Ogień nad otchłanią

Okładka książki Ogień nad otchłanią
Vernor Vinge Wydawnictwo: Mag Cykl: Zones of Thought (tom 1) Seria: Artefakty fantasy, science fiction
624 str. 10 godz. 24 min.
Kategoria:
fantasy, science fiction
Cykl:
Zones of Thought (tom 1)
Seria:
Artefakty
Tytuł oryginału:
A Fire Upon the Deep (1992)
Wydawnictwo:
Mag
Data wydania:
2021-03-26
Data 1. wyd. pol.:
1998-02-01
Liczba stron:
624
Czas czytania
10 godz. 24 min.
Język:
polski
ISBN:
9788366712249
Tłumacz:
Marek Pawelec
Dodaj do pakietu
Dodaj do pakietu

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki

Porównaj ceny

i
Porównywarka z zawsze aktualnymi cenami
W naszej porównywarce znajdziesz książki, audiobooki i e-booki, ze wszystkich najpopularniejszych księgarni internetowych i stacjonarnych, zawsze w najlepszej cenie. Wszystkie pozycje zawierają aktualne ceny sprzedaży. Nasze księgarnie partnerskie oferują wygodne formy dostawy takie jak: dostawę do paczkomatu, przesyłkę kurierską lub odebranie przesyłki w wybranym punkcie odbioru. Darmowa dostawa jest możliwa po przekroczeniu odpowiedniej kwoty za zamówienie lub dla stałych klientów i beneficjentów usług premium zgodnie z regulaminem wybranej księgarni.
Za zamówienie u naszych partnerów zapłacisz w najwygodniejszej dla Ciebie formie:
• online
• przelewem
• kartą płatniczą
• Blikiem
• podczas odbioru
W zależności od wybranej księgarni możliwa jest także wysyłka za granicę. Ceny widoczne na liście uwzględniają rabaty i promocje dotyczące danego tytułu, dzięki czemu zawsze możesz szybko porównać najkorzystniejszą ofertę.
Poczekaj, szukamy dla Ciebie najlepszych ofert

Pozostałe księgarnie

Informacja

Reklama
Reklama

Książki autora

Okładka książki Gateways. Original New Stories Inspired by Frederik Pohl Brian W. Aldiss, Isaac Asimov, Greg Bear, Gregory Benford, David Brin, Cory Doctorow, Gardner Raymond Dozois, Alex Eisenstein, Phyllis Eisenstein, James R. Frenkel, Neil Gaiman, James Gunn, Joe William Haldeman, Harry Harrison, David Lunde, Elisabeth Malarte, David Marusek, Larry Niven, Jody Lynn Nye, Emily Pohl-Weary, Mike Resnick, Frank M. Robinson, Robert J. Sawyer, Robert Silverberg, Joan Slonczewski, Sheri S. Tepper, Vernor Vinge, Connie Willis, Gene Wolfe
Ocena 3,5
Gateways. Orig... Brian W. Aldiss, Is...
Okładka książki Fantastyka Wydanie Specjalne 3(32) 2011 Jelena Chajeckaja, Paweł Ciećwierz, Dawid Juraszek, Redakcja miesięcznika Fantastyka, Vernor Vinge, Andrzej Zimniak
Ocena 5,3
Fantastyka Wyd... Jelena Chajeckaja, ...

Podobne książki

Reklama

Oceny

Średnia ocen
7,3 / 10
159 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE

Sortuj:
avatar
234
21

Na półkach:

Ogień nad otchłanią to wymagająca, ale satysfakcjonująca lektura. Od razu jesteśmy wrzucani w bardzo solidnie skonstruowany świat, do którego jednak trzeba się przyzwyczaić. Poszczególne elementy tej kreacji są czytelnikowi dawkowane i wraz z kolejnymi rozdziałami układają się w spójną całość. Najmocniejszym elementem tego światotwórstwa, i tym, co mnie urzekło, jest społeczność Szponów i ich świadomość złożona z elementów. Na początku psowate stworzenia noszące bluzy i będące na poziomie rozwojowym średniowiecza wywoływały pewien sprzeciw logiczny, ale jednocześnie intrygowały.
Nie mniej interesujący są Skrodnicy i legenda ich cywilizacji. Ten świat naprawdę wciąga i zawiera dużo elementów wywołujących refleksje.
W powieści spotykamy wiele ciekawych postaci i ta mnogość może niektórych nieco zniechęcić, bo wielokrotnie zmieniamy perspektywy i poznajemy opinie bohaterów. Buduje to jednak napięcie, ponieważ czytelnik ma znacznie większą wiedzę o świecie niż poszczególni bohaterowie.

Ogień nad otchłanią to wymagająca, ale satysfakcjonująca lektura. Od razu jesteśmy wrzucani w bardzo solidnie skonstruowany świat, do którego jednak trzeba się przyzwyczaić. Poszczególne elementy tej kreacji są czytelnikowi dawkowane i wraz z kolejnymi rozdziałami układają się w spójną całość. Najmocniejszym elementem tego światotwórstwa, i tym, co mnie urzekło, jest...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
802
349

Na półkach: ,

W pełni sf powieść w cyklu ARTEFAKTY . Piszę tak gdyż nie wszystkie pozycje w tej serii w pełni spełniają ten warunek . Powieść ogólnie dość ciężka w odbiorze , ale to trochę wina tłumaczenia . Główna linia powiesci zbliżona do sagi Gwiezdnych wojen . Dla mnie rewelka .

