rozwińzwiń

Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi

Okładka książki Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi autora W. Bruce Cameron, 9788362476220
Logo Lubimyczytac Patronat
Logo Lubimyczytac Patronat
Okładka książki Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi
W. Bruce Cameron Wydawnictwo: Illuminatio Cykl: Był sobie pies (tom 1) Ekranizacje: Był sobie pies (2017) literatura piękna
304 str. 5 godz. 4 min.
Kategoria:
literatura piękna
Format:
papier
Cykl:
Był sobie pies (tom 1)
Tytuł oryginału:
A dog's purpose
Data wydania:
2012-01-01
Data 1. wyd. pol.:
2012-01-01
Liczba stron:
304
Czas czytania
5 godz. 4 min.
Język:
polski
ISBN:
9788362476220
Tłumacz:
Kamil Stachowicz
Ekranizacje:
Był sobie pies (2017)
Średnia ocen

8,2 8,2 / 10

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Posłuchaj fragmentu
00:00 /00:00
Reklama

Kup Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi w ulubionej księgarnii

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Oficjalne recenzje książki Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi i



Przeczytane 1654 Opinie 36 Oficjalne recenzje 104

Opinia społeczności książki Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzii



Książki 314 Opinie 314

Oceny książki Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi

Średnia ocen
8,2 / 10
219 ocen
Twoja ocena
0 / 10

OPINIE i DYSKUSJE o książce Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi

avatar
681
404

Na półkach:

Dla mnie jako psiary książka mega fajna. O miłości, psiej wierności, oddaniu. Na dokładkę napisana z perspektywy psa.
Bardzo polecam.

Dla mnie jako psiary książka mega fajna. O miłości, psiej wierności, oddaniu. Na dokładkę napisana z perspektywy psa.
Bardzo polecam.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1371
563

Na półkach: , ,

Wyzwanie marcowe Lubimyczytać - pierw książka, potem film.
Ależ się napłakałam!! Cudowna historia, film jednak zupełnie inny ale i tak nie obyło się bez łez.

Wyzwanie marcowe Lubimyczytać - pierw książka, potem film.
Ależ się napłakałam!! Cudowna historia, film jednak zupełnie inny ale i tak nie obyło się bez łez.

Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
277
223

Na półkach: ,

Pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Słowa stare jak świat, a jakże prawdziwe.

Boję się takich książek — po te, w których bohaterami są zwierzęta, sięgam zawsze z obawą. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy...

Powieść pisana z psiej perspektywy, historia, która chwyta za serce — wzruszająca, łamiąca serce, ale i wywołująca uśmiech. Ciepła, pełna przede wszystkim psiej miłości. Kto ma psa ten wie. Najwspanialsze zwierzęta na świecie (nie umniejszając kotom).

Ta książka nie pokazała mi, jak bardzo psy nas kochają, bo ja to już wiedziałam. Ona bardziej ubrała w słowa to, co ja czułam. Psi towarzysz to najwspanialszy towarzysz pod słońcem.

"Był sobie pies" to piękna i wyciskająca łzy opowieść o tym, jak to jest być psem i bezwarunkowo kochać człowieka. Bo taka miłość to najpiękniejsza miłość - bezwarunkowa.

Polecam tę książkę każdemu, niezależnie od tego, czy macie psa, czy nie. Poruszy najtwardsze serca i skłoni do refleksji.

Pies to najlepszy przyjaciel człowieka. Słowa stare jak świat, a jakże prawdziwe.

Boję się takich książek — po te, w których bohaterami są zwierzęta, sięgam zawsze z obawą. Nigdy nie wiadomo co się wydarzy...

Powieść pisana z psiej perspektywy, historia, która chwyta za serce — wzruszająca, łamiąca serce, ale i wywołująca uśmiech. Ciepła, pełna przede wszystkim psiej...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

8841 użytkowników ma tytuł Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi na półkach głównych
  • 5 081
  • 3 615
  • 145
2353 użytkowników ma tytuł Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi na półkach dodatkowych
  • 1 591
  • 409
  • 97
  • 82
  • 74
  • 61
  • 39

