bookmoment 
bookmoment.pl
Stuprocentowa introwertyczka zakochana w książkach. Jej serce należy do horrorów, kryminałów i thrillerów. Umysł ma otwarty, zatem lubi wkraczać w świat fantastyki. Jest ciekawska, więc chętnie poznaje nowe gatunki literackie z którymi nie miała do tej pory styczności. Jej dusza jest pełna słów...
kobieta, status: Czytelniczka, dodała: 10 cytatów, ostatnio widziana 2 dni temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-09-10 16:17:37
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Powieść Teresy Driscoll to dobrze skonstruowany i pomysłowy thriller psychologiczny, który swym nieszablonowym podejściem potrafi zaskoczyć. Autorka wciąga czytelnika w zawiłą sieć powiązań – na każdym kroku wydaje się ona coraz bardziej zacieśniać. Rzeczywistość osadzona w ostrych konturach społeczeństwa staje się na tyle realna, iż można odnieść wrażenie, że podobna historia mogła przydarzyć... Powieść Teresy Driscoll to dobrze skonstruowany i pomysłowy thriller psychologiczny, który swym nieszablonowym podejściem potrafi zaskoczyć. Autorka wciąga czytelnika w zawiłą sieć powiązań – na każdym kroku wydaje się ona coraz bardziej zacieśniać. Rzeczywistość osadzona w ostrych konturach społeczeństwa staje się na tyle realna, iż można odnieść wrażenie, że podobna historia mogła przydarzyć się każdemu z nas. To właśnie ta autentyczność buduje w powieści mroczny i niepokojący klimat.

Pisarka poświęciła uwagę odpowiedniemu i szczegółowemu odmalowaniu portretów psychologicznych bohaterów, wyciągając przy tym wszystkie skazy i barwne odcienie. Główna bohaterka – choć może drażnić targanymi, sprzecznymi emocjami – jest wiarygodna, a jej postawa zmusza czytelnika do podjęcia refleksji. Pomimo dobrego rysu irytować może postawa innych postaci, które specjalnie zatajają niektóre fakty, potęgując przy tym frustrację czytelnika. Dodatkowo niemal każda postać obciążona jest tragicznym bagażem wspomnień, jak gdyby szczęście zarezerwowane było jedynie dla elity.

Zamysł rozsypania fabuły i podzielenia jej na kilka perspektyw sprawia, że czytelnik może przyjrzeć się uczuciom jakie towarzyszą osobom znajdującym się w centrum akcji. Wieloperspektywiczność wprowadza niejasności, które na pierwszy rzut oka mogą wydawać się banalne. Z czasem jednak każda luźna nić zostaje ze sobą związana i tworzy solidny, nierozerwalny węzeł. W powieści występują pewne nieścisłości fabularne, jednakże nie rzutują one na pełen obraz książki.

„Obserwuję cię” jest dobrą powieścią, podejmującą wiele trudnych tematów, które niekiedy przebijają się przez główny fabularny wątek. Odbiorca ma szansę skonfrontować się z nękającym poczuciem winy, zdradą oraz innymi toksycznymi zachowaniami w relacjach. Teresa Driscoll sprawnie manipuluje kolejnymi zdarzeniami, przyspiesza bądź spowalnia tempo, pokazuje, że nie wszystko jest białe lub czarne. Wszystkie te elementy wespół z wiarygodnością i niepokojącym klimatem, składają się na satysfakcjonującą lekturę, po której czytelnik zatrzyma się i zastanowi co by było gdyby…

