Nie takie idealne amerykańskie przedmieścia. Rozmawiamy z autorką książki „Bardzo długie popołudnie“

Ewa Cieślik
07.06.2021

Co takiego jest w amerykańskich przedmieściach z lat 50. i 60., że przyprawiają nas o ciarki na plecach? Zdaniem Ingi Vesper chodzi o fałszywy obraz rzeczywistości. Czujemy, że za olśniewającym uśmiechem prowadzących idealne domy kobiet czai się coś bardzo niedobrego... Właśnie o tym jest debiutancka powieść autorki, zatytułowana „Bardzo długie popołudnie”. Z Ingą Vesper rozmawiamy o tworzeniu literackiej fikcji, budowaniu postaci oraz tym, co o naszych pragnieniach i marzeniach mogą zdradzić katalogi wysyłkowe. 

Nie takie idealne amerykańskie przedmieścia. Rozmawiamy z autorką książki „Bardzo długie popołudnie“

[Opis wydawcy] Znakomity kryminał o tym, jak American dream zamienia się w koszmar.

Wczoraj pocałowałam męża po raz ostatni…

Jest lato 1959 roku, kalifornijskie słońce wypala wypielęgnowane trawniki przed domami w Sunnylakes. Pewnego bardzo długiego popołudnia w tej sielskiej atmosferze przedmieścia znika Joyce Haney. Tego samego dnia Ruby Wright udaje się do pracy, spodziewając się, że czeka tam na nią to, co zawsze: obowiązki domowe, których nie cierpi, obolałe stawy, pogarda ze strony białych pracodawców… a także światełko w mroku codzienności: życzliwość Joyce. Zamiast tego znajduje dwójkę przerażonych dzieci i plamę krwi na podłodze w kuchni. Po pani domu nie ma śladu.

Do sprawy zostaje przydzielony detektyw Mick Blanke, który niedawno trafił do Sunnylakes z Nowego Jorku i szybko odkrywa, że klucz do zagadki znajduje się w rękach Ruby, nikt bowiem tak dobrze jak ona nie zna tajemnic kryjących się za wykrochmalonymi, idealnie gładkimi zasłonami.

Tyle że czarnoskórych pomocy domowych na amerykańskim Południu nie prosi się o pomoc w śledztwie. Ich o nic się nie prosi…

Ewa Cieślik: „Bardzo długie popołudnie” to twoja debiutancka powieść. Jak doszło do tego, że zaczęłaś tworzyć beletrystykę?

Inga Vesper: Pierwsze szlify zdobywałam jako dziennikarka – nadal zresztą pracuję w tym zawodzie – i zawsze lubiłam pisać, chciałam właśnie na tym oprzeć moją karierę. Ale przez długi czas bałam się pisać beletrystykę – bo do niej trzeba wszystko wymyślać. Trochę zajęło mi zebranie odwagi, by zaangażować się w tworzenie fikcji literackiej… i jeszcze więcej odwagi, by podzielić się moim pisaniem z innymi.

Trudno było znaleźć wydawcę?

Tak i nie. Najtrudniejszą rzeczą było napisanie książki, która byłaby wystarczająco dobra, bym mogła zdobyć agenta literackiego. „Bardzo długie popołudnie” to moja szósta książka, ale pierwsza, która została opublikowana. Zanim znalazłam Gilesa Milburna, mojego agenta, otrzymałam około 60 odmów. Dążenie do tego, by wydać książkę, wymaga dużo wytrwałości i pewności siebie. Czasami może to być naprawdę wyczerpujące.

Kiedy rozpoczęliśmy współpracę z Gilesem, popracowaliśmy jeszcze trochę nad „Bardzo długim popołudniem” i przekazaliśmy ją wydawcom. Potem wszystko wydarzyło się bardzo szybko, a finalnie umowę z Bonnier UK, moim brytyjskim wydawcą, podpisałam w styczniu 2020 roku.

Jak już wspomnieliśmy, jesteś nie tylko pisarką, lecz także dziennikarką. Masz tytuł magistra inżyniera w zarządzania zmianami klimatycznymi, specjalizujesz się w dziennikarstwie naukowym. Czy pisanie beletrystyki jest dla ciebie rodzajem ucieczki od codziennej pracy?

Zdecydowanie. W mojej pracy często stykam się z prawdziwymi historiami, które nigdy się nie mają końca lub nigdy nie kończą się satysfakcjonująco. W życiu tak już jest – wiele spraw pozostaje niezgłoszonych, nierozwiązanych. Często snułam ciąg dalszy tych historii w mojej głowie, myśląc „a co jeśli…?” Pisanie beletrystyki było sposobem na rozwinięcie tych pomysłów.

