rozwiń zwiń

Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , , ,

Kiedy dowiedziałam się o wydaniu kolejnej powieści Barbary Wysoczańskiej, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. To autorka znana z tworzenia postaci silnych kobiet-bohaterek. To też autorka, która wzbudza niesamowite emocje. Chociaż „Kolaborantka” osadzona jest w mrocznej, okupacyjnej rzeczywistości i tutaj potrafi sprawić, że szybciej zabije serce. Z różnych powodów...

Kiedy Stefania i Adam spotykają się po raz pierwszy, są jeszcze tylko cieniem tych, którymi mają się stać. Ona – młoda kobieta z dobrego domu, zagubiona w świecie konwenansów. On – idealista, kierujący się zasadami i honorem. Ich przypadkowe spotkanie kończy się zbyt szybko, ale odciska na nich piętno, które nie znika mimo upływu lat.

Powracają do siebie w zupełnie innej rzeczywistości. Stefania stała się Stellą von Ulfeldt – żoną austriackiego arystokraty, który wierzy w ideologię nazistowską. Adam zdobył międzynarodową renomę jako etnolog. Tym razem ich spotkanie przeradza się w namiętny romans, lecz historia znów nie pozwala im być razem.

Tuż przed wojną Stella wraca do Krakowa. W czasie okupacji prowadzi kawiarnię odebraną żydowskiej rodzinie, zbliżając się do niemieckich elit i podpisując volkslistę. Gdy do miasta przybywa Adam, dawni kochankowie znów stają naprzeciw siebie – po dwóch stronach moralnej przepaści.

Czy można ocalić miłość, gdy świat wokół płonie? Czy wybory podyktowane strachem i przetrwaniem można wybaczyć?

Pani Wysoczańska prowadzi narrację bardzo obrazowo. Trzyma napięcie i dba o szczegóły. Akcja płynie wartko, czasami jest nieco nostalgiczna, aby za moment zaskoczyć gwałtownym zwrotem. Jednocześnie pozwala nam, czytelnikom na chwilę głębokiej refleksji. Dzięki temu Autorka po raz kolejny udowadnia, że jest mistrzynią w swoim gatunku. To nie pierwsza jej powieść, jaką miałam okazję przeczytać i po raz kolejny dałam się wciągnąć w wir wyjątkowo wciągającej fabuły

Akcja toczy się w okupowanym Krakowie. To tutaj losy Stefanii (zwanej Stellą) i Adama splatają się w świecie, w którym nie ma łatwych wyborów. Ona jest panną z dobrego domu, później żoną austriackiego arystokraty i nazisty. On za to cenionym etnologiem i tajnym agentem. W tym wszystkim widać, jak w tle rozwija się popularność czystości rasy i jak bardzo zaczyna być niebezpiecznie. W końcu wybucha wojna. Autorka świetnie kreśli klimat tych czasów, kiedy kolaboracja nie zawsze równała się zdradzie. Czytelnik zaczyna się zastanawiać, czy warto w ogóle mówić o moralności w kontekście tak osobliwych sytuacji? Czy można kogokolwiek oceniać?

Co do samych bohaterów Stefania/Stella to postać, która od samego początku intryguje. Mimo wysokiego statusu społecznego jest zagubiona. Wszystko przez wydarzenia z przeszłości. Jednocześnie to kobieta silna, ale i niejednoznaczna. Jej decyzje nie zawsze wydają się mądre, jednak za każdym razem wykazuje się niebywałą odwagą. Czy to podczas podróży, czy "na wygnaniu", ratując kawiarnię, czy też po podpisanie volkslisty. To wszystko splata się z emocjonalnym i moralnym ciężarem wojny. To właśnie postać Stelli daje człowiekowi do myślenia, czy warto oceniać. Przecież często nie zdajemy sobie sprawy z tego, co kierowało daną osobą. A wybory w czasie okupacji tym bardziej wychodziły poza schemat normalnej rzeczywistości i tradycyjnych ram behawioralnych.

Przechodząc do Adama to inteligentny i wrażliwy mężczyzna, który nosi pewną tajemnicę. Przypadek sprawia, że już na zawsze połączy go pewna nić porozumienia ze Stellą. Relacja, która trwa pomimo tylu przeciwności, jest wprost nie do uwierzenia. Ale czy w dzisiejszych czasach nie warto czasami zanurzyć się właśnie w taką niesamowitą historię? Czy choć raz nie możemy dać się ponieść romantyzmowi i prawdziwej miłości tak rzadko doświadczanej w realnym świecie? Wracając do samego Adama, jest on dla mnie w pewnym sensie mężczyzną o dwóch twarzach. Choć brzmi to negatywnie, w tym przypadku jest to cecha jak najbardziej pozytywna. Z jednej strony stateczny pan etnolog, a z drugiej... cóż przekonajcie się sami. Warto.

„Kolaborantka” zostawiła mnie z wieloma pytaniami. Zarówno dotyczących lojalności, ceny wyborów, siły miłości jak... dlaczego ta historia zakończyła się w takim momencie. Przyznaję bez bicia, że ta powieść to istny wyciskacz łez, a ostatnie strony... serce zgniecione na miazgę. Tylko wiecie, ja bardzo szanuję książki, które wyzwalają takie emocje. Książki, które nie pozostają obojętne. Książki, które długo zajmują miejsce w pamięci.

„Kolaborantkę” polecam nie tylko fanom twórczości pani Wysoczańskiej, ale też tym, który lubią powieści obyczajowe z historią w tle. To idealna historia dla czytelników, którzy cenią silnych, ale jednocześnie skomplikowanych bohaterów i emocje wciskające w fotel.

We współpracy z Wydawnictwem Filia

Kiedy dowiedziałam się o wydaniu kolejnej powieści Barbary Wysoczańskiej, wiedziałam, że koniecznie muszę ją przeczytać. To autorka znana z tworzenia postaci silnych kobiet-bohaterek. To też autorka, która wzbudza niesamowite emocje. Chociaż „Kolaborantka” osadzona jest w mrocznej, okupacyjnej rzeczywistości i tutaj potrafi sprawić, że szybciej zabije serce. Z różnych...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Jak wiecie, przeprosiłam się ostatnio z czytnikiem. Tym bardziej ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że jest dostępny ebook „Diable” Anny Kaczanowskiej. Pamiętacie, że ta powieść zwróciła moją uwagę wśród premier kwietnia? Czy po przeczytaniu jej, nadal uważam, że jest godna polecenia?

Szukasz mrocznego thrillera z pogranicza realizmu i legend? „Diable” Anny Kaczanowskiej to opowieść o zbrodni, winie i sile zapomnianej mitologii. Przeczytaj moją recenzję książki, która zostawia ślad.

Z wysychającego jeziora nieopodal miasteczka Diable wyłaniają się kolejne ciała. Przeszłość budzi się do życia wraz z legendą o Lichu – nieuchwytnym bycie z mrocznych ostępów, który od pokoleń straszy miejscową ludność. Maurycy Tomaszewski przyjeżdża do odziedziczonego po wuju domu, ale zamiast ciszy i odcięcia od świata, trafia w sam środek wydarzeń, które wstrząsają całą okolicą. Śledztwo w sprawie makabrycznych znalezisk prowadzi prokuratorka Justyna Smerek. Im głębiej zespół zagłębia się w przeszłość miasteczka, tym bardziej wszystko – od wersji wydarzeń po ludzkie motywy – zaczyna się rozpadać. Kim naprawdę jest Licho? Czy to tylko legenda – a może maska, za którą ktoś od lat ukrywa własne demony?

Jeżeli uważacie, że ta książka to lekka rozrywka, możecie się mylić. „Diable” nie chce nikogo bawić. To powieść, która przypomina, że zło nie musi mieć imienia, by istnieć. Czasem najgorsze okazuje się milczenie. Anna Kaczanowska zabiera nas do Diabli - miejsca zapomnianego przez czas. To miasteczko żyje własnym życiem i własnymi zasadami. Pewnego dnia, gdy opada poziom wody w jeziorze, odsłania coś, co nie powinno nigdy wyjść na jaw. Wraz z kolejnymi ciałami na powierzchnię wypływają pytania, sekrety i stare grzechy, o których latami starano się zapomnieć. Klimat tej powieści jest zatem mroczny i tajemniczy.

Styl autorki jest specyficzny – bywa chaotyczny, poszarpany, fragmentaryczny. Nie daje się łatwo prowadzić. Dialogi przeplatają się z opisami, myśli z narracją, a tożsamość niektórych bohaterów potrafi się na chwilę rozmyć. Można się pogubić, kto mówi, kto patrzy, co się wydarzyło naprawdę, a co być może tylko się śniło. Co ciekawe, to właśnie taka forma idealnie współgra z treścią – oddaje niepokój, napięcie i atmosferę zagubienia. Czytelnik nie ma się czuć bezpiecznie – ma doświadczać. A kiedy już wsiąkniemy w ten świat, zaczynamy dostrzegać, że pozorny chaos składa się w mroczną, konsekwentną strukturę, w której każdy detal ma swoje znaczenie.

Bohaterowie – jak w dobrej powieści psychologicznej – są nieoczywiści. Maurycy, który przybywa do miasteczka z pozornie prostym celem, staje się lustrem dla miejscowych traum. Justyna Smerek, prokuratorka, łączy w sobie siłę i wrażliwość – prowadząc śledztwo, konfrontuje się z przeszłością, która nie należy wyłącznie do niej. Obok nich pojawia się trójka dawnych przyjaciół, których sekrety są kluczem do całej historii, Lucjan, cichy outsider uwięziony w roli społecznego kozła ofiarnego, oraz dwaj bracia spotkani w lesie – jak postacie z baśni, wycofani, dzicy, a jednak niezwykle prawdziwi. Przyznaję, że dawno nie spotkałam się z tak osobliwymi postaciami.

Najciekawszy jednak pozostaje motyw Licha – bytu zakorzenionego w słowiańskich wierzeniach, ale tu przekształconego w coś znacznie bardziej symbolicznego. Licho nie jest tylko elementem legendy – to ucieleśnienie winy, zbiorowej pamięci i wszystkiego, czego nie chcemy nazwać. Jest cieniem wiszącym nad miasteczkiem, sumieniem wspólnoty, echem zła, które nie zostało rozliczone. Legendą, której nikt nie traktował poważnie. Do czasu... Warto zatrzymać się tutaj przy jednym z subtelnych, ale znaczących wątków – śmierci, która dotyka wyłącznie mężczyzn. W kontekście legendy o Lichu – kobiecej, dzikiej, nieludzkiej sile – nasuwa się pytanie: czy to tylko przypadek? A może cichy, literacki manifest? Czy legendarne Licho to rzeczywiście morderczyni? A może raczej siła przyrody, instynktu, odwetu – która wyrównuje rachunki po latach przemocy, zdrad, zaniechań? Ten motyw nie jest podany wprost – ale jego obecność niepokoi. Zostawia miejsce na refleksję: czy przemoc ma płeć? A jeśli tak – kto naprawdę pociąga za sznurki?

„Diable” to powieść niepokojąca i wielowarstwowa. Zbudowana na gęstej atmosferze, oparta na niedopowiedzeniach, grająca na emocjach. Nie dla każdego – ale dla tych, którzy w literaturze szukają nie tylko treści, ale i wewnętrznego napięcia, będzie to historia poruszająca, długo rezonująca. Polecam czytelnikom, którzy lubią mroczne historie z elementami legend.

