-
Artykuły
„Kawa z Mistrzem Zbrodni” – wygraj spotkanie z Wojciechem Chmielarzem z okazji Światowego Dnia Książki
LubimyCzytać0 -
Artykuły
"Przejścia. Którędy do miłości" Natalii de Barbaro. Mamy dla Was 40 egzemplarzy książki!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać442 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać8
Biblioteczka
2026-02-23
2026-01-22
Sera zostaje uwięziona w pałacu Kolisa, w złotej klatce, jako kolejna z jego zabawek. Jednocześnie, w innym miejscu, uwięziony zostaje Ash. Sera, pomimo własnego niewesołego położenia, jest zdeterminowana by uwolnić ukochanego, jednocześnie musi jednak grać w grę Kolisa tak, by ten nie zorientował się w tym, w jak wielu sprawach go okłamuje. Nie pomaga również fakt, że żar, który dziewczyna w sobie nosi, zaczyna narastać. Sera wie, że nie zostało jej już dużo czasu, i pragnie go wykorzystać najlepiej, jak się da, próbując spełnić obowiązek jaki postawiono przed nią już w dniu jej narodzin, a także uchronić swoich bliskich przed gniewem fałszywego Pierwotnego Życia.
Muszę przychylić się - po raz kolejny już jeśli chodzi o książki tej autorki - do opinii moich poprzedników. "Ogień w ciele" jest w dużej części o niczym. To przemyślenia Sery, w większości niezbyt błyskotliwe, poprzetykane trzema czy czterema krótkimi sekwencjami, w których dzieje się trochę więcej. Przemyślenia te niewiele wnoszą i tylko pompują sztucznie liczbę stron. Książka spokojnie mogłaby być krótsza o połowę, albo nawet o 2/3 i zachować w sobie jedynie te najważniejsze wydarzenia i kilka najbardziej istotnych gonitw myśli Sery, i wnosiłaby wtedy to samo do serii, co obecnie, ale bez nudnych i zbędnych dłużyzn.
Co do samej akcji, to jestem zaskoczona, że jednak nie jest to trylogia, choć z drugiej strony chyba nie powinnam, patrząc na to jak obfite w strony są wszystkie książki autorki z tego uniwersum. Po zakończeniu też wygląda na to, że to dopiero początek nowej linii fabularnej, więc książek będzie więcej.
Sera zostaje uwięziona w pałacu Kolisa, w złotej klatce, jako kolejna z jego zabawek. Jednocześnie, w innym miejscu, uwięziony zostaje Ash. Sera, pomimo własnego niewesołego położenia, jest zdeterminowana by uwolnić ukochanego, jednocześnie musi jednak grać w grę Kolisa tak, by ten nie zorientował się w tym, w jak wielu sprawach go okłamuje. Nie pomaga również fakt, że żar,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-01-10
Poppy zapada w stazę. Casteel, zaniepokojony skutkami tego stanu, pragnie im zapobiec, dlatego dzielnie trwa przy żonie, opowiadając jej o początkach ich znajomości ze swojej perspektywy, kiedy jako Hawke został jej strażnikiem i, wbrew zdrowemu rozsądkowi oraz realizowanym planom, zaczął się w niej zakochiwać.
Niestety muszę się zgodzić z wieloma moimi przedmówcami: nie wiem po co powstał ten tom. To znaczy wiem - dla pieniędzy, natomiast nie ma on żadnego fabularnego sensu. Poza faktem, że Poppy zapadła w sen charakterystyczny dla Pierwotnych, a także odnalazła ojca, nic się w tym tomie nie dzieje. Zaś z uwagi na to, że obie te rzeczy to dosłownie pierwsze kilkanaście stron książki, to cała reszta jest totalnie zbędna. Większość z tych wydarzeń, o których czytamy w "Duszy krwi i popiołu", czytaliśmy już w pierwszym tomie, a perspektywa Casteela naprawdę niewiele w tym wypadku zmienia, natomiast kilka dodatkowych scen nie rzuca żadnego nowego światła ani na historię, ani na postać głównego bohatera; są ewidentnie wciśnięte do książki na siłę, tylko po to, żeby nie wyszło na to, że książka jest całkowitym przepisaniem tomu pierwszego, tylko oczami męskiej głównej postaci. Całość można było spokojnie zmieścić jako kilka rozdziałów w pełnowartościowej książce, a nie pompować z tego coś, co ma służyć jedynie wydojeniu pieniędzy od fanów serii.
Poppy zapada w stazę. Casteel, zaniepokojony skutkami tego stanu, pragnie im zapobiec, dlatego dzielnie trwa przy żonie, opowiadając jej o początkach ich znajomości ze swojej perspektywy, kiedy jako Hawke został jej strażnikiem i, wbrew zdrowemu rozsądkowi oraz realizowanym planom, zaczął się w niej zakochiwać.
Niestety muszę się zgodzić z wieloma moimi przedmówcami: nie...
2026-01-01
Przeczytałam z rozpędu, po skończeniu poprzedniego tomu. Nie wiem, czy ta książka zostanie ulubioną z serii, ale z pewnością jest dość wysoko - jak wiele osób, bardzo lubię Eloise, zarówno tę książkową, jak i tę serialową. Polubiłam też Philipa - trochę ekscentryczny, ale w gruncie rzeczy ciekawy bohater, może nie idealny, ale przez to tym bardziej interesujący. Historia zdecydowanie inna niż poprzednie, bardziej kameralna i wcale nie salonowa, ale to dla mnie atut, który tylko wyróżnia "Oświadczyny" spośród reszty tomów serii.
