Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , ,

43/130/2026
#BraczBingo 2026: Dla dzieci
Jasny gwint, to jest dla dzieci? Brrrr. Miałam lekkiego stracha. Niby człowiek wie, że musi się dobrze skończyć, ale jednak się obawia. I czy naprawdę musi się dobrze skończyć?

43/130/2026
#BraczBingo 2026: Dla dzieci
Jasny gwint, to jest dla dzieci? Brrrr. Miałam lekkiego stracha. Niby człowiek wie, że musi się dobrze skończyć, ale jednak się obawia. I czy naprawdę musi się dobrze skończyć?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

42/130/2026
Jakby to mógł powiedzieć niejeden bohater tej trylogii: „Gottes Mühlen mahlen langsam aber sicher".
Szkoda, że autor nic więcej nie napisał. W sensie szpiegowskiej fikcji.

42/130/2026
Jakby to mógł powiedzieć niejeden bohater tej trylogii: „Gottes Mühlen mahlen langsam aber sicher".
Szkoda, że autor nic więcej nie napisał. W sensie szpiegowskiej fikcji.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

41/130/2026
Wszystko na tym świecie to efekt gry wywiadów i zmowy możnych tego świata. Howgh.

"Spoko, koleś - odpowiedziała Marika. - Dobry uścisk i refleksik. Ta kurew jeszcze dycha?"

41/130/2026
Wszystko na tym świecie to efekt gry wywiadów i zmowy możnych tego świata. Howgh.

"Spoko, koleś - odpowiedziała Marika. - Dobry uścisk i refleksik. Ta kurew jeszcze dycha?"

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

40/130/2026
O, ja to lubię takie powieści, pasjami. Trochę historii, trochę zwiedzania świata, trochę jedzenia i picia (z wyższej półki, bien sûr), trochę mściwego knucia, trochę mordobicia... Wszystko jest dobrze dobrane i zmiksowane. Dobrze, że mam na półce wszystkie 3 tomy, bo pierwszy kończy się rozpoczęciem akcji. Tego akurat nie lubię, ale skoro nie muszę czekać na wydanie kolejnej części, bo już dawno wyszła, to wybaczam. Żubróweczka w Rio się pojawia, na początku lat 60-tych. Miły akcent. Chociaż ja zawsze wolałam Luksusową, na pyrach.
"Nie zamierzam lądować w Ameryce, drogi chłopcze, lecz jak każdy cywilizowany arystokrata popłynąć tan statkiem - odrzekł z godnością lord Grey (...)." O, jakże go rozumiem, chociaż ja z chłopów. Od pyr.

40/130/2026
O, ja to lubię takie powieści, pasjami. Trochę historii, trochę zwiedzania świata, trochę jedzenia i picia (z wyższej półki, bien sûr), trochę mściwego knucia, trochę mordobicia... Wszystko jest dobrze dobrane i zmiksowane. Dobrze, że mam na półce wszystkie 3 tomy, bo pierwszy kończy się rozpoczęciem akcji. Tego akurat nie lubię, ale skoro nie muszę czekać na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

38/130/2026 - "Lalka"
39/130/2026
Bardzo ładna i smutna opowieść o końcówce wojny w Budapeszcie. Szwaby już przegrywają, ale w mieście wciąż czują się mocni (albo udają). Mieszkańcy starają się przetrwać w beznadziejnych warunkach. Jedni donoszą, inni pomagają, jeszcze kolejni kopią dołki. Jak to w życiu.
Ruskie wojsko pojawia się dopiero pod koniec książki , więc powieść nie jest tak propagandowa, jakby mogła być. Ale dzielne z nich chłopaki, wyszkolone, dobre serca mają, przyjaźni tacy. "Ci, co jeszcze przed chwilą stąpali cicho jak koty polujące na myszy, teraz przemienili się w szalejący huragan." No ba! Waleczni. Jeden z nich "odważnie rzucił się naprzód w stronę zaskoczonych wybuchem Niemców." A jak zostali ranni, to wszyscy prawie szli dzielnie o własnych siłach, na rany nie bacząc, tylko "mały kirgiski żołnierz niósł na plecach plutonowego, który walczył pod Stalingradem." Patrzcie, w jednym zdaniu i mocarny siłacz, i wierny przyjaciel, i wyszkolony żołnierz niesie bohatera spod Stalingradu. O, ja, o, ja. Wiem, że się czepiam, na siłę trochę doszukuję się tej propagandy, niepotrzebnie zupełnie. Ale jakoś tak człowiek podświadomie szuka.
I takie pozytywne, radosne zakończenie. Szkoda tylko, że niedługo potem spadła kurtyna na ponad 40 lat.

