Laponia. Wszystkie imiona śniegu

Okładka książki Laponia. Wszystkie imiona śniegu autora Adam Biernat, Marta Biernat, 9788379760862
Okładka książki Laponia. Wszystkie imiona śniegu
Marta BiernatAdam Biernat Wydawnictwo: Wydawnictwo Poznańskie Seria: Seria Podróżnicza literatura podróżnicza
328 str. 5 godz. 28 min.
Kategoria:
literatura podróżnicza
Format:
papier
Seria:
Seria Podróżnicza
Data wydania:
2018-10-31
Data 1. wyd. pol.:
2018-10-31
Liczba stron:
328
Czas czytania
5 godz. 28 min.
Język:
polski
ISBN:
9788379760862
Średnia ocen

5,4 5,4 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Laponia. Wszystkie imiona śniegu w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Laponia. Wszystkie imiona śniegu



książek na półce przeczytane 10119 napisanych opinii 1132

Oceny książki Laponia. Wszystkie imiona śniegu

Średnia ocen
5,4 / 10
289 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Laponia. Wszystkie imiona śniegu

avatar
1231
356

Na półkach: ,

Nie rozumiem średniej oceny na tym portalu. Ta książka to kawał fajnej popularyzatorskiej etnologii, która ogólnie omawia zagadnienie Lapończyków (Saamów). Czytelnik dowie się skąd się oni wzięli na tych terenach, jak byli postrzegani już przez starożytnych, a także wszystkiego co jest związane z ich ludem. Jadłospis, Religia, Mity, Ubiór, Obyczaje. Aż do czasów obecnych.

Wziąłem sobie jako lekką lekturę na święta. Książeczka w sam raz do czytania w podróży. Wszystko jest w niej wytłumaczone zatem nie trzeba ratować się Internetem. Mamy sporo kolorowych zdjęć krajobrazów. Język i styl jest przystępny, z humorem i anegdotkami, a książka nadaje się dla dzieci w wieku powyżej 10 lat.

Czego chcieć więcej od pracy popularyzatorskiej?
Z tej dowiemy się wszystkiego o Saamach aby wyrobić sobie w głowie obraz tego ludu.

Nie rozumiem średniej oceny na tym portalu. Ta książka to kawał fajnej popularyzatorskiej etnologii, która ogólnie omawia zagadnienie Lapończyków (Saamów). Czytelnik dowie się skąd się oni wzięli na tych terenach, jak byli postrzegani już przez starożytnych, a także wszystkiego co jest związane z ich ludem. Jadłospis, Religia, Mity, Ubiór, Obyczaje. Aż do czasów obecnych....

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
722
284

Na półkach:

Ponieważ, jak chyba większość czytelników, oczekiwałam książki podróżniczej czy reportażu o krainie i jej mieszkańcach, nie mogę ocenić jej wyżej. Książka nawet przez moment nie traktuje o współczesności, przedstawia jedynie fakty etnologiczne. Do tego pisana jest językiem tak ugładzonym, jakby miała być skierowana co najwyżej do nastoletnich odbiorców.

Ponieważ, jak chyba większość czytelników, oczekiwałam książki podróżniczej czy reportażu o krainie i jej mieszkańcach, nie mogę ocenić jej wyżej. Książka nawet przez moment nie traktuje o współczesności, przedstawia jedynie fakty etnologiczne. Do tego pisana jest językiem tak ugładzonym, jakby miała być skierowana co najwyżej do nastoletnich odbiorców.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1754
139

Na półkach: , ,

Jak dla mnie to świetna książka o lapońskiej kulturze i nie rozumiem tak niskiej oceny tego dzieła. Niektórym naprawdę brakuje opisu knajp w dzisiejszej Laponii a kultura Lapończyków tych ludzi nie obchodzi że stawiają takie noty ?

Jak dla mnie to świetna książka o lapońskiej kulturze i nie rozumiem tak niskiej oceny tego dzieła. Niektórym naprawdę brakuje opisu knajp w dzisiejszej Laponii a kultura Lapończyków tych ludzi nie obchodzi że stawiają takie noty ?

