Tołstoj-szmołstoj! - wywiad z Paulliną Simons

Milena Buszkiewicz
19.06.2016

Jaką nastolatką była, które książki ukształtowały jej życie i dlaczego bywa duchem w swoim domu? Opowiada Paullina Simons, jedna z najpopularniejszych autorek na świecie, która zasłynęła przede wszystkim cyklem o Tatianie i Aleksandrze. Kiedy była dzieckiem wraz z rodziną ciężko doświadczoną przez wojnę i komunizm wyemigrowała do Stanów Zjednoczonych. Tam zaczął się spełniać jej amerykański sen o pisarstwie.

Milena Buszkiewicz: Historia twojego życia z całą pewnością nadaje się na kanwę jednej z twoich powieści. Zacznijmy od wyjazdu z Rosji, miałaś 10 lat i co wtedy o tym myślałaś?

Paullina Simons: Byłam niezwykle podekscytowana. Będąc małą dziewczynką przenosiłam się z jednego świata do innego. W momencie, kiedy wyjeżdżaliśmy z Rosji pomimo sowieckiej propagandy, która wtedy szalała, wiedzieliśmy, że Ameryka jest magicznym miejscem. Zarówno mój ojciec, jak i ja wierzyliśmy, że jedziemy w jakieś specjalne miejsce. Dla mnie wyjazd był czymś fantastycznym i niezwykle ekscytującym, czymś, co przydarzyło się mi i nikomu innemu.

Od tamtego czasu upłynęło już wiele lat, ale może pamiętasz pierwsze wspomnienie związane z chwilą, kiedy twoja noga stanęła w Stanach Zjednoczonych?

Tak, było to wspomnienie brudnego i wyjątkowo brzydko pachnącego dywanu hotelowego, w pokoju, który na początku zamieszkiwaliśmy. Kolejne wspomnienie przychodzące mi do głowy jest związane z gumą do żucia. Była to guma kupiona mi przez dziadka, to dość niesamowite, ponieważ wcześniej tylko raz w życiu miałam okazję spróbować gumy do żucia, którą zresztą dostałam od kogoś, kto przywiózł mi ją z Polski.

Ponoć w tamtych czasach, w Rosji każdy chciał być pisarzem, czy to prawda?

Wydaje mi się, że o sprawie przesądza rosyjska dusza. W Rosji było i jest bardzo wielu wspaniałych pisarzy, co z kolei przekłada się na to, że wszyscy czytają. Naprawdę jest to ich głównym zajęciem. Sądzę, że kiedy czytanie i pochłanianie powieści jest czynnością najważniejszą, to również pisanie jest ulubioną formą wyrazu. Tancerze wyrażają się dzięki muzyce, artyści wybierają różne formy sztuki, natomiast w Rosji wszyscy czytają. Kiedy byłam mała, nie mieliśmy zabawek, w telewizji nie było absolutnie nic ciekawego dla dzieci. Pamiętam, że kiedy czytałam przeżywałam wszystko wewnętrznie bardzo silnie i pomyślałam, co gdybym i ja pewnego dnia mogła sprawić, że inni będą przeżywać to, co napiszę.

Słyszałam, że jako dziecko sięgałaś po mnóstwo różnych książek, był tam nawet Tołstoj. Pamiętasz co czytałaś w najmłodszych latach?

Tołstoj-szmołstoj! Nie jest tak, że zajmowałam się tylko czytaniem Tołstoja, umówmy się, że nie czytałam wtedy ani „Wojny i Pokoju”, ani „Anny Kareniny”, to nie była literatura, którą pochłaniałam. Jedyna jego rzecz, jaką pamiętam z tego okresu, to pamiętnik, który opisywał jego młodość, dzieciństwo. Poza tym czytałam bardziej książki przygodowe. Nie czytałam Dostojewskiego, bo na to nie pozwalali mi rodzice, ale sięgałam po Czechowa, Dumasa. Ich książki sprawiały mi wielką radość. Faktem jest, że kiedy miałam 8 albo 9 lat czytałam książki Wiktora Hugo, co może wydawać się dosyć niezwykłe, pamiętam, że bardzo mnie poruszały. Przypominam sobie również, że kiedy miałam 10 lat i mieszkaliśmy tymczasowo w Rzymie, czekając na pozwolenie na wjazd do Stanów Zjednoczonych, pochłaniałam cały czas książki Czechowa i Hugo, praktycznie czytałam tylko to. Niech pomyślę… Lubiłam też Dickensa, na przykład „Oliviera Twista” i książki Jacka Londona.