Przeczytałam z rozpędu, po skończeniu poprzedniego tomu. Nie wiem, czy ta książka zostanie ulubioną z serii, ale z pewnością jest dość wysoko - jak wiele osób, bardzo lubię Eloise, zarówno tę książkową, jak i tę serialową. Polubiłam też Philipa - trochę ekscentryczny, ale w gruncie rzeczy ciekawy bohater, może nie idealny, ale przez to tym bardziej interesujący. Historia...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-31
Po długiej przerwie poczułam chęć na powrót do Bridgertonów w formie książkowej. Tom o Penelopie i Colinie raczej nie zostanie moim ulubionym, ale nie oznacza to, że był zły. Wręcz przeciwnie, całkiem mi się podobał, chociaż jak dla mnie akcja, zwłaszcza w pierwszej połowie książki, bardzo szybko postępowała. Moim zdaniem wątek osobisty Penelopy jest rozwiązany dosyć śmiesznie, niestety - jakoś tego nie widzę, chociaż z drugiej strony nie można chyba wiele od Bridgertonów wymagać.
Po długiej przerwie poczułam chęć na powrót do Bridgertonów w formie książkowej. Tom o Penelopie i Colinie raczej nie zostanie moim ulubionym, ale nie oznacza to, że był zły. Wręcz przeciwnie, całkiem mi się podobał, chociaż jak dla mnie akcja, zwłaszcza w pierwszej połowie książki, bardzo szybko postępowała. Moim zdaniem wątek osobisty Penelopy jest rozwiązany dosyć...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-26
Szczerze mówiąc, trochę nudny był ten tom, a zachowania bohaterów - szczególnie Ellen - miejscami wołały o pomstę do nieba. Z drugiej strony, coś przecież musi się dziać, więc ciężko się o to bardzo gniewać. I przy tym wszystkim końcówka wypadła nieźle, jak z powieści sensacyjnej.
Szczerze mówiąc, trochę nudny był ten tom, a zachowania bohaterów - szczególnie Ellen - miejscami wołały o pomstę do nieba. Z drugiej strony, coś przecież musi się dziać, więc ciężko się o to bardzo gniewać. I przy tym wszystkim końcówka wypadła nieźle, jak z powieści sensacyjnej.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-24
Cała książka jest w zasadzie zapisem jednego wielkiego spotkania, jakie pod tytułową Górą Demonów zrzesza wszystkich członków rodu Ludzi Lodu, zarówno tych żyjących, jak i tych, którzy zmarli, a których znamy z poprzednich tomów. Ponadto zjawiają się również wszyscy inni krewni rodu, których duchy poprzysięgły walkę z Tengelem Złym. Nie jest to jednak tom, który jest nudny, wręcz przeciwnie, mimo że nie ma tu praktycznie żadnej akcji, a niemal wyłącznie rozmowy i debaty, to jednocześnie jest to tom wspominkowy, ostatni chyba tak luźny, mimo poważnych tematów, przed walką z Tengelem Złym. Dobrze było znów poczytać i zobaczyć na kartach książki tych bohaterów, o których tak dobrze się czytało w tomach im dedykowanych, poza tym można było poznać też nowe postaci, a także dowiedzieć się nieco o tożsamości duchów opiekuńczych rodu. Nie będzie to raczej mój ulubiony tom, ale jednocześnie mimo wszystko bardzo cieszę się, że autorka zdecydowała się na taki zabieg, bo był równie potrzebny z punktu widzenia fabuły, co dla fanów sagi na pewno bardzo, bardzo przyjemny.
Cała książka jest w zasadzie zapisem jednego wielkiego spotkania, jakie pod tytułową Górą Demonów zrzesza wszystkich członków rodu Ludzi Lodu, zarówno tych żyjących, jak i tych, którzy zmarli, a których znamy z poprzednich tomów. Ponadto zjawiają się również wszyscy inni krewni rodu, których duchy poprzysięgły walkę z Tengelem Złym. Nie jest to jednak tom, który jest nudny,...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-16
Po ostatnich wydarzeniach Caitlin i Valentine starają się jakoś ułożyć sobie życie, jednak jeszcze jedna sprawa kładzie się cieniem na ich osobistym szczęściu. Vala odwiedza stary znajomy, który prosi go o przysługę, której to inspektor nie może odrzucić. Val musi przeniknąć do struktur irlandzkich komunistów, którzy planują zamach, i aresztować jednego z nich nim plany wejdą w życie. Pomaga mu Caitlin, która kładzie tym samym na szalę nie tylko ich wspólną przyszłość, ale także swoje własne bezpieczeństwo. Przy okazji będzie też musiała rozliczyć się z własną, bolesną przeszłością.
Przeczytałam „Zdrajcę i szaleńca” (jak brzmi zbiorczy tytuł obu tomów książki) od razu po lekturze „Inspektora i złodziejki”, ponieważ nie lubię mieć niedokończonych serii, o ile ich dokończenie nie wymaga ode mnie wiele wysiłku, a poza tym zaintrygowało mnie to, co jeszcze autorki wymyślą, gdyż historia zdawała się już być zamknięta w tomie poprzednim.