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

716 użytkowników ma tytuł Laponia. Wszystkie imiona śniegu na półkach głównych
  • 353
  • 348
  • 15
152 użytkowników ma tytuł Laponia. Wszystkie imiona śniegu na półkach dodatkowych
  • 100
  • 16
  • 8
  • 8
  • 8
  • 7
  • 5

Inne książki autora

Okładka książki Rekin i baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów Adam Biernat, Marta Biernat
Ocena 4,8
Rekin i baran. Życie w cieniu islandzkich wulkanów Adam Biernat, Marta Biernat
Marta Biernat
Marta Biernat
Historyczka sztuki opętana odbywaniem wszelakich podróży. Jej ulubionym krajem niezmiennie pozostaje Islandia, na której spędza każdego roku sześć miesięcy. Swoje wrażenia o tej niesamowitej wyspie opisuje na blogu Bite of Iceland, który prowadzi wspólnie z mężem.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc Maciej Brencz
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc
Maciej Brencz
Farerskie kadry. Wyspy, gdzie owce mówią dobranoc Autor: Maciej Brencz Moja ocena: 8/10 „Farerskie kadry” to bardzo udany reportaż, który – mimo prostoty języka – skutecznie przenosi czytelnika w rzeczywistość jednej z najbardziej osobliwych i niedostępnych przestrzeni Europy. Maciej Brencz przedstawia Wyspy Owcze w sposób wyjątkowo obrazowy, nie tylko dzięki opowieściom, ale również za sprawą licznych, świetnie dobranych fotografii, które stanowią integralny element tej publikacji. Książka została starannie wydana – twarda oprawa, wysokiej jakości papier oraz bogaty materiał ilustracyjny czynią z niej prawdziwą przyjemność nie tylko dla umysłu, ale i dla oka. To publikacja, którą z przyjemnością bierze się do ręki – estetyczna, solidna i dobrze przemyślana pod względem graficznym. Autor podzielił treść na tematyczne rozdziały – swoiste „kadry”, jak sam je nazywa – dzięki czemu opowieść o Wyspach Owczych nabiera formy mozaiki, składającej się z fragmentów życia, historii, obyczajów, obserwacji i osobistych refleksji. Brencz nie narzuca jednej narracji – pozwala każdemu z tematów wybrzmieć we własnym rytmie. Jego podejście do bohaterów i miejsc jest pełne szacunku i uważności, a przy tym pozbawione nachalnej egzotyki. Farerska codzienność – z jednej strony przewidywalna w swej surowości, a z drugiej zupełnie nieprzewidywalna ze względu na kaprysy przyrody – została przedstawiona w sposób niezwykle sugestywny. Autor zręcznie uchwycił unikalny klimat tego miejsca, z jego izolacją, rytmem wyznaczanym przez naturę i specyficzną kulturą lokalną. To książka dla tych, którzy pragną choć na chwilę oderwać się od codziennego zgiełku i przenieść w świat zupełnie inny – spokojny, wyciszony, pełen prostoty i wewnętrznego porządku. Dla wielu czytelników może to być nie tylko literacka podróż, ale również doświadczenie kontemplacyjne. Zdecydowanie polecam tę publikację – zarówno osobom zafascynowanym Skandynawią i Północą, jak i tym, którzy po prostu szukają dobrze napisanej, pięknie wydanej i wciągającej opowieści o miejscu, gdzie – jak sugeruje autor – „owce mówią dobranoc”. ** 16:41 * 27.07.2025 * 64/2025 *
Paweł - awatar Paweł
ocenił na88 miesięcy temu
Nie mieszkam w igloo Adam Jarniewski
Nie mieszkam w igloo
Adam Jarniewski