Co czytasz teraz, jako osoba dorosła?

Jest taka autorka, Amerykanka rosyjskiego pochodzenia, wspaniała! Paullina Simons, znasz ją? Od paru lat się nią zaczytuję. Jest fantastyczna, polecam! Tak się właśnie dzieje, kiedy piszę. Gdy tworzę, staram się nie czytać powieści, dlatego, że zadaniem powieści jest to, żeby nas pochłonąć, żeby nas w swój świat wciągnąć, a kiedy dam się wciągnąć w taki świat, nie będę w stanie skupić się na tym, co sama chcę napisać. W momencie tworzenia skupiam się na książkach historycznych, na biografiach i pamiętnikach. Kiedy pisałam „Dzieci wolności”, czytałam bardzo dużo o Kanale Panamskim. W tej chwili pracuję nad kolejną książką, której akcja dzieje się w Kalifornii i Londynie, więc czytam wiele opracowań historycznych o tych dwóch regionach. Natomiast kiedy nie pracuję, co też się zdarza, córka podsuwa mi bardzo często różne współczesne historie, ostatnio „Zaginioną dziewczynę”, która bardzo mi się podobała. A jeśli chodzi o ulubionych autorów, to czytam Steve’a Martina, którego bardzo cenię, uważam, że jest wyjątkowo dobrym i zabawnym pisarzem, jednak gdzieś w głębi duszy cały czas ciągnie mnie do wielkich dwudziestowiecznych klasyków: Steinbecka, Jana Fostera, Henry’ego Jamesa. Co pewien czas wracam do „Lolity” Nabokova, jest ona stałym punktem w moich lekturach. Uwielbiam „Mistrza i Małgorzatę” Bułhakowa, kocham Johna Irvinga, ubóstwiam Stephena Kinga. Jest tego naprawdę sporo.

Być może nie powinnam się przyznawać, ale zrobię to! Czytam namiętnie serię pamiętników celebrytów, którą wydaje Taschen. Prawdopodobnie przeczytałam wszystkie części. Więc jeśli kiedykolwiek będziesz chciała dowiedzieć się czegokolwiek na temat Mii Farrow, Brooke Shields czy Johna McEnroe’a dzwoń do mnie, wiem o nich wszystko.

Skoro znam już twoje czytelnicze tajemnice, czas poznać te pisarskie. Twoja najnowsza powieść, „Samotna gwiazda” po części jest historią młodych ludzi aspirujących do zostania pisarzami. Na jej kartach pojawiają się gdzieniegdzie dyskusje na temat tego, czym powinna się charakteryzować dobra książka, jaka jest twoja opinia na ten temat?

Przyznam szczerze, że postaci w „Samotnej gwieździe” mówią dokładnie to, co myślę na temat pisania. Mówię ich ustami. Kiedy główna bohaterka powieści, Chloe, mówi, że postać jest kluczowa, buduje historię, to jestem ja, również tak uważam. Albo kiedy opisuję kłótnię grupy przyjaciół i zarzuca się Blake’owi, że nie może być pisarzem, bo nic w życiu nie stworzył, on odpowiada jak to nie mogę, każdy może zostać pisarzem - jako Paullina Simons również w to wierzę.

Ale są chyba jakieś cechy, które pozwalają zostać pisarzem? Nie wierzę, że może być nim dosłownie każdy.

