rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach:

Słabiutkie to było, oj słabiutkie. Najgorzej, że było kilka motywów, które miały potencjał a zostały tak słabo ograne, że aż przykro. Już się w relacji na instagramie uzewnętrzniłam, tu się nie będę powtarzać, nawet mi się nie chce, no ale nie było to dobre. No niestety

Słabiutkie to było, oj słabiutkie. Najgorzej, że było kilka motywów, które miały potencjał a zostały tak słabo ograne, że aż przykro. Już się w relacji na instagramie uzewnętrzniłam, tu się nie będę powtarzać, nawet mi się nie chce, no ale nie było to dobre. No niestety

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Takie bardziej 4,5
Kurczę, tyle rzeczy tu nie zagrało. Ja serio nie spodziewałam sie arcydzieła ale liczyłam na porządne romantasy. Tymczasem dostałam zmarnowany potencjał. Autorka miała fajny zamysł i gdyby nad tym dłużej posiedzieć, dodać głębi, to byłaby to porządna ksiązka.

Tymczasem wykreowany świat jest wykreowany po łebkach. Podobnie jak postacie. Główna para bohaterów mimo, że spędza ze sobą dużo czasu i ta relacja powinna być niemalże namacalna, to są nijacy. Odniosłam wrażenie, że ten związek opiera się tylko na pożądaniu i kłamstwie. I nie mam tu na myśli samego początku tej książki. Niejedna para na świecie stworzyła fajny związek po szybkim numerku na imprezie. Tylko tu prosiło się o pokazanie rozwoju tej relacji, postaci, o poznawaniu siebie nawzajem. Tymczasem te dialogi rodem z liceum wcale tego nie dały.

To samo ze światem. Poppy jako Panna jest cenna, tak cenna, że jest przez niektórych traktowana na równi z bogami. Tymczasem jest całe życie więźniem i właściwie nic jej nie wolno a większość ludzi wokół niej traktuje wobec dziewczyny przemoc. I niby rozumiem, tu miało być pokazane jak ludzie wokół niej są zepsuci, ale i tak miałam srogi zgrzyt. Budowa świata też jest do dopracowania. Naprawdę, to mogła być porządna książka z wątkiem romantycznym a wyszło jak zwykle. Jestem zawiedziona i rozczarowana mimo, że i tak nie miałam wygórowanych oczekiwań. A jak ktoś chce więcej to na moim profilu na instagramie (ksiazki_na_tle_ksiazek) wyróżnionej relacji jest spojlerowe jej czytanie

Takie bardziej 4,5
Kurczę, tyle rzeczy tu nie zagrało. Ja serio nie spodziewałam sie arcydzieła ale liczyłam na porządne romantasy. Tymczasem dostałam zmarnowany potencjał. Autorka miała fajny zamysł i gdyby nad tym dłużej posiedzieć, dodać głębi, to byłaby to porządna ksiązka.

Tymczasem wykreowany świat jest wykreowany po łebkach. Podobnie jak postacie. Główna para...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie sięgam po powieści obyczajowe i romanse. Nie moja strefa komfortu. Jednak z racji nostalgicznego i melancholijnego nastroju postanowiłam wyjść ze swojej banieczki i wybór padł na "Apartament pod Złotym Klonem".

Powieść Barbary Kwinty zaskoczyła mnie na wielu poziomach. Początkowo, ze względu na specyficzną narrację, czułam sie lekko zagubiona, jednak po około 40-50 stronach różne rzeczy zaczęły się wyjaśniać i mogłam zagłębić się bez problemów w lekturę.

Autorka świetnie operuje językiem i metaforami. Świetnie oddała ciepło i przytulność jesieni, a jednocześnie wplotła w komediową książkę smutek i przeżywanie żałoby. Nie raz mnie wzruszyła i rozbawiła. Czy gdybym czytała ją w radośniejszym momencie mojego życia, to odebrałabym ją inaczej? Być może. Jednak z książkami tak jest: muszą czasem trafić na odpowiedni moment. I ta trafiła.

Powieść sama w sobie, jej fabuła, postacie, zwroty akcji, są w zasadzie dosyć proste. Jednak w tej prostocie tkwi też siła książki. Pokazuje nie tylko zabawną historię dwójki ludzi, którzy spotykają sie przypadkiem, ale również niesie ze sobą głębsze emocje. W dodatku książka jest pyszna. Od razu zachciało mi się zrobić tonę jabłkowego crumble i niemalże czułam zapach śliwek, cynamonu i dyniowego latte. Książka do pochłonięcia w jeden, zimny, jesienny wieczór z odgłosami trzaskającego drewna w kominku w tle. Otula jak miękki kocyk i rozpala w serduszku, nawet tak czarnym i zgniłym jak moje, odrobinę ciepełka.

Nie sięgam po powieści obyczajowe i romanse. Nie moja strefa komfortu. Jednak z racji nostalgicznego i melancholijnego nastroju postanowiłam wyjść ze swojej banieczki i wybór padł na "Apartament pod Złotym Klonem".

Powieść Barbary Kwinty zaskoczyła mnie na wielu poziomach. Początkowo, ze względu na specyficzną narrację, czułam sie lekko zagubiona, jednak po około 40-50...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Bawiłam się na tej książce świetnie a nie spodziewałam się, że tak mi się spodoba. W ogóle niczego się nie spodziewałam. I to było najlepsze podejście jakie mogłam mieć.

"Mroczna i tajemna magia" to książka totalnie otulająca niczym kocyk z odrobiną mroku i tajemnicy. Autorka świetnie to wyważyła i obok cozy klimatu, mamy tu podziemny świat, złola, niebezpieczeństwo i rodzinne tajemnice a nawet nekromancję.

Dla mnie na plus również są bohaterowie. Mimo, że nie polubiłam starszej siostry głównej bohaterki, czy też pobocznych postaci, to dwie główne: Hecate i Matthew, są skrojone świetnie. Łączy ich wspólna przeszłość, nie są dwudziestoletnimi podlotkami (oboje mają po 30 lat), mają za sobą różne doświadczenia i nie popełniają tak bardzo rażących w oczy głupot jak inne postacie w fantastyce z wątkiem romantycznym.