pokaż więcej

 
2018-09-01 16:19:37
Ma nowego znajomego: Kasia
 
2018-08-31 10:14:20
Ma nowego znajomego: Dominik Biernacki
 
2018-08-31 10:13:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zdawać by się mogło, że fabuła powieści niczym szczególnym się nie wyróżnia, jest nieskomplikowana i dość prosta. Z czasem jednak, czytelnik odkrywa coraz to nowsze fakty, owiane niesamowitą, mistyczną aurą, potrafiące przerazić. Aleksander R. Michalak w doskonale wyważony sposób wkomponował w opowieść wszystkie istotne informacje, które w żadnym wypadku nie są dla odbiorcy nużące. Historyczne... Zdawać by się mogło, że fabuła powieści niczym szczególnym się nie wyróżnia, jest nieskomplikowana i dość prosta. Z czasem jednak, czytelnik odkrywa coraz to nowsze fakty, owiane niesamowitą, mistyczną aurą, potrafiące przerazić. Aleksander R. Michalak w doskonale wyważony sposób wkomponował w opowieść wszystkie istotne informacje, które w żadnym wypadku nie są dla odbiorcy nużące. Historyczne elementy płynnie przenikają fakty i legendę. Autor interpretuje ją we właściwy dla siebie sposób, puszcza co prawda wodzę fantazji, ale robi to ze wszech miar przekonująco i autentycznie, przez co zaszczepia w odbiorcy zalążek niepewności i niepokoju, pytając przy tym, czy tytułowy szczurołap to jedynie legenda?

Protagonista, swoją kreacją, może przypominać postacie, z którymi czytelnik miał już do czynienia – czy to na ekranie kin, czy w innych, podobnych gatunkowo, powieściach. Główny bohater to osobowość zaradcza, wyróżnia się niesamowitą, wręcz chorobliwą fascynacją. Z uporem maniaka podąża on śladami legendy, chcąc odkryć tajemnicę skrywaną od wieków. Mankamentem tej postaci staje się to, że autor nieraz zbyt nachalnie podkreśla, iż Horthy jest kobieciarzem. I nie byłoby w tym nic złego, gdyby nie fakt, że Gabor z łatwością zaciąga do łóżka niemal każdą kobietę – nawet tę, którą dopiero co poznał. Psuje to jego obraz i rzuca ambiwalentny cień na kreowane przez autora kobiety.

Styl powieści jest plastyczny i klarowny. Buduje żwawą linię narracyjną, a ta, niepozbawiona zwrotów akcji, nurtuje. Aleksander R. Michalak zadbał o każdy językowy detal i odpowiednie nazewnictwo, nie przekraczając tym samym granicy poprawności. Odpowiedni dobór słów potrafi wzbudzić niepokój; nadać powieści osobliwego klimatu i sprawić, że nawet zauważalna doza schematyczności nie przeszkodzi w odbiorze utworu.

„Denar dla szczurołapa” to nie tylko fascynująca podróż w przeszłość, ale i zgłębienie kilku ciekawostek dotyczących bliskiego wschodu, o którym autor wypowiada się z niezwykłym zamiłowaniem. Powieść Aleksandra R. Michalaka jest gatunkową hybrydą – nie brak w niej historii, nuty sensacji i szczypty fantazji, te zaś skrupulatnie połączone rozplanowaną nicią, stają się receptą na książkę satysfakcjonującą.

pokaż więcej

 
2018-08-29 08:51:13
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Zarys fabularny nie należy do skomplikowanych, jednak za sprawą osadzenia opowieści w realiach osiemnastego wieku, książka wyróżnia się nietuzinkowością. Surowe okoliczności, zbrodnie mrożące krew w żyłach i zastraszeni mieszkańcy – którzy z jednej strony chcą złapać sprawcę, ale z drugiej patrzą na całokształt trzeźwym okiem – nadają powieści osobliwy czar, pozwalający czytelnikowi na... Zarys fabularny nie należy do skomplikowanych, jednak za sprawą osadzenia opowieści w realiach osiemnastego wieku, książka wyróżnia się nietuzinkowością. Surowe okoliczności, zbrodnie mrożące krew w żyłach i zastraszeni mieszkańcy – którzy z jednej strony chcą złapać sprawcę, ale z drugiej patrzą na całokształt trzeźwym okiem – nadają powieści osobliwy czar, pozwalający czytelnikowi na zatopienie się w historii.

