CK kuchnia

247 str. 4 godz. 7 min.
- Kategoria:
- kulinaria, przepisy kulinarne
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2002-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 1995-01-01
- Liczba stron:
- 247
- Czas czytania
- 4 godz. 7 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8324001034
Książka przepisów kulinarnych polecanych przez Roberta Makłowicza! Niezwyczajna, zaprawiona opowieściami mrożącymi krew w żyłach i nieodparcie dowcipnymi
Dodaj do biblioteczki
Reklama
Szukamy ofert...
Kup CK kuchnia w ulubionej księgarni
Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki CK kuchnia
Poznaj innych czytelników
293 użytkowników ma tytuł CK kuchnia na półkach głównych- Przeczytane 153
- Chcę przeczytać 131
- Teraz czytam 9
- Posiadam 62
- Kulinaria 6
- Ulubione 5
- Kulinarne 4
- Chcę w prezencie 4
- Kuchnia 4
- Kindle 3





































OPINIE i DYSKUSJE o książce CK kuchnia
Ta książka przypomniała mi nieustające plebiscyty na temat – kto jest królem gawędy kulinarnej i dlaczego to jest Makłowicz.
Świat Pana Roberta to olbrzymi placek terenu na południe od Krakowa i Lwowa, obejmujący Sarajewo, Triest, Lublanę, Kluz, Pragę, Zagrzeb i całą masę innych miejscowości należących niegdyś do Austro-Węgier. W oczach Makłowicza mocarstwo Habsburgów wciąż żyje i warto się w nim rozsmakować – dosłownie i w przenośni. Zakończenie książki zresztą wskazuje na doniosłą rolę Autora w zachowaniu kulinarnego dziedzictwa Monarchii (xD).
Teoretycznie to rodzaj książki kucharskiej, gdzie każdy rozdzialik zaczyna się smakowitą i nieraz pieprzną anegdotą na temat życia w CK Monarchii a kończy równie smakowitym przepisem na regionalne danie.
Kwiecisty język narratora nie ma sobie równych i nie wiadomo, czy lepiej śledzić różne typy potrawek czy gulaszy, czy raczej pozostać przy tych opowiadankach, piętrowych metaforach i homeryckich porównaniach. Wyobraźmy sobie choćby sałatkę selerową działającą lepiej niż hiszpańska mucha wielkości słonia – zjesz i szalejesz niczym alpejski wiatr!
A kuchnia Austro-Węgier rzeczywiście jest fascynująca i przebogata, tak jak kraje zjednoczone pod jednym berłem Franciszka Józefa. Potrafi być delikatna i lekka jak zupa poziomkowa, rybna niczym słynna zupa halaszle, ziemniaczano-knedlikowa i mięsna, mięsna, mięsna!
Mnóstwo w tych przepisach najróżniejszych dziczyzn, cielęcinek, drobiu i wieprzowiny wszelakiej. Cały czas lawirujemy między śnieżnobiałymi górami smalcu, jeziorami tłustej śmietanki, słoninką pociętą w ozdobne grzebienie, czerwoną mgłą węgierskiej papryki, aromatem leśnych grzybów i wielkimi głowami kiszonej kapuchy. Nnno, delikatnie mówiąc nie jest to kuchnia zalecana w sanatoriach i na oddziałach dietetyki.
Ale delikatny rosołek z wątrobianymi kluseczkami, przegryziony gulaszem segedyńskim, popity wybornym tokajem i uwieńczony płonącymi naleśniczkami Gundel – to arcyrozkosz nie tylko dla arcyksięcia!
Ta książka przypomniała mi nieustające plebiscyty na temat – kto jest królem gawędy kulinarnej i dlaczego to jest Makłowicz.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toŚwiat Pana Roberta to olbrzymi placek terenu na południe od Krakowa i Lwowa, obejmujący Sarajewo, Triest, Lublanę, Kluz, Pragę, Zagrzeb i całą masę innych miejscowości należących niegdyś do Austro-Węgier. W oczach Makłowicza mocarstwo Habsburgów...
Doskonała książka utrzymana w typowym dla najbardziej znanego entuzjasty dawnych Austro-Węgier stylu. Mimo zawartych tam przepisów, publikację należy traktować nie tyle jako książkę kucharską, co jako bardzo ciekawą i wciągającą gawędę o kuchni C.K. Monarchii.