Co jeszcze tu znajdziecie? Jesienne klimaty, Halloween, czarownice, nekromantów, inspirację mitem o Hadesie i Persefonie, kota imieniem Merlin i dużo, ale to bardzo dużo dobrego jedzenia, więc będziecie przy czytaniu ciągle głodni. Książka na jeden wieczór, więc jeśli tej jesieni chcecie przeczytać coś w klimacie ale ze szczyptą mroku to zachęcam do sięgnięcia po tę książkę ;)

Bawiłam się na tej książce świetnie a nie spodziewałam się, że tak mi się spodoba. W ogóle niczego się nie spodziewałam. I to było najlepsze podejście jakie mogłam mieć.

"Mroczna i tajemna magia" to książka totalnie otulająca niczym kocyk z odrobiną mroku i tajemnicy. Autorka świetnie to wyważyła i obok cozy klimatu, mamy tu podziemny świat, złola, niebezpieczeństwo i...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Książka ta była zaskakująco zaskakująca. Na uwagę przede wszystkim zasługuje wykreowany przez Bennetta świat. Podczas pory deszczowej, każdego roku, z głębin morskich wychodzą tytani a każdy ich krok to śmierć i zniszczenie. Dlatego nadmorskie granice Imperium są okolone ogromnym murem, na którym stacjonujący Legioniści starają się powstrzymać zło przed dotarciem do ludzkości. Ale to nie jedyny świetny element tego świata. Wydaje się on niezmiernie barwny, a to za sprawą wszechobecnych roślin i grzybów, które służą niemalże do wszystkiego, łącznie z budową domów.

W tym arcyciekawym świecie istnieje też zbrodnia. W nietypowy sposób zostaje zamordowany wysoko postawiony polityk a sprawą jego śmierci ma zająć się genialna i równie bezczelna oraz ekscentryczna śledcza. Całą historię poznajemy z perspektywy jej nowego asystenta.

Postacie, skoro już przy nich jestem, są świetnie wykreowane. Mają wiele cech charakteru, nie są papierowymi marionetkami tylko czuć, że mogłyby być żywymi osobami. Zresztą nie tylko ich charaktery się wyróżniają. Bowiem w tym świecie ludzie mogą poddawać się wielu modyfikacjom, dzięki którym zyskują nowe umiejętności lub też podbijają już te, które posiadają. Sam Din, asystent Dolabry, jest poddany takiej modyfikacji, dzięki której zyskał nieograniczoną pamięć i jest w stanie zapamiętać i później odtworzyć dosłownie wszystko.

Sama fabuła oraz intryga kryminalna również są na wysokim poziomie. Świat fantastyczny jest tu drugoplanowym bohaterem, a w dużej mierze to własnie kryminał wysuwa się na prowadzenie. Rozwiązanie jest zaskakujące, wątki się ze sobą zgrabnie łączą a intryga wciąga od pierwszej do ostatniej strony. Nie dajcie się zwieść lekkości, z jaką prowadzona jest historia. Na początku może ona nieco dezorientować, zresztą jak każdy nowo poznawany świat, jednak po kilku rozdziałach nie mogłam sie już od niej oderwać. Bardzo polecam jeśli lubicie nietypową fantastykę, w której macie oryginalny świat oraz miks gatunkowy.

Książka ta była zaskakująco zaskakująca. Na uwagę przede wszystkim zasługuje wykreowany przez Bennetta świat. Podczas pory deszczowej, każdego roku, z głębin morskich wychodzą tytani a każdy ich krok to śmierć i zniszczenie. Dlatego nadmorskie granice Imperium są okolone ogromnym murem, na którym stacjonujący Legioniści starają się powstrzymać zło przed dotarciem do...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Na plus: książka jest krótka, ot na jeden wieczór, a że czyta ją sie turbo szybko to tym bardziej w kilka godzin macie zaliczoną książkę. Jest też lekko napisana więc nie męczy.

Minusów jest więcej: postacie są płytkie jak kałuża, główna bohaterka to typowa pick me girl. Ona nie jest taka jak inne. Nie będzie chodziła w sukienkach, będzie jadła wszystko a do tego nudzą ją normalne rozmowy i najchętniej prowadziłaby ożywione dyskusje tylko o polowaniach. Król też nie wykazuje się logiką. Od jego życia zależy życie wszystkich mieszkańców królestwa a tymczasem sam pakuje się w największe walki.

Co do tych walk to też jest jedno wielkie XD Autorka opisuje walkę podczas lotu, która przeczy wszelkim zasadom logiki i fizyki. W żadnym momencie nie potrafiłam jej sobie nawet wyobrazić. Do tego mamy tylko zarysowany świat, zależności między poszczególnymi królestwami. Nie wiemy nawet dlaczego ten wielki konflikt się rozpoczął. Instant love pruje na złamanie karku. Postacie kochają się już po jednym obiedzie. Wiadomka, wystarczy zjeść obiad żeby się zakochać na całe życie.

Pisałam wcześniej o lekkości w stylu autorki. Jednak i to też nie do końca jest atut. Od kogoś z jej doświadczeniem pisarskim spodziewałabym się większego kunsztu. Lepszego opisania świata. Większej głębi postaci. Tymczasem książka jest napisana jakby była dłuższym opowiadaniem lub szkicem większej powieści. Gdyby ktoś nad tym posiedział dłużej, gdyby historia była bardziej rozwinięta i gdyby tu była jakakolwiek redakcja to powstałaby z tego może nie wybitna, ale bardzo poprawna powieść. Tymczasem podczas czytania traciłam punkty IQ wraz z każdym rozdziałem i powoli cofałam się w rozwoju. Niemniej przeczytam pozostałe książki bo to dobre odmóżdżenie po czymś cięższym ;)

Na plus: książka jest krótka, ot na jeden wieczór, a że czyta ją sie turbo szybko to tym bardziej w kilka godzin macie zaliczoną książkę. Jest też lekko napisana więc nie męczy.