To, co muszę zaliczyć do plusów to fakt, że mimo iż faktycznie tom poprzedni zamyka najważniejsze wątki, to „Zdracja i szaleniec” nie wydaje się być pisany na siłę. Rozwija wątki, które autorki pozostawiły niedokończone, a także ubogaca fabułę w cenne retrospekcje, które są chyba najsilniejszym – poza wspaniałym klimatem, ale o nim pisałam w opinii pod „Inspektorem i złodziejką” – atutem tej części.
Poza tym jest jednak raczej słabo. Intryga, choć początkowo obiecująca, trochę się rozmywa, i dopiero w drugim tomie zaczyna się dziać coś więcej. Wszystko jednak przysłania fakt, że na pierwszy plan ponownie wysuwa się romans, który jest jeszcze gorzej prowadzony niż w tomie poprzednim, znowu za sprawą Caitlin, która jest dokładnie taką samą osobą jaką była w „Inspektorze i złodziejce”, jakby doświadczenie niczego jej nie nauczyło. Tym bardziej razi to w oczy, że w tym tomie, z powodu wielu zmian życiowych, powinny jej się zmienić priorytety. Tak się jednak nie dzieje, a ja dostałam powtórkę z rozrywki, czyli Cat głupio ryzykującą życiem swoim i nie tylko swoim w momentach, gdy wcale nie musiała tego robić, ufającą tym, którym nie powinna i usprawiedliwiającą przed sobą swoje decyzje w głupi sposób. Ponadto – i trochę nie wierzę, że to piszę – pomysły ma jeszcze głupsze niż w poprzedniej części. Nie znoszę tej bohaterki, a moją niechęć pogłębia fakt, że zawsze spada na cztery łapy, mimo że przy jej działaniach i głupocie, powinna zginąć w tej powieści przynajmniej kilka razy.
Val w tym tomie też na minus, chociaż nie tak bardzo jak Caitlin. Nadal go lubię, nadal też nie rozumiem jego wielkiej miłości do kobiety, która jawnie go okłamuje, ryzykuje niejednokrotnie życiem swoim i jego, a na dodatek sprawia wrażenie, jakby nie obchodziło jej zupełnie ich wspólne pożycie i rodzina, którą tworzą. Bardzo rzucało mi się też w oczy to, jak sama Cat go zmienia. Jeśli chodzi o siostrę, Val potrafi być stanowczy i bojowo nastawiony (czy słusznie czy nie to inna sprawa), jednakże kiedy na scenie pojawia się Caitlin, to Valentine po prostu głupieje i jest jej uległy (chyba że akurat musi ją ratować z powodu jej własnej głupoty), a prawdziwa akcja zaczyna się dopiero, gdy w końcu się ogarnia i przestaje dawać wodzić się jej za nos.
Muszę też jednak pochwalić za ciekawy motyw z tytułowym szaleńcem, autorki zaskoczyły mnie pozytywnie i naprawdę doceniam takie rozwiązanie sprawy. Nie znam się na psychiatrii i nie wiem, czy to jest choroba dobrze opisana, ale nie mogę nie zauważyć, że zrobiła efekt i trochę zaostrzyła końcowe rozdziały, moim zdaniem najlepsze z całej książki.
Czy polecam? Jeśli ktoś przeczytał poprzedni tom i przynajmniej w miarę mu się podobał, to może spróbować sięgnąć. Jeśli nie, to lepiej, żeby sobie odpuścił.
Po ostatnich wydarzeniach Caitlin i Valentine starają się jakoś ułożyć sobie życie, jednak jeszcze jedna sprawa kładzie się cieniem na ich osobistym szczęściu. Vala odwiedza stary znajomy, który prosi go o przysługę, której to inspektor nie może odrzucić. Val musi przeniknąć do struktur irlandzkich komunistów, którzy planują zamach, i aresztować jednego z nich nim plany...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-11
Po ostatnich wydarzeniach Caitlin i Valentine starają się jakoś ułożyć sobie życie, jednak jeszcze jedna sprawa kładzie się cieniem na ich osobistym szczęściu. Vala odwiedza stary znajomy, który prosi go o przysługę, której to inspektor nie może odrzucić. Val musi przeniknąć do struktur irlandzkich komunistów, którzy planują zamach, i aresztować jednego z nich nim plany wejdą w życie. Pomaga mu Caitlin, która kładzie tym samym na szalę nie tylko ich wspólną przyszłość, ale także swoje własne bezpieczeństwo. Przy okazji będzie też musiała rozliczyć się z własną, bolesną przeszłością.
Przeczytałam „Zdrajcę i szaleńca” (jak brzmi zbiorczy tytuł obu tomów książki) od razu po lekturze „Inspektora i złodziejki”, ponieważ nie lubię mieć niedokończonych serii, o ile ich dokończenie nie wymaga ode mnie wiele wysiłku, a poza tym zaintrygowało mnie to, co jeszcze autorki wymyślą, gdyż historia zdawała się już być zamknięta w tomie poprzednim.
To, co muszę zaliczyć do plusów to fakt, że mimo iż faktycznie tom poprzedni zamyka najważniejsze wątki, to „Zdracja i szaleniec” nie wydaje się być pisany na siłę. Rozwija wątki, które autorki pozostawiły niedokończone, a także ubogaca fabułę w cenne retrospekcje, które są chyba najsilniejszym – poza wspaniałym klimatem, ale o nim pisałam w opinii pod „Inspektorem i złodziejką” – atutem tej części.
