Makiwarrior 
status: Czytelnik, ostatnio widziany 1 dzień temu
Aktywności (z ostatnich 3 miesięcy)
2018-10-16 22:02:08

W małej miejscowości na południu Polski doszło wczoraj do mrożących krew w żyłach scen. Otóż, według miejscowej legendy, cmentarz leżący na uboczu jest nawiedzany przez białą zjawę. Miała być ona wielokrotnie widziana, przez różne osoby, na polach otaczających nekropolię. W dniu wczorajszym pani Władysława, ze swoim dorosłym synem Adamem, wracała ok. godz. 23:00 od sąsiadów. W pobliżu... W małej miejscowości na południu Polski doszło wczoraj do mrożących krew w żyłach scen. Otóż, według miejscowej legendy, cmentarz leżący na uboczu jest nawiedzany przez białą zjawę. Miała być ona wielokrotnie widziana, przez różne osoby, na polach otaczających nekropolię. W dniu wczorajszym pani Władysława, ze swoim dorosłym synem Adamem, wracała ok. godz. 23:00 od sąsiadów. W pobliżu cmentarza drogę zastąpiła im rzeczona zjawa. Wypity wcześniej alkohol dodał parze odwagi wobec czego przystąpili do pościgu za, jak mniemali, dowcipnisiem przebranym za ducha. Zjawa szybko oddalała się od ścigających, a pani Władysława z racji wieku została z tyłu dopingując syna okrzykami "Nie odpuszczaj!". Po przekroczeniu bramy cmentarnej ślad po duchu zaginął. Pan Adam wraz z matką dokonali szczegółowej, jak twierdzą, penetracji cmentarza, gdzie nie spotkali nikogo. Będąc na końcu alejki usłyszeli po drugiej stronie nekropolii skrzypienie jedynej bramy wejściowej. Gdy zorientowali się, że właśnie się ona zamyka, z niemożliwą wręcz szybkością zdołali opuścić ogrodzony teren i nie oglądając się za siebie umknęli w kierunku domu. Nie wszyscy uwierzyli w nadprzyrodzoną moc biorącą udział w tym wydarzeniu, mówiąc raczej o zbyt dużej ilości wyskokowych napojów, ale faktem jest, że zjawa widywana jest również przez zdeklarowanych abstynentów.

(Historia oparta na faktach!)

pokaż więcej

więcej...
 
2018-10-09 12:08:32

Ja lubię książki fantasy z motywem "From zero to hero". Lubię obserwować rozwój postaci, odkrywanie przez nią niesamowitych zdolności i w końcu wbrew wszystkim stanie się mistrzem. Zawsze można przy tym pomarzyć, że i nam w końcu objawi się jakiś niezwykły talent i zadziwimy świat ;)

więcej...
 
2018-09-25 20:53:08

Chyba tylko ograniczony czas zabawy. Zawsze były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Nauka, obowiązki domowe, czas z rodziną. Teraz wiem, że to były naprawdę ważne rzeczy, ale wtedy chciałem mieć moc zatrzymywania czasu. Oczywiście ja byłbym wtedy całkiem mobilny. Mógłbym grać do woli, czytać do woli i zajmować się wszystkim co lubię. Albo odwrotnie. Zatrzymać czas, pouczyć się, odwalić robotę w... Chyba tylko ograniczony czas zabawy. Zawsze były ważniejsze rzeczy do zrobienia. Nauka, obowiązki domowe, czas z rodziną. Teraz wiem, że to były naprawdę ważne rzeczy, ale wtedy chciałem mieć moc zatrzymywania czasu. Oczywiście ja byłbym wtedy całkiem mobilny. Mógłbym grać do woli, czytać do woli i zajmować się wszystkim co lubię. Albo odwrotnie. Zatrzymać czas, pouczyć się, odwalić robotę w domu i wyjść później z przyjaciółmi. O tak, zatrzymywanie czasu załatwia wszystko. W sumie teraz też bym chciał to umieć i wyyyyyspaaaać się ;)

