-
Artykuły
Czytamy w weekend. 1 maja 2026
LubimyCzytać375 -
Artykuły
Literacki fenomen z Zurychu. „Lázár” hitem roku i międzynarodowym sukcesem!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Najpierw książka, później film - nadchodzące ekranizacje (30.04)
LubimyCzytać3 -
Artykuły
Przeczytaj fragment nowej powieści szpiegowskiej Roberta Michniewicza!
LubimyCzytać2
Biblioteczka
"Godzilla: The Encyclopedia" to pozycja, którą zainteresuje się każdy fan Króla Potworów. W porządku chronologicznym, z podziałem na poszczególne okresy (Showa, Heisei (mój ulubiony), Millenium) pokazuje jak zmieniał się sam Godzilla jak i jego przeciwnicy. Autor nie poszedł na łatwiznę wklejając fotosy z filmów, każdy z potworów został narysowany w charakterystycznym, przyjemnym dla oka stylu, rzecz to estetyczna i z humorem.
Godzilla to nie tylko uosobienie chaosu i sił natury, ale również (a może przede wszystkim) ucieleśnienie grozy i traumy związanej z bombą atomową , radioaktywnym skarżeniem. Nietrudno dostrzec, że każdy z filmów, w którym to Godzilla bezceremonialnie demoluje Japonię, jest również przestrogą przed lekceważeniem sił natury i niszczeniem środowiska. Wydźwięk proekologiczny jest tutaj bardzo mocny.
"Godzilla: The Encyclopedia" to pozycja, którą zainteresuje się każdy fan Króla Potworów. W porządku chronologicznym, z podziałem na poszczególne okresy (Showa, Heisei (mój ulubiony), Millenium) pokazuje jak zmieniał się sam Godzilla jak i jego przeciwnicy. Autor nie poszedł na łatwiznę wklejając fotosy z filmów, każdy z potworów został narysowany w charakterystycznym,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Komiks "Mace Windu. Jedi Republiki" jest jak policzek w twarz dla każdego fana Gwiezdnych wojen. Dawno nie miałem w ręce tak okropnie przebrzydkiego komiksu ja ten. Rozumiem własna interpretację, ale ilustracje w tym komiksie wyglądają jak rysowane naprędce bez poszanowania jakichkolwiek cech szczególnych bohaterów. Okropność.
Fabularnie zaś to kolejna wtórna historia znanego z trylogii prequeli bohatera osadzona w okresie Wojen klonów, w sumie nic nieznaczący epizod. Jest jednak jeden mały, ale ciekawy element tej historii. Starcie między mistrzami Jedi o ich rolę w wojnie oraz podejście do Mocy. Jest tego za mało, aby z czystym sumieniem komiks polecić.
Komiks "Mace Windu. Jedi Republiki" jest jak policzek w twarz dla każdego fana Gwiezdnych wojen. Dawno nie miałem w ręce tak okropnie przebrzydkiego komiksu ja ten. Rozumiem własna interpretację, ale ilustracje w tym komiksie wyglądają jak rysowane naprędce bez poszanowania jakichkolwiek cech szczególnych bohaterów. Okropność.
Fabularnie zaś to kolejna wtórna historia...
Autorzy komiksu "Siostry Seasons" przenoszą nas do świata pełnego pastelowych kolorów, miękkiego i kobiecego podszytego jednak jeszcze nie do końca ujawnionym horrorem. Jakaś groza czai się za tymi bajkowymi ilustracjami, a pierwszy tom jest tylko do niej wstępem.
Poznajemy cztery siostry: Summer, Winter, Spring i Autumn, które różnią się od siebie tak jak tylko mogą różnic się pory roku. Każda z nich jest niebanalną osobowością, każda radzi sobie w życiu tak jak potrafi. Jest jednak tajemnica z przeszłości związana z ich rodzicami, która teraz, po latach, zaczyna ujawniać swoją demoniczną naturę. Do miasteczka przybywa wesołe miasteczko. Cóż w tym złego? Poprzednie miejsce, do którego zawiało utraciło kontakt ze światem, to w tym miasteczku, pośród kuglarzy i klaunów czai się niebezpieczeństwo... Wesołe miasteczko wydaje się być domem pradawnej klątwy.
Tom pierwszy jedynie rozpala nasze nadzieje, jest preludium do większej, bardziej rozbudowanej akcji i aż przykro, że dostajemy tego tak mało. Nie mniej jednak jestem zaintrygowany!
Autorzy komiksu "Siostry Seasons" przenoszą nas do świata pełnego pastelowych kolorów, miękkiego i kobiecego podszytego jednak jeszcze nie do końca ujawnionym horrorem. Jakaś groza czai się za tymi bajkowymi ilustracjami, a pierwszy tom jest tylko do niej wstępem.
