-
Artykuły
Wielka Wiosenna Wyprzedaż w Matras.pl: tysiące książek nawet 80% taniej
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jon Frederickson i jego książka „Kłamstwa, którymi żyjemy”, czyli o poznaniu samych siebie oczami psychoterapeuty
LubimyCzytać2 -
Artykuły
Czytelnicy wybrali Książki Roku 2025. Oto zwycięzcy
LubimyCzytać97 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 13 marca 2026
LubimyCzytać512
Biblioteczka
2025
Ojcowski Park Narodowy odwiedziłam kilka lat temu – wspominam tę podróż z nostalgią i uśmiechem. Malownicze doliny przemierzałam z zachwytem nad pięknem otaczającej mnie przyrody, a jaskinie podziwiałam z lekkim niepokojem, myśląc o ich skrzydlatych mieszkańcach. Nie bez powodu to właśnie nietoperz widnieje w logo parku…
Adam Widerski osadził akcję swojej książki w tym niezwykle urokliwym zakątku Polski. W jednej z niemal siedmiuset ojcowskich jaskiń znaleziono ciało kobiety pośmiertnie upozowanej na nietoperza. Odkrycie wywołuje potężną panikę wśród turystów. Prawie wszystkich – bo jedna osoba zamiast przerażenia odczuwa fascynację precyzyjnością brutalnej zbrodni. To Hektor Wist, lekarz medycyny sądowej, który znalazł się w Ojcowie jako turysta. To postać niejednoznaczna, charakterystyczna i stale wystawiana przez autora na próbę wiarygodności.
Śledztwo w sprawie morderstwa prowadzi miejscowy komendant, podinspektor Tobiasz Morawski. Okoliczności sprawiają, że postanawia włączyć do dochodzenia Wista, będącego nie tylko specjalistą – patologiem, lecz także jego dawnym przyjacielem. Śledztwo okazuje się trudne, a dodatkowo komplikuje je szokujące odkrycie – zamordowana w jaskini kobieta to lokalna przewodniczka, która... oficjalnie zginęła w wypadku samochodowym rok wcześniej.
Muszę przyznać, że ta historia, rozgrywająca się w dwóch płaszczyznach czasowych, wciąga bez reszty. Połączenie przyrodniczego uroku Ojcowskiego Parku Narodowego z makabryczną zbrodnią tworzy niepowtarzalną atmosferę. Na uwagę zasługują też liczne nawiązania do parkowej fauny – zwłaszcza nietoperzy i żmij zygzakowatych, a także wprowadzenie do kryminalnej fabuły wątku animizmu. Lektura „Turysty” sprawiła, że oprócz chęci rozwikłania śmiertelnej zagadki pojawiła się we mnie myśl o powrocie na turystyczne szlaki.
Autor nie unika także trudnych, lecz niestety bardzo życiowych tematów, takich jak alkoholizm i związana z nim przemoc. Krwawy spektakl, w który zostają wciągnięci Wist i Morawski, okazuje się konsekwencją skomplikowanych i bolesnych wydarzeń z przeszłości. Krzywda jest w tej książce niemal namacalna, momentami wręcz osaczająca.
Miłośnicy kryminałów z wyraźnym tłem psychologicznym z pewnością będą tą powieścią usatysfakcjonowani. Intryga „Turysty” jest zagmatwana, a fałszywe tropy skutecznie wodzą czytelnika za nos, uniemożliwiając wskazanie sprawcy. Nie ukrywam jednak, że w zaskakującym i dobrze przemyślanym zakończeniu nie do końca przekonał mnie monolog sprawcy — moment, w którym tłumaczy swoje motywy i opowiada własną historię, wydał mi się zbyt konwencjonalny. Przymykając jednak oko na to wyznanie morderczych win, z pełnym przekonaniem stwierdzam, że to oryginalna i wciągająca powieść, przy której spędziłam czas w bardzo ciekawy sposób.
* * *
Książka z domowej biblioteczki.
Ojcowski Park Narodowy odwiedziłam kilka lat temu – wspominam tę podróż z nostalgią i uśmiechem. Malownicze doliny przemierzałam z zachwytem nad pięknem otaczającej mnie przyrody, a jaskinie podziwiałam z lekkim niepokojem, myśląc o ich skrzydlatych mieszkańcach. Nie bez powodu to właśnie nietoperz widnieje w logo parku…
Adam Widerski osadził akcję swojej książki w tym...
2025
Jolanta Kwaśniewska, Pierwsza Dama Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1995–2005, to postać nietuzinkowa. Z wykształcenia prawniczka, z pasji bizneswoman, z potrzeby serca — założycielka Fundacji „Porozumienie bez barier" oraz licznych inicjatyw charytatywnych, które przez lata współtworzyła i wspierała. W książce „Pierwsza dama. Jolanta Kwaśniewska w rozmowie z Emilią Padoł” snuje ciepłą i pełną refleksji opowieść o swoim życiu.
Choć publikacja jest zapisem rozmowy z dziennikarką Emilią Padoł, lektura ta przypomina mi raczej kameralne spotkanie w cztery oczy — przy aromatycznej herbacie z Prezydentową. To nie tylko książka ani tylko literatura, to niezwykłe i bardzo osobiste czytelnicze doświadczenie.
Punktem wyjściowym książki jest klasyczny rys biograficzny: od dzieciństwa i młodości, przez początki małżeństwa, aż po lata spędzone w Pałacu Prezydenckim. Wspomnienia te przepełnione są ogromną czułością i troską, którą nazwałabym opiekuńczą, niemal matczyną. Szczególnie interesujące są barwne anegdoty — nie tylko o politykach, lecz także o postaciach światowej sceny artystycznej, z którymi Pierwsza Dama miała okazję się spotykać.
Nie dziwi, że wiele opowieści dotyczy polityki, jednak nie jest ona pierwszoplanową bohaterką, nie dominuje. Ponadto, sposób narracji zaskakuje emocjonalnością, co sprawia, że nawet najbardziej oficjalne, sztywne protokoły potrafią poruszyć i wyzwolić wzruszenie. Dzięki tej książce zaglądamy za kulisy reprezentacyjnego, pełnego wyzwań życia: podróże służbowe, przeprowadzka do Pałacu Prezydenckiego, codzienność z dorastającą córką — poznajemy mniej oficjalną twarz Pierwszej Damy.
Jolanta Kwaśniewska zapisała się w świadomości społecznej jako kobieta stylowa i z klasą. Lata mijają, a jej elegancja wciąż budzi podziw i inspiruje, a początki tej drogi — opisane w książce — nie należały do najprostszych, gdyż za Prezydentową nie stał sztab stylistów i projektantów. Była raczej uważną obserwatorką, czerpiącą z przykładów innych Pierwszych Dam i żon wysoko postawionych polityków.
Na uwagę zasługuje również warstwa wizualna książki — wydanie jest przepiękne, wyjątkowo estetyczne. Dopracowana oprawa oraz bogactwo zdjęć cieszą oko, a przejrzysty podział na rozdziały dodatkowo uprzyjemnia lekturę. Liczne fotografie ukazują Jolantę Kwaśniewską nie tylko jako Pierwszą Damę, lecz również jako córkę, siostrę, studentkę. To pozycja, która doskonale sprawdzi się jako elegancki prezent.
Po lekturze „Pierwszej damy” w mojej wyobraźni wyłonił się obraz kobiety pełnej energii, szlachetności i serdeczności. Towarzysząc głowie państwa, uosabiała cechy takie jak inteligencja, empatia i pracowitość. Nie umknęło mojej uwadze, że książka jest niemal całkowicie pozbawiona samokrytycyzmu. Dla niektórych może być to kłopotliwe, odbierane jako przejaw nieszczerości. Mnie jednak ta jednostronność nie przeszkadzała — czasem po prostu potrzebujemy historii, która rozświetli naszą codzienność, tchnie w nas radosną iskrę niegasnącego optymizmu…
* * *
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru wrocławskiej MBP.
Jolanta Kwaśniewska, Pierwsza Dama Rzeczypospolitej Polskiej w latach 1995–2005, to postać nietuzinkowa. Z wykształcenia prawniczka, z pasji bizneswoman, z potrzeby serca — założycielka Fundacji „Porozumienie bez barier" oraz licznych inicjatyw charytatywnych, które przez lata współtworzyła i wspierała. W książce „Pierwsza dama. Jolanta Kwaśniewska w rozmowie z Emilią...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Moja wiedza o Tajwanie była dotąd raczej powierzchowna, prawdę mówiąc, ograniczała się do kilku geopolitycznych faktów. Tymczasem to wyspa o wyjątkowo burzliwej i skomplikowanej przeszłości, której współczesność ma realny wpływ na nasze życie. Wszystko za sprawą Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC), firmy produkującej najnowocześniejsze i najbardziej zaawansowane technologicznie półprzewodniki. To one stanowią podstawę działania niemal całej nowoczesnej elektroniki – pisząc ten tekst na laptopie, zakładam, że czytacie go na swoich smartfonach…
Aspekt gospodarczy tej historii jest fascynujący, szczególnie w kontekście napięć między Tajwanem a kontynentalnymi Chinami. Aby zrozumieć te zależności oraz współczesne wydarzenia, niezbędny jest solidnie rozbudowany rys historyczny – i właśnie taki przedstawia Kristoffer Rønneberg, autor. W książce „Tajwan – wyspa w oku cyklonu. Walka o przyszłość demokracji na świecie” znajdziemy wiele informacji o skomplikowanej historii i jeszcze bardziej zagmatwanej, obejmującej setki lat, polityce.
