Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny

Okładka książki Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny autorstwa Thomas Mann
Okładka książki Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny autorstwa Thomas Mann
Thomas Mann Wydawnictwo: W.A.B. Ekranizacje: Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny (2010) klasyka
736 str. 12 godz. 16 min.
Kategoria:
klasyka
Format:
papier
Tytuł oryginału:
Buddenbrooks: Verfall einer Familie
Data wydania:
2025-10-22
Data 1. wyd. pol.:
1949-01-01
Data 1. wydania:
1953-01-01
Liczba stron:
736
Czas czytania
12 godz. 16 min.
Język:
polski
ISBN:
9788383878591
Tłumacz:
Jerzy Koch
Ekranizacje:
Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny (2010)
Inne
Klasyka światowej literatury w nowym, odkrywczym tłumaczeniu i oprawie.

Powieść Thomasa Manna została przetłumaczona po raz pierwszy od 1931 roku. Jerzy Koch odkrywa ją dla współczesnych czytelników, dodając jej nowe możliwości interpretacji.

"Buddenbrookowie" to nie tylko epicka, wielowątkowa saga rodzinna, ale również wnikliwy portret mieszczaństwa i zmian społecznych dokonujących się na przestrzeni kilku dekad XIX wieku.

"Wierzyłem... Wierzyłem... nie będzie nic więcej..." Tym zdaniem Hanno Buddenbrook przepowiada przyszłość: drzewo genealogiczne lubeckiej rodziny kupieckiej kończy się na najmłodszym z nich. Wraz z nim kończy się cała epoka.

A dla Thomasa Manna, który za „Buddenbrooków” otrzymał literacką Nagrodę Nobla, przyszłość dopiero się otwiera - od czasu pierwszej publikacji rozpoczyna się jego światowa kariera. Pełne mądrości i humoru arcydzieło nie straciło nic ze swojego uroku i aktualności.

Oceń książkę
i
Dodaj do biblioteczki
Reklama

Kup Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny w ulubionej księgarniiPorównywarka z najlepszymi ofertami księgarń W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.

Porównywarka z najlepszymi ofertami księgarń
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl.
Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki.
Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Ładowanie Szukamy ofert...

Polecane przez redakcję

Opinia społeczności i

Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny



363 242

Oceny książki Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny

Średnia ocen
7,8 / 10
1920 ocen
Twoja ocena
0 / 10

Opinie i dyskusje o książce Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny

avatar
725
504

Na półkach: ,

To jedna z tych powieści, które wciągają spokojnym, ale konsekwentnym rytmem, pozwalając czytelnikowi niemal „zamieszkać” w świecie bohaterów. Czyta się ją bardzo dobrze, mimo że nie opiera się na gwałtownych zwrotach akcji, lecz na subtelnym ukazywaniu przemian – zarówno wewnętrznych, jak i społecznych.
Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny autorstwa Thomas Mann to niezwykle ciekawa saga rodzinna, która z dużą precyzją i wnikliwością przedstawia losy kilku pokoleń kupieckiej rodziny. Największą siłą tej książki jest sposób, w jaki pokazany został stopniowy upadek rodu – nie jako nagłe wydarzenie, lecz jako proces rozciągnięty w czasie, wynikający z przemian obyczajowych, ekonomicznych i psychologicznych.
Autor z ogromną dbałością kreśli portrety bohaterów, ukazując ich ambicje, słabości i wewnętrzne konflikty. Każde pokolenie wnosi coś nowego, ale też oddala się od wartości, które kiedyś stanowiły fundament rodziny. To właśnie ten powolny rozpad – widoczny w decyzjach, relacjach i stylu życia – czyni powieść tak interesującą.
Książka wyróżnia się również realistycznym obrazem epoki. Codzienność bohaterów, ich obowiązki, relacje społeczne i rodzinne tworzą pełny, wiarygodny obraz świata, który nieuchronnie się zmienia. Dzięki temu czytelnik nie tylko śledzi historię jednej rodziny, ale też obserwuje szersze procesy zachodzące w społeczeństwie.
To powieść, która pozostawia refleksję nad przemijaniem, znaczeniem tradycji i ceną postępu. Wciągająca, wielowymiarowa i zdecydowanie warta uwagi – szczególnie dla miłośników sag rodzinnych.

To jedna z tych powieści, które wciągają spokojnym, ale konsekwentnym rytmem, pozwalając czytelnikowi niemal „zamieszkać” w świecie bohaterów. Czyta się ją bardzo dobrze, mimo że nie opiera się na gwałtownych zwrotach akcji, lecz na subtelnym ukazywaniu przemian – zarówno wewnętrznych, jak i społecznych.
Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny autorstwa Thomas Mann to...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
440
436

Na półkach:

„Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny” Thomasa Manna to saga rodzinna ukazująca powolny zmierzch zamożnego rodu kupieckiego z Lubeki. Audiobook w interpretacji Krzysztofa Zatryba podkreśla precyzję i emocjonalną głębię prozy Autora, czyniąc historię jeszcze bardziej żywą.
Powieść śledzi losy czterech pokoleń Buddenbrooków od 1835 do 1877 roku. Zaczyna się od rozkwitu rodziny pod wodzą konsula Jeana Jacoba, który prowadzi firmę handlową zbożem, a codzienne czwartkowe obiady w ich domu przy Mengstraße symbolizują mieszczańską stabilność. Kolejne pokolenia - senator Tomasz, jego brat Christian, córka Tonia czy wnuk Hanno - borykają się z problemami: złymi decyzjami biznesowymi, nieudanymi małżeństwami i wewnętrznymi konfliktami, co prowadzi do utraty fortuny i pozycji społecznej.
Akcja rozgrywa się w XIX-wiecznej Lubece na tle przemian społecznych Niemiec. Mann pokazuje przejście mieszczaństwa od roli postępowej siły w czasach przedrewolucyjnych do reakcyjnej klasy po nieudanej rewolucji 1848 roku i wśród napięć prowadzących do zjednoczenia pod Bismarckiem. Portretuje burżuazję z jej snobizmem, obłudą i utratą etosu pracy, odzwierciedlając realia epoki industrializacji i zmian kulturowych.
Krzysztof Zatryb oddaje głosem niuanse charakterów - od autorytarnego Tomasza po rozmarzonego Hanno - co ułatwia śledzenie wielowątkowej narracji. Jego modulacja podkreśla ironię Manna wobec bohaterów i dynamikę upadku rodu, sprawiając, że długa opowieść płynie naturalnie podczas słuchania. Ta forma szczególnie pasuje do sagi, gdzie dialogi i opisy codzienności budują napięcie.
„Buddenbrookowie” pozostają ponadczasowym studium ludzkiej ułomności i nieuchronności zmian, wartym polecenia każdemu miłośnikowi literatury.

„Buddenbrookowie. Dzieje upadku rodziny” Thomasa Manna to saga rodzinna ukazująca powolny zmierzch zamożnego rodu kupieckiego z Lubeki. Audiobook w interpretacji Krzysztofa Zatryba podkreśla precyzję i emocjonalną głębię prozy Autora, czyniąc historię jeszcze bardziej żywą.
Powieść śledzi losy czterech pokoleń Buddenbrooków od 1835 do 1877 roku. Zaczyna się od rozkwitu...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

avatar
1242
1052

Na półkach:

Do pewnych książek trzeba dojrzeć, dorosnąć... i u mnie chyba nadszedł ten moment. Kiedyś przerwałam lekturę tej sagi, bo była dla mnie nużąca, mało zrozumiała. Dziś postrzegam ją zupełnie inaczej, doceniam jej wartość, piękno i z wielką przyjemnością wgryzłam się w historię kupieckiej rodziny Buddenbrooków, doskonale wpisaną w tło historyczne XIX-wiecznych Niemiec.
Co uderza w tej powieści, to przemijanie. Każde kolejne pokolenie Buddenbrooków coraz bardziej odbiega od wzorca - Jana Buddenbrooka, który ciężką pracą stworzył kapitalny fundament mieszczańskiej rodziny. Natomiast niektórym jego następcom zabrakło siły i determinacji w kontynuowaniu jego dzieła, inni chcieli tylko czerpać garściami ze źródełka dobrobytu, kompletnie nie zainteresowani rozwojem rodzinnego biznesu...
Warto prześledzić ich losy, delektować się tą piękną prozą, docenić kunszt autora, który w nieco zawoalowany sposób wyszydza pewne cechy mieszczan tamtego okresu. Polecam i życzę wytrwałości, bo to opasłe tomiszcze.