Jak wiecie, przeprosiłam się ostatnio z czytnikiem. Tym bardziej ucieszyłam się, kiedy zobaczyłam, że jest dostępny ebook „Diable” Anny Kaczanowskiej. Pamiętacie, że ta powieść zwróciła moją uwagę wśród premier kwietnia? Czy po przeczytaniu jej, nadal uważam, że jest godna polecenia?

Szukasz mrocznego thrillera z pogranicza realizmu i legend? „Diable” Anny Kaczanowskiej to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Majówka, majówką, ale przecież będzie jeszcze sporo wiosennych weekendów, a co lepsze, urlopowych wyjazdów. Trzeba przyznać, że to najbardziej odpowiednie momenty, żeby sięgnąć po coś luźniejszego. Dzisiaj przychodzę właśnie z propozycją książki bardzo lekkiej, przyjemnej, ale jakże zabawnej.

Kiedy życie staje się nieustannym biegiem z przeszkodami, a macierzyństwo przypomina raczej tor minowy niż pastelową reklamę jogurtu – czas powiedzieć: dość. Albo przynajmniej: „na chwilę mnie nie ma”.

Zmęczona do cna kierowniczka produkcji filmowej, matka, żona, kobieta z misją przetrwania, postanawia wyłączyć się z życia i w towarzystwie równie wykończonych przyjaciółek wyjeżdża do Budapesztu. Plan: luksusowe SPA, bez telefonów, bez dzieci, bez zadań specjalnych. Rzeczywistość: totalny rozgardiasz, absurdalne przygody i nieustanna walka o zachowanie resztek godności. Co poszło nie tak?

Joanna Mokosa-Rykalska – autorka bloga, książkowego hitu „Matka siedzi z tyłu”, kobieta-orkiestra i specjalistka od życiowych katastrof – wraca z nową historią, która nie uczy, jak żyć, ale zdecydowanie pomaga przeżyć. Tym razem zabiera nas w podróż, która miała być oddechem, a zamienia się w brawurową komedię pomyłek z elementami survivalu. Już od pierwszych stron wiadomo, że nie będzie lekko, a kiedy na lotnisku wszystko zaczyna iść „po ichniemu”, czytelnik może tylko usiąść wygodnie i dać się porwać tej rollercoasterowej opowieści, a uwierzcie naprawdę będzie się działo.

Trzeba jednak przyznać, że nie jest to książka, która ma zmieniać świata, ale z całą pewnością poprawi humor. Kipi sarkazmem, złośliwym ciepłem i sytuacjami tak bardzo życiowymi, że aż zrywa się boki ze śmiechu. Autorka nie przebiera w słowach – raz celnie obśmieje, raz przytuli, a raz zostawi ze łzami i westchnieniem „mam tak samo”. I to jest piękne...

To opowieść pełna absurdu, autentyczności i kobiecego wsparcia. „Matki przodem...” to swoisty dziennik wyprawy, w której droga (dosłownie i metaforycznie) jest ważniejsza niż cel. Jeżeli jednak ktoś spodziewa się przewodnika turystycznego – uprzedzam: to bardziej podróż w głąb chaosu, codziennych frustracji i zaskakująco trafnych obserwacji o macierzyństwie, przyjaźni i współczesnej kobiecości. Choć historia momentami przekracza granice zdrowego rozsądku (i geograficznej logiki), nie sposób się na nią obrazić – bo wszystko podane jest z takim urokiem i dystansem, że zamiast oceniać, po prostu śmiejemy się razem z bohaterkami.
Czy to książka ambitna? Niekoniecznie. Ale czy musi być? Dla mnie – osoby, która niedawno przemierzała rumuńskie drogi i dobrze zna smak przyjaciółkowych perypetii – ta opowieść była jak balsam. Świetnie uchwycone niuanse relacji, specyfika podróży z kobietami i ten słodko-gorzki absurd, który zna każda z nas – czynią z tej książki coś bardzo autentycznego.

Największym atutem są bohaterki – nieidealne, zmęczone, ale prawdziwe. Ich dialogi bawią, ale też poruszają, a refleksje nad życiem matki, kobiety, przyjaciółki – choć opakowane w komediowy styl – zostają w głowie na dłużej. To właśnie ten balans między śmiechem a szczerością czyni tę książkę wartościową – nawet jeśli czasem wydaje się, że wszystko toczy się w rytmie totalnego chaosu.

„Matki przodem...” to świetna lektura na poprawę humoru. Jeśli masz za sobą (lub przed sobą) szaloną wyprawę z przyjaciółką, tęsknisz za kobiecym wsparciem bez lukru albo po prostu chcesz się szczerze pośmiać – sięgnij bez wahania. Czasem dobrze jest wylądować w ciemnej d***e. Zwłaszcza z właściwymi ludźmi. Polecam.

Majówka, majówką, ale przecież będzie jeszcze sporo wiosennych weekendów, a co lepsze, urlopowych wyjazdów. Trzeba przyznać, że to najbardziej odpowiednie momenty, żeby sięgnąć po coś luźniejszego. Dzisiaj przychodzę właśnie z propozycją książki bardzo lekkiej, przyjemnej, ale jakże zabawnej.

Kiedy życie staje się nieustannym biegiem z przeszkodami, a macierzyństwo...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Należę do tych czytelników, którzy poznawali twórczość Remigiusza Mroza, zanim był jeszcze sławny. Niemniej, chociaż „Ekspozycja” miała swoją premierę blisko 10 lat temu, dopiero niedawno po nią sięgnęłam. Z tego, co wiem, seria z komisarzem Forstem przez jednych jest uwielbiana, a przez drugich znienawidzona. Do której grupy dołączyłam, po przeczytaniu pierwszego tomu?

Giewont, świt i cisza, którą brutalnie przerywa makabryczne odkrycie – na ramionach krzyża zawisa nagie ciało. Śladów niemal brak, odpowiedzi jeszcze mniej. Do prowadzenia sprawy oddelegowany zostaje komisarz Wiktor Forst – człowiek, który myślał, że widział już w życiu wszystko. Tamtego ranka na szczycie zrozumiał jednak, jak bardzo się mylił. Wraz z dociekliwą dziennikarką Olgą Szrebską podąża tropem, który poprowadzi ich w mroczne zakamarki historii, gdzie dawne winy domagają się rozrachunku, a tajemnice sprzed lat wciąż zbierają swoje żniwo.
Czasem, aby odkupić przeszłość, trzeba zmierzyć się z tym, co najgłębiej ukryte – nawet jeśli cena okaże się śmiertelnie wysoka.

Wszyscy znamy takie książki, które już od pierwszych stron potrafią wzbudzić niepokój, zaciekawić i zmusić do przewracania kolejnych kartek z bijącym sercem. Czy do tej grupy należy „Ekspozycja” Remigiusza Mroza? Niewątpliwie tak. To powieść, która nie tylko wciąga w wir wydarzeń, ale też skłania do refleksji nad cienką granicą między przeszłością a teraźniejszością, prawdą a manipulacją.
Wszystko zaczyna się dramatycznie – od brutalnego morderstwa na Giewoncie, miejscu niemal świętym dla polskiej wyobraźni narodowej. Mróz już od pierwszych stron pokazuje, że nie boi się grać na emocjach i wyprowadzać czytelnika ze strefy komfortu. W śledztwie prowadzonym przez komisarza Wiktora Forsta szybko okazuje się, że morderstwo to dopiero początek. Trop prowadzi ku zakurzonym kartom historii, dawno zapomnianym symbolom i – co szczególnie intrygujące – wątkowi wiedzy tajemnej, skrywanej przez wieki przed ciekawskimi oczami. Autor umiejętnie igra z teoriami spiskowymi i historycznymi zagadkami, podsuwając czytelnikowi pytania: ile prawdy kryje się w legendach? Czy to, co wydaje się odległe i niewiarygodne, rzeczywiście nie ma wpływu na naszą codzienność? Ta tajemnicza warstwa fabularna dodaje opowieści głębi i nuty mistycyzmu, która pięknie kontrastuje z realistycznym obrazem współczesnej Polski.

Co do samego czytania tempo akcji jest imponujące – krótkie rozdziały pełne cliffhangerów sprawiają, że książkę czyta się niemal na jednym oddechu. Mróz doskonale buduje napięcie, nie dając czytelnikowi chwili na złapanie oddechu. Mimo dynamicznej narracji, autor potrafi wpleść w fabułę bogate tło historyczno-kulturowe, bez którego „Ekspozycja” nie miałaby tej samej magnetycznej siły.

Wiktor Forst, jako główny bohater, intryguje swoją niejednoznacznością – bywa cyniczny, bywa bezwzględny, ale za tym wszystkim kryje się człowiek targany sprzecznościami. Z kolei Olga Szrebska, dziennikarka o ciętym języku i jeszcze ostrzejszym umyśle, wnosi do opowieści świeżość i równowagę dla buntowniczego charakteru Forsta. Ich dynamiczna, często iskrząca relacja, stanowi oś, wokół której obraca się cała historia.

Klimat książki zasługuje na szczególne wyróżnienie. Opisy surowych, nieprzystępnych górskich krajobrazów, zatopionych w lodowatym wietrze i mgle, budują atmosferę osaczenia, zagrożenia i tajemnicy. Niemniej, mogłoby być, jakby to napisać, bardziej tatrzańsko. Niemniej, świat powieści to taki, w którym nic nie jest oczywiste, a za każdym rogiem może czaić się nowe niebezpieczeństwo – nie tylko fizyczne, ale i ideowe.

Czy ta powieść ma wady? Owszem, kilka wątków pobocznych wydaje się niedopowiedzianych, a zakończenie pozostawia więcej pytań niż odpowiedzi. Z drugiej strony właśnie dzięki temu całość przypomina mozaikę, której pełny obraz poznamy dopiero z czasem – o ile zdecydujemy się kontynuować tę przygodę.

„Ekspozycja” to dynamiczny, wielowarstwowy thriller z elementami tajemnicy i wiedzy ukrytej, który nie pozwala o sobie zapomnieć. Remigiusz Mróz stworzył historię pełną zwrotów akcji, charyzmatycznych bohaterów i nieoczywistych tropów, która sprawia, że z niecierpliwością sięga się po kolejny tom. Czy wrócę do świata Forsta? Zdecydowanie tak. Zwłaszcza, że od premiery pierwszej części minęło już sporo czasu, a kolejnych tomów nie brakuje. Tego rodzaju historie nie pozwalają odłożyć książki na półkę bez uczucia niedosytu i fascynacji.

Należę do tych czytelników, którzy poznawali twórczość Remigiusza Mroza, zanim był jeszcze sławny. Niemniej, chociaż „Ekspozycja” miała swoją premierę blisko 10 lat temu, dopiero niedawno po nią sięgnęłam. Z tego, co wiem, seria z komisarzem Forstem przez jednych jest uwielbiana, a przez drugich znienawidzona. Do której grupy dołączyłam, po przeczytaniu pierwszego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Katarzyna Wolwowicz to Autorka, którą uwielbiam. Jej kryminały i thrillery to istny majstersztyk i niebywale wciągające historie z naprawdę szokującymi zwrotami akcji. Tym razem sięgnęłam po kolejny tom serii o komisarz Oldze Balickiej i... przeczytajcie sami, co o nim sądzę.

Olga, wyczerpana psychicznie po osobistej tragedii, próbuje wrócić do normalności i pracy w policji. Jedno jednak wie już na pewno: nie istnieje większa wartość niż życie własnego dziecka. Gdy razem ze swoją ekipą podejmuje śledztwo w sprawie brutalnego zabójstwa dziennikarza śledczego z „Gazety Wrocławskiej”, szybko okazuje się, że sprawa sięga znacznie głębiej, niż ktokolwiek mógłby przypuszczać.