Adama Jarniewskiego obserwuję od lat na instagramie, gdzie wrzuca piękne zdjęcia z Grenlandii. Od dłuższego czasu też chodziła za mną jego książka o tej wyspie, aż w końcu zabrałam się za lekturę. Nie zaprzeczę, z pewnymi obawami, bo już niejednokrotnie "przejechałam się" na książkach blogerów, napisanych tak, jakby był to kolejny - tym razem nieco dłuższy - wpis na blogu. Nieco podobnie było z "Nie mieszkam w igloo", jednak Jarniewski uporządkował swoją książkę w miarę składną całość - będącą jego historią wyprowadzki na Grenlandię i życia tam. Owszem, wiele rozdziałów nie jest ze sobą powiązanych ani ułożonych chronologicznie, inne idealnie pasują do blogowych ciekawostek, ale całość czytało się całkiem przyjemnie :). Autor mieszka na Grenlandii już od kilkunastu lat, "Nie mieszkam w igloo" to książka powstała po dziesięciu latach spędzonych na wyspie. Jarniewski przeprowadził się na Grenlandię do swojej ciężarnej dziewczyny i dzięki jej pomocy mógł dość szybko i w miarę bezboleśnie poznać ten - tak inny od polskiego - świat. Długie zimy, polowania, mieszanka języków, lokalne tradycje... Sporo tu fajnych ciekawostek, a do tego - co uwielbiałam już na instagramie, więc musiało spodobać mi się też w książce - wiele pięknych zdjęć ukazujących surowe piękno grenlandzkich krajobrazów. "Nie mieszkam w igloo" to przyjemna i ciekawa lektura, przybliżająca czytelnikowi życie codzienne na jednej z najbardziej interesujących wysp na świecie ;).
Gabi Zet - awatar Gabi Zet
ocenił na62 lata temu
Strażnik kruków. Moje życie wśród kruków w Tower Christopher Skaife
Strażnik kruków. Moje życie wśród kruków w Tower
Christopher Skaife
🖤🏰 Kruki, Tower i gawęda z bardzo ludzkim dziobem 🏰🖤 🪶 Gatunek: gawędziarska opowieść z krukami, Tower i autobiografią w tle
 🌫️ Nastrój: ciepło, dziwnie, z lekkim cieniem zamkowych murów
 🎧 Tryb czytania: czytać jak spacer po osobliwym świecie — bardziej dla klimatu, głosu i ptasich charakterów niż dla twardej wiedzy
 ⭐ Moja ocena: 6,5/10 — rzecz przyjemna, z wdziękiem i własnym tonem, choć bez wielkiego ciężaru 📖 Książka w moim odczuciu bardzo dobrze miesza kilka porządków naraz: ptasi świat, życie w Tower of London, legendy tego miejsca i własną autobiografię autora. Christopher Skaife nie pisze jak chłodny znawca, tylko jak ktoś, kto naprawdę żyje obok tych ptaków — i potrafi o tym opowiadać z czułością, humorem i dystansem. 🐦 Najmocniejsze są tu same kruki — nie jako symbol, tylko jako charaktery 🐦
 Najlepiej wypadają momenty, gdy ptaki przestają być „tematem”, a stają się osobowościami. Munin — stara, inteligentna, uparta „Black Widow”, która autora wyraźnie nie znosi. Merlina — kapryśna gwiazda tego kruczego świata, z którą z kolei łączy go wyraźnie bliższa więź. Te relacje, ich hierarchie, rytuały wypuszczania i zamykania, całe to codzienne krucze życie — właśnie ono niesie książkę najmocniej. 🏰 Tower nie jest dekoracją — tylko drugim bohaterem 🏰
 Bardzo dobrze działa też sam zamek: Tower Green, White Tower, nocne zamykanie ptaków, codzienność Yeoman Warderów, ciężar historii wpisany w mury. Do tego dochodzi jeszcze świetny wątek legendy o krukach i Karolu II, który Skaife z jednej strony opowiada z przyjemnością, a z drugiej uczciwie pokazuje, że to raczej piękny mit niż twardy fakt. 🪖 Autobiografia dobrze się tu wplata, ale nie dominuje 🪖
