-
Artykuły
Nie żyje Wiesław Myśliwski. Autor „Kamienia na kamieniu” i „Traktatu o łuskaniu fasoli” miał 94 lata
LubimyCzytać18 -
Artykuły
Zaczęłam od tajemnicy. Reszta przyszła sama - rozmowa z Małgorzatą Rogalą
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 27 marca 2026
LubimyCzytać439 -
Artykuły
Przeczytaj fragment książki „Zbrodnia w rezydencji“
LubimyCzytać1
Biblioteczka
„ Wszystko byłoby prostsze, gdyby nie wmówili ci tej historii, że trzeba dokądś dojść, gdyby raczej nauczyli cię tylko, jak być szczęśliwą, nie ruszając się z miejsca”.
Fantazja i inteligencja. Humor i smutek.
Jak wielu z nas wie, jak obchodzić się ze szczęściem? Jak często błąkamy się po świecie wśród śmiechu i płaczu; zawierzamy cudzym ideom?
„Prawdziwe życie nie mówi. To tylko gra zręcznościowa, w której wygrywasz albo przegrywasz […]”.
Zgadujesz; przycisk niebieski czy czerwony?
Między wierszami kilku historii - może banalnych, może niezwykłych - pojawiają się tematy samotności, tęsknoty, przemijania, bólu i wiecznych marzeń.
City to rzecz o ludzkich drogach, tych całkiem prostych, i tych krętych, z zakolami, gdzie zdarza się utknąć na chwilę, na zawsze; rzecz o odkrywaniu siebie, o życiu poza sobą.
To książka po prostu znakomita (seria Nike).
Tu w s z y s t k o zagrało; narracja, dialogi, fabuła; może momentami mogło być krócej, ale tylko trochę; było za to inteligentnie i mądrze, więc myślę, że nie mam się czego czepiać. Alessandro Baricco wzbudził we mnie ciekawość i łaknienie czytania, dalej dalej i dalej; wymusił obietnicę powrotu. Wrócę.
Niektórzy niezadowoleni opiniodawcy dziwią się tym, którzy ocenili powieść wysoko. Ja dziwię się tym pierwszym. Może to kwestia cierpliwości, indywidualnego gustu, nastroju. Wśród opinii pojawił się zarzut dot. brutalistycznej pornografii (?); też nie lubię,
a nie udało mi się znaleźć, więc to chyba nie w tej książce.
W każdym razie, jeśli według rozczarowanych City to jedna ze słabszych pozycji Alessandro Baricco, to tym bardziej spieszno mi już do tych lepszych.
„ Wszystko byłoby prostsze, gdyby nie wmówili ci tej historii, że trzeba dokądś dojść, gdyby raczej nauczyli cię tylko, jak być szczęśliwą, nie ruszając się z miejsca”.
Fantazja i inteligencja. Humor i smutek.
Jak wielu z nas wie, jak obchodzić się ze szczęściem? Jak często błąkamy się po świecie wśród śmiechu i płaczu; zawierzamy cudzym ideom?
„Prawdziwe życie nie...
„Jest zawsze jakaś racja, jakaś przyczyna, ścisła i zamierzona, jakkolwiek czasem trudno ją odkryć”.
Lazurowa droga to nie tylko tytuł tej książeczki, liczącej sobie nieco ponad 100 stron, ale również filmu, który powstał na podstawie oryginału książki Squarciò; Franco Solinas był także scenarzystą filmowym (m.in. Bitwa o Algier, Stan oblężenia).
Moje obawy, że ta miniatura będzie mało interesująca, rozwiały się niczym mgła w małej sardyńskiej rybackiej wiosce, gdzie toczy się zwyczajne (a może nie) życie bohaterów.
Zmienność losu, dylematy moralne i międzyludzkie relacje, całość opowiedziana prostym językiem w spokojnym klimacie, a jednak pełna napięcia.
Ogólnie, jeśli komuś przypadł do gustu Hemingway i jego Stary człowiek i morze, do której to powieści krytycy porównywali podobno opiniowaną przeze mnie książkę, to może sięgnąć po Lazurową Drogę.
Mnie się podobało.
„Jest zawsze jakaś racja, jakaś przyczyna, ścisła i zamierzona, jakkolwiek czasem trudno ją odkryć”.
Lazurowa droga to nie tylko tytuł tej książeczki, liczącej sobie nieco ponad 100 stron, ale również filmu, który powstał na podstawie oryginału książki Squarciò; Franco Solinas był także scenarzystą filmowym (m.in. Bitwa o Algier, Stan oblężenia).