Poszukiwanie tożsamości w czasach okupacji nie należy do łatwych zadań, a Tajwańczycy funkcjonowali w takich warunkach przez dekady. Na wyspie przenikają się wobec tego wpływy chińskie, japońskie, a nawet… holenderskie. „Tajwan – wyspa w oku cyklonu. Walka o przyszłość demokracji na świecie” to szczegółowa opowieść o kształtowaniu się demokratycznego ustroju, w której nie brak heroizmu i nadziei, ale także przepełnionych okrucieństwem autorytarnych rządów.
Zaskakujący okazał się dla mnie fakt „nieistnienia” Tajwanu – domu dla 23 milionów ludzi. Jak to – zapytacie – „nieistnienia”? Otóż kraj o nazwie Tajwan nie figuruje wśród członków Organizacji Narodów Zjednoczonych (ONZ), ani też nie pojawia się na liście uczestników spotkań Światowej Organizacji Zdrowia (WHO). Tajwan nie jest w pełni niepodległy, a uznanie jego niezależności przez inne państwa zdaje się być równie groźne, co niebezpieczna broń w niepowołanych rękach.
Norweski dziennikarz Kristoffer Rønneberg stworzył książkę przystępną, a zarazem drobiazgową. Z przeprowadzonych przez niego rozmów bije autentyczność – to opowieści chwytające za serce, poruszające, pełne empatii. Właśnie ten ludzki wymiar reportażu ujął mnie najbardziej. To dzięki Tajwańczykom płynnie przeszłam przez złożoną historię tego miejsca.
To wyczerpujący i niezwykle ciekawy reportaż o ludziach żyjących w samym sercu geopolitycznego cyklonu. Doskonałym podsumowaniem tej książki jest zaczerpnięty z niej cytat:
„Cechą tropikalnych cyklonów jest to, że kręcą się wokół bezchmurnego centrum – tak zwanego oka – gdzie powietrze może stać w bezruchu. Kiedy ze wszystkich stron szaleją wichury, w samym jego środku może wydawać się, że dookoła panuje zupełny spokój. I tak właśnie jest na Tajwanie.”
(Źródło cytatu: Kristoffer Rønneberg, Tajwan – wyspa w oku cyklonu. Walka o przyszłość demokracji na świecie, s. 15–16)
* * *
Książkę czytałam we współpracy barterowej, recenzenckiej z Wydawnictwem Szczeliny – dziękuję za zaufanie.
Moja wiedza o Tajwanie była dotąd raczej powierzchowna, prawdę mówiąc, ograniczała się do kilku geopolitycznych faktów. Tymczasem to wyspa o wyjątkowo burzliwej i skomplikowanej przeszłości, której współczesność ma realny wpływ na nasze życie. Wszystko za sprawą Taiwan Semiconductor Manufacturing Company (TSMC), firmy produkującej najnowocześniejsze i najbardziej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Wrocław po raz kolejny staje się tłem dla wydarzeń rozgrywających się w świecie nadkomisarza Marcina Zakrzewskiego. Miasto, którego ulicami codziennie spaceruje, z każdą stroną książki zmienia swoje oblicze – staje się coraz bardziej mroczne i niebezpieczne. Gęstniejąca atmosfera, zagmatwane śledztwo, emocjonalne napięcie… Wszystko to sprawia, że „Nie Anioł” to kolejny doskonały kryminał Mieczysława Gorzki – kontynuacja świetnej, zapoczątkowanej w 2019 roku serii.
Tym razem fabuła koncentruje się wokół śmierci Gotarda „Parola” Szawczaka – dawnego współpracownika Zakrzewskiego. Ich zawodowa relacja była szczególnie skomplikowana. Okoliczności zbrodni są niepokojące, przede wszystkim dlatego, że nie mamy tu do czynienia z przypadkiem ani zbiegiem okoliczności. Sprawca, określający siebie mianem Anioła Stróża, zdaje się działać według własnego, osobliwego kodeksu – za wszelką cenę chce chronić Marcina. Początkowo twardogłowy nadkomisarz zostaje odsunięty od śledztwa, jednak z czasem okazuje się, że inne prowadzone przez niego dochodzenia również wiążą się ze śmiercią funkcjonariusza. Równolegle w jego życiu pojawia się sprytna i wyjątkowo zdeterminowana dziennikarka śledcza – Julita Skowrońska.
“Nie Anioł” to już ósma część serii i kolejna, w której przeszłość nie daje o sobie zapomnieć. Autor pozostaje konsekwentny, wydarzenia sprzed lat znów boleśnie upominają się o Marcina, oddziałują na jego teraźniejszość i… zmieniają go. Zakrzewski nie jest już tym samym człowiekiem, co w trylogii “Cienie przeszłości” czy też w cyklu “Wściekłe psy”. To mężczyzna dojrzały, doświadczony przez życie, poszukujący stabilizacji. Akcja również jest przez to nieco spokojniejsza, bardziej wyważona – choć wciąż nie brakuje w niej elementów brawury i momentów napięcia. Nie traktuję tego jako wady, moim zdaniem, zmiana tempa narracji wpisuje się w naturalny, autentyczny rozwój bohatera. Przecież nasze życie też nie zawsze toczy się na najwyższych obrotach.
Ciekawostką jest, że w powieści „Nie Anioł”, autor wprowadza do fabuły perspektywę antybohatera. W rozdziałach pisanych z punktu widzenia morderczego Anioła Stróża czytelnik może lepiej zrozumieć motywacje tej postaci, a także skonfrontować się z tematem jego choroby psychicznej. To wątek niełatwy i dojmujący, ale niezwykle ważny. Trauma i cierpienie dodają historii głębi, a ponadto wyzwalają refleksję nad moralnością, winą i odpowiedzialnością.
Mieczysław Gorzka po raz kolejny udowadnia, że potrafi kreować wciągające i dopracowane w najdrobniejszym szczególe opowieści. Nie boi się poruszać trudnych tematów, a jednocześnie wciąga czytelnika w świat pełen ciemnych zakamarków, moralnych dylematów i niezwykle złożonych postaci. Spotkanie z nadkomisarzem Marcinem Zakrzewskim na stronach “Nie Anioła” uważam za bardzo udane – wspaniale było ponownie znaleźć się w centrum intrygującego dochodzenia.
Do zobaczenia w “Złej przeszłości”!
* * *
Książka z prywatnej biblioteczki.
Wrocław po raz kolejny staje się tłem dla wydarzeń rozgrywających się w świecie nadkomisarza Marcina Zakrzewskiego. Miasto, którego ulicami codziennie spaceruje, z każdą stroną książki zmienia swoje oblicze – staje się coraz bardziej mroczne i niebezpieczne. Gęstniejąca atmosfera, zagmatwane śledztwo, emocjonalne napięcie… Wszystko to sprawia, że „Nie Anioł” to kolejny...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Alexander Clapp, autor książki Wojna o śmieci, to pisarz i wielokrotnie nagradzany dziennikarz. Jego reportaż, zgodnie z podtytułem, stanowi globalne dziennikarskie śledztwo w sprawie brudnego handlu... Twoimi i moimi odpadami. To książka, z której jasno wynika jedno - światem rządzą pieniądze, ogromne pieniądze. Możliwe, że pomyślisz: śmieci nie mają przecież wartości, są odpadem. Lektura tej książki uświadamia, jak błędne jest to myślenie. Odpady są dziś surowcem o potężnej wartości, a cały biznes śmieciowy jest potężny, wpływowy i bezwzględny.
Czy nie dziwi Cię, że Twój stary komputer mógł trafić do Afryki Zachodniej, gdzie zostanie zdekonstruowany ludzkimi rękami, bez żadnych zabezpieczeń? Albo że popiół wyprodukowany w spalarni w Stanach Zjednoczonych przez 27 miesięcy (!) krążył na statku po trzech oceanach? Być może zastanawiałeś lub zastanawiałaś się, co dzieje się z ogromnymi, wielopiętrowymi wycieczkowcami, gdy zakończą swój ostatni rejs?
Reportaż Alexandra Clappa odpowiada na te pytania. Niestety, są to odpowiedzi, które nie przynoszą spokoju, a raczej przerażają i przytłaczają. Brudny handel odpadami oddziałuje na wszystkich – mieszkańców terenów wokół nielegalnych wysypisk i toksycznych składowisk, którzy wdychają skażone powietrze. Dotyka roślinność, która niszczeje od nadmiaru szkodliwych substancji, oraz zwierzęta zmuszone do życia w skrajnie zanieczyszczonym środowisku. Ile jeszcze chciwości i nieodpowiedzialności zniesie nasza planeta?
“Wojna o śmieci” nie ogranicza się wyłącznie do prezentacji liczb, danych i statystyk, choć te niewątpliwie są jej fundamentem. Autor przedstawia również ludzi uczestniczących w śmieciowym biznesie – zarówno „szefów” wielkich firm odpadowych, jak i robotników wykonujących najcięższe, najniebezpieczniejsze, realnie zagrażające życiu prace. Ich historie działają na wyobraźnię intensywniej niż niejeden wykres.
To reportaż o kapitalizmie, konsumpcjonizmie i… nowoczesnym kolonializmie. Alexander Clapp osadza te niewygodne tematy w szerokim kontekście społecznym i gospodarczym. Brzmi poważnie i skomplikowanie, ale książka napisana jest przystępnym językiem – to jej ogromna zaleta. Autor dokonał imponującego, bardzo drobiazgowego dziennikarskiego śledztwa, każdy rozdział zatrważa więc informacjami. Czytając “Wojnę o śmieci”, czułam złość, bezradność, a nawet wstyd.
Śmieci to temat, który może interesować, fascynować, przerażać, a nawet inspirować. “Wojna o śmieci” to natomiast wartościowy reportaż, który uświadamia, że skrupulatnie segregowane przez nas odpady to jedynie wierzchołek gigantycznej góry – nie lodowej, a śmieciowej. Nasze indywidualne, codzienne działania na rzecz bardziej świadomej i zrównoważonej gospodarki odpadami są oczywiście ważne, lecz stanowią jedynie kroplę w oceanie potrzeb. Nie chcąc jednak kończyć tej recenzji pesymistycznie, przytoczę cytat z filmu, który kilkanaście lat temu mnie ujął: „Czym jest ocean, jeśli nie mnogością kropli?”*
* Cytat pochodzi z filmu „Atlas chmur” (2012, reż. Lana i Lilly Wachowski, Tom Tykwer), będącego adaptacją powieści Davida Mitchella.