Tuż obok nietuzinkowego pomysłu stoi oryginalny styl. Krystian Janik posługuje się staropolskim językiem, co jest niebanalne, natomiast w przypadku dialogów – groteskowe. Czytelnik niejednokrotnie uśmiechnie się pod nosem, czytając pewne fragmenty, które winny mrozić krew w żyłach, a nie śmieszyć. Wprowadzenie wielu archaizmów odbija się echem na tempie czytania – jest znacznie spowolnione. Język powieści wymaga od odbiorcy skupienia i sporych pokładów cierpliwości. Nie ma jednak tego złego, co by na dobre nie wyszło, bowiem dzięki rzadko spotykanemu stylowi, czytelnik może poczuć nadzwyczajny klimat nadany powieści. Twórca wydaje się bardzo konsekwentny w oddawaniu ducha dawnych lat, co prowadzi do konkluzji, że rozmyślnie wszystko zaplanował. Dość ciekawym posunięciem jest wprowadzenie do tekstu łacińskich powiedzeń, które każdorazowo zostają przetłumaczone w przypisach.

Kreacja bohaterów nie pozostawia wiele do życzenia – są to mocne i wyróżniające się charaktery, które kierowane narzuconymi rolami, rzadko kiedy z nich wychodzą. Dokładnie zarysowane tło społeczne stanowi dla nich idealną scenerię -bezbłędnie się na niej poruszają i nie brak im starodawnego wydźwięku. Wrzucone w osobliwy czas i miejsce akcji, idealnie się w nie wtapiają, jednak tchną trójwymiarowością z nutą powagi i dostojeństwa.

Niepodważalnym fundamentem i zarazem jednym z mocniejszych punktów powieści staje się wątek kryminalny. Dość szczegółowe opisy zbrodni oddziałują na wyobraźnię czytelnika, przez co nie trudno je zwizualizować. Kolejnym atutem książki, o którym warto wspomnieć, jest umieszczona na kartach powieści legenda o tarnowskich tunelach. Czy one rzeczywiście istnieją, a jeśli tak, to dokąd prowadzą?

Powieść pomimo sporych plusów, posiada skazę w postaci dość mozolnego rozwoju akcji. Czytelnik może odnieść wrażenie, że autor zanadto skupił się na obszernych opisach, (które notabene tworzą długie zdania i czasami tchną marazmem) i zapomniał o pchnięciu fabuły w odpowiednim dla niej kierunku.

Krystian Janik utrzymuje nastrój osiemnastego wieku, nie tylko za pomocą kreacji języka, ale także dokładności w kwestii ubiorów czy dekoracji wnętrz. Choć język powieści potrafi męczyć, tak sumarycznie stanowi niebanalną odskocznię od podobnych gatunkowo powieści.

pokaż więcej

 
2018-08-22 09:37:30
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Igor Brejdygant, w swojej najnowszej powieści, maluje niejednoznaczną, nieco niejasną osobowość głównej bohaterki. Monika Brzozowska jest postacią enigmatyczną z pokrętną psychiką i umysłem pełnym wyrw. Mierzy się z własną, mroczną i trudną przeszłością, która lubi o sobie przypomnieć i zmuszać do podjęcia wewnętrznej walki. Ogromna luka w przeszłych doświadczeniach kobiety, stają się... Igor Brejdygant, w swojej najnowszej powieści, maluje niejednoznaczną, nieco niejasną osobowość głównej bohaterki. Monika Brzozowska jest postacią enigmatyczną z pokrętną psychiką i umysłem pełnym wyrw. Mierzy się z własną, mroczną i trudną przeszłością, która lubi o sobie przypomnieć i zmuszać do podjęcia wewnętrznej walki. Ogromna luka w przeszłych doświadczeniach kobiety, stają się kluczowym elementem powieści. Poznanie samej siebie, zrzucenie kurtyny przymglonego umysłu sprawia, że postać ta odgrywa podwójną rolę – zaangażowanej w śledztwo policjantki i zagubionej duszy. Niestety autor niezbyt dokładnie rysuje wiarygodność motywacji zachowań, przez co postać ta, pomimo ciekawego szkicu, nie do końca jest autentyczna – bywa irytująca, infantylna, nierzadko skora do podejmowania pochopnych, wręcz głupich decyzji. Zasadność jej działań poprzedzona jest znakiem zapytania i niepewnością. Nie ulega jednak wątpliwości, że stany emocjonalne osób uzależnionych od używek, zostały w powieści dobrze przedstawione, są sugestywne, nieprzerysowane i wiarygodne.

