
Ostateczny argument królów

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Cykl:
- Pierwsze prawo (tom 3)
- Seria:
- Uniwersum Pierwszego Prawa
- Tytuł oryginału:
- Last Argument of Kings
- Data wydania:
- 2013-04-17
- Data 1. wyd. pol.:
- 2013-04-17
- Liczba stron:
- 840
- Czas czytania
- 14 godz. 0 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788374802963
- Tłumacz:
- Wojciech Szypuła
Koniec jest bliski.
Logen Dziewięciopalcy musi stoczyć jeszcze tylko jedną walkę, ale ta będzie pamiętna.
Na Północy szaleje wojna, Król Północnych trzyma sie mocno i tylko jeden człowiek może go powstrzymać: jego najdawniejszy przyjaciel - i najdawniejszy wróg. Najwyższy czas, żeby Krwawy-Dziewięć wrócił do domu.
Superior Glokta - uskarżający się na nadmiar przełożonych i niedostatek czasu - prowadzi zupełnie inną wojnę, potajemną walkę, w której nikt nie jest bezpieczny i nikomu nie można ufać. Dni, w których był mistrzem fechtunku, odeszły w przeszłość. Całe szczęście, że szantaż, groźby i tortury nic nie straciły ze swej skuteczności.
Jezal dan Luthar doszedł do wniosku, że zdobywanie żołnierskiej chwały bywa nazbyt bolesne. Porzucił więc wojaczkę na rzecz życia z kobietą, którą kocha. Okazało się, że miłość również potrafi sprawić ból, a chwała ma
paskudny zwyczaj dopadać człowieka znienacka, kiedy najmniej się on tego spodziewa.
Kup Ostateczny argument królów w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Ostateczny argument królów
Poznaj innych czytelników
4840 użytkowników ma tytuł Ostateczny argument królów na półkach głównych- Przeczytane 3 195
- Chcę przeczytać 1 598
- Teraz czytam 47
- Posiadam 676
- Fantasy 104
- Fantastyka 85
- Ulubione 84
- Audiobook 26
- 2025 25
- 2022 25







































OPINIE i DYSKUSJE o książce Ostateczny argument królów
Kolejna część przygód naszych bohaterów i jedyny minus to zakończenie trochę słabe.
Kolejna część przygód naszych bohaterów i jedyny minus to zakończenie trochę słabe.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRozumiem zachwyty nad trylogią Pierwszego Prawa, ale dla mnie przejście przez trzeci tom było katorgą. Bardzo dużo zażenowania, bardzo mało satysfakcji.
A najgorsze jest to, że wszystko co czytamy jest skomplikowana intrygą Bayaza, służącą temu, żeby mógł sobie zabić kilkudziesięciu żerców. Czyli nic nie ma sensu, wszystko jest beznadziejne. Ależ mi wielka literatura.
Rozumiem zachwyty nad trylogią Pierwszego Prawa, ale dla mnie przejście przez trzeci tom było katorgą. Bardzo dużo zażenowania, bardzo mało satysfakcji.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA najgorsze jest to, że wszystko co czytamy jest skomplikowana intrygą Bayaza, służącą temu, żeby mógł sobie zabić kilkudziesięciu żerców. Czyli nic nie ma sensu, wszystko jest beznadziejne. Ależ mi wielka literatura.
Świetna książka, ale słabe zakończenie. Na szczęście są kolejne części, bo jakby to był finał czułbym się dość zawiedziony.
Świetna książka, ale słabe zakończenie. Na szczęście są kolejne części, bo jakby to był finał czułbym się dość zawiedziony.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toGodne zwieńczenie trylogii, które zaskakuje i kompletnie przetasowuje praktycznie całą dotychczasową wiedzę czytelnika o źródłach wydarzeń, intencjach oraz rolach bohaterów, jakie mieli do odegrania w planie stojących za kurtyną demiurgów wydarzeń wstrząsających światem "Pierwszego prawa". Nie chodzi jednak tylko o to, że Abercrombie igra tutaj z toposami i przełamuje stereotypy charakteryzujące większość literatury fantasy. Powieść tę - podobnie jak pozostałe z cyklu - chłonie się również ze względu na pięknie zniuansowanych bohaterów, którzy w finałowym tomie zostają umieszczeni w miejscach i sytuacjach zupełnie nieoczywistych, zachowując się w sposób sprawiający, że ostatecznie niemal każdego z nich trudno jednoznacznie zaklasyfikować do grona postaci pozytywnych lub negatywnych, podobnie jak ich uczynki i intencje.