W tym samym czasie do komendanta Artura Michalika zgłasza się zrozpaczone białoruskie małżeństwo – przekonani, że ich córka padła ofiarą politycznej intrygi. Jednak w cieniu tej jednej tragedii kryje się coś znacznie mroczniejszego. Coraz więcej dzieci w Jeleniej Górze zaczyna chorować, a oddział pediatrii niespodziewanie zostaje zamknięty. Wraz z kolejnymi odkryciami przychodzi niepokojąca świadomość: poszczególne elementy układanki do siebie nie pasują... jakby ktoś świadomie manipulował faktami.

Tymczasem cień dawnej tragedii – przypadek chłopca, który kilka lat wcześniej zachorował na raka – powraca ze zdwojoną siłą. Czy to możliwe, że choroby dzieci nie są przypadkowe? Jaką cenę jest gotów zapłacić rodzic, by ocalić swoje dziecko? I czy w walce o życie bliskich naprawdę wolno zbratać się nawet z diabłem?

Katarzyna Wolwowicz w „Piekle” przedstawia obraz rzeczywistości, w której piekło nie jest metaforą, a codziennym doświadczeniem tych, którzy znaleźli się w pułapce cudzych decyzji i własnych lęków. To opowieść mroczna, gęsta od emocji i pytań o granice odpowiedzialności – zarówno jednostkowej, jak i zbiorowej. Bohaterowie „Piekła” to ludzie pełni sprzeczności – targani wyrzutami sumienia, zmęczeni walką lub desperacko próbujący ocalić to, co jeszcze można uratować. Ich portrety psychologiczne są głębokie i wielowymiarowe – Katarzyna Wolwowicz pokazuje, jak pod wpływem nacisku i strachu nawet najsilniejsi potrafią się załamać lub, przeciwnie, odnaleźć w sobie niespodziewane pokłady determinacji.

Rozgrywa się tutaj historia o przerażającej skali. Autorka w realistyczny sposób ukazuje mechanizmy systemowej korupcji, fałszowania dokumentacji środowiskowej i bezkarności tych, którzy stoją ponad prawem – chronieni przez pieniądze i wzajemne zależności. Motyw szantażu – ukazany jako narzędzie bezwzględnej presji – dodatkowo pogłębia atmosferę zagrożenia i moralnego rozkładu. Tu nie chodzi już tylko o reputację czy majątek – czasem stawką staje się bezpieczeństwo najbliższych i wewnętrzne poczucie sprawiedliwości. Nie sposób pominąć przy tym wątku dzieci. Wyraźnie zaznaczonego, pokazującego, że w świecie niszczonym przez chciwość i bierność to najmłodsi ponoszą największe, najbardziej bolesne konsekwencje. Dla wrażliwych czytelników właśnie ten wątek będzie wyjątkowo poruszający. Gwarantuję.

Ważne miejsce w powieści zajmuje też relacja Olgi i Kornela – małżeństwa wystawionego na próbę w świecie pełnym chaosu i zagrożeń. Autorka kreśli ich relację z dużą wrażliwością, choć pewne aspekty tej historii – zwłaszcza wątek dotyczący porwania córki – mogłyby zostać poprowadzone z większą głębią emocjonalną i dramaturgicznym napięciem. Poruszający temat został tu zarysowany, ale nie do końca wykorzystany w pełni, co pozostawia pewien niedosyt u czytelnika oczekującego intensywniejszego zaangażowania emocjonalnego. To według mnie jedyny mankament powieści. Naprawdę żałowałam, że wątek porwania został potraktowany poniekąd po macoszemu.

„Piekło” to thriller o ciężarze emocjonalnym wykraczającym poza klasyczne ramy gatunku. To historia, która z każdą kolejną stroną zaskakuje bardziej. Mrozi krew w żyłach i zaczyna wpędzać czytelnika w wątpliwości nad ludzkością. To także głęboko poruszające pytanie o odpowiedzialność, granice moralnych kompromisów i cenę milczenia. Po tej lekturze trudno przejść obojętnie – bo prawdziwe piekło często nie ma ognistych czeluści. Ma za to cichy głos układów, kłamstw i decyzji podejmowanych w świetle dnia. Polecam ogromnie, a sama zabieram się za kolejny tom.

Katarzyna Wolwowicz to Autorka, którą uwielbiam. Jej kryminały i thrillery to istny majstersztyk i niebywale wciągające historie z naprawdę szokującymi zwrotami akcji. Tym razem sięgnęłam po kolejny tom serii o komisarz Oldze Balickiej i... przeczytajcie sami, co o nim sądzę.

Olga, wyczerpana psychicznie po osobistej tragedii, próbuje wrócić do normalności i pracy w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Seria Butikowa od lat zachwyca swoją kolekcją powieści. Tym razem inspiracją jest rzeczywisty obraz Gustava Klimta - mojego ulubionego malarza. „Portret damy”, bo o nim mowa, zaginął w tajemniczych okolicznościach, ale został odnaleziony po blisko dwudziestu latach. W tej powieści stanowi symboliczny wymiar. Ukrywa tajemnicę przodków. Historię miłości i bólu. Staje się kluczem do odkrycia przeszłości. Jakże mogłoby to nie zrobić na mnie wrażenia?

W 1910 roku Gustav Klimt maluje portret młodej kobiety – eterycznej, zmysłowej, owianej niedopowiedzeniem. Czarna wstęga kapelusza, naga linia ramion, oczy, które patrzą i milczą jednocześnie. Nikt nie wie, kim była modelka.
W 1997 roku obraz znika. Zostaje skradziony tuż przed wystawą we włoskiej Piacenzy, jakby sam chciał się wymknąć spod spojrzeń.
W 2019 – cud. Odnaleziony. Zwinięty w rulon, ukryty za drzwiczkami ogrodowego schowka. Cień dawnej chwały, a zarazem zaproszenie do odkrycia prawdy.

Przez kontynenty i dekady – od secesyjnego Wiednia, przez Nowy Jork ery wielkich kryzysów, po Teksas lat 80. i współczesne Włochy rozwija się historia, w której sztuka splata się z kroniką rodzinną.

Kim była kobieta z portretu? Dlaczego Klimt przemalował jej wizerunek, tworząc zupełnie nową twarz? I co łączy ją z kobietą, która ponad sto lat później, stojąc przed obrazem, widzi… samą siebie?

Ta powieść to absolutny fenomen. Do tej pory nie miałam okazji przeczytać tak ciekawej fabuły, w której rzeczywistość splata się z fikcją w taki sposób. Tu jedno dzieło sztuki staje się punktem łączącym dramaty i zjawiska społeczne. Autorka przedstawia nam opowieść o tożsamości, milczeniu i próbie odcięcia się od własnych korzeni, które i tak wracają. To trochę jak próba walki człowieka z przeznaczeniem. Pozorne zwycięstwo.

Co do bohaterów. Isidor to centralna postać powieści. Chłopiec z wiedeńskiego ubogiego domu, którego matka, Martha, umiera, gdy jest jeszcze dzieckiem. Trafia do sierocińca. Jego determinacja, by wyrwać się z biedy, przeradza się w bezwzględną ambicję. Isidor emigruje do Ameryki. Dzięki pracy, sprytowi i chłodnemu pragmatyzmowi buduje majątek i nowe życie. Małżeństwo z Lottą, kobietą z wpływowej nowojorskiej rodziny, staje się dla niego biletem do świata elity. Lotta to z pozoru silna, dostojna, idealnie wpisana w ramy nowojorskiej wyższej klasy, ale wewnętrznie krucha i pełna lęku. Największym ciosem w ich wspólnym życiu jest śmierć jednego z ich dzieci — dramatyczny wypadek, który nie tylko rozdziera rodzinę, ale także ukazuje emocjonalną pustkę w ich małżeństwie. Dla Lotty strata staje się raną, która nigdy się nie zabliźnia. Dla Isidora – kolejnym powodem, by uciec w pracę i oddalić się emocjonalnie. Ich relacja pogłębia się w ciszy i niezdolności do wspólnego przeżywania żałoby. Zaczyna łączyć ich już tylko przeszłość – nie przyszłość.

Isidor ma również nieślubną córkę, Pearl, której nigdy nie uznał. Jej matka, Michelle, samotnie wychowuje dziewczynkę. Pearl dorasta w cieniu nieobecnego ojca, szukając odpowiedzi o swoje pochodzenie. To ona — jako kobieta współczesna — próbuje połączyć rozproszone fragmenty historii i zrozumieć, kim naprawdę była kobieta z obrazu, która wydaje się mieć z nią więcej wspólnego, niż przypuszczała.

Camille de Peretti w tak niesamowity sposób splata losy bohaterów swojej powieści, że trudno się od nich oderwać. Każda strona przybliża nas to rozwiązania zagadki. Każda strona odkrywa coraz więcej tajemnic, niekiedy bardzo mrocznych. Intryguje, niepokoi, szokuje. Tylko takich książek życzyłabym każdemu czytelnikowi.

Plusem jest nie tylko interesująca fabuła czy bohaterowie, ale także styl Autorki. Pisze z niezwykłym wyczuciem emocji, subtelnie portretując swoich bohaterów w chwilach największej kruchości. Narracja jest przejrzysta, a przeskoki między epokami — od wiedeńskiej bohemy początku XX wieku, przez nowojorski świat bankierów, aż po współczesność — dodają książce głębi i dramatyzmu. Autorka umiejętnie łączy fikcję z faktami, pokazując, że historia może być zarówno osobista, jak i uniwersalna. Widać u niej dbałość o psychologię postaci i symboliczną warstwę wydarzeń — obraz Klimta staje się lustrem nie tylko dla bohaterów, ale i dla czytelnika.

„Nieznajoma z portretu” to powieść, w której jestem bezpamiętnie zakochana. To powieść o tym, jak bardzo przeszłość kształtuje teraźniejszość. Camille de Peretti nie tylko przedstawia dramat jednej rodziny, ale ukazuje mechanizmy społecznego awansu, klasowego wyparcia i międzypokoleniowego bólu. To również głos dla tych kobiet, których historie zostały przemalowane — przez mężczyzn, społeczeństwo, czas. Książka pełna emocji, wielowarstwowa, pozostająca w sercu i głowie na długo. Ogromnie polecam!

Seria Butikowa od lat zachwyca swoją kolekcją powieści. Tym razem inspiracją jest rzeczywisty obraz Gustava Klimta - mojego ulubionego malarza. „Portret damy”, bo o nim mowa, zaginął w tajemniczych okolicznościach, ale został odnaleziony po blisko dwudziestu latach. W tej powieści stanowi symboliczny wymiar. Ukrywa tajemnicę przodków. Historię miłości i bólu. Staje się...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Jeżeli czytacie moje opinie o książkach, wiecie, że przepadam za twórczością Adriana Bednarka. Do tej pory moim zdecydowanym faworytem była seria z Kubą Sobańskim, ale... powoli zostaje on zdetronizowany przez Stellę. Dlaczego?

Częstochowa – miasto mroczne jak wspomnienia Stelli Skalskiej. Kobiety, która żyje zbyt blisko własnych demonów. Przeszłość nie daje o sobie zapomnieć, a mordercze żądze przyczajone w jej wnętrzu tylko czekają, by znów przejąć kontrolę. Choć mogłaby zniknąć, uciec, zacząć gdzieś od nowa – zostaje. W labiryncie znajomych ulic ukrywa się człowiek, którego śmierć mogłaby przynieść jej upragnione ukojenie.