Do pewnych książek trzeba dojrzeć, dorosnąć... i u mnie chyba nadszedł ten moment. Kiedyś przerwałam lekturę tej sagi, bo była dla mnie nużąca, mało zrozumiała. Dziś postrzegam ją zupełnie inaczej, doceniam jej wartość, piękno i z wielką przyjemnością wgryzłam się w historię kupieckiej rodziny Buddenbrooków, doskonale wpisaną w tło historyczne XIX-wiecznych Niemiec.
Co...

więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Poznaj innych czytelników

6138 użytkowników ma tytuł Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny na półkach głównych
  • 3 524
  • 2 526
  • 88
1046 użytkowników ma tytuł Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny na półkach dodatkowych
  • 730
  • 108
  • 62
  • 50
  • 39
  • 38
  • 19

Tagi i tematy do książki Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny

Inne książki autora

Okładka książki Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Ocena 7,4
Opowieści niesamowite z języka niemieckiego Ludwig Bechstein, Joseph von Eichendorff, Paul Ernst, Hanns Heinz Ewers, Friedrich Gerstäcker, Johann Wolfgang Goethe, Jeremias Gotthelf, Wilhelm Hauff, Paul Heyse, E.T.A. Hoffmann, Henryk Mann, Thomas Mann, Dauthendey Max, Gustav Meyrink, Paul Rohrer, Georg von Schlieben, Oskar A.H. Schmitz, Theodor Storm, Karl Hans Strobl, Ludwig Tieck, Friedrich de la Motte Fouqué, Heinrich von Kleist
Thomas Mann
Thomas Mann
Mann urodził się w Lubece, mieście hanzeatyckim, wchodzącym w skład Cesarstwa Niemieckiego na prawach samodzielnego landu. Jego ojciec, Thomas Heinrich Johann Mann, pochodził ze starej hanzeatyckiej rodziny, zaś matka, Júlia da Silva Bruhns, z mieszanej niemiecko-brazylijsko-kreolskiej rodziny. Biografowie przyszłego noblisty lubili podkreślać sąsiadowanie w nim cech typowych dla powściągliwych ludzi z północy i żywiołowych z południa. Jego starszym bratem był urodzony w roku 1871 Heinrich Mann, który również został sławnym pisarzem. Ojciec Manna był bogatym hurtownikiem zbożowym i senatorem miasta Lubeki. Zmarł w roku 1891, kiedy Thomas miał zaledwie kilkanaście lat. Ojciec, kiedy zmuszony był poddać się poważnej operacji, której zresztą nie przeżył, napisał w pośpiesznie sporządzonym testamencie, że jego dochodowa firma ma zostać, w wypadku śmierci, zlikwidowana i że upłynnione fundusze przeznaczone zostaną na wykształcenie i życie rodziny. Senator Mann nakładał też na kuratorów obowiązek przeciwdziałania wczesnym próbom literackim chłopców. Jednakże obawy senatora w większym stopniu odnosiły się do skłonności Heinricha, nie zaś Thomasa. Po śmierci senatora rodzina przeprowadziła się do Monachium w Bawarii, gdzie Thomas pracował pewien czas w firmie rachunkowej i uczęszczał na Uniwersytet Ludwika i Maksymiliana jako wolny słuchacz. W Monachium mieszkał na stałe w latach 1891–1933. Pisarstwo coraz bardziej go pociągało. Podczas pobytu z Heinrichem we Włoszech miał już na koncie pierwsze napisane nowele. Część z nich opublikował i wydał w zbiorze (Mały pan Friedemann) jeszcze przed końcem XIX wieku. W roku 1900, w wieku lat 25, napisał swoją pierwszą powieść pt. Buddenbrookowie. Była to powieść-saga rodzinna o świetności i upadku możnego mieszczańskiego hanzeatyckiego rodu. Niewątpliwie dzieje jego własnej rodziny dostarczyły młodemu Mannowi cennego tworzywa do tego dzieła. Książka wyszła drukiem rok później w dwóch tomach, przynosząc autorowi wielki rozgłos. Rok później (1902) Mann wydał Królewską wysokość. W roku 1905 poślubił Katię Pringsheim, córkę profesora matematyki na Uniwersytecie Monachijskim. Małżeństwo to trwało aż do śmierci Thomasa i wydało sześcioro dzieci (Erikę, Klausa, Golo, Monikę, Elisabeth i Michaela). Klaus i Erika poszli w ślady ojca i zostali ludźmi pióra. Golo był znanym historykiem, zaś Michael grał na skrzypcach, a w późniejszych latach został historykiem literatury. Warto w tym miejscu dodać, że i Thomas Mann był bardzo muzykalnym, a jedna z jego późniejszych głośniejszych powieści, Doktor Faustus traktuje właśnie, wedle jego słów, o muzyce i polityce. Żona, która przez cały czas wspierała męża w jego twórczości, poświęciła swemu małżeństwu książkę Moje nienapisane wspomnienia. Katia Mann spisała i wydała je przy pomocy dzieci (Eriki, Golo i Michaela),gdy miała już ukończone 90 lat, ponad 20 lat po śmierci męża. Spełniła tym samym jego życzenia, by listów i pamiętników nie publikować aż do upłynięcia 20 lat od jego śmierci. Klaus popełnił samobójstwo w 1949, a Michael w 1976, wkrótce po zakończeniu pracy edytorskiej nad pamiętnikami ojca. Samobójstwa w najbliższej rodzinie Thomasa Manna zdarzały się często. W okresie młodości przeżył samobójstwa swoich sióstr (Carla w 1910 i Julia w 1927). U schyłku życia Mann wykazywał wiele serdeczności i opieki nad swoim wnukiem Frido – synem Michaela. Thomas Mann, uznawany za jednego z największych pisarzy niemieckich, miał dość skomplikowane życie prywatne. Pozornie był to typowy przykład mieszczańskiej rodziny niemieckiej, z wierną i oddaną żoną (Katia Mann),sześciorgiem dzieci, finansową zaradnością i zasobnością. W tym portrecie brak jednak jednej, bardzo ważnej informacji: pisarz był homoseksualistą lub biseksualistą. Wiele względów zmusiło go do nieupubliczniania tego. Sam wychowany w tradycyjnych zasadach mieszczańskich za niezbędne uznawał klasyczne podstawy rodziny niemieckiej. Wobec najbliższych i przyjaciół nie skrywał swych pasji, ale wobec świata zewnętrznego unikał demonstrowania swej orientacji seksualnej. Wielu badaczy już bardzo wcześnie zauważyło szereg podobieństw między doświadczeniami Manna-człowieka a głównymi bohaterami jego powieści i opowiadań. Baczna obserwacja samego siebie i zjawisk zachodzących wokół, służyła za kanwę jego literackich fikcji. W „Tonio Krugerze” postać Hansa Hansena to cień jego własnych doświadczeń romantycznych ze szkolnym kolegą Arminem Martensem. Pribislav Hippe z „Czarodziejskiej góry” to inny kolega lat szkolnych, Willri Timpe. Jedna z głównych miłości Manna, Paul Ehrenberg z monachijskiej Akademii Sztuk, odrodził się czterdzieści lat później jako Rudi Scherdtfeger w „Doktorze Faustusie”. Chłopiec ze „Śmierci w Wenecji” jest portretem autentycznego zdarzenia fascynacji pisarza młodym Polakiem, którego z uwielbieniem podpatrywał na plaży w Wenecji podczas rodzinnego urlopu w 1911 r. Wspomina o tym dość obszernie jego żona Katia w pamiętnikach opublikowanych wiele lat po śmierci męża. Dwoje dzieci pisarza, Erika i Klaus było homoseksualistami. W liście do Klausa z 1927 r. Thomas Mann domaga się wręcz, by syn (posiadający, naturalnie, przewagę młodości) nie obracał się w tych samych kręgach, co 17-letni Klaus Heuser, wobec którego on sam miał słabość. Pisarz napomina syna, że sam będąc sławnym, ale już starszym panem ma wszak prawo do doświadczania tych samych przygód, co syn i zadaje retoryczne pytanie: czy tylko ty masz być tym, który stale grzeszy? Autor obszernej monografii o Mannie, Anthony Heilbut stawia tezę, że doświadczenie homoseksualne pisarza było centralnym elementem jego twórczości. Homoseksualizm Manna był też dość rzeczowo udokumentowany przez dwóch innych znanych badaczy literatury europejskiej: Ronalda Haymana i Donalda Pratera, autorów monografii o pisarzu. Nie idą oni jednak tak daleko w ferowaniu opinii o wpływie homoseksualizmu Manna na jego twórczość. W czasie I wojny światowej Thomas Mann poparł, w przeciwieństwie do swego brata Heinricha, politykę wojenną Wilhelma II. Dał temu wyraz w swym monumentalnym eseju pt. Wyznania człowieka apolitycznego. Jednakże opinię zrewidował po pewnym czasie, czemu dał wyraz już w przedmowie do tego dzieła. Po wojnie Mann zdecydowanie popierał ustanowienie Republiki Weimarskiej oraz angażował się na rzecz kulturalnego pojednania pokonanych Niemiec z zagranicą. W tych latach powstała, między innymi, wielka biblijna tetralogia o Józefie oraz jego bodajże najsłynniejsza powieść Czarodziejska góra, będąca symbolicznym obrazem kryzysu duchowego Europy przed wybuchem wojny. Jej akcja rozgrywa się w odizolowanym od świata sanatorium w szwajcarskim Davos. W roku 1929 Mann otrzymał literacką Nagrodę Nobla. Po raz pierwszy jako kandydat do niej był wymieniany już po ukazaniu się (1913) Śmierci w Wenecji, a od kilku lat przed jej przyznaniem niezmiennie znajdował się w gronie faworytów. Pisarz część swojej nagrody (2000 zł) przekazał na budowę podlegającej pod Parafię Ewangelicko-Augsburską w Rypinie niemieckojęzycznej szkoły kantorackiej w Obórkach, ukończonej w 1931 roku. Na podstawie zezwolenia polskich władz państwowych, na znak wdzięczności mieszkańców, w budynku szkolnym, obok portretów Józefa Piłsudskiego i Prezydenta RP Ignacego Mościckiego zawisł portret Manna. Mann, który należał do aktywnych przeciwników ruchu nazistowskiego, w chwili przejęcia przez Hitlera władzy w Niemczech znajdował się za granicą i tam też postanowił pozostać. Decyzja ta umocniła się w nim po pożarze Reichstagu w lutym 1933 roku niedługo po nominowaniu Hitlera na kanclerza Rzeszy. Stosunki z Mannami zerwał m.in. również noblista i dawny przyjaciel Gerhart Hauptmann, który pozostał w kraju. Początkowo rodzina Mannów mieszkała w Szwajcarii. Na początku 1936 Thomas Mann zrzekł się obywatelstwa niemieckiego oświadczając, że nie powróci do Niemiec. W roku 1937 przyjął z rodziną obywatelstwo Czechosłowacji, jednak niedługo potem przenieśli się do znacznie bezpieczniejszych Stanów Zjednoczonych, gdzie zamieszkał także Heinrich oraz inni znani niemieccy pisarze walczący z hitleryzmem (na przykład Bertolt Brecht). Początkowo mieszkali w Princeton w stanie New Jersey, gdzie Mann wykładał gościnnie na Uniwersytecie w Princeton. Niedługo potem przenieśli się do Kalifornii i wybudowali tam nowy dom. Pod koniec II wojny światowej Mann uzyskał obywatelstwo amerykańskie. Po upadku dyktatury Hitlera Mann dalej pozostał na emigracji w Stanach Zjednoczonych (potem wyjechał znów do Szwajcarii, w 1952),tylko dwa razy odwiedzając swoją ojczyznę (ostatni raz w roku swej śmierci, 1955). Zgodnie ocenia się, że Mann stworzył nowy typ powieści epickiej o charakterze intelektualnym i nierzadko ironicznym (jak jego powieść łotrzykowska i zarazem ostatnie dzieło Wyznania hochsztaplera Feliksa Krulla). W okresie Weimaru i po jego upadku Mann był orędownikiem demokracji i parlamentaryzmu oraz ogólnie pojętego humanizmu. Świadectwem jego zaangażowania politycznego jest też cykl mów radiowych do narodu niemieckiego w czasie wojny.
Zobacz stronę autora