W pełni sf powieść w cyklu ARTEFAKTY . Piszę tak gdyż nie wszystkie pozycje w tej serii w pełni spełniają ten warunek . Powieść ogólnie dość ciężka w odbiorze , ale to trochę wina tłumaczenia . Główna linia powiesci zbliżona do sagi Gwiezdnych wojen . Dla mnie rewelka .

Pokaż mimo to

3
avatar
235
235

Na półkach:

Na plus ogromny świat, wielowątkowość, naprawdę solidne i zrozumiałe SF (np. odmienne cywilizacje, podróże kosmiczne itp). Historia niezmiernie ciekawa, a więc nie nudna, dlatego właściwym słowem jest "nużąca" (to na minus). Do tego bardzo długa i przez to męcząca.

Książka dla mnie dwuznaczna do oceny. Jeśli nie dasz się uśpić autorowi opowieść będzie się podobać. W ostateczności 7/10.

Dodam w odniesieniu do innych komentarzy ostrzeżenie, że autor wrzuca nas od razu na głęboką wodę, dlatego oprócz czasu na przełknięcie grubości książki trzeba poświęcić chwilę na samodzielne składanie faktów, nie da się pędzić z czytaniem, wręcz trzeba się cofać gdy odkrywamy o co chodzi.

Uwaga po pewnym czasie: podnoszę ocenę o oczko do 8/10 ponieważ historia zapadła mi w pamięć. Docenić trzeba także kreacje unikalnych cywilizacji - szacunek dla autora za pomysłowość i oryginalność.

Na plus ogromny świat, wielowątkowość, naprawdę solidne i zrozumiałe SF (np. odmienne cywilizacje, podróże kosmiczne itp). Historia niezmiernie ciekawa, a więc nie nudna, dlatego właściwym słowem jest "nużąca" (to na minus). Do tego bardzo długa i przez to męcząca.

Książka dla mnie dwuznaczna do oceny. Jeśli nie dasz się uśpić autorowi opowieść będzie się podobać. W...

więcej Pokaż mimo to

7
Reklama
avatar
169
58

Na półkach:

Już po kilku stronach wiedziałem, że to będzie wyjątkowa książka. Miałem jednak obawy, czy autor uniesie stworzony przez siebie świat i będzie umiał umiejętnie przekazać swoją wizję czytelnikowi, tak aby nie stracił on radości z czytania i nie pogubił się w fabule. Niestety czasami tak się zdarza, że bardzo dobre pomysły i mocna wyobraźnia pisarza obracają się przeciw niemu. Całe szczęście w przypadku "Ognia nad otchłanią" tak nie jest i z każdą stroną upewniałem się, że będzie dobrze. Mimo początkowego zagubienia i trudności ze zrozumieniem wszystkich pojęć i wydarzeń, w trakcie czytania dzięki umiejętnemu poprowadzeniu przez autora wszystko z czasem stawało się jasne.

Wszechświat wymyślony przez autora jest dość skomplikowany, zwłaszcza na początku lektury. Vinge sypie świetnymi i oryginalnymi pomysłami jak z rękawa. Jego wyobraźnia zachwyca. Przedstawiona przez niego wizja Wszechświata podzielonego na Strefy, w których możliwości podróżowania i rozwoju technologicznego są różne ze względu na prawa fizyki (Powolność, Poza, Transcendencja) bardzo mi się spodobała. Dzięki temu autor sprytnie umożliwił podróże z prędkością większą niż światło omijając problem dylatacji czasu.

Jednakże najbardziej zachwyciła mnie planeta Szponów i cywilizacja istot złożonych z kilku umysłów i ciał łączących się w sfory oraz wszystkiego co z tym związane - to jak myślą, jak się komunikują, jak funkcjonują. I choć zazwyczaj połączenie wysoko rozwiniętego technologicznie świata przyszłości z cywilizacjami średniowiecznymi średnio mnie przekonuje, tak w przypadku "Ognia nad otchłanią" wyszło rewelacyjnie. Inne przedstawione w książce cywilizacje (choć w sumie nie było ich aż tak wiele, ale może to i dobrze) również są ciekawe, zwłaszcza rasa Skrodników.

Fabuła jest wartka, bez niepotrzebnych zastojów, momentami kameralna, momentami prowadzona z rozmachem. Książka łączy ze sobą powieść drogi, space operę, literaturę antropologiczną, a romans i intrygi też się znajdą ;) Bohaterowie są interesujący, relacje między nimi ciekawie się rozwijają.

Osobiście radzę się nie zniechęcać na początku. Zaczynając powieść można mieć wrażenie, że nie wszystko się rozumie, ale z upływem stron i informacji stopniowo dostarczanych przez autora wszystko (a na pewno większość) się rozjaśnia i układa. Mi książka bardzo przypadła do gustu i mam ogromną nadzieję, że kolejne części zostaną jak najszybciej opublikowane w Polsce.

