani przez Gracę także mają nienaganny rys psychologiczny. Każdy z bohaterów posiada takie cechy i zachowania, które w życiu realnym są często spotykane. Możemy więc odnieść wrażenie, że w pewnym stopniu stają się oni bliżsi nam, możemy się z nimi od razu utożsamić.
Na uwagę zasługuje także poprowadzenie akcji i dialogów przez Agnieszkę Gracę. Robi to w sposób dla mnie mistrzowski. Ja czytając tę książkę ani przez moment nie pomyślałam, że jestem znudzona. Wprost przeciwnie. Z ciekawością śledziłam dalsze poczynania Igi i Igora, chciałam wiedzieć co nowego odkryją.
Jednocześnie zauważyłam, że ta historia – jak przystało na dobry kryminał – jest na tyle skomplikowana, jest w niej sporo zawiłości, że trudno mi było stwierdzić kto tak naprawdę jest winny. Niestety lub stety moje przypuszczenia okazały się błędne.
Jeśli zatem lubicie kryminały z rozbudowanym wątkiem psychologicznym, gdzie zamiast rozlewu krwi mamy ukazane meandry ludzkiej psychiki, to z czystym sercem polecam Wam „Czarny poniedziałek” Agnieszki Gracy.
Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie będę miała okazję zapoznać się z jej twórczością, bo czytanie tak dobrze napisanych powieści, to jest czysta przyjemność i właśnie wtedy mogę sobie uzmysłowić dlaczego uwielbiam czytać i dzielić się z Wami wrażeniami po lekturze danej pozycji.
AGNIESZKA GRACA „CZARNY PONIEDZIAŁEK”
„Czarny poniedziałek” to debiutancka powieść Agnieszki Gracy. Jak twierdzi znany pisarz Robert Małecki – „to kryminał intensywny i wyrazisty”.
Gdyby teraz ktoś poprosił mnie o wskazanie pary, która w literaturze zrobiła na mnie największe wrażenie, to bez zastanowienia wskazałabym detektywkę Igę Bagińską i jej zawodowego partnera...
Rzadko sięgam po kryminały, bo nie lubię opisów zbrodni, rozlewu krwi i nadmiernej przemocy.
Na szczęście Agnieszka „Graca” w swojej powieści „Podniebie” nie stosuje tego typu zabiegów charakterystycznych dla tego gatunku literackiego.
Hanna Wierzbicka jest nauczycielką. Pewnego dnia miała spotkać się po pracy z przyjaciółmi. Taką wersję przedstawiła swojemu mężowi. Niestety, z tego spotkania nie wraca, czym jej małżonek jest mocno zaniepokojony. Postanawia ten fakt zgłosić na policję. Podczas śledztwa okazuje się, że Wierzbicki tak naprawdę nie zna swojej żony.
Dla mnie książka „Podniebie” to majstersztyk! Pisarka porusza w niej trudne i kontrowersyjne tematy, takie jak gwałt, molestowanie seksualne, przemoc, brak zrozumienia wśród rodziny, samotność wśród tłumu. Tajemnica goni tajemnicę.
Wraz z toczącą się fabułą poznajemy główną bohaterkę, jej osobowość, zachowanie. Sama Hanna jest tu osobą milczącą, Graca nie udziela jej głosu. Nie mniej jednak tak snuje historie nauczycielki, że mamy wrażenie jakby to Hania nam wszystko relacjonowała.
Dodatkowo przy całej sprawie pracuje sztab ludzi, a przede wszystkim para detektywów Iga Bagińska i Igor Szot. To oni pozwalają nam krok po kroku dowiedzieć się co się wydarzyło i przede wszystkim dlaczego.
Powiem Wam, że historia niesamowicie wciąga i trzyma do ostatniego zdania czytelnika w napięciu i nie pozwala mu spokojnie odetchnąć.
Ja czytałam tę powieść z ogromnym zainteresowaniem.
Cieszę się bardzo, że Agnieszka Graca stworzyła kryminał, ale z rozbudowaną warstwą psychologiczną. Postaci są wykreowane idealnie i jednocześnie z dużym wyczuciem i wrażliwością.
Na uwagę zasługuje też fakt, że pisarka podejmuje tematy, które zwykle są zamiatane pod dywan.
Jeśli szukacie książki pełnej zagadek, gdzie nic nie jest podane na tacy, a czytelnik wraz z rozwojem akcji odkrywa poszczególne rozwiązania, to serdecznie polecam Wam ten tytuł.