38/130/2026 - "Lalka"
39/130/2026
Bardzo ładna i smutna opowieść o końcówce wojny w Budapeszcie. Szwaby już przegrywają, ale w mieście wciąż czują się mocni (albo udają). Mieszkańcy starają się przetrwać w beznadziejnych warunkach. Jedni donoszą, inni pomagają, jeszcze kolejni kopią dołki. Jak to w życiu.
Ruskie wojsko pojawia się dopiero pod koniec książki , więc powieść...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

37/130/2026
#BraczBingo 2026: Wydana w twoim roku urodzenia
To okropnie przyjemna książka o wiosce holenderskiej (tak sądzę, skoro autor był holendrem, no i nazwiska bohaterów takie dość egzotyczne...) i jej mieszkańcach. Czas w powieści płynie przez pierwszą połowę XX wieku. Płynie leniwie, jak woda w fosie wokół zamku. Wybucha pierwsza wojna, ale na szczęście mija bokiem. Z drugą wojna już nie przechodzi tak ulgowo. W zamku mieszka dziewczynka, potem dorasta, potem znika i znowu wraca. Potem umiera. Nazywana jest baronową, chociaż nigdy nie wyszła za mąż. Więc raczej baronówna. Ale to brzmi gorzej. Naprzeciwko starego zamku buduje się nowy zamek - identyczny. Tylko nowy, więc nie tak szacowny. Mieszka w nim pan z panią, potem pani umiera, pan wyjeżdża, a zamek zostaje zburzony. Stary zamek też znika. Z młodych chłopaków wyrastają młodzi mężczyźni, żenią się, mają dzieci, starzeją się, umierają. I tak się życie toczy.
A kto to są bracia śpiący i jakiej kobiety są braćmi? Kto przeczyta, ten się dowie.

"...redemptoryści lubią mroczne oświetlenie, bo taki nastój użycza im większej władzy nad ludźmi."
"...i przez chwilę stał zapatrzony w ruiny zamku, w którym kryło się kiedyś szczęście oczekiwania, a teraz zostało już tylko szczęście wspomnień."

A wiecie, że powieść została przetłumaczona na nasze z niemieckiego? I to jedyna powieść tego autora dostępna po polsku. Szkoda...

37/130/2026
#BraczBingo 2026: Wydana w twoim roku urodzenia
To okropnie przyjemna książka o wiosce holenderskiej (tak sądzę, skoro autor był holendrem, no i nazwiska bohaterów takie dość egzotyczne...) i jej mieszkańcach. Czas w powieści płynie przez pierwszą połowę XX wieku. Płynie leniwie, jak woda w fosie wokół zamku. Wybucha pierwsza wojna, ale na szczęście mija bokiem....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

36/130/2026
Czwarty i tym razem na prawdziwo ostatni tom Szwagra i Miśka. Zabawny, jak wszystkie pozostałe, zwariowany jak dzik w żołędziach i świnia w truflach razem wzięte. Ale chyba autor wie co robi, że z nimi kończy. Myślę sobie, że w końcu zamiast śmieszyć, zaczęliby nas nudzić. Ileż można się śmiać ze Szwagrowej ciapowatości i Miśkowego zgrzytania uzębieniem? No właśnie. A tak zostaną nam w pamięci i na półkach. Nie ma wszak nic gorszego niż nadmiar, przesyt i przesada.
W tej części okazuje się, że Szwagier popełnił książkę! Pod jakże słynnym dziś pseudonimem! I ten wątek książki mnie właśnie niepokoi, bo nie jestem pewna, czy książka została zabrana z pociągu, czy niestety w nim została na wieki. Skoro pociąg jest fikcyjny, to nie mamy szansy jej odnaleźć… Szkoda by było takiego dzieła. A pociąg na pewno zmyślony, bo nie dość, że autor wprost to przyznaje, to jeszcze w jednym z wagonów są miejsca od 42 do 48, czyli 7 sztuk. Jakoś dziwnie. Nie czepiam się, bo skoro w tym pociągu jest wagon z Gwiazdorem, reniferem, elfami i igloo to zapewne siedzenia też trzeba było niestandardowo montować.
I jeszcze dowiedziałam się, że jak rano nie można rozczesać włosów, to znaczy, że w nocy przyszła krowa i człowiekowi te włosy lizała! Dobrze, że ja nie mam problemów z porannym czesaniem, bo bym się bała zasnąć.

36/130/2026
Czwarty i tym razem na prawdziwo ostatni tom Szwagra i Miśka. Zabawny, jak wszystkie pozostałe, zwariowany jak dzik w żołędziach i świnia w truflach razem wzięte. Ale chyba autor wie co robi, że z nimi kończy. Myślę sobie, że w końcu zamiast śmieszyć, zaczęliby nas nudzić. Ileż można się śmiać ze Szwagrowej ciapowatości i Miśkowego zgrzytania uzębieniem? No...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

