-
Artykuły
Strata boli - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać1 -
Artykuły
"To nie jest rozmowa na telefon" - weź udział w konkursie i wygraj spotkanie z Jakubem Bączykowskim!
LubimyCzytać11 -
Artykuły
WKU
Wojtek0 -
Artykuły
Międzywojenny Poznań, tajemnice zaklęte w wodzie i na karkonoskich szlakach.
LubimyCzytać8
Biblioteczka
2026-03-01
2022-05-01
Moja pierwsza powieść graficzna, uboga w tekst, ale za to bogata w treść. Jestem teraz ciekawa opowiadania, ale choć go nie czytałam, to jestem w stanie zrozumieć, dlaczego po jego publikacji poniósł się taki rwetes - to naprawdę niepokojąca historia. Sama kreska również ciekawa - nie nazwałabym jej ładną, ale jest bardzo "amerykańska", jak ulał pasuje do tej historii.
Moja pierwsza powieść graficzna, uboga w tekst, ale za to bogata w treść. Jestem teraz ciekawa opowiadania, ale choć go nie czytałam, to jestem w stanie zrozumieć, dlaczego po jego publikacji poniósł się taki rwetes - to naprawdę niepokojąca historia. Sama kreska również ciekawa - nie nazwałabym jej ładną, ale jest bardzo "amerykańska", jak ulał pasuje do tej...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-11-09
To jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Poego i na pewno nie ostatnie. „Zagłada domu Usherów” jest mroczna, gotycka i nastrojowa, więc jeśli ktoś lubi czytać sezonowo lub w pasujących do treści i klimatu warunkach, to opowiadanie to sprawdzi się doskonale na długie, jesienne, zamglone wieczory. Nie dziwi mnie też, że tak wiele twórców czy to filmowych czy to literackich wraca do Poego i inspiruje się tym opowiadaniem, bo choć jest ono krótkie, to bardzo bogate w motywy i interpretacje. Wszelkie zachwyty są jak najbardziej zasłużone.
To jest moje pierwsze spotkanie z twórczością Poego i na pewno nie ostatnie. „Zagłada domu Usherów” jest mroczna, gotycka i nastrojowa, więc jeśli ktoś lubi czytać sezonowo lub w pasujących do treści i klimatu warunkach, to opowiadanie to sprawdzi się doskonale na długie, jesienne, zamglone wieczory. Nie dziwi mnie też, że tak wiele twórców czy to filmowych czy to...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024-10-02
Ben Mears po latach wraca do miasteczka, w którym spędził jako dziecko kilka lat życia. Oficjalnie Ben, jako pisarz, poszukuje inspiracji do nowej powieści, jednak prawdziwy powód jego przyjazdu do Salem jest inny, związany z tajemniczym domem Marstenów górującym nad miastem. Powrót Bena do Salem zbiega się z wprowadzeniem się do miasteczka dwóch jegomości, Barlowa i Strakera, którzy kupują owiany złą sławą dom Marstenów i otwierają nieopodal sklep z antykami. Wkrótce potem w dziwnych okolicznościach zaczynają ginąć ludzie, najpierw dzieci, potem dorośli, a Ben i jego nowopoznani przyjaciele orientują się, że do miasteczka pzybyły złe siły, które chcą unicestwić mieszkańców Salem.
„Miasteczko Salem” okazało się być tą książką, która ostatecznie przekonała mnie do horrorowej twórczości Kinga. Wcześniej czytałam tylko „Lśnienie”, które podobało mi się , które z perspektywy czasu jest dla mnie jednak rozczarowaniem. I może właśnie dlatego dobre wrażenie, jakie sprawiła na mnie ta książka jest takie duże, nie zmienia to jednak faktu, że naprawdę mi się podobała.
Jeśli chodzi o warstwę fabularną, bo było naprawdę dobrze. Od początku czuć tajemnicę i niepokój, a King pokazał, że umie w budowanie atmosfery. Myślę, że główną zaletą „Miasteczka Salem” jest właśnie klimat, na który składa się przede wszystkim małomiasteczkowość, którą można odczuć. Nie wgłębiamy się może jakoś bardzo w życiorysy mieszkańców Salem, ale poznajemy większość najważniejszych osób w mieście i dzięki temu kiedy akcja zaczyna nabierać tempa, to uczucie niepokoju i grozy jest jeszcze bardziej spotęgowane, gdyż ważą się losy wszystkich mieszkańców z osobna. I chociaż podczas lektury nie bałam się nawet przez chwilę (to nie wina książki, mnie po prostu trudno przestraszyć), to Kingowi udało się mnie kilkukrotnie zaniepokoić, zwłaszcza jeśli chodzi o losy bohaterów.
No właśnie, bohaterowie. Choć ich portrety nie są bardzo pogłębione, to można w nich uwierzyć i z nimi sympatyzować, nawet jeśli robią głupie rzeczy (mówię głównie o Susan). Moim ulubieńcem jest oczywiście Ben, ale to głównie dlatego, że on jako chyba jedyny miał jakiś background. Poza tym Matt był sympatyczny, a Mark się nieźle bronił jako archetyp sprytnego dzieciaka-nerda, choć trzeba przymknąć oko na jego wiek.