Jakby było mało, do grona tych "ukochanych" bohaterów dołączają nowi, których wpływ na bieg wydarzeń okazuje się kluczowy i którzy - równie szybko jak postacie znane z "Ostrza" i "Nim zawisną" - wskakują na listę ulubionych bohaterów literatury fantasy (jak "szalony" góral Crummock-i-Phail i wojownicza czeredka jego dzieciaków). Choć pewne rozwiązania fabularne mogą budzić rozczarowanie - nie ze względu na sposób ich poprowadzenia, lecz z powodu tego, co przydarza się niektórym z ulubionych bohaterów; ot, wewnętrzny sprzeciw czytelnika, który życzy im lepszego losu niż ten ostatecznie im przypisany - to fabularnie wszystko pięknie się tu splata. Większość białych plam zostaje wypełniona, niedomówienia wyjaśnione, a wszystkie trybiki historii wskakują na swoje właściwe miejsca, spinając całość efektowną klamrą.
Z innych rzeczy, które z mojej perspektywy wydają się szczególnie godne polecenia, warto wymienić fakt, że Abercrombie stworzył lore i mitologię mające sens, ale nieprzesadnie - jak to często bywa w gatunku - przekombinowane, pozbawione wyraźnej linii podziału na dobro i zło, również w sferze sił wyższych, magicznych i nadnaturalnych. Ci "dobrzy" sięgają po niecne i bezwzględnie brutalne praktyki w imię tak zwanego "większego dobra", a motywacje "złych" bytów nadnaturalnej proweniencji niekiedy wcale nie są pozbawione racji.
Podobnie jak w przypadku poprzednich tomów, także i tutaj narracja oraz styl są na tyle plastyczne i sugestywne, że przed oczami czytelnika krystalizują się obrazy - często z brutalną dosadnością, gdy w grę wchodzą sceny bitewne, ociekające posoką krwi, bryzgającymi mózgami i odcinanymi kończynami - które aż proszą się o przeniesienie na ekran w formie filmowej superprodukcji. Tym bardziej żal, że taka adaptacja wciąż nie powstała. Finałowa część książki to prawdopodobnie najlepiej opisane oblężenie quasi-średniowiecznego miasta, jakie kiedykolwiek czytałem - i to nie tylko w obrębie literatury fantastycznej.
Całą trylogię gorąco polecam. Notabene, cenię też to, że Abercrombie nie rozpisuje swoich opowieści na kilkunasto- czy kilkudziesięciotomowe cykle, lecz zgrabnie zamyka je w stand-alone'ach i trylogiach. Sam tymczasem zacieram ręce, bo przede mną trzytomowa kontynuacja - "Epoka obłędu" - z nowymi bohaterami i akcją rozgrywającą się dziesięciolecia po wydarzeniach z "Pierwszego prawa". Polecam!
Godne zwieńczenie trylogii, które zaskakuje i kompletnie przetasowuje praktycznie całą dotychczasową wiedzę czytelnika o źródłach wydarzeń, intencjach oraz rolach bohaterów, jakie mieli do odegrania w planie stojących za kurtyną demiurgów wydarzeń wstrząsających światem "Pierwszego prawa". Nie chodzi jednak tylko o to, że Abercrombie igra tutaj z toposami i przełamuje...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTen tom ma w sobie doprawdy wszystko: Warhammera 40k spod szyldu kampanii Tzeentcha, motyw szalonego Inkwizytora paktującego z diabłem, turków wysadzających mury Konstantynopola, Makbetowsko-Arthasowy triumfalny wjazd po zwycięskiej kampanii czy elementy prozy wojskowej spod szyldu Glena Cooka.
Książka jest podzielona na dwie części i będę złośliwy – lepszą, miło tudzież spokojnie budującą klimat i gorszą, która wali akcją za akcją bez chwili wytchnienia. No dobra! Jest jeszcze przydługi epilog, który domyka niemalże wszystkie wątki, gdyż finalnie lektura zostawia nas… może nie wiszących z klifu, a “spadających”, co może wydawać się dość poetyckim zakończeniem historii.