Poza tym jest jednak raczej słabo. Intryga, choć początkowo obiecująca, trochę się rozmywa, i dopiero w drugim tomie zaczyna się dziać coś więcej. Wszystko jednak przysłania fakt, że na pierwszy plan ponownie wysuwa się romans, który jest jeszcze gorzej prowadzony niż w tomie poprzednim, znowu za sprawą Caitlin, która jest dokładnie taką samą osobą jaką była w „Inspektorze i złodziejce”, jakby doświadczenie niczego jej nie nauczyło. Tym bardziej razi to w oczy, że w tym tomie, z powodu wielu zmian życiowych, powinny jej się zmienić priorytety. Tak się jednak nie dzieje, a ja dostałam powtórkę z rozrywki, czyli Cat głupio ryzykującą życiem swoim i nie tylko swoim w momentach, gdy wcale nie musiała tego robić, ufającą tym, którym nie powinna i usprawiedliwiającą przed sobą swoje decyzje w głupi sposób. Ponadto – i trochę nie wierzę, że to piszę – pomysły ma jeszcze głupsze niż w poprzedniej części. Nie znoszę tej bohaterki, a moją niechęć pogłębia fakt, że zawsze spada na cztery łapy, mimo że przy jej działaniach i głupocie, powinna zginąć w tej powieści przynajmniej kilka razy.
Val w tym tomie też na minus, chociaż nie tak bardzo jak Caitlin. Nadal go lubię, nadal też nie rozumiem jego wielkiej miłości do kobiety, która jawnie go okłamuje, ryzykuje niejednokrotnie życiem swoim i jego, a na dodatek sprawia wrażenie, jakby nie obchodziło jej zupełnie ich wspólne pożycie i rodzina, którą tworzą. Bardzo rzucało mi się też w oczy to, jak sama Cat go zmienia. Jeśli chodzi o siostrę, Val potrafi być stanowczy i bojowo nastawiony (czy słusznie czy nie to inna sprawa), jednakże kiedy na scenie pojawia się Caitlin, to Valentine po prostu głupieje i jest jej uległy (chyba że akurat musi ją ratować z powodu jej własnej głupoty), a prawdziwa akcja zaczyna się dopiero, gdy w końcu się ogarnia i przestaje dawać wodzić się jej za nos.
Muszę też jednak pochwalić za ciekawy motyw z tytułowym szaleńcem, autorki zaskoczyły mnie pozytywnie i naprawdę doceniam takie rozwiązanie sprawy. Nie znam się na psychiatrii i nie wiem, czy to jest choroba dobrze opisana, ale nie mogę nie zauważyć, że zrobiła efekt i trochę zaostrzyła końcowe rozdziały, moim zdaniem najlepsze z całej książki.
Czy polecam? Jeśli ktoś przeczytał poprzedni tom i przynajmniej w miarę mu się podobał, to może spróbować sięgnąć. Jeśli nie, to lepiej, żeby sobie odpuścił.
Po ostatnich wydarzeniach Caitlin i Valentine starają się jakoś ułożyć sobie życie, jednak jeszcze jedna sprawa kładzie się cieniem na ich osobistym szczęściu. Vala odwiedza stary znajomy, który prosi go o przysługę, której to inspektor nie może odrzucić. Val musi przeniknąć do struktur irlandzkich komunistów, którzy planują zamach, i aresztować jednego z nich nim plany...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-04
Caitlin Brogan, Irlandka, przybyła do Londynu w poszukiwaniu zemsty za zabójstwo swoich rodziców. Do działania wykorzystuje swoje umiejętności aktorskie, spryt i piękne ciało. Nie wszystko jednak idzie tak, jak sobie zaplanowała – podczas próby kradzieży poznaje Valentine’a Cosgreove’a, inspektora Scotlant Yardu. Oboje są sobą zaintrygowani, a Caitlin wielokrotnie szuka pomocy u mężczyzny, co prowadzi nie tylko do kłopotów, w które zostają wciągnięci, ale i do romansu.
Nie pamiętam gdzie pierwszy raz natknęłam się na tę książkę, ale pamiętam, że grafika na okładce zwróciła wtedy moją uwagę (dzisiaj już mi się tak nie podoba), a opis zaintrygował na tyle, że dodałam tę książkę na swoją półkę na Legimi. Odleżała swoje i właśnie przyszedł na nią czas. Cóż, nie mogę powiedzieć, że żałowałabym lektury, ale skłamałabym mówiąc, że jakoś szczególnie mi się ona podobała.
Na pewno największym plusem całej powieści jest jej klimat. Przełom wieku XIX i XX, Londyn, epoka wiktoriańska, która zaczyna powoli, choć nieubłaganie, ustępować epoce edwardiańskiej, a także – a może przede wszystkim – dość nietuzinkowe podejście do tematu to naprawdę solidny atut „Inspektora i złodziejki”. Autorki nie zabierają czytelnika na rauty, bale czy na salony arystokracji, a do brudnych, ciemnych i biednych uliczek East Endu, gdzie ubóstwo, przemoc i używki wzięły górę nad umysłami robotników i innych mieszkańców dzielnicy. To nie jest kolejna salonowa powieść, tylko coś, co pokazuje tamten świat z zupełnie innej, choć niemniej prawdziwej i pewnie o wiele mniej przyjemnej perspektywy. Widać tu też ogromny reaserch i pasję do całego tematu, co oczywiście jest kolejną mocną stroną powieści. Jeśli o to chodzi, to autorki wiedzą o czym piszą, jakby naprawdę przechadzały się tymi brudnymi, niebezpiecznymi uliczkami, i to nie raz.