Już po kilku stronach wiedziałem, że to będzie wyjątkowa książka. Miałem jednak obawy, czy autor uniesie stworzony przez siebie świat i będzie umiał umiejętnie przekazać swoją wizję czytelnikowi, tak aby nie stracił on radości z czytania i nie pogubił się w fabule. Niestety czasami tak się zdarza, że bardzo dobre pomysły i mocna wyobraźnia pisarza obracają się przeciw...

więcej Pokaż mimo to

9
avatar
35
17

Na półkach:

Ciekawe uniwersum, strefy myśli, kapitalny pomysł na "umysły zbiorowe".

Ciekawe uniwersum, strefy myśli, kapitalny pomysł na "umysły zbiorowe".

Pokaż mimo to

0
avatar
72
12

Na półkach:

Wartka akcja, ciekawa tematyka.

Wartka akcja, ciekawa tematyka.

Pokaż mimo to

0
avatar
293
82

Na półkach:

"Ogień nad otchłanią" to bardzo dobra książka której odbiór uzależniony jednak będzie w dużym stopniu od naszych indywidualnych preferencji. Moje pierwsze spotkanie z Vernorem Vinge uważam za udane, pomimo wielokrotnie zbyt rozwleczonego tempa akcji oraz motywów klasycznych dla fantasy, za którymi (jako ktoś wybitnie mocno skierowany w stronę Science-fiction) po prostu nie przepadam. Mam jednak świadomość, iż dla wielu wątek psowatych stworzeń obdarzonych świadomością sfory będzie tym, co przykuje waszą uwagę. Jest to również wątek zdecydowanie najlepiej wyeksplorowany na przestrzeni całej powieści. Ale zacznijmy od początku.

Gatunek ludzki bawi się z ogniem, uwalniając z antycznego Archiwum wszechpotężną, cyfrową (?), świadomą (?) superinteligentną istotę, która to wymyka się spod kontroli i pożera dziesiątki cywilizacji zamieszkujące naszą galaktykę. Cała nadzieja leży w małym frachtowcu, który zdołał uniknąć anihilacji i oddalić się w głębsze rejony galaktyki, na planetę będącą we władaniu psopodobnych istot zwanych Szponami. Na pokładzie statku znajduje się coś o potencjale zdolnym pokonać Perwersję Straumli i ocalić miliardy światów przed zagładą.

Książka dzieli się na dwa wątki: Wydarzenia rozgrywające się w średniowiecznym świecie Szponów, które to walczą między sobą w nieustannej wojnie. Główny konflikt następuje między Snycerzami a Rzezaczami. Obie strony uzyskują również wiedzę i technologię światów rozwiniętych ze statku ludzi (nadal prymitywną, ale już coś lepszego niż kusze :) ) Akcje śledzimy z punktu widzenia wielu postaci, ludzie wchodzą w interakcje ze Szponami, poznajemy zwyczaje, kulturę i przede wszystkim psychiczne aspekty funkcjonowania tego gatunku, tego w jaki sposób ich niewerbalna komunikacja ukształtowała ich strukturę społeczną (samoświadomość, rodzina, następne pokolenia, współpraca, architektura)

Moim osobistym zdaniem kreacja świata jest najmocniejszym aspektem tego wątku. Poznajemy historię tego miejsca oraz postacie mający główny wpływ na nastroje polityczne panujące pomiędzy konkurującymi frakcjami. Obozy dzielą się jednak łatwo na tych złych i tych dobrych, co uważam za zmarnowany potencjał. Źli pragną władzy dla samej władzy i myślą tylko i wyłącznie o tym, jak ją zdobyć. Jest to również motyw, dla którego nienawidzę sięgać po literaturę, której akcja rozgrywa się w średniowiecznych klimatach, nawet jeśli posiada ona stelaż SF. Pierwsze 200 stron bardzo intrygująco wprowadza nas w świat oraz sposób myślenia i funkcjonowania Szponów, nie mamy żadnych info-dumpów, wszystkiego dowiadujemy się pomalutku i z wyczuciem, z perspektyw trzecioosobowych różnych postaci.

Dalej uważam jest odrobinkę gorzej, ponieważ wchodzimy w takie standardowe klisze fantasy i aż 2/3 treści skupia się na wojnie... przygotowania, podróż na miejsce walki, walka... Powtórzę: ciężko mi się było w to wszystko wkręcić gdy na zmianę czytamy o istotach z Transcedencji zdolnej niszczyć całe układy gwiezdne... (o tym za chwilę)

Drugi wątek: dwójka Skrodników (zdecydowanie najlepsi bohaterowie książki! W ogóle trzeba mieć zajebistą wyobraźnie, aby z roślin doniczkowych na kółkach zrobić głównych protagonistów powieści, prawda? Wielki szacun) wraz z Ravną, człowiekiem, i Odpryskiem Boga (ha! pobudzę wasza ciekawość rzucając tym terminem) udają się z misją ratunkową. Oczywiście głównym celem jest powstrzymanie Plagi za pomocą tajemniczego Środka Zaradczego. Wcześniej poznajmy jednak kosmologię, w jakiej się poruszamy....