35/130/2026
#BraczBingo 2026: Z regału: Nowości
Czytałam pierwszy tom tej serii i nie miałam na razie w planie kontynuacji, ale druga część wlazła mi w oczęta w bibliotece. W nowościach. A jednym z tegorocznych wyzwań mojej kochanej wielofiliowej biblioteki jest właśnie biblioteczna nowość. No to wzięłam żem.
Fabularnie, ok, podoba mi się ten wątek historyczny. O krwawych walentynkach nie miałam pojęcia, jak zresztą o wielu morderczych wydarzeniach. Przecież nie czytam rubryk kryminalnych w starych gazetach. Zresztą starych gazet z pominięciem tychże rubryk takoż nie.
Główna para bohaterów jest skrajnie różna i takież budzi we mnie uczucia. Wyprany z emocji Jeremek bardzo mi się podoba, taki koncentrat na jednej sprawie. Wiecie, stereotypowy chłop. Wydawaj mu pojedyncze komendy i w prostych zdaniach, bo inaczej nie zakuma. Tak samo szablonowa jest Laura, irytująca mnie (szczególnie na początku) niemożebnie. Gada, ględzi, nawija, plecie, pierniczy… Najbardziej podniosło mi ciśnienie jej bredzenie o poglądach patriarchalnych mężczyzn, którzy uważają, że każda kobieta chciałaby być damą uratowaną z opałów, która następnie z tej wielkiej wdzięczności będzie się ścielić rycerzowi do stóp, odgadywać każde jego życzenie i spełniać je jeszcze przed artykulacją onego. No w mordę pawiana, tu pani autorka trochę przesoliła. Na szczęście potem nie ma już rozmów o różnicach płci, więc jest lepiej. Za to „Komisarz Błyskotliwek” i „Komisarz Bystrzyszczykiewicz” skradli moje serce. Szczególnie ten drugi.
Powieść napisana jest bardzo barwnym językiem, momentami może trochę nadmiernym, ale to jej duży plus. Lubię zabawy słowem, wiec takie opisy jak poniższy zawsze docenię:
„Prometeusz Płomyczek, mężczyzna podłego wzrostu, postury godnej pożałowania, urody niemalże niewidzianej, za to charakteru tak barwnego, ze niejeden rajski ptak mógłby mu pozazdrościć, spożywał właśnie kanapkę z serami dojrzewającymi i wędzoną gruszką (…).”
Te sery to jeszcze, ale wędzona gruszka? Łomójbożyczkułaskawywniebiesiechzewszystkimiświętymi…
Podsumowując: miłe czytadło na leżak, a ze sezon się zbliża, to polecam.

35/130/2026
#BraczBingo 2026: Z regału: Nowości
Czytałam pierwszy tom tej serii i nie miałam na razie w planie kontynuacji, ale druga część wlazła mi w oczęta w bibliotece. W nowościach. A jednym z tegorocznych wyzwań mojej kochanej wielofiliowej biblioteki jest właśnie biblioteczna nowość. No to wzięłam żem.
Fabularnie, ok, podoba mi się ten wątek historyczny. O krwawych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

34/130/2026
"MfS [Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego, potocznie Stasi] objęło swoja kontrolą wszystkie obszary życia społecznego. Sfera wolności ograniczała się w zasadzie do niewypowiedzianych myśli." Ano właśnie. Edukacja, kościół, literatura, medycyna czy ciupa - wszędzie czyhała Stasi ze swoimi sowieckimi / hitlerowskimi metodami zamęczania człowieka, wymuszania zeznań, faszerowania go prochami, Zaszczuwania itp.
Aby pisarza "zdyscyplinować" stosowano tzw. "systematyczną organizację niepowodzenia zawodowego" (nawiasem mówiąc, rozkoszne określenie!) czyli każde wydawnictwo odmawiało takiemu delikwentowi publikacji. A jak mu się udało wydać książkę w RFN, Stasi publikowała negatywne recenzje w prasie zachodnioniemieckiej (oraz pozytywne w enerdowskiej, żeby jeszcze bardziej pisarzowi dokopać).
W książce zamieszczono fragmenty planów działań, m. on. dyskredytacji niejakiego Wolfganga Templina. Chociażby z tego powodu warto po książkę sięgnąć: wszystkie działania zostały bardzo szczegółowo rozpisane. Wielu z nas mogłoby się takiego przygotowania uczyć. Oczywiście do innych działań, ale to skrupulatne podejście robi wrażenie.
Jak ktoś miał antyki albo dzieła sztuki, to się mu je wyceniało po cenach zachodnich (chociaż oczywiście możliwości sprzedaży na "kapitalistycznym" rynku nie miał ten ktoś żadnej, a w NRD ceny były znacznie niższe), a od tych kolosalnych kwot naliczano należny podatek. Człowiek nie miał z czego tego podatku zapłacić, wiec na poczet zaległości władze zajmowały jego antyki. Tralala, jakież to proste.
Budziszyn. Piękne miasteczko, byłam w lutym. Przez 30 lat należało do Polski (za czasów Chrobrego, jak zmarł to w zawierusze za Mieszka II Niemce sobie odebrały Łużyce i Milsko, razem z Budziszynem i Żytawą). W NRD więzienie w Budziszynie było jednym z największych w NRD. Trochę jak w starej stadionowej piosence: "duże więzienie i małe domki...". W tymże mamrze trzymano więźniów politycznych, czyli po prostu opozycję. Z książki dowiedziałam się, że stosowano tam prycze rosyjskiej konstrukcji - zawieszone na tle wysoko, że więzień, siedząc, nie sięgał do podłogi stopami. Zwisające nosi drętwieją. Ale leżeć w ciągu dnia nie wolno. Więc siedź i drętwiej, człowieku.
Erich Mielke. OD powstania Stasi w 1950 roku zasiadał w kierownictwie MfS. Przez 22 lata (1957-1989) był ministrem bezpieczeństwa państwowego, pełnił też zaszczytne funkcje partyjne. Bardzo zasłużony pan. A książka na to: "Jak przystało na bojownika na niewidzialnym froncie, grób Mielkego na berlińskim cmentarzu Friedrichsfelde jest anonimowy."
I wielki plus za kilka zdjęć na końcu!!