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-22 09:55:16

SENSACJA. Reporterzy naszej gazety podczas zbierania materiałów dotyczących napadu na Muzeum Historii Naturalnej odkryli wstrząsające fakty, których wyjaśnienia żądamy od władz Wyspy Shim i Scyld City. Wszystkie ślady i relacje świadków do których dotarliśmy wskazują mianowicie, że sprawcy posługiwali się Shimińską bronią antygrawitacyjną. Pytamy zatem czy kradzież bezcennych zbiorów muzeum to... SENSACJA. Reporterzy naszej gazety podczas zbierania materiałów dotyczących napadu na Muzeum Historii Naturalnej odkryli wstrząsające fakty, których wyjaśnienia żądamy od władz Wyspy Shim i Scyld City. Wszystkie ślady i relacje świadków do których dotarliśmy wskazują mianowicie, że sprawcy posługiwali się Shimińską bronią antygrawitacyjną. Pytamy zatem czy kradzież bezcennych zbiorów muzeum to sposób na ratowanie upadającej dyktatury? Czy pieniądze z tego napadu mają finansować wojnę Gildii? Według relacji jednego z naszych informatorów (z którym nie możemy się obecnie skontaktować!) całe zdarzenie obserwował funkcjonariusz Gwardii - Kret, nie podejmując interwencji. Dlaczego? O wyjaśnienie tego poprosiliśmy współpracującego z nami człowieka blisko związanego z Gwardią. Według niego od dłuższego czasu Scyld City cierpi na przepełnienie ludźmi o niesamowitych zdolnościach. Narastają niepokoje i wybuchają konflikty. Nieoficjalnie, Gwardia dąży do podsycenia konfliktu na Wyspie Shim, w którym chce wziąć aktywny udział po stronie Gildii. W zamian za pomoc oczekują terenów pod budowę nowego miasta dla mieszkańców przepełnionego Scyld City. Szogum ponoć entuzjastycznie przyjął zaoferowaną pomoc, wiedząc jak potężny jest oddział złożony z potężnych Scyldian. Żądamy ustosunkowania się władz do tych rewelacji i ogłoszenie czy Scyld City znajdzie się w strefie działań wojennych!

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-13 22:11:19

Na ławce siedział człowiek porośnięty mchem. Zatrzymałem się w drodze do pracy i mu się przyjrzałem. Widuję takie rzeczy. To mój dar, z którego korzystam. Mężczyzna miał mech na rękach, taki zwykły jaki porasta kamień, czy drzewo od północy. Ale na głowie już, rosły mu fantazyjne porosty, długie na tyle, że opadały mu na oczy. Facet odsuwał je na bok zniecierpliwiony, ale one i tak ciągle... Na ławce siedział człowiek porośnięty mchem. Zatrzymałem się w drodze do pracy i mu się przyjrzałem. Widuję takie rzeczy. To mój dar, z którego korzystam. Mężczyzna miał mech na rękach, taki zwykły jaki porasta kamień, czy drzewo od północy. Ale na głowie już, rosły mu fantazyjne porosty, długie na tyle, że opadały mu na oczy. Facet odsuwał je na bok zniecierpliwiony, ale one i tak ciągle wracały mu na twarz. Próbował wyskubywać mech z ciała, szczypał się, ale na miejscu każdej wyrwanej kępki natychmiast zawiązywała się nowa. Miotał się na tej ławce, mrucząc coś gniewnie do siebie, a przechodzący ludzie omijali go z niechęcią. Ktoś mruknął coś o pijakach, jakiś małolat pokręcił palcem przy czole. Jak mówiłem widuję takie rzeczy. Jestem psychiatrą i widzę to co moi pacjenci. Ten ma nietypowe objawy Halucynozy. Myślę, że będę mógł mu pomóc. Zabiorę go ze sobą. Przed oczami już skaczą mi nazwy leków przeciwpsychotycznych. Nie jestem cudotwórcą, ale z mchem sobie poradzimy.