Inne książki autora

W. Bruce Cameron
W. Bruce Cameron
William Bruce Cameron urodził się w 1960 roku w Petoskey, w stanie Michigan w USA. Jest amerykańskim pisarzem, publicystą i satyrykiem. Jego najbardziej znana książka "Był sobie pies" utrzymywała się na liście bestsellerów The New York Times przez 19 tygodni. Jest absolwentem Uniwersytetu Westminister. Zadebiutował w 2001 roku książką "8 Simple Rules for Dating My Teenage Daughter". Pisał dla magazynu "Midweek" na Hawajach oraz 50 innych gazet w Stanach Zjednoczonych oraz Kanadzie. W 2006 roku został dwukrotnie nagrodzony wyróżnieniami The Robert Benchley Society Award oraz The National Society of Newspaper Columnists Award w kategorii "humor". Cameron jest autorem takich powieści jak: "Jak zreformować mężczyznę", "Jak wytrzymać z nastolatką", "Był sobie pies".
Zobacz stronę autora

Czytelnicy tej książki przeczytali również

Skaza Cecelia Ahern
Skaza
Cecelia Ahern
Co łączy "Niezgodną", "Las zębów i rąk", "Igrzyska śmierci" oraz "Skazę"? - DYSTOPIA. To książki fantasty dla młodzieży ukazujące, co może się wydarzyć, jeżeli będziemy tworzyć za wielką przepaść pomiędzy tym, co dobre a złe, moralność straci pozytywne wartości, a wolność słowa przestanie istnieć. Pesymistyczny obraz tego, co może czekać nas samych. (nie mylić z post apocalyptic) Siedemnastoletnia Celestine zostaje ukarana za ludzki odruch - próbuje pomóc mężczyźnie, który umiera. Problem polega na tym, że on jest Naznaczonym - zesłany na społeczny margines i pozbawiony praw za czyn przez społeczeństwo nieakceptowalny. Niestety żyje w świecie, którym rządzi strach - strach przed tym, że każdy twój krok, słowo a nawet myśl mogą być uznane za złe. Teraz ona będzie najbardziej Naznaczoną osobą w historii za dobry uczynek. Czy nieprawidłowość wygra? Czy ludzie będą mogli nadal traktować innych jak zwierzęta? To było moje drugie podejście do tej książki. Pierwszy raz było to w grudniu i po kilku rozdziałach odłożyłam ją na półkę, mówiąc, że do niej nie wrócę. Nigdy nie mów nigdy. Wczoraj spróbowałam znów... i przeczytałam całość w 9 godzin. Treść pochłonęła mnie doszczętnie do tego stopnia, że gdy po ostatnim rozdziale wyskoczyły mi podziękowania od autorki, pytałam się, gdzie ciąg dalszy. Nie jestem bohaterką. Gdybym nią była, ten mężczyzna nadal, by żył.... Autorka stworzyła świat o bardzo złożonym prawie, dlatego wprowadzanie nas do niego jak i życia głównej bohaterki zajmuje prawie sto stron. Niektórych może to znudzić, jednak ma to większy sens i jest znaczące dla dalszej historii. Jedna decyzja postaci rzutuje na ich przyszły los. Bohaterów nie jest za wiele, za to są bardzo dobrze wykreowani. Rozumiemy poczynanie każdego z nich i łatwo dostrzegamy potrząsające nimi emocje. Jednak żadna nie z postaci nie może się równać Celestine. Jest ona bardzo autentyczna, jakby autorka wzorowała się na żywej istocie. Jest odważna, ale naturalnie odważna. Boi się wtedy, kiedy powinna. Nie kryje łez i bólu. Po prostu nie ukrywa uczuć. Nie mamy tu sztucznej superBohaterki bez uczuć, lecz inteligentną nastolatkę z krwi i kości. Chociaż potrafi zachować się, jak dorosła powtarza, że zmusza ją do tego sytuacja, a sama chciałaby robić to co jej rówieśnicy. C. Ahern porusza wiele ważnych i delikatnych spraw, które możemy obserwować na co dzień, ale nie urosły jeszcze do rangi i momentu, w których jesteśmy za nie karani. Pod tą fantastyką, kryje się wiele ciężkich moralnych prawd (jak w każdej dystopii - kontrolowani i zastraszani prędzej czy później się zbuntują),nad którymi powinniśmy zacząć się zastanawiać. Po przeczytaniu całości książki doszłam do wniosku, że jej opis jest z kosmosu i ni jak ma się do jej zawartości. Praktycznie nic z niego nie pojawia się w pierwszej części, a do tego zawiera spoilery. Zapraszam was na mojego Facebooka oraz Instagrama :)
skazani_na_czytanie - awatar skazani_na_czytanie
ocenił na71 rok temu
Milion cudownych listów Jodi Ann Bickley
Milion cudownych listów
Jodi Ann Bickley
"milion cudownych listów" to przepiękna książka obok, której nie da się przejść obojętnie. emanuje niezwykłym ciepłem i miłością przez co nie tylko wzrusza, ale i otula duszę. jest to powieść biograficzna, która podnosi na duchu. jest utrzymana w prostym stylu, ale czuć, że przez te zdania emocje wręcz się wylewają, co nadaje jej autentyczności. Jodi Ann Bickley to kobieta, która napotkała na swojej drodze wiele przeciwności losu. walczyła z bulimią, zapaleniem mózgu i depresją. jest silną kobietą, bo pomimu wielu zwątpień, udźwignęła wszystko na swoich barkach. nie poddała się, a tym co uratowało jej życie było pisanie listów do osób, które potrzebują wsparcia. autorka stworzyła opowieść nie tylko o sobie, ale i o nas wszystkich. każdy znajdzie w jej historii cząstkę siebie. książka ta przypomina nam jak ogromny wpływ może mieć po prostu zwykła ludzka życzliwość. nie potrzeba wielkich czynów, bo wystarczą drobne gesty czy miłe słowa, aby podnieść kogoś na duchu i okazać mu wsparcie. to opowieść o sile empatii i o tym, że dobre słowo może zmienić czyjeś życie. to opowieść o tym, że albo się podda, albo wykorzysta ten czas, by zrobić coś dobrego. po prostu o tym, żeby największą słabość przekuć w swoją siłę. "milion cudownych listów" to pozycja, która wleje w czytelnika nadzieję. przypomni, że po każdej burzy wyjdzie słońce - trzeba ją tylko przetrwać.
ubranewsłowa Aleksandra - awatar ubranewsłowa Aleksandra
oceniła na101 rok temu
Biblioteka dusz Ransom Riggs
Biblioteka dusz
Ransom Riggs
2026: Domyślam się, skąd wynikało moje zniechęcenie towarzyszące pierwszej lekturze. Człowiek polubił się z gromadką bohaterów, a bitą połowę fabuły musi dźwigać na swoich barkach najmniej charakterne duo. Można się zdenerwować, czy nie? EDIT: och, właśnie doczytałam wcześniejszą opinię XD To prawda, że główną trylogię kończymy dość... abstrakcyjnie. Nawet jak na osobliwe standardy. Zaakceptowałam ten fakt. Teraz, kilka lat (i przeczytanych książek - budujemy czytelnicze kompetencje 🤓) później, głodna dziwacznego świata,  świadoma (no, powiedzmy) reguł nim rządzących i pełna jakiejś głupiutkiej wyrozumiałości dla wszystkiego, co w jakiś sposób ulubione, jestem zdecydowanie bardziej kontent. I znów, jak przy poprzednim tomie, towarzyszy mi fizyczne zmęczenie. STALE COŚ - chciałoby się czasem odesłać tych bohaterów jak krnąbrne dzieciaki na przymusowe leżakowanie, żeby choć przez 50 stron złapać oddech i zakosztować przygody pozbawionej "dymów". Czymże jednak byłaby ta seria bez poddymiania, mikro-zaskoczeń i zwrotów akcji? Trudno stwierdzić, ale na pewno nie polubiłabym jej bardziej, niż w tym momencie 🙏🏻 Korzystając z przerwy narzuconej pierwotnie przez samego autora, daję sobie chwilę oddechu i przestrzeń na inne, bardziej przyziemne lektury. Potrzebuję ich, jak Olive swoich ciężkich buciorów. Zerkając na moją ocenę kolejnej części, nie muszę zbytnio obawiać się powrotu, całe szczęście. 2023: 3 tom osobliwych przygód okazał się zdecydowanie tym najsłabszym. Absolutnie fantastyczne postaci i wątki mieszały się z dłużyznami, które niespecjalnie mnie interesowały. Choć może to tylko kwestia nieodpowiedniego momentu i historia odbiła mi się czkawką zupełnie niesłusznie? Tak czy inaczej, ZAKOŃCZENIE 🤡 Jestem pełna wyrozumiałości dla autora, który w tamtym momencie planował zakończyć serię (a przynajmniej do takich informacji się dokopałam),tylko na Boga, dlaczego w taki sposób?! Miał być happy end, a wyszedł cukierkowy finał rodem z familijnej niedzieli z Polsatem. Nie wiem czy śmiać się, czy płakać. Kolejny tom planuję skonsumować w niedalekiej przyszłości - jestem pełna obaw i ekscytacji.
_och_man_ - awatar _och_man_
ocenił na79 dni temu
Chemik Stephenie Meyer
Chemik
Stephenie Meyer
Po poznaniu tetralogii „Zmierzch” („The Twilight Saga”),która narobiła sporo zamieszania w świecie, nie tylko wydawniczym, szturmem zdobywając czołowe miejsca w rankingach sprzedaży (co najmniej 160 mln sprzedanych egzemplarzy) i niemal z marszu doczekawszy się ekranizacji oraz po wielce oryginalnej powieści SF „Intruz” („The Host”) wiedziałem, że wrócę do twórczości ich autorki, czyli amerykańskiej bardzo współczesnej pisarki Stephenie Meyer (ur. 1973). Teraz, ciekaw co też Meyer znów wymyśliła, sięgnąłem, bez żadnego researchu, po „Chemika”. Wybrałem wydanie audio oficyny Edipresse Polska w interpretacji Krzysztofa Plewako-Szczerbińskiego, na podstawie tłumaczenia Ewy Nowak. Najpierw dygresja na temat tytułu. Nasz kraj jest wybitny w wymyślaniu nowych tytułów dzieł tłumaczonych z obcych języków i niemających niczego wspólnego z tytułem oryginału. Teraz więc byłem zadziwiony przegięciem innego rodzaju – tytuł „The Chemist” przetłumaczono optycznie ze stuprocentową wiernością - jako „Chemik”, co w tym wypadku, czyli protagonistki płci pięknej, jest błędem, gdyż od dawna mamy w naszym języku słowo „chemiczka” i nie jest to żaden nowomodny feminatyw. Jak zwykle Zulu-Gula. Główna bohaterka jest chemiczką, ale szczególnego rodzaju. Wybitny naukowiec, zarazem teoretyk i praktyk, specjalizuje się w… torturowaniu ludzi. Właściwie w momencie rozpoczęcia opowieści już czas przeszły, specjalizowała się, pracując dla rządu, ale po śmierci swego szefa i obawiając się o własne życie, stała się ciągłą uciekinierką. Do czasu… Co i jak, nie będę jak zwykle zdradzał. Spojlerowanie to zbrodnia na przyszłych czytelnikach, lecz w przypadku sensacji, kryminałów i innych gatunków zaliczanych przez Anglosasów do kategorii MYSTERY jest szczególnie godna potępienia. Fabuła w zarysie przypomina klasyczny już schemat Jasona Bourne’a, jednak w autorskiej, dość oryginalnej wariacji wzbogaconej o rozbudowany wątek miłosny. No właśnie – chyba najczęściej podnoszony zarzut wobec „Chemika” to infantylność wątku romansowego. Absolutnie się z tym nie zgadzam. Widać tu pewną nieuczciwość drzemiącą w umysłach wielu recenzentów i recenzentek. Fakt, teksty miłosnych dialogów w sytuacjach zagrożenia chyba jednak w kilku momentach są przesłodzone i za długie, ale… „Romeo i Julia” pokazuje ten sam infantylny pierwszy etap niejednej wielkiej miłości zwany zauroczeniem lub z angielska puppy love, a mimo tego R&J są uznawani za ponadczasowe arcydzieło. Jak to jest, że gdy coś zostało przez autorytety uznane za mistrzowskie, to nie jest infantylne, ale u kogo innego to samo już jest? Podświadoma zazdrość tych, którzy nigdy czegoś podobnego nie przeżyli, a być może nawet nie są sobie w stanie tego wyobrazić? Współczuć pozostaje… Jeśli już jesteśmy przy uczuciach, to jednym z najbardziej poruszających wątków jest świetny motyw z psami, dla mnie bardziej rozczulający niż te wszystkie sercowe rozterki międzyludzkie powielane w literaturze aż do bólu. W dodatku z ekstra plusikiem za sposób, w jaki Meyer pisze o swoim własnym czworonogu w posłowiu. Jeśli chodzi o aspekty fabuły i akcji spod znaku szpiegów oraz innych tajnych służb, to w kilku miejscach widać, że autorka jest cywilem. Nie zna na przykład żadnych tricków do zapamiętywania nieoczywistych haseł i wyraźnie widać niedocenianie snu, który przecież jest być może najważniejszym elementem kondycji wojownika. Mimo wszystko czyta się to świetnie, nie gorzej niż najlepsze dzieła w kanonie. Logika, konsekwencja, dobra dynamika. Wielu z nas wydaje się, że sytuacje zagrożenia życia, bycia inwigilowanym i tym podobne, nie zdarzają się w naszym, cywilnym życiu. To ułuda. Większość z nas żyje w umysłowym matrixie. Jesteśmy inwigilowani, ale póki nie wpływa to nasze życie, udajemy, że tego nie ma. Myślimy, że takie rzeczy (nagła i niespodziewana śmierć) zdarzają się tylko w powieściach. Tymczasem w Europie w grupie wiekowej 5-29 tylko jedna z odmian nagłej śmierci, wypadki drogowe, jest główną przyczyną zgonów, a są i inne. Zgony naturalne, cokolwiek to znaczy, praktycznie się w tej statystyce nie liczą. Z wiekiem zwiększa się liczba zgonów od chorób, ale nie zmniejsza liczba zejść gwałtownych, w tym zabójstw. Oczywiście, prawdopodobieństwo zabójstwa Kowalskiego jest niewielkie, ale nie jest zerowe i gwałtownie rośnie, gdy Kowalski zbliży się, świadomie lub nie, do polityki, służb lub przestępczości. Od razu mało prawdopodobne staje się znacznie bardziej realne, o czym przekonać się może każdy uważny czytelnik literatury faktu, jak na przykład dzieła Moniki Góry „Człowiek, który wiedział za dużo. Dlaczego zginęli Jaroszewiczowie”, o którym wkrótce, lub uważny czytelnik wiadomości kojarzący zadziwiająco wysoką śmiertelność wśród naszych elit w następstwie wypadków, samobójstw, itp. Warto też wspomnieć o najnowszych ustaleniach w sprawie życiorysu Hemingwaya, które każą się zastanowić, czy nienormalni są wietrzący wszędzie układy, śledzenie i spiski, czy też wręcz odwrotnie – oni są normalni, a stado jest ślepe. No, ale znów zabrnąłem w dygresje i refleksje, co prawda wywołane powieścią, ale jednak dość subiektywne. Wracając do meritum, trzeba poruszyć sprawę tłumaczenia i redakcji tekstu. Zasadniczo jest bardzo dobrze, lecz warsztat stylistyczny tłumaczki doprasza się korekty, której wyraźnie brak. Liczne powtórzenia momentami rażą; nawet tak trywialne słowa jak dłonie jakoś nie mogą się doczekać synonimów. Nie pasuje mi też i brzmi wręcz boleśnie w audiobooku ciągle używane „skomlić”. Podobno to forma poprawna, lecz mało używana i konsekwentne trzymanie się jej wręcz mnie bolało. Już kilka razy pisałem Wam, że coraz częściej widzę wyraźnie wyartykułowaną w książce Paula Masona „Skąd ten bunt” rosnącą przepaść między władzą (politykami i wszystkimi osobami na stanowiskach najwyższego szczebla),a zwykłymi ludźmi, czyli społeczeństwem. Na ekranie ostatnio uderzyła mnie ewolucja w wizerunku władz w serialu „Seal Team” od początkowej akceptacji i wiary, do kompletnie odwrotnych odczuć w ostatnim sezonie. I w „Chemiku” też widać, że nie tylko u nas przepaść między władzą a społeczeństwem stale się powiększa. Puentą tego wątku jest niby nic nieznaczący, ale jakże symptomatyczny dialog: „ - Alex, jesteś republikanką czy demokratką? – Pesymistką.” Ta tendencja raczej nie wróży dobrze na przyszłość. Na koniec jeszcze warto się odnieść do osnowy tej książki, czyli pomysłu wykorzystania różnorodnych związków chemicznych do „specjalnych metod przesłuchań”. Na pewno jest to interesująca