Czytelnicy Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny przeczytali również

Ulisses James Joyce
Ulisses
James Joyce
Podobno po napisaniu „Ulissesa” James Joyce był tak wyczerpany, że przez rok od ukończenia nie napisał niczego nowego. Mnie też realnie wyczerpała lektura tej książki. Przebrnąłem przez całość w jakieś dwa tygodnie intensywnego czytania, korzystając z okazji przebywania na zwolnieniu chorobowym. Inaczej bym chyba nie dał rady. Co za książka, ufff. Nawet nie wiem, jak mógłbym ją ocenić. Bo czy rację ma osoba dająca 1/10 twierdząc przy tym, że to ciężkostrawny bełkot? Absolutnie. Ale czy rację mieć będą osoby uważające Ulissesa za arcydzieło i najbardziej wyjątkowe literackie dzieło w historii? Tak, oni też będą mieli rację. Ulisses jest bardzo trudny, eksperymentalny, męczący drażniący, gdzie jakieś 10% to genialna literatura, z 30% to czytanka, które „ujdzie”, a z 60% to ciężkostrawna papka. Czy dla tych genialnych 10% warto się z tą książką męczyć? Tu już sobie sam każdy musi odpowiedzieć, ale moim zdaniem – tak, warto. James Joyce był geniuszem i sam fakt, że prawie każdy rozdział jest odrębny w formie, znaczy o unikalności tego dzieła. Są rozdziały gorsze i lepsze. Mamy absolutnie cudowne Sirens napisane w formie ckliwego romansidła albo Wandering Rocks przedstawiające kilka momentów w Dublinie opisanych z perspektywy kilkunastu (kilkudziesięciu) osób poruszających się po mieście w tym samym czasie. Ale mamy też okropnie dłużące się momenty, jak znienawidzony przeze mnie Circe w formie psychodelicznego, halucynogennego utworu dramatycznego, lub chaotyczny Aeolus mający imitować chaos natłoku wiadomości z gazet. Nie wszystko czyta się przyjemnie, ale nie sposób nie docenić mistrzostwa kunsztu pisarskiego i ogromnej erudycji autora. Trochę mi szkoda, że James Joyce, który będąc tak genialnie uzdolnionym pisarzem, tak mało zostawił po sobie „czystej” literatury, poświęcając się raczej eksperymentom językowo-literackim. Podobno jego późniejsze dzieło, „Finneganów tren”, jest pod tym względem jeszcze bardziej zwariowane. Taką wybrał jednak drogę, a mi pozostaje zawsze powrót do przystępnych „Dublińczyków” czy „Portretu artysty”. Albo „Ulissesa”, ale wybranych rozdziałów, bo książki tej wcale nie trzeba czytać linearnie. Cieszę się, że udało mi się zmierzyć z tym kolosem i w pełni rozumiem, dlaczego jest tak polaryzujący, ale i dlaczego został uznany za jedno z najważniejszych dzieł literackich, zwłaszcza epoki modernizmu. Ale boże, oby nigdy więcej czytania całości, zwłaszcza tego przeklętego rozdziału Circe. Ranking i krótka charakterystyka rozdziałów, czyli poradnik dla czytających: https://gdzietaeudajmonia.blogspot.com/2026/03/ulisses-james-joyce-poradnik-do.html
BastradPL - awatar BastradPL
ocenił na101 miesiąc temu
Fałszerze André Gide
Fałszerze
André Gide
O tym jak nie ulegać społecznym oczekiwaniom. Po raz pierwszy czytałam tę książkę kilkanaście lat temu i z tej pierwszej lektury zapamiętałam tylko scenę trucia się gazem i takie niewyraźne wrażenie, że to było coś innego niż wszystko co dotychczas czytałam, i że mi się bardzo podobało. Tym razem podobało mi się nieco mniej. Jest to książka bardzo wielowątkowa, a przy tym napisana tak jakoś osobliwie. Trudno wyodrębnić tu jakiś główny temat, tak jakby to była książka dosłownie o wszystkim. Jest tu i niewierność małżeńska, nieślubne dzieci, zakazana miłość, dzieci schodzące na złą drogę, uleganie złym wpływom, próby odnalezienia własnej drogi życiowej, dużo rozważań na temat twórczości i samobójstwa, i pewnie pominęłam jeszcze ze dwa tuziny tematów. Trudno też wskazać głównych bohaterów, bo po pierwsze - jest ich mnóstwo, a po drugie - niejednokrotnie ci, którzy wydają się ważni schodzą na dalszy plan, a ci dalszoplanowi zaczynają grać pierwsze skrzypce. W przypadku niemal każdej postaci widzimy tylko jakiś drobny wycinek ich drogi, wiele wątków pozostaje urwanych, bez zamknięcia. Trudno też stwierdzić, kto jest tytułowym "fałszerzem" - przez całą książkę przewija się wątek fałszowania pieniędzy, ale tak naprawdę niemal każda postać jest tu "fałszerzem", kogoś oszukuje, przed kimś udaje. W szczególny sposób rozczulił mnie wątek homoseksualnej miłości, ale nie dlatego że był jakoś szczególnie poruszający, ale przez to że przy pierwszej lekturze mi kompletnie umknął, nie budząc żadnych podejrzeń. Co prawda jest to napisane dość aluzyjnie i enigmatycznie, niemniej wystarczająco jasno, żeby zrozumieć, o co chodzi. A jednak dwudziestoletnim szczawiem będąc, nie załapałam niczego. Ewidentnie byłam kiedyś niewinna jak, z przeproszeniem, nieobsrana łąka, a potem się tak strasznie zepsułam.
niedź - awatar niedź
ocenił na78 miesięcy temu
Ambasadorowie Henry James
Ambasadorowie
Henry James
Jestem w rozterce i jak śpiewał pewien pieśniarza, stoję na rozstaju dróg. „Ambasadorowie” to dzieło, które Henry James nazwał swoim opus magnum, więc jakże tu wybrnąć z czytelniczego ambarasu i tak pokręcić nosem, żeby nie było wstydu, a z opresji wyjść z godnością? Lambert Strether przybywa z Ameryki do Paryża, by na polecenie swojej majętnej narzeczonej ratować jej syna, na którego za oceanem czeka równie majętna panienka, gotowa za niego pójść z wiankami i posagiem, podczas gdy on, niepoprawny młodzieniec, ma za nic rodzinny honor i plany matrymonialne mamĄ i za nic w świecie nie chce wracać na domowe łono. Lambert ma cel jasny – wziąć gagatka za frak i nawet siłą wrzucić na statek. Jeśli zawiedzie, jego marzenia o ożenku i wejściu w posiadanie tego samego skądinąd majątku, który ma przypaść Chadowi, przepadną jak chłopak w Paryżu właśnie. Oczywiście sprawa się komplikuje, bo jak wieści niosą, Chad wpadł w towarzystwo pewnej damy, która wodzi go na pokuszenie (a to już, proszę państwa, niemal skandal!). Co gorsza, jest to dama wiekowa (tak po trzydziestce),żonata i w dodatku matka pięknej podobno córki. Biedny Lambert wpada więc w różnego rodzaju towarzyskie stosunki, więzi, układy i znajomości, przez co głównie zajmuje się rozmowami i to przeważnie z damami. Duma, spaceruje i znów peroruje, siada w kawiarniach i rozmawia, po czym idzie do parku i znów deliberuje, później myśli o tym, co powiedział i co usłyszał, by nad ranem przy kawie i widoku na paryskie fasady znów dumać nad sensem całego tego przedsięwzięcia. I moja rozterka wynika z faktu prostego – tu w rzeczywistości niewiele się dzieje, historia raczej się sączy niż płynie, ale nie ma się czemu dziwić, skoro James jest uważany za mistrza powieści psychologicznej. To w sercach, duszach, a także – co jest pewnym urokiem – spojrzeniach, półuśmiechach i złośliwościach jego bohaterów dzieje się więcej niż na ich językach. Jest to powieść potężna objętościowo, a że układ rozdziałów się powtarza, doprowadza to do pewnego znużenia (James zastosował metodę następującą: przyglądamy się analizie wydarzeń z poprzedniego rozdziału, którą skrupulatnie przeprowadza Strether, po czym autor przechodzi do opisywania dalszej „akcji”, która sprowadza się do kolejnych dialogów i tak w kółko). Urzeka Paryż i południowa Francja, wszelkie te arystokratyczne „stosunki”, zestawienie bogatej amerykańskiej pruderyjności z europejską nonszalancją. I sam Strether to postać ciekawa, nieco naiwna, ale poczciwa, która sama wreszcie przechodzi oczekiwaną (przynajmniej przeze mnie) przemianę. Jest w „Ambasadorach” piękna literatura polana jedynym w swoim rodzaju lukrem znużenia, co jest najlepszym dowodem, że „Ambasadorowie” słusznie zaliczani są do klasyki. Przekład Marii Skibniewskiej.