34/130/2026
"MfS [Ministerstwo Bezpieczeństwa Państwowego, potocznie Stasi] objęło swoja kontrolą wszystkie obszary życia społecznego. Sfera wolności ograniczała się w zasadzie do niewypowiedzianych myśli." Ano właśnie. Edukacja, kościół, literatura, medycyna czy ciupa - wszędzie czyhała Stasi ze swoimi sowieckimi / hitlerowskimi metodami zamęczania człowieka, wymuszania...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

33/130/2026
#BraczBingo 2026: W żółtej okładce (mój egzemplarz jest jasnożółty)
Niby przyjemna lektura, a jednak złowróżbna. Władcy w kilku państwach Europy prowadzą korespondencję, spacerują, rozmawiają, intrygują... a także organizują bale, jak to wynika z tytułu.
Wydaje się, że życie płynie jak zwykle, ale dla czytelnika, któremu rok 1914 kojarzy się jednoznacznie, to spokojne życie za chwilę się skończy. Z tej perspektywy wydaje się, że w całej Europie bulgocze, pod powierzchnią zaczynają się procesy, których nie da się zatrzymać.
Ale gdyby wojna nie wybuchła, na pewno nikt by się teraz nie doszukiwał żadnych jej zapowiedzi.
Wilhelm II wspomina w swoim liście o wielkich zakładach stoczniowych w Kilonii i Szczecinie :-) Zresztą kilka innych polskich dziś miejscowości też jest wspomnianych.
"Panuje tu powszechne mniemanie, że byłoby celowe, gdyby car był pewną ilość tych ludzi wysłuchał. (...) ich monarcha (...) mógł do nich przemówić." Wysłuchanie poprzez przemówienie, to jest dobre.
"Pociski trafiały w twardy kamień, trafiały i w miękkie ciała, by otworzyć drogę życiu, które uchodziło z nich wraz z całym światem wspomnień i całym niebem marzeń."

33/130/2026
#BraczBingo 2026: W żółtej okładce (mój egzemplarz jest jasnożółty)
Niby przyjemna lektura, a jednak złowróżbna. Władcy w kilku państwach Europy prowadzą korespondencję, spacerują, rozmawiają, intrygują... a także organizują bale, jak to wynika z tytułu.
Wydaje się, że życie płynie jak zwykle, ale dla czytelnika, któremu rok 1914 kojarzy się jednoznacznie, to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