* * *
Recenzja powstała we współpracy recenzenckiej, barterowej z Wydawnictwem Szczeliny. Dziękuję za zaufanie!
Alexander Clapp, autor książki Wojna o śmieci, to pisarz i wielokrotnie nagradzany dziennikarz. Jego reportaż, zgodnie z podtytułem, stanowi globalne dziennikarskie śledztwo w sprawie brudnego handlu... Twoimi i moimi odpadami. To książka, z której jasno wynika jedno - światem rządzą pieniądze, ogromne pieniądze. Możliwe, że pomyślisz: śmieci nie mają przecież wartości, są...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
„Oczy Mony” Thomasa Schlessera to niewątpliwie wyjątkowa opowieść, napisana z ogromną czułością wobec świata. Rozbudowany wątek związany ze sztuką sprawia, że powieść ta staje się literaturą nie tylko piękną, ale wręcz przepiękną, mimo niekoniecznie porywającej warstwy obyczajowej. To historia o kontemplacji sztuki, pozwalająca poznać niekiedy niebywałe barwne życiorysy artystów, dostrzec ukryte w dziełach detale, zgłębić artystyczny przekaz, a także doświadczyć… uzdrawiającej siły piękna.
Paryżanka, dziesięcioletnia Mona, jest główną bohaterką tej poruszającej powieści. Dziewczynce grozi utrata wzroku, przyczyny choroby pozostają jednak nieznane. Opiekujący się Moną lekarz podejrzewa, że podłoże choroby może skrywać się w jej psychice, zaleca więc rozważenie terapii psychiatrycznej.
Henry, dziadek Mony, przysięga, jak to ma w zwyczaju, „na wszystko, co piękne na tym świecie”, że zatroszczy się o jej leczenie. Nie zdradza natomiast, że zamiast wizyt u psychiatry dziecięcego, zabierze dziewczynkę w terapeutyczną podróż do świata sztuki. Przez kolejne 52 tygodnie, w każdą środę, Henry i Mona odwiedzają paryskie muzea - Luwr, Musée d'Orsay i Centre Georges Pompidou (Beauborg). Na każdym ze spotkań analizują wyłącznie jedno dzieło - patrzą, rozmawiają, rozmyślają. Odniosłam wrażenie, że ich wędrówki muzealnymi korytarzami są nie tylko próbą ocalenia wzroku dziewczynki, ale także stają się przesłaniem: zatrzymaj się, kontempluj piękno, doceń życie.
Poznajemy 52 dzieła, wśród których znajdują się zarówno te najbardziej rozpoznawalne, jak “Gioconda” Leonarda da Vinci czy “Kościół w Auvers” Vincenta van Gogha, jak i te mniej znane szerszemu odbiorcy. Każde z nich zostało omówione z ogromną szczegółowością i uważnością. Czytelnik może uruchomić wyobraźnię, próbując zwizualizować sobie omawiane dzieło, a następnie skonfrontować swoją wizję z reprodukcjami zamieszczonymi na rozkładanej obwolucie książki. Najbardziej atrakcyjne były dla mnie wizyty w Luwrze, dzieła artystów takich jak Johannes Vermeer, Marie-Guillemine Benoist czy Antonio Canaletto zachwycają. Sztuka współczesna… cóż, ekscytowała mnie najmniej, ale doceniam jej obecność w książce.
Relacje w rodzinie Mony, tajemnicza choroba czy też wspomnienia babci to wątki budujące kontekst, które nie dominują, stanowią jedynie obyczajowe tło tej powieści. „Oczy Mony” koncentrują się bowiem przede wszystkim na sztuce. Co więcej, analizy muzealnych dzieł prowadzone przez Henriego i Monę nie są wszak nadzwyczaj profesjonalne – są proste i zawierają dziecięcą perspektywę. Kogo więc zauroczy ta powieść? Nie jestem krytykiem sztuki, lecz osobą, która po prostu kocha piękno i potrafi się nim wzruszać i myślę, że właśnie do takich czytelników jest skierowana ta książka.
„Oczy Mony” to powieść ciepła i urzekająca, choć przez schematyczność (dzieło tygodnia, komentarz, refleksja) może sprawiać wrażenie jednostajnej, monotonnej. Ponad wszelką wątpliwość, uważam jednak, że czytanie jej tydzień po tygodniu, przez okrągły rok, mogłoby być inspirującym, zdecydowanie niemonotonnym doświadczeniem. Zachwyciła mnie ta książka o pięknie, sztuce, miłości i wrażliwości…
* * *
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru wrocławskiej MBP.
„Oczy Mony” Thomasa Schlessera to niewątpliwie wyjątkowa opowieść, napisana z ogromną czułością wobec świata. Rozbudowany wątek związany ze sztuką sprawia, że powieść ta staje się literaturą nie tylko piękną, ale wręcz przepiękną, mimo niekoniecznie porywającej warstwy obyczajowej. To historia o kontemplacji sztuki, pozwalająca poznać niekiedy niebywałe barwne życiorysy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Debiutancka powieść Pawła J. Sochackiego to przejmująca opowieść osadzona w realiach okrutnego roku 1944, u schyłku II Wojny Światowej. Autor w “Duszach niczyich” podejmuje wyjątkowo trudną tematykę, stawiając na pierwszym planie osoby, które w jednym z niechlubnych momentów historii pozbawione zostały godności, tożsamości i człowieczeństwa.
Erna, pensjonariuszka szpitala psychiatrycznego w Hanowerze, zostaje nagle przetransportowana do pozornie eleganckiego, nowoczesnego azylu w Obrawalde. Niestety, za fasadą schludnej i zadbanej placówki psychiatrycznej kryje się miejsce będące obozem głodu, bólu i śmierci. Brutalność, dehumanizacja i bezwzględność to pierwsze doświadczenia Erny, z jakimi musi się zmierzyć w Obrawalde. Praca w administracji co prawda ratuje ją przed wycieńczeniem oraz głodem, lecz jednocześnie otwiera jej oczy na przerażającą machinę systematycznego uśmiercania pacjentów.
Książka niesie ogromny ładunek emocjonalny, wachlarz emocji towarzyszących bohaterce jest nadzwyczaj szeroki - od wszechobecnego strachu, przez złość, aż po bezsilność. Mimo to, w epicentrum zła, pojawia się również iskra namiętności i odrobina miłości, która daje Ernie siłę do codziennej walki o życie i godność. Nie oceniam surowo tego romantycznego wątku, choć momentami bywa naiwny. Łatwo jest bowiem osądzać decyzje podejmowane w dramatycznych, nieludzki warunkach, siedząc w wygodnym fotelu z książką w ręku.
Erna, główna bohaterka książki jest postacią wiarygodną, choć fikcyjną. Towarzyszą jej również inne postacie literackie, jednak nie wszyscy bohaterowie są wynikiem wyobraźni autora. Walter Grabowski, dyrektor placówki (nazywanie Obrawalde „szpitalem” przychodzi z trudem) to postać historyczna i… sadystyczna. To pod jego kierownictwem azyl dla osób chorych nerwowo i psychicznie zmienił się w odartą z człowieczeństwa, współczucia i podstawowych zasad moralnych fabrykę śmierci.
“Dusze niczyje” to książka, w której fikcja literacka płynnie splata się z rzeczywistymi wydarzeniami, a prawdziwa historia dawnego Poznańskiego Prowincjonalnego Zakładu dla Obłąkanych w Obrzycach koło Międzyrzecza (niem. Posensche Provinzial-Irrenanstalt Obrawald bei Meseritz) jest przepełniona okrucieństwem. Miejsce to, niegdyś mające pełnić funkcję uzdrowiskową, stało się świadkiem niewyobrażalnych zbrodni, będących częścią nazistowskiego planu eliminacji jednostek „niepożądanych”.
To książka niezwykle ważna — pięknie napisana, poruszająca, głęboko uwrażliwiająca i wstrząsająca. Choć główną bohaterką jest Erna, autor ukazuje również perspektywy innych postaci, co uatrakcyjnia powieść, czyni ją bardziej wielowymiarową i angażującą. „Dusze niczyje” to lektura, po którą warto sięgnąć by poszerzyć horyzonty, poznać nieopowiedziane historie bezbronnych i zapomnianych ludzi, a także przypomnieć sobie, jak istotne w naszym życiu są empatia i człowieczeństwo. To zdecydowanie jedna z tych powieści, które pozostają w pamięci na długo.
* * *
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru wrocławskiej MBP.
Debiutancka powieść Pawła J. Sochackiego to przejmująca opowieść osadzona w realiach okrutnego roku 1944, u schyłku II Wojny Światowej. Autor w “Duszach niczyich” podejmuje wyjątkowo trudną tematykę, stawiając na pierwszym planie osoby, które w jednym z niechlubnych momentów historii pozbawione zostały godności, tożsamości i człowieczeństwa.
Erna, pensjonariuszka szpitala...
2025
Biuro detektywistyczne Igi Mróz pilnie potrzebuje nowych zleceń, by utrzymać płynność finansową. Dlatego, mimo wewnętrznego oporu, Iga przyjmuje sprawę od kobiety, z którą – delikatnie mówiąc – dotychczas nie było jej po drodze. Anita, właścicielka luksusowego, elitarnego ośrodka jeździeckiego, słynie z trudnego charakteru. Kiedy w jej stadninie ginie stajenna, kobieta zaczyna obawiać się o własne życie i prosi detektywkę o pomoc.