Jestem pewna, że nie będziecie zawiedzeni.
Rzadko sięgam po kryminały, bo nie lubię opisów zbrodni, rozlewu krwi i nadmiernej przemocy.
Na szczęście Agnieszka „Graca” w swojej powieści „Podniebie” nie stosuje tego typu zabiegów charakterystycznych dla tego gatunku literackiego.
Hanna Wierzbicka jest nauczycielką. Pewnego dnia miała spotkać się po pracy z przyjaciółmi. Taką wersję przedstawiła swojemu mężowi....
W tym roku obiecałam sobie, że będę sięgać częściej po książki autorek/autorów, których twórczości jeszcze nie poznałam.
Do takich należy Wioletta Piasecka.
Gdy przeglądając bookmedia zobaczyłam okładkę powieści „Niezapomniany walc” od razu zapisałam sobie ten tytuł. Ukazana na niej była kobieta ubrana w zwiewną sukienkę, zapatrzona w błękitną wodę. Uznałam, że taka lektura mnie wyciszy i z pewnością dostarczy mi mnóstwo wrażeń czytelniczych. Czy rzeczywiście tak było?
Kalina „Kaśka” i Wojtek Kamińscy sa małżeństwem z wieloletnim stażem. Mają już dorosłego syna. On zapracowany, ma swoje zainteresowania. Ona przykładna i potulna żona. Nigdy na nic się nie skarży, mimo że jest poniżana przez męża, teściową, a także własnego syna. Któregoś dnia odkrywa, że jest zdradzana przez swojego męża. Wtedy Kalina porzuca dotychczasowe życie, rodzinę i wyrusza w podróż w nieznane. Tam przeżywa wiele przygód, ale także musi sprostać wyzwaniom życiowym, które nie zawsze są łatwe. Jak sobie poradzi z nową rzeczywistością? Czy poczuje się wreszcie szczęśliwa i uwierzy w siebie? Na te pytania odnajdziecie odpowiedź, gdy zdecydujecie się sięgnąć po „Niezapomniany walc” Wioletty Piaseckiej.
Autorka podjęła się trudnego i nie tak powszechnego w literaturze tematu, jakim jest przemoc psychiczna wobec kobiet. Częściej w książkach spotykamy przemoc mężów wobec żon, ale jakoś nie często w powieściach można zobaczyć złe relacje między rodzicami/jednym z rodziców, a dzieckiem. Na kartach tej książki możemy zobaczyć jak Kalina, zwana przez najbliższych i znajomych „Kaśką” jest traktowana przez rodzonego syna.
Ponadto, Piasecka udowadnia, że ludzie nie zawsze się zmieniają i czasem trzeba to zaakceptować.
Pisarka stworzyła ciekawą i wciągającą historię, choć nie bez wad.
Po pierwsze – postaci dla mnie mocno przerysowane, aż momentami śmieszne. Owszem, wyraziste, ale w mojej ocenie mało realne. Najbardziej komicznie wykreowane według mnie były starsze panie – matka Kaliny i jej teściowa.
Po drugie – metamorfoza, która miała miejsce była…mało wiarygodna. Bo dziwne jest gdy z zakompleksionej kobiety, bez wiary w siebie, nagle „powstaje” wytworna dama, która nosi do góry głowę i szturmem zdobywa świat. No, nie! Ja takiego czegoś nie kupuję.
I jeszcze ta wielka miłość, która rodzi się ni stąd, ni zowąd. Piękne słówka, zaślepienie. Może i się zdarza w realnym świecie, ale zazwyczaj po takim nagłym letnim uczuciu nie pozostaje nic prócz wspomnień.
Kończąc, pozycję mogę polecić tym, którzy szukają rozrywki, mają chęć miło spędzić czas przy lekturze. Jeśli zaś szukacie czegoś więcej lub drażnią Was opowiastki w stylu „było źle, ale jednak skończyło się happy end’em i żyli długo i szczęśliwie” – to nie jest książka dla Was. Tu jest miło, ale czegoś jest za dużo i to już przeszkadza.
W tym roku obiecałam sobie, że będę sięgać częściej po książki autorek/autorów, których twórczości jeszcze nie poznałam.
Do takich należy Wioletta Piasecka.
Gdy przeglądając bookmedia zobaczyłam okładkę powieści „Niezapomniany walc” od razu zapisałam sobie ten tytuł. Ukazana na niej była kobieta ubrana w zwiewną sukienkę, zapatrzona w błękitną wodę. Uznałam, że taka...