Z innymi rzeczami nie jest już natomiast tak kolorowo. Fabuła jest całkiem ciekawa – łączy zagadkę kryminalną z elementami powieści sensacyjnej i romansu. Ważny jest też niezwykle wątek rewolucji i komunizmu, który przewija się przez całą powieść, nie dając o sobie zapomnieć, wręcz jest osią spajającą całą te historię. To, muszę przyznać, jest pewien powiew świeżości, przynajmniej dla mnie, a także pewne zaskoczenie – wątek komunistyczny, do tego tak rozwinięty i podjęty nie tylko od tej „najpopularniejszej”, rosyjsko/sowieckiej strony, ale również od strony irlandzkiej, która może nie jest tak wyeksploatowana, ale jest nie mniej ważna, nie jest czymś, co często spotykam w książkach i muszę powiedzieć, że to chyba była najlepsza składowa fabuły. Zagadka kryminalna też nie była zła, choć w późniejszych rozdziałach mało zarysowana, bo niestety, dość szybko na pierwszy plan wychodzi wątek romantyczny, którego nie jestem fanką, a to za sprawą głównej bohaterki.
Postać Vala bardzo mi się podobała, bo jest to typ bohatera, o którym lubię czytać – zagubiony w swoich nałogach i demonach przeszłości inspektor, który radzi sobie jak umie, ale nie potrafi inaczej niż tylko przez używki. Może nie jest to szczyt kreatywności, ale lubię ten motyw i nie przeszkadza mi on praktycznie nigdy, a tu w połączeniu z aurą biedy, używek i przestępczości wypada doskonale. Valentine est człowiekiem z krwi i kości, popełnia błędy, niekoniecznie się na nich uczy, ale mimo wszystko wzbudza sympatię. Caitlin natomiast to inna sprawa – autorki wyraźnie starały się ją wykreować na kogoś, kogo czytelnik polubi i komu będzie kibicował, ale niestety, ja nie potrafiłam. Cat postępuje głupio, wielokrotnie narażając siebie i innych w momentach, w których mogła nie narażać nikogo, gdyby tylko trochę pomyślała, albo zaufała innym (choćby Valowi). Poza tym jak zawsze w tego typu przypadkach, uważa, że pozjadała wszystkie rozumy, wszystko wie najlepiej i ostatecznie, mimo że prosi o pomoc, to uznaje, że podoła sama wszystkiemu i wyjdzie obronną ręką z każdej sytuacji, co oczywiście prawdą nie jest. Bardzo nie lubię takich bohaterek i miałam nadzieję, że moda na taką kreację już minęła, ale jak widać, jeszcze się zdarza, że ktoś taki charakter stworzy. Do tego jeszcze wisienką na torcie jest fakt, że kobietę, która od wielu lat pali jak smok i nie wylewa za kołnierz, każdy określa mianem pięknej. Za każdym razem zgrzytałam zębami, kiedy o tym czytałam, a czytałam często, bo autorki z jakiegoś powodu bardzo lubią to podkreślać.
Sam wątek romantyczny według mnie też jest trochę źle poprowadzony, czy raczej może źle zaczęty, bo zaczyna się bardzo nienaturalnie. Bohaterowie widzieli się dwa czy trzy razy i już oboje stwierdzili, że świata poza sobą nie widzą. Nie lubię takich zagrań, a choć potem jest trochę lepiej, to i tak nie mogłam uwierzyć w ich uczucie i w jego szczerość.
Czy żałuję, że przeczytałam? Jak pisałam wyżej, nie mogę tego powiedzieć, a dodatkowo za tym przemawia fakt, że przeczytałam już kolejny tom, bo na tyle zaciekawiła mnie ta historia (poza tym wolę dokańczać serie niż nie). Nie będzie to moja ulubiona książka mijającego roku, ale jeśli ktoś ma ochotę na coś klimatycznego i osadzonego na przełomie XIX i XX wieku, to chyba mogę tę książkę ostrożnie polecić.
Caitlin Brogan, Irlandka, przybyła do Londynu w poszukiwaniu zemsty za zabójstwo swoich rodziców. Do działania wykorzystuje swoje umiejętności aktorskie, spryt i piękne ciało. Nie wszystko jednak idzie tak, jak sobie zaplanowała – podczas próby kradzieży poznaje Valentine’a Cosgreove’a, inspektora Scotlant Yardu. Oboje są sobą zaintrygowani, a Caitlin wielokrotnie szuka...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-29
Ostatni tom "Odkryć Ryirii" chyba bezapelacyjnie będzie moją ulubionym tomem. Tutaj akcja zagęszcza się już maksymalnie, a emocje momentami sięgają zenitu. Sullivan wiedział jak chce skończyć serię i zrobił to koncertowo, zwłaszcza jeśli chodzi o główny plot twist zarówno tego tomu jak i całej historii.
Trochę żałuję, że to już koniec, bo bawiłam się na tych książkach naprawdę wyśmienicie, ale z drugiej strony cieszę się, że historia nie została sztucznie przeciągnięta. Nie mogę się też doczekać lektury innych książek autora, jeśli będą choć w połowie tak dobre jak te, to wiem, że będę się na nich bawić bardzo dobrze, a przecież właśnie o to chodzi.