Istnieją bowiem tzw. Strefy Myśli. Im bliżej centrum galaktyki, tym mniejszy poziom technologii oraz świadomości może funkcjonować. Zmieniają się także prawa fizyki. Istnieje Bezrozumna Otchłań (praktycznie brak technologii i inteligentnego życia), Powolność (naturalna kolebka ludzkości, gdzie maksymalną prędkością jest prędkość światła) oraz Beyond (Poza - gdzie możliwe są już bardziej rozwinięte technologie oraz podróże FTL są możliwe!) a tuż za nim... Transcedencja... strefa istot, która porzuciła swoje fizyczne formy lub nawet naszą normalną przestrzeń trójwymiarową i przeistoczyła się w innych rodzaj egzystencji, kompletnie niezrozumiałej dla istot z niższych Stref. Byty z tej strefy nazywa się Potęgami.

Powiem wprost: Strefy Myśli to najbardziej fascynujący, wielkoskalowy pomysł SF z jakim się kiedykolwiek spotkałem. Cóż za uczucie nieskończonych cudów i wyzwań przyniosło mi wyobrażenie sobie życia w tak skonstruowanym wszechświecie. Warto dodać, że Granice Stref ulegają również lekkim fluktuacjom... choć nie zawsze są one takie lekkie. No i nikt nie wie, kto lub co podzieliło przestrzeń na te strefy... Czyżby?

Wątek high-tech SF zdecydowanie zachwyca skalą ale jest także bardziej ubogi w opisywanie wydarzeń. Dużo dowiadujemy się z trzeciej ręki, nie jesteśmy świadkami największych fajerwerków osobiście, ale czytamy o wydarzeniach z galaktycznego forum (Sieć Miliona Kłamstw! Cóż za genialna nazwa dla internetu w powieści powstałej w 1993 roku). Ponownie, pierwsze 200 stron uważam było najlepsze - byliśmy jeszcze zieloni we wszystkim i pomalutku zaczynamy ten świat poznawać, dowiemy się, że cywilizacje wybudowały szkieletową sieć nadawczo-odbiorczą o elementach długich na 10.000km!!! Wow! Albo odwiedzimy Przekaźnik, centrum tej międzygwiezdnej komunikacji, unoszącej się na antygrawach nad planetą, a w środku tej wielkiej stacji jest... morze! Zawsze fascynowany mnie pomysły na wielkie kosmiczne megastruktury i Vinge poradził sobie z ich opisem. Poza tym nigdy nie czułem się tak mały i nieistotny jak dla bytów zamieszkujących Transcedencję. Przyjdzie nam też z takową porozmawiać... Wyobrażacie sobie rozmawiać z kimś nieskończenie bardziej rozwiniętym od was?

Wiadomym jest, że wątek 1 i 2 się połączą. Jedyny problem jaki mam z tą książką jest taki, że historia mnie po prostu nie porwała. Na papierze brzmi to fantastycznie, ale gdy jesteśmy w środku narracji wielokrotnie odczuwałem uczucie znużenia. Było też bardzo wiele dłużyzn nie posuwających fabuły ani trochę do przodu (ani też nie służyło specjalnie rozszerzeniu naszej wiedzy o świecie) a także okropnych powtórzeń... Gdy jakiś bohater przechadza się po swoich włościach podzamcza, rozmyślając nad swoim "problemem", by za 60 stron zrobić dokładnie to samo rozmyślając o tym samym problemie w niemal tych samych słowach. Tak samo w wątku high-tech SF śledzimy wpisy na forum cywilizacji zastanawiających się, jakie są motywacji Plagi czy naszych bohaterów lecących z misją ratunkową, podczas gdy my doskonale znamy stawkę gry i troszkę musimy się przez te fragmenty przedzierać. To samo się dzieje w środkowej części powieści - wielokrotnie wracamy do tych samych dylematów, pytań i nieufności, nie posuwając się ani odrobinę do przodu. Przez co czujemy się lekko w stagnacji fabularnej. Uważam, że największym problemem tej książki jest tempo i mówię to jako wielki fan tzw. slow burna. Oraz to, że książka nawet nie próbuje nas czymkolwiek zaskoczyć (wiemy zdecydowanie więcej niż postacie opowieści) - choć z pewnością kilka wydarzeń mocno wstrząśnie naszymi bohaterami czy nami, czytelnikami. (jeden raz byłem realnie przejęty losem jednego z bohaterów)

Każda z trzech części, na której podzielona jest książka kończy się jakimś większym wydarzeniem i z pewnością są to najciekawsze momenty powieści. "Ogniu nad otchłanią" nie można odmówić intrygujących pomysłów (cywilizacja Szponów została bardzo gruntownie przemyślana pod względem psychologii czy rozwiązań strukturalnych takiej cywilizacji, choć to nie przeszkadza psom posługiwać się łukami). Jest tu parę grzeszków kina nowej przygody, naiwności na które można z łatwością przymknąć oko i po prostu cieszyć się przygodą. Największym wrogiem jest objętość bo książka z 620 spokojnie mogła zostać okrojona do 450 bez strat dla swojej bogatej kreacji świata.

Vinge pisze momentami w bardzo enigmatyczny sposób o pewnych zagadnieniach (szczególnie w sferze high-tech) ale uważam, że jest to zabieg świadomy i tworzy niespotykaną aurę tajemniczości, zachwytu i braku zrozumienia, jakie z pewnością towarzyszyłoby nam przy spotkaniu z bytami transcedentnymi.