„Próbuję ci opowiedzieć swoją historię. Swoją prawdę. A ty najwyraźniej usiłujesz zrobić z niej coś, czym nie jest. Albo chcesz mnie wysłuchać, albo nie. Zdecyduj się.”
„Nic tu nie jest prawdą” Lisy Jewell to książka nietypowa. Mamy tu dwie kobiety. Alix – znaną podcasterkę oraz Josie. Jak się okazuje, kobiety są w tym samym wieku i co ciekawe, obchodzą czterdzieste piąte urodziny tego samego dnia i w tym samym klubie. Spotykają się przypadkiem. I tu zaczyna się historia pełna zawiłości, niedomówień.
Jaka to była pokręcona książka! Wciągająca, ale także irytująca. Autorka nieustannie wprowadza Czytelników w zaułki. Już myślimy, że kropki się łączą, a za chwilę stwierdzamy, że coś tu jest nie tak.
Największą zaletą tej książki są świetnie wykreowane postaci – zwłaszcza te pierwszoplanowe. Charakterne, każda z nich budzi zainteresowanie. Ja, czytając, miałam wrażenie, że budzą one we mnie te same, duże emocje.
Oprócz Alix i Josie mamy jeszcze sporo innych bohaterów. Czasem można było się pogubić kto jest kim, więc przy lekturze musicie być mocno skupieni.
Ale! Jeśli lubicie emocjonalne rollercoastery, zagadki i fabułę, która jest niejednoznaczna, to oznacza, że ten tytuł jest właśnie dla Was i koniecznie musicie się z nim zapoznać.
„Próbuję ci opowiedzieć swoją historię. Swoją prawdę. A ty najwyraźniej usiłujesz zrobić z niej coś, czym nie jest. Albo chcesz mnie wysłuchać, albo nie. Zdecyduj się.”
„Nic tu nie jest prawdą” Lisy Jewell to książka nietypowa. Mamy tu dwie kobiety. Alix – znaną podcasterkę oraz Josie. Jak się okazuje, kobiety są w tym samym wieku i co ciekawe, obchodzą czterdzieste piąte...
Nie często udaje mi się czytać powieści, w których jest pokazana przyjaźń między dwoma mężczyznami. Dlatego, gdy zobaczyłam, że taka relacja jest przedstawiona w książce „Zapach goździków” uznałam, że chcę się zapoznać z tą historią. Czy warto było?
Arkadiusz i Klemens przyjaźnią się ze sobą ponad czterdzieści lat. Mają taką zasadę, że co by się nie działo, co roku spotykają się wszyscy przy wigilijnym stole. Rozmawiają na różne tematy – o radościach dnia codziennego, ale także o problemach, których im życie nie szczędzi.
Panowie mają sześćdziesiąt cztery lata, ale każdy z nich tak naprawdę jest różny. Arkadiusz to introwertyk, ekscentryk, kochający muzykę. Jest właścicielem sklepu audiofilskiego. Już dawno rozwiódł się z żoną, ale ciągle nie potrafi tego faktu zaakceptować.
Klemens zaś to koneser win, ma udziały we francuskiej winnicy, a oprócz tego prowadzi wraz ze swoją małżonką restaurację w Warszawie. Pewnego dnia zjawia się dawny kolega obu panów. Takie niespodziewane wizyty po latach nigdy nie wróżą nic dobrego. Czy tym razem będzie inaczej?
Patrząc na okładkę pomyślicie pewnie, że to milutka opowieść, z którą można zapoznać się po ciężkim dniu z kubkiem herbaty lub kakao. Można dojść do wniosku, że będzie słodko, będziemy czuć magię świąt. No…muszę Was rozczarować. Nic takiego się nie zadzieje. Nic z tych rzeczy Agnieszka Lis nam nie serwuje. W zamian za to dostajemy nudną jak flaki z olejem fabułę o niczym. Czytając tę powieść miałam wrażenie, że mam przed sobą scenariusz znanego serialu „Moda na sukces”.
Postaci są płytkie, w mojej ocenie pozbawione uczuć wyższych. Dla nich ważniejsze są pieniądze, „co o mnie powiedzą inni” i stworzenie pozorów bycia idealnymi. Mocno nieudolnie im to wychodzi!