Marcin Masłowski - awatar Marcin Masłowski
ocenił na64 miesiące temu
Wiwisekcja Patrick White
Wiwisekcja
Patrick White
Dobre, ale trochę niedobre: to przykład takiej powieści. Czyta się dobrze, zaczyna się bardzo dobrze i tak do połowy uznawałem ją za bardzo dobra, choć bez żadnej oryginalności w narracji czy fabule. Potem powieść moim zdaniem grzęźnie. Nadal czyta się dobrze, ale fabularnie jest mniej interesująca. Gdzieś koło 75% treści straciłem większość zapału do czytania, ale przeczytałem do końca. Fabularnie (spojler, uwaga),to czas gdy stary bohater zakochuje się w 13-14 latce i z nią śpi, a potem latami o niej myśli i ma o nią ból dupy. Nie mam nic przeciw takim wątkom, np. Lolitę uważam za wybitną, ale w tej powieści jest to drętwe, nudne, miałkie, czy jakie tam. W ogóle żałuję, że straciłem kilkanaście godzin na tą powieść. Postać niezrozumiałego cierpiącego artysty okazuje się nudna, podobnie wątki poboczne. Niby wszystko jest napisane dobrze, poprawnie, ale powieść traci szansę na zaskoczenie czytelnika, na powiedzeniu dużo więcej. Mamy za to długą treść bez niespodzianki w formie, treści, rozwoju akcji itd. W zasadzie wolę powieści nawet wyraźnie gorsze, które jednak nas zaskoczą niż takie całkowicie poprawne i dobre, które nie wychodzą w niczym dalej, więcej, nic nie ryzykują, tylko grzeją to samo przez kilkanaście godzin czytania. Jeśli ta powieść jest dla autora charakterystyczna, nie wrócę do niego. 6/10 mimo początkowej połowy 8/10. Postać Rhody oczywiście fajna.
Dzierzba - awatar Dzierzba
oceniła na66 miesięcy temu
Nędznicy (edycja kolekcjonerska) Victor Hugo
Nędznicy (edycja kolekcjonerska)
Victor Hugo
Recenzja Powieść ikoniczna, która z każdej strony zaskakuje. Z techniczno-edycyjnej strony zaskakuje woluminem, 5-cio częściowa, każda część opatrzona kompleksowym tytułem ( Fantyna, Kozeta, Mariusz, Przy ulicy Pumet i Saint Deins, Jan Valjean ). Z kolei każda część rozbita jest na księgi również opatrzone tytułem, a każda księga zdywersyfikowana jest rozdziałami znowuż z nagłówkiem tytułu zazwyczaj rozpisanym długą sentencją. Co więcej, części podzielono na 10 tomów całkiem zbytecznie wprowadzając chaotyzację. Aby nie doszło do czytelniczego zniechęcenia, toż to w zależności od druku 1200 albo 1900 stron, niektóre wydawnictwa poszły na skróty i powieść zminimalizowano do wersji dwutomowej, opierając treść na wiodącej osnowie fabularnej, losu protagonisty Jana Valjeana. Epika zaskakuje wyłamaniem się z kanonu prozy. Przyzwyczajono się do prozy stricto fabularnej gdzie ciąg wydarzeń jest określonym kontinuum, chronologią następstw aż do zakończenia. Wiktor Hogo przeplata fabułę intermezzami-przerywnikami z pełną świadomością zakłócenia ciągu fabularnego skutkującego znużeniem. Ale górę bierze pokusa dzielenia się zasobem wiedzy, poglądami i potrzeba eksplikacji warunków historyczno- socjologicznych, zanim dojdzie do następnej sekwencji fabularnej. Sporo jest eseistyki, deklaracji filozoficznych, rozważań historiozoficznych,diagnozy życia, analizy politycznej i socjologicznej tych czasów , autointerpretacji, padają maksymy, złote myśli, aforyzmy. Autor jest admiratorem postępu, analizuje jego genezę, prawo do naturalnego biegu jako prawo ludzkości. Według Hugo ludzkość zawsze ma ideały i iluzje, aby tylko zmienić świat na względnie lepszy. Stąd natura ludzka zmienna w priorytetach i żądzach wyścieliła bieg historii walkami, dziejowymi bitwami. I tak oto jest : -opis roku 1817 w Paryżu, kiedy zamiast Woltera czytało się Byrona a na Sekwanie pojawił się statek parowy, -analiza klęski Waterloo z punktu widzenia historiozoficznego (historiozofia- dziedzina wychwytująca zasady i prawa historii, w danym przypadku - każdy imperializm ma swój kres ) i z punktu widzenia historii dziejowej, klinczu politycznego rojalizm czy demokracja, -jest o klasztorach paryskich ich ascetycznej dyscyplinie i surowej regule – reguła milczenia, -jest o języku żargonowym ulic paryskich, - o społeczności przestępczej, zorganizowanej bezdomnej żyjącej trybem nietoperza, -jest o genezie i zasadach zrywów powstańczych, rokoszach, -jest o warunkach egzystencjalno – higienicznych Paryża pierwszej połowie XIX wieku, kiedy zasady higieny i obawa przed plagami (cholera) wymuszały ciągłe kanalizowanie Paryża, inspekcje i dezynfekcje kanałów ściekowych, -jest o paryskich ulicznych dzieciach- włóczęgach brudnych, obdartych, prowadzących cygański tryb życia, co jest aurą i rysem tego miasta, -jest o samym Paryżu, który jest obliczem świata, ma w sobie dziedzictwo Rzymu, Aten Jerozolimy, inspiruje świat filozofią, doktrynami, rewolucjami społecznymi, o jego dystryktach szczególnie o przedmieściu Św. Antoniego jako miejsce zawsze inicjujące ferment rewolucji Nie można przeoczyć wyraz dezaprobaty i protestu pisarza wobec rozbioru Polski w jego mniemaniu politycznej zbrodni z wymazaniem narodu. Jego „zatopione ojczyzny wypływają na powierzchnię” insynuuje jak wiele w tym literackim przekazie etyki i obiektywizmu, i wrażliwości ma krzywdę nie tylko jednostki ale całych nacji. Zaskakuje galeria wykreowanych postaci, ale nie z racji ich liczności z racji pociągnięcia ich rysem fatum i tragizmu : Valjean, Javert, Fantyna, Mabeuf, Gavroshe, Enjolar, Courfeyrac, Eponina,… Zaledwie dwie Kozeta, Mariusz niechby trzy Thenardiere osiągają wreszcie status stabilnego bytu. Co więcej każda postać wydaje się wnikliwe scharakteryzowana, na podstawie intuicji i życiowych autopsji pisarza.. Aczkolwiek w kontekście psychologicznym nie zawsze zgodna z normatywem natury ludzkiej. Postać budowana jest od antenatu po działania. W opisie postaci nieraz jest niewiarygodność w aspekcie współczesnej interpretacji. Aczkolwiek można by uznać, że na owe czasy jej konstrukt był słuszny podpierając się argumentacją, że nikt lepiej nie zna profilu osobowości i mentalu kształtowanych w danych warunkach społeczno-historycznych od tego kto w nich żyje, a Wiktor Hugo w takich tworzył. Wszak wtedy, w okresie 1814-1832 ( czas akcji powieści ) były inne motywacje, priorytety, pragnienia, inaczej pojmowane oddanie dla idei, fanatyzm dla demokracji, inny był sprzeciw społeczny wobec ucisku i rojalistycznego pseudo-reżimu, inaczej pojmowany honor i patriotyzm, inne wymagania od życia całkiem małostkowe. Ale zasadniczo wynika to z zabiegu pisarskiego, bo fabuła poniekąd dotyka schematu przypowieści o walce dobra ze złem, a postacie są kreacjami nowej epoki w literaturze, która przyzwała na ich mityzowanie, dla impresji i efektu odbiorczego. Zaskakuje finał fabuły w kontekście kreacji postaci Valjena i Javerta. Rzekłoby się alogiczna, nierzeczywista mając na uwadze naturę ludzką, która dąży do szczęścia i żądzy życia i ciągle ma apetyt na niego, jakiekolwiek by nie było, wykluczając dewiacje wynikające z niedyspozycji psychicznej. Wszak samobójstwo jest wynikiem przesilenia depresji psychicznej, ale nagły poryw na niego na podstawie myślowego klinczu: wyrzut sumienia za okazanie łaski darowania życia wobec lojalności dla służby i prawa zakrawa na naiwność. I interpretację tego wątku, zresztą niełatwą dla współczesnego czytelnika, Hugo kładzie na barki czytelnika. Czytelnik tamtej epoki, z mniejszą świadomością niż stan obecny, opierał się na innej hierarchii wartości, miał inną percepcję rzeczywistości: honor ponad wszystko, lepsza śmierć niż wstyd, śmierć dla idei. Albo kontekst postaci Valjeana. Na Valjeanie ciąży czyn