Polecam. Choć nie jestem zachwycony, momentami nudziłem się dosyć mocno (co zwykle nie zdarza mi się przy tego typu literaturze) a niektóre wątki czy motywacje wydają się odrobinę "młodzieżowe" bądź uproszczone/mało interesujące, to jednak całościowo autor stworzył na prawdę fascynującą cywilizację, która w wojennym szale znajduje szansę na wkroczenie na ścieżkę gatunkowego rozwoju.

Jestem przekonany, że sięgnę po kolejne tomy z tego Uniwersum aby się przekonać, jakie jeszcze pomysły przyszły temu autorowi do głowy.

"Ogień nad otchłanią" to bardzo dobra książka której odbiór uzależniony jednak będzie w dużym stopniu od naszych indywidualnych preferencji. Moje pierwsze spotkanie z Vernorem Vinge uważam za udane, pomimo wielokrotnie zbyt rozwleczonego tempa akcji oraz motywów klasycznych dla fantasy, za którymi (jako ktoś wybitnie mocno skierowany w stronę Science-fiction) po prostu nie...

więcej Pokaż mimo to

12
avatar
175
69

Na półkach:

Nie ukrywam, że jak się biorę za książkę, to czytam recenzję z https://lubimyczytac.pl i jeżeli ocena jest poniżej 6, to ją odrzucam. W przypadku zaś książek SF jeszcze biorę pod uwagę nagrody i nominacje Hugo i Nebuli. I tak było z książką - Ogień nad otchłanią (Nebula 1993 i ocena 7,4 w lubimyczytac). W trakcie jej czytania, kilka razy miałem jej dość... ale się zaciąłem by ją skończyć. Ogólnie mogę ją scharakteryzować jako totalny infantylizm, z przeznaczeniem raczej dla młodzieży.
Vinge stworzył kilka światów, dla mnie mało realistycznych, a w tym niektóre wręcz bajkowe, rodem z Czerwonego Kapturka, jak ten na planecie Szponów, gdzie mamy do czynienia z cywilizacją istot przypominających ziemskie psy (może wilki). Inne zaś to mega cywilizacje obejmującym swym zasięgiem rejony bliżej centrum galaktyki, w której dąży się do osiągnięcia Transcedencji (coś w rodzaju bytu nadrzędnego prawie, że boskiego). Ten świat to mega technika i mega internet bez którego nie mogą żyć(?). Okazuje się jednak, że ten świat nie może poradzić sobie z Plagą, która się pojawiła rozwalając i niszcząc go, tak jak robią to dzieci z klockami Lego. No i do tego mamy bohaterów ratujących wszechświat przed Plagą, dzieci bawiących się w superbohaterów.
To już trzecia książka nagrodzona tak prestiżową nagrodą SF, na której się zawiodłem.

Nie ukrywam, że jak się biorę za książkę, to czytam recenzję z https://lubimyczytac.pl i jeżeli ocena jest poniżej 6, to ją odrzucam. W przypadku zaś książek SF jeszcze biorę pod uwagę nagrody i nominacje Hugo i Nebuli. I tak było z książką - Ogień nad otchłanią (Nebula 1993 i ocena 7,4 w lubimyczytac). W trakcie jej czytania, kilka razy miałem jej dość... ale się zaciąłem...

więcej Pokaż mimo to

4
avatar
501
61

Na półkach:

Nagroda Hugo 1993. To zobowiązuje. Dobrnąłem do 200 strony i powiedziałem dość. W skrócie. Archeolodzy zabawiają się odkrywaniem starożytnego kosmicznego archiwum i niczym Pandora uwalniają Plagę (myślo-cyfrowo-coś tam coś tam), mogącą zniszczyć wszystkie cywilizacje. No.. plagi tak mają. Dwójka z nich ucieka z dziećmi w dużej ilości, pochowanych w hibernatorach. Następuje katastrofa i statek przymusowo ląduje na obcej planecie. Może to i odkrywcze (serio?), a i pomysł też niegłupi. W końcu Hugo. Tylko co z tego, gdy jest tak napisane, że przez cały początek książki za cholerę nie wiem kto jest kim? Jak wygląda? Mam się domyślać po okładce? Te obce istoty to psy? Psopodobne? Humanoidalne z psimi łapami, a może tylko psie mordy? Jak toto wyciąga rzeczy z plecaka? Bo plecaki noszą i w łodziach pływają.. Przykro to powiedzieć ale plastyczność opisów leży i kwiczy. Za Chiny Ludowe nie czułem, nie widziałem a umysł doznawał fikołków gdy co chwilę miał inną wizję i próbował ogarnąć te niemożliwości i wielojaźń istot. Ufff...
Jak powiedział pewien troll w grze: "dużo słów... głowa boli..."
Udawać, że mi się podobało, bo to nagradzana książka nie zamierzam. Miłośnicy szczeniaczków może będą zadowoleni. Meh.