Nie odczuwałam tutaj żadnej głębi, jakiegoś morału. Usilnie szukałam czegoś, co mnie zatrzyma przy lekturze, jakiegoś fragmentu, który zostanie ze mną na dłużej, skłoni do przemyśleń – nic takiego nie znalazłam. Podziwiam siebie samą, bo poddałam się dopiero jakieś dwanaście stron przed końcem, powiedziałam „dość”!! Dalej nie dam rady.
Kto czyta moje opinie ten wie, że niezwykle rzadko Wam piszę „nie czytajcie tej pozycji”. Raczej staram się Was zachęcać do zapoznania się z danym tytułem albo zostawiam furtkę otwartą i to do Was należy decyzja czy przeczytacie książkę czy nie. Przykro mi bardzo, ale w tym przypadku zrobię wyjątek i napiszę NIE czytajcie tej książki, bo zwyczajnie szkoda Waszego czasu. Zapewne znajdą się tacy, którzy przewrotnie zdecydują się na lekturę choćby po to by sprawdzić „czy miała rację”. Ok, ale pamiętajcie, że robicie to na swoją odpowiedzialność i że uprzedzałam, że możecie się zawieść.
Nie często udaje mi się czytać powieści, w których jest pokazana przyjaźń między dwoma mężczyznami. Dlatego, gdy zobaczyłam, że taka relacja jest przedstawiona w książce „Zapach goździków” uznałam, że chcę się zapoznać z tą historią. Czy warto było?
Arkadiusz i Klemens przyjaźnią się ze sobą ponad czterdzieści lat. Mają taką zasadę, że co by się nie działo, co roku...
Z książkami Joanny Tekieli miałam okazję zapoznać się już wcześniej i bardzo spodobał mi się styl pisania tej Autorki. Tematyka, którą podejmuje w swoich powieściach również przypadła mi do gustu.
Gdy zobaczyłam na bibliotecznej półce tytuł „Topniejące serce” uznałam, że to jest to, czego szukam. Wiedziałam, że się nie zawiodę przy lekturze. Dodatkowo na okładce zobaczyłam świąteczny obrazek, co wskazywało, że w fabule z pewnością będzie iście świątecznie. Jakoś tak się składa, że jeszcze potrzebowałam takiej sielskiej atmosfery. Dlaczego więc miałam odłożyć pozycję na bok? Wzięłam ją ze sobą do domu, w chwili wolnej zaczęłam czytać i przepadłam.
Na wstępie powiem, że to nie jest opowieść słodka, choć jest w niej sporo kolorów, słodkości i wszystkiego, co z okresem Bożego Narodzenia się kojarzy. To historia przepełniona bólem, tęsknotą za tym, co utracone. Znajdziemy tutaj takie tematy jak rasizm, odrzucenie, mierzenie się z trudnościami, jakie niesie ze sobą rzeczywistość, jest śmiech przez łzy, ale również radość, nadzieja, że kiedyś wyjrzy słońce.
Akcja dzieje się w Krakowie. Poznajemy Maję – matkę samotnie wychowującą trzy rozkoszne, ale i wymagające córeczki – Julkę, Emilkę i Natalkę. Życie kobiety nie jest łatwe już od samego początku. Wychowywana pod kloszem, jej rodzice obracali się w kręgach dyplomatycznych, a Mai wpajali toksyczne przekonania, że inni czekają aż podwinie jej się noga, wiecznie są zazdrośni i zawistni. Rodzice zawsze mieli manię wyższości i wpajali córce, że tylko bogaci ludzie coś znaczą i do czegoś dojdą. Chcieli, żeby dziewczyna miała wykształcenie i bardzo dobrze płatną pracę. Dlatego, gdy Maja poznaje Besnika i się w nim zakochuje, są zbulwersowani. Młodzi jednak kochali się i postanowili, że się pobiorą. Tego dla matki i ojca naszej głównej bohaterki było już za wiele i decydują się na krok, który zmienia życie wszystkich. Zakochana dziewczyna zostaje wydziedziczona. Dlaczego i co tak dokładnie to spowodowało? O tym przekonacie się już gdy zdecydujecie się sięgnąć po tę pozycję.
W miarę rozwoju akcji los Mai i jej córek ulega zmianie. Pewne wydarzenie pociągnie za sobą lawinę zdarzeń. Kobieta wraz z dziewczynkami napotka ludzi, którzy otworzą jej oczy na wiele ważnych spraw.