Oczywiście masz rację. Na pewno nie chcielibyśmy by pisarzami zostawali ludzie, którzy nie przeczytali żadnej książki. Zdarza się, że przychodzą do mnie ludzie i mówią, słuchaj mam taki wspaniały pomysł na książkę, wtedy bardzo ich wspieram. Staram się być nastawiona optymistycznie i popychać ich, żeby spróbowali. Oczywiście, że same chęci nie wystarczą, natomiast jestem przekonana, że w momencie, kiedy osoba, która chce zostać pisarzem, włoży wysiłek, żeby książkę stworzyć i zobaczy, ile to wymaga pracy, wtedy przekona się czy jest to zajęcie dla niej.

Zatem jak dużo wysiłku włożyłaś w „Samotną gwiazdę”?

Ogromnie dużo. Przyznam, że każda z książek wymagała ode mnie olbrzymiego wysiłku, ale ta była rzeczywiście bardzo wymagająca. Z jednej strony pisarz zawsze chce stworzyć coś, co będzie dobrą rozrywką, co się dobrze czyta, będzie zabawne. Ważne są dobre dialogi, wiarygodny konflikt, ciekawa historia, na przykład o podróżach, coś co wciągnie czytelnika w daną powieść. Z drugiej strony chciałam i zawsze chcę przekazać w książkach coś głębszego, co ma dla mnie osobiście bardzo duże znaczenie. We wszystkich dotychczasowych powieściach próbowałam oddać swoją wizję miłości, tego jak człowiek może podnieść się po tragicznym wydarzeniu, które go spotkało, jak iść dalej ze swoim życiem, pokazać wielką pasję i wielkie emocje, które mogą ludźmi szargać. Również to, jak poradzić sobie z traumatycznymi przeżyciami, jak żyć, mając w swojej historii przerażające doświadczenia. To dla mnie bardzo istotne.

Co było najtrudniejsze w pisaniu tej książki?

To bardzo dobre pytanie, bo szczerze mówiąc przy tworzeniu tej książki, pojawiło się dużo spraw, z którymi się borykałam. Wydaje mi się, że najtrudniejsze było dla mnie napisanie zakończenia. Finał powieści jest słodko-gorzki, z jednej strony wiesz, jak chciałabyś żeby historia się zakończyła, z drugiej - nie jest to do końca możliwe, co wywołuje konflikt także we mnie. Podobna sytuacja pojawiła się przy pisaniu „Jeźdźca miedzianego”, gdzie historia zmierza w jednym smutnym kierunku i również wywołała we mnie mieszaninę uczuć.

Samotna gwiazda” opisuje losy nastolatków, ich problemy, marzenia i zastanawia mnie, jaką ty byłaś nastolatką?

Zaskoczyłaś mnie tym pytaniem, udzielam naprawdę wielu wywiadów, ale rzadko kiedy pojawia się temat tego okresu. Niech się zastanowię… Na pewno nie byłam taka jak Chloe, bo nie byłam prymusem, może nie tyle nie byłam bystra, co nie znalazłam się w pierwszej piątce w klasie. Byłam inna niż Blake, dlatego, że nie byłam aż tak zabawna i prace manualne absolutnie nie były moim konikiem. Zdecydowanie nie byłam taka jak Mason, który był wielką gwiazdą sportu, ani też nie byłam jak Hannah, piękna i tak pewna siebie, że wydawało jej się, że cały świat leży u jej stóp. Przede wszystkim byłam Rosjanką, która bardzo chciała być Amerykanką, a to nie do końca było możliwe, choćby ze względu na to, że odstawałam od reszty, nie miałam takich ciuchów jakie bym chciała, ponieważ moja rodzina nie miała wtedy na to pieniędzy. Nie miałam amerykańskich ciuchów. Byłam troszeczkę inna od reszty i przyznam, że to trudne doświadczenie w szkole, bardzo chciałam należeć do tych super najfajniejszych paczek, a siłą rzeczy przyporządkowano mnie do grupy obcokrajowców i wcale mi się to nie podobało. Powiedziałabym, że byłam dość dziwną i nietypową nastolatką. Kiedy miałam 16 lat zaczęłam uprawiać lekkoatletykę i byłam w tym bardzo dobra, sprawiło to, że trafiłam w szkole średniej do fajniejszej grupy - sportowców, dzięki temu ostatnie lata szkoły wspominam dużo lepiej niż początki. Nadal byłam outsiderem, ale mimo wszystko znalazłam się w grupie, w której chciałam być i to podobało mi się bardzo.