Doskonała książka utrzymana w typowym dla najbardziej znanego entuzjasty dawnych Austro-Węgier stylu. Mimo zawartych tam przepisów, publikację należy traktować nie tyle jako książkę kucharską, co jako bardzo ciekawą i wciągającą gawędę o kuchni C.K. Monarchii.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMiałam okazję wysłuchać w formie audioboka, czytanego przez samego autora. Kapitalna historia, mniej poprawna politycznie niż typowa telewizyjna narracja prezentowana w programach kulinarnych, pełna anegdot i ciekawostek serwowanych przez wiernego fana epoki cesarza Frantza Josefa :)
Miałam okazję wysłuchać w formie audioboka, czytanego przez samego autora. Kapitalna historia, mniej poprawna politycznie niż typowa telewizyjna narracja prezentowana w programach kulinarnych, pełna anegdot i ciekawostek serwowanych przez wiernego fana epoki cesarza Frantza Josefa :)
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOstatnio, jak też zaznaczyłem w swoim BIO, przechodzę kryzys czytelniczy. Szereg książek to nuda i utarte schematy. Co wybiorę coś, to kolejna wtopa, kolejny koszmar. Słownictwo i kompozycja wtórne. Forma okropna, narracja bez fajerwerków lub kontekstu… po prostu teksty o niczym, do nikogo, zabijające chęć do przemiatania liter. Twórcy mają chyba pod górkę? Kryzys jakowyś wisi w powietrzu. Jakaś niemoc wszędzie! Rzeczy odtwórcze… Czy wszystko już było? Doszliśmy do ściany...
Ostatni wybór znów mnie zmroził i zezłościł. Chodzi mi tu o rozczarowującą pozycję Roberta Makłowicza, którego programy kulinarne wchłaniam bez opamiętania. Sięgnąłem więc po jego tekst z nadzieją iż nic nie ryzykuję, bo będzie dobrze. Pomyślałem, że to może być lekarstwo na mój kryzys! Sympatia jednak nie wystarczyła. A nadzieja szybko się rozwiała. Książka o kuchni Austro-Węgier jest całkowicie nie dla mnie. Anegdotki opowieści bez ładu i składu. Każda o czym innym. Niby sprawnie opowiedziane, niby ciekawie, ale puenty nie są oczywiste, a powody opowieści pozostają niejasne. W sumie nie wiadomo skąd się bierze ich kolejność. Są luźno tylko powiązane z Cesarstwem oraz samą kuchnią CK. No ale co mi po tym?
Książka zirytowała mnie i znudziła już po piątej opowieści. Jedyną zaletą są szczegółowe przepisy na wiktuały, o których wspomina gawędziarz. Reszta to poszatkowana kapusta z grochem. I tylko dziwią mnie te pochwały i peany innych czytelników. Czy to ze mną jest coś nie tak? Sam nie wiem! Już nie wiem, co mam czytać…
Ostatnio, jak też zaznaczyłem w swoim BIO, przechodzę kryzys czytelniczy. Szereg książek to nuda i utarte schematy. Co wybiorę coś, to kolejna wtopa, kolejny koszmar. Słownictwo i kompozycja wtórne. Forma okropna, narracja bez fajerwerków lub kontekstu… po prostu teksty o niczym, do nikogo, zabijające chęć do przemiatania liter. Twórcy mają chyba pod górkę? Kryzys jakowyś...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to43/180/2023
Kucharzenie mnie niezbyt interesuje, a czytanie przepisów kucharskich jeszcze mniej. Ale przecież nie wtedy, gdy opowiada (albo opisuje) Makłowicz! Uroczy gaduła, w którego programach więcej jest historii i kultury niż patelni i widelca. I bardzo dobrze. Kto by tam się ekscytował cebulą... (chociaż o rozczulających cukiniach czy bakłażanach już słyszałam, od pana Roberta oczywiście).
Ta książka też jest taka. Przepisy są bardziej przy okazji, niż jako dania główne. Kilka z nich sobie pobrałam aparatem fotograficznym, nie wiem, czy kiedykolwiek skorzystam, ale może...
"(...) jąłem przyglądać się zapasom w spiżarce. Jej zawartość również przypominała skandynawski niż. Z półek całkiem zniknęły zapasy północnowłoskiej grappy, austriackiego brandweinu, słoweńskiego żgania, chorwackiej rakii, madziarskiej palinki i słowackiej śliwowicy. Ach, środkowoeuropejskie destylaty, nie do zdobycia w kraju brzozy i wódki, ileż to razy przedsięwziąłem podróż tylko dlatego, że was zabrakło! (...) ciesząc oczy mową etykiet, błogosławię dobroć celników i łżę tępotę importerów. W Polsce bez problemu kupić można brazylijski bimber z trzciny cukrowej czy meksykański destylat z agawy, a słoweńskiej gruszkowicy czy węgierskiej morelowicy dostać nie sposób."