Poza tym ​​bardzo lubię bawić się komunikacją jako taką. W swoim życiu napisałam setki wywiadów i bardzo interesuje mnie to, jak różnie ludzie się wyrażają, co mówią, czego nie mówią. W dziennikarstwie czy pracy reporterskiej zajmujesz się faktami, ale w fikcji można wykorzystać swoje obserwacje do budowania postaci, wprowadzania intryg. Przynosi mi to mnóstwo radości.

Olśniewający debiut. Opisuje świat, który wydaje się odległy, choć przecież istniał zaledwie przed kilkudziesięcioma laty. Vesper odkrywa przed czytelnikiem misterną intrygę, robiąc to powoli, acz z niezwykłą swadą.

Amanda Reynolds, brytyjska pisarka, autorka thrillera „Blisko mnie”

Reklama

A czy bierzesz pod uwagę możliwość napisania powieści o zmianach klimatu? W ten sposób mogłaby powstać naprawdę dobra książka!

Och, byłaby to świetna powieść, ale też bardzo przygnębiająca. Chciałabym kiedyś umieścić książkę w kontekście niezachodnim. Wiele biedniejszych krajów codziennie boryka się ze zmianami klimatycznymi i ich katastrofalnymi skutkami, więc z pewnością byłby to wart poruszenia temat. Ale przede wszystkim książka potrzebuje dobrej fabuły. Jeśli więc natknę się na pomysł na fabułę, która sprawdziłaby się w świecie ze zmieniającym się klimatem, to na pewno napiszę taką książkę!

Wróćmy teraz do „Bardzo długiego popołudnia”. Akcja książki toczy się na przedmieściach Kalifornii w latach 50., ale ty nie pochodzisz z USA. Wszystkie porady dla początkujących autorów mówią o tym, by pisać o otoczeniu, które dobrze się zna. Stwierdziłaś, że zrobisz to po swojemu?

Tak, po swojemu! Pisanie polega na odkrywaniu przestrzeni i czasów, do których nie mamy dostępu w prawdziwym życiu. To jest ważne zadanie fikcji – sprawić, abyśmy dostrzegli nowe rzeczy i zrozumieli różne punkty widzenia. Nie jestem fanką ograniczania pisarzy tylko do ich własnych doświadczeń. Uważam jednak, że research, wrażliwość i otwartość na uczenie się są bardzo ważnymi elementami tego procesu. Musisz mieć świadomość, że przenosisz się do miejsca, które do ciebie nie należy. Weźmy na przykład moją bohaterkę Ruby. Nie przeżyłam żadnego z problemów, które stają się jej udziałem, i nigdy nie doświadczyłam tego koszmarnego rasizmu właściwego jej czasom (czy też jego współczesnej formy), ale ludzkie emocje są uniwersalne. Zatem dokonując researchu dotyczącego Kalifornii tamtych lat, poczułam, że mogę spróbować oddać to, jak Ruby by się czuła w danej sytuacji. To samo dotyczy Joyce – nie przeżyłam jej życia, ale dzieliłam z nią uczucia frustracji, gniewu, poczucia bycia niezauważaną przez innych, niezadowolenia z własnego życia. Mogłam więc czerpać z tych emocji, aby stworzyć jej postać.

Co jest takiego w amerykańskich przedmieściach z lat 50. i 60., że przyprawiają nas o ciarki na plecach?

Chodzi o poczucie, że cała ta doskonałość amerykańskiej rodziny wcale nie była taka idealna. Był to bardzo fałszywy obraz rzeczywistości, zbudowany na ucisku, seksizmie, rasizmie i wyimaginowanej groźbie ze strony komunistów. Kryło się tam tak wiele mroku, że ludzie skupili się całkowicie na pozorach – utrzymaniu wysprzątanego na błysk domu, posiadaniu ładnej żony czy rzeczy materialnych, takich jak samochody, telewizory, meble… Robiąc to, nie trzeba było konfrontować się z mrokiem. Wszystko rosło, nabrzmiewało, aż w końcu eksplodowało w rewolucji kulturalnej lat 60. Gdy spojrzysz wstecz na przedmieścia z lat 50. z dzisiejszego punktu widzenia, możesz zobaczyć wszystkie pęknięcia w tym perfekcyjnym obrazie i to właśnie sprawia, że odczuwamy ciarki.

Reklama

W posłowiu „Bardzo długiego popołudnia” piszesz, że jest to książka o feminizmie. Czy tak to zaplanowałaś, czy też stało się to naturalnie?

Pół na pół. Chciałam napisać książkę o kobietach mieszkających na amerykańskich przedmieściach dawnych lat i przeszkodach, jakie napotykały w swoim życiu. Chciałam też napisać o prawdziwych latach 50., nie unikając tematu rasizmu, który wtedy panował. Ruby to postać, która łączy oba te światy. Nigdy tak naprawdę nie planowałam, żeby Joyce stała się centralną postacią. Początkowo była „tylko” ofiarą, która znika. Jednak jak tylko napisałam pierwsze zdanie książki, wiedziałam, że chce ona opowiedzieć swoją historię, więc jej na to pozwoliłam.