Minusów jest więcej: postacie są płytkie jak kałuża, główna bohaterka to typowa pick me girl. Ona nie jest taka jak inne. Nie będzie chodziła w sukienkach, będzie jadła wszystko a do tego nudzą ją...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Oniryczna, gotycka, przepełniona realizmem magicznym opowieść o miłości, przyjaźni, poświęceniu, zaufaniu i poszukiwaniu siebie. Powieść jednocześnie przewidywalna jak i pełna zaskoczeń. Styl autorki jest piękny, poetycki, taki jaki mam w głowie widząc gatunek, jakim jest literatura piękna. Czytając nastawcie się od razu na powolne tempo. Tu nie ma pościgów i wybuchów. Jest za to mroczny, duszny klimat i mimo piękna, gdzieś tam z tyłu czająca się groza i tajemnice. Wiele osób się od niej odbije i uzna za dziwną, jednak ta mroczna baśń do mnie przemawia.

Oniryczna, gotycka, przepełniona realizmem magicznym opowieść o miłości, przyjaźni, poświęceniu, zaufaniu i poszukiwaniu siebie. Powieść jednocześnie przewidywalna jak i pełna zaskoczeń. Styl autorki jest piękny, poetycki, taki jaki mam w głowie widząc gatunek, jakim jest literatura piękna. Czytając nastawcie się od razu na powolne tempo. Tu nie ma pościgów i wybuchów. Jest...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Nie była to zła książka, ale też wbrew wielu opiniom, nie było to też najlepsze romantasy jakie czytałam. Powiem więcej, była to książka dosyć średnia jednak przyjemna w odbiorze. Podobało mi się kilka rzeczy ale sporo też przeszkadzało.

Na plus mogę zaliczyć kreację świata po rebelii kończącej panowanie czarownic w tym świecie, oraz samą magię krwi i jej wykorzystanie. Fajnie wykreowane były też postacie drugoplanowe. Pomysł na fabułę też był ciekawy i wciągający.

Przeszkadzało mi jednak kilka rzeczy: umiejscowienie w czasie. Otóż nie byłam w stanie określić w jakim mniej więcej okresie umiejscowiona była akcja. Z początku wyglądało to na inspirację epoką wiktoriańską, a chwilę później bohaterka szła na spacer w sukience do kolan. Miałam tu lekki zgrzyt.

Druga rzecz to główna bohaterka, czyli Rune. W nocy czarownica, która ratuje inne przed śmiercią, a w dzień rozpuszczona arystokratka brylująca na salonach. Autorka nam przekazała, że Rune uratowała wiele kobiet a tymczasem przez całą książkę ugania się za jedną i za każdym razem nie może jej uwolnić. Autorka mówi nam jak jest przebiegła, inteligentna i sprytna, jednak w trakcie fabuły w ogóle tego nie widać. Rune jawi się natomiast jak typowa Mary Sue i wychodzi cało z każdej opresji, jednak niekoniecznie dzięki własnym umiejętnościom tylko przy pomocy innych i odrobinie szczęścia.

I ostatni, największy zgrzyt jaki miałam, to cały wątek romantyczny. Enemies to lovers to motyw, który był już opisany z każdej możliwej strony więc ciężko wymyślić coś oryginalnego. Tu pomysł był, przez moment rzeczywiście czuć było, że Rune i jej love interest Gideon są wrogami. Ona się ukrywa, jest po części wyjęta spod prawa, a on od lat na nią poluje. Ona działa poza prawem, on go przestrzega. Było tu pole do popisu i rozwinięcia tej relacji. Wyszło? No cóż. Średnio. Zacznijmy od tego, że ta relacja zaczyna się od kłamstw i na nich kończy. Może to problem ze mną bo nie znoszę budowania relacji, opierania jej na nieszczerości. Wprawdzie coś tam się przed sobą otwierają, jednak i tak finalnie kłamstw jest więcej niż szczerości. Z jednej strony rozumiem ten zabieg, musiał być jakiś cliffhanger, ale też przez to ta relacja w ogóle mnie nie interesowała. Nie mogłam uwierzyć w jej prawdziwość i no cóż, szczerość właśnie.

A, i zapomniałabym: nasza główna bohaterka jest też niby inteligentna a pakuje się co chwila w kłopoty, głównie przez brak logicznego myślenia, planowania i chociażby próby przewidzenia co może pójść nie tak i co może się zawalić. No kreacja tej postaci leży i kwiczy. I jeszcze jedna rzecz, o której bym zapomniała, ale to też moje indywidualne odczucia: myślałam, że w romantasy odchodzi się już od młodych bohaterów, którzy mają max 20 lat a ich doświadczenie życiowe wskazuje raczej na 40. Otóż myliłam się. Rune ma lat 18, Gideon 20. Tymczasem ich postacie mogłyby być te kilka lat starsze, nic nie umniejszyłoby to książce i fabule. A wręcz przeciwnie, dodałoby postaciom powagi i przede wszystkim wiarygodności.

Czy sięgnę po kolejny tom? Owszem, to dylogia więc dużo do nadrobienia mieć nie będę a też ciekawa jestem jak to się dalej potoczy. Gdyby to była dłuższa seria to zdecydowanie odpuściłabym dalsze jej czytanie

Nie była to zła książka, ale też wbrew wielu opiniom, nie było to też najlepsze romantasy jakie czytałam. Powiem więcej, była to książka dosyć średnia jednak przyjemna w odbiorze. Podobało mi się kilka rzeczy ale sporo też przeszkadzało.

Na plus mogę zaliczyć kreację świata po rebelii kończącej panowanie czarownic w tym świecie, oraz samą magię krwi i jej wykorzystanie....

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Po pierwsze: to nie Pierwsze prawo i nie nastawiajcie się na to, że będzie przypominać Pierwsze prawo.
Po drugie: to książka przede wszystkim rozrywkowa, jest tu dużo humoru, więcej niż normalnie u Abercrombiego, jest bardziej przaśnie ale również mrocznie.
Po trzecie: absolutnie NIE jest to powieść młodzieżowa jak niektórzy niżej pisali. Nastolatkowi w życiu nie dałabym jej do przeczytania.