Moje obawy, że ta...
Melancholia człowieczego zmierzchu...
Opowieść o życiu niemalże na odludziu, przeplatana wspomnieniami z dzieciństwa i młodości protagonisty; raczej smutna, spokojna, choć momentami nie pozbawiona napięcia. Refleksje na temat przeszłości, szczególnie relacji z ojcem, lęk przed starczymi ułomnościami. Historia życia, które uwierało z różnych stron. I wszystko byłoby wspaniale, gdyby autor nie zmęczył mnie zbyt szczegółowymi opisami wyrębu lasu i spławiania drewnianych bali. Te dłużyzny miały, wprawdzie w niewielkim stopniu, jednak nieco negatywny wpływ na ogólny odbiór książki przeze mnie. Mimo wszystko czyta się dobrze, oczywiście, jeśli ktoś nie szuka wartkiej akcji; pozycja w sam raz dla wyciszenia i dobrego snu, co mi osobiście odpowiada.
"Kiedy czuję satysfakcję w rękach i w nogach i kiedy mogę się całkiem rozluźnić i rozprężyć, wtedy wiem, czego chcę, bo wtedy mogę myśleć sobie o tym, jak by to było, gdyby było tak, jak chcę”.
(Jesień w Pekinie, Boris Vian)
Melancholia człowieczego zmierzchu...
Opowieść o życiu niemalże na odludziu, przeplatana wspomnieniami z dzieciństwa i młodości protagonisty; raczej smutna, spokojna, choć momentami nie pozbawiona napięcia. Refleksje na temat przeszłości, szczególnie relacji z ojcem, lęk przed starczymi ułomnościami. Historia życia, które uwierało z różnych stron. I wszystko byłoby...
„[…] pękają szwy dni […]”.
Szybko, jak to mówią, powinno się biegać na setkę. Nie czytać. Tylko 150 stron, a tekst niczym słynny francuski TGV pędzi od początku do końca bez przystanku; postacie historie wspomnienia i wizje narratorki, dziesiątki, kolejne kolejne i kolejne śmigają przed oczami z prędkością zawrotną.
Nie da się zaciągnąć hamulca, zatrzymać na chwilę i posmakować, przemyśleć, zapamiętać, a przecież chciałoby się. Mnie ta wartkość jednak nieco zmęczyła, bo co zostaje w głowie, jakie wspomnienie, z takiej podróży, kiedy za oknem w błyskawicznym tempie pojawiają się i znikają coraz to nowe nowe i nowe obrazy? Chyba że to tempo narzucone przez autorkę ma symbolizować szalony pęd życia, życia każdego z nas. Ogólnie książka dobra, doceniam kunszt pisarski autorki, poza tym mam słabość do literatury francuskiej, ale to kolejna pozycja o życiu, a więc nic nowego. Może dlatego skończyło się tylko nominacją do Nagrody Goncourtów.
„[…] zmieniają się dekoracje i idziemy dalej […]”.
„[…] pękają szwy dni […]”.
Szybko, jak to mówią, powinno się biegać na setkę. Nie czytać. Tylko 150 stron, a tekst niczym słynny francuski TGV pędzi od początku do końca bez przystanku; postacie historie wspomnienia i wizje narratorki, dziesiątki, kolejne kolejne i kolejne śmigają przed oczami z prędkością zawrotną.
Nie da się zaciągnąć hamulca, zatrzymać na chwilę i...
Jeśli to prawda, że dusza żywi się pięknem, to ja czuję sytość.
Życie każdego z nas to opowiadanie, opowieść, która łączy się z historią najbliższej nam osoby, tworząc naszą wspólną historię, ta z kolei łączy się z opowieściami innych itd., itd.
„Pajęczyna świata”.
Czytając Bartha, wchodzę do labiryntu naszpikowanego grą słów, gdzie czekają na mnie „opowiadania o opowiadaniach w opowiadaniach, połykające własny ogon jak wąż Uroboros. Poskręcane i skomplikowane jak pętle czasowe”.
W labiryncie jest ciepło, panuje cisza i spokój; przechodzę przez tunele pełne ironii, w niektórych trafiam na dobry humor, w innych jeszcze zaskakują mnie nietuzinkowe metafory pełne cząstek, fal i neutronów. A wszędzie biegnie czas podlegający bezlitosnej erozji.
„Pieprzone mgnienie oka”. Koniec drogi.
Jeśli to prawda, że dusza żywi się pięknem, to ja czuję sytość.