Akcja utworu została dobrze skonstruowana – rytmiczność wespół z zrównoważonym napięciem potrafią zaintrygować. Pojawiają się zwroty akcji, martwe punkty. Twórca wykorzystuje wątki poboczne, które dodają powieści kolorytu, jednak czasem odwracają uwagę od meritum. Igor Brejdygant wprowadza czytelnika w specyficzny i osobliwy klimat. Styl, jakim posługuje się autor jest przystępny i niewyszukany, przez co zrozumiały. Warto wspomnieć o samej strukturze książki – próżno w niej szukać podziału na rozdziały. Tekst jest zbity, a poszczególne wydarzenia oddzielone jedynie małą przerwą.

W powieści Brejdyganta czytelnik odnajdzie misternie utkaną intrygę, która z czasem zaczyna się rozrastać i zataczać coraz szersze kręgi, kończąc na niesztampowych torach. Choć zamysł niczym się nie wyróżnia – jest typowy dla tego typu powieści – tak, na tle całości, wypada naprawdę dobrze. Czego nie można powiedzieć o narracji – chwilami zdaje się patetyczna, nieco przerysowana i przekombinowana, balansująca na cienkiej granicy realizmu.

Nietuzinkowe wydarzenia, przystępny styl i ciekawa intryga kryminalna stały się podwaliną intrygującego dzieła, którego motywem przewodnim jest strach przed samym sobą. Bo właśnie o tym traktuje “Rysa” – o lęku przed zapomnianymi meandrami psychiki, które niestudzenie chcą wypłynąć na powierzchnię.

pokaż więcej

 
2018-08-06 10:49:36
Dodała książkę na półkę: Przeczytane
Autor:
Cykl: Inspector Wexford (tom 1)

Powieść Ruth Rendell została zbudowana na fundamencie surowości i melancholii. Autorka skupia się na morderstwie kobiety – niczym niewyróżniającej się gospodyni domowej, która wiodła niemal nudne i monotonne życie. Nawarstwiające się poszlaki nigdzie nie prowadzą, ponadto wciąż pojawiające się pytanie: kto zamordował i jaki miał motyw, pozostaje niewyjaśnione. Jednak, pomimo gatunkowego... Powieść Ruth Rendell została zbudowana na fundamencie surowości i melancholii. Autorka skupia się na morderstwie kobiety – niczym niewyróżniającej się gospodyni domowej, która wiodła niemal nudne i monotonne życie. Nawarstwiające się poszlaki nigdzie nie prowadzą, ponadto wciąż pojawiające się pytanie: kto zamordował i jaki miał motyw, pozostaje niewyjaśnione. Jednak, pomimo gatunkowego schematu, to nie warstwa kryminalna wiedzie tutaj prym. Pisarka koncentruje się na dokładnym zarysowaniu wątku obyczajowego, robiąc z morderstwa jedynie tło. Akcja zatem leniwie prze do przodu, rozmowy bohaterów są rozwlekłe – czasem mniej, czasem bardziej ważne. Gdy pojawiają się nowe ślady, bohaterowie rozważają każdy możliwy scenariusz. Nawet ten najmniej prawdopodobny.

Fabuła powieści, wydaje się banalna i prosta, stopniowe odkrywanie prawdy nie trzyma w przemożnym napięciu, ale historia intryguje. Autorka sprawnie myli tropy i podrzuca nowe informacje. W odpowiednim momencie rozmywa akcję humorem i ironią, przez co książka wydaje się dobrze wyważona. Pewne zwroty akcji nie zaskoczą współczesnego czytelnika, jednak biorąc pod uwagę czasy w jakich powieść została wydana, można przypuszczać, że autorka odważyła się na kontrowersyjny krok. Ówczesna mentalność podpowiadała, aby się nie wychylać, pozostawić w ukryciu pewne sprawy, a inne przemilczeć.

Kreacja postaci jest wiarygodna i bardzo naturalna. Bohaterowie kierują się w większej mierze emocjami, myślą o konsekwencjach. Niekiedy zatajają ważne dla sprawy informacje i starają się zagłuszyć wyrzuty sumienia. Czytelnik może odnieść wrażenie, że przedstawione charaktery do złudzenia przypominają osoby, które zna; czy to z bliskiego otoczenia, czy z zasłyszenia. Choć bywają momenty, gdzie zachowanie bohaterów zdaje się być przerysowane, tak finalnie nie przeszkadza to w odbiorze powieści.