32/130/2026
Ten Peter Szentmihalyi Szabo jest u nas całkiem nieznany. A szkoda. Rozumiem, że pisał powieści z historią Węgier w tle, a każdy kraj patrzy przez pryzmat swojego nosa, jeśli się tak mogę wyrazić. Inna rzecz, że patrząc na opcje językowe na jego temat w Wikipedii, to on jest nigdzie nieznany. A szkoda. Na szczęście jest w tejże Wikipedii strona o nim także po niemiecku (a nie wyłącznie po węgiersku), więc mogłam sobie trochę poczytać. To chyba był pomysł durny, bo dowiedziałam się, co mnie ominęło, psiamać. Pan Peter mianowicie planował naskrobać 10 powieści historycznych, a w każdej omówić skutki jakiegoś ważnego zdarzenia historycznego. Węgierskiego. Wydany po polsku „Gellert” jest tomem drugim z siedmiu, które zdążył autor popełnić. Akcja dzieje się na początku XI wieku, w czasach naszego Chrobrego, Mieszka II i Kazimierza Odnowiciela. Na Węgrzech panował wtedy Stefan I, ichni święty nie tylko kościelny, ale także świecko bardzo poważany do dziś. Twórca państwa węgierskiego. Jego święto to na Węgrzech dzień wolny od pracy. Po nim na tron wstępują miernoty, w kraju panuje chaos, państwo traci zdobyte wcześniej ziemie. O tym też trochę poczytacie w powieści.
Wracając do książki: to jest opowieść duchownego Gellerta (zakonnika, księdza i biskupa) o jego życiu, które przed wiele lat ściśle związane jest z królem Stefanem oraz jego synem Emerykiem. Ten duchowny jest bowiem Emeryka nauczycielem. Ciekawostką jest to, że wszyscy trzej (Stefan, Emeryk i Gellert) zostali kanonizowani w tym samym dniu przez papieża Grzegorza VII. Tak, to ten, który tarmosił się z cesarzem Henrykiem IV o inwestyturę, czyli prawo do nadawania biskupich tytułów swoim ulubieńcom, stronnikom, zwolennikom, poplecznikom, czy jak ich tam jeszcze można nazwać. W tym sporze nasz ówczesny książę Bolesław Śmiały (historia jego relacji z kościołem, przysłoniętej konfliktem z biskupem Stanisławem, może być odrębną opowieścią…) poparł papieża Grzecha, co miało taką korzyść, że wygrany Grzechu, jak już potrzymał Heńka w żebraczej opończy pod murami Canossy, przywrócił nam w Polsce arcybiskupstwo (o jego upadek postarał się czeski Brzetysław w 1039 roku, podwędzając przy okazji relikwie św. Wojciecha). A jak się ma arcybiskupa, to można się koronować na króla. Co Śmiały zrobił.
Wracając do kanonizacji bohaterów książki, to myślę sobie, że to im się bardzo spodobało. Sądząc z powieści, wszyscy trzej nie tylko się wzajemnie szanowali, ale także zwyczajnie po ludzku lubili.
Narratorem jest duchowny, więc wiele tam wezwań do Boga i wspomnień o Biblii. Nie szkodzi. Pojawiają się nasi znajomi, np. biskup Wojciech, który poniósł śmierć w Prusach, a którego rodzinę „wymordowali pogańscy Czesi”. A także niejaki Bolesław, który przysparzał swoim sąsiadom zmartwień, wojował to z Niemcami, to z Czechami, capnął sobie Morawy i doszedł aż do Dunaju. I jeszcze udzielił schronienia węgierskiemu buntownikowi. I jeszcze Brzetysław „i inni czescy rozbójnicy”. No widać, że kogo jak kogo, ale Czechów to nasz Gellert nie lubił.
Wspomniane jest zdobyte orze Węgrów niemieckie miasto nad Dunajem, niejakie Vindobonum. Dzisiaj Wiedeń. Oraz niewielka wioska o nazwie Peszt.
Niby wiem, że to powieść historyczna, że materiałów źródłowych o XI wieku za wiele nie ma, ale przez to, że natrafiam w książce na prawdziwe postacie i wydarzenia, to wydaje mi się, że wszytko w niej jest prawdą. A niech mi się wydaje.
„Ojciec Lucianus zanudzał nas na śmierć wyssanymi z palca zadaniami, które zupełnie nie przemawiały do naszej wyobraźni, jak na przykład znane wszystkim zadanie o dwóch ludziach, którzy jednocześnie wyruszają z dwóch miast, żeby się spotkać, ale podróżują z różną prędkością, i należy obliczyć, gdzie się w końcu spotkają… Raz zgłosiłem się do odpowiedzi i oświadczyłem, że ci dwaj ludzie muszą być strasznie głupi, skoro nie wyznaczyli sobie wcześniej miejsca spotkania, a jeśli dla nich nie było to ważne, to dlaczego my mamy tracić czas na obliczenia.”
„Największą trudność [w nauce języka] sprawiała mi zawsze odmiana, głównie dlatego że Węgrzy, zgodnie ze wschodnim zwyczajem, doczepiają do słów wszystkie cząstki gramatyczne (…), które w każdym cywilizowanym języku umieszcza się przed wyrazami.”
„Życie ludzkie przypomina coraz bardziej zwężającą się drogę: gdy się rodzimy, widzimy przed sobą ogromny plac, potem wiele szerokich, prowadzących w różnych kierunkach gościńców, ale gdy jesteśmy starzy, podążamy już tylko wąska ścieżką, z której nie możemy zawrócić, bo nie pozwala nam na to nasza własna przeszłość, wygoda, rola w życiu i opinia, jaką stworzyli sobie o nas inni ludzie.”
„Z mojego doświadczenia wynika, że ludzie znający wiele języków są zazwyczaj głupi i nieciekawi.”

32/130/2026
Ten Peter Szentmihalyi Szabo jest u nas całkiem nieznany. A szkoda. Rozumiem, że pisał powieści z historią Węgier w tle, a każdy kraj patrzy przez pryzmat swojego nosa, jeśli się tak mogę wyrazić. Inna rzecz, że patrząc na opcje językowe na jego temat w Wikipedii, to on jest nigdzie nieznany. A szkoda. Na szczęście jest w tejże Wikipedii strona o nim także po...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

31/130/2026
#BraczBingo 2026: Wybrana na chybił trafił
Gdzieś na pograniczu Europy i Azji, kiedyś w okresie międzywojennym żyli sobie chłopcy. Z różnych środowisk, ale zakwaterowani w jednej okolicy. Razem uganiali się po dachach i ekscytowali gołębiami, mieli w swojej bandzie jedną ofiarę, z której się naśmiewali, bo był potulny, strachliwy i do tego Z DOBREGO DOMU, czyli gamoń jak się patrzy (i jeszcze nosi stanik, za diabła nie wiem, co to za część bielizny mogła być. Dla chłopca. 11-letniego…). Razem włóczyli się po targu i zaglądali do sklepików, razem chcieli być pionierami (co niektórym nie przeszkadzało planować kradzież). Ta książka to opowieść o zapale rewolucyjnym, u niektórych udawanym, u niektórych prawdziwym, o szukaniu wrogów klasowych i wrogów tejże rewolucji, o intrygach wśród towarzyszy rewolucyjnych, także o miłości… Wszystko tu jest, nawet nieużywana od lat łazienka z popsutym piecykiem. Realia są pokazane nie tylko z perspektywy 11-letniego chłopca, również oczami dorosłych. Przez to otrzymujemy migotliwy obraz, czasem witraż, czasem wyklejankę z tanich kolorowych szkiełek, Nie wiem, skąd takie niskie oceny, bo opinii nie ma żadnej. Szkoda, z ciekawością bym przeczytała.
Bardzo polecam.
„Wygodnie jest żyć na świecie, kierując się cudzym rozumem.”