Ostatni tom "Odkryć Ryirii" chyba bezapelacyjnie będzie moją ulubionym tomem. Tutaj akcja zagęszcza się już maksymalnie, a emocje momentami sięgają zenitu. Sullivan wiedział jak chce skończyć serię i zrobił to koncertowo, zwłaszcza jeśli chodzi o główny plot twist zarówno tego tomu jak i całej historii.
Trochę żałuję, że to już koniec, bo bawiłam się na tych książkach...
2025-11-20
Tak bardzo nie mogłam doczekać się wznowienia dwóch ostatnich tomów "Kronik Ryirii" przez wydawnictwo MAG, że przeprosiłam się z biblioteką w moim mieście i wypożyczyłam je, by jak najszybciej poznać zakończenie historii Royce'a, Hadriana i innych.
To chyba będzie jeden z moich ulubionych tomów - podczas lektury bawiłam się wyśmienicie, choć nie obyło się też bez rozpaczania, bo końcówką autor pokazał, że naprawdę potrafi zdruzgotać czytelnika. Ponadto, jak niemal każdy poprzedni ten czytało się błyskawicznie. Naprawdę dobra, solidna rozrywka i świetne przygodowe fantasy.
Tak bardzo nie mogłam doczekać się wznowienia dwóch ostatnich tomów "Kronik Ryirii" przez wydawnictwo MAG, że przeprosiłam się z biblioteką w moim mieście i wypożyczyłam je, by jak najszybciej poznać zakończenie historii Royce'a, Hadriana i innych.
To chyba będzie jeden z moich ulubionych tomów - podczas lektury bawiłam się wyśmienicie, choć nie obyło się też bez...
2025-11-17
Ten tom zmęczył mnie najbardziej ze wszystkich. Nadal jest to dobra rozrywka, oczywiście, ale niestety dla mnie ogromnym minusem był fakt, że większość akcji rozgrywa się na morzu - nieszczególnie przepadam za wątkami marynistycznymi, a "Szmaragdowy Sztorm" nie zwiększył mojej sympatii. Pomijając jednak ten jeden aspekt, to jest to dla mnie nadal dobra, solidna rozrywka i kawał porządnej przygodowej powieści fantasy i choć nie bawiłam się tak dobrze jak na poprzednich tomach, to nie mogę powiedzieć, żeby mi się całkiem nie podobało.
Ten tom zmęczył mnie najbardziej ze wszystkich. Nadal jest to dobra rozrywka, oczywiście, ale niestety dla mnie ogromnym minusem był fakt, że większość akcji rozgrywa się na morzu - nieszczególnie przepadam za wątkami marynistycznymi, a "Szmaragdowy Sztorm" nie zwiększył mojej sympatii. Pomijając jednak ten jeden aspekt, to jest to dla mnie nadal dobra, solidna rozrywka i...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-08
Imperatorka zasiadła na tronie, wcielając marzenia Kościoła o Imperium. Dawnemu biskupowi Melengaru ciągle jest jednak mało i prowadzi wojnę ze swoim dawnym królestwem, chcąc włączyć jego ziemie do nowopowstałego Imperium. Menengar opiera się, jednak taki stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie, w związku z tym Arista, księżniczka i ambasadorka, chce rozmówić się z przywódcą opozycjonistów, którzy również stawiają opór nowemu porządkowi, tak by zarówno buntownicy jak i jej królestwo mogli połączyć siły w walce z molochem, jaki powstaje na ich oczach. Do eskorty wynajmuje Royce’a i Hadriana.
Czytanie książek Sullivana sprawia mi ogrom radości. Nie są to żadne odkrywcze powieści, nie ma w nich nic innowacyjnego czy zaskakującego, ale są za to bardzo, bardzo przyjemne, i przez to tak cudownie mi się je czyta. Zapewniają odpowiednią dawkę rozrywki, humoru i odprężenia, i dla mnie to wystarczy, tym bardziej, że w tym konkretnym tomie fabuła idzie bardziej do przodu. Nie śledzimy jedynie Royce’a i Hadriana, ale również zaglądamy do Modiny, Imperatorki, oraz do jej nowej asystentki Amilii, i choć ten wątek jest ledwo zarysowany, to możliwe, że eskaluje w kolejnych tomach – bardzo bym sobie tego życzyła, bo zapowiada się na dość ciekawy i polityczny, a to lubię.
Imperatorka zasiadła na tronie, wcielając marzenia Kościoła o Imperium. Dawnemu biskupowi Melengaru ciągle jest jednak mało i prowadzi wojnę ze swoim dawnym królestwem, chcąc włączyć jego ziemie do nowopowstałego Imperium. Menengar opiera się, jednak taki stan rzeczy nie będzie trwał wiecznie, w związku z tym Arista, księżniczka i ambasadorka, chce rozmówić się z przywódcą...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-11-01
Dwudziestoletnia Denise wraz z dwójką młodszych braci przybywa z Valonges do Paryża, gdzie spodziewa się znaleźć pracę w sklepie bławatnym swojego stryja. Niestety, choć pan Baudu obiecał jej przed rokiem posadę, teraz sklep ciężko przędzie i nie może pozwolić sobie na zatrudnienie kolejnego pracownika. W podobnym położeniu znajdują się wszystkie sklepy w okolicy, bez względu na rodzaj towaru, gdyż wszystkie przyćmiewa wielki, olśniewający i nowoczesny magazyn handlowy Wszystko Dla Pań. To właśnie w nim Denise ostatecznie znajduje zatrudnienie, to w nim dorasta i zmienia się w z podlotka w kobietę – a wszystko w cieniu koronek, batystu i innowacyjności handlu.