Motyw wampirów również mi się podobał. Przez wiele lat byłam do wampirów jako takich bardzo nieprzychylnie nastawiona (winę za to ponosi słynna saga „Zmierzch”, która wypaczyła mi pojęcie wampira i obrzydziła mi te stworzenia), natomiast książka Kinga jest już kolejnym tekstem kultury, który wampiry mi odczarował. Sam autor nie jest tu co prawda bardzo nowatorski jeśli chodzi o ten wątek, ale specjalnie mi to nie przeszkadzało – udowodnił tylko, że klasyka się sprawdza i czasem warto na nią postawić.
Myślę, że będę dobrze wspominać te książkę, nawet jeśli już do niej nie wrócę. I na pewno z większą chęcią sięgnę po inne książki Kinga – jeśli są przynajmniej tak dobre jak ta, to chyba będą naprawdę niezłą rozrywką.
Ben Mears po latach wraca do miasteczka, w którym spędził jako dziecko kilka lat życia. Oficjalnie Ben, jako pisarz, poszukuje inspiracji do nowej powieści, jednak prawdziwy powód jego przyjazdu do Salem jest inny, związany z tajemniczym domem Marstenów górującym nad miastem. Powrót Bena do Salem zbiega się z wprowadzeniem się do miasteczka dwóch jegomości, Barlowa i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2017-01-13
Jack Torrance jest byłym nauczycielem, który szuka pracy. Zatrudnienie znajduje jako dozorca na czas zimy w hotelu Panorama. Wyjeżdża więc do nowego miejsca pracy wraz z żoną Wendy i ich małym synkiem Dannym. Nie dane im jednak będzie zaznać spokoju, nawet z dala od cywilizacji.
Jest to moja pierwsza książka króla horrorów, ale na pewno nie ostatnia. Nie wywołała ona u mnie uczucia strachu tak jak tego po niej oczekiwałam, ale była przyjemna lekturą. Urzekł nie tutaj przede wszystkim portret psychologiczny trójki głównych bohaterów - każdy z nich ma inne priorytety, pragnienia i obawy. Wydają się postaciami z krwi i kości, które gdzieś rzeczywiście mogą istnieć. Podoba mi się też to, że autor postawił bardziej na przerażenie psychiczne, będąc odpowiednio przygotowanym do lektury (np. czytanie z latarką pod kołdrą w nocy) można się naprawdę przestraszyć.
Polecam przede wszystkim osobom, które nie spotkały się jeszcze z twórczością Kinga. Myślę, że to może być dobry początek przygody z twórczością tego pana.
Jack Torrance jest byłym nauczycielem, który szuka pracy. Zatrudnienie znajduje jako dozorca na czas zimy w hotelu Panorama. Wyjeżdża więc do nowego miejsca pracy wraz z żoną Wendy i ich małym synkiem Dannym. Nie dane im jednak będzie zaznać spokoju, nawet z dala od cywilizacji.
Jest to moja pierwsza książka króla horrorów, ale na pewno nie ostatnia. Nie wywołała ona u...
Nie jestem chyba w stanie wyrazić słowami jaką wielką radość sprawiła mi lektura "Draculi". Tak, radość. Stoker nie wywołał we mnie strachu czy przerażenia swoją historią (bo mnie ciężko jest przestraszyć, poza tym umówmy się, że ciężko przestraszyć się czegoś, co zna się już z osmozy), dał mi za to za jej sprawą ogrom rozrywki, której się nie spodziewałam, ale którą przyjęłam skwapliwie.
Nawet jeśli (mnie) nie straszy, "Dracula" działa na wyobraźnię. Zimne i surowe krajobrazy Anglii, gotycki zamek pełen zamkniętych drzwi i tajemnych przejść, wilgotne krypty z trumnami naprawdę budują klimat osaczenia i beznadziei. Narracja też jest wartością dodaną, uwielbiam powieści epistolarne i żałuję, że ,zwłaszcza współcześnie, niewielu autorów decyduje się na taką formę.
Wyobrażam sobie, że z bohaterami można mieć dzisiaj problem, miejscami są przerysowani, zwłaszcza w swoim geniuszu, natomiast mnie to zupełnie nie przeszkadzało. Mało tego, uważam, że to przerysowanie dodaje im (chociaż pewnie brzmi to zabawnie w kontekście tego o jakiej książce piszę) mnóstwo uroku, co sprawia, że po prostu nie da się ich nie lubić. Wybija się tu zwłaszcza Abraham Van Helsing, prawdziwie nietuzinkowa postać, nie dziwię się, że do dzisiaj stanowi inspirację.
Jedyne czego żałuję to tego, że z lekturą "Draculi" tak długo zwlekałam. Jak dla mnie - klasyk jak najbardziej zasłużony.
Nie jestem chyba w stanie wyrazić słowami jaką wielką radość sprawiła mi lektura "Draculi". Tak, radość. Stoker nie wywołał we mnie strachu czy przerażenia swoją historią (bo mnie ciężko jest przestraszyć, poza tym umówmy się, że ciężko przestraszyć się czegoś, co zna się już z osmozy), dał mi za to za jej sprawą ogrom rozrywki, której się nie spodziewałam, ale którą...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to