Nagroda Hugo 1993. To zobowiązuje. Dobrnąłem do 200 strony i powiedziałem dość. W skrócie. Archeolodzy zabawiają się odkrywaniem starożytnego kosmicznego archiwum i niczym Pandora uwalniają Plagę (myślo-cyfrowo-coś tam coś tam), mogącą zniszczyć wszystkie cywilizacje. No.. plagi tak mają. Dwójka z nich ucieka z dziećmi w dużej ilości, pochowanych w hibernatorach. Następuje...

więcej Pokaż mimo to

2
avatar
194
193

Na półkach: ,

Przyszłość. Ludzie z Królestwa Straumli niezamierzenie uwalniają Plagę, niszczycielską siłę z Transcendencji, kolebki superinteligentnych istot zwanych Potęgami. Naukowiec Arne Olsndot, jego żona Sjana oraz dwójka ich dzieci, trzynastoletnia Johanna i ośmioletni Jefri uciekają przed zagrożeniem, wioząc na pokładzie swojego statku kosmicznego grubo ponad setkę ludzkich dzieci znajdujących się w stanie hibernacji. Lądują na planecie zamieszkałej przez Szpony, czworonożne istoty żyjące w średniowiecznej kulturze i podzielone na dwa wrogie obozy. Jefri trafia do królestwa okrutnego manipulatora Stala, Ruchu Rzezaczystów, a Johanna zostaje przejęta przez Snycerzy, na czele których stoi łaskawa Snycerka, prawdopodobnie najinteligentniejsza reprezentantka Szponów w dziejach. Tymczasem na odległej planecie, w organizacji zawiadującej Siecią, zapada decyzja o wysłaniu na planetę Szponów małego oddziału, którego głównym zadaniem jest odnalezienie tego, na czym najwyraźniej bardzo zależy Pladze, niepowstrzymanie pustoszącej wszechświat.

Po raz pierwszy wydana w 1992 roku powieść science fiction „A Fire Upon the Deep” (pol. „Ogień nad otchłanią”) pióra amerykańskiego nagradzanego pisarza, popularyzatora koncepcji technologicznej osobliwości, Vernora Vinge'a, to pierwsza odsłona cyklu „Zones of Thought” (pol. „Strefy Myśli”). W jego skład wchodzą jeszcze pierwotnie opublikowany w 1999 roku prequel „Ognia nad otchłanią” pt. „A Deepness in the Sky” (pol. „Głębia w niebie”, zaplanowane w serii Artefakty wydawnictwa Mag aka „Otchłań w niebie”) oraz kontynuacja „Ognia nad otchłanią”, „The Children of the Sky” (w Polsce powieść ma ukazać się pod tytułem „Dzieci nieba”), która swoją światową premierę miała w 2011 roku. „Ogień nad otchłanią” w 1993 roku został uhonorowany Nagrodą Hugo w kategorii „najlepsza powieść”, którą „podzielił” z „Doomsday Book” Connie Willis. Ponadto utwór był nominowany do Nagrody im. Johna W. Campbella 1993 i Nagrody Locusa 1993 za najlepszą powieść science fiction oraz do Nagrody Nebula 1992 za najlepszą powieść. Pierwsze małe kroczki w Strefach Myśli Vernor Vinge poczynił w opowiadaniu „The Blabber”, które pierwotnie opublikowano w roku 1988. Jego uniwersum później - od roku 2008 - „pożyczała” sobie jego była żona Joan D. Vinge, tj. akcję paru swoich utworów osadziła we wszechświecie Stref Myśli.

Licząca sobie przeszło sześćset stron space opera od już emerytowanego wykładowcy matematyki (chylę czoła) i informatyki na Uniwersytecie Stanowym w San Diego, wielce zasłużonego dla gatunku science fiction autora powieści, opowiadań i esejów, Vernora Vinge'a. „Ogień nad otchłanią” przenosi nas do różnorodnego, naprawdę przebogatego świata, rozciągającego się na Drodze Mlecznej w dalekiej przyszłości. Świata, w którym niełatwo się odnaleźć – jak to często w fantastyce naukowej bywa, potrzeba czasu, żeby należycie się w świecie przedstawionym przez Vinge'a rozeznać. Najpierw autor wrzuca nas w sam środek akcji: śledzimy paniczną ucieczkę czteroosobowej ludzkiej rodziny Olsndotów z Górnego Laboratorium. Oprócz nich w statku kosmicznym jest ponad setka też ludzkich dzieci będących w stanie hibernacji. A uciekają przed zagrożeniem, które ludzkość nieświadomie sprowadziła. Z tak zwanej Transcendencji, która jak powszechnie wiadomo wydała już niejedną podobną - niezwykłą, nadzwyczaj inteligentną, przepotężną - istotę, siłę. Tym co odróżnia niechcący uwolnioną przez ludzkich naukowców Plagę od innych Potęg, to przeogromny głód niszczenia całych gatunków. Ten wątek reprezentowany jest Ravnę Bergsndot, właśnie odbywającą staż w organizacji zawiadującą Siecią – taki internet obejmujący swoim zasięgiem wiele planet. Sympatyczną młodą kobietę od dwóch lat żyjącą wyłącznie wśród przedstawicieli innych gatunków. Aż do pojawienia się Phama Nuwena, aroganckiego mężczyzny, który równie dobrze może być ostatnią nadzieją dla wszechświata, jak tajną bronią niszczycielskich sił. Rozdziały poświęcone Ravnie, Phamowi i parze Skrodników (w wielkim uproszczeniu: myślące rośliny na wózkach) obfitują od szczegółów/pojęć technicznych i informatycznych, które wymagają od czytelnika dużego skupienia – w przeciwnym razie można się pogubić w tych naukowo-fantastycznych zawiłościach. Uważne wsłuchiwanie się w objaśnienia autora powinno wystarczyć nawet kompletnym laikom, co wnoszę z własnego doświadczenia – nie trzeba zbytnio wysilać mózgownicy, żeby odnaleźć się w tym wybitnie wysoko zaawansowanym technologicznie uniwersum. Objąć rozumem przynajmniej najistotniejsze dla przebiegu fabuły trudne zagadnienia. Widać Vinge to wykładowca akademicki z powołania. Transcendencja w dużym stopniu pozostanie tajemnicą. Odkryje się przed nami jedynie w maleńkiej części, trochę więcej natomiast dowiemy się o... jej tworach? O istotach, które od dawien dawna wychodzą z tajemnej Transcendencji. Te tak zwane Potęgi nie ingerują zbytnio w sprawy innych gatunków. Bywają utrapieniem, już samą swoją obecnością zmuszają wielu do posłuszeństwa - ich nadzwyczajne, nawet w tym niezwykłym świecie, zdolności, potencjalnie nieograniczona inteligencja, sprawia, że stworzenia „niższego rzędu” przeważnie truchleją już na samą myśl o nich. Potęgi mają pewne przywileje, których zwykle nie nadużywają. Może poza Starcem, który od jakiegoś czasu przeciąża Sieć. Przełożony Ravny Bergsndot ma zamiar to ukrócić, na co, przynajmniej w swoim mniemaniu, może sobie pozwolić, bo wbrew pozorom Potęgi nie są niepodzielnymi władcami tego świata. Najwyraźniej nawet nie mają takich ambicji. Wyjątkiem jest Plaga – siła, która jednych niszczy, a innych czyni podległymi sobie. Tworzy niszczycielską armię, której główny cel jest praktycznie nieznany. Wiemy, że pozbawieni wolnej woli żołnierze Plagi podążają za Poza Pasmem II (w skrócie PPII): statkiem kosmicznym, który obiera kurs na planetę Szponów - nazwa nieoficjalna, nadana im przez nastoletnią Johannę Olsndot, jedną z kluczowych postaci „Ognia nad otchłanią”, która wraz z niejakim Wędrowcem pokaże nam tę lepszą część średniowiecznej cywilizacji, w jakiej żyją owe niezwykłe sfory.