Poznajemy cztery siostry: Summer, Winter, Spring i Autumn, które różnią się od siebie tak jak tylko mogą...
O tym, że Han Solo był kadetem Akademii Imperialnej, z której został wyrzucony, wie prawie każdy fan Star Wars. Twórcy komiksu "Star Wars: Han Solo. Imperialny Kadet" połasili się na ten temat chcąc w jednym zeszycie streścić coś co zasługuje zdecydowanie na większy wolumen. Mamy zatem młodego buntownika, marzyciela pragnącego powrócić do swoje dawnej miłości, rywalizacje kadetów, bezwzględnych przełożonych oraz moralne dylematy. Wszystko trochę jak z filmów akcji sprzed lat, wielu tu kalek, nowych pomysłów brak. Dobrze się to czyta, ale nie ma zaskoczeń, wszystko to już widzieliśmy w innych mediach i nawet postać Hana Solo nie jest w stanie nas złapać za serce.
Album zawiera jeszcze krótki zeszyt o bandzie Tobiasa Becketta, szumowiny, z którą Han niegdyś współpracował, przedstawiający jeden z epizodów jego przestępczej kariery. Za mało, za krótko na bohaterów takiego kalibru, szkoda zaczynać bo te okruchy historii, które otrzymujemy nie są w żaden sposób znaczące. Ale w obu wypadkach chociaż obrazki ładne.
O tym, że Han Solo był kadetem Akademii Imperialnej, z której został wyrzucony, wie prawie każdy fan Star Wars. Twórcy komiksu "Star Wars: Han Solo. Imperialny Kadet" połasili się na ten temat chcąc w jednym zeszycie streścić coś co zasługuje zdecydowanie na większy wolumen. Mamy zatem młodego buntownika, marzyciela pragnącego powrócić do swoje dawnej miłości, rywalizacje...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTomasz Kryszczyński, w książce " Wgląd. Buddyzm, Tajlandia, ludzie", opisuje swoją podróż o buddyjskich klasztorach Tajlandii. Przybliża buddyjską praktykę typową dla odwiedzanych przez siebie miejsc. Począwszy od otulonych przez naturę klasztorów leśny po te znajdujące się w gwarnym Bangkoku. Przemierza Tajlandię w poszukiwaniu wiedzy na temat tradycyjnego tajskiego masażu, medytacji, drogi do nibbany. Jego podróż jest również dobrym pretekstem do przedstawienia zarówno historii buddyzmu jaki samej Tajlandii i ludzi ją zamieszkujących. Pozwala to poznać ten kraj z trochę innej, nieturystycznej, perfektywny, a praktyczne informacje mogą być pomocne w samodzielnej eksploracji tego niezwykłego kraju. Przyznam, że nie oczekiwałem zbyt wiele po tej książce, ale zaskoczyłem się jak świetną jest pozycją, w ostatnim czasie jest to chyba jedna z lepszych rzeczy jakie czytałem. Autor pisze w sposób lekki i przystępny, nie ucieka od tematów trudnych, a co najważniejsze nie stawia się w roli mędrca, który pozjadał wszystkie rozumy. Czytelnik towarzyszy Autorowi w jego podróży, doświadcza jej wraz z nim, nie jest jedynie słuchaczem kolejnego nudnego wykładu.
Tomasz Kryszczyński, w książce " Wgląd. Buddyzm, Tajlandia, ludzie", opisuje swoją podróż o buddyjskich klasztorach Tajlandii. Przybliża buddyjską praktykę typową dla odwiedzanych przez siebie miejsc. Począwszy od otulonych przez naturę klasztorów leśny po te znajdujące się w gwarnym Bangkoku. Przemierza Tajlandię w poszukiwaniu wiedzy na temat tradycyjnego tajskiego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Lubię sięgać po książki historyczne, szczególnie te opowiadające o dawnych imperiach. Śledzić ich losy, analizować przyczyny ich wzrostu i upadku. Wszystkie imperia prędzej czy później upadają. Nadarzyła się nietypowa okazja do połączenia tej pasji z moim zamiłowaniem do "Gwiezdnych wojen". Wszakże wydarzenia przedstawione w filmach, książkach i komiksach rozgrywają się: "A long time ago in a galaxy far, far away....". Publikacja autorstwa dra Chrisa Kempshalla "Star Wars: Powstanie i upadek Imperium Galaktycznego" to próba szerszego spojrzenia na wydarzenia, które doprowadziły do powstania Imperium Galaktycznego, do jego wzrostu i ostatecznego upadku, do przerodzenia się w Najwyższy, a później Ostateczny Porządek.