Lektura została napisana lekkim i prostym językiem. Autorka dokładnie zarysowała rok 1964, oddając, za pomocą słów, urok dawnych lat. Nadany klimat ma w sobie nutę staroświeckości. Opisy wielu sytuacji są naturalne i niewymuszone. Jednak to, co zachwyca najbardziej to konsekwencja autorki – wszystkie rozpoczęte wątki zostały zamknięte zwięzłą klamrą. Narracja zatem jest spójna i zgodna z kontekstem.

“Z najlepszymi życzeniami śmierci” to nieskomplikowana acz poprawna powieść, w której motyw obyczajowy przebija się przez prowadzone śledztwo. Autorka pokazuje, że nie zawsze wiemy, kim są nasi najbliżsi i – co wydaje się nieco przerażające – możemy się tego nigdy nie dowiedzieć. Prowadzona intryga może i nie zaskakuje, nie wprowadza niczego innowacyjnego, ale za to zapewnia kilka godzin relaksu.

pokaż więcej

 
2018-07-28 01:18:51
Dodała cytat z książki: Ostatni worek cementu
Mawiają, że świat składa się z równowagi… Można dostrzec ją w każdej jego części. Tak zawsze było, jest… i będzie, o ile nikt nie zaburzy tego porządku. W ciągu roku jest tyle samo dnia co nocy. (…) W ciągu dekady jest tyle samo ciepła, co i zimna… W ciągu stulecia tyle waśni, co pokoju… (…) W ciągu tysiąclecia jest tyle samo przypływów, co odpływów… Ta zasada tyczy się wszystkiego, co znane człowiekowi. W nim samym jest tyle samo dobra, co i zła.
 
2018-07-28 01:17:44
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Ostatni worek cementu” doskonale podtrzymuje sensacyjny klimat, przepełniony bezwzględnymi ludźmi w niebezpiecznym świecie. Typowa dla mafijnego światka brutalność, mroczne, często niepokojące, i przerażające tło odgrywa w powieści fundamentalną rolę. Tutaj nie ma czasu na monotonię czy rutynę codzienności – pędząca na łeb na szyję akcja ani myśli zwolnić i dać wytchnienie. Mateusz Wieczorek... „Ostatni worek cementu” doskonale podtrzymuje sensacyjny klimat, przepełniony bezwzględnymi ludźmi w niebezpiecznym świecie. Typowa dla mafijnego światka brutalność, mroczne, często niepokojące, i przerażające tło odgrywa w powieści fundamentalną rolę. Tutaj nie ma czasu na monotonię czy rutynę codzienności – pędząca na łeb na szyję akcja ani myśli zwolnić i dać wytchnienie. Mateusz Wieczorek kreuje rzeczywistość nieustępliwą, duszną i zatęchłą. Wszystkie występki niejednokrotnie uchylają się od konsekwencji, jednak chwila zwątpienia, czy ułamek zawahania może kosztować życie.

Groteska goni absurd, a ten, zatopiony w ogromie czarnego humoru, potrafi zwalić z nóg. Podobnie jak w przypadku „66 dusz”, autor daje upust konwenansom, brudzi scenerię hektolitrami krwi, wychodzi poza utarte schematy. Na powieść składa się wiele wątków, które niezbawione chaosu, łączą się ze sobą i krystalizują z upływem czasu. Zdawać by się mogło, że niektóre sceny są niepotrzebne, wyrwane z kontekstu – nic bardziej mylnego. Choć w powieści nie brak odrealnionych i przerysowanych fragmentów, tak abstrakcyjność i nuta paranormalności wespół z lekkim, acz niepozbawionym tony wulgaryzmów językiem, dopełniają się.

Pisarz sprawnie manewruje kolejnymi zdarzeniami, a za sprawą niedopowiedzeń, pozostawia czytelnikowi pole do własnej interpretacji, zachęcając go przy tym do rozmyślnego napisania własnej wersji wydarzeń. Ten celowy zabieg może jednak irytować i wprawić czytelnika w zakłopotanie.