31/130/2026
#BraczBingo 2026: Wybrana na chybił trafił
Gdzieś na pograniczu Europy i Azji, kiedyś w okresie międzywojennym żyli sobie chłopcy. Z różnych środowisk, ale zakwaterowani w jednej okolicy. Razem uganiali się po dachach i ekscytowali gołębiami, mieli w swojej bandzie jedną ofiarę, z której się naśmiewali, bo był potulny, strachliwy i do tego Z DOBREGO DOMU,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

30/130/2026
#BraczBingo 2026: Reportaż
Trzydzieści lat (z okładem) minęło od napisania tego reportażu. Czy raczej od zebrania wspomnień z dzieciństwa oraz notatek z kilku podróży i wydania ich w jednym tomie. Tyle lat, a z tego, co się słyszy o Rosji, to niewiele się tam zmieniło.
Wiele tu o barbarzyństwie caratu i komunistów: zapaćkaniu pięknych fresków w gruzińskim kościele (bo carski gubernator chciał mieć ściany wybielone jak baby w Rosji bielą piece…), wyburzeniu (a wcześniej ogołoceniu) Świątyni Chrystusa Zbawiciela, budowanej za caratu przez 45 lat (bo na jej miejscu miał powstać Pałac Sowietów, z pomnikiem Lenina, którego palec wskazujący miał mieć 6 metrów… nie powstał, bo nadeszła II wojna światowa, a ostatecznie w wykopie zrobiono za Chruszczowa basen) albo o zniszczeniu, według szacunków, 20-30 milionów ikon (bo przecież nadawały się jako tarcze strzelnicze w wojsku, chodniki w kopalniach, do zbijania skrzynek na ziemniaki, jako deski do krojenia w kuchniach, a przede wszystkim – na opał!).
Oczywiście w całym potężnym państwie radzieckim albo nie ma wody zimnej, albo ciepłej, albo nie ma jej wcale. O kanalizacji nie ma co wspominać.
A wyobrażacie sobie księgę, pisaną jeszcze na skórze, która waży 32 kilo i poszło na nią 700 cielaków? To Ormianie takie mieli skarby. Również książeczki „małe jak chrabąszcz”.
„Światu grożą trzy plagi, trzy zarazy. Pierwsza – to plaga nacjonalizmu. Druga – to plaga rasizmu. Trzecia – to plaga religijnego fundamentalizmu.” Patrzcie, jak to Kapuściński trafnie przewidział. Sprawdza się wzorcowo. Pisał to o Rosji, ciekawe, czy się tego w Polsce spodziewał.
„W latach 1932-33 Stalin zagłodził na śmierć kilka milionów chłopów ukraińskich i kazał rozstrzelać dziesiątki tysięcy ukraińskich inteligentów. Uratowali się ci, którzy uciekli za granicę. Kultura ukraińska przechowała się lepiej w Toronto i Vancouver niż w Doniecku i Charkowie.”
„Przede wszystkim do roku 1917, a na znacznych obszarach aż do roku 1939, Ukraina to był jeden z najbarwniejszych na świecie kobierców kultur, religii, języków, przebogaty, kolorowy ogród, który ludzie z Zachodu zgłębiali ze zdumieniem i fascynacją. Ileż tu ciągle mimo dewastacji i zniszczeń śladów polskich, rosyjskich, żydowskich, węgierskich, włoskich, austriackich, niemieckich, rumuńskich.” Tak było na przełomie lat 80-tych i 90-tych. Teraz pewnie tych śladów mniej, a za to zniszczeń więcej.
Na końcu książki pisze Kapuściński o przyszłości Rosji. Wieszczy jej wzrost nacjonalizmu, chęć utrzymania dużego i silnego państwa (sprawdza się), w tym możliwą konfrontację między chrześcijaństwem a islamem (to się chyba nie sprawdziło) oraz postępujące zróżnicowanie materialnych warunków życia. Biedni będą coraz biedniejsi, a bogaci – coraz bogatsi. A po trzecie – rozwój enklawowy (określenie autora). Czyli na obszarach biedy będą małe wysepki bogactwa. Luksusowy bank wśród odrapanych kamienic. Elegancki hotel wśród brudnych ulic zabudowanych slumsami. Obok imponujących aut – stare, śmierdzące i zatłoczone autobusy miejskie. Na koniec widzi Kapuściński przyszłość Rosji optymistycznie. Naprawdę! Porównuje ją do Chin, Indonezji czy Indii, które umiały zacząć się rozwijać, spodziewa się także, że komu jak komu, ale Rosji Europa zawsze pomoże. No cóż. Pisał to przed Wołodią P.
Mimo tej nie końca aktualnej końcówki książka jest absolutnie warta przeczytania. Wcale nie z powodu renomy autora. Dla mnie najciekawsze jest to, że Kapuściński zjechał przed wszystkim radzieckie republiki zakaukaskie. Egzotyczne, dalekie. A jednak podobne, niestety…