Stella wie, że kolejna zbrodnia może być tą, która zamknie ją w klatce – tym razem nie tylko moralnej. Policja depcze jej po piętach, Brzytwiarz zbiera krwawe żniwo, a świat wokół niej zaczyna się chwiać.

W blasku luksusu i w cieniu samotności próbuje stłumić głos instynktu. Do czasu. Kiedy pojawia się tajemniczy klient i propozycja, która brzmi jak bilet w jedną stronę – Stella wchodzi w grę. Nie wie jeszcze, że każdy ruch przybliża ją do prawdy, której nie chciała znać, i do przeszłości, która ma własne plany...

Adrian Bednarek od lat tworzy jedne z najmroczniejszych, a zarazem najciekawszych postaci. Tym razem poznajemy dalsze losy Stelli - dziewczyny, której zemsta przeradza się w obsesję, a granice moralności ulegają nieodwracalnemu zatarciu. Po raz kolejny jest to bohaterka, której z jednej strony się kibicuje, a z drugiej ma się poczucie, że to nieodpowiednie. W końcu to kobieta, która postanowiła sięgać po sprawiedliwość na własnych zasadach - bez litości, skrupułów i odwrotu. Tym samym pozostawia nas, czytelników, z ogromnym dylematem moralnym. Stella wszak nie budzi sympatii, ale w pewien mroczny sposób fascynuje. To kobieta, której świat rozpada się na kawałki. Doświadcza wykorzystywania, traumy, straty, a dodatkowo rozczarowanie wymiarem sprawiedliwości sprawiają, że Stella staje się zimną i zdolną do wszystkiego...psychopatką.

Autor od pierwszego tomu prowadzi nas przez kolejne etapy metamorfozy Stelli. Z początku ofiara w końcu staje się bezwzględnym katem. Przestaje wierzyć w przypadki. Ufa wyłącznie sobie, własnej determinacji i chęci zemsty. Działania planuje z chirurgiczną precyzją, a jej cel jest tylko jeden - wymierzyć sprawiedliwość wszystkim tym, którzy odebrali jej to, co najważniejsze.

Ta powieść pokazuje, co może zrodzić się w głowie młodej osoby, która doświadczyła przemocy, wykorzystania i traumatycznego dzieciństwa. Postaci Stelli nie da się jednoznacznie ocenić. To bohaterka (a może trafniej antybohaterka) bardzo złożona. Z jednej strony widać, że autentycznie cierpi, a z drugiej bezwzględnie i na chłodno planuje mroczną i krwawą zemstę. Tu nie ma miejsca na człowieczeństwo i empatię. Jest tylko chłodna kalkulacja i pragnienie zemsty.

Przedstawienie takiej bohaterki napisane charakterystycznym stylem Autora sprawia, że książka jest niezwykle ciekawa i wciągająca. To mroczny, ale jednocześnie fascynujący thriller psychologiczny. Doświadczamy potęgi emocji i nie są to lekkie uczucia. Doskonale oddaje klimat całej historii - mrozi krew w żyłach i zaskakuje na każdym kroku.

„Stella. Oblicza zemsty” to kontynuacja losów Stelli Skalskiej. Przed lekturą koniecznie sięgnijcie po pierwszy tom. To nie tylko wciągające thrillery, ale też przejmujące studium psychiki kobiety wypchniętej poza margines człowieczeństwa. Ta książka nie relaksuje w dosłownym tego słowa znaczeniu. Pozostawia niepokój, wywołuje gęsią skórkę, ale warto. Warto! Bo to powieść, która na długo pozostaje w pamięci i skłania do refleksji.

Jeżeli czytacie moje opinie o książkach, wiecie, że przepadam za twórczością Adriana Bednarka. Do tej pory moim zdecydowanym faworytem była seria z Kubą Sobańskim, ale... powoli zostaje on zdetronizowany przez Stellę. Dlaczego?

Częstochowa – miasto mroczne jak wspomnienia Stelli Skalskiej. Kobiety, która żyje zbyt blisko własnych demonów. Przeszłość nie daje o sobie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Jak wiecie po raz kolejny przepadłam za serią Sekret Dziedzictwa Joanny Miszczuk. Na nowo, po latach pokochałam ten cykl. Dzisiaj przychodzę z ponowną opinią na temat drugiego tomu, pt. „Zalotnice i wiedźmy”.

Główna bohaterka, Joanna, staje przed życiowym wyzwaniem - wraz z córką opuszcza Polskę i zaczyna wszystko od nowa w Berlinie. Ułożenie nowej rzeczywistości zostaje zaburzone przez niespodziewane pojawienie się byłego męża. Nie jest łatwo, ale kobieta ma odskocznię w postaci kolejnych dokumentów potwierdzających niebywałe losy jej przodkiń. Przed Joanną stają otworem fascynujące, pełne miłości, namiętności i odwagi historii kobiet z jej rodu. Okazuje się, że wiele z nich miało bliższe kontakty z postaciami znanymi z historii. Tymczasem Asia poznaje pewnego przystojnego Marokańczyka. Czy kobieta odnajdzie wreszcie własne szczęście?

Joanna Miszczuk po raz kolejny zabiera czytelników w fascynującą podróż przez historię, kulturę i sztukę Europy. Zgrabnie splata fikcję literacką z rzeczywistymi wydarzeniami i postaciami. Z niebywałą dbałością o szczegóły przedstawia kolejne losy bohaterek, które wiodły swój żywot wiele lat temu. Buduje wielowątkową i wielopokoleniową emocjonującą historię. Jako czytelnik wielokrotnie wzruszyłam się podczas lektury. Trudne wybory. Miłość wymagająca poświęceń. Walka o swoje ja w dobie patriarchatu i zacofania. To wszystko sprawia, że powieść jest niezwykle wciągająca i praktycznie nie da się od niej oderwać.

W odróżnieniu od pierwszego tomu, w tym widać przemianę głównej bohaterki. Być może niemałą rolę odgrywają tu losy jej prababek, które poniekąd mogą inspirować i stanowić wzór. Asia to współczesna kobieta, która jest pełna pasji, wewnętrznej siły i pragnienia zrozumienia przeszłości, aby odnaleźć się w teraźniejszości. Kobieta zaczyna być bardziej świadoma swojej roli, wagi wiedzy, którą posiada, a przede wszystkim pewności siebie. Widać też jej większą dojrzałość emocjonalną zwłaszcza w kontaktach damsko-męskich.

Warto tutaj też wspomnieć, że poprzedni tom, czyli „Matki, żony, czarownice” koncentrował się bardziej na wprowadzeniu do historii, a także na przedstawieniu losów współczesnych przedstawicielek rodu: Marii, Krystyny i Asi. Tutaj autorka pozwala nam mocniej zagłębić się w psychologiczne aspekty bohaterek i ich wybory. Poznajemy zdecydowanie więcej bohaterek, co może nieco kołować. Niemniej, ogromnie wzbogaca to całą historię, a fabuła jest bardziej dynamiczna.

„Zalotnice i wiedźmy” to powieść, która łączy sobie wątki historyczne, mistycyzm i silne postacie kobiece. To książka wyjątkowo wciągająca, pełna tajemnic i emocji. Zgrabnie łącząca rzeczywistość z wydarzeniami historycznymi i fikcją literacką. To lektura, którą z czystym sumieniem polecam czytelnikom gustującym w powieściach obyczajowych z wątkami historycznymi i niebanalnymi motywami miłosnymi. Dostarcza wielu refleksji i sprawia, że losy Asi i jej przodkiń zostają z nami na długo.

Jak wiecie po raz kolejny przepadłam za serią Sekret Dziedzictwa Joanny Miszczuk. Na nowo, po latach pokochałam ten cykl. Dzisiaj przychodzę z ponowną opinią na temat drugiego tomu, pt. „Zalotnice i wiedźmy”.

Główna bohaterka, Joanna, staje przed życiowym wyzwaniem - wraz z córką opuszcza Polskę i zaczyna wszystko od nowa w Berlinie. Ułożenie nowej rzeczywistości zostaje...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Katarzyna Wolwowicz to jedna z moich ulubionych współczesnych pisarek. Jej kryminały i thrillery to istny majstersztyk, a zwroty akcji i portrety psychologiczne bohaterów na długo pozostają w pamięci. Tym razem sięgnęłam po kolejny tom serii z komisarz Olgą Balicką. „Części zamienne”, bo o nich właśnie mowa, to już szósta część tego cyklu. Czy nadal trzyma poziom?

Olga pomimo przeżywania osobistej tragedii i żałoby decyduje się na powrót do pracy. Zbiega się to z serią niepokojących wydarzeń. Na oddziale położniczym lokalnego szpitala umiera młoda, ciężarna kobieta, a załamany mąż oskarża lekarza o zaniedbanie. Niedługo później lekarz ten zostaje znaleziony martwy w swoim domu. Jednocześnie dochodzi to dziwnej sytuacji na terenie zakładu medycyny sądowej. Okazuje się, że miało miejsce zbezczeszczenie zwłok, które bardzo przypomina działalność znanego przestępcy - „kolekcjonera kości”. Czy jednak na pewno jest on powiązany z tą sprawą?

„Części zamienne” to kolejna powieść autorki, która wywarła na mnie niemałe wrażenie. Tym razem porusza bardzo istotne, a jednocześnie delikatne tematy. Skupia się na tematyce żałoby i radzenia sobie ze stratą. Jest to widoczne nie tylko w zachowaniu komisarz Olgi Balickiej, ale także innych bohaterów występujących w tej powieści. Ukazane są różne oblicza przeżywania straty i sposoby radzenia sobie w takiej sytuacji.

Drugi równie istotny wątek, który w zasadzie jest tematem przewodnim tej książki, to etyka w ochronie zdrowia. Autorka zwraca uwagę na problem prawny związany z przerywaniem ciąży, a w konsekwencji bardzo trudne ludzkie wybory. W kwestii ludzkich wyborów i etycznego zachowania można by napisać o wiele więcej w kontekście tej powieści, jednak nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów. Niemniej pani Wolwowicz nie boi się wprowadzać postaci o wątpliwej moralności i ukazywać ich zamiary. Nie brakuje też makabrycznych elementów, jak chociażby fascynacja ludzkimi zwłokami czy bezczeszczenie ciał. Dzięki temu historia ma dość mroczny klimat i skłania do refleksji.

Autorka po raz kolejny udowadnia, że jak nikt potrafi budować napięcie i niepokój. Prowadzi czytelnika przez poszczególne elementy fabularnej układanki i kiedy myśli on, że już wszystko rozwiązał, akcja nagle zmienia tor. Do tego pani Wolwowicz ma umiejętność tworzenia wielowymiarowych postaci z rozbudowanymi portretami psychologicznymi, co wspaniale komponuje się w całości. To kolejna powieść autorki, którą przeczytałam w zasadzie "na jednym wdechu" i kolejna, która tak bardzo mnie wciągnęła. A zakończenie... cóż... jak zwykle pozostawiło mnie z wielkim znakiem zapytania, co dalej.

„Części zamienne” to genialny, trzymający w napięciu kryminał z intrygującymi postaciami i mrożącymi krew w żyłach fragmentami. Pełen zwrotów akcji, dylematów i zakrętów losu. Pozycja obowiązkowa dla fanów serii z Olgą Balicką. Mogą po nią sięgnąć także ci, którzy jeszcze nie znają tego cyklu, niemniej polecam rozpocząć przygodę od pierwszego tomu.