Podczas lektury można zauważyć, że sporo refleksji o feministycznym zabarwieniu wychodzi od męskiej postaci – detektywa Micka Blanke. Nie planowałam tego, ale kiedy zaczęłam tworzyć tę postać, poczułam, że Mick również musi przejść transformację. Seksizm jest zły także dla mężczyzn, wpycha ich w bardzo wąskie role społeczne, podobnie jak kobiety. Nie planowałam, że ta postać będzie siłą napędową zmian w fabule, ale potem Mick wziął na siebie część tego ciężaru całkiem naturalnie i bardzo mi się to podobało. To bardzo ważne – zarówno dla mężczyzn, jak i dla kobiet, aby czuli się odpowiedzialni za zmiany i pracowali razem na rzecz poprawy sytuacji.

W efekcie „Bardzo długie popołudnie” to bardzo przyjemna lektura, ale jednocześnie porusza niezwykle istotne problemy, takie jak wspomniane wcześniej kwestie rasowe czy zależność ekonomiczna kobiet od mężczyzn. Czy mogłabyś opowiedzieć o researchu, którego musiałaś dokonać, by dobrze oddać ducha tamtych czasów?

Obejrzałam wiele filmów dokumentalnych i przeczytałam wiele, wiele książek o ruchu na rzecz praw obywatelskich, o rasizmie i historii niewolnictwa na amerykańskim południu. Było to kluczowe szczególnie podczas konstruowania postaci Ruby – mam pełną świadomość, że to bohaterka, której historia nie jest moja, więc musiałam naprawdę się postarać, by napisać ją zgodnie z prawdą.

Przeglądałam też stare katalogi reklamowe i wysyłkowe z tamtych czasów. Dają świetny wgląd w ówczesne pragnienia i potrzeby, to, do czego ludzie dążyli oraz jak chcieli być postrzegani. Jeśli chcesz poznać aspiracje mieszkańców współczesnej Polski, katalog IKEA to chyba dobry początek. To samo dotyczy Ameryki z lat 50. XX wieku.

A jeśli chodzi o feminizm, byłam zdumiona, widząc, jak silny był ruch feministyczny już w latach 50. – zawsze myślałam, że to raczej sprawa lat 60. Ale ponieważ kobiety nie mogły być wtedy tak aktywne politycznie, wyrażały swój feminizm poprzez różnego rodzaju lokalne komitety, nieformalne sieci wsparcia, wolontariat. Odkrycie tego faktu było dla mnie sporym zaskoczeniem!

Poza tym szukałam informacji na temat samochodów, budowy autostrad, organizacji policji, urbanistyki… Niemal wszystkiego! A mimo to nie ustrzegłam się przed popełnieniem poważnego błędu. W pierwszym wydaniu książki bohaterowie mieli zapięte pasy bezpieczeństwa, a te zostały wprowadzone dopiero w latach 70., więc musiałam dokonać korekty tekstu.

Nie mogłam się oderwać od tej niezwykle klimatycznej opowieści osadzonej w gorącej, dusznej atmosferze lat pięćdziesiątych w Ameryce. To nie tylko urzekający kryminał, lecz także istotny głos w dyskusjach o płci, rasie i klasowości. Jestem zachwycona!

Araminta Hall, brytyjska pisarka, autorka thrillera „Okrutne pragnienie”

A czy na treść książki wpłynęły współczesne ruchy społeczne? Mimo że czytamy o latach 50., wiele poruszanych przez ciebie problemów pozostaje aktualnych.

Nie powiedziałabym, że ruchy takie jak #MeToo i Black Lives Matter mnie zainspirowany, ponieważ dopiero się zaczynały, gdy po raz pierwszy wpadłam na pomysł na książkę. Ale fascynujące było obserwowanie, jak się rozwijają, podczas gdy ja rozwijałam moją książkę. Wzięłam udział w kilku marszach w Londynie i myślałam: „Joyce i Ruby stanęły dokładnie przed tymi samymi problemami 60 lat temu – jak frustrujące jest to, że tkwiąc w Londynie na mrozie w listopadowy wieczór, muszę protestować wobec tych samych problemów”? Bardzo wiele wyniosłam z obu tych ruchów. Jestem wdzięczna ludziom, którzy podzielili się swoimi historiami i mówili głośno o niesprawiedliwości, z którą się spotykają – bez nich nigdy nie mogłabym stworzyć postaci Ruby.