Współpraca z właścicielką stajni “Złote Podkowy” okazuje się pełna napięć, Anita to osoba dumna i nieskora do szczerości, co znacznie komplikuje śledztwo. Natomiast sama intryga kryminalna wciąga od pierwszych stron, szczególnie, że z czasem okazuje się, że lęki i obawy Anity nie są przejawem paranoi, lecz odpowiedzią na realne zagrożenie. Na kartach powieści pojawia się ponadto wachlarz silnych emocji – manipulacja, zdrada, strach, a ich tłem są ogromne pieniądze.
Powieści Adama Kopackiego czyta się z przyjemnością, mają w sobie lekkość i przystępność, a jednocześnie potrafią zaangażować. Niewątpliwie urzekł mnie klimat Czarnego Hubertusa, był pierwszorzędny - wyjątkowy, intensywny, niemal namacalny. Podczas tej niezwykłej gonitwy czułam wręcz taką samą ekscytację, jak jej uczestnicy. Choć jeździectwo nie należy do moich pasji, a doświadczenia z jazdą konną mogę policzyć na palcach jednej ręki to lektura była dla mnie w pełni zrozumiała i czytelna.
Adam Kopacki mocno podkreśla znaczenie relacji międzyludzkich, „Gonitwa o życie” nie jest więc powieścią wyłącznie detektywistyczną. Owszem, Iga korzysta z zawodowego doświadczenia i intuicji, lecz nie działa w pojedynkę – kluczowe dla powodzenia śledztwa okazuje się wsparcie jej przyjaciół. Rozwiązanie zagadki „Złotych Podków” jest nie tylko satysfakcjonujące, ale też zaskakujące i nieoczywiste.
postscriptum
“Gonitwa o życie”, drugi tom serii WROcrime, to samodzielna historia, można zatem po nią sięgnąć bez znajomości pierwszej części kryminalnego cyklu. Mimo to zachęcam do przeczytania również “Życia za bestseller”, dzięki tej książce poznacie lepiej nie tylko Igę Mróz, ale także... ukochane miasto Martyny, bohaterki_literackiej :)
* * *
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru wrocławskiej MBP.
Biuro detektywistyczne Igi Mróz pilnie potrzebuje nowych zleceń, by utrzymać płynność finansową. Dlatego, mimo wewnętrznego oporu, Iga przyjmuje sprawę od kobiety, z którą – delikatnie mówiąc – dotychczas nie było jej po drodze. Anita, właścicielka luksusowego, elitarnego ośrodka jeździeckiego, słynie z trudnego charakteru. Kiedy w jej stadninie ginie stajenna, kobieta...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Tajemnicza oberża, położona, jak sugeruje tytuł – na pustkowiu, staje się nowym domem dla głównej bohaterki, Mary Yellan. To dwudziestokilkuletnia dziewczyna, która już od pierwszych stron wzbudziła moją sympatię – cechuje ją uczciwość, ciekawość świata, ale także niezwykły upór. Oberża „Jamajka” nie jest natomiast miejscem przyzwoitym, wśród miejscowych ma koszmarną reputację, a głównym źródłem jej złej sławy jest właściciel – wuj Mary, Joss Merlyn.
Smagane zimnym wiatrem, niegościnne torfowiska odgrywają w “Oberży na pustkowiu” istotną rolę, przede wszystkim należy zaznaczyć, że ich opisy są wyjątkowo plastyczne, sugestywne i… zachwycające. Wędrówki Mary po tym surowym, ciemnym i zamglonym krajobrazie niewątpliwie dodają opowieści atmosfery grozy. Niemal bezludne mokradła stanowią ponadto silny kontrast wobec życia, które dziewczyna musiała porzucić po śmierci matki.
Osnuta złowieszczą i tajemniczą aurą oberża oraz surowość krajobrazu to tylko część trudności, z jakimi mierzy się Mary po przybyciu do „Jamajki”. Porywczy charakter Jossa, a także stale podsycana przez alkohol brutalność doprowadziły ciotkę dziewczyny na skraj psychicznej wytrzymałości, niemal całkowicie ją wyniczając. Dla Mary to szczególnie bolesne widzieć ciotkę zalęknioną, niemal przezroczystą, ponieważ zapamiętała ją jako kobietę piękną, roześmianą, szczęśliwą… Mimo przeszkód dziewczyna z ogromną determinacją stawia czoła losowi i… cóż, nie zdradzę przecież wszystkiego ;).
Akcja książki toczy się w XIX wieku, co sprawia, że losy Mary są znacząco odmienne od współczesnych realiów. Niezrozumiałe dla dzisiejszych kobiet wybory oraz zachowania bohaterki wynikają głównie z realiów epoki. Przykładem jest jej romantyczna relacja z bratem oberżysty, Jemem Merlynem - pełna napięcia i emocji. Za każdym razem gdy ich drogi się przecinają, w Mary toczy się walka serca z rozumem.
Opowieść stworzona przez Daphne du Maurier ma niepokojący, lekko mroczny klimat. Jeśli miałabym wskazać idealną porę na jej lekturę, byłyby to raczej długie jesienno-zimowe wieczory niż późna wiosna. Nie jest to na pewno historia, przy której drżałam ze strachu, ale książka ta przypomniała mi, jak bardzo cenię czas spędzany z angielską literaturą.
* * *
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru wrocławskiej MBP.
Tajemnicza oberża, położona, jak sugeruje tytuł – na pustkowiu, staje się nowym domem dla głównej bohaterki, Mary Yellan. To dwudziestokilkuletnia dziewczyna, która już od pierwszych stron wzbudziła moją sympatię – cechuje ją uczciwość, ciekawość świata, ale także niezwykły upór. Oberża „Jamajka” nie jest natomiast miejscem przyzwoitym, wśród miejscowych ma koszmarną...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Nieszablonowo rozpocznę tę recenzję słowami zaczerpniętymi z pierwszych stron książki – sugestywnymi, działającymi na wyobraźnię i myśli.
„Jestem u szczytu życia. Teraz umrę.”
Nieprzypadkowo odchodzę od dotychczasowego schematu pisania opinii o książkach. “Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens” to bowiem lektura oryginalna i nowatorska.
Niklas Ekdal, szwedzki dziennikarz i publicysta, w swojej książce z niebywałą szczerością i odwagą dzieli się mrocznym okresem życia. Publikacja ma charakter autobiograficzny, umożliwia obserwację losów głównego bohatera od dnia narodzin w maju 1961 roku, przez dzieciństwo oraz dojrzewanie. Śledzimy karierę zawodową autora, a także przyglądamy się jego rodzinnym relacjom. Jako czytelnicy towarzyszymy Niklasowi również podczas dramatycznych wydarzeń z listopada 2012 roku, gdy podejmuje próbę odebrania sobie życia…
“Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens” to zdecydowanie coś więcej niż pamiętnik czy osobista historia. Autor w sposób szczególnie interesujący wprowadza do treści znacznie szerszy kontekst kulturowy, komentuje zjawiska społeczne przywołując liczne odniesienia do literatury, filozofii oraz muzyki.
Fragmenty książki poświęcone rodzinie poruszyły mnie w sposób szczególny, wyczuwam w nich ogromną czułość, co czyni narrację bardziej intymną i autentyczną. Nieczęsto spotykam się także z tak szczerym i otwartym podejściem do tematu depresji u mężczyzn, a przecież jest to choroba, która może dotyczyć każdego, niezależnie od płci. Ta opowieść skłoniła mnie także do refleksji nad uważnością na drugiego człowieka. Zewnętrzny obraz życia Niklasa Ekdala był przecież atrakcyjny, odnosił imponujące sukcesy, napisał: “Jestem u szczytu życia”. Wewnątrz jednak – cierpiał.
“Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens” to książka szczera, poruszająca i mądra. Choć jej tematyka jest wymagająca, autorowi udało się uniknąć tonu przygnębienia, żałości, wręcz przeciwnie - w jego opowieści wybrzmiewa nadzieja. Ostatni wpis, pochodzący z sierpnia 2016 roku, stanowi literackie podsumowanie i utwierdza mnie w przekonaniu, że jest to książka nie o śmierci – jak początkowo przypuszczałam – lecz o życiu.
* * *
Recenzja powstała w ramach współpracy z Wydawnictwem Kompania Mediowa, serdecznie dziękuję za obdarzenie mnie zaufaniem i podarowanie egzemplarza recenzenckiego książki.
Nieszablonowo rozpocznę tę recenzję słowami zaczerpniętymi z pierwszych stron książki – sugestywnymi, działającymi na wyobraźnię i myśli.
„Jestem u szczytu życia. Teraz umrę.”
Nieprzypadkowo odchodzę od dotychczasowego schematu pisania opinii o książkach. “Jak umarłem i zrozumiałem, że wszystko ma swój sens” to bowiem lektura oryginalna i nowatorska.
Niklas Ekdal,...
2025
“Desperatka” to najnowsza powieść Alicji Sinickiej, autorki, która wątki kryminalne, psychologiczne oraz obyczajowe utrzymuje w idealnej równowadze. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że jej książki to pozycje obowiązkowe dla sympatyków thrillerów psychologicznych z wyraźną kobiecą perspektywą. Tym razem odbywamy literacką podróż do Pętlic, niewielkiej miejscowości, która niespodziewanie staje się tłem dla wciągającej, wielowarstwowej opowieści o rodzinie, sekretach oraz stracie.
Wiodącą bohaterką powieści jest Adela Janas, prawniczka odnosząca sukcesy zawodowe. Uporządkowane życie, które wraz z narzeczonym zbudowała w dolnośląskiej stolicy, legło w gruzach po otrzymaniu druzgocącej wiadomości: w rodzinnych Pętlicach odnaleziono ciało jej młodszej siostry, Iny. Śmierć bliskiej osoby to zawsze ogromna trauma, i przepotężne cierpienie, samobójstwo rodzi dodatkowo mnóstwo pytań i wątpliwości. Adela z całą pewnością nie wierzy, że siostra mogła targnąć się na własne życie. Tajemnicza śmierć Iny staje się więc punktem wyjścia dla prywatnego dochodzenia głównej bohaterki.