Życie każdego z nas to opowiadanie, opowieść, która łączy się z historią najbliższej nam osoby, tworząc naszą wspólną historię, ta z kolei łączy się z opowieściami innych itd., itd.
„Pajęczyna świata”.
Czytając Bartha, wchodzę do labiryntu naszpikowanego grą słów, gdzie czekają na mnie „opowiadania o...
„[…] wszystko było tylko obietnicą”.
Nieuchwytny sens
Zamknięte głowy
Myśli niejasne
Myśli swobodne
I krew wzburzona
Bezkształtna przyszłość
Świat pozorów
Pod sklepieniem ciszy była... pustka.
Patrick White tak, jak protagonista jego Wiwisekcji, został naznaczony piętnem talentu.
To jest maestria. Nie da się przejść obojętnie obok takich fragmentów, jak: „[…] i blady pył snu przysypał jasnobrunatne sztywne postacie” czy „[…] puch białych dusz musnął wilgotną skórę […]”.
I znów trwam niemalże w zachwycie. Tak właśnie, niemalże; bo pierwsza część książki można by rzec, doskonale intrygująca czytała się sama, potem natomiast autor, dążąc do literackiej doskonałości, moim zdaniem przedobrzył; czytanie już tak nie zachwycało, jakby obciążone zbędnym balastem.
Dlatego ode mnie niżej niż Wiwisekcja czy Drzewo człowiecze, ale mocna ósemka.
„Słońce dęło potężnie w złotą trąbę”.
„[…] wszystko było tylko obietnicą”.
Nieuchwytny sens
Zamknięte głowy
Myśli niejasne
Myśli swobodne
I krew wzburzona
Bezkształtna przyszłość
Świat pozorów
Pod sklepieniem ciszy była... pustka.
Patrick White tak, jak protagonista jego Wiwisekcji, został naznaczony piętnem talentu.
To jest maestria. Nie da się przejść obojętnie obok takich fragmentów, jak: „[…] i...
Często bywa, że jak zapowiada się dobrze, to dalej jest już tylko gorzej.
I ta pozycja niestety to dla mnie klasyczny przypadek.
Sam zamysł ok, rozumiem, próby powrotu do przeszłości. Ale...
Fabuła dziurawa jak sito, jak zaczyna się jakiś wątek, to szybko się urywa, masa nazwisk, adresów. Wszystko to jakieś niemrawe, nużące, nawet początkowy tajemniczy klimat ulotnił się w dalszej części książki. Jedyne, do czego nie mogę się przyczepić, to estetyczny język.
No i cóż? I cóż z tego, że noblista? Od noblisty wymaga się jednak więcej. A tu, czytelniku, uważaj, żebyś nie zgubił się w przeciętności.
Często bywa, że jak zapowiada się dobrze, to dalej jest już tylko gorzej.
I ta pozycja niestety to dla mnie klasyczny przypadek.
Sam zamysł ok, rozumiem, próby powrotu do przeszłości. Ale...
Fabuła dziurawa jak sito, jak zaczyna się jakiś wątek, to szybko się urywa, masa nazwisk, adresów. Wszystko to jakieś niemrawe, nużące, nawet początkowy tajemniczy klimat ulotnił się w...
Moje oczekiwania były zupełnie inne, więc praktycznie wszystko było dla mnie zaskoczeniem; i fabuła i okres, w którym książka powstała i w którym toczy się akcja, również język, jużci archaiczny.
Początek zatem nieco mnie zniechęcił, ale summa summarum do wszystkiego można się przyzwyczaić, a dzięki dobrze budowanemu napięciu, fabuła nieco baśniowa oparta na intrydze w końcu mnie wciągnęła. Ciekawostką było anonimowe tłumaczenie. A morał opowieści jest taki, że pieniądze szczęścia nie dają.
Tak więc czasem niespodzianki nie są złe.
Moje oczekiwania były zupełnie inne, więc praktycznie wszystko było dla mnie zaskoczeniem; i fabuła i okres, w którym książka powstała i w którym toczy się akcja, również język, jużci archaiczny.
Początek zatem nieco mnie zniechęcił, ale summa summarum do wszystkiego można się przyzwyczaić, a dzięki dobrze budowanemu napięciu, fabuła nieco baśniowa oparta na intrydze w...
Życie…
[…] wszyscy urodziliśmy się w tym Lunaparku, nawet jeśli nie mieliśmy czym zapłacić za prawo wstępu”.
Nie każdy lubi bezchmurne niebo…
Zderzenia słów.