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-13 07:56:36

Ale chociaż opowiadanie ładne ;)

więcej...
 
2018-09-12 22:52:50

Z Pauliną byłem od 5 lat. Świetnie nam się układało, mieliśmy wspólnych znajomych i czuliśmy, że to chyba to. Wtedy na delegacji poznałem Klarę. Spędziliśmy 3 dni na szkoleniach, rozmawialiśmy głównie o pracy, ale miałem wrażenie, że znamy się całe życie. Wróciłem do domu, czułem, że nadal kocham Paulę, ale jednocześnie nie mogłem przestać myśleć o Klarze. Moje serce było w dwóch światach. Po... Z Pauliną byłem od 5 lat. Świetnie nam się układało, mieliśmy wspólnych znajomych i czuliśmy, że to chyba to. Wtedy na delegacji poznałem Klarę. Spędziliśmy 3 dni na szkoleniach, rozmawialiśmy głównie o pracy, ale miałem wrażenie, że znamy się całe życie. Wróciłem do domu, czułem, że nadal kocham Paulę, ale jednocześnie nie mogłem przestać myśleć o Klarze. Moje serce było w dwóch światach. Po dwóch tygodniach Klara przeniosła się do mojego oddziału. Dawała wyraźne znaki, że zrobiła to ze względu na mnie. Paulina jak na złość wyjechała na kilka tygodni na zagraniczny kontrakt. Z Klarą spotykałem się codziennie, mieliśmy wspólne projekty, wyskakiwaliśmy na obiady i czułem, że jest mi z nią jeszcze lepiej i swobodniej niż z Paulą. Powiedziałem oczywiście Klarze, że jestem w związku. Uśmiechnęła się tylko i powiedziała, że zdziwiłaby się, gdyby tak nie było. Po kilku wspaniałych tygodniach czułem, że czeka mnie poważna rozmowa z Pauliną. Wiedziałem, że złamię jej serce, ale byłem pewny, że chcę zmiany. Wtedy Paulina zginęła. Jej samochód spadł z urwiska, gdy wracała z lotniska. Byłem oszołomiony takim obrotem sprawy. Wróciłem do mieszkania i pierwsze kroki skierowałem do lodówki po coś mocniejszego. Włączyłem światło w kuchni i zobaczyłem ją. Klara stała z uśmiechem przy stojaku z nożami. - teraz już nic nie będzie nam przeszkadzać, prawda? - zapytała cicho ciągle się uśmiechając. Poczułem, że jestem w pułapce.

pokaż więcej

więcej...
 
 
2018-09-12 22:23:34

- Oooo nowa sukienka!
- Jaka nowa? Z szafy wyciągnęłam. Tyle lat już ją mam, tylko rzadko noszę.
- Nie przypominam sobie jej jakoś...
- No typowy facet. Razem przecież byliśmy jak ją kupowałam. Jeszcze mi doradzałeś.
- No nie wiem...
- No przecież byłam w niej u tej, tej. No wtedy...
- Taka fajna, a nie pamiętam.
- No oczywiście. Już stara taka. Wy to zawsze tak, jak z szafy coś się wyciągnie...
- Oooo nowa sukienka!
- Jaka nowa? Z szafy wyciągnęłam. Tyle lat już ją mam, tylko rzadko noszę.
- Nie przypominam sobie jej jakoś...
- No typowy facet. Razem przecież byliśmy jak ją kupowałam. Jeszcze mi doradzałeś.
- No nie wiem...
- No przecież byłam w niej u tej, tej. No wtedy...
- Taka fajna, a nie pamiętam.
- No oczywiście. Już stara taka. Wy to zawsze tak, jak z szafy coś się wyciągnie to nowe zaraz.
- No bo nie pamiętam jej jakoś.
- Tak, wszystko mam nowe. A tak w ogóle to musimy jechać na jakieś zakupy bo już nie mam w czym chodzić.
- A gdzie tą kupowaliśmy?
- No tam chyba w Orseju, wtedy co byliśmy wtedy.
- Aha, no fajnie. Dobra to ja idę, a Ty sobie metkę oderwij zanim znowu ją "na lata" do szafy włożysz :D
- fuuuuuuuck!