Bawiłam się na "Diabłach" przeogromnie. Mamy tu alternatywną wizję średniowiecznej Europy, gdzie magia i fantastyczne istoty istnieją i mają się mniej lub bardziej dobrze, łącznie z naszymi tytułowymi Diabłami. Mamy alternatywną wersję chrześcijaństwa: głową kościoła jest papieżyca (która tak na marginesie ma 10 lat), Zbawicielką była również kobieta a Święte Miasto stoi na ruinach dawnej Kartaginy. Do tego mamy naszą tytułową drużynę. Jest to zbiór osobowości, które nie powinny do siebie pasować, które nie powinny ze sobą współpracować ani darzyć sympatią. A tymczasem są zgraną drużyną i w pewnym sensie nawet dosyć popapraną i dysfunkcyjną rodziną.

Sama historia jest ciekawa, wciągająca, akcyjna. Krew leje się srogo, różne części ciała latają gdzie się da i trup ściele się gęsto. Zresztą same postacie nie są krystaliczne: mamy tu pogańską wilkołaczkę, wyznawczynię Odyna wprost z norweskich lasów. Następnie piratkę, najemniczkę, kobietę wielu talentów. Upadłego rycerza z wiecznie skwaszoną miną. Czarownika, ekhem, przepraszam, maga, nekromantę przekonanego o własnej wielkości. Wampirzego arystokratę, który uwielbia wylegiwać się na słońcu. Oraz elfkę, przedstawicielkę znienawidzonej rasy, rasy, która pragnie zawładnąć światem i zniszczyć ludzkość. Przewodzi im mnich, który bardziej niż przygody, ceni sobie ciepłą posadkę. Wszyscy oni dostają misję, niekoniecznie z własnej woli, doprowadzenia na tron cesarski zaginionej przed laty księżniczki.

Każda z tej postaci jest tak samo ważna dla historii, każdą z nich poznajemy dosyć dobrze mimo, że nie każda z nich dostaje tyle samo czasu antenowego. Jest kilka dosyć dobrych zwrotów akcji, postacie popełniają błedy, które moga kosztować ich życie. Jest to w dużej mierze powieść drogi. Nasi bohaterowie wyruszają w podróż, która niekoniecznie zakończy się happy endem. W jej ramach można też wychwycić podwaliny pod kolejne tomy, zreszta jestem ciekawa czy pewne, hmmm, zadania będą rozwinięte dalej. Nie chcę wam tu spojlerować więc na tym zakończę.

Podsumowując: dajcie tej książce szansę, otwórzcie się na nią i przy okazji jej czytania wyłączcie myślenie o Pierwszym prawie. Gdy nie będziecie porównywać ich do siebie to będziecie się dużo lepiej bawić. To inna książka niż to co do tej pory napisał Abercrombie. Dodatkowo jest to jednocześnie dobre rozpoczęcie serii a także działa jako jednotomówka i w miarę zakończona historia. Ja ze swojej strony serdecznie polecam i będe do niej wracać. No i niecierpliwie czekam na kolejne tomy a także licze na to, że ekranizacja "Diabłów" dojdzie do skutku i za 2-3 lata będę mogła pójśc na nią do kina (no halo, ale jak Mads Mikkalsen nie zagra Jakoba z Torunia, a Pedro Pascal brata Diaza to ja już nie wiem kto mógłby xD).

Po pierwsze: to nie Pierwsze prawo i nie nastawiajcie się na to, że będzie przypominać Pierwsze prawo.
Po drugie: to książka przede wszystkim rozrywkowa, jest tu dużo humoru, więcej niż normalnie u Abercrombiego, jest bardziej przaśnie ale również mrocznie.
Po trzecie: absolutnie NIE jest to powieść młodzieżowa jak niektórzy niżej pisali. Nastolatkowi w życiu nie dałabym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

W swojej najnowszej, a długo wyczekiwanej przeze mnie, książce Leigh Bardugo zabiera nas w podróż do Hiszpanii przełomu XVI i XVII wieku. To okres historyczny, w którym jednocześnie rozkwita sztuka, literatura oraz kultura a wpływy Hiszpanii rozprzestrzeniają się na cały świat, a z drugiej strony jest to czas prześladowań innowierców oraz panowania kościoła z nieodłączną inkwizycją na czele. W tych dziwnych czasach poznajemy naszą główną bohaterkę, Luzię, pomywaczkę w domu zubożałych arystokratów, dziewczynę, która musi ukrywać swoje pochodzenie, wykształcenie i przede wszystkim moce jakimi dysponuje.

Autorka pokazuje nam jak jednocześnie oświecone społeczeństwo może być zacofane, a kobietom tamtych czasów groziło niebezpieczeństwo z każdej strony i z najgłupszych możliwych powodów, chociażby dlatego, że ośmieliły się myśleć. Że chciały być wolne, kształcić się, za to, że były po prostu kobietami. W książce pada takie jedno zdanie, które mimo swej prostoty, robi i w naszej rzeczywistości ogromne wrażenie, niekoniecznie pozytywne. W pewnej scenie Luzia pyta sie jednej z postaci, dlaczego miałaby się obawiać innej? Czy to dlatego, że jest istotą nadprzyrodzoną? Na to ta postać odpowiada, że nie dlatego, powodem jest, że jest mężczyzną. To mówi nam bardzo wiele o tym, w jakiej sytuacji znalazła się nasza główna bohaterka.

A skoro przy postaciach jesteśmy to Leigh Bardugo oddaje tu głos głównie kobietom. Jest również perspektywa głównej męskiej postaci, jednak odniosłam wrażenie, że to głownie Luzia, jej pracodawczyni oraz ciotka są tu wiodące. To jest historia o nich, a także o innych postaciach kobiecych opisanych na kartach tej powieści. Nasze bohaterki muszą każdego dnia ukrywać swoje ambicje, pragnienia oraz marzenia, swoją wiarę, pochodzenie oraz wykształcenie, swoją seksualność i uczucia.

Sama historia jest pretekstem do pokazania perspektywy kobiet, ich życia w tych czasach. Widziałam, ze wielu osobom nie podobał się wątek romantyczny. Ja jestem w opozycji, otóż mi się podobał aczkolwiek chciałabym, aby postacie miały więcej czasu antenowego i aby rozwój ich relacji był bardziej pogłębiony. Na początku tez ciężko było mi polubić Luzię, jednak gdy lepiej poznałam jej myśli i pragnienia to uwierzyłam w jej perspektywę i wybory.