Pogodzić tyle różnych źródeł z uniwersum, które jest nadal żywe (wbrew temu co mówią niektórzy fani) to rzecz niełatwa, szczególnie, że w chwili obecnej nie mamy jasno wytyczonego kursu ma przyszłość, a i wydarzenia z przeszłości wciąż ulegają zmianą. Nie jestem do końca pewien czy się udało, czy jednak autor nie pozostał zbyt zachowawczy w miejscach, w których mógł rozwinąć skrzydła i potraktował temat pobieżnie. Książkę podzielono na rozdziały odpowiadające narodzinom, ekspansji, galaktycznej wojnie domowej, upadkowi i kontynuacji, ale po przeczytaniu każdego z nich czułem niedosyt. Zabrakło mi pogłębionych informacji na temat Imperialnego Wywiadu czy Imperialnego Biura Bezpieczeństwa. Wszystko zostało mówiąc kolokwialnie "polizane" tak jakby autor nie mógł napisać pewnych rzecz, aby nie blokować ewentualnych innych pozycji poruszających wybrane tematy. Szkoda, nie jest to zła książka, miała zadatki na rzecz wybitną, a jest ciekawostką, warto ją znać, ale nie jest to rzecz obowiązkowa. Szczególnie, że brak znajomości Expanded universe może powodować spore zdziwienie podczas jej lektury.
Lubię sięgać po książki historyczne, szczególnie te opowiadające o dawnych imperiach. Śledzić ich losy, analizować przyczyny ich wzrostu i upadku. Wszystkie imperia prędzej czy później upadają. Nadarzyła się nietypowa okazja do połączenia tej pasji z moim zamiłowaniem do "Gwiezdnych wojen". Wszakże wydarzenia przedstawione w filmach, książkach i komiksach rozgrywają się: ...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Komiks "Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin - Re-Ewolucja" ponownie rzuca nas w wir dramatycznych wydarzeń. Nowy Jork to miejsce niebezpieczne, pełne groźnych gangów i skorumpowanych polityków. Klan Stopy został pokonany, ale nowi gracze wyrywają sobie wzajemnie władze w dążeniu do całkowitej dominacji. Bohaterowie pod wodzą Casey Marie mierzą się z bezlitosnymi przeciwnikami pragnącymi ich zagłady. Czy są na to gotowi?
Ten komiks to prawdziwa jazda bez trzymanki! Mrok i poczucie beznadziei i dojmującego zagrożenia wylewają się z każdej strony za sprawą nie tylko świetnych ilustracji, ale i ciekawego scenariusza. Rysunki są agresywne i nowoczesne, co dobrze współgra z wizją Nowego Jorku pogrążonego w chaosie. Sporo tu ciekawych kadrów. Jest dynamicznie i brutalnie pozostawiono jednak miejsce na poważniejsze wątki dotykające tematyki tożsamości są zatem nawiązania do spuścizny Wojowniczych Żółwi Ninja jaki ich niepewnej przyszłości. Warstwa wizualna, szczególnie projekty nowych postaci, podkreślają zmianę pokoleniową.
Jestem niezwykle ciekawy jak potoczy się dalej ta historia szczególnie, że zakończenie albumu pozostawia czytelnika ze sporym niepokojem i złamanym sercem.
Komiks "Wojownicze Żółwie Ninja: Ostatni Ronin - Re-Ewolucja" ponownie rzuca nas w wir dramatycznych wydarzeń. Nowy Jork to miejsce niebezpieczne, pełne groźnych gangów i skorumpowanych polityków. Klan Stopy został pokonany, ale nowi gracze wyrywają sobie wzajemnie władze w dążeniu do całkowitej dominacji. Bohaterowie pod wodzą Casey Marie mierzą się z bezlitosnymi...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Dobrnęliśmy do finałowego, dziesiątego tomu komiksu z serii Star Wars: Darth Vader - Widma. Dramatyczne zmagania o dominację w Imperium dobiegają końca, wszystkie wątki splatają się w pełnej fajerwerków akcji. Vader sieje zniszczenie, a szala zwycięstwa przechyla się z jednej strony na drugą. Tajny plan Schizmy Imperialnej zostaje ujawniony.
Pewnie już to pisałem, ale napiszę to ponownie, komiks może i jest satysfakcjonujący, nawet dobrze się go czyta, a zmagania bohaterów są ciekawe, czuć w nich stawkę, tylko przez ten ogrom potęgi jaki prezentują chociażby Vader i Palpatine powoduje pewien dysonans między tym co widzimy później w filmach. To są jednak inni bohaterowie, czy to dobrze czy źle ocieńcie sami. Vader jawi się jako siła totalnego zniszczenia, często bezrefleksyjna, nieujarzmiona, Palpatine natomiast to architekt zła, diabeł wcielony kontrolujący wszystko do granic możliwości. Nie wiem czy to powinno iść w tym kierunku, czy jednak nie powinno się uderzyć w inne struny, aby uniwersum chociaż pod względem charakterów postaci i ich rozwoju było spójne. Nie mniej jednak dobrze wziąć czasem do ręki coś tak kolorowego i dynamicznego jak ten komiks.