Rozpoczynamy nieco naiwnie, gdyż pełna przygód podróż, która zajęła spory kawał poprzedniej części, w tym tomie ograniczyła się do marnego wspominku: “wsiedliśmy na statek i wróciliśmy”. Niby nie jest to retcon, ale jednak pozostawia czytelnika z pytaniem, po co to wszystko było? Niemniej kamera wraca do Midderlandu, gdzie głównie będzie rozgrywać się akcja.
Unia wrze, a sytuacja na Północy utknęła w impasie. Jezal dan Luthar, jako jedyny dostępny dowódca gwardii, zostaje wysłany do rozgromienia chłopskich buntów. Całe miasto już plotkuje o jego bohaterskich czynach, jakich dokonał na zachodzie (XD). Bayaz knuje, Ferro Maljinn… no jest, Glokta lawiruje pomiędzy dwójką przełożonych, a Logen wchodzi coraz częściej w tryb berserkera podczas walki z kolejnymi siłami Bethoda. Tyle fabuły bez spoilerowania, przejdźmy do opiniowania.
Abercrombiemu udało się stworzyć solidnych bohaterów, z którymi trudno nie sympatyzować pomimo licznych wad. Może poza Bayazem, bo chłop wcale mi nie przypomina genialnego szachisty, a raczej dzieciaka, który odszedł od kompa podczas sesji w Crusader Kings i zapomniał nacisnąć pauzę (to taka gra, gdzie sterujemy sobie królami). Magus to nikt inny, jak gimbomachiavelllista, co to się naczytał “Księcia”, ale pozostałe utwory autora olał (tutaj przypomnę, iż Machiavelli był zwolennikiem republiki). Co mnie serio w tej lekturze zaskoczyło, to że żaden z bohaterów nie próbował wbić mu kosy w plecy, po tym co odwalił.
Mam również wrażenie, iż autor po prostu wziął wszystkie popularne w fantasy i kliknął “odwrócenie kolorów”, co w istocie daje nam świat szary, brudny i niejednoznaczny, ale wpadający tym samym w swego rodzaju zbyt widoczną Gombrowiczowską Formę. Zabieg oczywiście jak najbardziej interesujący, ale brakuję mi w tym świecie wyraźnie jasnych lub ciemnych punktów. Jak określił to jeden z moich przyjaciół: “Moralna szarość zrobiła się zbyt nudna”.
Jezal awansował do tych bardziej charakternych postaci. Tutaj już widać jego dojrzałość i szczere chęci. Scena w której nokautuje dwórkę, aż tej spadły pantofle? Miód. Ostatnia konfrontacja z czarodziejem? Ała. Myślę również, iż Ardee oraz Glokta to największe wygrywy całej trylogii, w przeciwieństwie do Westa, którego było mi żal.
Logen – zakończenia tego wątku nie będę długo komentować. Chłop w trybie Krwawej Dziewiątki potrafiłby wycisnąć wodę z kamienia, a kończy w dokładnie takim miejscu, jakim zaczynał. Mierzi mnie natomiast nagła zmienność tudzież motywacje. Będziemy coś siać -> to ostatnia walka -> załatw trochę broni, bo jednak wracamy wojować. Zagrożenie ze strony szanków też gdzieś wyparowało. Liczyłem, że weźmie w końcu ten miecz i Bayazowi “głupi ryj rozwali”. Welp. Jedyne co rozwalił to niemalże wszystkie relacje i jedno okno!
Finał trylogii jest… bardzo nierówny. Naprawdę ładne stopniowanie napięcia w pierwszej części lektury, runęło niczym domek z kart, a my zostajemy dosłownie zalani falą informacji i wszechogarniającą akcją. Spojrzysz w lewo? Oblężenie! W prawo? Bitwa! Na wprost Ciebie jakiś łysy chłop przywołuje tornado, a za tobą inkwizycja próbuje otworzyć wrota piekieł. Na mój gust – stanowczo za dużo w zbyt małej scenerii, ale bardzo mnie rozbawiły komentarze w stylu: “W tej części nic się nie dzieje”.