Podsumowując: świetna lektura i moim zdaniem jedna z najlepszych powieści tej autorki. Widać jaki progres pisarski przeszła od trylogii Griszów. Książka jest dużo lepiej napisana, postacie i świat są także lepiej skonstruowane. Ten progres był widoczny już w 'Dziewiątym domu", jednak tutaj ja osobiście odczuwam go bardziej :)

W swojej najnowszej, a długo wyczekiwanej przeze mnie, książce Leigh Bardugo zabiera nas w podróż do Hiszpanii przełomu XVI i XVII wieku. To okres historyczny, w którym jednocześnie rozkwita sztuka, literatura oraz kultura a wpływy Hiszpanii rozprzestrzeniają się na cały świat, a z drugiej strony jest to czas prześladowań innowierców oraz panowania kościoła z nieodłączną...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Przed przeczytaniem: pająki istnieją.
Po przeczytaniu: kochać wszystkie pająki, żadnych nie oszczędzać11!!!!111!!!oneone

To tak w telegraficznym skrócie.

Początkowo ciężko mi się było wkręcić w tę historię. I ze względu na moment w moim życiu, przepracowanie, upały i ogólnie sam zamysł mimo, że ciekawy i oryginalny. Jednak im dalej tym lepiej a ostatnie 200 stron przeczytałam ciągiem i z łezką w oku.

Pomysł na fabułę wydaje się na pierwszy rzut oka absurdalny. W wyniku splotu różnych działań na nową planetę Ziemię zamiast małp, które powinny ewoluować w istoty w pełni rozumne, trafiają zakażone nanowirusem pająki, które rozwijają się w zaskakującym tempie i kierunku. Do tego mamy umierającą pierwotną Ziemię i ostatnich przedstawicieli ludzkości, którzy wyruszają na statkach-arkach w poszukiwaniu nowego miejsca do życia. Jest też świadomość naukowczyni zamknięta w umierającym ciele w kapsule, która powinna już dawno przestać działać. Nietypowe jest również rozmieszczenie fabuły na osi czasu, ponieważ dzieje się ona na przestrzeni tysięcy lat. Wszystkie te elementy razem nie miały prawa się udać. Ale tylko w teorii. Bo wszystko razem stworzyło niesamowita opowieść o ludzkości, o jej kondycji, o jej aspiracjach i ambicjach. I o tym, co tak naprawdę oznacza bycie ludzkim.

Autor w tej powieści zawarł kilka przestróg dla nas. Uważamy Ziemię za swój plac zabaw i wciąż zauważamy tak niewiele ponad czubek własnego nosa doprowadzając nasz własny dom do nieuchronnej ruiny. Zadziwiająco trafnie ukazał kondycję ludzkości, która mimo postępu technologicznego i cywilizacyjnego może w każdej chwili cofnąć się do epoki barbarzyńców.

Niezwykle ciekawe było oglądanie ewolucji pająków od zwierząt po zaawansowaną cywilizację. Wszystkie pajęczaki miały w sobie wiele cech, które uważamy za w pełni ludzkie. Widać w nich pełną gamę uczuć a także postęp, który mogliśmy zauważyć również wśród gatunku ludzkiego na przestrzeni tysiącleci.

Świetna rzecz i jedno z najlepszych sci-fi jakie czytałam. No polecam, no!

Przed przeczytaniem: pająki istnieją.
Po przeczytaniu: kochać wszystkie pająki, żadnych nie oszczędzać11!!!!111!!!oneone

To tak w telegraficznym skrócie.

Początkowo ciężko mi się było wkręcić w tę historię. I ze względu na moment w moim życiu, przepracowanie, upały i ogólnie sam zamysł mimo, że ciekawy i oryginalny. Jednak im dalej tym lepiej a ostatnie 200 stron...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Moi drodzy, mamy dwie opcje:

OPCJA NR 1: romantasiary piszą coraz lepsze książki

OPCJA NR 2: to ja mam coraz większą tolerancję

Podobało się. Pacnęłam się w czoło może ze dwa razy. Dobrze się bawiłam. Klimacik spoko

Moi drodzy, mamy dwie opcje:

OPCJA NR 1: romantasiary piszą coraz lepsze książki

OPCJA NR 2: to ja mam coraz większą tolerancję

Podobało się. Pacnęłam się w czoło może ze dwa razy. Dobrze się bawiłam. Klimacik spoko

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

To czwarta książka Hendrixa, z którą miałam okazję się zapoznać i jak zwykle trzyma poziom. Grady Hendrix miesza klasyczne motywy z horroru (w tym wypadku nawiedzony dom i równie nawiedzone lalki) z komentarzem społecznym. Tym razem na tapet wziął żałobę, traumę i trudne relacje rodzinne. Czy mu to wszystko zagrało jak należy? Jak najbardziej. I do tego ta historia trafiła mnie w serducho bo zobaczyłam w niej kawałek siebie. Co tu dużo mówić: jest napięcie, jest groza, są świetnie zbudowane postacie i relacje między nimi, jest klimatycznie. Jeśli szukacie horroru, który was zaskoczy to spróbujcie właśnie tego :)

To czwarta książka Hendrixa, z którą miałam okazję się zapoznać i jak zwykle trzyma poziom. Grady Hendrix miesza klasyczne motywy z horroru (w tym wypadku nawiedzony dom i równie nawiedzone lalki) z komentarzem społecznym. Tym razem na tapet wziął żałobę, traumę i trudne relacje rodzinne. Czy mu to wszystko zagrało jak należy? Jak najbardziej. I do tego ta historia trafiła...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Było w tej krótkiej opowieści coś, co mnie chwyciło. Nie ma tu nie wiadomo jakich rzeczy. To zaledwie krótki wycinek z życia 12letniego chłopca. Ale w tym opowiadaniu znalazłam ogrom treści: radzenie sobie z wieloletnią żałobą, próba dotarcia do własnych korzeni, dorastanie bez ojca, bolesne dziedzictwo kulturowe, trauma oraz odpowiedzialność za młodszego brata. Krótka, oniryczna historia ale pozostawiła we mnie wiele pytań, zamknięta ładną klamrą, która pokazuje jaki ogromny wpływ ma przeszłość na naszą przyszłość i jak pewne rzeczy w nas dojrzewają, przez dekady, aby później znaleźć ujście w najmniej oczekiwanym momencie. Na pewno będę chciała zapoznać się z innymi utworami Jonesa.