Katarzyna Wolwowicz to jedna z moich ulubionych współczesnych pisarek. Jej kryminały i thrillery to istny majstersztyk, a zwroty akcji i portrety psychologiczne bohaterów na długo pozostają w pamięci. Tym razem sięgnęłam po kolejny tom serii z komisarz Olgą Balicką. „Części zamienne”, bo o nich właśnie mowa, to już szósta część tego cyklu. Czy nadal trzyma poziom?

Olga...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Do cyklu Sekret Dziedzictwa Joanny Miszczuk wróciłam po ponad 10 latach. Wiem, że nie ma przypadków i te powieści miały ponownie trafić w moje ręce właśnie w tym czasie. Nadal jestem nimi zachwycona, chociaż odbieram je inaczej - dojrzalej, bardziej osobiście. Powróćmy zatem razem do tej wspaniałej historii zaczynając od pierwszego tomu, czyli „Matki, żony, czarownice”.

Pierwszy tom bestsellerowej sagi Sekret Dziedzictwa to opowieść o niezwykłej sile kobiet, które z pokolenia na pokolenie przekazują sobie dar – zarówno ten magiczny, jak i ten, który pozwala im przetrwać w świecie rządzonym przez mężczyzn.

Asia, czterdziestoletnia żona i matka, wiedzie spokojne życie, dopóki nagła zdrada męża nie burzy jej uporządkowanego świata. Wydaje się, że wszystko stracone, ale los otwiera przed nią nowe drzwi. Niespodziewanie odkrywa tajemniczą historię swojego rodu – sekrety kobiet, które przez wieki kochały, walczyły i nie pozwalały, by przeciwności losu odebrały im godność.

Punktem zwrotnym okazuje się odnaleziony testament Laverny – prababki Asi. Choć kryje się w nim nie tylko bogactwo materialne, jego wartość jest nieoceniona. To klucz do rodzinnej przeszłości, która zmienia wszystko.

Na Sekret Dziedzictwa trafiłam ponownie w bardzo podobnym punkcie mojego życia, jakiego doświadcza główna bohaterka. Zmiana życia o 180 stopni w każdym aspekcie, trudne wybory, mierzenie się z nową rzeczywistością, która nie zawsze jest jasna i kolorowa. Okazuje się, że potrzebowałam tej historii, jak powietrza. Jednym z głównych motywów powieści jest siła kobiet i ich zdolność do przetrwania w trudnych czasach. To odważne, niezależne i pełne pasji postacie, które mogą służyć za ponadczasowy wzór. To kobiety, dla których prawdziwa miłość jest wartością najwyższą. To kobiety, które niejednokrotnie muszą się mierzyć z niesprawiedliwością czasów, zasadami patriarchatu i podziałami społecznymi. Muszę tu nadmienić, że nie oznacza to powieści stricte feministycznej, gdzie mężczyźni są ukazani jedynie ze złej perspektywy. Napiszę tak - każdy dostaje swój opis wedle zasług. Co ciekawe, poruszony jest także wątek miłości do samego siebie.

Pismo Święte mówi: "Kochaj bliźniego swego jak siebie samego". dlaczego zawsze koncentrujemy się na bliźnim, a zapominamy o sobie?

Człowiek często nie zdaje sobie sprawy z tego, jak ważne jest dbanie o siebie. Jak ważny jest taki zdrowy egoizm. Niestety, nierzadko dowiaduje się tego bardzo późno, a odbudowywanie własnego ja nie jest wcale takie proste. Jeżeli również jesteście w podobnym momencie swojego życia, doświadczyłyście zranienia, Wasze zaufanie zostało zawiedzione, a poświęciłyście wiele dla drugiej osoby, koniecznie sięgnijcie po „Matki, żony, czarownice” Joanny Miszczuk. Mi pomogła wiele zrozumieć.

Wracając do samej fabuły. Autorka zgrabnie wplata tu postacie historyczne, jak chociaż Maria Kalergis. Sama przyznaje się, że nieco ubarwiła ich życiorysy, aby pasowały do fabuły, niemniej zrobiła to tak zgrabnie, że nie sposób mieć o to pretensje. Poza tym bardzo interesującym elementem są nawiązania do ludowych wierzeń czy procesów czarownic, jakie miały miejsce w średniowieczu. Nie mogłabym też nie wspomnieć o tym, że pojawia się wątek pewnej dziedziczonej, nadprzyrodzonej cechy, która odgrywa bardzo ważną rolę w całej historii.

Joanna Miszczuk ma lekkie pióro. Przystępny, niekiedy zabawny język sprawia, że książkę czyta się bardzo szybko i przyjemnie. Na początku można poczuć się trochę zdezorientowanym przez przeskoki pomiędzy bohaterkami i czasami, w jakich występują, jednak gwarantuję, że w ostateczności te puzzle ułożą się we wspaniałą historię. Narracja pozwala na głębsze poznanie i zrozumienie uczuć i myśli bohaterek. Nie brakuje także zwrotów akcji, które sprawiają, że powieść jest jeszcze bardziej intrygująca i wciągająca.

„Matki, żony, czarownice” Joanny Miszczuk to pierwszy tom cyklu Sekret Dziedzictwa. Historia niebanalna, wielopokoleniowa, zahaczająca o wydarzenia sprzed wieków. Z pewnością przypadnie do gustu miłośnikom sag rodzinnych, silnych kobiecych postaci, a także wątków historycznych. Poza tym jest to książka, która skłania do refleksji nad rolą kobiet, poczucia własnej wartości, a także o tym, jak przeszłość wpływa na naszą teraźniejszość. Polecam.

Do cyklu Sekret Dziedzictwa Joanny Miszczuk wróciłam po ponad 10 latach. Wiem, że nie ma przypadków i te powieści miały ponownie trafić w moje ręce właśnie w tym czasie. Nadal jestem nimi zachwycona, chociaż odbieram je inaczej - dojrzalej, bardziej osobiście. Powróćmy zatem razem do tej wspaniałej historii zaczynając od pierwszego tomu, czyli „Matki, żony,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Już jakiś czas temu miałam przyjemność otrzymać powieść „Humbug” od jej autora, czyli Wojciecha Kulawskiego. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Poprzednim tytułem z nieco innego gatunku, czyli „Między światami”, byłam oczarowana. A jak to jest w przypadku tej powieści?

Marzena Gibała to policjantka stołecznej policji. Wraz ze szkolną koleżanką Jadwigą Zając wyrusza na urlop na słoneczne Baleary. Na początku wakacje zapowiadają się idealnie, chociaż zachowanie Jadwigi budzi niepokój. Kobieta zdaje się ukrywać jakieś nieprzepracowane traumy. Na miejscu koleżanki spotykają dawną przyjaciółkę Marzeny - Iwonę Strychalską i jej narzeczonego, Benito Carrillo.

Beztroski wypoczynek zmienia się w koszmar, gdy podczas rejsu na Minorkę do słynnego klubu, czwórka znajomych wyławia z morza tajemniczych rozbitków. Następnego dnia Marzena budzi się sama na dryfującym jachcie, z pistoletem w dłoni, a rozglądając się, dostrzega pokład skąpany we krwi. Brakuje jednej kuli, a w Internecie pojawia się nagranie, na którym widać, jak kobieta morduje jednego z rozbitków.

Rozpoczyna się nie tylko szaleńcza ucieczka przed policją, ale także walka o odkrycie prawdy, która z czasem okazuje się bardziej skomplikowana, niż przypuszczała...

Styl Wojciecha Kulawskiego charakteryzuje się dynamizmem i umiejętnością budowania napięcia. Tym razem serwuje nam, czytelnikom, intrygę pełną zwrotów akcji i nieoczekiwanych sytuacji. Z biegiem fabuły wprowadza kolejne postacie, z których każda wnosi do historii coś nowego, a co ciekawe, ich prawdziwe intencje pozostają ukryte. Przyznaję, że na początku trochę trudno było mi się w tym połapać i nieco zgubiłam wątek, kto jest kim i jak się pojawił, jednak z czasem wszystko zaczęło układać się w logiczną całość. Poza tym autor wprowadza tutaj nutę humoru oraz pastisz romansu mafijnego, co dodaje powiewu świeżości w klasycznej strukturze powieści sensacyjno-kryminalnej.

Balearskie wyspy, które na ogół kojarzą się z wakacyjnym odpoczynkiem, tutaj stają się areną dość brutalnej gry, której stawka jest, dosłownie, śmiertelnie wysoka. Z jednej strony obserwujemy beztroskie życie pełne zabaw i imprez, a z drugiej rozwój przestępczego półświatka. Autor funduje nam dynamiczną akcję, nieoczekiwane zwroty wydarzeń i charyzmatyczne postacie.

Co do samych bohaterów, warto skupić się na Marzenie i Jadwidze. Marzena Gibała jest policjantką warszawskiej komendy. To postać dość skomplikowana, którą trudno zaszufladkować. Widać, że jest to osoba profesjonalna i doświadczona, a z drugiej strony ma liczne wady i słabości. Dzięki temu staje się bardziej ludzka i autentyczna. Co ciekawe, nie jest to typowa bohaterka powieści kryminalnych. Nie rozwiązuje zagadek z zimną krwią, a wręcz przeciwnie. Nierzadko postępuje desperacko i instynktownie.

Z kolei Jadwiga Zając, będąca szkolną koleżanką Marzeny, wydaje się być na początku mało znaczącą postacią, jednak wzbudza pewien niepokój i zaciekawienie. Z każdą kolejną stroną okazuje się jednak, że postać Jadwigi ma większe znaczenie, niż można było przypuszczać. Na pierwszy rzut oka to przeciętna kobieta. Sympatyczna, choć nieco wycofana, nieskora do zwierzeń, ale lojalna wobec przyjaciółki. Widać, że coś ją męczy od środka. Raz jest rozluźniona, pełna energii, gotowa na wakacyjne przygody, by za chwilę popadać w melancholię. Autor subtelnie sugeruje, że Jadwiga ma za sobą pewne traumatyczne wydarzenia, które nie zostały przez nią przepracowane. Z czasem okazuje się, że ta kobieta skrywa więcej tajemnic. Jadwiga jest bohaterką wielowymiarową, którą trudno określić. Do samego końca nie wiadomo, czy jest sojuszniczką, czy może kimś, kto dba wyłącznie o swój interes.

„Humbug” Wojciecha Kulawskiego to kryminał z wartką akcją, złożoną fabułą i ciekawymi postaciami. Pozycja idealna zarówno na wiosenny czas, jak i zbliżające się letnie podróże. Zwłaszcza, jeżeli wybieracie się właśnie na Baleary. Powieść spodoba się miłośnikom gatunku, a dla fanów twórczości autora jest to pozycja wręcz obowiązkowa.

Za egzemplarz dziękuję Autorowi

Już jakiś czas temu miałam przyjemność otrzymać powieść „Humbug” od jej autora, czyli Wojciecha Kulawskiego. Nie jest to moje pierwsze spotkanie z jego twórczością. Poprzednim tytułem z nieco innego gatunku, czyli „Między światami”, byłam oczarowana. A jak to jest w przypadku tej powieści?

Marzena Gibała to policjantka stołecznej policji. Wraz ze szkolną koleżanką Jadwigą...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Ostatnio dość często sięgam po powieści, w których ważne role odgrywają kobiety. Nic więc dziwnego, że kiedy trafiła mi się okazja poznać powieść „Ziemia kobiet”, chętnie zaczęłam ją czytać. Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu?