karny, wydawałoby się o niskiej sankcji, zaledwie skradziony chleb, który posyła go na galery. Zatem nasuwa się konkluzja jakież wtedy było to prawo karne, nad wyraz skorumpowane i odbiegające od adekwatności popełnionego czynu. Nie to jest kuriozalne, kuriozum jest zejście tej postaci w finalnej części fabuły. Wtedy przed nim rysowało się klarowne bezpieczne, pełne miłości życie, w bliskości kochanej osoby - adoptowanej Kozety, w latach niezbyt sędziwych, autor z jakby niezbyt realnych powodów pozbawia go do niego prawa. Snuje się sugestia, iż jest to bohater typowo romantyczny, który z istoty jest uwikłany w emocje, cierpiący i samotny, i suma summarum tragiczny. Desperacja, rozpacz, nadwrażliwość, że los odbiera obiekt miłości, w której skupiony był każdy jej wariant ( nie miał kochanki, żony, przyjaciela… ) mylna świadomość że było się nikim, że spełniło się misję życia i teraz kolej na odejście, obsesyjny wyrzut sumienia z racji galerniczej przeszłości to wszystko wespół łamie psychikę (na pozór twardą ). Zaskakuje, specyficzny klimat epoki osiemnastowiecznej. Jest w tym rola języka, jego stylizacji, czuje się w nim aurę i ducha tamtych czasów. Po zmęczonym racjonalizmie oświecenia, w kanon języka weszła specyfika romantyzmu: liryka, nasycenie sentymentalizmem, emocjami, patosem, mistyką. Metafora jakby nieswojska, alegorie do odniesień antycznych, łańcuchy słów bliskoznacznych, jakby wkradł się idiomatyzm powiązany z obyczajem tamtych czasów, to lingwistyka tej prozy. Tak marginalnie jest to świadectwem jak szybko ewoluuje język, jak wiernie potrafi zaadoptować się pod klimat każdej generacji. Ponadto stylizacja Hugo wynika z jego uprawianej poezji i dramaturgii, w niektórych miejscach proza zbacza z normy wręcz stając się prozą poetycką nasyconą językiem emocjonalnym, porywczym. Hugo używa w nadmiarze bliskoznaczności jednego znaczenia, parafrazy, alternatywy dla wzmocnienia przekazu. Konstrukcja narracji jest zmienna jakby to był przekaz autora i to co ludzie mówią. Fabularyzm jest składny, zwarty i wymyślny, wątki sprytnie i lekko wplatają się jeden w drugi, powieść jest syntezą wielu gatunków: obyczajowa, psychologiczna, historyczna, realistyczna, sensacyjno-kryminalna, thriller… Aby uzyskać zbliżenie do tamtych czasów, należy wniknąć w historię. Pierwsze dekady XVIII wieku były pokłosiem obalenia monarchii, systemu ancien regime i zaprowadzenie republiki w latach 1789-1799. Nagle weszły nowe prerogatywy polityczno-społeczne: przywileje, legitymizacje, prawa dla ludu. Chciano wymazać obraz znienawidzonego absolutyzmu Bourbonów. Z drugiej strony rojalizm ze strukturą zarzadzania: Rada Królewska ( ciało ustawodawcze ),komisje ( propozycje uchwał ),ministrowie, intendenci ( realizujący uchwały ) - administracyjnie był przejrzysty, oszczędny. Francja wtedy nie była biedna: prowincje miały względy, przemysł, rolnictwo, handel wewnętrzny i zagraniczny sięgnęły szczytu, rozwijał się rynek kapitałowy, mieszczaństwo się bogaciło, w kręgu wiejskim dawno zniesiono pańszczyznę i feudalizm, chłopstwo nabywało grunty na własność… był zarys dobrobytu. Pragnęło się więcej, eksperymentalnych zmian wymyślonych przez elity intelektualne i sprawdzone na rynku amerykańskim. Raz wprowadzone w życie nowe przywileje i legislacje; prawo do wolności, równości i braterstwa wszystkich bez wyjątku, nie wyszły z umysłów pomimo zamętu, który niosła niewiadoma przyszłości. Aczkolwiek frakcja zwolenników rojalizmu nie zaginęła, dalej istniała, i aby być, zdolna była pójść na każdy konsensus, nawet ten z przewagą ustępstw. Bonapartyzm 1799-1815 skreślił klasyczny republikanizm, poszedł na kompromis, trochę swobód trochę autorytaryzmu. Rządy Ludwika XVIII po abdykacji Napoleona lata 1814-1824 określane jako restauracja monarchii konstytucyjnej zapewniały gwarancje: prawa obywatelskie i schemat władzy ustawodawczej- parlament dwuizbowy. Powrót monarchii nie oznaczał powrotu do absolutyzmu, nadrzędne prawa ludu raz wywalczone były wydawało się już nienaruszalne. A jednak historia okazała się nieprzewidywalna i złośliwa. Śmierć Ludwika XVIII zakończyły rządy liberalne, następca jego brat Karol X ostatni z pierwszej linii Bourbonów, przywódca frakcji ultrasów ( arystokracji )zamarzył o powrocie do absolutyzmu, z wpływem arystokracji i kleru, ograniczając prawa ludu i zaostrzając prawa wyborcze szlachty i majętnej burżuazji.. Nie zdawał sobie sprawy, że rojalizm do jakiego dąży nie ma racji bytu, i jest kwestią czasu, kiedy dotknie go detronizacja. Tak tez się stało, w rozruchach określanych jako rewolucja lipcowa w 1830 roku, nastąpiła abdykacja Karola X, i koniec panowania Burbonów. W jego miejsce intronizowano Ludwika Filipa I z dynastii Orleanów, z innym trybem elekcji : nie po linii sukcesji czy królewskiego mariażu, a wskazanie kandydatury przez parlament. Aczkolwiek nowemu władcy nie dano wszystkich prerogatyw ze sprawowanego urzędu, bardziej przydając funkcje reprezentacyjne. Jego monarchia sprawowana do 1848, kiedy proklamowano republikę, miała charakter polityki „złotego środka” balansowała miedzy republikanami a rojalistami. Frustracja społeczna, roszczenia, wizja egzystencjalna nie zostały wymazane w kręgach republikańskich, stąd w 1832 zainicjowano bunt podczas konduktu pogrzebowego generała Lamarquea, co opisuje Wiktor Hugo. W świetle kompendium historycznego, zarysowuje się kształt środowiska społecznego podzielonego na sympatyków rojalizmu i zwolenników idei republikańskich. Jak to bywa w naturze postępu, większość wyrosła w idei konserwatyzmu dąży do zmian na rzecz tego co niesie novum. W danym przypadku Mariusz wychowywany i wykształcony w duchu rojalistycznym, przechodzi na stronę opozycji, w której dostrzega większy sens, prawdę i praworządność. Inicjacja sprzeciwu wobec status-quo zazwyczaj szła z ogólnego społecznego niezadowolenia szczególnie od warstw najniższych. Nędza i głód, brak edukacji, opieki lekarskiej, higieny, brak standardu życia dotykała wielu. Wiktor Hugo z niezwykłą wnikliwością wizualizuje hierarchie społeczne ludu. I nie bez racji sympatyzuje warstwie najniższej, skrzywdzonej przez los, przez złe prawo i brak świadczeń socjalnych. W tym źródle upatruje desperacje społeczeństwa. Ulice Paryża wypełniają włóczędzy, chuliganeria, bose dzieci -uliczniki odrzucone przez rodzinę i z braku przytułku. Dzieci od małego wrzucane są w jarzmo ciężkiej pracy (Kozeta ),bez ludzkiej empatii, która jest tylko iluzją. Kobiety z braku pracy wpadają w nierząd, w akcie beznadziei sprzedają to co stanowi wartość ich ciała, (Fantyna sprzedaje włosy i zęby ) tracąc urodę. Dzielnice marnieją urbanistycznie, przechodzą w slumsy bez minimum infrastruktury z fetorem rynsztoku z infekcjami i zarazami, w pijackich szynkach wybrzmiewają gorycz i knowania, pragnienia lepszego jutra. Wiktor Hugo polityk, obserwator życia, nie gromił z trybun jak demagog. Sam przeszedł metamorfozę orientacji politycznej, od rojalizmu do radykalnego republikanizmu. Nie zgadzając się na cesarski autorytaryzm Ludwika Bonapartego od 1852 roku, podjął w proteście życie na emigracji, gdzie pisał Nędzników, jako świadectwo solidaryzmu z tymi, których dotknął moralny i fizyczny upadek w każdym aspekcie. Nędznicy to warstwa społeczna, twór koniunkturalny wygenerowany przez taki a nie inny stan stosunków społecznych i system władzy. Wykorzystując swoje narzędzie wytyka ludzką obojętność, marazm, społeczną niesprawiedliwość, defetyzm władzy (rojalizmu ),W Nędznikach metodą