 Jest wojsko, jest droga autora do tej osobliwej funkcji, jest jego codzienność, dom, rytm pracy, nawet to całe „Ravenish”, czyli własny sposób porozumiewania się z ptakami. To wszystko nie brzmi jak dodatek na siłę, tylko jak naturalna część tej opowieści. Dzięki temu książka ma własny ton: trochę zwariowany, trochę ciepły, trochę brytyjsko gawędziarski. 🙂 To właśnie ten ton zadziałał na mnie najmocniej 🙂 
Jeśli ktoś szuka czegoś bardziej zwartego, głębszego albo bardziej ornitologicznego, może poczuć niedosyt. Ja czytałem to raczej jako lekką, przyjemną, dobrze opowiedzianą gawędę, w której kruczy świat spotyka się z codziennością autora i atmosferą Tower. I właśnie w takim wydaniu ta książka u mnie zadziałała. 📚 Kruczy świat opowiedziany lekko, z humorem i czułością 📚 
Trochę wiedzy, trochę zamkowych historii, trochę autobiografii i sporo sympatycznego dystansu. To nie jest książka, która chce olśnić rozmachem ani definitywnie wyjaśnić świat kruków. Ale bardzo dobrze wie, czym chce być: przyjemną, osobną, lekko osobliwą opowieścią. I właśnie dlatego zostawia po sobie całkiem dobry ślad.
Endryou Poczopko - awatar Endryou Poczopko
ocenił na79 dni temu
Na marne Marta Sapała
Na marne
Marta Sapała
Należę do pokolenia, którego matki i babki wychowały się w biedzie, dlatego i ja wyniosłam z domu umiejętności pozwalające zagospodarować każdą cząstkę żywności. W moim domu niewiele się wyrzuca, a zakupy robi się z listą w ręku i tylko takie,jakie w danym momencie są potrzebne. Nie magazynuję żywności, rzadko zdarza mi się przegapić termin przydatności do spożycia. Dlatego ze zdumieniem przyglądam się zawartości kontenerów na śmieci na moim osiedlu po świętach, czy długich weekendach. Wyrzucone tacki z mięsem, gotowe dania, wędliny i pojemniki z sałatką jarzynową walają się wszędzie i potwierdzają tezę postawioną przez Martę Sapałę w reportażu „Na marne”- Polacy wyrzucają bardzo dużo żywności, przyczyniając się tym samym do marnotrawstwa i ekologicznej katastrofy. W dobie nadprodukcji i nadkonsumpcji temat tego reportażu jest niezwykle ważny. Autorka przygląda się zagadnieniu bardzo wnikliwie i z różnych stron. Rozmawia z freeganami, osobami bezdomnymi korzystającymi ze społecznych stołówek, organizatorami lodówek społecznych, gospodyniami wiejskimi, a także osobami, które przeżyły wojnę i wiedzą, czym jest prawdziwy głód. Poprzez te rozmowy tworzy zbiorowy portret społeczeństwa, które z jednej strony upojone możliwością dostępu do licznych dóbr zatraciło się w tym nadmiarze i beztrosko konsumuje i marnuje jedzenie, a z drugiej nauczone latami niedostatku potrafi wykorzystać każdą odrobinę żywności i przetworzyć ją w jadalne danie. Marta sapała nie poprzestaje jednak tylko na rozmowach. Próbuje też dotknąć problemu własnymi rękoma. Dlatego dołącza do grupy ludzi szukających jedzenia na śmietnikach i sprawdza, co można z niego przygotować, uczestniczy w kursie gotowania bez resztek, angażuje się jako wolontariuszka i obsługuje społeczne lodówki. Swoje spostrzeżenia popiera argumentami naukowymi, oddając głos specjalistom- naukowcom, ekonomistom, prawnikom. Mimo ciekawego tematu miałam wrażenie, że reportaż jest nieco nierówny. Autorce zdarzają się tu dłużyzny, niepotrzebne dywagacje, czasami zbyt drobiazgowo podchodzi do niektórych problemów. Na przykład historia mężczyzny, który niemyślnie podpalił budynek Biedronki,szukając jedzenia w kontenerze z usuniętą ze sklepu żywnością, nie wnosi nic do tematu, a jest nadmiernie rozwleczona. Podobnie jest w rozdziale, którego bohaterem jest sławny swego