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-11 21:53:39

Moja siostra zniknęła jak miałem 9 lat. Ona miała 15, pojechała na wakacje z przyjaciółmi nad morze, poD namioty i tam zniknęła. Była wielka akcja, przeszukano morze, plaże, policja robiła naloty i przeszukania u przestępców, ale nie było śladu, ani punktu zaczepienia. Po kilku tygodniach sensacja przestała być atrakcyjna, brak postępów śledztwa zniechęcał redaktorów do opisywania tematu, i... Moja siostra zniknęła jak miałem 9 lat. Ona miała 15, pojechała na wakacje z przyjaciółmi nad morze, poD namioty i tam zniknęła. Była wielka akcja, przeszukano morze, plaże, policja robiła naloty i przeszukania u przestępców, ale nie było śladu, ani punktu zaczepienia. Po kilku tygodniach sensacja przestała być atrakcyjna, brak postępów śledztwa zniechęcał redaktorów do opisywania tematu, i tak Malwina została punktem w statystyce wakacyjnych zaginięć. Przyjaciele siostry zgodnie zeznali, że poszli spać, a rano już jej nie było. Nic się nie wydarzyło, nie pokłócili się, są w szoku. Wszystkie jej rzeczy zniknęły. Od 20 lat jeżdżę w tamto miejsce, gdzie wtedy biwakowali i składam kwiaty. Uznano ją za zmarłą, ale nie lubię chodzić na jej "niby grób". Wolę plażę. Usłyszałem pisk za plecami i jakiś facet z wykrywaczem metalu podręczną saperką wygrzebał coś z ziemi pod piachem. Złoty łańcuszek z krzyżykiem. Ładny, robiony na zamówienie na Szewskiej. Mam taki sam na szyi. Dosłownie wyrwałem mu go z ręki i pokazałem mu swój. Wyjaśniłem wymijająco, że w tamte wakacje siostra zgubiła. Ale przypadek, dziękuje. Mamy imiona wygrawerowane z tyłu krzyżyka. U mnie Mateusz, u siostry... Roksana? Tak na imię miała jedna z koleżanek siostry z tamtych wakacji. Odnalezienie jej nie było trudne. Targały mną emocje. W progu wyciągnąłem rękę z łańcuszkiem. Co tam się wtedy stało? Spojrzała na krzyżyk, na mnie i uśmiechnęła się tak, że dreszcz przeszedł mi po plecach. NIGDY SIĘ NIE DOWIESZ...

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-11 21:33:43

Od lat spotykamy się w wakacje. Nic specjalnego. Ot, spotkania przy ognisku, grillu, czy zwykłe spacery. Najchętniej, gdzieś nad wodą, jezioro lub zwykła rzeka. Nie umawiamy się, nie dzwonimy, po prostu wiemy, że tak ma być, że znowu się spotkamy. Ja rozgrzany, spocony, wykonuje gwałtowne ruchy, chcę ją złapać i ścisnąć, a ona ucieka i wraca szepcząc mi do ucha jakieś swoje piosenki. Nie... Od lat spotykamy się w wakacje. Nic specjalnego. Ot, spotkania przy ognisku, grillu, czy zwykłe spacery. Najchętniej, gdzieś nad wodą, jezioro lub zwykła rzeka. Nie umawiamy się, nie dzwonimy, po prostu wiemy, że tak ma być, że znowu się spotkamy. Ja rozgrzany, spocony, wykonuje gwałtowne ruchy, chcę ją złapać i ścisnąć, a ona ucieka i wraca szepcząc mi do ucha jakieś swoje piosenki. Nie rozumiem ich i nie chcę rozumieć. Marzę, żeby się to skończyło, ale i tak wiem, że spotkamy się za rok i za kolejny, i za kolejny... Ta znajomość jest toksyczna, ona wypija mi krew, a ja nie wiem jak się przed nią bronić. Przychodzi w nocy, gdy śpię z żoną i próbuje znowu swoich sztuczek. Przeklęta komarzyca...

pokaż więcej

więcej...
 
