Alfabet pisarza: Natalia Sońska

LubimyCzytać
17.08.2016

Życie postrzega jako pasmo wzlotów i upadków, jednak jako realistka trzeźwo patrzy na każdy z nich. Mimo że twardo stąpa po ziemi, lubi bujać w obłokach, marząc o niebieskich migdałach. Natalia Sońska, autorka książek „Garść pierników, szczypta miłości” i „Mniej złości, więcej miłości”, przedstawia dziś swój alfabet – listę osób i rzeczy, bez których nie wyobraża sobie życia.

A – jak „A nie mówiłam?” – wypowiadane przez moje przyjaciółki, gdy jak zwykle znają mój kolejny krok, zanim ja sama podejmę decyzję. Znamy się jak łyse konie, nie mamy przed sobą tajemnic, dzięki czemu mamy ze sobą bardzo dobry kontakt. Są dla mnie ogromnym wsparciem, mogę na nie liczyć w każdej sytuacji. Choć nie ukrywam, że ten zwrot często mnie irytuje.

B – jak Babcia, najukochańsza istota pod słońcem, u której pobyt zawsze przypomina beztroskie dzieciństwo, a każda wizyta rozpoczyna się od słów: „Nawet nie wiesz, jak się cieszę, że przyjechałaś! Może byś coś zjadła?”. Jest taką prawdziwą babcią, która dogadza swoim wnukom jak tylko się da, nie zapominając o nakarmieniu ich swoimi domowymi przysmakami. W jej domu zawsze panuje ciepła i rodzinna atmosfera, a w jej ramionach można zapomnieć o wszelkich trudach.

C – jak Chałwa, która jest słodkim lekarstwem na wszystkie smutki i którą uwielbiam pod każdą postacią. Jestem strasznym łasuchem, a słodycze wręcz pochłaniam, nawet gdy od przesłodzenia boli mnie brzuch. O jej uzdrowicielskich właściwościach wiedzą wszyscy, którzy mnie dobrze znają – zawsze gdy mam zły humor, podają mi ją jako cudowny lek.

D – jak Dom – miejsce, w którym czuję się bezpiecznie, a otwarte ramiona rodziców zawsze czekają na mnie już w progu. Wracam tam ze świadomością spędzenia miłych chwil, a na wizytę w domu zawsze czekam z niecierpliwością. Lubię rozmawiać z moją rodziną o wszystkim, co wydarzyło się od momentu, gdy po raz ostatni się widzieliśmy. Dom to taki mój azyl, skupienie wszystkiego, co jest dla mnie w życiu najważniejsze.

E – jak E-book, często towarzyszy mi w podróży, uprzyjemnia dłużącą się drogę. Choć osobiście preferuję tradycyjne książki papierowe, bo lubię przewertować strony, powąchać świeży egzemplarz, który wciąż pachnie drukarnią, to przyznaję, że w wielu sytuacjach e-booki są poręczniejsze.

F – jak Facebook, potężna machina dzisiejszych czasów, dzięki której lubimy to, na co zwyczajnie nie zwrócilibyśmy uwagi i mamy tylu znajomych, że większości z nich nawet nie pamiętamy. Mimo jednak odrobiny krytyki, związanej głównie z tym, że zaczynamy się dzielić informacjami niekoniecznie nadającymi się do upubliczniania, przyznaję, że Facebook znacznie ułatwia życie. Sama z niego korzystam, jest bardzo pomocny w kontaktowaniu się ze znajomymi, a w moim przypadku także z czytelnikami.

G – jak „Garść pierników, szczypta miłości” – książka, która wywróciła moje życie do góry nogami – mój debiut. Dzięki niej zdałam sobie sprawę, że życie naprawdę może być nieprzewidywalne, a plany potrafią zmieniać się z dnia na dzień. Powieść, która przyniosła mi wiele radości, satysfakcji i ogrom pozytywnych emocji.

H – jak Herbata, koniecznie czerwona, bez której nie wyobrażam sobie dnia. Lubię herbaty różnego rodzaju, uwielbiam rozkoszować się ich odmiennymi smakami. Ta czerwona stała się jednak moim codziennym rytuałem. Jest nie tylko smaczna, ale zawiera też mnóstwo składników wpływających dodatnio na funkcjonowanie naszego organizmu.

I – jak Irytacja – nieprzyjemne uczucie, z którym trzeba się mierzyć niemal każdego dnia i walczyć, często z samym sobą, by związane z nią nerwy nie poniosły. Czasem trzeba policzyć do dwudziestu, bo do dziesięciu nie pomaga. Chwała wszystkim, którzy mają niezliczone pokłady anielskiej cierpliwości i nie dają się wyprowadzić z równowagi. Bądźmy wyrozumiali!

J jak Jestem sobą! Najważniejsza dewiza, jaką się kieruję w życiu. Za to też cenię innych, za umiejętność pozostawania sobą, często wbrew opinii krytycznego otoczenia. W dzisiejszych czasach wśród nas wiele jest „kameleonów”, podążających wykreowanym nurtem tylko po to, by dopasować się do danego środowiska. Uznanie, chęć zaistnienia w towarzystwie, często stają się ważniejsze niż życie w zgodzie z samym sobą. To duży błąd. W każdym bowiem z nas tkwi ogromna, indywidualna wartość, którą należy dostrzec i docenić.

K – jak Książki, wokół których kręci się teraz moje życie. Lubię czytać, głównie literaturę obyczajową, nie stronię jednak od kryminału czy fantastyki. Książki pozwalają rozwijać wyobraźnię i przenieść się w inny świat, dlatego wciąż ubolewam, że odsetek czytelników w Polsce jest tak mały. Jeśli natomiast chodzi o pisanie – kocham to całym sercem i nie wyobrażam sobie życia bez pisania! W mojej głowie niemal każdego dnia rodzi się pomysł na kolejną książkę, brak mi jedynie czasu na spisanie ich wszystkich!