Dobrnęliśmy do finałowego, dziesiątego tomu komiksu z serii Star Wars: Darth Vader - Widma. Dramatyczne zmagania o dominację w Imperium dobiegają końca, wszystkie wątki splatają się w pełnej fajerwerków akcji. Vader sieje zniszczenie, a szala zwycięstwa przechyla się z jednej strony na drugą. Tajny plan Schizmy Imperialnej zostaje ujawniony.
Pewnie już to pisałem, ale...
Postać Dartha Maula wdarła się przebojem do świadomości fanów Star Wars brawurowym występem w "Mrocznym widmie", pierwszej części trylogii prequeli. Tajemniczy, świetnie władający mieczem w dodatku wyglądający jak brat samego Lucyfera, czego chcieć więcej. Komiks "Star Wars: Darth Maul" przenosi czytelnika w czasy przed filmową trylogią prequeli.
Owładnięty żądzą zemsty, wpajanej przez mistrza Dartha Sidiousa, ściera się z kolejnymi przeciwnikami dążąc do pojedynku z tymi, których nienawidzi najbardziej, z Jedi. Los zsyła mu okazję, której nie może przegapić.
Komiks bardzo przewidywalny, ale ładnie narysowany, dynamiczna kreska oddaje charakter głównego bohatera dając satysfakcję, niestety ulotną. Ciężko twórcom wyjść z pewnego schematu powodującego, że kolejne publikacje nie rozwijają postaci, a jedynie utwierdzają to co już znamy. Ogólnie to może być.
Postać Dartha Maula wdarła się przebojem do świadomości fanów Star Wars brawurowym występem w "Mrocznym widmie", pierwszej części trylogii prequeli. Tajemniczy, świetnie władający mieczem w dodatku wyglądający jak brat samego Lucyfera, czego chcieć więcej. Komiks "Star Wars: Darth Maul" przenosi czytelnika w czasy przed filmową trylogią prequeli.
Owładnięty żądzą zemsty,...
Pamiętam, dziecięciem będąc wtedy jeszcze, jak po raz pierwszy zobaczyłem w kinie postać łowcy nagród, "ojca" klonów Jango Fetta. Zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Z wielkim zapałem zasiadłem zatem do lektury komiksu "Star Wars: Jango Fett. Szlak straconej nadziei".
Władze Republiki Galaktycznej za wszelką cenę chcą przeforsować traktat pokojowy między dwiema zwaśnionymi rasami od dziesięcioleci toczącymi wojnę. Ma to umożliwić przecudnej urody artefakt. Niestety Nadzieja Glee Anselm zostaje skradziona w wyjątkowo zuchwałych okolicznościach. Władze Republiki decydują się przekazać śledztwo łowcy nagród, nie jednemu, a dwóm. Do akcji wkracza również Aurra Sing...
Fajne, ale niczym nie wyróżniające się rysunki, sporo akcji oraz fabuła trochę pretekstowa, a po części nie dająca czytelnikowi poczucia wysokiej stawki sprawiają, że jest to, rzecz na raz. Można przeczytać, ale już po odłożeniu komiksu na półkę zapomina się o jego istnieniu. Nie rozwija on uniwersum, ani postaci.
Pamiętam, dziecięciem będąc wtedy jeszcze, jak po raz pierwszy zobaczyłem w kinie postać łowcy nagród, "ojca" klonów Jango Fetta. Zrobił na mnie piorunujące wrażenie. Z wielkim zapałem zasiadłem zatem do lektury komiksu "Star Wars: Jango Fett. Szlak straconej nadziei".
Władze Republiki Galaktycznej za wszelką cenę chcą przeforsować traktat pokojowy między dwiema...
"Duduś. Prezydent we mgle" Jacka Gądka to książka nietypowa. Składają się na nią anonimowe wypowiedzi osób z otoczenia prezydenta Andrzeja Dudy. Ministrów, dyrektorów, osób powiązanych z Prawem i Sprawiedliwością. Rzecz zupełnie nietypowa bo w zasadzie można książce Gądka zarzucić kompletną fikcyjność, a jednak chwilami robi wrażenie. Andrzej Duda jawi się w niej jako młody, pełen werwy polityk, który nie miał zostać, a jednak został prezydentem. Człowiek zagubiony i pozbawiony politycznego zaplecza wykorzystywany przez swoich mocodawców z macierzystej partii. Prezydent bez wizji prezydentury otoczony dworem osób grających tylko na siebie. Sporo tu o krajowej i międzynarodowej polityce, roli Dudy na arenie europejskiej szczególnie w kontekście agresji Rosji na Ukrainę.