czasu piekarz z Legnicy, który trafił przed oblicze wymiaru sprawiedliwości za rozdawanie niesprzedanego chleba. Sama historia jest bardzo ciekawa, ale dlaczego autorka opowiada ją od roku 1936, kiedy niemiecki piekarz Alfred Türpitz zakłada w Liegnitz piekarnię, którą 50 lat później odkupi od miasta Waldemar Gronowski? Zainteresowały mnie rozdziały poświęcone badaniom nad rozmiarami marnotrawstwa żywności w Polsce, w których dokładnie przedstawiono, co ląduje w śmietniku, dlaczego i jaki typ gospodarstwa domowego generuje najwięcej odpadów. Sama zaczęłam się zastanawiać, jak wypadłabym w takich badaniach. „Na marne” to potrzebna książka, bo naświetla ważny cywilizacyjny problem i uświadamia, na czym polega odpowiedzialna konsumpcja.
Anna-Maria - awatar Anna-Maria
oceniła na64 miesiące temu
Ostatni pustelnik. 27 lat samotności z wyboru Michael Finkel
Ostatni pustelnik. 27 lat samotności z wyboru
Michael Finkel
Zazwyczaj mam spory problem z kończeniem książek, często porzucam je w połowie, ale w przypadku "Ostatniego pustelnika" o dziwo w ogóle nie było tego problemu. Przez tę historię przebrnąłem niezwykle sprawnie i z czystą przyjemnością. To, co najbardziej ujęło mnie w stylu Michaela Finkela, to konkret. Książka nie jest sztucznie rozwleczona, a autor bardzo spójnie i trafnie łączy główny temat z pobocznymi wątkami historycznymi czy dialogami, które świetnie dopełniają całość. Finkel miał też po prostu niesamowite szczęście – fakt, że człowiek tak skrajnie stroniący od ludzi obdarzył go zaufaniem i dał mu w zasadzie wolną rękę w opisaniu swojego życia, to ewenement. Postać Christophera Knighta jest fascynująca i złożona. Jego zdolność adaptacji do surowych warunków i umiejętności przetrwania przez 27 lat w absolutnej samotności robią kolosalne wrażenie. Fascynuje mnie to, co tak naprawdę siedziało w jego głowie. On nie uciekł do lasu jak jakiś romantyk, żeby napisać o tym wzniosłą książkę – on po prostu chciał odciąć się od świata. Finkel próbuje wejść w jego umysł, szuka odpowiedzi na pytanie "dlaczego?", ale chyba nigdy w 100% się tego nie dowiemy. I to jest w tej historii niesamowite. Zdecydowanie polecam – to reportaż, który nie tylko wciąga jak dobra powieść, ale też zostawia nas z wieloma pytaniami o to, czego tak naprawdę potrzebujemy do życia.
iQseer - awatar iQseer
ocenił na91 miesiąc temu
Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie Aleksandra Pezda
Zdrowaś mario. Reportaże o medycznej marihuanie
Aleksandra Pezda
Aby przeżyć, trzeba stać się przestępcą. Dobry reportaż, ale rozdziały ułożyłabym nieco inaczej, zaczynając od ostatniego, który jest chyba najważniejszy, bo mówi o kobiecie, która zaczęła głośno mówić o potrzebie dostępu do leczniczej marihuany, ale też o lekarzu - pierwszej ofierze nagonki na tych, którzy pomagali nieuleczalnie chorym dzieciom. Ja zaczęłam czytanie od ostatniego rozdziału, po czym przeczytałam kolejne dwa zanim zajęłam się pierwszym. A po nim czwarty od końca - czyli ponownie o chorobie Leśniewskiego, tak jak i ten pierwszy. Później kolejność była dowolna :) Autorka przeprowadziła wywiady z różnymi ludźmi - pełen przekrój społeczny, bo wszędzie są ci, którzy potrzebują uwolnienia od nieustannego bólu. Rozmawiała też z lekarzami, nie tylko w Polsce, lecz także tymi w Izraelu, gdzie lecznicze konopie stosowane są od dawna. Nie zgadzam się z opiniami