Całość miałem przyjemność słuchać w wykonaniu niezastąpionego Filipa Kosiora. Czuć, że lektor wspiął się na wyżyny kunsztu, zwinnie modulując głosem (choć nie obyło się bez wpadek). Myślę, że poza Herezją Horusa, to jest jego najlepszy audiobook. Przynajmniej jaki miałem okazję dotychczas słyszeć. Tutaj też muszę ponarzekać na rozwleczony styl autora. Abercrombie potrafi pisać, ale przy okazji leje sporo wody. Książki mają te 700+ stron, z czego luźno można było wyciąć masę zapychaczy. Teraz kiedy znam treść, wiem na pewno, iż fizycznie nie chciałoby mi się tego czytać.
Finalnie oceniam ten tom bardzo pozytywnie, aczkolwiek najprzyjemniejsza była dla mnie część pierwsza. Podczas obcowania z lekturą najczęściej zdarzały mi się porównania do “Czarnej Kompanii” Glena Cooka, a także “Ery Pięciorga” Trudi Canavan, gdzie mieliśmy dość podobny motyw traktowania ludzi niczym pionki na szachownicy bogów. Rozczarowało mnie nieco zakończenie, a najbardziej rozmowa Glokty z Bayazem, gdzie “wszystkie karty zostają odkryte”. Ehm? Nie czuje się przekonany, a na pewno nie jestem fanem tak łopatologicznego przedstawiania intryg rodem z filmów czy anime. Ogólnie cała trylogia jest bardzo filmowa i “akcyjniakowa”, więc jeżeli ktoś lubi takie obrazy, to będzie się bawił wyśmienicie. Ja bawiłem “jedynie” bardzo dobrze! Fakt też, że skończyłem całość w jakiś tydzień, świadczy niewątpliwie pozytywnie o treści. Mam jedynie problem z oceną – jest tutaj zbyt wiele elementów, które mogą smakować w zależności od gustu czytelnika. Pewne jest natomiast, iż trzeba jakiś gust posiadać, aby pozycję docenić, dlatego pozostawię “Ostateczny Argument (królów)” z niepewną notą 7/10.
Ten tom ma w sobie doprawdy wszystko: Warhammera 40k spod szyldu kampanii Tzeentcha, motyw szalonego Inkwizytora paktującego z diabłem, turków wysadzających mury Konstantynopola, Makbetowsko-Arthasowy triumfalny wjazd po zwycięskiej kampanii czy elementy prozy wojskowej spod szyldu Glena Cooka.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKsiążka jest podzielona na dwie części i będę złośliwy – lepszą, miło tudzież...
Jej, musiałem się przemęczyć przez dwa pierwsze tomy, żeby dojść do tej rewelacyjnej pozycji. Nareszcie tom, który wciągnął mnie od początku do końca i żaden fejsbuk czy inny Instagram nie mogły mnie od książki oderwać.
Wreszcie mamy krwistą akcję z mocnymi zwrotami, wciągającą historię i doskonałe dialogi (szczególnie między Gloktą a Ardee). Poszczególne postacie są odpowiednio różnorodne i każdej można kibicować (choć ich motywacje i cele bywają zdecydowanie sprzeczne).
Akcja jest szybka (pewnie to zasługa tego, że autor głównie opowiada o dwóch wielkich bitwach),jest sporo brudnej polityki, zawierania i łamania sojuszy, zdrad i nieoczekiwanych przyjść z pomocą. Wszystko to napisane bardzo dobrym językiem, co powoduje, że przez historię nareszcie się płynie i nie chce się kończyć.
Pod koniec akcja jeszcze przyspiesza i miałem wrażenie, że autor powinien był napisać jeszcze ze dwa tomy, bowiem wątek nadprzyrodzony jest tu potraktowany zdecydowanie płytko (a już rozprawienie się z żercami, na które szykowałem się od połowy drugiego tomu, w ciągu kilkunastu linijek, to jawna drwina z czytelnika),wątki polityczne są zawiązane i rozwiązane również zbyt szybko, nowe ważne po ostatniej bitwie postacie nie mają też czasu, żeby rozwinąć skrzydła i ich intrygi zbyt szybko się kończą (a tak pięknie czyta się o załatwieniu sprawy Terez...:)
Z jednej strony jestem zachwycony, z drugiej niestety trochę rozczarowany, że dopiero trzeci tom pokazał pazury i dwa pierwsze są przy nim zdecydowanie miałkie. Ale choćby dla samego tego tomu warto cały cykl przeczytać.