Psychologiczne tło fabuły tworzy skomplikowana relacja łącząca siostry Janas. Adela i Ina to postaci całkowicie skontrastowane, ich więź przypomina momentami zmagania dobra ze złem, a to natomiast zmusza do refleksji nad złożonością rodzinnych kontaktów. Lata niezdrowej rywalizacji i zazdrości, a także potrzeba udowodnienia własnej wartości i poczucie bycia tą gorszą sprawia, że nie sposób pozostać wobec tej historii obojętnym.
Rozpoznanie w sprawie potencjalnie samobójczej śmierci Iny prowadzi Michał Orłowski. Funkcjonariusz nie jest dla Adeli nieistotny, dawniej byli parą, a ich ponowne spotkanie wzbudza w obojgu niemałe emocje. W miarę jak śledztwo nie tylko nie przynosi żadnych rezultatów, ale wręcz kieruje się ku rychłemu zakończeniu, w Adeli narasta niepokój. Co więcej, otoczenie Iny zaczyna milczeć, ludzie wycofują się z rozmów z policją. Mimo przeciwności, Adela z uporem i dociekliwością dąży do odkrycia prawdy o swojej siostrze, nieświadomie ściągając na siebie poważne niebezpieczeństwo.
Co tak naprawdę stało się z Iną?
Kto jest tytułową desperatką?
Sądziłam, że bez trudu wskażę tytułową desperatkę, jednakże wykreowane przez Alicję Sinicką bohaterki literackie są niejednoznaczne, odpowiedź nie jest więc oczywista. W rzeczywistości niemal każda z tych kobiet w pewnym momencie swojego życia utraciła nadzieję, znalazła się w ekstremalnie trudnej, skrajnej sytuacji, prowokującej zachowania nieobliczalne, desperackie.
Wyjątkowo lubię książki Alicji Sinickiej, gdyż autorka z powodzeniem kreuje podkreślającą dramatyzm wydarzeń duszną, intensywną atmosferę powieści. “Desperatka” nie zawodzi, trzyma w napięciu, a jednocześnie zachęca do refleksji. Ponadto wielowątkowa, pełna emocji fabuła została dopracowana nawet w najmniejszym detalu. Przede wszystkim jednak lektura wciąga bez reszty – książkę pochłonęłam w jeden wieczór.
* * *
Przedpremierowa recenzja książki "Desperatka" powstała w ramach współpracy barterowej, recenzenckiej z Wydawnictwem W.A.B., dziękuję za zaufanie.
“Desperatka” to najnowsza powieść Alicji Sinickiej, autorki, która wątki kryminalne, psychologiczne oraz obyczajowe utrzymuje w idealnej równowadze. Po raz kolejny utwierdzam się w przekonaniu, że jej książki to pozycje obowiązkowe dla sympatyków thrillerów psychologicznych z wyraźną kobiecą perspektywą. Tym razem odbywamy literacką podróż do Pętlic, niewielkiej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
“Duduś. Prezydent we mgle” autorstwa dziennikarza i publicysty Jacka Gądka to zajmująca lektura. Przełomowe momenty trwającej dekadę prezydentury Andrzeja Dudy zostały w niej przedstawione w sposób nieszablonowy i oryginalny. Nie ukrywam, że polityka jest obszarem, który mnie interesuje, akceptuję także towarzyszącą jej nierzadko teatralność, a ta książka zaoferowała mi zakulisowe spojrzenie na prezydenturę. Pozwoliła bez zbędnych kontrowersji przyjrzeć się codziennej pracy najważniejszego aktora na politycznej scenie.
Niewątpliwie książkę wyróżnia forma. Każdy z rozdziałów zawiera zwięzłe, ale treściwe wprowadzenie ze strony autora, niezbędne do dokładnego zrozumienia opisywanych wydarzeń. Następnie narrację przejmują osoby z otoczenia Pałacu Prezydenckiego, wśród, których znajdują się politycy, prezydenccy doradcy, współpracownicy. To niezwykle ciekawa i przystępna konstrukcja, pozwalająca spojrzeć na urząd prezydenta z mniej wzniosłej, oficjalnej perspektywy.
Szczerość i bezpośredniość wypowiedzi jest ogromnym atutem książki, jednakże są one anonimowe, a to może budzić pewne wątpliwości. Mam natomiast świadomość, że w warunkach jawnych wiele z tych historii nie ujrzałoby światła dziennego, a “Duduś. Prezydent we mgle” nie byłby lekturą tak angażującą. Zawarte w książce anegdoty potrafią zaskoczyć, rozbawić, ale również skłonić do refleksji, dowodzą ponadto, że nawet na najwyższych szczeblach władzy nie brakuje wewnątrzpartyjnych nieporozumień czy rozczarowań wynikających z niespełnionych obietnic.
“Duduś. Prezydent we mgle” nie jest książką prześmiewczą, wrogą czy też nadmiernie krytyczną, choć tytuł, brzmiący nieco pobłażliwie, mógłby to sugerować. Co istotne, autor nie poddaje postaci Andrzeja Dudy prywatnej ocenie, lecz oddaje głos bezpośrednim uczestnikom politycznych wydarzeń. Obraz prezydentury wyłaniający się z zaprezentowanych w książce rozmów jest nieoczywisty, niejednoznaczny, pełen kontrastów, z pewnością jednak nie scharakteryzowałabym go całkowicie optymistycznie.
Książka autorstwa Jacka Gądka ukazuje atrakcyjną perspektywę na codzienność Pałacu Prezydenckiego, “Duduś. Prezydent we mgle” może być zatem fascynującą lekturą zarówno dla entuzjastów, jak i krytyków prezydentury Andrzeja Dudy. Polecam, niezależnie od Waszych sympatii partyjnych czy politycznych preferencji. Na zakończenie warto także podkreślić estetykę wydania, ponieważ jest wyjątkowa. Elegancki układ graficzny oraz fotografie wzbogacają odbiór treści i najzwyczajniej uprzyjemniają czas spędzony w towarzystwie tej książki.
* * *
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru wrocławskiej MBP.
“Duduś. Prezydent we mgle” autorstwa dziennikarza i publicysty Jacka Gądka to zajmująca lektura. Przełomowe momenty trwającej dekadę prezydentury Andrzeja Dudy zostały w niej przedstawione w sposób nieszablonowy i oryginalny. Nie ukrywam, że polityka jest obszarem, który mnie interesuje, akceptuję także towarzyszącą jej nierzadko teatralność, a ta książka zaoferowała mi...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
“Pieśń prorocza” (Paul Lynch) to opowieść, która zatrważa, nie pozostawiając miejsca na niezaangażowanie, obojętność. Akcja powieści toczy się we współczesnym Dublinie, jednakże w zupełnie odmiennej rzeczywistości niż ta, którą znamy - Irlandia pogrąża się bowiem w politycznym chaosie. Władzę w kraju przejmuje autorytarny reżim, który przy pomocy między innymi nowo powstałej tajnej policji (GNSB) terroryzuje mieszkańców, szerzy wśród nich niepokój i strach. Proces zniewolenia, utrata praw i wolności odbywa się subtelnie, początkowo niemal niezauważalnie, ale efektywnie, odbierając ostatecznie ludziom wszelkie poczucie bezpieczeństwa i niezależności.
Pierwszoplanową bohaterką powieści jest Eilish Stack, żona i matka czworga dzieci. Kobietę poznajemy ponadto z perspektywy córki starzejącego się mężczyzny, dotkniętego okrutną neurodegeneracyjną chorobą - Alzheimerem. Eilish zostaje poddana arcytrudnej życiowej próbie, gdy jej mąż, aktywny działacz związkowy, znika w niewyjaśnionych okolicznościach. System jest brutalny i bezlitosny - kobieta zostaje sama. Każdego dnia zmuszona jest podejmować dramatyczne decyzje, które skupiają się przede wszystkim na tym, jak wiele może jeszcze poświęcić by ocalić najbliższych.
Narracja w “Pieśni proroczej” prowadzona jest w sposób nieszablonowy, przypomina strumień świadomości, pozbawiony zupełnie klasycznych dialogów. Ten specyficzny sposób przedstawienia historii może wydać się na pierwszy rzut oka nieco chaotyczny, jednak to właśnie ta forma znacząco zbliża nas do głównej bohaterki. To narracja wciągająca czytelnika w sam środek dramatu Eilish, pozwalająca utożsamić się z towarzyszącymi jej emocjami, nieustannym poczuciu lęku i zagubienia.
“Pieśń prorocza” to głęboko poruszająca historia, w której destrukcyjność politycznego reżimu wkraczającego w codzienność zwyczajnych ludzi, została przedstawiona przerażająco prawdopodobnie. Powieść niewątpliwie ma duszny, osaczający charakter, natomiast dwa ostatnie rozdziały niosą ze sobą największy ładunek emocjonalny. Jesteśmy wówczas naocznymi świadkami rozpadu życia Eilish, wydarzenia te rozdzierają serca, we mnie wzbudziły wręcz fizyczny ból, były emocjonalnie obezwładniające.
Historia kobiety, której jedynym pragnieniem było ocalenie swojej rodziny, zostanie ze mną na długo. Powolna dezintegracja rzeczywistości odebrała Eilish nie tylko wolność, ale przede wszystkim bezpieczeństwo oraz nadzieję,“Pieśń prorocza” opowiada zatem o stracie. To w mojej ocenie wstrząsająca powieść, w której autor pokazuje przygnębiającą prawdę - nic nie jest nam dane raz na zawsze. Co więcej, książka została uhonorowana Nagrodą Bookera w 2023 roku i choćby dlatego warto zmierzyć się z tą historią, choć nie ukrywam, że dla osób wrażliwych będzie to trudne, emocjonalnie wyczerpujące doświadczenie.