Już wtedy pisałaś?

Pierwsze swoje dzieło napisałam jak miałam 12 lat, następne pół roku później, a kolejne dopiero w wieku 28 lat.

Skąd tak duża przerwa?

Powiem ci teraz coś bardzo żenującego, nie robiłam nic poza oglądaniem amerykańskiej telewizji! Byłam absolutnie zafascynowana tymi kolorowymi, głupiutkimi programami, serialami, wszystkimi odcinkami „Happy Days”. Nie dość, że w tym okresie nie pisałam, to jeszcze nie czytałam. Pamiętam, że przychodził do mnie dziadek i mówił dziewczyno, co ty robisz ze swoim życiem? Na co odpowiadałam, dokładnie to, na co mam ochotę, czyli kompletnie nic.

Muszę też wspomnieć o tym, że przez cały ten czas pisałam pamiętnik. Pisanie o sobie szło mi bardzo dobrze, wtedy jednak byłam przekonana, że nie uda mi się napisać książki. Wiesz, ciężko stworzyć jakąkolwiek historię, kiedy wszystko co cię interesuje sprowadza się tylko do siebie samej. Myślałam sobie wtedy, że być może bycie pisarką nie jest mi przeznaczone, że czeka na mnie coś innego.

A jednak, jeśli dobrze policzyłam wydałaś już 15 książek. Którą wśród nich wspominasz jako najważniejszą w twoim życiu, która kosztowała cię najwięcej?

Książką, która zmieniła moje życie była „Tully”. To moja pierwsza powieść, która sprawiła, że zajmuję się tym, co teraz, czyli pisaniem. To bez wątpienia punkt zwrotny w moim życiu. „Tully” jest książką bardzo poruszającą emocje i mnie również dużo kosztowało, aby ją napisać, dlatego też kolejna książka, którą zdecydowałam się napisać była kryminałem, kolejna thrillerem z wielkim zwrotem akcji, a wszystko dlatego, żebym zaraz po pierwszej i trudnej książce nie musiała po raz kolejny wchodzić w skórę postaci, której kreacja tak dużo mnie kosztowała.

Zanim odpowiem wprost na pytanie, która z książek kosztowała mnie najwięcej, chciałabym powiedzieć, że każda książka, którą tworzę wymaga ode mnie wysiłku emocjonalnego, ponieważ po prostu żyję tymi postaciami, one są mną, ja jestem nimi. Robię tak po to, żeby być wiarygodna, żeby przedstawić historię w taki sposób, by była porywająca, ale i jak najbardziej rzeczywista.

Wracając do pytania - książka, która najwięcej ze mnie wycisnęła, to zdecydowanie „Jeździec miedziany”. Ta powieść była dla mnie trudna, bo opowiada o naprawdę bardzo ciężkich czasach dla mojej rodziny, mojego kraju i całego narodu. Podczas tworzenia powieści byłam tak pochłonięta opisywanymi wydarzeniami oraz postaciami Tatiany i Aleksandra, że w momencie zakończenia książki czułam jakbym straciła kogoś bliskiego, aż do tego stopnia było to przeżycie pełne emocji. Pamiętaj, że jest to pierwsza książka z tej serii, nie było wtedy „Ogrodu letniego”, „Tatiany i Aleksandra” ani „Dzieci wolności”, więc tragiczne zakończenie książki było jedynym jakie miałam. Czułam się wyżęta ze wszystkiego, pamiętam, że następnego dnia rano, po napisaniu finału, kiedy troszeczkę doszłam do siebie, zadzwoniłam do swojej agentki i powiedziałam Joy: naprawdę musisz zrobić z tego bestseller, ponieważ nie napiszę już nic więcej. Ta książka ma w sobie wszystko, co czuję, wszystko, co kocham, wszystko czego nienawidzę, każdy jej element to ja i to się musi dobrze sprzedać, bo nie stworzę już nic. Po czym oczywiście napisałam 2000 stron na ten temat, ale to już inna historia.