„Pojawiło się mnóstwo opowieści o wojnie i flotach bojowych, miliardach ginących w starciach gatunków. Im wszystkim – oraz żyjącym w pokoju wokół nich – sugerujemy przyjrzenie się wszechświatowi. Jego to nic nie obchodzi i nawet z całą naszą nauką zdarzają się katastrofy, którym nie możemy zapobiec. Całe zło i dobro jest prochem wobec Natury.”

Sfora to kilka elementów, fragmentów, organizmów tworzących jeden organizm. Swobodnie się rozłączający. Na kartach „Ognia nad otchłanią” znajdziemy też inne mniej i bardziej pomysłowe gatunki (bardziej to na pewno Skrodnicy), odwiedzimy parę planet i oczywiście wybierzemy się w kosmiczną potencjalnie samobójczą podróż i to niejednym statkiem, ale we mnie największy zachwyt wzbudziły właśnie Szpony. Skradły mi serce te z jednej strony bardzo osobliwe, niesamowite produkty pisarskiej wyobraźni, a z drugiej tak dziwnie swojskie, tak bardzo ludzkie... Te czworonożne istoty żyjące w błogiej nieświadomości na planecie osadzonej w tak zwanej Powolnej Strefie. Malowniczej planecie, którą Vernor Vinge, tak jak i wszystko inne, w szczegółowym, bardzo dokładnym, imponująco plastycznym stylu (ach ten rozmach!), sportretował w tym pierwszym tomie „Stref Myśli”. W tym miejscu wypada też wyróżnić – pogratulować! - pracę tłumacza, Marka Paweleca (wydanie Mag z roku 2021 w serii Artefakty), która, jak mniemam, łatwa nie była. Wracając do fabuły „Ognia nad otchłanią”. Jak już dałam do zrozumienia akcja biegnie po kilku torach, zasadza się na paru płaszczyznach, które ściśle się ze sobą łączą. Tworzą jedną spójną, dokładnie przemyślaną, fascynującą całość. Można utyskiwać na podpięcie się pod twardą, niektórzy pewnie powiedzą, wyświechtaną konwencję – kolejna kosmiczna wyprawa ratunkowo-poszukiwawcza na odległą i niewątpliwie niebezpieczną planetę zamieszkałą przez fantastyczne stworzenia – ale myślę, że nawet te osoby, które są już trochę zmęczeni, znudzeni tym konkretnym szkieletem fabularnym, docenią jego kreatywną obudowę. Cegiełki przytwierdzone do tej leciwej konstrukcji, pięknie poukładane na rzeczonym, kojarzonym chyba przez wszystkich sympatyków fantastyki naukowej, fundamencie, to coś innego. Dla mnie jak najbardziej świeżego i co ważniejsze intrygującego. Jest w tej bogatej wizji mnóstwo pomysłowych składników, jakże soczystych owoców wyobraźni uzdolnionego, i co tu dużo mówić zawstydzająco inteligentnego, Amerykanina. Owoców, które z nadludzką wręcz siłą ciągną do tego świata. Vernor Vinge to Potęga, a czytelnik jej bezwolne narzędzie. Marionetka w rękach dobrotliwej, łaskawej istoty, która wie wszystko, ale tak jak Starzec w zadowalającym stopniu nie wtajemnicza (przynajmniej nie od razu) Phama Nuwena, nasza Potęga, nasz Autor, nie dzieli się z nami całą swoją wiedzą o Transcendencji, o wszystkich nieludzkich gatunkach rozproszonych po jego wszechświecie, o ich kulturze, zwyczajach i wreszcie o samych Potęgach i... tajemnicach Sieci? Czy takowe są, trudno powiedzieć. Wiadomo za to, ze internet Vinge'a „oplata” mnóstwo planet w dużo bardziej rozwiniętej części galaktyki. Szpony mieszkają „po tej drugiej stronie”, w Powolności, w kulturze iście średniowiecznej. Jak można się tego domyślić Ludzie, którzy na początku książki nieproszeni przybędą do tej pełnej niebezpieczeństw krainy z tej bardziej rozwiniętej technologicznie strony Vinge'owskiego wszechświata, zaprowadzą w niej fundamentalne zmiany. W rozdziałach poświęconych Jefriemu Olsndotowi, jego wiernemu towarzyszowi