* * *
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru wrocławskiej MBP.
“Pieśń prorocza” (Paul Lynch) to opowieść, która zatrważa, nie pozostawiając miejsca na niezaangażowanie, obojętność. Akcja powieści toczy się we współczesnym Dublinie, jednakże w zupełnie odmiennej rzeczywistości niż ta, którą znamy - Irlandia pogrąża się bowiem w politycznym chaosie. Władzę w kraju przejmuje autorytarny reżim, który przy pomocy między innymi nowo...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam spacerować nocą? W czasie gdy gwar miasta zauważalnie cichnie, a niebo przywdziewa granatowy płaszcz? Przywołajcie w myślach towarzyszące Wam wówczas odczucia, ponieważ właśnie taka atmosfera unosi się nad tą powieścią – cicha, melancholijna, nieco mroczna, a zarazem rozświetlona migoczącymi światłami nadziei.
Autorka, Mieko Kawakami snuje opowieść o kobietach nieidealnych, a także o zwyczajności, przepełnionej pragnieniem bliskości i tęsknotą - emocjami bliskimi każdemu z nas. Fuyuko Irie, główna bohaterka książki “Wszyscy zakochani nocą” to korektorka - freelancerka, kobieta w średnim wieku, zamknięta w sobie, całkowicie pogrążona w codziennej rutynie i życiu zawodowym. Pozornie uporządkowana rzeczywistość z czasem zaczyna ją przytłaczać i popycha kobietę w stronę alkoholizmu. W zamieszkiwanym przez blisko 37 milionów mieszkańców Tokio, można czuć się nieprawdopodobnie samotnie i historia Fuyuko jednoznacznie to potwierdza.
Punktem zwrotnym w życiu Fuyuko Irie okazuje się przypadkowe spotkanie z Mitsutsuką – starszym mężczyzną, darzącym fizykę oraz muzykę klasyczną ogromną sympatią i zainteresowaniem. Ich rozmowy nierzadko krążą wokół zagadnień z zakresu fizyki, w szczególności zjawisk świetlnych i jest to niesamowicie piękne, niemal poetyckie. Między Fuyuko i Mitsutsuką bezsprzecznie rodzi się więź, która potencjalnie mogłaby zmierzać w stronę zakochania, jednak nie można tej historii nazwać romansem. To raczej opowieść o próbie zbudowania relacji, wyjścia ze swojej towarzyskiej strefy komfortu i otwarciu się na znajomość.
Doskonałym dopełnieniem portretu introwertycznej Fuyuko Irie jest postać jej współpracowniczki. Hijiri Ishikawa to bowiem kobieta, którą cechuje przebojowość i pewność siebie. Hedonizm Hijiri stanowi wyrazistą przeciwwagę wobec głównej bohaterki. To niewątpliwie intrygująca postać drugoplanowa, a jej relacja z Fuyuko uatrakcyjnia historię, dodaje jej głębi.
„Wszyscy zakochani nocą” to powieść napisana prostym, a jednocześnie kunsztownym, przepięknym językiem. Motyw światła jest nieodłącznym elementem tej opowieści i w mojej ocenie stanowi metaforę nadziei. Książka nie zaskakuje sensacyjną i wartką akcją, lecz powoli wciąga w swój literacki świat. To niespieszna historia (nie)miłosna, która ze szczególną łagodnością i wrażliwością przeprowadza czytelnika przez towarzyszące Fuyuko poczucie pustki, melancholię i inne niełatwe emocje…
Fuyuko niejednokrotnie podkreśla, że nie ma idealnych, bezbłędnych książek i osobiście zdanie to podzielam. “Wszyscy zakochani nocą” również nie jest lekturą doskonałą, wolną od drobnych niedociągnięć. W moich oczach jest to świetlista powieść, niezwykle subtelna i ulotna niczym sen. Warto po nią sięgnąć, by przypomnieć sobie jak wielkie piękno tkwi w prostocie, a także poznać historię, przy czytaniu której czas dookoła najzwyczajniej spowalnia.
* * *
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru wrocławskiej MBP.
Czy kiedykolwiek zdarzyło się Wam spacerować nocą? W czasie gdy gwar miasta zauważalnie cichnie, a niebo przywdziewa granatowy płaszcz? Przywołajcie w myślach towarzyszące Wam wówczas odczucia, ponieważ właśnie taka atmosfera unosi się nad tą powieścią – cicha, melancholijna, nieco mroczna, a zarazem rozświetlona migoczącymi światłami nadziei.
Autorka, Mieko Kawakami...
2025
“Milczenie” to trzecia, zamykająca nowowarpieńską serię kryminalną książka. Marek Stelar, dokładnie jak w poprzednich częściach cyklu, równoważy policyjne dochodzenie z wątkami obyczajowo - historycznymi w sposób przemyślany i błyskotliwy. Można rzec, że “Milczenie” to nie tylko kryminał, ale także opowieść o pamięci, niesprawiedliwym losie oraz przeszłości niejednokrotnie naznaczonej krzywdą.
Głównym bohaterem książki jest aspirant Dominik Przeworski, który do Szczecina wraca… połowicznie. Funkcjonariusz co prawda zostaje przywrócony do służby w szczecińskim wydziale kryminalnym, jednak jego serce mocniej bije dla Nowego Warpna, a w szczególności jednej z jego mieszkanek. Szczecin stał się dla Przeworskiego zbyt zgiełkliwy i niespokojny, ponadto aspirant niemal natychmiast zostaje zaangażowany w sprawę zabójstwa. Ofiarą jest Helene von Zussow, niemiecka bizneswoman planująca w okolicy Nowego Warpna sporą inwestycję deweloperską.
Sprawa od początku zdaje się być zagmatwana i nieoczywista. Bardzo szybko okazuje się, że najbardziej prawdopodobny sprawca, towarzysz służbowej podróży Helene nie miał jakiegokolwiek motywu zbrodni. Przeworski odkrywa, że klucz do zagadki kryje się nie w Szczecinie czy też Berlinie, lecz właśnie w Nowym Warpnie, miejscu, które miało dla Helene von Zussow osobiste znaczenie. To właśnie w tym przygranicznym, niepozornym miasteczku tuż po wojnie przebywał Moryc Apfelbaum, ojciec denatki.
Tropy dochodzenia w sprawie brutalnego morderstwa, do jakiego doszło w jednym ze szczecińskich hoteli zbiegają się więc niespodziewanie w Nowym Warpnie, a wśród podejrzanych znajduje się także lokalny samotnik, Władeczek Strapko. Mrukliwy i nieco dziwaczny staruszek. Jego dzieciństwo przypadło na czas II wojny światowej i naznaczone zostało ogromną traumą i cierpieniem. Postawa Władeczka Strapki pokazuje, że tytułowe milczenie nie tylko utrudnia dochodzenie, lecz również, że może być ono formą obrony i wołaniem o pomoc, gdyż kryje się za nim krzywda, żal i smutek.
Fabułę książki wzbogaca także osadzenie jej w trzech płaszczyznach czasowych - współczesnej (Szczecin/Nowe Warpno/Berlin 2018), wojennej (Warszawa 1944) oraz powojennej (Nowe Warpno, tuż po zakończeniu działań wojennych). W każdej z części serii skrywająca mrok historia odgrywa w śledztwie ogromną rolę, również w “Milczeniu”. Odniosłam nawet wrażenie, że historycznych “smaczków” jest więcej niż szeroko pojętych kryminaliów. Jednakże pasja i dbałość o szczegóły autora sprawiają, że ta dysproporcja nie przeszkadza, a wręcz intryguje.
Pozwolę sobie także na krótką refleksję w stosunku do aspiranta, skoro to najprawdopodobniej nasze ostatnie spotkanie. Dominika Przeworskiego zapamiętam jako detektywa, którego cechuje dociekliwość, upór oraz potrzeba odkrycia prawdy, co czyni z niego postać bliską mojemu czytelniczemu sercu. To bohater literacki, który ma w sobie ogromną autentyczność i emocje, które rozumiem. Co więcej, jego śledcza determinacja doprowadza “Milczenie” do zakończenia, które zaskakuje.
„Milczenie” to dopracowany, inteligentnie skonstruowany kryminał, który wzbudza refleksję dotyczącą wpływu przeszłości na teraźniejszość. W mojej opinii jest to także najbardziej poruszająca część trylogii, refleksyjna, a nawet wzruszająca. Lekturę “Milczenia” (i całej nowowarpieńskiej serii!) poleciłabym zarówno sympatykom gatunku, jak i tym, którzy dopiero rozpoczynają przygodę z kryminałami. Jest to bowiem książką, która nie przytłacza brutalnością, wzbudza ciekawość i zaskakuje tajemnicami…
* * *
Książka z domowego księgozbioru.
“Milczenie” to trzecia, zamykająca nowowarpieńską serię kryminalną książka. Marek Stelar, dokładnie jak w poprzednich częściach cyklu, równoważy policyjne dochodzenie z wątkami obyczajowo - historycznymi w sposób przemyślany i błyskotliwy. Można rzec, że “Milczenie” to nie tylko kryminał, ale także opowieść o pamięci, niesprawiedliwym losie oraz przeszłości niejednokrotnie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
“Krzywda” to intrygująca i głęboko poruszająca powieść, w której tajemnice z przeszłości nie tylko łączą się zagmatwanymi ścieżkami z teraźniejszością, ale także wywierają na nią realny wpływ. Marek Stelar ponownie zabiera czytelników w literacką podróż do malowniczego Nowego Warpna. To pozornie sielskie i spokojne miejsce, wciąż skrywa pod powierzchnią wyjątkowo mroczne sekrety i dramatyczne ludzkie historie.
