Taliesin Stephen R. Lawhead 7,2

ocenił(a) na 211 tyg. temu [Współpraca barterowa]
Sięgacie po starsze książki? I pisząc starsze, mam na myśli historie, które napisane zostały przed rokiem 2000.
Ja raczej takich nie czytam. Jakoś nie było mi nigdy z nimi po drodze, ale zobaczyłam zapowiedź “Taliesina” i opis na tyle mnie zaintrygował, że chciałam po nią sięgnąć. Dodatkowo chciałam zobaczyć czy będą wyczuwalne różnice w sposobie prowadzenia fabuły. I oczywiście na podstawie jednej książki nie jestem w stanie powiedzieć, czy to ten autor, czy specyfika wydawanych wtedy tytułów, ale oj czułam różnicę. Zdecydowanie lepiej bawię się przy “nowszych” książkach…
Zacznę może od tego, że spodziewałam się dostać kompletnie coś innego. Akcja, o której mówi opis, dzieje się dopiero mocno za połową książki, a przecież właśnie dla niej po nią sięgnęłam. Przez całą pierwszą księgę nudziłam się przeokrutnie. Momentami czułam się, jakbym czytała bardzo długą przypowieść. Nie wiedziałam do końca, kto powinien być głównym bohaterem i jaki jest cel. Raczej śledziliśmy po prostu wydarzenia w dwóch różnych miejscach.
Księga druga zaczęła się dość obiecująco. Dostałam przeskok czasowy i wiedziałam już, kim są główni bohaterowie. Dodatkowo perspektywa Charis w końcu obudziła we mnie jakieś emocje i zainteresowanie. Niestety nie trwało to długo. Ale dostałam w końcu jakiś cel. Przynajmniej w perspektywie Charis.
W księdze trzeciej dopiero pojawia się to, czego się spodziewałam po opisie, ale też nie do końca. Miał miejsce kolejny przeskok czasowy, a właśnie zależało mi na tym, żeby zobaczyć, jak wyglądały początki ludu atlantis na nowej dla nich ziemi. Zamiast tego czytałam po prostu o tym, jak im się wiedzie. Z plusów, w końcu połączyły się obie perspektywy, a główni bohaterowie się w końcu spotkali.
Jak widzicie, nie bardzo polubiłam się z tą książką. I nie chodzi mi o to, że jest zła, pełna błędów, czy źle napisana, bo żadnej z tych rzeczy nie mogę jej zarzucić. Jest po prostu kompletnie inna, niż się spodziewałam i nie trafia w moje gusta czytelnicze. Lubię szybką i wartką akcję z jasno określonym celem bohaterów. Chcę wiedzieć do czego dążą i dlaczego. “Taliesin” to raczej historia całego życia tytułowego Taliesina (swoją drogą, zaczynając książkę, nie miałam pojęcia, że tytuł to imię bohatera). I wiem, że książka ta znajdzie swoich fanów, ale niestety do ich grona nie dołączam i kończę przygodę z “Cyklem Pendragona”. I mimo tego, że tak bardzo się z nią nie polubiłam i trochę mnie wymęczyła, nie żałuję, że po nią sięgnęłam, bo pozwoliła mi lepiej poznać swoje preferencje książkowe.