30/130/2026
#BraczBingo 2026: Reportaż
Trzydzieści lat (z okładem) minęło od napisania tego reportażu. Czy raczej od zebrania wspomnień z dzieciństwa oraz notatek z kilku podróży i wydania ich w jednym tomie. Tyle lat, a z tego, co się słyszy o Rosji, to niewiele się tam zmieniło.
Wiele tu o barbarzyństwie caratu i komunistów: zapaćkaniu pięknych fresków w gruzińskim...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

29/130/2026
To trzecia z kolei powieść o tym, jak to chciwość i pazerność księży i zakonnic, albo osób za nich się podających, pcha ich do niecnych uczynków. Nic im nie stanie na przeszkodzie. No, chyba że Dżesi do spółki z babcią Matyldą!
Mi już wystarczy, czwartego tomu nie będę czytać. Albo za długi, długi czas, żebym nie miała poczucia, że wciąż ten sam temat wałkuję. Bo spodziewam się, że czwarta część też będzie o sutannach i kornetach.
PS. Uwaga do wydawnictwa / redaktora / korekty: siostra Perpetua - nastawienie siostry Perpetui. Nie "Perpetuy"...
"ty przesiąknięty winem mszalnym gąbczasty jamochłonie"
"O, jest pan gospodarz Matys (...). A my tu sobie trumienkę otwieramy."

29/130/2026
To trzecia z kolei powieść o tym, jak to chciwość i pazerność księży i zakonnic, albo osób za nich się podających, pcha ich do niecnych uczynków. Nic im nie stanie na przeszkodzie. No, chyba że Dżesi do spółki z babcią Matyldą!
Mi już wystarczy, czwartego tomu nie będę czytać. Albo za długi, długi czas, żebym nie miała poczucia, że wciąż ten sam temat wałkuję....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nie będę liczyć do przeczytanych, bo dotrwałam do 140 strony i przebrnęłam przez dwie pierwsze części. Spodziewałam się szaleństwa, obsesji i fantasmagorii, bo czytałam już "Bohatera na ośle", ale jednak się poddałam. Doceniam pióro autora, pokrętne ścieżki jego wyobraźni, absurdalne pomysły i cudacznych bohaterów (znanych zresztą z "Bohatera"). Bardzo doceniam, dlatego daję 8 gwiazdek. Miłe było wspomnienie Śląska i Pomorza z Gdańskiem, bo w końcu na Bałkanach nie są to popularne miejsca. Ale nie pomogło. Męczą mnie te seksualne wynurzenia, te fekalia, obsesja zębów jak u Tomasza Manna (wprawdzie trwa przez chwilę ale za to jak intensywnie!), ooooo, intensywność to jest dobre słowo. Wszystko w tej powieści jest nachalnie intensywne, przytłaczające, przejaskrawione i nie służy fabule. Bo spójnej fabuły nie ma i to jest dla mnie ogromny minus. Ale jeśli podobał Wam się "Bohater na ośle" to się nie zawiedziecie! Miłej lektury!

Nie będę liczyć do przeczytanych, bo dotrwałam do 140 strony i przebrnęłam przez dwie pierwsze części. Spodziewałam się szaleństwa, obsesji i fantasmagorii, bo czytałam już "Bohatera na ośle", ale jednak się poddałam. Doceniam pióro autora, pokrętne ścieżki jego wyobraźni, absurdalne pomysły i cudacznych bohaterów (znanych zresztą z "Bohatera"). Bardzo doceniam, dlatego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

28/130/2026
Przyszedł czas na likwidowanie regału zaległości, to to likwiduję. Książka jest ok, chociaż wolę Ćwirleja milicyjnego. W tej serii najbardziej podoba mi się babcia Matylda, której nigdy za wiele, i Dżesi, która jest do przyjęcia wyłącznie w mikrodawkach :-) Doceniam też demaskowanie kłamstw związanych z wiarą. Niekoniecznie katolicką, każdą.
Mam jeszcze trzeci tom tej serii, który też przeczytam. Widzę, że zapowiedziano czwartą część, ale już ją sobie odpuszczę. Cała kolejka innych Ćwirlejów czeka.

28/130/2026
Przyszedł czas na likwidowanie regału zaległości, to to likwiduję. Książka jest ok, chociaż wolę Ćwirleja milicyjnego. W tej serii najbardziej podoba mi się babcia Matylda, której nigdy za wiele, i Dżesi, która jest do przyjęcia wyłącznie w mikrodawkach :-) Doceniam też demaskowanie kłamstw związanych z wiarą. Niekoniecznie katolicką, każdą.
Mam jeszcze trzeci...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

27/130/2026
Jedna teściowa chce zwiedzać sanktuaria. Druga - zaliczać SPA i winiarnie. Jadą jednym samochodem. Wiadomo, że będzie z tego katastrofa. Tyle, że chociaż afera zacznie się w winiarni, to ani SPA, ani sanktuarium nie odwiedzą żadnego.
Przyjemna lektura.