Gala Marlborough wraz z córkami, Kate i Adele, udaje się do małej i tajemniczej katalońskiej wioski. Kobieta zamierza jedynie spełnić ostatnią wolę nieznanej krewnej i jak najszybciej wrócić do swojego życia w Ameryce. Nie spodziewa się, że wizyta w La Mudze diametralnie zmieni jej świat. Przybycie Gali uruchomi misternie skonstruowany mechanizm, który odsłoni długo skrywane tajemnice i rodzinne kłamstwa...

„Ziemia kobiet” to przede wszystkim opowieść pełna emocji i rodzinnych tajemnic. Wraz z kolejnymi stronami razem z główną bohaterką odkrywamy jej własną tożsamość. Widzimy rozterki, żal, dylematy, refleksje nad obecnym życiem. Wszelkie blaski i cienie. To ciekawe, że z pozoru nic nieznaczące sytuacje okazują się być tymi przełomowymi. Gala doświadcza tego po przyjeździe do tajemniczej La Mugi - wioski tak bardzo odmiennej od znanego jej amerykańskiego zgiełku. To tu przychodzi jej się zmierzyć z przeszłością, poznać długo skrywane sekrety i próbować zrozumieć siebie na nowo. Niemałą rolę odgrywa w tym wszystkim miejscowa społeczność.

Autorka ukazuje tutaj portrety silnych, choć niepozbawionych słabości kobiet. To im przychodzi się mierzyć ze społecznymi oczekiwaniami. To one obnażają przed czytelnikiem swoje obawy, pragnienia i tajemnice. Relacje między nimi są często dynamiczne i pełne napięć, ale w ostateczności daje się zauważyć tę silną kobiecą solidarność. Nie mogą umknąć także różnice międzypokoleniowe i odmienne postrzeganie świata. Sandra Barneda porusza bardzo ważny wątek, jakim są relacje między matką, a córką. Widać tutaj dość wnikliwą analizę więzów rodzinnych, gdzie dostrzec można zarówno miłość i wsparcie, ale także różnego rodzaju konflikty, niespełnione oczekiwania i ukrywanie przeszłości. Gala pełni tutaj poniekąd podwójną rolę - jako córka i matka. Relacje zarówno ze swoją matką Julianne, jak i córką Kate są trudne. W obu jednak przypadkach głównym problemem jest brak porozumienia i odmienne postrzeganie rzeczywistości wynikające zarówno z różnic pokoleniowych, jak i niewiedzy dotyczącej istniejących rozterek. Do tego dochodzą nieprzepracowane traumy. Rozmowy często przeradzają się w kłótnie, ale wyjazd do La Mugi okazuje się zbawieniem w kwestii przewartościowania rodzinnych relacji.

„Ziemia kobiet” Sandry Barnedy to wzruszająca i pełna emocji powieść, która skłania do refleksji nad relacjami, tożsamością i tym, jak przeszłość wpływa na teraźniejszość. Nie jest to książka, przez którą czytelnik przebiega jak burza. Tutaj trzeba poświęcić nieco więcej czasu niż jeden wieczór. Muszę zaznaczyć, że historia, pomimo swojej dużej wartości, nie jest łatwa w odbiorze. Może się nawet nieco dłużyć i ja tego właśnie doświadczyłam w czasie lektury. Niemniej, warto. To powieść, która łączy w sobie elementy powieści obyczajowej, tajemnicy i feministycznego manifestu, a to wszystko na tle malowniczej katalońskiej prowincji.


Współpraca recenzencka z Wydawnictwem Świat Książki

Ostatnio dość często sięgam po powieści, w których ważne role odgrywają kobiety. Nic więc dziwnego, że kiedy trafiła mi się okazja poznać powieść „Ziemia kobiet”, chętnie zaczęłam ją czytać. Jakie są moje wrażenia po przeczytaniu?

Gala Marlborough wraz z córkami, Kate i Adele, udaje się do małej i tajemniczej katalońskiej wioski. Kobieta zamierza jedynie spełnić ostatnią...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Można by już powiedzieć, że dawno, dawno temu przeczytałam książkę Grahama Mastertona pt. „Zwierciadło piekieł”. Lubię od czasu do czasu sięgać po literaturę grozy, a ta powieść już od ładnych kilku lat czekała na swoją kolej na półce. Swoją drogą do jej zakupu skłoniło mnie obejrzenie horroru „Lustra” z 2008 roku w reżyserii Alexandre Aja, który uważam za jeden za najstraszniejszych filmów, jakie miałam okazję obejrzeć. Czy „Zwierciadło piekieł” jest historią w podobnym klimacie?

Hollywoodzki scenarzysta Martin Williams jest na skraju bankructwa. Kiedy trafia na stare lustro, nie waha się wydać na nie ostatnich pieniędzy. To nie jest zwykły przedmiot – należało do Boofulsa, dziecięcej gwiazdy lat trzydziestych, brutalnie zamordowanej przez własną babcię. Historia chłopca od dawna prześladuje Martina, ale mężczyzna nie wie jeszcze, że teraz stanie się częścią tej makabrycznej opowieści.

Lustro nie tylko odbija rzeczywistość – jest bramą do koszmaru. Było świadkiem zbrodni, ale też otworzyło przejście do świata, w którym ból i śmierć nie znają granic. Gdy w niewyjaśnionych okolicznościach znika wnuk gospodarza Martina, wszystko wskazuje na to, że zwierciadło znowu domaga się ofiary. Jeśli dziecko mogło w nie wejść… to co może się z niego wydostać?

Przyznaję bez bicia, że początek powieści zbytnio mnie nie wciągnął, a wręcz się dłużył. Niemniej, z każdą kolejną stroną historia stawała się coraz ciekawsza i coraz... mroczniejsza, by w ostateczności zmrozić krew w żyłach. Oto właśnie w tym gatunku chodzi. „Zwierciadło piekieł” to powieść grozy, która przenosi nas w mroczny świat hollywoodzkich tajemnic i nadprzyrodzonych zjawisk. Łączy w sobie elementy horroru i psychologicznego napięcia, dzięki czemu historia intryguje i przeraża jednocześnie.

Głównym bohaterem książki jest Martin Williams. To hollywoodzki scenarzysta, którego marzeniem jest stworzenie musicalu opartego na życiu Boofulsa - dziecięcej gwiazdy lat 30, brutalnie zamordowanej przez własną babcię. Nietrudno się domyślić, że niewiele osób chce się podjąć współpracy w tym przedsięwzięciu. Martin popada w pewnego rodzaju obsesję, która skłania go do zakupu lustra będącego świadkiem tragicznych wydarzeń z udziałem chłopca. Scenarzysta zmaga się nie tylko z problemami zawodowymi, ale i osobistymi. Powoli wkracza na granicę szaleństwa, a jego determinacja i ciekawość nie tylko go motywują, ale w ostateczności stają się początkiem upadku.

Graham Masterton ma swój oryginalny styl. Choć początek powieści czyta się dość mozolnie, z czasem akcja nabiera tempa, a fabuła staje się coraz bardziej wciągająca. Opisy są sugestywne, budują napięcie i niepokój, co jest jak najbardziej wskazane w tego typu literaturze. Autor porusza tutaj motyw lustra znany z „Alicji po drugiej stronie lustra” Lewisa Carrolla, dzięki czemu przemyca w horrorze pewną baśniowość i wymiar symboliczny. Dodatkowo warto się tutaj pochylić nad ciemną stroną hollywoodzkiego show-biznesu, zwłaszcza w kontekście dziecięcych aktorów.

„Zwierciadło piekieł” to powieść, która budzi niepokój i niczym magiczne lustro wciąga coraz bardziej w swoją fabułę. To książka, która mnie przestraszyła, a zatem zdecydowanie polecam ją miłośnikom literatury grozy. Moim zdaniem przypadnie do gustu czytelnikom, którzy cenią sobie mroczną atmosferę i psychologiczne napięcie. Na pewno jest to pozycja obowiązkowa dla fanów twórczości Grahama Mastertona.

Można by już powiedzieć, że dawno, dawno temu przeczytałam książkę Grahama Mastertona pt. „Zwierciadło piekieł”. Lubię od czasu do czasu sięgać po literaturę grozy, a ta powieść już od ładnych kilku lat czekała na swoją kolej na półce. Swoją drogą do jej zakupu skłoniło mnie obejrzenie horroru „Lustra” z 2008 roku w reżyserii Alexandre Aja, który uważam za jeden za...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Jesteście gotowi na nadejście wiosny? To bardzo dobrze. W końcu za nami jej pierwszy dzień. W związku z tym proponuję Wam przeczytać coś niecoś o powieści, która świetnie sprawdzi się jako przyjemna lektura na ten czas. Jest to „Perfumeria na rozstaju dróg” Magdaleny Witkiewicz, czyli pierwszy tom serii Mała Przytulna.

Mała Przytulna to pełne uroku wyjątkowe miasteczko. Tu czas płynie wolniej, a każdy zakątek skrywa jakąś opowieść. Pewnego dnia pojawia się tutaj Laura z córką Gabrysią. Zaburza to pewien porządek mieszkańców, którzy nie mają pojęcia, skąd przybywa nieznajoma i co ją sprowadza do miasteczka. Niebawem okazuje się, ze kobieta ma niesamowity dar do tworzenia zapachów, w których stara się ukoić swoją tęsknotę. Wie, że perfumy powinny być skomponowane indywidualnie, wszak to nie tylko aromat, ale i opowieść o człowieku. Subtelne emocje ukryte w esencji ziół, kwiatów i owoców.

Pewnego dnia Laura poznaje sąsiada, który zajmuje się fotografią. Okazuje się, że mają oni ze sobą coś wspólnego, a tajemnice nierozwiązanej przeszłości powoli pragną ujrzeć światło dzienne...

O tej książce słyszałam już jakiś czas temu, jednak dopiero niedawno postanowiłam ją przeczytać. Dzięki niej ponownie przeniosłam się na chwilę do urokliwego Paryża. Dzięki niej znowu poczułam, że historia zapisana na kartach powieści może wywołać ogromne emocje i pobudzać zmysły. Z jednej strony ściska za serce i wydusza łzy, a z drugiej jest pełna nadziei i perspektywy świetlanej przyszłości. W tym wszystkim nie należy zapominać o tytułowej perfumerii, która odgrywa kluczową rolę. Ciekawym dodatkiem są autentyczne opisy zapachów i kiedy warto po nie sięgać.

Magdalena Witkiewicz posługuje się prostym, ale jednocześnie pełnym wdzięku i subtelności językiem, co wspaniale komponuje się w kontekście motywu tworzenia zapachów. Jej opisy są plastyczne, dzięki czemu, jak wspomniałam wcześniej, czytając tę powieść ma się wrażenie, że pobudza zmysły. Poza tym nietrudno wyobrazić sobie atmosferę Małej Przytulnej, która jak sama nazwa wskazuje, gwarantuje komfort i spokój jej mieszkańcom.

Co do samych bohaterów, Laura to kobieta o niezwykłym darze komponowania zapachów, które potrafią odmienić życie innych ludzi. Jej życie z kolei nie było od początku usłane różami. Spotkało ją wiele przykrych sytuacji, nawet wówczas, gdy wydawało się, że wszystko jest na dobrej drodze. Mimo tych przeciwności kobieta zachowuje wiarę w ludzi i marzenia. Jej relacje są pełne ciepła, życzliwości i miłości. Widać to zwłaszcza w kontakcie z córką Gabrysią. Ta z kolei jest dziewczynką wyjątkową rezolutną, ciekawą, a w dodatku obdarzoną darem obserwowania świata w o wiele prostszej wersji, niż widzą go dorośli. Doprowadza to do wielu zabawnych sytuacji, choć z drugiej strony daje równie dużo do myślenia. Pozostając przy Gabrysi, warto tutaj wspomnieć, że autorka wprowadza wątek nauczania w chmurze, który odzwierciedla współczesne możliwości edukacyjne. Dziewczynka ma możliwość korzystania z takiej formy kształcenia pokazując czytelnikowi jej elastyczność, zalety, ale także wyzwania z tym związane.