"W Krakowie jada się na śniadanie jajka w szklance. Tak samo przyrządzone można zjeść w Lublanie. W Warszawie jest to potrawa egzotyczna. W Warszawie nie ma również sznycli, weki czy leberki, a gulaszu jest jak na lekarstwo. No, ale Warszawa nigdy nie należała do imperium Habsburgów. Najwspanialszego kulinarnego imperium, jakie kiedykolwiek istniało. Najwspanialszego, bo kosmopolitycznego, potrafiącego połączyć wszystko co najlepsze w kuchni narodów wchodzących w jego skład. Węgrzy wnieśli paprykę oraz sposób smażenia mięsa na smalcu wieprzowym (w niczym innym smażona cebulka nie pachnie tak pięknie),Czesi - cała paletę knedli i knedelków (nie możemy tu pominąć pieczeni wieprzowej z kminkiem),Polacy - kwaśną śmietanę, kiszone ogórki i grzyby. Włosi upowszechnili wśród ck poddanych makaron, ryż (risotta) oraz lody, a południowi Słowianie - przejęty od Turków zwyczaj pieczenia mięsa na ruszcie. Gdy dodamy do tego kuchnię wiedeńską z jej perfekcyjnym przyrządzaniem cielęciny, strudlem i tortem Sachera, otrzymamy wreszcie pełny obraz owego raju."
"Cesarz [Ferdynand I] był typem pogodnego matołka, żyjącego w swoim mikroświatku. Czasami jednak rzeczywistość boleśnie go dotykała. Tak było podczas zarządzonego przezeń polowania na orły. Cesarz długo nie mógł pogodzić się z faktem, że ustrzelony ptak nie jest czarny i dwugłowy. Burzyło to jego całą, nabytą dzięki studiowaniu herbów, wiedzę przyrodniczą."
"(...) Konkluzja mogła być tylko jedna: niech tam sobie kolonizują Francuzi, którzy są gotowi zjeść każde egzotyczne świństwo i jeszcze uczynić z tego snobizm; Anglicy, którym i tak jest wszystko jedno, co jedzą, byle było w miętowym sosie; Niemcy, którzy na rozkaz mogą nie jeść w ogóle. Huculszczyzna jest wystarczająco egzotyczna, w Alpach jest dostatecznie zimno, a nad Balatonem - dostatecznie gorąco, i wszędzie można zjeść pieczeń wieprzową." (to konkluzja wywodu, dlaczego Austria nie miała kolonii).
A na deser frontowe listy do Pelasi, pisane przez niejakiego Roberta M. Zbieżność oczywiście przypadkowa, jako że mowa o frontach I wojny światowej :-)))
I weźcie nie czytajcie, nie da się!
43/180/2023
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKucharzenie mnie niezbyt interesuje, a czytanie przepisów kucharskich jeszcze mniej. Ale przecież nie wtedy, gdy opowiada (albo opisuje) Makłowicz! Uroczy gaduła, w którego programach więcej jest historii i kultury niż patelni i widelca. I bardzo dobrze. Kto by tam się ekscytował cebulą... (chociaż o rozczulających cukiniach czy bakłażanach już słyszałam, od...
Mam ogromny szacunek dla p. Makłowicza, za wiedzę, kulturę i erudycję. Jego programy telewizyjne są rewelacyjne i to samo można powiedzieć o książce. Miło, że można mieć do czynienia z takim poziomem wśród zalewu tandety.
Mam ogromny szacunek dla p. Makłowicza, za wiedzę, kulturę i erudycję. Jego programy telewizyjne są rewelacyjne i to samo można powiedzieć o książce. Miło, że można mieć do czynienia z takim poziomem wśród zalewu tandety.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toO żesz ty, kwieciście, staropolskie słownictwo okrasza te bajania jak dobre skwarki kaszę. I pośmiać się i posmakować i nauczyć się gotować można.
O żesz ty, kwieciście, staropolskie słownictwo okrasza te bajania jak dobre skwarki kaszę. I pośmiać się i posmakować i nauczyć się gotować można.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPołączenie zabawnych anegdot z czasów Austro-Węgier ze znakomitymi przepisami kulinarnymi pochodzącymi z tego regionu Europy.