Czy to książka ciekawa? Tak, jak najbardziej. Czy potrzebna? Niekoniecznie. Jednak aspekt anonimowości wypowiedzi przeszkadzał mi w odbiorze całości.
"Duduś. Prezydent we mgle" Jacka Gądka to książka nietypowa. Składają się na nią anonimowe wypowiedzi osób z otoczenia prezydenta Andrzeja Dudy. Ministrów, dyrektorów, osób powiązanych z Prawem i Sprawiedliwością. Rzecz zupełnie nietypowa bo w zasadzie można książce Gądka zarzucić kompletną fikcyjność, a jednak chwilami robi wrażenie. Andrzej Duda jawi się w niej jako...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Uwielbiam sytuacje, w których nie jestem do czegoś przekonany, a w ostatecznym rozrachunku zostaje totalnie kupiony. Taka sytuacja ma miejsce z komiksem "Żółtodzioby". Pierwsze spojrzenie na ta te kolorowe kadry pełne nasyconych kolorów, na tę charakterystyczną kreskę rysownika Bretta Parsona były mówiąc dość oględnie chłodne. Pomyślałem, że to nie dla mnie, ale, że spróbuję. I proszę, przepadłem już po pierwszym zeszycie!
Absolutnie kupiła mnie ta historia pełna ciepła i przygody osadzona w klimacie połowy lat 80., gdzie nastolatkowie śmigają na deskorolkach mierząc się z problemami codzienności. Nastoletnie przyjaźnie, podwórkowe konflikty, ale i rodzinne trudne relacje to mocna strona "Żółtodziobów". Dostajemy obraz subkultury skejtów przemierzających rozgrzane ulice Stanów Zjednoczonych będących w konflikcie z pruderyjnym społeczeństwem. Kolejny raz Ameryka marzeń okazuje się miejscem trudnym do życia, w którym walka o swoje to codzienność.
Ubawiłem się nieziemsko, ale i momentami wzruszyłem bo chwilami w tych chłopakach śmigających na deskach widziałem siebie sprzed lat. Piękne!
Uwielbiam sytuacje, w których nie jestem do czegoś przekonany, a w ostatecznym rozrachunku zostaje totalnie kupiony. Taka sytuacja ma miejsce z komiksem "Żółtodzioby". Pierwsze spojrzenie na ta te kolorowe kadry pełne nasyconych kolorów, na tę charakterystyczną kreskę rysownika Bretta Parsona były mówiąc dość oględnie chłodne. Pomyślałem, że to nie dla mnie, ale, że...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Wspomnienia Sebastiana Kellera zawarte w książce "Niebo. Pięć lat w sekcie" to doskonały przykład tego, jak traumatyczne przeżycia mogą człowieka zmienić i zablokować mentalnie na lata. Widać to chociażby po niechęci Autora do rozwijania czy poruszania pewnych kwestii, które dla czytelnika byłby arcyciekawymi, a ledwie zostają poruszone czy zasygnalizowane. Jest to dla mnie zrozumiałe i daje w moim odczuciu sporo do myślenia. Bo jakimże piekłem musiało być to "Niebo" Bogdana Kacmajora, że nawet po latach nie pozwala się całkowicie odciąć i oderwać. Jest źródłem lęków i blokad.
W latach 90. problematyka sekt była szeroko omawiana przez media, był to też temat chętnie podejmowany przez popkulturę. Z jednej strony przemiany gospodarcze, a z drugiej mocne otwarcie się Polski na wpływy z zewnątrz. Głód wolności i nowości, tego co nieznane wielu pomieszał w głowach. Sekty dające swoim członkom poczucie wspólnoty, obiecujące uzdrowienie fizyczne i duchowe były czymś tak nowym, że bez trudu znajdywały wyznawców. Szczególnie, że kierowane przez charyzmatycznych przywódców potrafiły uderzyć w czułe punkty osób zagubionych i w potrzebie. I właśnie o tym również jest książka Kellera, o potrzebie przynależności, akceptacji , o zdrowieniu. Wszystko to jednak okazuje się pułapką, z której nie łatwo się wydostać. Takie wspomnienia, nawet jeśli chwilami zachowawcze, są cennym świadectwem dla nas wszystkich. Szukajmy pomocy u swoich bliskich, a nie u guru obiecującego niebo na ziemi...