osób, które twierdzą, że ta książka jest laurką dla cudownych leczniczych konopi. Nie, nie jest to cudowne panaceum i autorka niemal w każdym rozdziale umieszcza przynajmniej jedno zdanie/wypowiedź, że nie jest to dla wszystkich i przytacza przykłady. Ale też niektórzy (rozdział o konińskim punkcie informacyjnym) przyjmują konopie tak jak tabletki przeciwbólowe - tylko wtedy , gdy ból się zaostrza, zapominając, że jest to zioło, a zioła przyjmuje się przez długi czas. A potem się dziwią, że nieszczególnie im to pomaga. W tym zbiorze reportaży jest wiele historii pełnych cierpienia i strachu, a często kończących się tragicznie. Dostajemy też przepis, etap po etapie, jak samemu zrobić RSO (olej z dużą zawartością THC). Minęło już ładnych parę lat od wydania tej książki i bardzo by się przydała druga część tego reportażu - jak to wygląda obecnie. Polecam przeczytać.
moniss - awatar moniss
ocenił na610 miesięcy temu
Góry. Stan umysłu Robert Macfarlane
Góry. Stan umysłu
Robert Macfarlane
Robert Macfarlane – angielski pisarz, podróżnik, wykładowca Emmanuel College Uniwersytetu w Cambridge – bywa określany mianem twórcy nowego sposobu pisania o przyrodzie, o krajobrazie powiązanym nierozerwalnie z ludzkim postrzeganiem, z naszymi marzeniami, wyobrażeniami, tęsknotami. To nie jest typowa książka o górach. Niewiele w niej detali dotyczących poszczególnych wypraw, nie jest uporządkowaną historią alpinizmu, katalogiem ekspedycji, zbiorową biografią wspinaczy. Bo Macfarlane’a interesuje to, co dzieje się w ludzkim umyśle w zetknięciu z górskim krajobrazem, to, co motywuje człowieka do wspinania się na trudno dostępne szczyty oraz to jak historycznie zmieniał się stosunek człowieka do gór. Początkowo był strach przez nieznaną i groźną, jałową i brzydką, „nieludzką” przestrzenią. Ale na przełomie XVIII i XIX stulecia nastąpiła zmiana, górski krajobraz zaczęto postrzegać jako piękny i wspaniały, szczyty stały się obiektami marzeń, a romantyczny paradygmat zawładnął umysłami wspinaczy i turystów, poetów i malarzy. Ostanie trzy stulecia przewartościowały stosunek człowieka do gór, a ich cechy – stromizna, wysokość, odosobnienie – stały się wartościami, o które warto zabiegać. „W mojej książce próbuję wyjaśnić” – pisze Macfarlane – „w jaki sposób góra może »zawładnąć« człowiekiem, wytworzyć w nim takie przywiązanie do czegoś, co jest przecież tylko stertą kamieni i lodu. Dlatego nie badam dróg, którymi ludzie docierali w góry, ale drogi, które wedle ich wyobrażeń miały ich tam zawieść, a także to, co w związku z nimi czuli i jak je po-strzegali. Nie będę się zajmował nazwiskami, datami, szczytami i wysokościami nad poziomem morza, jak czynią to autorzy typowych górskich opowieści, lecz doznaniami, emocjami i ideami. Nie jest to historia wspinaczki, ale historia wyobraźni”. Rozpisany na dziewięć rozdziałów esej Macfarlane’a ma niezwykłą zaletę. Autor splata błyskotliwe wywody teoretyczne z opisem osobistego doświadczenia. Kiedy pisze o historii geologii i zmianach wiedzy dotyczącej wieku i powstawania gór, uzupełnia wywód opisem własnych obserwacji geologicznych podczas wycieczki w szkockie pasmo Cairngorm. Gdy opisuje fascynację człowieka niebezpieczeństwem i ryzykiem związanym z górską przygodą, rozpoczyna od wspomnienia swojej dramatycznej wspinaczki, gdy sam szczęśliwie wymknął się śmierci w skalnej