Reklama

Więcej niż liga

michal3
04.11.2019

Arsenal FC właśnie strzelił trzeciego gola Aston Villi. Jeszcze kilka minut temu przegrywał 1:2, ale dzięki bramkom Chambersa i Aubameyanga wygrywa i najprawdopodobniej zakończy mecz z korzystnym dla siebie wynikiem. W tym samym czasie Liverpool FC odnosi szóste z rzędu ligowe zwycięstwo w tym sezonie. Po każdym przeciwniku przejeżdża się niczym walec. Nikt nie ma prawa zatrzymać ofensywnego tercetu drużyny Kloppa: Salaha, Mane i Firmino.

Nie wyobrażam sobie, abym podczas pisania jakiejkolwiek recenzji nie oglądał (lub słuchał) spotkania angielskiej Premier League. Mecze akurat lecą w weekendy, o różnych godzinach, prawie co kolejkę można zobaczyć jakiś hit – o mistrza walczy sześć topowych drużyn, a nie cztery, jak jeszcze kilka lat temu. I w sumie – kto wie? Może niedługo będziemy mówić o Top 8 lub Top 10 – liga angielska jest coraz bogatsza, a przez to rywalizacja jest z każdym rokiem coraz bardziej zacięta. O czym każdy fan piłki nożnej wie.

Joshua Robinson i Jonathan Clegg w książce „Klub” przybliżają nam, co takiego się wydarzyło, że angielska Premier League stała się tak bogata, prestiżowa i zacięta. Z charakterystyczną dla dziennikarzy wnikliwością zagłębiają się w każdy – nawet najdrobniejszy – szczegół rozmów, decyzji czy efekt z pozoru niezwiązanych z piłką nożną wydarzeń. Dzięki temu nawet kompletny laik jest w stanie spojrzeć na futbol nie tylko jak na dwudziestu dwóch facetów biegających za piłką, ale jak na wypasiony produkt, który przede wszystkim ma dostarczyć rozrywki milionom widzów na całym świecie. Bo tym się liga angielska stała. Coraz mniej w tym chodzi o piłkę nożną, a coraz bardziej o generowanie zysku i przeistaczanie przestarzałych klubów w nowoczesne i działające całą dobę przedsiębiorstwa.

Jak zwykle wszystko zaczęło się od grupy ludzi z wizją. Ludzi, którzy dostrzegli okazję do zrobienia czegoś unikatowego i… ryzykownego. W końcu w latach 90. XX wieku nikt nie podejrzewał, że na piłce nożnej można zarabiać. Wydawało się, że jest to worek bez dna, w który nie warto inwestować. Piłkarze bywają inwestycją o małej stopie zwrotu. Transfery na miarę Cristiano Ronaldo czy Edena Hazarda nie zdarzają się często, a tak między Bogiem a prawdą to wątpię, aby piłkarze tej klasy przeszli do Anglii przed wszystkimi zmianami gwarantującymi jej aktualną wielkość.

Nie chcę zdradzać zbyt wielu szczegółów, gdyż zbyt wielką frajdą jest czytanie „Klubu” i zobaczenie, jak wszystkie zmiany wyglądały od zaplecza. Warto wiedzieć, że efekty podjętych decyzji zostały szybko zaobserwowane na całym świecie. To nie jest tak, że liga angielska miała szczęście, bo trafili się jej bogaci sponsorzy. Odwrotnie – sponsorzy z całego świata zobaczyli niewyobrażalny potencjał m.in. w zyskach. Kasa, którą kluby zarabiają, rośnie zaskakująco szybko: bilety są coraz droższe, nowe stadiony przewidują wiele miejsc dla restauratorów, a klubowe telewizje i szkółki otwierane na całym świecie zapewniają ciągły dopływ żądnych gadżetów kibiców.

Tylko zbyt duża liczba zalet też może być wadą. Globalizacja powoduje oderwanie się klubów od swych lokalnych korzeni. Kibice, którzy byli od lat z zespołem na dobre i na złe, nie chodzą na mecze, gdyż ich po prostu na to nie stać lub – co gorsza – przestali identyfikować się z grającymi w pierwszym zespole kosztem wychowanków i wartymi wiele milionów gwiazdami. W piłce nożnej nie zawsze chodzi o zwycięstwo i piękną grę. Czasem nawet i czwarte miejsce może być traktowane jak trofeum.

„Klub” to pozycja obowiązkowa dla każdego fana Premier League, ale myślę, że żaden fan piłki kopanej nie poczuje się zawiedziony. Książka jest napisana z pomysłem, fachowo i niezwykle przystępnym językiem. Ponadto zdradza tajemnice gabinetów, opisuje nieznane wcześniej epizody, a także pokazuje, ile znaczy odwaga i determinacja. Nic tylko czytać.

Michał Wnuk

Kup książkę

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
zgłoś błąd