Austro-Węgry współtworzyło wiele narodów i każdy z nich wniósł coś do dorobku kulinarnego tego niezwykłego państwa (np. Polacy wnieśli potrawy z grzybami). Choć ten niezwykły twór państwowy z wiadomych względów nie przetrwał próby czasów pozostało po nim bogactwo kulinarne, z którego warto korzystać.
Autor pisze, że gdyby pierwsza wojna światowa odbyłaby się na froncie kulinarnym stałaby się starciem Francji (reprezentującej Ententę)i Austro-Węgier (walczących po stronie Państw Centralnych).
Puenta tej historii zaskakuje.
Piękne, wyjątkowe połączenie historii z kulinariami. Książka jest uniwersalna - do gotowania i do poczytania. Szczególnie polecam osobom z Galicji, które, podobnie, jak ja mają sentyment do tych klimatów.
Połączenie zabawnych anegdot z czasów Austro-Węgier ze znakomitymi przepisami kulinarnymi pochodzącymi z tego regionu Europy.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAustro-Węgry współtworzyło wiele narodów i każdy z nich wniósł coś do dorobku kulinarnego tego niezwykłego państwa (np. Polacy wnieśli potrawy z grzybami). Choć ten niezwykły twór państwowy z wiadomych względów nie przetrwał próby czasów pozostało...
Na szczęście w książka odzwierciedliła charakter Roberta Makłowicza. Mogą ją czytać poszukiwacze ciekawych przepisów i poszukiwacze ciekawych książek.
Na szczęście w książka odzwierciedliła charakter Roberta Makłowicza. Mogą ją czytać poszukiwacze ciekawych przepisów i poszukiwacze ciekawych książek.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRobert Makłowicz, znany mi z programów telewizyjnych, miałem też przyjemność słuchania go na żywo. No właśnie – „przyjemność słuchania”. Rozpoznawany z kwiecistego stylu narracji, bogato w przymiotniki, oraz nuty fascynacji w tembrze głosu, gdy opowiada o jedzeniu.
Mamy więc pewność, że będzie kwieciście. No i jest! Każdy przepis poprzedzony jest opowiedzeniem pewnej historyjki (nie wiem czy prawdziwej czy niekoniecznie),która w puencie doprowadza do przepisu. Wracając do historyjek – stanowią zabawny element ubarwiający książkę. Opierają się na próbie przedstawienia zawirowań historycznych na początku XX wieku, złożoności wielokulturowej imperium austro-węgierskiego. No i są fajne. Ale co zawsze powtarzam – o książce kucharskiej nie opowiastki stanowią, lecz przepisy.
O przepisach mowa może być długa, wręcz przemowa. Do czynienia mamy z majstersztykiem gatunku. Makłowicz w CH kuchni popełnia najbardziej austro-węgierski zestaw przepisów, jaki można popełnić (moim zdaniem, of kors). Schab na kilka sposobów?, zapytacie. Jak najbardziej. Przecież każdy region ma swoja małą specyfikę, stanowiącą owa przysłowiowa wisienkę na torcie. Przepisy proste, wręcz naturalne. W składnikach (pomijam oczywiście ciasta) dominują smalczyk, wino, sypie się garściami papryka. No bo jak inaczej? Kuchnię CK nie nazwiemy zdrową w świetle dzisiejszych standardów żywieniowych, wynikających w dużej mierze ze zmiany stylu życia. Natomiast jak najbardziej nazwiemy ją pyszną, smaczną, wyśmienitą, smakowitą, rozkoszną, rarytasową, wyborną, etc.
Domowe zacisze będzie w sam raz na eksperymentowanie z książką Makłowicza w ręku. Zarzucę tylko, że jednak, mimo lokalności kuchni (przodkowie zakorzenili się na terenach Galicji),nie wszystko w dobie dostępności wszystkiego jest dostępne. Jednak zdobycie udźca baraniego wymaga wyrobienia szeregu kontaktów i załatwienia transportu chociażby z bieszczadzkich połonin. Ale poza tym – jak najbardziej regionalnie, poprawnie i PYSZNIE! Makłowicz potrafi!
Robert Makłowicz, znany mi z programów telewizyjnych, miałem też przyjemność słuchania go na żywo. No właśnie – „przyjemność słuchania”. Rozpoznawany z kwiecistego stylu narracji, bogato w przymiotniki, oraz nuty fascynacji w tembrze głosu, gdy opowiada o jedzeniu.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toMamy więc pewność, że będzie kwieciście. No i jest! Każdy przepis poprzedzony jest opowiedzeniem pewnej...