2018-09-05 20:17:44

Ja nie bo lwy nie wierzą w przesądy i są nieufne.

więcej...
 
2018-09-03 20:35:50
Wypowiedział się w dyskusji: Przebudzenie - wygraj książkę „Zerwa".

Tamtego poranka obudził mnie wrzask. Zerwałem się do pozycji siedzącej, adrenalina zaczęła wypełniać moją krew do absurdalnych poziomów, zwłaszcza że krzyczała moja żona. Stała w drzwiach naszej sypialni i była przerażona. Wyskoczyłem nagusieńki z łóżka i podbiegłem do niej. Pamiętam tylko, że złapała wazon z komody i zapadła ciemność. Najpierw poczułem tępy ból głowy i mdłości. Z trudem... Tamtego poranka obudził mnie wrzask. Zerwałem się do pozycji siedzącej, adrenalina zaczęła wypełniać moją krew do absurdalnych poziomów, zwłaszcza że krzyczała moja żona. Stała w drzwiach naszej sypialni i była przerażona. Wyskoczyłem nagusieńki z łóżka i podbiegłem do niej. Pamiętam tylko, że złapała wazon z komody i zapadła ciemność. Najpierw poczułem tępy ból głowy i mdłości. Z trudem otworzyłem oczy i zobaczyłem nad sobą ratownika medycznego. Spróbowałem się podnieść i zauważyłem, że na rękach mam kajdanki. W drugim pokoju zobaczyłem żonę rozmawiającą z policjantem. Pierwsza myśl absurdalna, że ma dziwny mundur. - Marta, co jest grane? - wychrypiałem. Obdarzyła mnie tylko pogardliwym wzrokiem i wróciła do rozmowy. - Nie, nie znam go .... Nie mam pojęcia kim jest... - Dolatywały mnie strzępy rozmowy. Trzasnęły drzwi do mieszkania. - Piotrek, chwała Bogu, powiedz im, że ja tu mieszkam - wyjęczałem z ulgą - Jaki Piotrek zboczeńcu? Leż tam bo nie ręczę za siebie - wysyczał z wściekłością. Zwrócił się do policjanta: - Jestem mężem Magdy, przyjechałem jak tylko zadzwoniła. Zakręciło mi się w głowie. Zwariowałem, byłem mężem Marty od roku. Co jest? Policjant wreszcie zaszczycił mnie spojrzeniem. Jest pan oskarżony o włamanie, napaść i usiłowanie gwałtu. Ma pan jakieś ubranie? - W szafie - zwróciłem głowę otępiały. Wzrok policjanta podążył za moim - Bardzo śmieszne. To pójdziesz tak. Gdy mnie podnosił odruchowo przeczytałem numer na jego odznace. Miał tylko pięć cyfr...

pokaż więcej

więcej...
 
2018-08-20 22:55:43

12.02.1945r.

Sierż. Maciej Mrozowski 2 pułk piechoty.

Dalej już nie dotrę. To koniec. Uciekam i jestem ścigany przez oddziały SS. Przechwyciłem ich rozkazy ze sztabu generalnego. Od samego Hitlera. Mój Boże nikt się nawet nie domyśla. Dokumenty ukryłem po drodze w dziupli. Drzewo oznaczyłem zgodnie z wytycznymi. Szukajcie znaku. Wojna niedługo się skończy, ale to jest teraz nieważne. Oni to...
12.02.1945r.

Sierż. Maciej Mrozowski 2 pułk piechoty.