Było w tej krótkiej opowieści coś, co mnie chwyciło. Nie ma tu nie wiadomo jakich rzeczy. To zaledwie krótki wycinek z życia 12letniego chłopca. Ale w tym opowiadaniu znalazłam ogrom treści: radzenie sobie z wieloletnią żałobą, próba dotarcia do własnych korzeni, dorastanie bez ojca, bolesne dziedzictwo kulturowe, trauma oraz odpowiedzialność za młodszego brata. Krótka,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

W jaki sposób oddać hołd samotnikowi z Providence, a jednocześnie dać mu prztyczka w nos za niechlubne poglądy? Otóż, należy napisać "Balladę o Czarnym Tomie".

Victor LaValle przenosi nas do Nowego Jorku lat 20. XX wieku, gdzie poznajemy Tommy'ego Testera, drobnego oszusta z biednego Harlemu. Na skutek pewnego zlecenia, zostaje on wplątany w coś, co przewyższa wszystko, co do tej pory przeżył i co mógłby ogarnąć rozumem. Zostaje wplątany w aferę a wszystko to pod czujnym okiem Przedwiecznego.

"Ballada o Czarnym Tomie" to hołd złożony gatunkowi jakim jest weird fiction, to hołd w kierunku Lovecrafta, hołd złożony jego dziedzictwu. Jednocześnie autor odcina się od rasistowskich poglądów mistrza grozy i z nimi poniekąd polemizuje. I to nie wszystko. LaValle stworzył barwny, plastyczny świat i równie ciekawych bohaterów a wszystko to zawarł w tej krótkiej nowelce. Szkoda, że ta opowieść jest tak krótka bo czuję przez to ogromny niedosyt. Jestem jednocześnie pewna, że sięgnę po inne utwory tego pisarza

W jaki sposób oddać hołd samotnikowi z Providence, a jednocześnie dać mu prztyczka w nos za niechlubne poglądy? Otóż, należy napisać "Balladę o Czarnym Tomie".

Victor LaValle przenosi nas do Nowego Jorku lat 20. XX wieku, gdzie poznajemy Tommy'ego Testera, drobnego oszusta z biednego Harlemu. Na skutek pewnego zlecenia, zostaje on wplątany w coś, co przewyższa wszystko,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po tej książce zwłaszcza, że widziałam porównania do "To" Stephena Kinga. A okazuje się, że jedynym podobieństwem jest małe miasteczko, dziecięcy bohaterowie i groza, która jest nienamacalna a która czai się gdzieś pod skórą.

Głównym bohaterem powieści jest jedenastoletni Cory, który wraz z rodzicami mieszka w niewielkim miasteczku w Alabamie. Zephyr jest całym jego światem a ten świat poznajemy poprzez pryzmat dziecięcych oczu. Oczu niewinnych, nieskalanych złem. No właśnie. Do czasu. Do momentu przełomowego wydarzenia, w którym Cory poznaje co to zło i strach.

"Magiczne lata" to pod wieloma względami powieść obyczajowa z wątkami autobiograficznymi oraz realizmem magicznym. To powieść naznaczona dziecięcą, nieskrępowaną wyobraźnią. Cory i jego przyjaciele wchodzą w wiek dojrzewania a to jeden z najtrudniejszych dla człowieka okresów w życiu. Zresztą każdy kto kończył te 11 czy 12 lat może to potwierdzić. To czas, gdy zaczynamy dostrzegać, że potwory w naszej wyobraźni są mniej straszne niż potwory, które mijamy codziennie. Te potwory to sąsiedzi, którzy parają się przemocą. To ojciec nadużywający alkoholu. To nauczycielka znęcająca się na uczniach.

Klimatu nadaje tu też okres historyczny, w którym została umiejscowiona akcja powieści. Mamy tu rok 1964 i początek 1965. Jesteśmy zaraz po zabójstwie Kennedy'ego, w przededniu wojny w Wietnamie i 20 lat po zakończeniu II wojny światowej, która to też ma tu ogromne znaczenie (ale tego już zdradzać nie będę). To również czas uprzedzeń rasowych i segregacji oraz niechlubnego symbolu amerykańskiego południa czyli Ku Klux Klanu.

Widzimy te wszystkie przemiany oczyma Cory'ego, który w swej dziecięcej naiwności stara się sprostać wymaganiom swoich czasów, które błyskawicznie się zmieniają. Widzi postępujące bankructwo miasteczka, upadek rodzin, depresję i załamanie ojca. Musi się zmierzyć ze swoimi największymi lękami, musi się zmierzyć z samą Śmiercią. Poniekąd pomaga mu w tym jego wyobraźnia dzięki której jest w stanie stawić czoło wszelkim czyhającym na niego niebezpieczeństwom. To również świetny obraz amerykańskiego południa gdzie mieszają się ze sobą ultra chrześcijańskie wierzenia, przeinaczone przez ludzi, którym miłość do bliźniego jest obca, z wierzeniami i magią potomków czarnoskórych niewolników. To miejsce, gdzie zderzają się magia z rzeczywistością i nawzajem na siebie wpływają. To samo jest z okresem dzieciństwa. To ostatni czas w życiu człowieka, gdzie ta magia jest namacalna. "Magiczne lata" to powieść przepełniona nostalgią. Każdy z nas może odnaleźć w niej coś swojego: przeżycia lub odczucia. Jeśli szukacie horroru, to kiepsko trafiliście. Jeśli szukacie po prostu dobrej, magicznej książki to trafiliście dobrze.

Nie do końca wiedziałam czego się spodziewać po tej książce zwłaszcza, że widziałam porównania do "To" Stephena Kinga. A okazuje się, że jedynym podobieństwem jest małe miasteczko, dziecięcy bohaterowie i groza, która jest nienamacalna a która czai się gdzieś pod skórą.

Głównym bohaterem powieści jest jedenastoletni Cory, który wraz z rodzicami mieszka w niewielkim...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Do tej pory czytałam jedną książkę Shannon Chakraborty, a mianowicie "Miasto mosiądzu" i z perspektywy czasu uważam, że nie polubiłam się z tą powieścią i tym światem. Dlatego też "Przygody Aminy Al-Sirafi" miały być moim ostatecznym testem dla autorki. Czy wyszło? Otóż owszem.