Wspomnienia Sebastiana Kellera zawarte w książce "Niebo. Pięć lat w sekcie" to doskonały przykład tego, jak traumatyczne przeżycia mogą człowieka zmienić i zablokować mentalnie na lata. Widać to chociażby po niechęci Autora do rozwijania czy poruszania pewnych kwestii, które dla czytelnika byłby arcyciekawymi, a ledwie zostają poruszone czy zasygnalizowane. Jest to dla mnie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Wydawcy prześcigają się w przyciąganiu fanów rozmaitych uniwersów coraz to nowymi publikacjami osadzonymi w ich ulubionych światach. Dobrym przykładem takiej publikacji jest pięknie wydana "Oficjalna księga kucharska Westeros. 77 przepisów na kultowe dania z Gry o tron oraz Rodu smoka". Na niespełna 200 stronach miłośnicy Westeros - świata wykreowanego przez George'a R.R. Martina - znajdą potrawy inspirowane tymi znanymi z książek i seriali. Wszystko to okraszone smakowitymi zdjęciami.
Jak na dobrą książkę kucharską przystało właściwe przepisy poprzedzają informacje na temat przygotowania mieszanek przypraw czy sosów typowych dla konkretnych westeroskich krain. Cała zaś książka podzielona jest na rozdziały odpowiadające m.in. Krainom Korony, Dorzeczu i Dolinie Arrynów, Północy i obszarom z murem czy Dorne. W ramach tychże zaprezentowano emblematyczne dla nich potrawy, które niejeden fan "Gry o Tron" będzie kojarzył, a które uświetniały niejedną ucztę czy królewskie wesele. Tutaj trzeba również przyznać, że Autorki wniosły do swojej książki nutkę czarnego humoru. Bo czymże innym, jak nie czarnym humorem, jest przepis na "Kiełbaskę wieprzową Ramsaya Snowa" albo "Placek z mielonego Freya". Nie zapominajmy jednak o napitkach bo i one znalazły tutaj swoje miejsce, ulubiony trunek Cersei, proszę bardzo! Szklaneczka makowego mleka przed snem, już podaję!
Rzecz dla miłośników Westeros i kucharzenia, przepisy są o różnym stopniu trudności, sądzę jednak, że dla chcącego nic trudnego, zawsze można spróbować się zmierzyć z czymś nowym.
Wydawcy prześcigają się w przyciąganiu fanów rozmaitych uniwersów coraz to nowymi publikacjami osadzonymi w ich ulubionych światach. Dobrym przykładem takiej publikacji jest pięknie wydana "Oficjalna księga kucharska Westeros. 77 przepisów na kultowe dania z Gry o tron oraz Rodu smoka". Na niespełna 200 stronach miłośnicy Westeros - świata wykreowanego przez George'a R.R....
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Bardzo byłem ciekawy wizualnej warstwy komiksu "Star Wars: Darth Vader. Czerń, biel i czerwień", wszakże to właśnie głownie o nią chodziło w tak wydanej publikacji. Nic tak nie podkręca grozy i powagi jak połączenie właśnie tych trzech barw. Nie mogło być też lepszej postaci, aby to zaprezentować, od samego Mrocznego Lorda Dartha Vadera - ucieleśnienia mroku i brutalności, dzierżącego miecz świetlny o czerwonej niby krew klindze.
W zebranych w tomie komiksach Vader mierzy się z przeciwnikami, którzy zmuszają go do przekraczania granic własnego okaleczonego ciała. Jak możemy się spodziewać bagatelizowanie potęgi Ciemnej Strony Mocy zawsze kończy się tragicznie. Nie ma tu miejsca na odcienie szarości, na jakiekolwiek niuanse, Vader jest po prostu potężnym, morderczym bytem, przed którym nie ma ucieczki.
W sumie to trochę rozczarowujące bo postać Dartha Vadera bardzo traci na takim postawieniu sprawy. Same zaś ilustracje, które powinny zapierać dech w piersiach i oddawać grozę chwilami są mało czytelne. Przyznam, że mocno rozczarowujące, jedynie kilka kadrów przykuło moją uwagę na dłużej będąc naprawdę rewelacyjnymi. Tak sobie to wyszło.
Bardzo byłem ciekawy wizualnej warstwy komiksu "Star Wars: Darth Vader. Czerń, biel i czerwień", wszakże to właśnie głownie o nią chodziło w tak wydanej publikacji. Nic tak nie podkręca grozy i powagi jak połączenie właśnie tych trzech barw. Nie mogło być też lepszej postaci, aby to zaprezentować, od samego Mrocznego Lorda Dartha Vadera - ucieleśnienia mroku i brutalności,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Jan Jakub Grabowski w książce "Suki, wiedźmy i bestie. Historie nadzorczyń z niemieckich obozów koncentracyjnych". Odkrywa przed czytelnikiem historię kobiet, których rola w czasie II wojny światowej często była pomijana, a jeśli już po nią sięgano to wybierano jedynie wyjątkowo brutalne przykłady pomijające, tak ważne dla szerszego kontekstu, odcienie szarości. Mamy zatem przedstawioną pokrótce historię powstawania obozów koncentracyjnych i ich funkcjonowania z naciskiem na pracę nadzorczyń - aufzejerek - kobiet o wielu obliczach.