Oblicza postaci są jedynie maską, pod którą kryją się uciążliwe i wstydliwe tajemnice. Te z kolei składają się na podwaliny każdej książkowej osobowości. Bohaterowie, poprzez swą nieoczywistość, potrafią zaskoczyć. Są to charaktery nieszablonowe i ekspresywne, które nie są odporne na rozwój zdarzeń. To dzięki niemu bowiem, dokonują metamorfozy, niemal kształtują swoje jestestwo na nowo. Szczególnie protagonista, który na skutek przewrotności losu, przechodzi olbrzymią przemianę, zapominając przy tym o moralności.

Powieść nie jest jednak bez skaz – jej wadą są dialogi, które w dużej mierze przypominają wyuczone, teatralne kwestie. Patrząc przez pryzmat powieści podobnych gatunkowo, można odnieść wrażenie, że to już gdzieś było.

„Ostatni worek cementu” jest powieścią, której nie brak czarnego humoru, absurdu i pokręconej intrygi. Bezwzględny świat, niebezpieczni ludzie i pędząca akcja nurtuje i nie pozwala na znużenie. Choć historia spisana przez Mateusza Wieczorka zdaje się nieco przerysowana, tak sumarycznie stanowi niemałą gratkę dla fanów sensacji.

pokaż więcej

 
2018-07-13 12:21:29
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Sięgając po powieść Grzegorza Gołębiowskiego czytelnik może odnieść wrażenie, że lektura oscylować będzie głównie wokół tematu genealogii – nic bardziej mylnego. Niemal od samego początku odbiorca zostaje wciągnięty w wir niecodziennych zdarzeń, intryg i sensacji, które stają się motorem napędowym powieści, a przynajmniej tak przedstawiał się zamiar.

Tajemnica ściśle związana z Dolnym...
Sięgając po powieść Grzegorza Gołębiowskiego czytelnik może odnieść wrażenie, że lektura oscylować będzie głównie wokół tematu genealogii – nic bardziej mylnego. Niemal od samego początku odbiorca zostaje wciągnięty w wir niecodziennych zdarzeń, intryg i sensacji, które stają się motorem napędowym powieści, a przynajmniej tak przedstawiał się zamiar.

Tajemnica ściśle związana z Dolnym Śląskiem i II wojną światową jest pomysłem niebanalnym. Autor dawkuje napięcie, wplata w fabułę ciekawe retrospekcje, dzięki którym stopniowe zgłębianie przeszłości staje się swoistą formą przyjemności. O ile piętrzące się sekrety są intrygujące, o tyle giną one za parawanem nieco topornego stylu, jakim posługuje się autor. Tekst naszpikowany został opisami, czy wtrąceniami, które bardziej przeszkadzają niż interesują. Czytając powieść można odnieść wrażenie, że fabularna prostota wespół z niemal profesorskim językiem nie jest przepisem, który wieszczy sukces.

Grzegorz Gołębiowski odważył się wkomponować w fabułę wątek romantyczny, który summa summarum przebija się na pierwszy plan. Nietrudno odkryć w jakim kierunku zmierza relacja bohaterów – autor bazuje na dość powszechnym schemacie, nie wychodzi spoza niego, nie próbuje zaskoczyć. Również portrety psychologiczne pozostawiają wiele do życzenia. Są to postaci stereotypowe: grają, aby zakryć swoje skazy, przez co nie do końca są wiarygodni, niemal sztuczni, a w ich zachowaniu można odnaleźć zalążki absurdu. Dialogi także, momentami zakrawają na sztampowość, nie należą do dobrze skonstruowanych.

W powieści zabrakło miejsca na emocje, ponieważ autor skupił się na opisach szczegółów fikcyjnej rzeczywistości. Pominięte zostały tematy trudne i kontrowersyjne, jak choćby holokaust. Zabrakło dobrego wyważenia pomiędzy tym co ważne, a tym co mniej istotne, zaś intryga, którą proponuje autor, jest – mimo wszystko – mało przekonująca.