Autorka kładzie też duży nacisk nie tylko na relacje między matką i córką, ale także na ogólne relacje międzyludzkie. Mieszkańcy Małej Przytulnej to społeczność pełna życzliwości i wsparcia. Wiele postaci, głównie tych drugoplanowych, dodaje koloru i świeżości całej historii. Pokazują, jak ważna jest wzajemna pomoc i że dobro zawsze wraca. Muszę jednak wspomnieć, że w powieści poruszony jest też wątek dokonywania trudnych miłosnych wyborów, gdzie nie przychodzą one łatwo, bo każde wyjście niesie za sobą przykre konsekwencje.

„Perfumeria na rozstaju dróg” Magdaleny Witkiewicz to pełna ciepła i nadziei powieść, która idealnie sprawdzi się w wiosennym zaczytaniu. To książka, którą polecam czytelnikom szukającym optymistycznych historii o ludzkich losach i sile marzeń. Spodoba się miłośnikom literatury obyczajowej, którzy cenią relacje międzyludzkie i celebrację codziennych chwil. Czytajcie i niech Was otulą zapachy stworzone w Perfumerii na rozstaju dróg.

Jesteście gotowi na nadejście wiosny? To bardzo dobrze. W końcu za nami jej pierwszy dzień. W związku z tym proponuję Wam przeczytać coś niecoś o powieści, która świetnie sprawdzi się jako przyjemna lektura na ten czas. Jest to „Perfumeria na rozstaju dróg” Magdaleny Witkiewicz, czyli pierwszy tom serii Mała Przytulna.

Mała Przytulna to pełne uroku wyjątkowe miasteczko. Tu...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

O Anecie Jadowskiej słyszałam już jakiś czas temu, ale do tej pory nie miałam okazji przeczytać żadnej jej książki. Wreszcie w moje ręce trafił egzemplarz "Tajemnicy domu Uklejów", czyli pierwszy tom serii Gracje z Ustki. Jak przebiegło moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki?

Nina Rawicz niespodziewanie otrzymuje w spadku dom. Pomimo wielu przeciwności postanawia się przeprowadzić. Kobieta planuje spędzić tam spokojne życie, gdzie będzie mogła poświęcić się pisaniu. Ledwie jednak przekracza próg posiadłości, a tam wszystko zaczyna jej się walić na głowę. Dosłownie i w przenośni. Wszelkiego rodzaju awarie, a do tego włamanie, zdemolowanie wnętrza i... zwłoki. Tak rozpoczyna się życie Niny w nowym domu.

Na domiar złego policja nie daje jej wiary w okoliczności zbrodni i Nina staje się główną podejrzaną. Zdaje się, że gorzej być już nie może. Tymczasem z pomocą przychodzą przyjaciółki - pisarki: Agata i Zuza. Kobiety postanawiają rozwiązać zagadkę morderstwa na własną rękę.

„Tajemnica domu Uklejów” to przede wszystkim komedia kryminalna. Z tym gatunkiem różnie u mnie bywa. Na ogół nie spełnia moich oczekiwań. W tym przypadku mam mieszane uczucia. Z jednej strony czytało mi się szybko i przyjemnie, a z drugiej nie była to historia, od której trudno się oderwać. Niemniej, odnoszę wrażenie, że to kwestia mojego braku przekonania do komedii kryminalnych. Trudno mnie rozbawić, a większość żartów w książkach zwyczajnie do mnie nie przemawia. Tutaj jest nieco lepiej. Nie ma wymuszonych zabawnych sytuacji, za to wykorzystany jest błyskotliwy humor. I to jest na plus.

Bardzo lubię powieści, w których ukazana jest silna, kobieca przyjaźń. I tutaj tego nie zabrakło. Tytułowe Gracje zawsze są gotowe nieść pomoc, choćby groziło im niebezpieczeństwo. A to zdaje się czyhać na każdym kroku. Do końca nie wiadomo, kto chce uprzykrzyć życie głównej bohaterce. Komuś za to na pewno zależy na tym, aby pozostawiła odziedziczony dom.

„Tajemnica domu Uklejów” to komedia kryminalna, która łączy w sobie tajemniczą zbrodnię, literaturę obyczajową i romans. Lekko zabawna, lekka w odbiorze, ale niezbyt porywająca. Gdybyście poszukiwali ot takiej powieści dla rozrywki na jesienny wieczór, może się okazać dobrym wyborem.

We współpracy z Zastrzyk Kultury by Arteria

O Anecie Jadowskiej słyszałam już jakiś czas temu, ale do tej pory nie miałam okazji przeczytać żadnej jej książki. Wreszcie w moje ręce trafił egzemplarz "Tajemnicy domu Uklejów", czyli pierwszy tom serii Gracje z Ustki. Jak przebiegło moje pierwsze spotkanie z twórczością autorki?

Nina Rawicz niespodziewanie otrzymuje w spadku dom. Pomimo wielu przeciwności postanawia...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Włochy to kraj, który kocham od lat. Trudno mi zatem przejść obojętnie obok książek, które nawiązują do tego miejsca. Chętnie sięgnęłam po zbiór opowiadań Gabrielli Contestabile „Italia. Opowieści o zachwycie”. Nie do końca tego się po nim spodziewałam, ale czy to oznacza, że ten tytuł nie jest wart uwagi?

Przede wszystkim nie są to stricte opowiadania o Włoszech. Stanowią one raczej tło do wydarzeń i wspomnień, które dotyczą bohaterów poszczególnych tekstów. To opowieści krótkie, ale bardzo treściwe. Pełne nostalgii, przemyśleń, rozterek. Co ciekawe, dotyczą również czasu pandemii i tego, w jaki sposób ten globalny kryzys wpłynął na poszczególne jednostki.

Znajdziemy tutaj 7 opowiadań, w których przenosimy się do kilku włoskich miast. Są to przykładowo: Wenecja, Florencja czy Rzym. Każdy z bohaterów dzieli się swoimi przemyśleniami, problemami, przemyśleniami. Każdy mierzy się z inną sytuacją życiową. Każdy nad czymś się zastanawia. Dosięga ich miłość, niekoniecznie szczęśliwa. Walczą z przeszłością, niekoniecznie jasną. W tym wszystkim tło stanowi piękny klimat Italii z wszelkimi szczegółami. Autorka pisze w taki sposób, że czytelnik jest w stanie wyczuć te wyjątkowe włoskie smaki, zapachy, a przy tym czuje się, jakby siedział obok bohaterów i był ich słuchaczem.

Przyznaję, że te opowiadania nie dostarczają być może radości i nie należą do najweselszych. Niemniej, mają w sobie coś, co zachwyca. Coś, co sprawia, że przy tej całej nostalgii wyczuwa się piękno. Być może to za sprawą tła, jakie daje Italia, a być może talent autorki do pisania.

„Italia. Opowieści o zachwycie” Gabrielli Contestabile to zbiór opowiadań, które polecam każdemu, kto lubi głębsze treści pełne przemyśleń i rozterek. To też bardzo dobra pozycja dla miłośników krótkiej formy. Zachęcam do sięgnięcia po nią zwłaszcza teraz, latem, gdy Włochy stają się wakacyjną destynacją dla wielu osób.

We współpracy z Wydawnictwem Literackim

Włochy to kraj, który kocham od lat. Trudno mi zatem przejść obojętnie obok książek, które nawiązują do tego miejsca. Chętnie sięgnęłam po zbiór opowiadań Gabrielli Contestabile „Italia. Opowieści o zachwycie”. Nie do końca tego się po nim spodziewałam, ale czy to oznacza, że ten tytuł nie jest wart uwagi?

Przede wszystkim nie są to stricte opowiadania o Włoszech. Stanowią...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Wiecie, że uwielbiam kryminały Katarzyny Wolwowicz. To dla mnie jedne z najbardziej wciągających powieści, jakie miałam okazję przeczytać. Uwielbiam te aspekty psychologiczne i zwroty akcji. Nadszedł czas, by po raz kolejny dać się wciągnąć w przygody komisarz Olgi Balickiej. Czy „Bursa” nadal trzyma poziom?

Na terenie starej bursy zostają znalezione zwłoki kobiety. Brak jej rzeczy osobistych, brak ubrań, a obok jedynie różaniec. Niedaleko miejsca zbrodni znika nastoletni Tomasz, jednak jego rodzice nie spieszą się ze zgłoszeniem zaginięcia chłopaka. Ojciec zdaje się coś ukrywać i sam plątać w zeznaniach, a matce brakuje chęci do życia. Odkrycie prawdy może być bardzo trudne, bo jedynym potencjalnym świadkiem okazuje się autystyczny chłopiec...

Tymczasem wychodzi na to, że bursa kryje więcej tajemnic. To tutaj niedawno odkryto trzy szkielety, jednak sprawa zostaje uznana za przedawnioną. Być może komuś bardzo zależy, by nikt nie dowiedział się, co tak naprawdę wydarzyło się w tym miejscu.

Z kolei na komendzie zachodzi wiele zmian. Olga rozpoczyna nowe śledztwo, w którym nie braknie tajemniczych zdarzeń i zjawisk wymykających się racjonalnemu myśleniu. Czy uda jej się zgrać z nowym zespołem? Czy Kornel po odejściu z policji będzie w stanie jej pomóc i zapewnić ochronę?

„Bursa” okazała się jedną z najlepszych części serii o Oldze Balickiej. Znów spotykamy naszych ulubionych bohaterów, znów spędzamy z nimi czas na komendzie, ale tym razem jest nieco mroczniej. Tym razem w grę wchodzą zjawiska, które trudno wyjaśnić. Tutaj trudno ocenić, czy można zaufać podpowiedziom pochodzącym z podejrzanego źródła. To coś nowego. Coś, czego wcześniej nie było w tej serii, a co bardzo ją wzbogaciło i można powiedzieć, orzeźwiło. Niewątpliwie pozostawia też wiele pytań.

Pani Wolwowicz ponownie wodzi czytelnika za nos. Funduje nieoczekiwane zwroty akcji. Wplata wydarzenia, które zbijają z tropu. A zakończenie, jak wiadomo, zaskakujące. Do tego nie braknie aspektów psychologicznych, co bardzo lubię.

Po raz kolejny polecam całą serię o komisarz Oldze Balickiej. Zdradzę też, bo jestem już po przeczytaniu kolejnej części, że będzie tylko ciekawiej. Jeżeli lubicie kryminały, zdecydowanie zachęcam do sięgnięcia po te książki.

Wiecie, że uwielbiam kryminały Katarzyny Wolwowicz. To dla mnie jedne z najbardziej wciągających powieści, jakie miałam okazję przeczytać. Uwielbiam te aspekty psychologiczne i zwroty akcji. Nadszedł czas, by po raz kolejny dać się wciągnąć w przygody komisarz Olgi Balickiej. Czy „Bursa” nadal trzyma poziom?