Ponieważ „Bardzo długie popołudnie” jest twoją pierwszą książką, opowiedz, proszę, o sobie swoim polskim czytelnikom. Wiem, że lubisz robić na drutach. To trochę nietypowe hobby dla autorki kryminałów, prawda?

Cóż, panna Marple uwielbiała robótki ręczne i była świetnym detektywem! Powiedziałaby, że robienie na drutach to wspaniały sposób na uporządkowanie myśli. Twoje ręce pracują, ale umysł może swobodnie wędrować. Wyglądasz na zajętą, więc możesz podsłuchiwać rozmowy innych osób i wyłapywać nowe pomysły. A finalnie otrzymujesz jeszcze wygodny sweter do noszenia, gdy siedzisz przy komputerze i piszesz – idealnie! Co jeszcze mogę o sobie powiedzieć? Niedawno przeprowadziłem się do Glasgow i odkrywam nowe miasto, które jest źródłem wielu świeżych pomysłów na fabułę. Kiedy nie piszę, uwielbiam spacerować po wzgórzach i chodzić na strzelnicę łuczniczą. Ucieczka w naturę jest idealna, by zrobić sobie przerwę od pisania i naładować swój poziom kreatywności.

Reklama

A czy w planach masz już następną książkę?

Tak, obecnie piszę drugą powieść. Również będzie o zagadce związanej z morderstwem, ale tym razem osadzę akcję w Nowym Meksyku w 1970 roku. Kontrkultura już zdążyła się wypalić, a wojna w Wietnamie trwa w najlepsze, kiedy grupa rozczarowanych hippisów przenosi się do małego miasteczka w górach. Wkrótce zderzają się z zagorzałą konserwatywną miejscową ludnością – i jeden z hippisów zostaje zamordowany. Była policjantka, która uciekła od swojego agresywnego męża, rozpoczyna śledztwo. Dowiaduje się, że to małe miasteczko skrywa mroczny sekret, który sięga aż na dziki zachód.

Druga książka poruszy niektóre z tych samych zagadnień, co „Bardzo długie popołudnie”, w tym zagadnienie świadomej zgody i namysł nad tym, co oznacza być wolnym. W latach 50. wszystko było takie ograniczone, przesycone moralizatorstwem. W drugiej książce opisuję czas, gdy wszystkie zasady społeczne zostały odrzucone – a co pozostaje? Obie powieści dotyczą zmian – tych, które już się dokonały i tych, których dopiero musimy dokonać.

Lata pięćdziesiąte, małżeństwo, tajemnica – w tym przypadku to wystarczy, by zatracić się w lekturze.

„Glamour”

Inga Vesper – dziennikarka specjalizująca się w tematach dotyczących nauki i zmian klimatu. Przeniosła się do Anglii z Niemiec, by pracować jako opiekunka, jednak wkrótce chęć pisania przeważyła nad innymi planami. Pracowała i mieszkała także w Tanzanii i Syrii, ale w Londynie czuje się najlepiej – uwielbia spacerować i pić niewyobrażalne ilości herbaty z szałwią i miodem. Jak mówi: „nie ma lepszego miejsca, by znaleźć dobrą historię, niż górny pokład autobusu”. „Bardzo długie popołudnie” to jej kryminalny debiut.

Książka „Bardzo długie popołudnie” jest już do kupienia w księgarniach internetowych.

Przeczytaj fragment książki

Bardzo długie popołudnie

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Reklama

komentarze [6]

Sortuj:
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Ann 10.06.2021 10:49
Czytelniczka

Książka jest świetna i przedstawia obraz przedmieść jakiego my byśmy nie chcieli znać i w takim żyć :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
the_bowska 10.06.2021 07:57
Czytelniczka

Trudno uwierzyć, że pisarka miała problemy z wydaniem tej książki - jest świetna! 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Magda 07.06.2021 18:19
Czytelniczka

Jestem zaznajomiona z tą książką (w miarę szybko się czyta, porusza ciekawe tematy i posiada ładną okładkę), dlatego przeczytałam ten wywiad. Zaskoczyło mnie, że autorka osadziła akcję w USA, choć sama stamtąd nie pochodzi - wytrwałość i research się opłaciły, bo według mnie autorka wiernie oddała klimat tamtych lat i wygląd kalifornijskiego przedmieścia (choć sama też znam...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Agnieszka 07.06.2021 17:47
Czytelniczka

Książka całkiem przyjemna w odbiorze.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Książka_koc_kot 07.06.2021 17:39
Czytelniczka

Czytałam i bardzo mi się podobało. Bardziej obyczajowa niż kryminalna. Akcja toczy się bardzo leniwie, zgodnie z tym, że śledztwo prowadzone jest w sierpniowej spiekocie. Klimatyczna i ciekawa historia, ale czasem przerażała.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Ewa Cieślik 07.06.2021 14:17
Bibliotekarz

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd