Maja Wolny, „Klątwa”: porozmawiajmy o czarownicach

Sonia  Miniewicz Sonia Miniewicz
22.06.2022

Z Mają Wolny, autorką książki „Klątwa”, rozmawiamy o jej pisarskich początkach, miłości do Kazimierza Dolnego i dalszych planach literackich. A także… o procesach czarownic, obecnej sytuacji kobiet oraz roli Kościoła w dzisiejszych czasach.

Maja Wolny, „Klątwa”: porozmawiajmy o czarownicach

[Opis wydawcy] Siedemnastowieczny Kazimierz Dolny nawiedza zaraza. Czy żyjąca w nim Regina Zaleska jest czarownicą? Czy wytoczony jej proces doprowadzi ją i jej rodzinę do śmierci? Między nowym proboszczem a miejskimi dostojnikami zaczyna toczyć się niebezpieczna gra. Stawką jest istnienie tych, których jedynym grzechem jest życie według własnych zasad. „Klątwa” to nie tylko pełna magii powieść o tragicznych losach rodziny, która została wciągnięta w procesy o czary, ale głos kobiet, po których pamięć miała być spalona bądź zatopiona. Fabuła oparta jest na wydarzeniach z 1644 roku, kiedy wielka powódź zalała Kazimierz Dolny oraz procesie oskarżonej o czary zielarki, która stanęła przed sądem z dziewięcioletnim synem. To właśnie chłopiec odgrywa zasadniczą rolę w oskarżeniu matki.

Sonia Miniewicz: Zadebiutowałaś w 2000 roku książką eseistyczną „Kronika śmierci przedwczesnych”, napisaną wspólnie z Piotrem Sarzyńskim, ale publikowałaś już wcześniej, między innymi w „Polityce”. W 2009 roku wydałaś swoją pierwszą powieść. Zawsze wiedziałaś, że pisanie jest twoim przeznaczeniem? Skąd wziął się pomysł na ten debiut?

Maja Wolny: To było bardzo dawno temu! Kiedy pisałam „Kronikę…”, byłam jeszcze studentką. Puchłam z dumy, że zobaczę swoje eseje w formie książki. Gdyby nie praca w „Polityce” oraz przyjaźń z Piotrem Sarzyńskim, moje teksty o przedwcześnie zmarłych pisarzach i poetach pewnie poleżałyby sobie dłużej w szufladzie. Zwłaszcza że krótko po tej publikacji wyemigrowałam z Polski do Belgii, a potem dużo podróżowałam. Poznawałam świat, zbierałam doświadczenia i zapiski. Samo pisanie towarzyszy mi, odkąd sięgam pamięcią. Niestety nie mam talentu malarskiego czy muzycznego. Żyję w tekstach i dla tekstów. Język jest moim narzędziem. Uważam się za opowiadaczkę historii, wędrującą storytellerkę.

Nie boisz się wyzwań i to nie tylko literackich – wyruszyłaś w samotną podróż do Azji, pokonałaś dziesięć tysięcy kilometrów, a swoje wrażenia zawarłaś w reportażu „Pociąg do Tybetu”. Co cię zainspirowało do tej wyprawy? Czego się podczas niej nauczyłaś?

Moje wyprawy do Azji trwały prawie pięć lat… Wszystko zaczęło się w 2016 roku, kiedy zaczęłam zbierać materiały do powieści „Powrót z Północy”, której akcja toczy się na Syberii. Dwa lata później książka była już gotowa, ale ja wciąż wracałam na Wschód. Możliwe, że zapał do podróży w tym właśnie kierunku pojawił się dlatego, że przez ponad dekadę mieszkałam na Zachodzie, w małym, pozbawionym wyżyn i otwartych przestrzeni regionie, jakim jest flamandzka część Belgii. Kiedy człowiek stoi i rozgląda się po równo obsianych, zagospodarowanych i zabudowanych zachodnioeuropejskich równinach, łatwo mu uwierzyć we własną wielkość. Od Uralu zaczyna się bezkres, od którego stopniowo zmienia się perspektywa: ubywa ludzi, przybywa ziemi, coraz bardziej niedostępnej i nieprzyjaznej. U podnóża Himalajów jest się tylko punkcikiem w cieniu potężnej przyrody. I to chyba ta najważniejsza lekcja. Z podróży na Zachód można wrócić niezmienionym. Ze Wschodu – nie. Może nawet w ogóle się stamtąd nie wraca?

„Klątwa” nie jest pierwszą powieścią, w której cofasz się do przeszłości. Wolisz opowiadać o czasach minionych? Bez wątpienia wymaga to znacznie większego researchu niż pisanie o współczesności, ale pozwala też na zawoalowane opowiedzenie pewnych historii, poruszenie aktualnych wątków, które w ten sposób mogą mocniej oddziaływać na czytelnika.

Reklama

Przeszłość jest teatrem, do którego można wejść, stworzyć odpowiednie dekoracje i kostiumy, by w ten sposób opowiedzieć historię, która już niekoniecznie rozgrywa się w tamtym planie czasowym, ale jest uniwersalna. Czasami żeby przedstawić jakąś bolesną prawdę, łatwiej jest przebrać bohaterów i ukryć ich, trochę jak na balu maskowym. „Klątwa” powstawała w czasie pandemii. Poczucie izolacji i niemożliwości przemieszczania się sprzyjało podróżom w czasie. Mam spore doświadczenie w researchu historycznym, przez pięć lat byłam dyrektorką muzeum i przygotowałam wiele wystaw, do których trzeba było zrobić porządną dokumentację. Bardzo lubię ten rodzaj pracy. Czuję się wtedy trochę jak detektyw. A tak się składa, że wiele spraw z naszej historii wciąż jest nierozliczonych. Te wydarzenia domagają się światła, ujawnienia. Do takich spraw należą bez wątpienia stosunki polsko-żydowskie, bardzo bliski mi temat, który poruszałam w „Czarnych liściach” oraz w „Księgobójcy”. Zapewne powrócę do tego jeszcze w przyszłości. No i oczywiście kwestia kobiet. W „Klątwie” opowiadam o procesie czarownicy, Reginy Zaleskiej. W katolickiej Rzeczpospolitej było stosunkowo mniej stosów niż w krajach protestanckich, ale mimo wszystko ginęły niewinne kobiety. Nie wiemy dokładnie, ile było ofiar prześladowań. Przyjmuje się, że w okresie kontrreformacji na ziemiach polskich wykonano ponad tysiąc spektakularnych egzekucji czarownic. Stosów w dzisiejszej Polsce już się nie układa, ale patriarchat wciąż miewa się nieźle.

Stałem więc nad jej grobem wtedy, w 1675. Stałem nad niewielkim kopczykiem skrywającym jej ciało, piękną kiedyś twarz, długie włosy, całą jej osobę, a właściwie obie Reginy: tę bardziej pospolitą, która lubiła zakląć pod nosem i wypić gorzałkę z ojcem, oraz tę drugą, tajemniczą znawczynię księżyca i gwiazd, osobę
być może najbliższą z nas wszystkich Bogu. Bluźniercze myśli, że to On, Bóg, źle się obszedł ze swoją sługą, same cisnęły się do głowy. Wcześniej winiłem za tamte sprawy głównie siebie. Od pewnego jednak czasu przychodziło mi do głowy, że to On nas zawiódł. Kiedy tak sobie to imaginowałem, obudził się ten drugi ja, syn bliźniak zrodzony z podwójnej matki: zacisnął pięści, poczerwieniał na twarzy, gniew wylał się z niego i zamienił w tamte słowa: „Iż mi matka kazała, żebym jej przyniósł!”. A potem chwycił on, ja, chwyciłem garstkę ziemi z matczynej mogiły i włożyłem ją sobie do ust.

Maja Wolny, „Klątwa”

Bezpośrednią inspiracją do napisania „Klątwy” był utwór „Pieśń nowa. O gwałtownym deszczu, nigdy nie słychanym w Koronie Polskiej. W Kazimierzu Dolnym w roku 1644”. Mieszkasz w tym mieście i czujesz się z nim silnie związana; ta podróż do zamierzchłych czasów pozwoliła ci lepiej poznać jego historię? Patrzysz teraz na nie inaczej?

Zacznę od wyznania miłości. Kocham się w Kazimierzu już od czasów szkolnych. Zawsze chciałam tu zamieszkać. Kiedy wyjechałam z Polski, tęsknota stała się nieznośna. Wracałam, kiedy mogłam, najczęściej w wakacje. Kazimierz był jak rozpasany wschodni szlachcic: ubogi, a jednocześnie bogaty krewniak hanzeatyckich magnatów. Z Belgii jechało się do niego prawie dwadzieścia godzin przez niedokończone autostrady, przez lasy, dziurawe drogi powiatowe, płynęło się promem, wreszcie padało ze zmęczenia w przydrożnej kwaterze. Ten związek na odległość przetrwał wiele lat, a w 2016 roku został zalegalizowany w urzędzie. Udało mi się przeprowadzić całą moją rodzinę z Belgii do Kazimierza Dolnego.

Wielu znajomych ostrzegało mnie przed rozczarowaniem i nudą. Wiedziałam, że nie mają racji. Ja w Kazimierzu znalazłam od razu wszystko, czego szukałam. Być może to, co nieuchwytne i ważne, kryje się w zapachu lub w dotyku: w nasyconej przeszłością wilgoci piwnic, w zapomnianej gładkości chasydzkich tałesów, w cieple bijącym od piekarni. Wiedziałam, że to miasto skrywa wiele tajemnic. Jedną z nich jest właśnie zagadkowy potop z 1644 roku, utrwalony w „Pieśni nowej”. To właśnie ten tekst zachęcił mnie do przyjrzenia się tamtemu okresowi. Okazało się, że zaledwie kilka miesięcy po powodzi miasto nawiedził pożar. Pewna zielarka wydawała się idealnym kozłem ofiarnym…

Reklama

Twoja bohaterka, Regina Zaleska, czarownica z Kazimierza Dolnego, istniała naprawdę. Dokumenty z jej procesu znalazłaś w lubelskim archiwum. Łatwo jest dotrzeć do takich informacji? Czy przeglądając starą dokumentację, natrafiłaś na jakieś inne fascynujące sprawy?

To, że akta tej sprawy przetrwały prawie czterysta lat, jest zupełnie niesamowite – tak wiele cennych archiwaliów straciliśmy podczas drugiej wojny światowej. Przeglądanie skanów tych pożółkłych kart było niezwykłym przeżyciem. To, co jednak uderzyło mnie w tym znalezisku najbardziej, to oskarżycielska rola syna Reginy, niespełna dziewięcioletniego chłopca. Kiedy wyobraziłam sobie to dziecko na sali sądowej, miałam w głowie gotową fabułę.

Chociaż akcja „Klątwy” rozpoczyna się w XVII wieku, nie można oprzeć się wrażeniu, że ta historia jest na wskroś współczesna, poruszasz w niej problemy, które są wciąż – niestety! – aktualne. Na przykład kiedy wydarzyło się coś, czego ówcześni ludzie nie potrafili sobie logicznie wytłumaczyć, zaczynano szukać winnych, osoby, na którą można zrzucić odpowiedzialność za poniesione szkody. Najlepiej kogoś, kto nieco odstaje od innych i nie będzie mógł się bronić. Trudno nie dostrzec podobnych wzorców zachowań i w naszych czasach.

Niestety tak. Nienawiść do kobiet jest niestety wciąż obecna w życiu publicznym. Nie tylko zresztą w Polsce. Bardzo uważnie śledzę doniesienia o molestowaniu seksualnym. Zarówno w kościele, jak i w instytucjach świeckich. Tak się akurat składa, że byłam świadkiem i jednego, i drugiego. Odbyło się parę pokazowych procesów, ale przeraża mnie, że wciąż największą winą jest nie to, co złego się zrobi, ale że się przerwie milczenie, naruszy hierarchię. To ten sam mechanizm, który miażdżył tak zwane czarownice. Dziś wśród badaczy dominuje przekonanie, że podłożem procesów o czary była przede wszystkim nierówność społeczna. Jak argumentują badacze, apogeum polowań na czarownice zbiega się w czasie z falą mesjanizmu chrześcijańskiego wymierzonego przeciwko niesprawiedliwościom natury ekonomicznej. Skazańcy potrzebni byli więc do skupienia gniewu mas, a tym samym ochrony patrycjuszy. Procesy o czary pozwalały na wyjaśnianie nierówności społecznych przez zjawiska nadprzyrodzone, które nie podlegały dyskusji. Dziś również żyjemy w świecie pogrążonym w kryzysie: ekonomicznym, epidemicznym, ekologicznym… Dobrze i wygodnie jest znaleźć kozła ofiarnego w postaci geja, osoby niebinarnej, kobiety pozbawionej cnót niewieścich. Stworzyć iluzję, że jest jakiś plan i pomysł na pokonanie przeciwności poprzez uporanie się z „wrogiem”.

Polowania na czarownice były chętnie praktykowanym procederem przez całe lata, a inkwizytorzy mieli pełne ręce roboty. W „Klątwie” oddajesz sprawiedliwość kobietom, które jako tzw. oblubienice szatana zostały skazane na śmierć – ale równocześnie nie da się przy tym nie wspomnieć o roli, jaką odegrali w tym wszystkim duchowni. Coraz częściej pisarze, ale też zwykli ludzie nie obawiają się mówić, że Kościół przestał spełniać swoją funkcję i nie jest taki bez skazy, jakim chcieliby go widzieć wierni.

Reklama

Okresy największych polowań na czarownice w Europie przypadały na XVI i XVII wiek. W męczarniach zginęło prawdopodobnie około czterdziestu tysięcy „czarownic”. Ponieważ przyznanie się do winy było koronnym dowodem, zeznania wymuszano torturami. Na męki zezwalało ówczesne prawo w większości krajów europejskich. Do oskarżenia wystarczało wskazanie kolejnych podejrzanych przez osobę już skazaną, co powodowało często prawdziwe łańcuszki nieszczęścia i fałszywego posądzenia. Stosowano też rozmaite „próby”, które miały wykazać winę lub niewinność czarownicy. Najpopularniejszą metodą była tak zwana próba wody: oskarżoną wrzucano do rzeki i czekano, czy pójdzie na dno. Wypłynięcie na powierzchnię było dowodem winy. Osądzoną i skazaną czarownicę palono na stosie. Najwięcej egzekucji wykonano w krajach protestanckich, na terenie dzisiejszych Niemiec, Szwajcarii, Austrii, Holandii oraz w Skandynawii, choć i w katolickiej Francji czy Hiszpanii ofiar nie brakowało. Procesy czarownic odbywały się również w Rzeczypospolitej, choć nie mamy dokładnych danych, ile ofiar było u nas. Na pewno powyżej tysiąca. Całkiem niedawno w Nieuwpoort, belgijskim miasteczku, gdzie po sąsiedzku przez wiele lat mieszkałam, burmistrz dokonał publicznej rehabilitacji spalonych na stosie XVII-wiecznych czarownic. W Niemczech wiele gmin też urządziło takie symboliczne akty przeprosin.

Bardzo ubolewam, że Kościół w Polsce kiepsko radzi sobie z przyznawaniem się do winy. I to w wielu sprawach. W ten sposób demonstracyjnie się ode mnie odwraca. Mówię „ode mnie”, bo jestem osobą wierzącą. „Klątwa” to również książka o religii i o kryzysie wiary. W Kościele nadal są prawdziwi duchowni, ale niestety zbyt wielu wybiera atak i wyparcie jako strategię obronną. Szukanie wroga jako lekarstwo na własne błędy. Wielu teologów katolickich wypowiada się o potrzebie wpuszczenia do Kościoła pierwiastka żeńskiego i kapłaństwa kobiet. Myślę, że to może być bardzo interesująca droga, która zmniejszy niepotrzebne napięcia, nienawiść i mizoginizm.

Wielu pisarzy, jeszcze zanim skończy swoją najnowszą powieść, ma już pomysł na następną. Jak to wygląda u ciebie? Masz jakieś literackie plany na nadchodzące miesiące?

Podróże w czasie nie dają mi spokoju. Jestem pochłonięta pisaniem nowej powieści historycznej. Cofam się jeszcze głębiej, do XVI wieku i do jednego z najważniejszych odkryć, które zachwiały porządkiem ówczesnego świata. Ktoś wtedy miał odwagę wykazać, że nic nie jest takie, jak nam się wydaje. Wbrew władcom świeckim i Kościołowi, za to w zgodzie z prawdą i sobą samym. Bohaterem mojej nowej książki „Ciała niebieskie” będzie Mikołaj Kopernik.

– Co to za zioło, matko? – spytałem.
– A to są właśnie leśne kotki. – Regina uklękła na mchu i zaczęła zrywać kwiecie.

– Na co one pomagają?
– A na niestrawność, Jakubku.
– A te żółte? – spytałem, wskazując na inne zioła, które też lądowały w obszernej zapasce matki.
– Też na niestrawność.
– I jak się nazywają?
– Żółte kotki – odparła matka po dłuższej zadumie. Nawet ja, mały dzieciak, wiedziałem, że zmyśla.
– Ale przecie one nie wyglądają wcale jak kotki… – zwróciłem matce uwagę, miażdżąc w ręku ze złością żółty kwiatek.
– Cicho bądź. – Regina przystawiła palec do ust. – Umiesz dochować sekretu? – spytała nagle matka, a mnie oczy szerzej się otworzyły, już wtedy bowiem
uwielbiałem być powiernikiem tajemnic. Pokiwałem głową.
– Te czerwone też nie nazywają się kotki. I na nic nie pomagają. Ale ładnie zabarwiają wodę… Jak kto przyjdzie do nas po zioła, sprzedawaj kotki po sześć groszy za pęczek.

Maja Wolny, „Klątwa”

Maja Wolny – pisarka, doktor nauk humanistycznych. Karierę zaczynała jako dziennikarka „Polityki”. Przez wiele lat mieszkała w Belgii, gdzie była dyrektorką muzeum, a także zajmowała się promocją kultur Europy Wschodniej. Jest autorką sześciu powieści, które w całości lub we fragmentach zostały przetłumaczone na język niderlandzki, niemiecki i angielski. Jest laureatką wielu nagród i wyróżnień, m.in. belgijskiej nagrody literackiej Herkulesa Poirota za książkę „Księgobójca” (2018). Obecnie pracuje nad powieścią o Mikołaju Koperniku, „Ciała niebieskie”. Mieszka w Kazimierzu Dolnym.

Przeczytaj fragment książki:

Klątwa

Issuu is a digital publishing platform that makes it simple to publish magazines, catalogs, newspapers, books, and more online. Easily share your publications and get them in front of Issuu's millions of monthly readers.

Książka „Klątwa” jest już dostępna w sprzedaży.

Artykuł sponsorowany

Reklama

komentarze [11]

Sortuj:
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
PureLogos 26.06.2022 00:10
Czytelnik

Tak z ciekawości pogrzebałem sobie, co też w "internetach" napisano na temat procesów o czary i oto, ku mojemu zdumieniu, poniższy fragment wywiadu:
Jak argumentują badacze, apogeum polowań na czarownice zbiega się w czasie z falą mesjanizmu chrześcijańskiego wymierzonego przeciwko niesprawiedliwościom natury ekonomicznej. Skazańcy potrzebni byli więc do skupienia gniewu...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Cleopatrapl 26.06.2022 15:30
Czytelniczka

@PureLogos a po co autorka ma tracić czas na research, który nie daj Boże mógł by nie pasować do oczekiwanych rezultatów. Szkoda też trwonić cenny czas na wywiad. Nie trzeba go przeprowadzać, bo i tak wiadomo jakie są pytania i jakie mają być odpowiedzi. Pogoda ładna za oknem, to sensowniej pospacerować.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
Lis Gracki 25.06.2022 12:45
Bibliotekarz

"Dobrze i wygodnie jest znaleźć kozła ofiarnego w postaci geja, osoby
niebinarnej, kobiety pozbawionej cnót niewieścich. Stworzyć iluzję, że
jest jakiś plan i pomysł na pokonanie przeciwności poprzez uporanie się z
„wrogiem”."

W kontekście procesów o czary... bosz <facepalm>. Kolejna zideologizowana <kobieta sukcesu>.

W procesach o czary skazywano również mężczyzn... i...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Lucy 25.06.2022 14:30
Czytelniczka

@Lis Gracki, jeden Hus wiosny nie czyni. Toż nie był przecież oskarżony o czary. Spalić rebelianta to wojenna sprawa, zwykła polityka, a list żelazny może se najwyżej wsadzić. Nie tak to działa w metafizyce. Tu rzeczy często mają się na opak. Puścim z dymem babę, bóg nie tylko wybaczy, hi hi, bo i nam przyklaśnie.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Lis Gracki 25.06.2022 17:23
Bibliotekarz

@Lucy Fair Husa spalono za herezję. Ja mówiłem ogólnie o stosach, nie tylko o procesach o czary. Poza tym takich jak Hus było tysiące, wcale nie jeden.

"Polowanie na czarownice, czyli... na kobiety. To kolejny mit. - W całej Europie,  według bardzo szczegółowych badań historyków, ofiarą polowań na  czarownice padło ok. 40 tys. osób. Procesów było ok. 100
tys. Mężczyźni...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Lucy 25.06.2022 18:24
Czytelniczka

@Lis Gracki, herezja, która inaczej rozkłada akcenty w doktrynie lub ją nieznacznie modyfikuje to zaledwie herezyjka, jeśli nie po prostu kpina. Hus był pieniaczem wybitnie i tego mu nie darowano. Czarownica, diablica to zupełnie inny gatunek. Żadnej nie złapano, gdyż są zbyt cwane. Czarnoksiężnik zaś to jedynie magik, odwalający cyrk na codzień. Każdego ogień traktuje...

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post więcej
Lis Gracki 25.06.2022 21:10
Bibliotekarz

Nie :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Niezalogowany
Aby napisać wiadomość zaloguj się
lubisiak 25.06.2022 12:35
Czytelnik

Chętnie przeczytam :) 

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Joanna 25.06.2022 08:30
Autorka

Inspirująca rozmowa i świetnie zapowiadająca się książka o „moim” mieście - na pewno sięgnę :)

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
reader 23.06.2022 09:49
Czytelnik

Też bardzo lubię Kazimierz Dolny. Fantastyczne miejsce z duszą, jakich niewiele.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
Sonia 22.06.2022 15:30
Redaktorka

Zapraszam do dyskusji.

Czytelnicy oznaczyli ten post jako spam Zobacz ten post
zgłoś błąd