W tamtym czasie moim jedynym pragnieniem, jedyną rzeczą, o którą modliłam się dosłownie każdego dnia, nie była wcale fortuna, nie chodziło o pieniądze, nawet nie o zdrowie… Znałam opinię trzech osób na temat tej książki, moją, męża i agentki, nikt inny nie miał jej w ręku. I bardzo prosiłam wtedy Boga, by sprawił, żeby osoby, które będą czytać tę powieść, czuły chociaż połowę tego, co ja czułam pisząc ją.

Chciałabym się jeszcze do czegoś przyznać. Przy okazji zakończenia ostatniej powieści, płakałam jak małe dziecko i chciałabym przekazać to czytelnikom. Czasami pytają się mnie o książki, które ich poruszą tak samo jak moje wcześniejsze powieści i taką właśnie będzie „Samotna gwiazda”.

Kiedyś powiedziałaś, że gdy tworzysz, to zapominasz o wszystkim i nie jesteś w stanie robić normalnych rzeczy. Jak w takim razie udało ci się zbudować rodzinę?

Przyznam szczerze, że często właśnie dlatego zastanawiam się czy zabrać się za pisanie kolejnej książki. Wiem, że czas kiedy piszę, jest dla mojej rodziny ciężki, ponieważ mnie wtedy jak gdyby nie ma. Jestem tak pochłonięta swoim światem, że wszystko staje się dla mnie czarno-białe, jedyne kolory jakie widzę, to są kolory mojej powieści. Jestem duchem we własnym domu. Nie czytam magazynów, jeśli oglądam telewizję, to jednym okiem… Dodam jednak, że wszystkie moje dzieci, cała czwórka ma bardzo pozytywne podejście do tematu pisarstwa, chociaż żadne z nich absolutnie nie chce zostać pisarzem. Wszystkie nadal bardzo mocno mnie kochają, więc na szczęście chyba nie jestem aż tak złą matką. Mają również całkiem humorystyczne podejście do tego, co robię. Kiedy zaczynam pisać, czasami słyszę, jak chodzą po domu i mówią między sobą: nie idź do mamy, nie przeszkadzaj jej, bo jak bestia się obudzi, to będzie naprawdę źle! A tak poważnie mówiąc, to gdybyś zapytała mnie, co sprawia, że czuję się najszczęśliwsza na świecie, będą to dwie rzeczy. Jedna to sytuacja, kiedy rozmawiam z czytelnikami moich książek i czuję, że są szczęśliwi, a druga, to chwile kiedy widzę wszystkie moje dzieci razem. To takie momenty, w których na pewno jestem szczęśliwsza niż podczas pisania.

Reklama

komentarze [5]

Sortuj:
951
6
27.06.2016 17:54

Tołstoj-szmołstoj! - Powiedziała Pani, której najnowsza książka nosi tytuł Samotna gwiazda...


1053
270
04.10.2016 02:57

A co jest nie tak z tym tytułem?


6966
359
19.06.2016 20:16

(...) ciągnie mnie do wielkich dwudziestowiecznych klasyków: Steinbecka, Jana Fostera, Henry’ego Jamesa.

Henry James, jak przystało na dwudziestowiecznego klasyka, większość swoich dzieł napisał w dziewiętnastym wieku. Tylko kilka jego utworów powstało w wieku XX.


1053
270
19.06.2016 10:23

Wspaniała kobieta. Miałam przyjemność udać się na spotkanie z nią w Warszawie. Jest bardzo otwarta, niesamowicie ciepła i ma świetne poczucie humoru. Wydaje mi się, że nie jest również sztucznie skromna i zna swoją wartość. Bardzo to cenię. A jej książki posiadam wszystkie i tylko dwie pozostały mi do przeczytania. Jestem jej wielką fanką. Oczywiście wszystko zaczęło się od...

więcej

559
0
17.06.2016 14:11

Zapraszam do dyskusji.


zgłoś błąd