Na terenie starej bursy zostają znalezione zwłoki kobiety. Brak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Olgę Kuczyńską obserwuję już od wielu lat. Uwielbiam sposób, w jaki dzieli się swoją pasją do latania, podróży. Jej fascynacja kulturą Indii sprawia, że aż samemu chce się tam pojechać – mimo że ja akurat bardzo sceptycznie podchodziłam do tej pory do podróży w tamte rejony. Pierwszą książkę Olgi przeczytałam już dawno temu, ale do teraz pamiętam, jakie zrobiła na mnie wrażenie. Jest to ogromny zbiór motywacji. Tym razem miałam okazję poznać dalsze losy oraz kulisy przyjaźni z niesamowitą dziewczyną.

W najnowszej książce mamy okazję nie tylko zgłębić tajniki pracy personelu pokładowego samolotu, ale także początki niezwykłej przyjaźni dwóch kobiet z, można powiedzieć, różnych światów. Ponadto poznajemy kulisty nieoczekiwanej miłości rodem z Bollywood. A w tym wszystkim życie w obliczu wszechobecnej pandemii. Całość dopełniają przepiękne fotografie.

Tę książkę pochłonęłam w zasadzie na jeden raz. Po prostu nie da się od niej oderwać. Czyta się niczym genialną beletrystykę, a to przecież w zasadzie część biografii. To kolejny przykład potwierdzający, że życie pisze najlepsze scenariusze. Historia jest sama w sobie niesamowita i pozostawia pytanie, czy rzeczywiście wszystko jest dziełem przypadku, czy też podświadomie dokonujemy pewnych wyborów, które doprowadzają nas do takiego, a nie innego punktu. Ponadto czytając tę książkę można dojść do wniosku, że nie ma takiego problemu, którego nie da się jakoś rozwiązać. Nie ma takiej sytuacji, z której nie ma wyjścia. Wszystko zależy od podejścia i determinacji.

Tak wracając do tego, o czym pisałam na wstępie. Nigdy, ale to nigdy nie ciągnęło mnie do Indii. Różne filmy, reportaże, zdjęcia i opowiadania znajomych tylko mnie utwierdzały w tym, że nie chcę tam jechać. Sama siebie zaskoczyłam, kiedy doszłam do wniosku, że Olga tak opowiedziała swoją historię, że jednak jestem bardzo ciekawa tego dalekiego kraju. Tak bogatego w swoją kulturę. Oczywiście, nie zapominam o tym, co cały czas mnie zniechęcało, ale bardzo intrygują mnie takie Indie, jakie przedstawia nam autorka.

Jeżeli lubicie książki biograficzne, o podróżach, o niesłychanych historiach, które wydarzyły się naprawdę, to ta pozycja jest zdecydowanie dla Was. Niekoniecznie musicie wcześniej przeczytać poprzednią książkę Olgi, ale na pewno będzie Wam łatwiej połączyć pewne fakty. „Życie stewardesy. Historia pewnej przyjaźni” to jeden z najlepszych tytułów, po jakie sięgnęłam w tym roku. A Was zachęcam nie tylko do czytania, ale też do obserwowania Olgi na social mediach, jak i oglądania jej kanału na Youtubie.

Olgę Kuczyńską obserwuję już od wielu lat. Uwielbiam sposób, w jaki dzieli się swoją pasją do latania, podróży. Jej fascynacja kulturą Indii sprawia, że aż samemu chce się tam pojechać – mimo że ja akurat bardzo sceptycznie podchodziłam do tej pory do podróży w tamte rejony. Pierwszą książkę Olgi przeczytałam już dawno temu, ale do teraz pamiętam, jakie zrobiła na mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Adrian Bednarek to moje literackie odkrycie zeszłego roku. Przepadam za serią o Kubie Sobańskim i równie mocno polubiłam serię o Stelli Skalskiej. Oprócz tego „Ona” okazała się najlepszą książką, a w zasadzie audiobookiem, przesłuchanym w lutym 2023. Wreszcie zabrałam się za napisanie kilku słów na temat „Domu Straussów”, czyli slashera z krwi i kości – dosłownie i w przenośni.

Kilkoro przyjaciół wyjeżdża na wakacyjny wypad na Mazury. Adam proponuje, aby cała grupa zrobiła sobie przerwę od wirtualnego świata i schowała swoje telefony do sejfu. W pewnym momencie między uczestnikami wycieczki dochodzi do kłótni i każda para postanawia spędzić czas osobno. Jedyna singielka w grupie, Krysia, poznaje przystojnego Filipa, którego postanawia zaprosić do siebie. Niedługo okazuje się, że jedna para od wielu godzin nie wraca ze spaceru. Filip, jako że zna okolicę, bo mieszka w domu po drugiej stronie lasu, postanawia pomóc w poszukiwaniach. Grupa przyjaciół nie ma jednak pojęcia, że chłopak dobrze wie, co stało się z zaginioną parą i że zrobi wszystko, by nie zostali odnalezieni.

Co tak naprawdę dzieje się na malowniczych Mazurach? Czy pozostałej ekipie również grozi niebezpieczeństwo?

Slasher kojarzy mi się z filmami, takimi jak „Teksańska masakra piłą mechaniczną” czy „Piątek, trzynastego”. Nie wszyscy lubią ten gatunek, bo fabuła jest na ogół dość przewidywalna, a tak naprawdę chodzi o fruwające wnętrzności i brutalność tego głównego czarnego charakteru. Do tego dochodzą infantylne zachowania grupy przyjaciół – bo praktycznie za każdym razem akcja dotyczy jakiejś ekipy, która przyjeżdża na totalne odludzie i podejmuje nierozważne kroki. Podobnie jest w „Domu Straussów” z tą różnicą, że tutaj nie wszystko jest takie oczywiste, a fabuła lubi zaskakiwać.

Miałam przyjemność przesłuchać audiobooka w wykonaniu Mikołaja Bańdo i bardzo polecam właśnie tę formę powieści. Ten głos robi przysłowiową robotę, a jeżeli będziecie słuchać tego w letni wieczór lub nawet nocą, emocje gwarantowane. Długo nie mogłam przejść do porządku dziennego po przesłuchaniu tej historii. Jest niebezpiecznie, jest przerażająco, jest dreszczyk, a przy tym wszystkim nie da się nie wyczuwać tego dusznego, gęstego klimatu. Na samo wspomnienie o tej powieści mam przed oczami wyobrażenie jednego z „bohaterów” i nie jest to nic przyjemnego. Jednak muszę tu przyznać, że wywołanie takich wrażeń w czytelniku to nie lada wyzwanie, a panu Bednarkowi to się udało.

Co do samych bohaterów, jakoś niespecjalnie ich polubiłam. Niemniej, postać Jadzi jest godna uwagi. Nie mogę zdradzić, dlaczego, jednak uważam, że to najciekawsza bohaterka całej historii. Zdecydowanie budzi mieszane emocje. Trudno ją ocenić przez pryzmat wszystkich wydarzeń. Pozostaje zatem w sferze refleksji.

„Dom Straussów” polecam zwłaszcza latem. Dla miłośników slasherów – pozycja wręcz obowiązkowa. Nie dla czytelników o słabych nerwach ze względu na wiele drastycznych scen. Ja tę książkę/audiobooka wręcz pokochałam, choć jak napisałam wyżej, samo wspomnienie niektórych fragmentów do teraz mnie niepokoi.

We współpracy z Audioteką

Adrian Bednarek to moje literackie odkrycie zeszłego roku. Przepadam za serią o Kubie Sobańskim i równie mocno polubiłam serię o Stelli Skalskiej. Oprócz tego „Ona” okazała się najlepszą książką, a w zasadzie audiobookiem, przesłuchanym w lutym 2023. Wreszcie zabrałam się za napisanie kilku słów na temat „Domu Straussów”, czyli slashera z krwi i kości – dosłownie i w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Z racji mojego zawodu zawsze chętnie sięgam po książki, w których przewija się motyw ziołolecznictwa. Jakże zatem miałabym nie przeczytać pierwszego tomu sagi rodu Tyszkowskich Magdy Skubisz, czyli „Aptekarki”? To byłoby po prostu niemożliwe.

Katja jest młodą zielarką. Jej zdolności są doceniane w całej okolicy, a może i całej Galicji. Kobieta kocha rośliny i nie w głowie jej żadne romanse. Tym bardziej, że nie należy do zamożnych osób. Mieszkając na pańskich dworach raczej jako służąca, musi cierpieć uszczypliwe i niesprawiedliwe uwagi zarówno ze strony możnowładców, jak i miejscowego lekarza. Na domiar złego Katja nie jest kobietą, która zawsze siedzi potulnie. Jedynie czasami uda jej się ugryźć w język, zanim powie coś niestosownego. Pewien przypadek sprawia, że musi się opiekować Antonim – przystojnym, bogatym szlachcicem. Jest to człowiek, który wyjątkowo działa na nerwy zielarki. On z kolei nie stroni od niewybrednych uwag, a jego zachowanie pozostawia wiele do życzenia. Ale, jak to mówią, kto się lubi, ten się czubi. Czy tutaj to przysłowie ma swoje zastosowanie?

„Aptekarka” jest powieścią, która jednocześnie niesie ze sobą wiele humoru i opływa we fragmenty, w którym ludzka podłość nie zna granic. Czasami aż trudno było znieść tą ogromną pogardę, z jaką traktowano Katię. Z drugiej strony ma to sens. Dzięki temu czytelnik ma szansę dostrzec różnice społeczne, które w żaden sposób nie odzwierciedlają kultury. Wyraźnie widać, że większość spośród bogatych przedstawicieli nic sobą nie reprezentuje. Wyraźnie widać, że wyższa klasa społeczna i wysoki status majątkowy nie mają nic wspólnego z dobrym wychowaniem i szacunkiem. Momentami byłam wręcz załamana tym, jakie obelgi lecą w kierunku głównej bohaterki, a szanownego pana Antoniego szczerze nienawidziłam. Nie zmienia to jednak faktu, że jest to postać intrygująca, a jego zachowanie zdaje się być wynikiem pewnego systemu obronnego, jaki w sobie wykształcił.

Co do bohaterów, na największą uwagę zasługuje tutaj Katja. I to nie tylko ze względu, że to wokół niej krąży cała fabuła. Jest to silna, pewna swego kobieta, która mimo młodego wieku wie, czego chce. Została wychowana w duchu feminizmu, co jak na realia XIX wieku było czymś niezwykłym. Jest to bohaterka, której należy się pochwała za odwagę, za determinację i mądrość, jakimi kieruje się w życiu. Uwielbiam jej pełne iskier i ostre niczym żyleta riposty, którymi częstuje Antoniego. Choć, jak wcześniej wspomniałam, niejednokrotnie musiała gryźć się w język.

Uwielbiam tę powieść także za historię i pełen przekrój informacji na temat leczniczych właściwości wielu ziół. Co do historii, autorka skupia się na prawdziwym rodzie Tyszkowskich, który zamieszkiwał tereny Podkarpacia. Myślę, że niejeden czytelnik skusi się dzięki temu do odwiedzin tego rejonu.

„Aptekarka” to wspaniała powieść, którą polecam każdemu, kto lubi ciekawe historie nawiązujące do dawnych czasów i podziałów społecznych. To także opowieść o sile kobiecego charakteru, próby postawienia na swoim pomimo wielu przeciwności jak i trudnych relacjach, w których dosłownie aż iskrzy.

Z racji mojego zawodu zawsze chętnie sięgam po książki, w których przewija się motyw ziołolecznictwa. Jakże zatem miałabym nie przeczytać pierwszego tomu sagi rodu Tyszkowskich Magdy Skubisz, czyli „Aptekarki”? To byłoby po prostu niemożliwe.

Katja jest młodą zielarką. Jej zdolności są doceniane w całej okolicy, a może i całej Galicji. Kobieta kocha rośliny i nie w głowie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to