antytezy ( ulubiony środek stylistyczny Hugo),kontrastu, podstawia sugestywne obrazy aktów filantropii ( wspieranie datkami biednych przez Valjeana ),czy akty altruizmu ( biskup Myriel ) Arystokracja zakreślona jest wystarczająco dla jej ilustracji w kontekście roli społecznej i politycznej. Stojąca murem za rojalizmem, dający jej wpływy, trwałość statusu, tytuły, majętność i prawa. Dziadek Mariusza Gillenormand arystokrata gardzi ojcem Mariusza, republikaninem, który w jego mniemaniu psim swędem wetknął się do rodu. Nieletniego Mariusza oprowadza po salonach, uczy etykiety, próżności i pozorów. Nalega na korzystanie z życia, zapewnia mu kapitał łatwy, bez trudu pracy. I co więcej daje przykład indyferentyzmu na nędzę i niesprawiedliwość. Nie akceptuje Mariusza gdy dostrzega jego przemianę w przekonaniach, potem jego relacje z Kozetą, niewiadomego pochodzenia - niearystokratycznego. Jest apodyktyczny, egoistyczny, wyalienowany od realiów życia społecznego. To nie jedyny przykład wizerunku bogatej kasty. Ich swawolność, nieodpowiedzialność, pokazuje na przykładzie czworga młodych ludzi, studenterii, korzystających z prawa młodości. Jeden z nich zauroczony urodą Fantyny, obiecuje miłość, która apriori nie rokuje mariażu z racji mezaliansu. Burżuazyjne mieszczaństwo, to populacja rosnąca w siłę w miarę rozwoju kapitalizmu. Jako że kapitalizm w tych czasach jest rudymentarny, Hugo wszystko powiązane z nim traktuje powierzchownie. Burżuazja to parweniuszostwo, ambiwalentna w aspekcie egotyzmu ( Jan Valjean -filantrop) i reakcji na nędzę. Filantropia Valjeana, jest hugowskim wskazem, dla tych wszystkich, którzy dokonali awansu społecznego, aby nie zapominać o humanitarnej powinności, dzielenia się z tymi, którzy doświadczają ubóstwa. Na przykładzie Thenardiera unaocznia surowe prawa kapitalizmu, w którym nie łatwo o bankructwo i zejście na niziny społeczne. Posiadanie źródła kapitału, nie jest wieczne, skok materialny zawsze może być incydentalny, i nawet ten który kiedyś żył dostatnio może doświadczyć biedy. Jest to pokaz, w tych czasach ciągłej niepewności egzystencjalnej, uwarunkowanej eksperymentowaniem prerogatyw konstytucji, niedopracowanej, wymagającej rewizji. Co więcej w tej rewizji, przeszkadza scentralizowany rojalizm, wrosły konserwatyzm, dla ochrony wygodnej i bogatej kasty. Jeżeli kapitalizm to proletariat, któremu oferuje się dostęp do pracy, ale pracy bez świadczeń socjalnych i z nadmiernym wyzyskiem. Brak świadczeń: dostępu do edukacji, opieki lekarskiej, dofinansowania… uruchamia bunt i złe nastroje, i tęsknotę za systemem republikańskim, w którym głos mieliby wszyscy i w którym tkwiła wizja innego jutra dla wszystkich bez wyjątku. Poniekąd to było powodem frustracyjnego rokoszu w 1832 roku, wprawdzie bezskutecznego ale nie daremnego, bo echo protestów doprowadziło do rewolucji lutowej w 1848 roku (Wiosna Ludów ),potem na trwale od 1870 roku proklamacji republiki, jeszcze za życia Wiktora Hugo. Akurat wtedy kiedy wszedł równolegle okres Belle Epoque z intensyfikacją kapitalizmu i przetasowania w hierarchii warstw społecznych: upadek arystokracji na rzecz burżuazji. Bulwersuje aspekt przemiany dwóch dominujących postaci Jana Valjeana i Jeana Javerta. W kreacji tych postaci dokonuje się radykalna wręcz odrealniona wewnętrzna rehabilitacja ( odkupienie często używane słowa- zbyt na wyrost) jako konsekwencja okazania ludzkiego miłosierdzia. Jan Valjean po galerach, wyniszczony i nienawistny, doznaje odruchu ludzkiego serca od biskupa Myriela, który jako jeden otwiera mu drzwi swojego domu, pobłaża kradzież, w imię altruistycznej miłości do człowieka wykluczonego. Ten akt miłości, akceptacji prowokuje do zmiany patrzenia na wszystko inaczej, zwrotnego rewanżu za okazaną łaskę. losu. Ale śmierć Valjeana jest co najmniej kontrowersyjna, wbrew przeciwstawnej opinii. Jest ciągły spór w interpretacji. Niby symboliczna, niby mistyczna, niby w aspekcie teologicznym ma wymiar przejścia do lepszego świata po spełnionej misji na ziemi. Ten fakt nagłego odejścia stawia na osobowość sprzeczną. Wszak Valjean nakreślony na osobę nieugiętą, po wyboistej przeszłości, uodpornioną na traumy życia, potrafiącą sprostać każdej sytuacji życiowej, akurat w tej, kiedy los pozbawia ją jedynej emocji- miłości, jest bezsilna. Dziełem Valjeana był związek Kozety i Mariusza, wbrew sobie, przeciw swojemu szczęściu jakby opatrzność musiała zagrać nie inaczej jak ironią. Wyrzut sumienia doprowadza go do zwierzenia prawdy przed Mariuszem i do samooceny. Argumentacja Valjeana wydaje się alogiczna na aktualne czasy. Ale wtedy fatalizm losu ludzkiego był na porządku dziennym, nędza, kary niewspółmierne, pogarda, ale i honor i uczciwość, i świadomość przynależności nieodwracalnej ( prośba o pochówek na ustroniu bez nazwiska ) do miejsca z którego się wyszło. Ale nade wszystko to zasługa romantyzmu w literaturze, który odbiegał od przedstawiania realizmu a stawiał na irracjonalizm, emocje, wzniosłe ideały jak i nihilizm. ( w polskiej literaturze mesjanizm jako rekcja na brak utratę niepodległości ).Romantyzm akurat w czasach przed darwinowskich dopuszczał mityzację spraw ludzkich, bez logicznej wykładni związków przyczynowo skutkowych oblekał wszystko w tajemnicę, w manipulację boskiej ręki. Na usprawiedliwienie jest to kreacja stypizowana romantyzmem, buntownicza, słaba w jednej emocji przypomina postać Wokulskiego. Póki co są to wszystko spekulacje, a zamysł autora wydaje się autorskim widzimisię. Podobnie jest z postacią Javerta, dla którego prawo stanowi najwyższy aksjomat i kodeks postępowania. Galernik, przestępca daruje funkcjonariuszowi życie. Javert wreszcie dostrzega aspekt łaski: litość zamiast zemsty, okazanie dobra mimo wyrządzonego zła. Stawia go w wewnętrzny konflikt, w dylemat wyboru co ważniejsze prawo czy akt miłosierdzia. Chwieje się jego tożsamość, nie jest w stanie dokonać w sobie metamorfozy, zbyt silnie zakorzeniona w nim wizja filozoficzna spostrzegania świata nie ustępuje innej racji. Aczkolwiek ten finał mało w realiach wiarygodny, ale jako literacki zabieg jest zgodny z regułami mody literackiej, prymatu serca nad rozumem. Autor był prekursorem i propagatorem romantyzmu we Francji, nurtu idącego z Anglii i Niemiec. Jego odautorska przedmowa do dramatu Cromwell to deklaracja nowego kursu w literaturze.. Zatem powieść Nędznicy nie może być gatunkiem jak tylko stricto z literackiej koniunktury - romantyzmu. Aczkolwiek znaczna część była pisana wtedy kiedy romantyzm wygasał a w przestrzenni rysował się zarys epoki zgoła innej: epoki realizmu i pozytywizmu. W czasach przesuwającej się mody, kiedy empiria i wiedza zacierały wszelkie symptomaty mijającej epoki. Jest w niej jeden niuans w kontekście charakterologii romantyzmu: wątek miłości Kozety i Mariusza. W romantyzmie miłość zazwyczaj był nacechowana tragizmem, mirażem finału. W danym przypadku jest przeciwieństwem kanonu, jest spełniona i szczęśliwa. Opisana w typowo romantyczny sposób, zaczynająca się niewinnie, szczenięco przechodzi kolejne stadia subtelnego rozwoju, aż pojawia się widmo jej utraty. Mariusz wtedy porywa się na czyny desperackie, bez wiary w sens czegokolwiek, i o mały włos a więź skończyłaby się zgodnie z regułą romantyzmu. Ale autor sprzeniewierza się regule, jakby dotknięty świeżością nowego zbliżającego się trendu, bez żadnej mistyfikacji. Wszak popierał z determinacją postęp każdego rodzaju, i kto wie czy ta postawa nie przełożyła się na literacką