Amidijefriemu, w skrócie Amdiemu, Stalowi i Rzezaczowi, uzyskamy wgląd w „ciemną stronę świata Szponów”. To obóz, a właściwie królestwo tych złych, którzy bezlitośnie manipulują niewinnymi stworzeniami, przekonanymi, że stoją po stronie tych dobrych. A ci dobrzy to Snycerze, do których na początku książki, bynajmniej nie z własnej nieprzymuszonej woli, trafia starsza siostra Jefriego, Johanna Olsndot. W pewnym sensie rodzeństwo walczy przeciwko sobie, bo jak by nie patrzeć każdy z nich zasila inny z wrogo nastawionych do siebie obozów ni to psów/wilków, ni to waleni. Tak Jefri, jak i Johanna są jednak przekonani, że to drugie nie żyje. Wydarzenia rozgrywające się w tej średniowiecznej rzeczywistości angażowały mnie silniej od też nielekkich przejść Ravny, Phama i ich roślinnych kompanów. Nie tylko dlatego, że pokochałam Szpony (w każdym razie Snycerzy, ze wskazaniem na Wędrowca i królową), ale również za sprawą emocjonujących gierek toczonych zarówno po tej jasnej, jak i ciemnej stronie mocy. Tak w Ruchu Rzezaczystów, jak w opozycyjnej frakcji kierowanej przez powoli już żegnającą się z tym światem Snycerkę. Vernor Vinge właściwie od początku każe nam szykować się na zbrojne starcie tych dwóch obozów, na krwawą konfrontację wojsk okrutnego Stala i niedającej się nie lubić Snycerki. I na przybycie wrogów, o których Szponom nawet się nie śniło. Wrogów, ale także sojuszników – pytanie tylko, której strony. „Ogień nad otchłanią” poza wszystkim innym każe nam zastanowić się nad przyszłością Homo sapiens, nad kształtem jaki może przybrać nasz gatunek. Ewolucja. Połączenie człowieka z maszyną. Albo z inną żywą istotą, składającą się z kilku istot. Co byście woleli? Wydaje mi się, że znam odpowiedź. Myślę, że wiem, jakie nieosiągalne (przynajmniej na razie hehe) marzenie rozbudzi w Was Vernor Vinge. To coś więcej niż wspaniała, poruszająca przyjaźń. To prawie jeden organizm. Możliwe, że przewyższający nawet Potęgi. Tożsamość osobowa, człowiek jako zintegrowana jednostka. Vinge w swoim „Ogniu nad otchłanią” przedstawia inny punkt widzenia, zmusza nas do spojrzenia na człowieka pod innym, dziwnie pociągającym kątem.

Teraz czekamy na prequel „Ognia nad otchłanią” od wydawnictwa Mag. W każdym razie ja już ostrzę sobie zęby na tę zbliżającą się niezbyt wielkimi krokami publikację (najwcześniej w grudniu 2021 roku, a to długo...). A tymczasem będę polecać pierwszą odsłonę „Stref Myśli”, „Ogień nad otchłanią” godnego pozazdroszczenia pióra Vernora Vinge'a, każdemu miłośnikowi science fiction, a już zwłaszcza opowieści spod znaku space opera (opera kosmiczna). Bo nie mam wątpliwości, że ta książka porwie prawie każdego fana gatunku. Myślę, że nawet tych co bardziej wymagających czytelników, którzy z niejednego fantastycznego pieca już chleb jedli. Ten jest taki cieplutki (tyle długich lat upłynęło od upieczenia, a nie sczerstwiał), apetycznie przyrumieniony i chrupiący, więc... Smacznego!

http://horror-buffy1977.blogspot.com/

Przyszłość. Ludzie z Królestwa Straumli niezamierzenie uwalniają Plagę, niszczycielską siłę z Transcendencji, kolebki superinteligentnych istot zwanych Potęgami. Naukowiec Arne Olsndot, jego żona Sjana oraz dwójka ich dzieci, trzynastoletnia Johanna i ośmioletni Jefri uciekają przed zagrożeniem, wioząc na pokładzie swojego statku kosmicznego grubo ponad setkę ludzkich...

więcej Pokaż mimo to

8

Cytaty

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Ogień nad otchłanią


Reklama
zgłoś błąd