Dalej już nie dotrę. To koniec. Uciekam i jestem ścigany przez oddziały SS. Przechwyciłem ich rozkazy ze sztabu generalnego. Od samego Hitlera. Mój Boże nikt się nawet nie domyśla. Dokumenty ukryłem po drodze w dziupli. Drzewo oznaczyłem zgodnie z wytycznymi. Szukajcie znaku. Wojna niedługo się skończy, ale to jest teraz nieważne. Oni to planowali od początku. Cała ta bezsensowna wojna ze wszystkimi, na tylu frontach. Mieli go za głupca. Nie ma nawet gdzie uciekać, wypatrujcie.......................

pokaż więcej

więcej...
 
2018-08-20 22:40:54

Docieramy na miejsce. Babice to niewielka wieś słynąca z wieloletnich rządów kobiet. Sołtysem wsi od kilkunastu lat jest Zofia Kuc, a rada parafialna składa się wyłącznie z kobiet, oprócz proboszcza oczywiście. W te zimowe WAKACJE postaramy się rozwikłać zagadkę tego ewenementu na mapie Polski. Nasza PODRÓŻ ZIMOWA zaczyna się w lesie. Musimy przejechać spory kawałek pomiędzy drzewami, aby... Docieramy na miejsce. Babice to niewielka wieś słynąca z wieloletnich rządów kobiet. Sołtysem wsi od kilkunastu lat jest Zofia Kuc, a rada parafialna składa się wyłącznie z kobiet, oprócz proboszcza oczywiście. W te zimowe WAKACJE postaramy się rozwikłać zagadkę tego ewenementu na mapie Polski. Nasza PODRÓŻ ZIMOWA zaczyna się w lesie. Musimy przejechać spory kawałek pomiędzy drzewami, aby dotrzeć do celu. Wita nas napis AGROTURYSTYKA i domek, gdzie mamy wynajęty pokój. Na spotkanie wychodzi nam gospodyni z córką. Na pytanie o męża kiwa tylko przecząco głową. Nie naciskamy, w końcu to nasza gospodyni. Do wsi udajemy się następnego dnia. Leży ona w dolinie i otoczona jest lasami ze wszystkich stron. Droga, którą tu dojechaliśmy wydaje się być jedyną. - Dzień dobry, czy poświęci nam pan chwilę?. Napotkany mężczyzna milczy i odchodzi. Zauważamy, że oprócz nas dwóch prawie nie widać mężczyzn. Widzimy natomiast kilka grupek kobiet, które rozmawiają ze sobą dyskretnie na nas spoglądając. Udajemy się do księdza proboszcza, ale przez zamknięte drzwi słyszymy tylko - Odejdźcie. Następnego dnia nic się nie zmienia. Kobiety odśnieżają chodniki i podwórka. Widzimy kilku mężczyzn, ale ci jakby uciekali na nasz widok. Jest za to wyraźnie więcej kobiet. - U nas tak już jest, nie potrzebne nam zmiany - słyszymy od pani Sołtys. - Na was już chyba pora? Wyczuwamy, że nie chodzi jej tylko o wizytę w jej gabinecie. W gospodarstwie zastajemy zamknięte drzwi i nasze walizki przed drzwiami. Próbujemy wrócić do wsi, ale droga zasypana jest śniegiem. Jakaś SIŁA zmusza nas do wyjazdu. Wyjeżdżamy słysząc od strony wsi śmiech, od którego dreszcz przechodzi mi po plecach. Raczej tu nie wrócę.

pokaż więcej

więcej...
 
Moja biblioteczka
79 0 0
Porównaj książki w Waszych biblioteczkach.
Sprawdź oceny wspólnych książek.
Tyle książek ma ten użytkownik w swojej biblioteczce.
Tyle opinii dodał ten użytkownik.
Tyle plusów otrzymał ten użytkownik za swoje wypowiedzi.
Znajomi (0)
Lista jest pusta
zgłoś błąd zgłoś błąd