L – jak Lato, które obowiązkowo musi być słoneczne i gorące! Nie wyobrażam sobie tej pory roku bez trzydziestostopniowych upałów. Większość ludzi narzeka, gdy jest duszno i gorąco, czasem i ja to robię. W gruncie rzeczy jednak, przez większą część roku pogoda nas nie rozpieszcza (sorry, taki mamy klimat), dlatego uważam, że przez te trzy miesiące musi być po prostu upalnie!

Ł – jak Łańcut, moje rodzinne miasto. Wiele osób nie wie, gdzie leży (nawet niektórzy moi znajomi, zanim mnie poznali, nie słyszeli o takiej miejscowości), jest to bowiem niewielkie miasteczko, oddalone o około piętnaście kilometrów na wschód od Rzeszowa. Charakteryzuje się jednak pięknym, wartym zobaczenia zespołem pałacowo-parkowym, a Festiwal Muzyki, organizowany tam co roku w maju cieszy się dość dużą popularnością w środowisku muzycznym. Serdecznie zapraszam!

M – jak Mama, której słowa „Jakoś to będzie”, zawsze wypowiadane z pewnością i przekonaniem, potrafią podnieść na duchu, nawet w najbardziej beznadziejnej sytuacji. Jest moim największym kobiecym autorytetem. Zawsze mogę na nią liczyć, o wszystkim porozmawiać, ze wszystkiego zwierzyć. Czasem się sprzeczamy, ale w gruncie rzeczy wiem, że zrobi dla mnie wszystko. Tak jak ja dla niej.

N – jak Narty, na których obiecałam sobie, że nauczę się w końcu jeździć! Jest to jedno z moich postanowień noworocznych i z utęsknieniem czekam na zimę, by móc w końcu podjąć kolejną próbę opanowania tej trudnej sztuki. Ostatnia przygoda z tą dyscypliną sportu zakończyła się na wielu siniakach, dziesiątkach upadków, i zakwasach mięśni, o których nawet nie miałam pojęcia, że istnieją. Nie zamierzam się jednak poddawać, trudne wyzwania to moja specjalność!

O – jak Okulary, ale koniecznie te różowe. Staram się przez nie patrzeć na świat każdego dnia i choć niejeden stwierdziłby, że to niepoprawne podejście, a optymiści karmią się złudzeniami, będę się uśmiechać do takich „twardo stąpających” jeszcze szerzej. Kocham cię, życie!

P – jak Pierogi, moje ulubione danie, które bije na głowę wszystkie inne, pod warunkiem że są zrobione przez moją babcię lub mamę. Moje serce skradły szczególnie pierogi ruskie, z dodatkiem cząbru. O ich niepowtarzalnym i wyjątkowym smaku przekonali się również moi znajomi, których miałam okazję poczęstować. Byli tak samo zachwyceni jak ja. A gdy ktoś pyta, jaki jest mój „smak dzieciństwa”, bez wahania podaję właśnie ten.

R – jak Remigiusz Mróz, autor świetnych kryminałów, które połykam w całości. Jego powieści trafiają do mnie wyjątkowo i gdy zaczynam czytać, ciężko jest mi się oderwać choć na chwilę. Każda strona przynosi nowe zaskoczenie, a im dalej się brnie w historię, tym bardziej się w niej zatraca! Dlatego cieszę się i już nie mogę się doczekać kolejnego tomu o Chyłce i Zordonie. Ten duet upodobałam sobie szczególnie.

S – jak Siedem, szczęśliwa liczba, która jeszcze nigdy mnie nie zawiodła. Nie jestem przesądna, nie wierzę w zabobony, ale jeśli chodzi o siódemkę, muszę przyznać, że rzeczywiście ilekroć ją wskazywałam, czy podczas egzaminów, czy też w innych sytuacjach, nigdy się nie rozczarowałam.

T – jak Taniec – moja pasja, moja miłość, zaszczepiona we mnie już w dzieciństwie. Taniec zawsze dawał mi poczucie wolności, bo wychodząc na scenę, liczyłam się tylko ja i kroki. Muzyka pozwalała na słodkie zapomnienie, a choreografia czy nawet improwizacja sprawiały, że przenosiłam się w inną rzeczywistość.

U – jak Uśmiech. U każdego z nas powinien gościć na twarzy każdego dnia. Nie ma nic bardziej pozytywnego niż uśmiechnięty, promienny człowiek. Kiedy widzimy kogoś zadowolonego, kiedy ktoś się do nas uprzejmie uśmiecha i nam poprawia się humor. Uśmiechajmy się więc do siebie jak najczęściej!

W – jak Wakacje, czas wytchnienia od ciężkiego roku akademickiego, w którym staram się nadrabiać wszystkie podróżnicze zaległości. Lubię zwiedzać, poznawać nowe miejsca, kultury, zwyczaje. Podróże to coś pięknego, a aktywny wypoczynek to dla mnie synonim pożytecznego spędzania wolnego czasu.

Z – jak Zołza, bo nią też bywam. Jestem kobietą, miewam humory i bywają sytuacje, w których niejednokrotnie budzi się we mnie taka „jej wysokość Zołza”. Ogromny szacunek i wyrazy podziwu dla tych, którzy muszą to wówczas znosić. Dziękuję za wyrozumiałość.

Książki Natalii Sońskiej, Garść pierników, szczypta miłości i Mniej złości, więcej miłości, ukazały się pod patronatem lubimyczytać.pl.  

Reklama

komentarze [1]

Sortuj:
2801
4
16.08.2016 12:38

Zapraszamy do dyskusji.


zgłoś błąd