No i nie wiem, jak to królestwo mogło tyle przetrwać i zdobyć takie wpływy, jak władcy i wojsko popełniają takie szkolne błędy, jak wysłanie praktycznie wszystkich wojsk daleko na północ, gdy pod brzuchem działa tak silny przeciwnik, który do tego właśnie zdobył/odbił jedną z ważniejszych miejscówek.
Przecież toto nie powinno przetrwać więcej niż dwóch królów...
Jej, musiałem się przemęczyć przez dwa pierwsze tomy, żeby dojść do tej rewelacyjnej pozycji. Nareszcie tom, który wciągnął mnie od początku do końca i żaden fejsbuk czy inny Instagram nie mogły mnie od książki oderwać.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toWreszcie mamy krwistą akcję z mocnymi zwrotami, wciągającą historię i doskonałe dialogi (szczególnie między Gloktą a Ardee). Poszczególne postacie są...
9
9
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFajnie, że praktycznie wszystkie wątki zostały domknięte, a jednocześnie pozostało sporo miejsca na dalsze przygody niektórych bohaterów. Cała saga jest solidna, szybko i przyjemnie sie czyta, postacie bardzo dobrze napisane, nie ma jednoznacznie złych ani dobrych, wszystko jest w odcieniach szarości, co dodaje im autentyczności. Fabuła sama w sobie nie jest jakoś super porywająca, ale na tyle ciekawa, żeby podtrzymać zainteresowanie do samego końca.
Fajnie, że praktycznie wszystkie wątki zostały domknięte, a jednocześnie pozostało sporo miejsca na dalsze przygody niektórych bohaterów. Cała saga jest solidna, szybko i przyjemnie sie czyta, postacie bardzo dobrze napisane, nie ma jednoznacznie złych ani dobrych, wszystko jest w odcieniach szarości, co dodaje im autentyczności. Fabuła sama w sobie nie jest jakoś super...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTrylogia „Pierwszego Prawa” ukończona. Nie będę silił się na oryginalność, wypisując peany na cześć Abercrombie'go, bo to nie ma sensu. Napiszę tylko krótko, że „Ostateczny argument” jest rewelacyjnym ukoronowaniem rewelacyjnego cyklu! Książka o potężnej objętości, a jedyne co mogę teraz napisać, to to, że ona się po prostu CZYTA! Tu nie ma miejsca na nudę, na przestoje, na jakieś dłużyzny. Chwała za to Autorowi, chwała!
Trylogia „Pierwszego Prawa” ukończona. Nie będę silił się na oryginalność, wypisując peany na cześć Abercrombie'go, bo to nie ma sensu. Napiszę tylko krótko, że „Ostateczny argument” jest rewelacyjnym ukoronowaniem rewelacyjnego cyklu! Książka o potężnej objętości, a jedyne co mogę teraz napisać, to to, że ona się po prostu CZYTA! Tu nie ma miejsca na nudę, na przestoje, na...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toZakończenie trylogii to zdecydowanie mój ulubiony tom "Pierwszego Prawa" - o ile "Nim Zawisną" miało swoje dłużyzny, tak "Ostateczny Argument" praktycznie od samego początku chwyta za gardło, i nie puszcza już do samego końca.
Do tego Joe Abercrombie świetnie poradził sobie z domknięciem, i co jest już dużo trudniejszą sztuką przy wielowątkowych powieściach, połączeniem wątków w satysfakcjonująco spójną całość.
Zdecydowanie warto dobrnąć z Panem Joe do końca tej podróży.
Zasłużona ósemka.
Zakończenie trylogii to zdecydowanie mój ulubiony tom "Pierwszego Prawa" - o ile "Nim Zawisną" miało swoje dłużyzny, tak "Ostateczny Argument" praktycznie od samego początku chwyta za gardło, i nie puszcza już do samego końca.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDo tego Joe Abercrombie świetnie poradził sobie z domknięciem, i co jest już dużo trudniejszą sztuką przy wielowątkowych powieściach, połączeniem...