fikcje akurat w tym ujęciu. W kontrapunkcie miłość Eponiny do Mariusza platoniczna, bezinteresowna jest już typowym atrybutem tego nurtu. Jest nieodwzajemniana i ma wymiar tragiczny, Eponina ratuje życie Mariusza własną piersią, umierając pragnie tylko dotknięcia jego ust. O ile nie najważniejszym to ważnym w kontekście zaznaczenia dziejów historycznych w „Nędznikach’’ jest opis czerwcowego rokoszu w 1832 roku. Sukces rewolucji lipcowej w 1830 roku był niewystarczający. Wprawdzie przywrócono monarchię konstytucyjną (liberalną ),wzrosło znaczenie burżuazji z większym prawem do elekcji poprzez obniżenie cenzusu majątkowego wyborców, zdezawuowana władza królewska przeszła na parlament… ale brakowało pełni praw i konsensusu - radykalnej republiki. Według Hugo rokosz to nie wariant powstania to „słomiany zapał”, wzniecony niepełną agitacją, i skazany na fiasko. Wypływa z materializmu a nie z moralności jak powstanie. Zamysł buntu wyszedł ze środowiska inteligenckiego ( studenckiego ),najbardziej newralgicznego i mającego możliwości protestu przez wiece i demagogiczne publiczne oracje na niezadowolenie społeczne. A niezadowolenie wynikało z promocji burżuazji przez władze, a pozostawienie warstwy najbiedniejsze samej sobie. Walczono; o wolność, równość, tolerancję, wspólne prawo, równe nauczanie i o wizję przyszłości. Wizję bez głodu, wyzysku, prostytucji, bezrobocia, bez gilotyny i miecza. Idea buntu rozniosła się na Paryż, wystarczył tylko zapalny incydent. Takim był pogrzeb generała zwolennika republiki, zwarty manifestacyjny kondukt, laudacja La Fayetta. Wtedy tłum zwarł się z orężem, mimo wstępnych sukcesów bez szans. I w tym kontekście, wydarzenia w opisie są powleczone rysem romantyzmu. Kult ofiary za idee. Lider Enjolras wraz z całą kliką towarzystwa ABC : Courfeyrac, Combeferre, Jean Prouvaire, Feuilly, Bahorel, Lesgle (zwany Bossuetem),Joly, stają na barykadach z pełną świadomością oddania życia dla symboliki. Grantaire bez ostatecznego przekonania staje u boku Eljorasa podczas egzekucji solidaryzując idei. Gavroche dzieciak najbardziej niesłuszna ofiara, ale jakże mocno z racji niedojrzałości i podłego bytu wyraża sens buntu. Usprawiedliwieniem są szczytne idee, bez racjonalizmu. Przekonanie mistyczne, że cierpienie, oddana śmierć wznieci, uruchomi świat podług scenariusza, o który się zabiega. Zabieg ten powtarza się notorycznie w literaturze romantycznej ( np. Kordian Słowackiego -ofiara jednostki za naród ). Historia pokazuje jak wiele przetoczyło się podobnych precedensów, nieracjonalnych, nieprzemyślanych, dla usprawiedliwienia i zadośćuczynienia historycznie obrosłe w symbolikę i zostały zaznaczone przez pamięć, ot chociażby 82 lat wstecz. Ale wystarczy tylko pamięć, która ma w sobie moc wyzwalania następnych równorzędnych przypadków, jeżeli zajdzie taka potrzeba.
benek - awatar benek
ocenił na104 dni temu
Dzikie palmy William Faulkner
Dzikie palmy
William Faulkner
Taka trochę hybrydowa książka. Składa się z dwóch równolegle prowadzonych nowel. Pierwszej, ,,Dzikie palmy” o kochankach. Drugiej, dużo gorszej, ,,Stary” o więźniu. Tak szczerze, to sięgnąłem tylko dlatego, że czytał ją bohater filmu ,,Perfect days” Wima Wendersa, na którym byłem w kinie. Pomyślałem, że może było w tym jakieś ,,drugie dno”. Nawiązując do kochanków, lektura traktuje o mężatce (toksycznej moim zdaniem),która robi sobie przerwę od męża i małoletnich córek na młodego, niedoświadczonego (trochę bez charakteru) lekarza. Moim zdaniem, historia ta zaczyna się bardzo płasko. Nie oceniam bohaterów, nie oceniam logiki, bo uczucia i romanse logiczne nie są. Historie, gdzie wszyscy pukają się matce po głowie, a ona przekornie zostawia rodzinę dla jakiegoś, prawie nieznanego, mężczyzny - zdarzają się. Bo ,,się zakochała”, bo ,,jutra nie ma”, bo ,,ona chce żyć” i inne pseudo mądrości na krótki dystans. Zgodzimy się wszyscy, że one (te historie) rozgrywają się na EMOCJACH. I początku tego uczucia autor nam po prostu nie pokazał. Schadzka wypada blado, decyzja o opuszczeniu rodziny jest z kapelusza. Akcja ,,Dzikich palm" rozkręca się w podróży. Para Wpada na ,,świetny” pomysł, że jak będą zmieniać miejsca zamieszkania, to nie dopadnie ich rutyna…. I tu książka porusza. Nieraz chciałem potrząsnąć bohaterem i wykrzyczeć mu ,,Człowieku, zwariowałeś? Nic dobrego z tego nie będzie! Nie widzisz jak ona się do Ciebie odnosi? Wracaj do szpitala!”. Książka pięknie ukazuje obraz USA z czasów Roosevelta (1938 r.). Nowy Orlean, wybrzeże Zatoki Meksykańskiej, Chicago, dzikie wybrzeże jeziora Michigan, kopalnie w Utah (polskie wątki). Foulkner wykazał się dużą mądrością życiową, ukazując, bez ocen, tragizm, związku opartego wyłącznie na emocjach, w kontrze do prozy życia. Przyznam jednak, że lektura wypada blado (zwłaszcza przez początek) przy ,,Annie Kareninie” Tołstoja, która ma dość podobny ,,szkielet” fabuły. Książka zasługuje na ocenę 7/10, ale obniżam, bo lektura ,,Starego”, drugiej nowelki nie porywa. Jest chaotyczna, nudna i tak szczerze to zmęczyła mnie na tyle, że jej nie dokończyłem. Za bardzo byłem ciekawy ,,Dzikich palm”.
wiciu - awatar wiciu
ocenił na64 miesiące temu
Mefisto Klaus Mann
Mefisto
Klaus Mann
„Niech sobie stoi, ten wielki człowiek, pośrodku swego w najwyższym stopniu podejrzanego Olimpu. Któż się tam dookoła tłoczy? A to dopiero piękne zgromadzenie bogów! Urocza grupa groteskowych i niebezpiecznych typów, przed którymi opuszczony przez Boga lud wije się w delirium uwielbienia. Ukochany fuhrer skrzyżował ramiona, schylił złośliwe czoło, a jego ślepy, okrutny otępiały wzrok biegnie ponad tłumami, które klęcząc z jego stóp, szepczą pacierze. (…) Któż to taki? Aktor? Wiadomo, że wielcy panowie mają słabość do komediantów. Stąpa skromnie, ale stanowczymi krokami ku przednim szeregom. Musicie przyznać: nieźle wygląda w tym towarzystwie, ma taką samą fałszywa godność, taką samą histeryczną energię, taki sam bije z niego próżny cynizm i tania demoniczność.” (s. 238.) Klaus Mann, Mefisto, przekł. J. Dmochowska, PIW, Warszawa 1983. Przed lekturą tekstu, warto wiedzieć: Klaus Mann: • najstarszy syn Tomasza Manna; • opuścił Niemcy w 1933 r. po dojściu Hitlera do władzy; • na emigracji walczył z faszyzmem (głównie atakował Trzecią Rzeszę). Klaus Mann: • autor powieści Mefisto - powieści z kluczem, napisanej w 2-3 roku emigracji, wyd. w 1936 r.; • chciał napisać powieść społeczną, jak przeczytamy w Posłowiu M. Wydmucha (Warszawa 1982),wyszła ostra krytyka reżimu (autor znał ludzi mających bliskie kontakty z dostojnikami Trzeciej Rzeszy); • powieść zyskała szybki rozgłos (pod zmienionymi nazwiskami kryli się ludzie znani autorowi); • główny bohater utożsamiany z Gustafem Grundgensem (pełnił m. in. funkcję intendenta Preussische Staatstheater w Berlinie, placówki podlegającej Goringowi. To na co zwracał uwagę sam autor, to fakt, że powieść nie jest tylko o jednym konkretnym człowieku (Hofgenie),ale odsłania problem natury moralnej. Z pozoru służąc sztuce, artysta służy władzy. Przykłady takich karier widziała Trzecia Rzesza, widziały kraje w czasach zniewolenia. W powieści K. Manna: ważny jest bohater, ważny jest kontekst, ważna jest narracja. Nawet bez klucza trafia do Czytelnika! 10/10 *w 1981 r. powstał film Istvana Szabo „Mefisto” , z wyjątkową rolą Klausa Marii Brandauera, film nagrodzony w Cannes, zdobył też Oskara za najlepszy film nieanglojęzyczny; ** w filmie (polski akcent) zagrała Krystyna Janda.
zoe - awatar zoe
ocenił na101 rok temu