Rzadko sięgam po klasykę francuską, ale kiedy już się decyduję, trafiam na prawdziwe perły literatury. Tak było w przypadku „Nędzników” czy „Hrabiego Monte Christo”, tak jest również w przypadku „Wszystko dla pań”. Książka nie wciągnęła mnie od pierwszych stron, jednak stosunkowo szybko okazało się, jak ciekawie pisze Zola i jak potrafi zaangażować. Coś jest w tych francuskich pisarzach, że mogliby pisać o każdej koronce u sukni jakiejś damy z osobna, albo opisywać po kolei każdy dział handlowy magazynu, a ja czytałabym to z wypiekami na twarzy, licząc na więcej. Właśnie tak było tutaj.
Co może być dla niektórych zaskakujące, a może i nawet zachęcające, „Wszystko dla pań”, mimo ponad stu lat na karku, nadal jest boleśnie aktualne w wielu aspektach. Chociaż dom towarowy, jaki Zola maluje w swojej powieści, nie jest już niczym szczególnym w dzisiejszych czasach, to mechanizmy handlu, jego prawa, a także sposób, w jaki wielkie sprzedażowe molochy oddziałują na mniejsze sklepy nie zmienił się ani o jotę; czasami miałam nawet wrażenie, że czytam współczesną wariację na temat handlu, ubraną w strój z epoki – i muszę powiedzieć, było to bardzo pozytywne odczucie.
Zola, choć bez wątpienia jest czułym autorem, zwłaszcza w stosunku do Denise, nie oszczędza swoich bohaterów, ukazując dokładne odbicie czasów, w jakich toczy się akcja – problemy niestałość zatrudnienia, głodowe pensje, bieda, brak czasu wolnego, niedożywienie i niedospanie, a także ciężką pracę po kilkanaście godzin dziennie to tylko kropla w morzu tego, z czym musiała mierzyć się Denise i wielu innych bohaterów. I co przerażające, wiele z tych problemów dotyka również osoby żyjące dzisiaj, i to nie tylko te pracujące w handlu.
Z resztą i sama Denise zasługuje na uwagę. Nie jest to bohaterka pozbawiona wad, zwłaszcza na początku, gdy jej nieśmiałość i brak pewności siebie przeważają o jej losie i sprawiają, że staje się kozłem ofiarnym. Zmienia się jednak pod wpływem wszystkiego, co poznała w Paryżu i co ją spotkało, w młodą, uroczą i charyzmatyczną kobietę, która wie czego chce (choć może nie w każdym aspekcie życia) i zna swoją wartość. Miło było o tym czytać kibicując Denise od początku powieści. Inni bohaterowie również są wspaniali, zwłaszcza właściciel domu handlowego Mouret, którego przemianę również obserwujemy na przestrzeni niemal całej historii. No i nie można wspomnieć o archetypach klientek, jakie odmalował Zola – można powiedzieć, że nic się nie zmieniło od jego czasów.
Nie każda powieść z klasyki literatury przetrwała próbę czasu, nie każdą można czytać i interpretować w jakimś współczesnym kluczu, jednak „Wszystko dla pań” nie zalicza się do żadnej z tych grup, można ją czytać z powodzeniem i dzisiaj, czerpiąc z niej ogrom przyjemności, a także porównywać ją do tego, co znamy i widzimy obecnie, będzie to z pewnością ciekawym doświadczeniem. Polecam, ja z pewnością po tej z chęcią zapoznam się z innymi książkami Zoli, jeśli są choć w połowie tak dobre jak „Wszystko dla pań”, to chyba znalazłam swojego kolejnego ulubionego autora.
Dwudziestoletnia Denise wraz z dwójką młodszych braci przybywa z Valonges do Paryża, gdzie spodziewa się znaleźć pracę w sklepie bławatnym swojego stryja. Niestety, choć pan Baudu obiecał jej przed rokiem posadę, teraz sklep ciężko przędzie i nie może pozwolić sobie na zatrudnienie kolejnego pracownika. W podobnym położeniu znajdują się wszystkie sklepy w okolicy, bez...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-10-18
Podobała mi się o wiele bardziej, niż sądziłam. Co prawda pod koniec książki autorka trochę odpłynęła, ale nie pierwszy już raz w tej serii i z tego co mi wiadomo, jeszcze nie ostatni, dlatego nie wpłynęło to na mój odbiór aż tak bardzo. Co ciekawe jednak, w tomie o Tovie było dość mało, jak na mój gust, samej Tovy. Dlatego o ile początkowa sekwencja ze "Stellą" mi się podobała (ba, nawet uważam ją za poniekąd ciekawszą niż drugi wiodący wątek) o tyle chyba jednak wolałabym, gdyby Sandemo bardziej skupiła się na Tovie, bo dziewczyna wydaje się bardzo ciekawa. Jej przemiana z kogoś, kto chce służyć złu w kogoś, kto ostatecznie staje po stronie tych dobrych była może zbyt szybka, za to całkiem zrozumiała, zważywszy na okoliczności. Mam też nadzieję, że w którymś z przyszłych tomów Tova dostanie szczęśliwe zakończenie, tak jak wszyscy członkowie rodu.
Podobała mi się o wiele bardziej, niż sądziłam. Co prawda pod koniec książki autorka trochę odpłynęła, ale nie pierwszy już raz w tej serii i z tego co mi wiadomo, jeszcze nie ostatni, dlatego nie wpłynęło to na mój odbiór aż tak bardzo. Co ciekawe jednak, w tomie o Tovie było dość mało, jak na mój gust, samej Tovy. Dlatego o ile początkowa sekwencja ze "Stellą"...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-10-14
Gdzieś pomiędzy Ankh-Morpork i Al-Khali pojawiła się tajemnicza wyspa. Ledwo wynurzywszy się z wody, została uznana za terytorium obu miast. To, a także kilka innych afrontów dyplomatycznych sprawiło natomiast, że zarówno Al-Khali jak i Ankh-Morpork zaczęły szykować się do wojny. Komendant Vimes a także jego wierna Straż Miejska robią wszystko, by do działań wojennych nie dopuścić.
Tym razem Pratchett zaserwował nam, pod stałą przykrywką żartów słownych i sytuacyjnych, a także wszechobecnej ironii, powieść nie tylko antywojenną, ale i antynacjonalistyczną. I zrobił to fenomenalnie. Nie uciekał od tematów trudnych, takich jak rasizm, uprzedzenia czy ksenofobia, zamiast tego ograł je w iście swoim stylu – za pomocą gagów i ironii, bawiąc i uderzając w czułą strunę jednocześnie, a każdy, kto czytał wcześniej jakąś powieść ze Świata Dysku chyba się ze mną zgodzi, że Pratchett potrafi skłonić do refleksji kilkoma słowami. Warto też pochwalić tłumaczenie Piotra Cholewy, zwłaszcza doskonałe tłumaczenie (może bardziej adaptację) tytułu książki na polskie realia – majstersztyk.
Jednak poza swoim wyraźnym pacyfistycznym wydźwiękiem jest to także powieść o Straży Miejskiej. Uwielbiam tę grupę z tomu na tom coraz bardziej. Zbieranina tak wielu indywiduów o różnych charakterach i temperamencie w innej książce czy serii mogłaby przytłaczać i denerwować, ale tutaj jest po prostu idealna. Uwielbiam wszystkich bez wyjątku, choć tutaj muszę przyznać, że całość skradł bezkonkurencyjny Nobby i jego epizod kobiecy – niepowtarzalny wątek. Oczywiście reszta również zasługuje na uznanie, zwłaszcza komendant Vimes, którego również nie da się podrobić, choć prawdą jest, że żadnego miejskiego strażnika z Ankh-Morpork podrobić nie można. Cieszy też fakt, że więcej tu niż w poprzednich powieściach lorda Vetinariego, który odgrywa w całości niemniej kluczową rolę niż Vimes i jego kompania.
Nie wiem czy to będzie mój ulubiony tom podcyklu o Straży, ale tak czy siak miło będzie wracać pamięcią do tak dobrej książki jak ta.
Gdzieś pomiędzy Ankh-Morpork i Al-Khali pojawiła się tajemnicza wyspa. Ledwo wynurzywszy się z wody, została uznana za terytorium obu miast. To, a także kilka innych afrontów dyplomatycznych sprawiło natomiast, że zarówno Al-Khali jak i Ankh-Morpork zaczęły szykować się do wojny. Komendant Vimes a także jego wierna Straż Miejska robią wszystko, by do działań wojennych nie...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Nie wiem, co mogę napisać o tej książce czego nie napisali już inni. Jest po prostu bardzo dobra, solidna (aż chce się powiedzieć, że z uwagi na narodowość autora wręcz stereotypowo solidna) i przede wszystkim bardzo dobrze przemyślana.
Tytuł nie kłamie - to w istocie są dzieje upadku rodziny. Upadku złożonego, wielopłaszczyznowego i rozciągniętego na pokolenia. Z jednej strony przykro czytać o rodzinie, która z góry jest przez autora skazana na porażkę, z drugiej to fascynująca lektura, dla mnie wręcz momentami symboliczna. Jestem pewna, że i tak nie odczytałam i nie zinterpretowałam nawet połowy symboli i paralel.
Buddenbrookowie są lustrzanym odbiciem ówczesnej niemieckiej burżuazji. Mann za pomocą jednej, wielopokoleniowej rodziny ukazał wszystkie przywary stanu kupieckiego, robiąc to niekiedy z czułością (jak w przypadku Toni), ironią (Chrystian) czy zimną obojętnością (Gerda) albo współczuciem (Hanno). Doskonały zmysł obserwacji, a także głęboka świadomość stanu społeczeństwa, o którym pisał sprawiły, że cała historia - choć dla wielu z pewnością nużąca - jest po prostu wzorowym i bardzo dojrzałym komentarzem na temat społeczeństwa ówczesnych Niemiec.
Myślę, że w przyszłości będę mogła z tej książki wynieść jeszcze więcej niż obecnie, więc z chęcią za kilka lat do niej wrócę - zdecydowanie ma coś w sobie.
Nie wiem, co mogę napisać o tej książce czego nie napisali już inni. Jest po prostu bardzo dobra, solidna (aż chce się powiedzieć, że z uwagi na narodowość autora wręcz stereotypowo solidna) i przede wszystkim bardzo dobrze przemyślana.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTytuł nie kłamie - to w istocie są dzieje upadku rodziny. Upadku złożonego, wielopłaszczyznowego i rozciągniętego na pokolenia. Z jednej...