ścianie. Pisząc o poznawaniu lodowców, relacjonuje swoją wyprawę w góry Tien-szan i przekraczanie wielkiego lodowca Inylczek. Kolejnym interesującym zagadnieniem, które omawia jest zmieniający się stosunek człowieka do wysokości, bycia na szczycie i widoku, który się zeń rozpościera. Dziś w epoce samolotów, lotów kosmicznych i wieżowców widok na świat z góry nie jest czymś nadzwyczajnym, ale sto i więcej lat temu był doświadczeniem rzadkim i niezwykłym. Wysokość stawała się stopniowo celem samym w sobie, co uwidacznia się także w języku. To co „wysokie”, „wyniesione”, „wzniosłe” jest wartościowane pozytywnie, w przeciwieństwie do tego co „niskie”, „podrzędne”, „poniżone”. Znakomita jest refleksja autora nad bezużytecznością alpinizmu, który nie tworzy żadnych materialnych wartości i jest w tym sensie aktywnością „niepotrzebną” i „zbędną”. I w ten wątek wplata autor osobistą opowieść o swoim dziadku alpiniście, który wprowadzał go w góry oraz doświadczeniu wielkiej górskiej panoramy – widoku z alpejskiego czterotysięcznika w pogodny dzień. Osobnym zagadnieniem są góry nieznane, nieopisane, niezdobyte – krajobrazy „poza mapą”. Kiedyś to, co nieznane było atrakcyjne jedynie ze względów utylitarnych, dopiero pod koniec XVIII wieku stało się czymś pożądanym, ciekawym, godnym poznania. Rola map była nie do przecenienia, a wypełnianie treścią pokrywających je tu i ówdzie białych plam, stałą się ambicją dla pokoleń zdobywców. Motywacje poznawania nieznanych górskich obszarów miały także podłoże religijne i duchowe. Scena gwałtownej burzy w kanadyjskich Górach Skalistych otwiera rozdział poświęcony przynależności gór do zupełnie innej sfery. Jak pisze wprost Macfarlane: „Góry należą do innego świata”. Zdarzają się w nim rzeczy dziwne i nieoczekiwane, a powrót zeń normalności jest trudny. Jak napisał jeden z wybitnych eksploratorów Alp Horace-Bénédict de Saussure, górą są „swego rodzaju ziemskim rajem”. Rozdział ostatni to precyzyjna rekonstrukcja trzech epickich wypraw na Mount Everest w latach 1921-1924, podczas których próbował zdobyć najwyższą górę świata legendarny angielski wspinacz George Mallory. To historia opętania, ale zarazem piękny mit bezinteresownego heroizmu. I jeszcze spinający całość epilog zatytułowany tajemniczo "Zając bielak". To wyjątkowa książka, precyzyjnie opisująca w jaki sposób kultura wpływa na nasze postrzeganie górskiego krajobrazu. Autor podkreśla, że patrząc na góry dokonujemy interpretacji, „czytamy krajobraz”, przypisujemy górom cechy, których w istocie nie mają, Nasza wspólna kulturowa pamięć determinuje sposób w jaki patrzymy na góry. A przecież góry to fizyczne obiekty zbudowane ze skał i lodu. To ludzka wyobraźnia nadaje im właściwości emocjonalne, tak rozumiane góry – szerzej: krajobrazy – są wytworami naszego postrzegania, naszego umysłu. Warto uzupełnić lekturę tej książki obejrzeniem dokumentalnego filmu Jennifer Peedom Góra (Mountain) z 2017 roku. Robert Macfarlane był współautorem scenariusza i autorem komentarza do zdjęć. Ten film śmiało można uznać za wizualnie olśniewającą ilustrację idei omawianych w książce "Góry. Stan umysłu". Jednej z najciekawszych książek o górach jakie znam.
Maciej Krupa - awatar Maciej Krupa
oceniła na92 miesiące temu

Cytaty z książki Laponia. Wszystkie imiona śniegu

Bądź pierwszy

Dodaj cytat z książki Laponia. Wszystkie imiona śniegu