Z całą pewnością aspirant Dominik Przeworski pozostaje kluczową postacią kryminalnego cyklu, jednak w “Krzywdzie” ustępuje nieco miejsca nadzwyczaj interesującej bohaterce - Reginie Remus. Nagła śmierć emerytowanej nauczycielki zdaje się nie wzbudzać w nikim współczucia czy też smutku, ponieważ była postrzegana przez nowowarpieńską społeczność jako osoba zgorzkniała, oschła i nieprzyjemna. W rzeczywistości Regina Remus samotnie dźwigała na barkach ciężar trudnych doświadczeń. Wyrządzone w dzieciństwie oraz młodości krzywdy zakorzeniły się głęboko w jej sercu, były niczym stale jątrzące się, bolesne rany…
Śmierć Reginy Remus okazuje się mieć ścisły związek z Georgiem Kustlerem, niemieckim przedsiębiorcą, właścicielem stoczni jachtowej w Stralsundzie. Prowadzone przez Przeworskiego śledztwo ujawnia nie tylko ich wspólną przeszłość, ale także prowadzi do odkrycia zatrważających wydarzeń sięgających czasów II Wojny Światowej. Kolejny już raz przeszłość nie pozwala o sobie zapomnieć i bezwzględnie wdziera się w teraźniejszość, domagając się odkrycia prawdy.
Tempo narracji drugiej części serii określiłabym jako niespieszne, co doskonale współgra z atmosferą miejsca, w którym się toczy. Natomiast napięcie budowane jest w “Krzywdzie” subtelnie, ale konsekwentnie, angażując czytelnika już od pierwszych stron. Dowody śledcze w postaci archiwalnych zdjęć, dokumentów oraz wspomnień to wyjątkowo ciekawy element dochodzenia, który nadaje fabule realizmu. Ponadto, autor sprawnie łącząc dość odległe przestrzenie czasowe, nawiązuje do burzliwej historii terenów przygranicznych, ukazując skomplikowane losy zwyczajnych ludzi uwikłanych w polityczne zbrodnie i dramaty.
Literacki warsztat Marka Stelara skradł moje czytelnicze serce. “Krzywda” to bowiem kolejna wciągająca opowieść, w której mrok i groza nie wynikają z brutalnych scen, lecz z doskonale skonstruowanej fabuły. Książka angażuje, wzbudza niepokój i na długo pozostawia w pamięci myśl, że istnieją rany tak głębokie i bolesne, że nawet czas nie jest w stanie ich uleczyć…
* * *
Książka z domowej biblioteczki.
“Krzywda” to intrygująca i głęboko poruszająca powieść, w której tajemnice z przeszłości nie tylko łączą się zagmatwanymi ścieżkami z teraźniejszością, ale także wywierają na nią realny wpływ. Marek Stelar ponownie zabiera czytelników w literacką podróż do malowniczego Nowego Warpna. To pozornie sielskie i spokojne miejsce, wciąż skrywa pod powierzchnią wyjątkowo mroczne...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
„Skrucha” to pierwsza część kryminalnej serii autorstwa Marka Stelara, której głównym bohaterem jest aspirant Dominik Przeworski. Zasadnicza część historii toczy się w malowniczo zlokalizowanym Nowym Warpnie i przepełniona jest głęboko skrywanymi tajemnicami oraz licznymi niedopowiedzeniami. Narracja książki wiedzie natomiast przez meandry pamięci mieszkańców, rodzinne konflikty oraz lokalne sekrety.
Dominik Przeworski, funkcjonariusz szczecińskiego wydziału kryminalnego, to postać nietuzinkowa, odbiegająca nieco od stereotypowego wizerunku śledczego w literaturze. Jest poukładany, wykształcony, wysportowany, wolny od nałogów i… (chwytam się za serce) uspokaja go prasowanie. Niestety, osobiste dramaty aspiranta popychają go ku nierozważnym, błędnym decyzjom, które sprowadzają jego służbę do roli dzielnicowego w Nowym Warpnie. Brzmi jak stanowiskowa degradacja? Cóż, tak właściwie jest. Okazuje się jednak, że prowincja ma dla Przeworskiego intrygującą kryminalną zagadkę do rozwiązania.
Przydomowy ogródek skrywa ludzkie szczątki, a ich odkrycie wzbudza w małomiasteczkowej społeczności niemałą sensację. Dominik Przeworski zostaje postawiony przed podwójnie trudnym zadaniem. Z jednej strony musi zdobyć zaufanie lokalnych mieszkańców, co dla przyjezdnego zawsze jest wyzwaniem. Z drugiej, by dotrzeć do prawdy musi szczegółowo przeanalizować spływający na niego natłok informacji, gdyż wśród nowowarpieńskiej społeczności szepcze się o tragediach sprzed lat, miejscowych legendach i rodzinnych nieporozumieniach…
Każda kolejna przeczytana strona przybliża nas do prawdy, która szokuje, porusza i zatrważa. Skrywane bowiem latami informacje nie tylko doprowadzą głównego bohatera do rozwikłania kryminalnej łamigłówki, ale przede wszystkich całkowicie odmienią życie niektórych mieszkańców Nowego Warpna. Wpływ wydarzeń z przeszłości (lata dziewięćdziesiąte) na teraźniejszość jest w “Skrusze” szczególnie interesujący.
Największym atutem tej książki jest jednak atmosfera. W “Skrusze” sielska, nieco senna codzienność Nowego Warpna skontrastowana została z mrokiem i skrywanymi przez mieszkańców tajemnicami. Ponadto autor pierwszorzędnie oddał klimat niewielkiej społeczności, gdzie każdy zna każdego, jednak nikt nie mówi wszystkiego. To właśnie Dominikowi Przeworskiemu udaje się przerwać wieloletnie milczenie. Jego dociekliwość oraz upór, sprawiają, że mieszkańcy decydują się zmierzyć ze swoją przeszłością, dotrzeć do wspomnień i wyjawić prawdę.
“Skrucha” to doskonały, angażujący zarówno emocjonalnie jak i intelektualnie początek serii. Ponadto autor tworzy treści w sposób wyjątkowo przystępny, sprzyjający zaczytaniu się. Książka zawiera świetnie skonstruowaną intrygę, niebanalnych bohaterów, a także niepowtarzalny klimat miejsca. Przymykając bowiem oko na niepokojące i tajemnicze zdarzenia, Nowe Warpno zostało przedstawione w “Skrusze” w sposób tak urokliwy, że upatruję w nim wakacyjny cel podróży. Tymczasem, gdyż wciąż nie wybrzmiało to bezpośrednio - zdecydowanie “Skruchę” polecam.
postscriptum
Na koniec warto zajrzeć do posłowia, ponieważ to właśnie w nim autor zdradza, które wydarzenia z książki były jedynie literacką fikcją, a które… wydarzyły się naprawdę.
***
Książka z domowej biblioteczki.
„Skrucha” to pierwsza część kryminalnej serii autorstwa Marka Stelara, której głównym bohaterem jest aspirant Dominik Przeworski. Zasadnicza część historii toczy się w malowniczo zlokalizowanym Nowym Warpnie i przepełniona jest głęboko skrywanymi tajemnicami oraz licznymi niedopowiedzeniami. Narracja książki wiedzie natomiast przez meandry pamięci mieszkańców, rodzinne...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Polska reporterka, dziennikarka i redaktorka - Anna Goc, w reportażu zatytułowanym "Głusza" zabrała mnie w podróż do świata, o którym dotychczas nie miałam pojęcia, świata osób niesłyszących i słabosłyszących. Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, wstrząsnęła mną i otworzyła oczy na trudności, z którymi mierzy się ta społeczność. Żałuję jedynie, że ta wiedza dotarła do mnie tak późno.
Lektura "Głuszy" to nie tylko odkrywanie nieznanej rzeczywistości, ale także stawianie sobie szeregu pytań, które nie odpuszczają, nie dają spokoju. Co robić bowiem, kiedy trzeba wezwać pomoc medyczną? Jak zgłosić przestępstwo bądź przemoc? Jak wyrazić swój lęk, obawę, troskę? Jak funkcjonować w społeczeństwie, które nie zapewnia podstawowych narzędzi komunikacji? Moje wcześniejsze wyobrażenia o osobach niesłyszących okazały się błędne – nie zdawałam sobie sprawy z jak ogromnym wykluczeniem i brakiem akceptacji się spotykają.
Przeprowadzone przez autorkę rozmowy pozwalają zagłębić się w środowisko osób niesłyszących i słabosłyszących. Ponadto "Głusza" ukazuje różne perspektywy – zarówno osób niesłyszących, jak i ich rodzin. Poznajemy historie rodziców słyszących (słyszaków) wychowujących głuche dzieci, a także opowieści rodziców niesłyszących lub słabosłyszących, posiadających słyszące dzieci. Sądze, że doświadczenia ludzi, którzy przez całe życie musieli walczyć o podstawowe prawa - dostęp do edukacji, ochrony zdrowia czy możliwości codziennej komunikacji, Anna Goc przedstawiła w sposób niezwykle poruszający.
Niekomfortowa była dla mnie refleksja, że jako społeczeństwo zamiast szukać porozumienia, bardzo często oczekujemy dostosowania się. Tymczasem głuchota nierzadko wyklucza komunikację w języku polskim. To niepojęte, że w szkołach dla osób niesłyszących i słabosłyszących nauczyciele nie mają obowiązku posługiwania się językiem migowym! Poraziła mnie niedostrzegalność tych komunikacyjnych barier, w efekcie każdy kolejny rozdział “Głuszy” wzbudzał we mnie niedowierzanie, oburzenie, niejednokrotnie też oczy najzwyczajniej zachodziły mi łzami.
