Inny, czyli jaki?

Malwina
11.03.2014
Okładka książki W domu innego Rhidian Brook Patronat LC
Średnia ocen:
6,8 / 10
299 ocen
Czytelnicy: 1006 Opinie: 70

Dobry Niemiec to martwy Niemiec – te słowa, które padają na pierwszych stronach „W domu innego” w dużej mierze oddają emocje, którymi po II wojnie światowej cały świat darzył Niemców. Powieść Brytyjczyka Rhidiana Brooka, skonstruowana jak gotowy scenariusz filmowy, do tych właśnie emocji sięga. Bazująca na faktach z życia dziadka autora, książka uświadamia, jak złożone i trudne były relacje między zwyciężonymi a zwycięzcami.

Lewis Morgan, brytyjski pułkownik i jego żona Rachael, przybywają do Hamburga, którego odbudowę ma nadzorować. Towarzyszy im syn, Edmund. Rodzina zamieszkuje w pięknym domu, domu „innego” - Niemca, Stefana Luberta. Owdowiały architekt i jego nastoletnia córka, Frieda. przygotowani są na przymusową wyprowadzkę ze swojej luksusowej willi, przepełnionej dziełami sztuki. Tymczasem Lewis proponuje im, aby mieszkali – Lubertowie na górze posiadłości, Morganowie na dole. Niechętni takiej decyzji są żona i syn Morgana, którzy ulegli alianckiej propagandzie z broszurki „Wyjazd do Niemiec” nakazującej bezwzględnie: nie bratać się z Niemcami. Również zbuntowana Frieda, oskarżająca aliantów o śmierć matki, która zginęła w burzy ogniowej, nie akceptuje wspólnego mieszkania pod jednym dachem z, jak uważa, wrogami. Strata jest wyznacznikiem wzajemnych uprzedzeń – Rachael w wojnie utraciła starszego syna i to odbija się na jej stosunku do Luberta. Lubert tymczasem jest pogodzony z losem, akceptuje to, że przegrani muszą się poddać woli zwycięzców. Nie ocenia przybyłych do jego domu Anglików, jest otwarty, chce się zaprzyjaźnić. Jest jeszcze w tym wszystkim Edmund, który jako dwunastolatek najbardziej podatny jest na wszelkie wpływy – jego stosunek do Niemców są w stanie zmienić nawet takie drobiazgi, jak to, że kraj ten wydał na świat utalentowanych kompozytorów i stworzył takie samochody jak mercedes.

Tłem dla opowieści o dwóch rodzinach są losy „maluczkich”: wychudzonych dzieciaków żebrzących na zagruzowanych ulicach o papierosy, na których mogą zarobić trochę pieniędzy i planujących wymierzanie sprawiedliwości na własną rękę. Jest w nich ogromny żal do okupantów, którzy nie robią nic, by dać im szansę na normalne życie, zajmując się jedynie denazyfikacją i weryfikacją „czystości” obywateli niemieckich. Z drugiej strony, jest też w książce miejsce na przedstawienie stosunku aliantów do okupowanych i do Moskwy, której z niechęcią muszą się podporządkowywać.

Pomysłem Brooka na powieść było doprowadzenie do konfrontacji okupantów z przegranymi. I pokazanie, że kiedy do głosu dochodzą najzwyczajniejsze w świecie ludzkie emocje, takie jak współczucie, zauroczenie, miłość, na bok odchodzą uprzedzenia. Bohaterowie Brooka spojrzą na siebie z innej perspektywy, perspektywy, w której narodowość przestaje mieć znaczenie. Liczy się człowiek. Tematem książki jest stosunek do Niemców, jednak istotą jest stosunek do inności w ogóle. Czy jesteśmy w stanie wyzbyć się zakorzenionej w nas niechęci, czy umiemy nie ulegać wpływom? Jednoznaczna ocena ze względu na przynależność ludzi do konkretnej grupy jest najłatwiejsza. Ale czy słuszna?

Brook ustrzegł się popadnięcia w banał i swojej powieści nie ubrał w kostium romansu, a jedynie wplótł do niej wątek miłosny. Autor posiłkuje się uczuciem, by zrealizować swoje główne zamierzenie – pokazać, że „inny” nie musi być wcale zły. „W domu innego” ciekawie mówi o uczciwości, przy czym ta wcale nie oznacza, że ktoś jest kryształowo czysty. Postaci książki wbrew początkowemu osądowi nie są czarno – białe.

Książka Brooka jest jak układanka: kolejne wątki się łączą, żaden nie jest zbędny, a całość jest spójna i podporządkowana jednej myśli. Nie ma tu scen przydługich, rozwlekłych i nic nie wnoszących do fabuły. Zdyscyplinowanie, to słowo narzuca się gdy myśli się o pisarstwie Rhidiana Brooka. Takie smaczki jak domek dla lalek w pokoju Edmunda, w którym roszady wśród lalek są metaforą relacji panujących w willi Luberta, czy klamra spinająca początek i koniec powieści, umacniają w przekonaniu, że „W domu innego” to także powieść niezwykle przemyślana.

„W domu innego” pisane było równolegle jako scenariusz filmu. Po pierwszych stronach powieści uwierzono, że to materiał na film. Konstrukcja samej książki też jest filmowa, począwszy od pierwszej do ostatniej sceny, które nietrudno wyobrazić sobie na wielkim ekranie. Dużo tu symboliki, metafor, niedopowiedzeń i detali, które mogą kapitalnie sprawdzić się w filmie. Pozostaje mieć nadzieję, że jego przyszli twórcy (prawa do ekranizacji kupił Ridley Scott) dobrze ten potencjał powieści wykorzystają.

Malwina Sławińska

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd