O wykluczeniu, stygmatyzacji i rachunku sumienia. Wywiad z Natalią Budzyńską

LubimyCzytać
17.02.2020

Zamurowane okno, brak mebli, strzępki porozrywanej słomy służące za materac, a przede wszystkim naga, wychudzona kobieta – to ujrzeli policjanci po wejściu do jednej z cel w krakowskim klasztorze karmelitanek bosych. Barbarę Ubryk przetrzymywano w tym nieogrzewanym, wypełnionym smrodem odchodów pomieszczeniu ponad dwadzieścia lat. Niewiarygodne, że ta historia wydarzyła się naprawdę. O tej wstrząsającej sprawie sprzed 150 lat rozmawiamy z Natalią Budzyńską, autorką książki „Ja nie mam duszy. Sprawa Barbary Ubryk, uwięzionej zakonnicy, której historią żyła cała Polska”.

O wykluczeniu, stygmatyzacji i rachunku sumienia. Wywiad z Natalią Budzyńską

[Opis wydawcy] Skandal w Kościele w czasach rodzącej się psychiatrii.

Zamurowane okno, brak mebli, strzępki porozrywanej słomy służące za materac, a przede wszystkim naga, wychudzona kobieta z obłędem w oczach – to ujrzeli policjanci po wejściu do jednej z cel w krakowskim klasztorze karmelitanek bosych. Barbarę Ubryk przetrzymywano w tym nieogrzewanym, wypełnionym smrodem odchodów pomieszczeniu ponad dwadzieścia lat.

O jej historii dyskutowano w Wiedniu, Paryżu i Nowym Jorku. W Krakowie – gdy prasa ujawniła sprawę – wybuchły zamieszki, tłum powybijał okna w klasztorach, obrzucił zakonników kamieniami, raniąc wiele osób. Na ulicach pojawiło się wojsko. Historia Barbary Ubryk trafiła na wyjątkowo podatny grunt przetaczającej się przez Europę fali antyklerykalizmu. Przetrzymywana przez współsiostry zakonnica dla wielu stała się kolejnym argumentem za koniecznością zlikwidowania zakonów. Tymczasem sama Barbara nie potrzebowała ideologicznych wojen, lecz jedynie troski, jaką chorych umysłowo obdarzono dopiero sto lat później.

Kim była Barbara Ubryk? Co sprawiło, że dwadzieścia lat spędziła w odosobnieniu? Dlaczego pomimo dowodów obciążających przełożone zakonnicy śledztwo w sprawie jej przetrzymywania zostało umorzone? Jak prowadzono dochodzenie w XIX wieku i co wiedziano wtedy o psychiatrii? 150 lat temu dyskusja wokół Kościoła była jeszcze gorętsza niż dzisiaj.

Reklama

Anna Kluz-Łoś*: W książce doskonale odtwarza pani świat Barbary Ubryk, osoby chorej psychicznie, cierpiącej. Jak to się udało? Co było pomocne przy kreśleniu jej portretu psychologicznego?

Natalia Budzyńska: Usiłowałam wejść, na tyle, na ile mogłam, w jej świat. W świat osoby nękanej atakami i kryzysami psychotycznymi. Starając się dotrzeć do tego, co mogła czuć Barbara Ubryk, czytałam Kępińskiego, Krzysztonia, sięgałam do różnych źródeł. Choćby zapisków niemieckiego sędziego – chorego psychicznie z przełomu dziewiętnastego i dwudziestego wieku – cierpiącego na różnego rodzaju omamy, psychozy, a który z racji swojego wykształcenia bardzo dokładnie dokumentował to, czego doświadczał. Czytając to, odnosiłam wrażenie, że osoby chore psychicznie żyją w swoim świecie, który dla nich jest bardzo realny, prawdziwy. Barbara Ubryk bardzo pięknie sama o tym powiedziała, co wiemy ze sprawozdania lekarza śledczego Leona Blumenstocka, krakowskiego założyciela katedry medycyny sądowej UJ. Na kilku stronach zanotował, co Barbara mówiła do niego. Choć rzadko to było związane z rzeczywistością, w pewnym momencie powiedziała: „Ja nie jestem ja. Ja jestem ktoś inny”. To jest wstrząsające wyznanie osoby, która gdzieś jeszcze pamięta siebie i czuje, że to, co się dzieje w jej świecie, teraz jest czymś niezrozumiałym. Może już oswojonym, ale to nie znaczy, że pozbawionym lęku. Blumenstock opisuje także w sprawozdaniu, że bardzo często się bała, będąc w stanach halucynacji. Cały czas żyła w lęku, mimo że z całą pewnością broniła się przed tym światem.

Siostry karmelitanki nie udostępniły pani klasztornego archiwum w Krakowie. Dlaczego?

Nie przypuszczałam nawet, że mogą mnie nie wpuścić do swojego archiwum. Mam dobre wspomnienia ze współpracy z archiwistkami różnych zgromadzeń. W ogóle nie przyszło mi do głowy, że mogę mieć z tym jakiekolwiek problemy. Napisałam do klasztoru na Wesołą, że mam zamiar pisać książkę o Barbarze Ubryk i chciałabym pokazać prawdę o niej i jej historii. Żeby wreszcie przestano w kolejnych artykułach powtarzać ciągle te same mity, legendy, różne sensacyjne i nieprawdziwe informacje. Zaznaczyłam, że chcę zrobić rzetelny materiał. Po jakimś czasie otrzymałam od sióstr odpowiedź, że nie są zainteresowane współpracą w tej kwestii i że modlą się za siostrę Barbarę. To wszystko. Razem z wydawcą uznaliśmy jednak, że należy uprzedzić siostry, że ta książka powstała mimo braku dostępu do archiwum i udostępniliśmy im tekst jeszcze przed drukiem. Mam nadzieję, że książkę przeczytały i może doznają jednak tej oczyszczającej mocy prawdy, co skłoni je do rozmów i dyskusji. Trzeba jeszcze wspomnieć, że dzisiaj takie sytuacje jak ta z Barbarą Ubryk nie mogłyby mieć miejsca. Choć reguła zakonna jest ciągle tak samo radykalna, obecnie podejście do niej jest inne. Jeśli tylko siostry potrzebują pomocy psychiatrycznej, są kierowane na terapie, nawet długoletnie.