Ta historyczno-kryminalna hybryda przypomina odbiorcy o tym, że przeszłość zawsze nas odnajdzie, aby odkryć wszystkie swoje karty. Niestety dobry zamysł fabularny nie został wykorzystany. Można odnieść wrażenie, że powieści brakuje kilkunastu stron, które ktoś wyrwał, lub skrócił do granic możliwości. Grzegorz Gołębiowski zaproponował czytelnikowi oryginalną powieść, jednak jej wykonanie nie do końca jest satysfakcjonujące.

pokaż więcej

 
2018-07-05 14:19:31
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Linia fabularna powieści skupia się na burzliwej przeszłości i złożoności umysłu głównej bohaterki, której pamięć i wspomnienia skryte są za woalem tajemnicy. Narracja, okiem protagonistki, intryguje, wzbudza niepokój i nadaje powieści gęstej atmosfery. Nieracjonalność, nie rzadko infantylność, bohaterki wprawia w konsternację, przez co czytelnik nie do końca wie, czy może zaufać kobiecie i... Linia fabularna powieści skupia się na burzliwej przeszłości i złożoności umysłu głównej bohaterki, której pamięć i wspomnienia skryte są za woalem tajemnicy. Narracja, okiem protagonistki, intryguje, wzbudza niepokój i nadaje powieści gęstej atmosfery. Nieracjonalność, nie rzadko infantylność, bohaterki wprawia w konsternację, przez co czytelnik nie do końca wie, czy może zaufać kobiecie i czy jej punkt widzenia nie jest zaburzony. Odbiorcy przyjdzie się zmierzyć z podróżą po grząskim gruncie – rozpoznaniem kłamstwa i wyodrębnieniem prawdy. Caroline Eriksson manipuluje przeszłymi wydarzeniami przeplatając je wydarzeniami, które rozgrywają się w czasie teraźniejszym. Autorka wodzi czytelnika za nos, zaciekawia, aby finalnie rozczarować.

Caroline Eriksson dotyka problematyki przemocy – psychicznej i fizycznej. Jednak dobre zobrazowanie tego filaru wyszło autorce dość marnie. Sygnalizuje bowiem, że dany problem istnieje, ale nie rysuje go solidnie. Czytając powieść, można odnieść wrażenie, że autorka ślizga się po tym temacie, co początkowo wydaje się dość osobliwe, jednak z czasem wszystko rozlewa się we mgle marazmu i nudy, gdzie przeważają irracjonalne myśli protagonistki.

Wzorzec zachowań głównej bohaterki można zamknąć w ścisłych ryzach apatii zakrawającej o bierność – ciągłe rozmyślania o dzieciństwie; relacjach rodzinnych i obecnym związku, stają się nic nie znaczącym ogniwem. Caroline Eriksson wpadła w sidła powtarzalności. Zdawać by się mogło, że autorka parafrazuje wcześniej znane fragmenty powieści; powiela schematy; przedstawia podobne sekwencje. I choć zamysł jest dobry – niewyjaśnione zaginięcie; przerażający mętlik w głowie – tak wprowadzony chaos skutecznie psuje radość czytania.

W powieści ucierpiał także drugi plan – jednolici bohaterowie; mało klarowne zarysowanie scenografii; brak barwności narracyjnej. Wieńcząc lekturę czytelnik skazany jest na rozczarowanie. Mało oryginalne rozwiązanie zagadki zakrawa na sztampowość. I choć zapowiadało się obiecująco – na obietnicy się skończyło.

„Zniknięcie” jest thrillerem, który początkowo intryguje, finalnie zaś ginie w szablonowym i mało wyszukanym stylu. Choć język jest prosty, tak brakuje w nim nieco koloru i plastyczności. Niepokój, tak dobrze zarysowany w pierwszych rozdziałach, rozwiał się jak dym. Powieść niczym szczególnym się nie wyróżnia i ginie w morzu podobnych sobie powieści.