Ta powieść stoi przede wszystkim siłą kobiecości w różnych jej aspektach: jako matki, jako wojowniczki, jako ukochanej, jako przywódczyni i jako przyjaciółki. To również nie jest kolejna historia o ledwo co wyrośniętej młódce, która nagle zdobywa pierdyliard mocy a jaj drugie imię to Mary Sue. Amina jest doświadczoną przez życie kobietą, która zna swoją wartość, przeżyla niejedno i niejedno musiała udowodnić światu. Zwłaszcza światu zamkniętemu w religijnych nakazach i zakazach i będącym patriarchatem w każdym aspekcie.

To również ciekawie przedstawiony świat. Nie tylko pod względem geograficznym gdyż nie spotkałam się jeszcze z książką opowiadającą o piratach w akwenu Oceanu Indyjskiego. to również świat pełen magii i legend. Polecam przeczytać również posłowie od autorki bo znajdziecie tam wiele interesujących źródeł, również historycznych, z których Chakraborty korzystała pisząc tę właśnie książkę. Widać jak ogromny risercz zrobiła i jak wiele czasu poświęciła na zdobywanie wiedzy aby świat opisany w powieści był jak najbardziej realistyczny.

Polubiłam się również z bohaterami. Każdy z nich ma jakąś przeszłość, mniej lub bardziej chlubną, a także ambicje czy marzenia. Każdy ma też charakter i przez powieść przechodzi pewien proces oraz doświadcza nowych rzeczy. Tu autorka również sobie poradziła. Sama fabuła momentami była nużąca, jednak nie na tyle aby mnie zniechęcić. Trochę przyspieszenia by nie zaszkodziło.

Brakowało mi także większego rozwinięcia wcześniejszego życia Aminy, jej wcześniejszych dokonań czy przygód. Została przedstawiona jako postrach mórz i oceanów, ale tego w fabule nie było za bardzo widać. Być może jej reputacja (jak w przypadku innych władczych kobiet znanych chociażby z historii, jak Elżbieta Batory) była efektem plotek i pogłosek, jednak wciąż zabrakło mi tego backgroundu co mogłoby dać szerszy obraz Aminy jako głównej postaci. Liczę na to, że autorka rozwinie ten aspekt w kolejnych tomach, bo oczywiście sięgnę po kolejne, aby poznać jak Amina poradziła sobie z pewnymi zadaniami, które ją czekają.

Do tej pory czytałam jedną książkę Shannon Chakraborty, a mianowicie "Miasto mosiądzu" i z perspektywy czasu uważam, że nie polubiłam się z tą powieścią i tym światem. Dlatego też "Przygody Aminy Al-Sirafi" miały być moim ostatecznym testem dla autorki. Czy wyszło? Otóż owszem.

Ta powieść stoi przede wszystkim siłą kobiecości w różnych jej aspektach: jako matki, jako...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Trochę się jarałam tą książką przed jej przeczytaniem, jednak po lekturze moje emocje nieco osiadły. Patrząc po recenzjach, w wielu z nich pojawia się jedno przemyślenie, z którym muszę się i ja zgodzić. A mianowicie był potencjał ale czegoś zabrakło? Czego? No własnie sama nie wiem.

Sama historia, jej zarys wydaje się mega ciekawy i oryginalny: mamy tu amerykańskie Południe, lata 20. XX wieku oraz trzy czarnoskóre kobiety walczące ze złem w postaci kukluxów. Tak, dobrze wam się ta nazwa kojarzy, albowiem kukluxy to stwory bliźniaczo przypominające i dobrze udające członków osławionego Klanu słynącego z nienawiści. No właśnie. Nienawiść. To słowo klucz, które doskonale podsumowuje cała tę nowelkę. Bo można tu znaleźć różne formy nienawiści, jednak wszystkie one sprowadzają się do jednego: do władzy i chęci jej posiadania.

Brzmi to wszystko interesująco, prawda? Jednak własnie czegoś mi w tej historii zabrakło. Większej ilości stron, dzięki którym mogłabym lepiej poznać postacie i ich historię, a także świat w którym żyją. Zabrakło mi bardziej wyrazistych postaci, mniej sztampowych a bardziej oryginalnych. Zabrakło mi dekonstrukcji wszelkich powieści z motywem herosa i wybrańca. P. Djeli Clark zostawił sobie całkiem sporą furtkę na kontynuację i jeśli kiedykolwiek powstanie to życzyłabym sobie aby historia była bardziej rozbudowana. Chciałabym więcej tego mięcha, tej soczystości i swieżości.

Chciałabym też bardzo pochwalić tłumacza, Wojciecha Szypułę. Język użyty przez autora jest dosyć specyficzny i przypuszczam, że w oryginale brzmi dużo lepiej, zwłaszcza czytany przez lektora z odpowiednim akcentem. Przełożenie tego wszystkiego na język polski musiało być nie lada wyzwaniem :)

Trochę się jarałam tą książką przed jej przeczytaniem, jednak po lekturze moje emocje nieco osiadły. Patrząc po recenzjach, w wielu z nich pojawia się jedno przemyślenie, z którym muszę się i ja zgodzić. A mianowicie był potencjał ale czegoś zabrakło? Czego? No własnie sama nie wiem.

Sama historia, jej zarys wydaje się mega ciekawy i oryginalny: mamy tu amerykańskie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Ja nie wiem co się dzieje, ale znów trafiłam na romantasy, które nie jest barachłem, które dobrze się czytało, które czytałam z zainteresowaniem. Może się starzeję? A może to po prostu porządna książka?

Zacznijmy od tego, do czego zazwyczaj jeśli chodzi o romantasy mocno się czepiam. A mianowicie o wywołujące zgrzyt zębów sceny erotyczne i o to jak prowadzony jest cały wątek romantyczny. Możecie mi wierzyć lub nie, ale w powyższej książce jest tylko jedna scena erotyczna, w dodatku w okolicach 60 rozdziału, jest ładnie napisana a autorka nie rozpisuje się na 100 stron o drągu głównego bohatera męskiego, który jest niczym pień drzewa a sama konar nie płonie niczym ze słynnej już reklamy. Da się? Ano się da.