Jeżeli poszukujecie książki, która da Wam nadzieję, uzmysłowi, że w życiu nie można się poddawać, zmotywuje do działania, walki o siebie, o swoje marzenia, która doda Wam odwagi to „Topniejące serce” autorstwa Joanny Tekieli w stu procentach jest dla Was.
Gwarantuję, że przepłyniecie przez tę historię szybko i sprawnie. Język, jakim posługuje się Autorka jest niezwykle plastyczny, co działa na wyobraźnię czytelników, bo z łatwością możemy wyobrazić sobie opisywaną scenerię, te ośnieżone krakowskie uliczki, budynki.
Postaci wykreowane przez Tekieli są wyraziste, z charakterem. Możemy się z nimi utożsamiać.
Moimi ulubieńcami były pociechy naszej Mai. Rezolutne, kochane i beztroskie, jak przystało na dzieci.
Mnie ta powieść przyniosła nie tylko ukojenie, ale przede wszystkim mnóstwo wzruszeń. Nawet teraz, kiedy piszę te słowa i przypominam sobie niektóre fragmenty, czuję gęsią skórkę na rękach.
Lubię mądre, pełne wrażliwości książki, przy których można się uśmiechnąć, spędzić sympatycznie czas, ale także takie, które coś zmieniają w człowieku, skłaniają do głębszych refleksji nad życiem, sobą i tym, co nas otacza i dodatkowo wobec tematów w nich poruszanych nie można, a w zasadzie nie wolno przejść obojętnie. Takie opowieści są najprawdziwsze, bo dotyczą nas samych. Przecież takie historie dzieją się dookoła, za ścianą.
Bardzo Was proszę i zachęcam – sięgnijcie po omawianą przeze mnie książkę bo naprawdę jest tego warta.
Oczywiście, są w na jej kartach jakieś drobne elementy, które trochę mnie denerwowały, jak np. to, że samotna mama ciągle powtarzała, że nikt nie chce jej zatrudnić i że jest jej ciężko, ale to nic. Przymknęłam na to oko, bo na tle całości to była ledwie zauważalna błahostka.
Z książkami Joanny Tekieli miałam okazję zapoznać się już wcześniej i bardzo spodobał mi się styl pisania tej Autorki. Tematyka, którą podejmuje w swoich powieściach również przypadła mi do gustu.
Gdy zobaczyłam na bibliotecznej półce tytuł „Topniejące serce” uznałam, że to jest to, czego szukam. Wiedziałam, że się nie zawiodę przy lekturze. Dodatkowo na okładce zobaczyłam...
Jestem typową kociarą. Kocham koty całym swoim sercem, więc jak tylko zobaczyłam, że w osiedlowej bibliotece, do której uczęszczam, jest taka książka, niewiele myśląc postanowiłam ją wypożyczyć.
Ta nie za długa książka mnie odprężyła, pozwoliła spędzić miło czas, zrelaksować się.
Bardzo podobały mi się fragmenty dotyczące Deweya - jego zwyczajów, zabaw, przyzwyczajeń. Interesujące były także te, dotyczące funkcji terapeutycznej jaką w bibliotece spełnił uroczy, rudy kot.
Największy minus tej pozycji, to fragmenty dotyczące miasta, w którym się dzieje akcja. Dla mnie zdecydowanie były one za długie i niepotrzebne. Podobnie z opisami rodzinnych koneksji autorki, jej problemy. Te opisy spowalniały całość, choć typowej akcji w książce i tak nie uświadczymy.
Podsumowując, mnie interesowało i pochłonęło wszystko to, co dotyczyło kociaka, reszta natomiast uważam, że jest zupełnie niepotrzebna i nie wnosi nic do opowieści o Deweyu.
Jestem typową kociarą. Kocham koty całym swoim sercem, więc jak tylko zobaczyłam, że w osiedlowej bibliotece, do której uczęszczam, jest taka książka, niewiele myśląc postanowiłam ją wypożyczyć.
Ta nie za długa książka mnie odprężyła, pozwoliła spędzić miło czas, zrelaksować się.
Bardzo podobały mi się fragmenty dotyczące Deweya - jego zwyczajów, zabaw, przyzwyczajeń....
Niech Was tylko nie zwiedzie sielska okładka.
Powieść o stracie, oswajaniu się z nią, o inności i o zeskoczeniach życiowych.
Serdecznie Wam polecam ten tytuł.
Niech Was tylko nie zwiedzie sielska okładka.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść o stracie, oswajaniu się z nią, o inności i o zeskoczeniach życiowych.
Serdecznie Wam polecam ten tytuł.