Czy w obliczu tragedii więzionej przez ponad 20 lat zakonnicy władze kościelne i świeckie zdały egzamin?

Nie można nic zarzucić biskupowi, który zareagował natychmiast. Jego reakcja była konkretna, bardzo zdecydowana. Właściwie udzielał wsparcia władzy świeckiej i otwierał wszystkie drzwi. Także władza kościelna zdała egzamin. A czy świecka zdała? Tutaj wchodzimy w powiązania krakowskie, ludzi z towarzystwa, wysoko postawionych, z palestry, która była bardzo konserwatywnie nastawiona. Na przykład sędzia prezydium sędziowskiego miał koneksje rodzinne z przełożoną karmelitanek i na samym początku sprawy usunął się. Wyjechał na urlop na kilka tygodni, aby nie było powodów do podejrzeń. Prokuratura i sędzia śledczy zebrali materiały i na podstawie zeznań, powołując się na stosowne paragrafy, napisali wniosek do sądu, że powinna się odbyć sprawa karna, sądowa i do tego otwarta dla publiczności. Ponieważ wydarzenia od samego początku były mocno nagłaśniane w mediach i wzbudzały duże emocje, zasugerowano, że byłoby dobrze, żeby mieszkańcy Krakowa wiedzieli, jak się sprawa zakończy.

I tutaj niestety władza świecka – ta wyższa – nie zdała egzaminu. Sądowi przewodniczył bowiem tenże powinowaty przełożonej karmelitanek i on ten wniosek prokuratora odrzucił. Sąd pierwszej instancji odrzucił. Prokurator się odwoływał, składał apelację i ten kolejny sąd krajowy wyższy również odrzucił. Stwierdził, że zakonnice nie zrobiły nic złego, pielęgnowały chorą jak umiały. Może wykazały się lekkim fanatyzmem wobec reguł, ale były trochę nieporadne życiowo i nie wiedziały, jak należy postąpić. I to tyle. Nie było dowodów na nic i sprawa została pogrzebana. Ciekawe jest również to, że prasa w ogóle się tym nie zainteresowała. To było bardzo dziwne, biorąc pod uwagę, że sprawa Barbary Ubryk żyła w prasie przez dwa miesiące, a później dokładnie wszyscy – i z lewa, i z prawa – o niej zapomnieli.

Dlaczego historia siostry Barbary Ubryk jest interesująca dzisiaj, dla współczesnego czytelnika?

Reklama

Uważam, że to prawda jest interesująca i zawsze to będę powtarzać. Ja tej prawdy chcę szukać zawsze i wszędzie. Szczególnie prawdy, o której niektórzy chcą zapomnieć. A tych prawd, tych historii, jest bardzo dużo. Ta jest interesująca z różnych powodów. Dotyczy cierpienia ludzkiego i dotyczy osoby, którą historia zmitologizowała, ubrała w szaty różnych opowieści sensacyjnych i skandalizujących. Osoby, która stała się narzędziem walki światopoglądowej i politycznej do tego stopnia, że w końcu o Barbarze Ubryk w ogóle zapomniano. Osoby, która cierpiała, chorej, do tego chorej psychicznie. To jest też ciekawe, bo choroby psychiczne w społeczeństwie zawsze były stygmatyzowane i tak pozostało do dzisiaj.

Może historia ta jest ciekawa dzisiaj, bo szuka prawdy o człowieku, o tym, jaki mamy do niego stosunek. Czy dziś nie mamy pokusy, żeby go w jakiś sposób instrumentalizować dla naszych interesów? Myślę, że książka ta wystawia rachunek nam wszystkim. To jest taki rachunek sumienia dla wszystkich. Dla nas, dla naszych bliskich, jak traktujemy tych wykluczonych i odrzuconych. Co robimy z prawdą, która jest dla nas niewygodna. Zaczynając od takiej mikro, naszej rodzinnej, aż dochodząc do tej prawdy dużej, społecznej, kraju, narodu. Dlatego szukałam osoby, która cierpi, aby pokazać światu jej prawdziwą twarz.

Książka „Ja nie mam duszy” już do kupienia w księgarniach online.

 *Anna Kluz-Łoś – dziennikarka Radia Kraków. Z wykształcenia teatrolog. Miłość do teatru zamieniła na pasję związaną z tematami dotyczącymi wiary, religii i mniejszości narodowych. Autorka reportaży i publicystyki poświęconej tej tematyce. 

Reklama

komentarze [2]

Sortuj:
Dodaj wypowiedź

Aby napisać wypowiedź musisz być zalogowany.

2553
4
17.02.2020 11:33

Zapraszamy do dyskusji.


3858
3619
17.02.2020 18:14

Wiem po sobie , co to znaczy być wykluczony z grupy.


zgłoś błąd