Szept: […] trzymaj się prawej strony […].
Lobotomia i zapach karmelków. Maski.
Czas, kiedy jest już za późno.
Gra w udawanie, że się zapomniało.
Przeszłość, wciąż obecna.
Martwy czas...
Mamy prawo tylko do jednego okrążenia...
[…] nie należy dotykać życia […].
Wiele wątków, wiele wrażeń. Proza doskonała, słusznie nagrodzona.
Życie…
[…] wszyscy urodziliśmy się w tym Lunaparku, nawet jeśli nie mieliśmy czym zapłacić za prawo wstępu”.
Nie każdy lubi bezchmurne niebo…
Zderzenia słów.
Szept: […] trzymaj się prawej strony […].
Lobotomia i zapach karmelków. Maski.
Czas, kiedy jest już za późno.
Gra w udawanie, że się zapomniało.
Przeszłość, wciąż obecna.
Martwy czas...
Mamy prawo tylko...
„[...] i patrzę na tę wielką czarną żelazną wskazówkę, która wskazuje tę niską, białą, podzieloną na segmenty przestrzeń między 10 a 15, dopóki nie przesunie się nagle na następne puste pole i rozkaże, określi, powie, że tam jest teraz teraźniejszość. Teraźniejszość?”
Czas, trwanie i przemijanie. Próżność świata.
Przypadkowość, ulotność chwili.
Śmierć, nieśmiertelność. Wieczna nagroda czy wieczna kara?
Nie mogę napisać, że jakoś szczególnie zapiszą się w mojej pamięci refleksje, snute w dość swobodny sposób o tym, jak uparcie próbujemy wracać do przeszłości, cofać wskazówki, smakować wspomnienia, o tym, jak czas trzyma nas za kołnierz, wsysa i wchłania, o tym, że nic nie może zdarzyć się ponownie po raz pierwszy; o tym, że życie to rytuały; w końcu o tym, że często szukamy… nieszczęścia. Być może dlatego, że przez moją biblioteczkę przewinęło się już nieco podobnych pozycji o filozoficzno-refleksyjnym klimacie.
Mimo że Cees Nooteboom niczym mnie raczej nie zaskoczył, książka zrobiła na mnie dobre wrażenie, bo lubię ten typ prozy. A więc jak dla mnie, łapka w górę.
„A jednak nie ma innego życia jak tylko następne pięć minut. Reszta to wyobraźnia”.1)
1) Sławomir Mrożek, Małe listy
„[...] i patrzę na tę wielką czarną żelazną wskazówkę, która wskazuje tę niską, białą, podzieloną na segmenty przestrzeń między 10 a 15, dopóki nie przesunie się nagle na następne puste pole i rozkaże, określi, powie, że tam jest teraz teraźniejszość. Teraźniejszość?”
Czas, trwanie i przemijanie. Próżność świata.
Przypadkowość, ulotność chwili.
Śmierć, nieśmiertelność....
„Masz duszę, człowieku – przyznaj się”.
Bardzo lubię, kiedy bohater bogaty w dylematy natury egzystencjalnej zagląda w głąb siebie, próbuje zrozumieć swoje myśli, odnaleźć swoje ja, wraca do przeszłości.
To właśnie dał mi Herzog jako bohater niejednoznaczny, czasem wzbudzający żal, czasem irytujący, ale na wskroś ludzki.
Życie, śmierć, prawda, sumienie, wiara, cywilizacja.
Dostajemy życie, dziedziczymy śmierć.
Kto z nas chce poznać zło? Raczej nikt, ale musimy go doświadczać.
Jakie jest nasze miejsce na ziemi, jaką mamy rolę do spełnienia w czasie swojego istnienia?
Jak trudno czasem zrozumieć siebie?
Pisanie listów do osób mniej lub bardziej znanych, a nigdy niewysłanych, to forma swoistej terapii Herzoga-intelektualisty, a może ucieczka przed otaczającą go rzeczywistością?
„Dusza to straszne obciążenie”.
Książka ma nieco nostalgiczny klimat, co jest oczywiście in plus, a że nie ma tu wartkiej akcji, to mnie osobiście zupełnie nie przeszkadza.
Autor znakomicie połączył swoistą autoanalizę, której poddaje się protagonista, z elementami retrospekcji, dzięki czemu uzyskał pożądany efekt narracyjny.
Dla mnie proza wybitna, której czytanie należy celebrować.
„Zupełnie mi wystarczy, że jestem, że po prostu jestem […]”.