pokaż więcej

 
2018-06-28 12:15:39
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

„Lucynka, Macoszka i ja” jest piękną i dojrzałą prozą, w której nie brak refleksji. To lektura pełna wdzięku, która w delikatny, ale i stanowczy sposób, dotyka kruchych i osobistych sfer jestestwa. Martin Reiner, pod postacią prostej historii, przemyca doskonale znane wzorce i prawdy, które często bywają ignorowane. To tutaj przeszłość zazębia się z teraźniejszością; tutaj gracja i subtelność... „Lucynka, Macoszka i ja” jest piękną i dojrzałą prozą, w której nie brak refleksji. To lektura pełna wdzięku, która w delikatny, ale i stanowczy sposób, dotyka kruchych i osobistych sfer jestestwa. Martin Reiner, pod postacią prostej historii, przemyca doskonale znane wzorce i prawdy, które często bywają ignorowane. To tutaj przeszłość zazębia się z teraźniejszością; tutaj gracja i subtelność wygrywają pokrzepiającą melodię. Zachwyca poetyckim językiem, zaskakuje prostotą, aż w końcu staje się swoistym spektaklem, który niereżyserowany wymyka się spod kontroli i zamyka w kwintesencji codzienności.

pokaż więcej

 
2018-06-20 12:19:22
Dodała książkę na półkę: Przeczytane

Są wydarzenia, które wstrząsają. Są wydarzenia, które wywołują skrajne emocje. Są wydarzenia, obok których nie powinno przechodzić się obojętnie. Są ludzie, którzy będąc bliskimi, potrafią skrzywdzić jak nikt inny. Są opowieści, które już na zawsze odbijają się echem w naszej podświadomości. Są doświadczenia, które zmieniają całe życie.

„Nasz chłopak” jest opowieścią skupiającą się na...
Są wydarzenia, które wstrząsają. Są wydarzenia, które wywołują skrajne emocje. Są wydarzenia, obok których nie powinno przechodzić się obojętnie. Są ludzie, którzy będąc bliskimi, potrafią skrzywdzić jak nikt inny. Są opowieści, które już na zawsze odbijają się echem w naszej podświadomości. Są doświadczenia, które zmieniają całe życie.

„Nasz chłopak” jest opowieścią skupiającą się na relacjach rodziny, której wzajemność zaczyna być coraz bardziej toksyczna. Zatrważające zdarzenia i rozgrywające się piekło zaczyna być nową, brutalną rzeczywistością, w której pod płaszczykiem miłości i opiekuńczości, kryje się manipulacja i cierpienie. Dysfunkcyjny obraz rodziny wdziera się w umysł czytelnika, rośnie w nim i nie pozwala o sobie zapomnieć.

Szczery, przepełniony agresją, tekst szokuje. Pisarz odkrywa karty przemocy, pokazując różne jej oblicza. Ukazuje czym jest współuzależnienie, jak destrukcyjna bywa bezsilność, jak wstyd za rodzica wpływa na kształtowanie się psychiki dziecka. Złożona więź, pomiędzy rodziną, przestaje być doskonała – przemienia się w emocjonalną bombę; tkanka kłamstw pęcznieje do niebotycznych rozmiarów, naruszając solidne fundamenty zaufania.

Daniel Magariel wnikliwie kreśli emocje bohaterów. W tej powieści nie ma miejsca na zwolnienie tempa, nie ma miejsca na złapanie oddechu, nie ma miejsca na analizę. Wykreowany świat jest nad wyraz realistyczny i pozbawiony kolorowych barw. Pisarz nie przebiera w słowach, pisze oszczędnie, niemal lakonicznie, szarpie wątłą strunę uczuć, przygnębia.

Autor zaszczepia w czytelniku przerażające obrazy, te z kolei rozpoczynają swoistą inscenizację, której nie brak natarczywości i mocnego brzmienia. „Nasz chłopak” pokazuje ucieczkę mającą być zalążkiem nowego życia; pokazuje jak pozornie szczęśliwe zdarzenia przeinaczają się w koszmar. Książce nie brak chaosu, agresji, kontrowersji i podważenia tego, co uważamy za moralne. Daniel Magariel hipnotyzuje, oddaje wyraz wewnętrznemu krzykowi, aż w końcu wieńczy wszystko sielankowym obrazem, pozostawiając czytelnika z własną interpretacją.

pokaż więcej

 
Moja biblioteczka
340 108 1101
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (65)

Ulubieni autorzy (6)
Lista ulubionych autorów
zgłoś błąd zgłoś błąd