propozycja, gdyż przy odpowiedniej wiedzy niesie dużo mniejsze ryzyko bezowocnej „utraty obiektu” w wyniku przesłuchania niż metody tradycyjne, czyli mniej lub bardziej wyrafinowana przemoc, i jednocześnie jest szybsza niż najczęściej obecnie stosowane nieopresyjne metody (jak deprywacja sensoryczna),czy inne metody stojące na pograniczu, w mniejszym lub większym stopniu obarczone wadami obu. Większość z nas nie zdaje sobie sprawy z potęgi i rozwoju chemii, więc warto przypomnieć, co ujawniono dopiero stosunkowo niedawno, że II wojna światowa była nie tylko wyścigiem techniki i technologii bojowej, lecz także nauki, w tym chemii. A w tej ostatniej wyścigiem dopalaczy i narkotyków. Kto czytał o zestawie, który zabierali ze sobą na lot piloci Stukasów, a który przypominał skrzyneczkę z miksturami Merlina, ten wie o czym mówię. II wojna skończyła się niemal wiek temu, a w chemii to całe epoki. Kto wie, co naprawdę jeszcze jest dziś niemożliwe… Z drugiej strony podobno najlepszy przesłuchujący w III Rzeszy, który miał najlepsze statystyki, nigdy nie stosował przemocy ani nawet niefizycznej opresji. Tylko ilu może być takich geniuszy? To były takie wstawki przybliżające interesujące tematy na których zbudowano powieść, która poza tym jest dość klasyczna w swym, czyli Bourne’owym kanonie. No, poza ciążeniem ku miłosnemu dziełu Szekspira. Wciąga, świetnie relaksuje. Niby tylko czytadło, ale świetnie napisane i wcale niegłupie. Skoro zaś komiks już od wieków uznawany jest za sztukę, to może najwyższy czas oddać sprawiedliwość gatunkom stereotypowo nie zaliczanym do wielkiej literatury i nie ograniczać się w docenianiu tylko do dzieł trudnych w odbiorze, poważnych, głębokich, pełnych wałkowanych od wieków rozterek i literackiego onanizmu. Jeśli coś, jak „Chemik”, napisane w lekkiej formie, jest świetne, to zdecydowanie i gorąco polecam. źródło: https://klub-aa.blogspot.com
Andrew Vysotsky - awatar Andrew Vysotsky
ocenił na85 miesięcy temu
Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta W. Bruce Cameron
Psiego najlepszego. Był sobie pies na święta
W. Bruce Cameron
"Kiedy przygarniasz zwierzaka, musisz mieć świadomość, że kiedyś jego strata złamie ci serce. Psy są z nami tak krótko... To nasi najlepsi przyjaciele, ale są z nami tylko dekadę, może półtorej, a potem odchodzą. Ich strata jest nieuchronna i musimy pogodzić się z nią. Ale posłuchaj, naprawdę wierzę, że jedna z lekcji płynących z ich głębokiej miłości, gdy są przy nas, jest taka, żeby cieszyć się życiem, póki trwa, i że wszystko kiedyś się kończy, a my musimy wtedy rozpoczynać nowy rozdział". Josh Michaels to samotny i bardzo wrażliwy mężczyzna. Cały swój czas spędza w domu, pracując przy komputerze. Próbuje też pozbierać się po zakończeniu długoletniego związku z ukochaną Amandą. Kiedy sąsiad prosi go o opiekę nad swoją suczką, zdecydowanie odmawia. Nie lubi psów i nie wyobraża sobie mieć psa w domu. Kiedy jednak zgadza się przygarnąć Lucy okazuje się, że jest ona ciężarna. Życie Josha zostaje wywrócone do góry nogami. Ale Lucy obdarza Josha ogromną i bezinteresowną miłością i wdzięcznością, a jego serce na jej widok zaczyna mięknąć. Niestety zaczynają pojawiać się też problemy bo opieka nad psem nie należy do łatwych. Na domiar złego w jego domu pojawia się pięć słodkich szczeniaków całkowicie zależnych od niego. Mężczyzna zgłasza się po pomoc do najbliższego schroniska, gdzie poznaje uroczą pracownicę Kerri. Dziewczyna uczy go opieki nad zwierzętami i pomaga w ich wychowaniu. Ale przygotowuje je też do adopcji ponieważ prawo stanowe zabrania trzymania więcej niż trzech psów na posesji. Pomiędzy Joshem i psiakami rodzi się niesamowita więź. Zbliża się Boże Narodzenie czy Josh pogodzi się z tym, że musi szukać nowych rodzin dla swoich psiaków? "Biegły do niego, gdy przyklękał, szukały dotyku jego dłoni. Uwielbiał podnosić je i całować w ich małe noski. Nigdy wcześniej o tym nie myślał, ale teraz musiał przyznać: psy kochają człowieka. Nawet przez myśl by im nie przeszło szukanie "nowego związku". Zachęcam Was do przeczytania tej książki. To była cudowna odskocznia od tego co czytam. Autor pokazuje nam co możemy zyskać przygarniając psa i jaka niezwykła więź potrafi połączyć psa i jego właściciela. Niesamowicie pozytywna i wzruszająca lektura na zimowy wieczór. Otuli swym ciepłem i rozczuli najtwardsze serca.
Maria Manterys-Storma - awatar Maria Manterys-Storma
oceniła na71 rok temu
Początek wszystkiego Robyn Schneider
Początek wszystkiego
Robyn Schneider
Na każdego czai się jego osobista tragedia. Kim chcemy być w jej konsekwencji? W jaki sposób damy się jej ukształtować? Każde życie (…) ma tę jedną chwilę, kiedy staje się wyjątkowe – chwilę, po której wydarzy się wszystko, co naprawdę ma znaczenie – pisze autorka, na kartach dość prostej powieści, ukazującej dwa odmienne podejścia do Świata, który łamie każdego i potem niektórzy są jeszcze mocniejsi w miejscach złamania (E. Hemingway). Musimy zacząć od uświadomienia sobie faktu, iż „Wszystko umiera zbyt prędko. Powiedz, co ty zamierzasz zrobić. Ze swoim życiem, dzikim i cennym?” (M. Oliver). Mamy (jakiś) wpływ na to, jak ukształtują nas osobiste tragedie, wymieranie w nas ludzi, wydarzeń i myśli. Co z tym zrobić Możesz wrzeszczeć jak barbarzyńca nad dachami świata… Albo wytrzymać kolejne pociski zawistnego losu… Albo wypłynąć z bezpiecznej przystani… Albo wyruszyć na poszukiwanie nowego świata... Albo się zbuntować, gdy światło się mroczy. Na kartach powieści poznajemy dwoje bohaterów, ukazujących dwie odmienne postawy: » Ezra jest popularnym gościem, kumplującym się z elitą, imponującym wszystkim. W wyniku wypadku samochodowego traci możliwość regularnego treningu, co wyolbrzymia do rangi utraty swojego statusu i wartości. Poszukuje siebie – nowego siebie. » Cassidy jest członkinią koła debatanckiego, przyjezdną z innego college’u. Wkracza w życie nowej szkoły, wprowadzając swoje porządki i inspirując kolejnych bohaterów. Poszukuje sposobu, żeby poradzić sobie ze śmiercią swojego brata – jej osobistą tragedią. Ezra i Cassidy poznają się i zaprzyjaźniają. Odtąd wiele zaczyna się w nich zmieniać. Ezra daje Cassidy poczucie bezpieczeństwa, odskocznię od jej tragedii, wprowadza do jej życia nową jakość. Cassidy staje się dla Ezry punktem zaczepienia w poszukiwaniu uznania swojego nowego siebie, nowego statusu, ale przede wszystkim jest dla niego ogromną inspiracją - użyczyła iskry albo mocniej roznieciła ogień, ale płomień był mój. Ezra zauważa, jak wiele traci w swoim życiu, pozostając w sferze powierzchowności, nie schodząc nigdzie głębiej. Cassidy kształtuje w nim od zera głębię egzystencji: nie jestem pewien, czy byłbym w stanie określić ten konkretny moment, kiedy zaszła we mnie nieodwracalna zmiana. Teraz myślę nawet, że to był nie moment, tylko proces. Nie byłem już (…) złotym chłopcem, może jakiś czas wcześniej przestałem nim być, ale im więcej godzin spędzałem z Cassidy, tym mniej mi to przeszkadzało. Cassidy, choć twierdzi, że jest smutną, samotną frajerką, która za dużo się uczy, odpycha od siebie ludzi i chowa się w swoim nawiedzonym domu, zyskuje przyjaźń