„Masz duszę, człowieku – przyznaj się”.
Bardzo lubię, kiedy bohater bogaty w dylematy natury egzystencjalnej zagląda w głąb siebie, próbuje zrozumieć swoje myśli, odnaleźć swoje ja, wraca do przeszłości.
To właśnie dał mi Herzog jako bohater niejednoznaczny, czasem wzbudzający żal, czasem irytujący, ale na wskroś ludzki.
Życie, śmierć, prawda, sumienie, wiara,...
„Wszystko było mgliste, a zarazem precyzyjne, takie jak powinno być, słowem, sen”.
W prowincjonalnym miasteczku Ici czas uległ zatarciu.
Lustro to powieść obyczajowa z elementami psychologii; nie wstrząsa, nie wywołuje wielkich emocji, potrafi za to swoim sennym nieco klimatem wyciszyć, skłonić do refleksji; zwraca uwagę również piękny poetycki język.
Daniel Boulanger jest dla mnie odkryciem; spodobały mi się bardzo zarówno jego styl, jak i sama historia.
Żałuję, że książka nie jest wyżej notowana na LC.
Żeby dopełnić moją ocenę książki, przytoczę jej fragment.
„[…] doskonała fuzja niedosytu i spełnienia”.
„Wszystko było mgliste, a zarazem precyzyjne, takie jak powinno być, słowem, sen”.
W prowincjonalnym miasteczku Ici czas uległ zatarciu.
Lustro to powieść obyczajowa z elementami psychologii; nie wstrząsa, nie wywołuje wielkich emocji, potrafi za to swoim sennym nieco klimatem wyciszyć, skłonić do refleksji; zwraca uwagę również piękny poetycki język.
Daniel Boulanger...
„Życie nie ma zewnętrznego kształtu […]”.
Tytuł Czas Aniołów może sugerować coś lekkiego, efemerycznego, bo z tym kojarzą się nam anioły. Ale co jeśli te anioły są straszne?
A takimi je właśnie stworzyła Iris Murdoch w swojej nieprzeciętnej powieści, opisując „nieludzkość” interpersonalnych relacji.
Tłem dla całej historii jest gęsta mgła ogarniająca wszystko, w tym umysły bohaterów; sparaliżowani nią, błądzą, szukając rozwiązania, broniąc się jednocześnie przed wyjściem z niej.
Niesamowity klimat powieści zrobił na mnie niemałe wrażenie. Wszystko dzieje się w jakby wyludnionej przestrzeni; atmosfera jest gęsta (nie tylko z powodu mgły), tajemnicza, pełna smutku i przygnębienia ; w takiej właśnie aurze toczą dyskursy natury etycznej bohaterowie, stawiając odwieczne pytania o istnienie Boga, dobro i zło czy przypadkowość i sens ludzkiego bytu. Czy z utratą wiary w Boga wyzbywamy się moralności?
Klimatem książka przypomina mi trochę Kobietę z wydm autorstwa Kōbō Abe, z tą różnicą, że u niego elementem napędzającym fabułę był piasek, u Murdoch rolę tę pełni mgła.
Podsumowując, świetna niecodzienna proza.
„[…] prze krótką chwilę istniejesz.”
„Życie nie ma zewnętrznego kształtu […]”.
Tytuł Czas Aniołów może sugerować coś lekkiego, efemerycznego, bo z tym kojarzą się nam anioły. Ale co jeśli te anioły są straszne?
A takimi je właśnie stworzyła Iris Murdoch w swojej nieprzeciętnej powieści, opisując „nieludzkość” interpersonalnych relacji.
Tłem dla całej historii jest gęsta mgła ogarniająca wszystko, w tym umysły...
Moją uwagę zwrócił tytuł, a ponieważ w serwisie brak było opisu, książka okazała się niewiadomą. W trakcie lektury stało się jasne, że to typowa socrealistyczna propagandówka. No cóż, z (bez) ciekawości przeczytało się to (sfilmowane zresztą) dzieło; z jednej strony bieda aż piszczy, z drugiej wspaniała dobra władza radziecka. I tak powstały kołchozy…
Moją uwagę zwrócił tytuł, a ponieważ w serwisie brak było opisu, książka okazała się niewiadomą. W trakcie lektury stało się jasne, że to typowa socrealistyczna propagandówka. No cóż, z (bez) ciekawości przeczytało się to (sfilmowane zresztą) dzieło; z jednej strony bieda aż piszczy, z drugiej wspaniała dobra władza radziecka. I tak powstały kołchozy…
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to