Cytaty z książki Buddenbrookowie. Upadek pewnej rodziny

Więcej

Była to jednak zwodnicza pociecha, gdyż skoro upłynęła już połowa wakacji, to następna połowa aż do końca przelatywała tak szybko, tak okropnie szybko, że chciałoby się zawisnąć na każdej godzinie, by nie dać jej przeminąć, opóźnić każde wciągnięcie powietrza pachnącego morzem, by nie strwonić niebacznie szczęścia.

Była to jednak zwodnicza pociecha, gdyż skoro upłynęła już połowa wakacji, to następna połowa aż do końca przelatywała tak szybko, tak okrop...

Rozwiń
Thomas Mann Buddenbrookowie Zobacz więcej

Szczęście i powodzenie tkwią w nas samych. Musimy je trzymać: mocno i głęboko, skoro tylko wewnątrz nas zaczyna się coś rozluźniać, opuszczać, męczyć, natychmiast wszystko dookoła nas popuszcza wodze, opiera się nam buntuje, uchyla się od naszych wpływów…Jedno wypływa z drugiego, porażka następuje po porażce i wszystko skończone.

Szczęście i powodzenie tkwią w nas samych. Musimy je trzymać: mocno i głęboko, skoro tylko wewnątrz nas zaczyna się coś rozluźniać, opuszcza...

Rozwiń
Thomas Mann Buddenbrookowie Zobacz więcej

Nauczyłem się coraz bardziej kochać morze... chyba tylko dlatego wolałem góry, że są odleglejsze. Teraz nie pragnąłbym tam pojechać. Zdaje mi się, że bałbym się i wstydził. Są zbyt kapryśne, nieprawidłowe, za bardzo zróżnicowane... czułbym się tam z pewnością przytłoczony. Jacy właściwie ludzie wolą monotonię morza? Zdaje się, że tacy, którzy zbyt długo i głęboko wnikali w zagmatwane sprawy wewnętrzne, by nie oczekiwać przynajmniej po zewnętrznych przede wszystkim tego jednego: prostoty...
Najmniej ważne jest to, że na góry trzeba wspinać się odważnie, podczas gdy nad morzem wypoczywa się cicho na piasku. Ale znam spojrzenie, jakim oddaje się hołd temu i tamtemu światu. Pewne, przekorne, szczęśliwe oczy, pełne przedsiębiorczego ducha, siły i radości życia, błądzą od wierzchołka do wierzchołka; ale nad przestworem morza, które z takim mistycznym i obezwładniającym fatalizmem toczy swoje fale, marzy spojrzenie zamglone, beznadziejne, wiedzące, które niegdyś głęboko wejrzało w smutne odmęty... Zdrowie i choroba, w tym cała różnica. Człowiek wdziera się śmiało w cudowną rozmaitość zębatych, sterczących, przepaścistych zjawisk, by doświadczyć swych sił żywotnych, których dotąd wcale nie zużył. Ale widok prostoty rzeczy zewnętrznych wówczas darzy nas wypoczynkiem, gdy jesteśmy znużeni wewnętrznym odmętem.

Nauczyłem się coraz bardziej kochać morze... chyba tylko dlatego wolałem góry, że są odleglejsze. Teraz nie pragnąłbym tam pojechać. Zdaje m...

Rozwiń
Thomas Mann Buddenbrookowie Zobacz więcej
Więcej