Na przykładzie konkretnych aufzejerek, wspomnień byłych więźniarek, zeznań z procesów przed trybunałami rozliczającymi zbrodnie nazistowskie Grabowski porusza kwestie niełatwe. Nikomu nie trzeba przypominać, że niemieckie obozy pracy przymusowej to nie były wczasy pod palmami, a poziom brutalności obsługi w stosunku do więźniów był zatrważający. Nie liczył się człowiek, liczyła się praca do wykonania. I w tym wszystkim autor postanowił odszukać ludzką twarz nadzorczyń, zwracając uwagę na warunki pracy oraz bytowe panujące w obozach. Rozumiem próbę spojrzenia obiektywnego na problem, ale nie, ja tego w żaden sposób nie kupuję.
Przyznam jednak, ze trudno mi było w sobie wzbudzić jakąkolwiek nutę zrozumienia dla tych kobiet. Postawy były różne, że nikt nie jest do końca zły, a młode kobiety skierowane do pracy w obozach, niejako bez wpływu na to gdzie trafią, mogły ulegać różnym mechanizmom psychologicznym. Ale nie podobał mi się chwilami bardzo ton Autora, który w moim odczuciu za bardzo chciał być obiektywnym. Brak odwagi sprzeciwienia się okolicznościom nigdy nie powinien być powodem, aby tłumaczyć przewiny, chociażby najmniejsze.
Książka dobra, warta przeczytania i zapamiętania, wojna to nie tylko rzecz mężczyzn, krzywdzi tak samo kobiety (jeśli nie bardziej), a wnioski co do postaw aufzejerek każdy będzie mógł wyciągnąć sam po jej lekturze.
Jan Jakub Grabowski w książce "Suki, wiedźmy i bestie. Historie nadzorczyń z niemieckich obozów koncentracyjnych". Odkrywa przed czytelnikiem historię kobiet, których rola w czasie II wojny światowej często była pomijana, a jeśli już po nią sięgano to wybierano jedynie wyjątkowo brutalne przykłady pomijające, tak ważne dla szerszego kontekstu, odcienie szarości. Mamy zatem...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Echa upadku Latarni Gwiezdny Blask nie milkną. Wydarzenie to położyło się cieniem w równym stopniu na Republice co i na Zakonie Jedi. Nihilowie poszerzają swoje strefy wpływów zawierając sojusz z Huttami, a zagrożenie w postaci bezimiennych wciąż paraliżuje Jedi.
Komiks ten w ciekawy sposób pokazuje zmagania bohaterów z coraz trudniejszą sytuacją. Jedi muszą dostosowywać się do nowych warunków, a niesprzyjające okoliczności są próbą, która wydaje się być ponad siły nawet najznamienitszych Rycerzy.
Dla mnie to była miła odmiana od wydarzeń znanych z Klasycznej Trylogii, a bohaterowie przemawiali do mojej wyobraźni, z zaciekawieniem śledziłem ich zmagania i czekam na kolejne tomy.
Echa upadku Latarni Gwiezdny Blask nie milkną. Wydarzenie to położyło się cieniem w równym stopniu na Republice co i na Zakonie Jedi. Nihilowie poszerzają swoje strefy wpływów zawierając sojusz z Huttami, a zagrożenie w postaci bezimiennych wciąż paraliżuje Jedi.
Komiks ten w ciekawy sposób pokazuje zmagania bohaterów z coraz trudniejszą sytuacją. Jedi muszą dostosowywać...
Zachęcony bardzo pozytywnymi recenzjami mangi "Samotny Wilk i Szczenię" sięgnąłem po pierwszy tom historii niezrównanego wojownika, płatnego zabójcy - Ogami Itto. Podejmujący się najtrudniejszych zadań Ogami w swym fachu wykorzystuje strategie z wojennych traktatów. Na szlaku zawsze towarzyszy mu jego syn od najmłodszych lat uczony okrutnych prawd jakimi rządzi się życie w feudalnej Japonii.