27/130/2026
Jedna teściowa chce zwiedzać sanktuaria. Druga - zaliczać SPA i winiarnie. Jadą jednym samochodem. Wiadomo, że będzie z tego katastrofa. Tyle, że chociaż afera zacznie się w winiarni, to ani SPA, ani sanktuarium nie odwiedzą żadnego.
Przyjemna lektura.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

26/130/2026
Miłe czytadło. Padają kolejne trupy, policjant i pomagająca mu pisarka maja pełne ręce roboty. Wciąż nie została rozwiązana tragedia sprzed lat, mam nadzieję, że autorzy nie planują ciągnąć tego wątku przez kolejne 5 tomów. Niechby już ujawnili, co naprawdę się stało i pozwolili bohaterce iść dalej. A bieżące trupy mogą na Rugii nadal padać.
Historię o powstaniu organizacji ratowników wodnych w Binz poznałam w tamtejszym muzeum. A gdy przeczytałam, ze jedna z postaci zjadła na lanczyk bismarka z czerwoną cebulką, czyli śledzia w bułce, to aż mi ślinka pociekła. Mniam, jakżebym zjadła taką bułę! Na szczęście moda na nie odtarła też do Polski, wystarczy tylko w sezonie nad polski Bałtyk pojechać, a nie aż nad niemieckie Ostsee :-))))

26/130/2026
Miłe czytadło. Padają kolejne trupy, policjant i pomagająca mu pisarka maja pełne ręce roboty. Wciąż nie została rozwiązana tragedia sprzed lat, mam nadzieję, że autorzy nie planują ciągnąć tego wątku przez kolejne 5 tomów. Niechby już ujawnili, co naprawdę się stało i pozwolili bohaterce iść dalej. A bieżące trupy mogą na Rugii nadal padać.
Historię o...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

25/130/2026
Jakaż to przyjemna książka awanturnicza! Akcja dzieje się w czasach Rudolfa II Habsburga (któren żył od połowy XVI wieku do początku XVII i okropnie chciał wynaleźć kamień filozoficzny - to za jego czasów alchemicy robili swoje eksperymenty, niestety nie mieszkali na Złotej Uliczce, bo tam panoszyła się straż zamkowa...), a co do miejsca akcji, to zaczynamy w Pradze, wędrujemy do Wiednia, potem przez Rzym do fikcyjnego księstwa Stramba ("strambo" to po włosku dziwaczny, cudak, dziwoląg... nawet pasuje), a na koniec wyruszamy w drogę powrotną do Pragi. Na tym kończą się przygody Piotra z Kojca dla kur, chociaż spokojnie mógłby powstać kolejny tom.
Szkoda, że nie powstał. Szkoda, że powieści Vladimira Neffa nie są zbyt łatwo dostępne. Tym bardziej czytajcie "Królowe..."
Poznacie plejadę dziwaków, szaleńców, zdrajców, ladacznic, matołków, ludzi honoru, fałszywców, książąt, biskupów, żołnierzy i karczmarzy. A także "szczwanych cudzoziemskich awanturników". Poznacie kilka sposobów na wyplatanie się z kłopotów, ucieczkę z więzienia, nawiewanie tajnymi przejściami. Tylko płaszcza brakuje, bo szpady się trafiają. Każdy z bohaterów ma coś za uszami, każdego z nich można przekupić, zaszantażować albo przemówić mu do rozumu lub serca. A jeśli się nie uda - kulka w łeb.
"Szlachcic, który się nie pojedynkuje jest jak kogut, który nie pieje."
"Mięso ich [pawi] jest nie tylko smaczne, ale ma także właściwości lecznicze; on sam [Benvenuto Cellini] wyleczył się nim z francuskiej choroby."
"To jest hiszpańska nowinka, ekstrawagancja, żeby ją diabli wzięli. My, Niemcy, dobrze wiemy, dlaczego na rzeczy nonsensowne mówimy: das kommt mir spanisch vor, to mi wygląda na hiszpańszczyznę."
"...niechże jego potomstwo wygnije aż do ostatniego pokolenia..."

25/130/2026
Jakaż to przyjemna książka awanturnicza! Akcja dzieje się w czasach Rudolfa II Habsburga (któren żył od połowy XVI wieku do początku XVII i okropnie chciał wynaleźć kamień filozoficzny - to za jego czasów alchemicy robili swoje eksperymenty, niestety nie mieszkali na Złotej Uliczce, bo tam panoszyła się straż zamkowa...), a co do miejsca akcji, to zaczynamy w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

24/130/2026
#BraczBingo 2026: Polecana przez kluby książki Biblioteki
Piękna opowieść o przemijaniu. Czy cię dobro spotyka, czy zło - wszystko mija. Panta rhei.
A tytułowy dom... Jakbym chciała go zobaczyć, może nawet przez chwilę pomieszkać. Sporo szkła, więc zimno w zimie i gorąco w lecie. Schodów nabudowane jak w latarni morskiej. Ale sufit szafirowy ze złotym! Kuchenka z dziewięcioma palnikami i dwoma piekarnikami (a w każdym można upiec indyka)! O, jejku!

24/130/2026
#BraczBingo 2026: Polecana przez kluby książki Biblioteki
Piękna opowieść o przemijaniu. Czy cię dobro spotyka, czy zło - wszystko mija. Panta rhei.
A tytułowy dom... Jakbym chciała go zobaczyć, może nawet przez chwilę pomieszkać. Sporo szkła, więc zimno w zimie i gorąco w lecie. Schodów nabudowane jak w latarni morskiej. Ale sufit szafirowy ze złotym!...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to