Kolejny plus to dosyć spora ilość wątków politycznych. Baaaaaaardzo rzadko można to spotkać w romantasy, a tu te wątki się pojawiają i jest duża szansa, że w kolejnych tomach autorka jeszcze bardziej je rozwinie. Sam świat jest bardzo dobrze nakreślony i chciałabym poznać go jeszcze więcej. Systemowi magicznemu również nie mam zbyt wiele do zarzucenia. Podobała mi się idea Zakonów, sposób w jaki jest tam nauczana magia, sam przebieg szkolenia głównej bohaterki czy pomysł na pewne stworzenie tudzież istotę, ale o tym już musicie sami przeczytać ;)

Jestem też zaskoczona jak dobrze autorka poprowadziła sam wątek romantyczny. Oczywiście było wiadomo do czego ta relacja doprowadzi, ale postacie dostały czas na to, żeby się poznać. Było widać, że ze sobą rozmawiają, czy to podane dosłownie czy wspomniane, że przez ileś tam tygodni się poznawali i ze sobą rozmawiali. Nie było tej największej bolączki literatury fantastyczno-posuwistej czyli:
"Cześć!
Cześć!
Kocham Cię a znamy się już tydzień.
Ja też Cię kocham.
To ruchamy się czy trzeba z Tobą chodzić?
No ruchamy się i też możemy ze soba chodzić bo wiesz, znamy się już od tygodnia"
No nie, tu rzeczywiście ta relacja miała czas na rozwój.

Same postacie są też nieźle nakreślone, mają charaktery, kształtują swoją rzeczywistość a nie są tylko papierowymi wydmuszkami, które lecą tam gdzie wiatr zawieje. Czytałam inną książkę Carissy Broadbent (tam było coś z wampirami i turniejem, nie pamiętam teraz tytułu) i obawiałam się, że "Córka niczyich światów" pójdzie w tamta stronę. Że zamiast budowania relacji znajdę tu nic więcej oprócz rozdmuchanego erotyzmu. Cieszę sie, że się myliłam :)

Ja nie wiem co się dzieje, ale znów trafiłam na romantasy, które nie jest barachłem, które dobrze się czytało, które czytałam z zainteresowaniem. Może się starzeję? A może to po prostu porządna książka?

Zacznijmy od tego, do czego zazwyczaj jeśli chodzi o romantasy mocno się czepiam. A mianowicie o wywołujące zgrzyt zębów sceny erotyczne i o to jak prowadzony jest cały...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

No i co? Stało się. Znów wpadłam na romantasy, które mi się podobało. Cytując klasyka: "jak do tego doszło? Nie wiem... Choć się domyslam"

Przede wszystkim autorka zachwyca światem, który wykreowała. Jest on niezwykle barwny, wielowymiarowy, z własną mitologią i systemem magicznym. Jest jednocześnie piekny i brutalny. No i ma smoki. Równie różnorodne co świat w którym żyją. System magiczny jest dosyć prosty, opiera się na magii żywiołów nadanej przez bogów oraz magii runicznej. Jedna autorka go dopracowała, nadała pewne ramy, których konsekwentnie się trzymała a same opisy jej działania były plastyczne i działały na wyobraźnię. Już nie wspomnę o tym, że ten świat roi się również od istot innych niż smoki i fae a każda z tych istot jest równie intrygująca.

Drugi aspekt, który mi się podobał to sama relacja romantyczna. Tak, dobrze czytacie, nie uderzyłam się w głowę. Relacja ta ma solidne podwaliny, jest w niej duża doza tragizmu i melodramatyzmu, jednak byłam w stanie w nią uwierzyć. Tak samo jak wierzyłam w tych bohaterów, w ich uczucia, emocje oraz decyzje (błedne lub nie), które musieli podjąć. Raeve i Kaan to dwa silne charaktery, które łączy więcej niż jest nam to ukazane na początku (aczkolwiek autorka bardzo szybko podrzuca tropy, dzięki którym czytelnik może domyślić się jaką tragiczną przeszłość dzielą). Wszystko to razem nadaje dramatyzmu tym postaciom i sprawia, że wydają się bardzo realne. Tak bardzo, że można odnieść wrażenie, że są dosłownie na wyciągnięcie ręki.

Scen posuwistych nie ma dużo, bodajże trzy na całą 800stronicową książkę, więc jak ktoś ma do nich awersję to spokojnie da się je ominąć. Zresztą są tak napisane, że nie wywołują odruchu wymiotnego. Tu mogę też od razu zaznaczyć, że moim zdaniem jest to książka dla dorosłych czytelników. Chociażby ze względu na pewną brutalność, szczegółowość opisów czy język, jakim posługują się postacie. Jednocześnie autorka ma bardzo przyjemny styl pisania i świetnie wychodzą jej opisy uczuć. Zdaję sobie sprawę, że część osób może to odstraszyć, ale ja lubię czytać jak ktoś ładnie pisze o miłości. Wbrew pozorom mam jakieś tam szczątki serca i drzemie we mnie kropelka kropli romantyzmu.

Podsumowując więc: czy polecam? A jakże. Nie tylko romantasiarom, ale przede wszystkim czytelnikom stroniącym od tego gatunku. Takim, którzy chcą czegoś głębszego niż erotyk owinięty w fantastyczny świat. I moim zdaniem tu właśnie to dostaniecie. To, w mojej opinii, również świetna książka aby wejść w ten gatunek, jeśli się go wcześniej nie znało. A, no i chciałabym pogratulować również tłumaczowi bo odwalił tutaj kawał dobrej roboty. Naprawdę pan Piotr Kucharski musiał się sporo napracować, szczególnie przy nazwach własnych. Dobra robota!

No i co? Stało się. Znów wpadłam na romantasy, które mi się podobało. Cytując klasyka: "jak do tego doszło? Nie wiem... Choć się domyslam"

Przede wszystkim autorka zachwyca światem, który wykreowała. Jest on niezwykle barwny, wielowymiarowy, z własną mitologią i systemem magicznym. Jest jednocześnie piekny i brutalny. No i ma smoki. Równie różnorodne co świat w którym...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to