Dla mnie, i stwierdzam to z przykrością, zawarte w pierwszym tomie opowieści są wyjątkowo jednowymiarowe, brak tu zaskoczeń, wszystko toczy się utartymi tropami, a zakończenie jest przewidywalne i niedostarczające tych emocji, których się spodziewałem. Owszem, sporo tu akcji, nie brak całości polotu i dynamiki, przyjemne to dla oka, ale bohaterowie mało mają w sobie tego "mięsa". Próżno tu szukać rozbudowanej psychologii, a i tej akcji jest zbyt mało, aby był to dla mnie dobry "akcyjniak". No strasznie mi przykro, ale kolejnych tomów już czytał nie będę.
Zachęcony bardzo pozytywnymi recenzjami mangi "Samotny Wilk i Szczenię" sięgnąłem po pierwszy tom historii niezrównanego wojownika, płatnego zabójcy - Ogami Itto. Podejmujący się najtrudniejszych zadań Ogami w swym fachu wykorzystuje strategie z wojennych traktatów. Na szlaku zawsze towarzyszy mu jego syn od najmłodszych lat uczony okrutnych prawd jakimi rządzi się życie w...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Simon Pure to bohater nietypowy. Łajdak, zabójca do wynajęcia, bawidamek, a przede wszystkim nieśmiertelny. Zbieg okoliczności spowodował, że Pure zdobył swoją niecodzienną moc, pozbawiając jej tym samym jednego z Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych - Benjamina Franklina. Okazuje się jednak, że żyjąc ponad 100 lat, umierając niezliczona ilość razy, nadal można lękać się śmierci. Ugodzony "Toporem Kłamstw" należącym niegdyś do George'a Washingtona ma przed sobą trzy dni życia zanim obróci się w pył, a Wielki Architekt spopieli cały kraj. Z pomocą przychodzi mu nastolatek, przybysz z odległej Europy potwornie kaleczący angielski - Albert Einstein.
Komiks "Redcoat" to dość nietypowe spojrzenie na historię początków Stanów Zjednoczonych oraz Ojców Założycieli tego państwa. Okultyzm, magia oraz osobliwe rytuały rodem z powieści H.P. Lovecrafta w awanturniczym miksie akcji i grozy podszytej humorem. W dodatku ta pełna życia kreska, ekspresyjne rysunki pełne zapadających w pamięć kadrów nie pozwalaj oderwać się od lektury. To jeden z tych komiksów, który aż prosi się o porządna ekranizację.
Simon Pure to bohater nietypowy. Łajdak, zabójca do wynajęcia, bawidamek, a przede wszystkim nieśmiertelny. Zbieg okoliczności spowodował, że Pure zdobył swoją niecodzienną moc, pozbawiając jej tym samym jednego z Ojców Założycieli Stanów Zjednoczonych - Benjamina Franklina. Okazuje się jednak, że żyjąc ponad 100 lat, umierając niezliczona ilość razy, nadal można lękać się...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Tak ten świat jest poukładany, że przychodzą takie chwile, w których to musimy pożegnać i opłakać bliskich. Nieuchronne to i pewne. Przeżycie to specyficzne zmuszające do poukładania świata na nowo. I to dosłownie i w przenośni, bo oprócz tej mentalnej pracy jaka nas czeka po stracie bliskiej osoby mamy do "zaopiekowania" również gromadzone przez lata rzeczy. Przedmioty mające znaczenie, jak i te kompletnie znaczenia pozbawione.
Książka "Rzeczy, których nie wyrzuciłem" Marcina Wichy to właśnie taka prywatna próba oddania hołdu (albo raczej próba zapamiętania jej taka jaka była z wadami i zaletami) zmarłej matce i pogodzenia się ze wspomnieniami tymi zwykłymi, codziennymi, ale i ważnymi, często też trudnymi. Wicha wspomina swoje dzieciństwo i dorastanie spędzone w rodzinnym domu, matkę - osobę niebanalną, inteligentną i zasadniczą -, a wszystko to w połączeniu z tytułowymi rzeczami, których nie wyrzucił. Przekopując się przez kolejne sterty książek już nikomu niepotrzebnych, przez drobiazgi układa na nowo historię matki, która z pozycji "jest" przeszła na pozycję "była". Jest w tym jakiś gniew i żal, ale i chęć pozostawienia w pamięci tego co dobre pomimo trudnych chwil. I to chyba najważniejsze żeby pozostawić po sobie "dobrą pamięć", a resztą, rzeczami, zajmą się już inni.
Tak ten świat jest poukładany, że przychodzą takie chwile, w których to musimy pożegnać i opłakać bliskich. Nieuchronne to i pewne. Przeżycie to specyficzne zmuszające do poukładania świata na nowo. I to dosłownie i w przenośni, bo oprócz tej mentalnej pracy jaka nas czeka po stracie bliskiej osoby mamy do "zaopiekowania" również gromadzone przez lata rzeczy. Przedmioty...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to