Ezry, który cieszy się nią, nie żywiąc wobec niej żadnych oczekiwań. Buduje sobie jej wyobrażenie, którego podtrzymywanie z kolei ją uzależnia; choć jednocześnie pozostaje wobec niej zupełnie szczery i ufny - bez wzajemności. Zakochują się w sobie – Cassidy dla Ezry jest taka piękna, że ledwie mogłem to wytrzymać – nie dziwne, skoro była tak swobodna i pełna naturalnego wdzięku, że to aż bolało. Ezra dla Cassidy, uważającej miłość za największą ze wszystkich możliwych katastrof, staje się nową nadzieją na wyzwolenie od przygnębiających, osobistych przekonań o konieczności wiecznego znoszenia konsekwencji niemożliwej do zapomnienia tragedii. Losy obojga bohaterów splatają się wokół dwóch tragedii, którym muszą stawić czoła – śmierci brata Cassidy (w której uczestniczy Ezra),ale też śmierci psa Ezry, którą obserwują oboje na własne oczy. Wydarzenia, które mają potencjał, by ich złączyć, stają się ścianą pomiędzy nimi. Wznosi ją w zasadzie jedynie Cassidy. Ezra widzi to tak, że każdy ma swoją tragedię (…) – zauważa nawet pozytywnie, że inaczej (…) nie poznałbym Ciebie. Chce naprawić każdy bałagan, bo strasznie tęskni; dostrzega, że Cassidy za nim też. Wie, że nie chcą i nie powinni się rozstawać – że to nieumiejętność otwartości na wspólne przeżywanie swoich tragedii, zamyka oboje. Cassidy więzi się kurczowo w swoim wewnętrznym więzieniu - wraca do swojego panoptykonu, z którego nigdy tak naprawdę nie uciekła (…) To była największa porażka wszystkiego, czym sama była: więzieniem, które sama sobie zbudowała, bo nie potrafiła okazać jakiejkolwiek niedoskonałości. Więc płynęła przez życie, jak duch, wiecznie próbując uciec – nie przed innymi, ale przed samą sobą. Była skazana na więzienie cudzych oczekiwań, bo za bardzo się bała – albo nie chciała – zmienić naszych niedoskonałych wyobrażeń na jej temat. Odpycha Ezrę, bo to łatwiejsze niż szczerość. Ucieka od konieczności spojrzenia w oczy i wyznania. Jednocześnie, nie ma już dokąd uciec, bo w całym swoim otoczeniu widzi tylko własną tragedię. Bohaterowie siedzą w bolesnym sillage prawdy (…) w tym wspólnym smutku, w tej kolektywnej żałości, oboje zadając sobie to samo pytanie bez odpowiedzi: „Co jeszcze można było zrobić?” Cassidy rozstaje się z Ezrą, nie mogąc już znieść tego, jak bardzo stał się on dla niej tożsamy z jej osobistą życiową tragedią. Chce, żeby ją znienawidził. Twierdzi, że przenikamy przez cudze życie jak duchy i zostawiamy po sobie wspomnienia o ludziach, którzy tak naprawdę nigdy nie istnieli (…) Ale koniec końców to my decydujemy, jak inni mają nas widzieć. A ja wolałabym zostać źle zapamiętana, niż akurat Ciebie unieszczęśliwić. Ezra cierpi, zawieszony między błaganiem o zaufanie; tęsknotą za związkiem, który szedł gładko naprzód; potrzebą prawdy, na której można zbudować nowy początek i podstawę jej szczęścia. To wszystko zostaje jednak odrzucone przez zamkniętą w swoim wewnętrznym więzieniu Cassidy, niezdolną (jeszcze?) do przezwyciężenia swojej tragedii. Powieść stawia bardzo zasadne pytanie o to, co czeka nas w przyszłości, kiedy już poradzimy sobie z naszymi osobistymi tragediami i udowodnimy, że ostatecznie można je przetrwać. Będzie to nowy start, który egzystowanie zamienia w życie? Czy raczej kolejna ucieczka w lochy swojego panoptykonu?
Miłosz Kozikowski - awatar Miłosz Kozikowski
ocenił na71 rok temu

Cytaty z książki Misja na czterech łapach. Powieść dla ludzi

Więcej
W. Bruce Cameron Był sobie pies Zobacz więcej
W. Bruce Cameron Był sobie pies Zobacz więcej
W. Bruce Cameron Był sobie pies Zobacz więcej
Więcej