"Głusza" to reportaż, który przede wszystkim uświadamia. Opowiada bowiem o życiu, które toczy się tuż obok nas, a o którym niewiele wiemy. Każda z zamieszczonych w książce historia jest wciągająca i pouczająca, niestety większość z nich jest także niesamowicie smutna. Jestem mamą i szczególnie mocno poruszył mnie fragment książki opowiadający o matkach niesłyszących płaczu własnego dziecka. Od tamtej pory, gdy w nocy budzi mnie płacz mojego maleństwa, uświadamiam sobie, jak wielki to przywilej…
Bez wątpienia “Głusza” autorstwa Anny Goc powinna być lekturą obowiązkową. Nie tylko dla osób zainteresowanych problematyką społeczną, ale także tych, którzy po prostu chcą zrozumieć drugiego człowieka. Czysto technicznie, konstrukcyjnie - podział na tematyczne, króciutkie rozdziały sprawia, że książkę czyta się nieprawdopodobnie sprawnie. Niewątpliwie emocjonalną recenzję zamiast klasycznym "polecam" zakończę nieco przewrotnymi słowami – o "Głuszy" powinno być GŁOŚNO.
***
Książkę wypożyczyłam z księgozbioru wrocławskiej MBP.
Polska reporterka, dziennikarka i redaktorka - Anna Goc, w reportażu zatytułowanym "Głusza" zabrała mnie w podróż do świata, o którym dotychczas nie miałam pojęcia, świata osób niesłyszących i słabosłyszących. Książka wywarła na mnie ogromne wrażenie, wstrząsnęła mną i otworzyła oczy na trudności, z którymi mierzy się ta społeczność. Żałuję jedynie, że ta wiedza dotarła do...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025
Kamienna, a w szczególności otaczające wioskę bagniska oraz lasy stanowią miejsce akcji książki “Lilie”. Znany zatem z dotychczasowych powieści Mieczysława Gorzki wielkomiejski ruch uliczny został zastąpiony sielskim i urokliwym miejscem. Okazuje się jednak, że tajemnicza i dzika natura idealnie oddaje klimat grozy i jest potencjalnie doskonałą sceną makabrycznej zbrodni…
“Lilie” otwiera zaginięcie szanowanego ginekologa, doktora Jakuba Bernatowicza. Poszukiwania prowadzone zarówno przez mieszkańców jak i funkcjonariuszy miejscowych służb nie przynoszą jednak żadnych rezultatów - nie mają bowiem pojęcia, że los Jakuba Bernatowicza został przesądzony jeszcze przed rozpoczęciem ich pracy. Nie wiedzą także o morderczym szale, w który wpadła rozżalona, dotkliwie zraniona małżeńską zdradą żona doktora Bernatowicza. Niewierny mąż niewątpliwie poniósł najsurowszą z kar, a jego ciało zostało ukryte w prowizorycznym grobie. To pierwszy, szalenie interesujący wątek kryminalny, którym zajmuje się komisarz Wiktor Wiktorski.
Równolegle toczy się drugie śledztwo, prowadzone przez nadkomisarza Marcina Zakrzewskiego oraz Karinę Buczko. Wrocławski policjant tropi byłego żołnierza podejrzanego o morderstwo, a poszukiwania te przypadkowo prowadzą do odkrycia ciał kilku innych zamordowanych kobiet. Początkowo niezwiązane ze sobą sprawy, stopniowo łączą się w jedną, wyjątkowo skomplikowaną, pełną niewiadomych intrygę. Mieczysław Gorzka doskonale buduje w “Liliach” napięcie, a pojawiające się nieustannie tajemnice, skutecznie utrudniają czytelnikowi trafne wskazanie sprawcy.
Ciekawostką jest, że “Lilie” nie należą do żadnej z serii, a mimo to pojawia się w nich doskonale znany czytelnikom Mieczysława Gorzki nadkomisarz. Marcin Zakrzewski jest bowiem głównym bohaterem cyklu książek “Cienie przeszłości”, a także “Wściekłe psy”. Sądzę, że warto się z nimi zapoznać, aby móc w pełni docenić jak wielowarstwowe i złożone są postacie kreowane przez pana Gorzkę.
Sympatycy prozy Mieczysława Gorzki zapewne dostrzegą, że “Lilie” to powieść nieco inna niż wcześniejsze książki autora. Jednocześnie dynamizm, liczne zwroty akcji i wielopłaszczyznowość postaci sprawiają, że historia ta wpisuje się w oryginalny, charakterystyczny dla autora styl. Ponadto odnajdziemy tu zatrważający klimat, pozornie nieuporządkowane i nieoczywiste połączenia między wątkami, a także wydarzenia z przeszłości przenikające w przemyślany sposób do współczesności. Brzmi to dość monotematycznie, jednak muszę to napisać - Mieczysław Gorzka kolejny już raz popełnił mroczny, pełen napięcia kryminał.
postscriptum
Nie ukrywam, że relacja z twórczością Adama Mickiewicza jest dla mnie skomplikowana, jednakże nawiązanie do ballady “Lilije” w powieści kryminalnej skradło moje czytelnicze serce. To niezwykłe literackie odniesienie nadało historii unikalnego, niepokojącego klimatu, do osadzonej we współczesnych czasach fabuły wprowadziło nieco folkloru, mistycyzmu…
***
Książkę przesłuchałam, audiobook z katalogu BookBeat.
Kamienna, a w szczególności otaczające wioskę bagniska oraz lasy stanowią miejsce akcji książki “Lilie”. Znany zatem z dotychczasowych powieści Mieczysława Gorzki wielkomiejski ruch uliczny został zastąpiony sielskim i urokliwym miejscem. Okazuje się jednak, że tajemnicza i dzika natura idealnie oddaje klimat grozy i jest potencjalnie doskonałą sceną makabrycznej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Jakub Szamałek stworzył powieść niezwykle współczesną i inspirującą — historię z mistrzowsko budowanym napięciem. Gdybym miała podsumować „Stację” w wyjątkowo zwięzły sposób, napisałabym z ogromnym entuzjazmem: KOSMOS!
Główną bohaterką tego nietuzinkowego thrillera psychologicznego jest Lucy Poplasky. Towarzyszymy jej w misji — locie na Międzynarodową Stację Kosmiczną — podczas której dowodzi sześcioosobowym zespołem. Ekspedycyjne spełnienie marzeń, okupione miesiącami wyrzeczeń, badań, treningów, a przede wszystkim tęsknotą za najbliższymi, okazuje się… koszmarem.
Słoneczny rozbłysk, wyrzucający w kosmiczną przestrzeń potężną dawkę promieniowania, jest zdarzeniem niepokojącym, ale znanym i proceduralnie zabezpieczonym. Inaczej jest w przypadku usterki kluczowego dla podtrzymania życia systemu na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Dochodzenie w sprawie awarii — prowadzone w tajemnicy przed pozostałymi członkami załogi — podejmuje Lucy. Śledztwo jest dla niej stresujące i wyczerpujące nie tylko ze względu na powagę sytuacji, ale także ograniczoną, w każdym milimetrze zagospodarowaną przestrzeń stacji. Tajemnice, które odkrywa, są ponadto co najmniej zaskakujące, a jeśli dodać do tego… politykę, powstaje łatwopalna mieszanina.
Międzynarodowe, dyplomatyczne napięcia stanowią wyraźne tło „Stacji”. Kosmiczny wyścig między Stanami Zjednoczonymi a Rosją, nieoficjalnie, jednak nadal trwa — a to właśnie przedstawiciele tych narodowości przebywają wraz z Lucy na pokładzie. Tajemnicza awaria, realnie zagrażająca życiu astronautów, wzbudza więc wzajemne podejrzenia i nieufność. Kto odważyłby się zaryzykować własnym życiem, aby doprowadzić do przedwczesnego zakończenia misji? Byłby to sabotaż popełniony w pozornie niemożliwych okolicznościach, na oczach kamer, w miejscu, którego nie da się tak po prostu opuścić. Brzmi jak klasyczna zagadka zamkniętego pokoju, prawda? Uwielbiam ten literacki motyw, a wykorzystanie Międzynarodowej Stacji Kosmicznej jako „zamkniętego pokoju” uważam za niezwykle fascynujące.
Każdy z sześciorga kosmicznych bohaterów „Stacji” jest postacią interesującą i wiarygodną. Naturalne wydają się także napięcia — zarówno interpersonalne, jak i zawodowe — w tak ekstremalnych i niecodziennych warunkach. Najciekawszą postacią drugoplanową była dla mnie natomiast Devaki, kosmiczna turystka. Jej obecność na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej skłania bowiem do przemyśleń nad przyszłością komercyjnych lotów w kosmos. Jednocześnie ukazuje ciemne strony międzygwiezdnych marzeń, w szczególności zawodność i nieprzewidywalność ludzkiego organizmu w tak skrajnych okolicznościach.
„Stacja” to nadzwyczaj oryginalna kryminalna propozycja — intryguje fabułą, odkrywając równolegle uporządkowaną i skomplikowaną codzienność funkcjonowania na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej. Czytałam ją z zapartym tchem, aż do ostatniej strony, dając się porwać kosmicznej atmosferze. Nie mogłam się oderwać — polecam Wam również wyruszyć w literacki podbój wszechświata. Czytajcie!
* * *
Książka z domowej biblioteczki.
Jakub Szamałek stworzył powieść niezwykle współczesną i inspirującą — historię z mistrzowsko budowanym napięciem. Gdybym miała podsumować „Stację” w wyjątkowo zwięzły sposób, napisałabym z ogromnym entuzjazmem: KOSMOS!
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGłówną bohaterką tego nietuzinkowego thrillera psychologicznego jest Lucy Poplasky. Towarzyszymy jej w misji — locie na Międzynarodową Stację Kosmiczną —...