-
Artykuły
Czytamy w weekend. 10 kwietnia 2026
LubimyCzytać388 -
Artykuły
Nadciąga Gwiazdozbiór Kryminalny!
LubimyCzytać7 -
Artykuły
Wiosna z książką – kwietniowe premiery, które warto poznać
LubimyCzytać14 -
Artykuły
"Dom bestii" - jak ofiara zamienia się w kata. Akcja recenzencka do nowej książki Katarzyny Bondy!
LubimyCzytać12
Biblioteczka
2026-03-21
2026-03-01
Moje top 5 z tej antologii:
„O długofalowych konsekwencjach przyspieszonej ewolucji insektów słowonaśladowczych, zwanych mimikami” – Dawid Kain
Opowiadanie z najdłuższym tytułem, które paradoksalnie jest zaledwie trzy i pół stronicową przypowieścią o tym, jak pewien typ owada stopniowo zmienił nasz świat dzięki umiejętności udawania i mieszania w słowach. Fałszowanie rzeczywistości, manipulowanie historią, mącenie w myślach – coś Wam brzęczy? Dla mnie jest to po prostu bardzo celne nawiązanie do tego, z czym mierzymy się już dzisiaj – walką z fikcją i propagandą podlaną atrakcyjnym sosem AI.
„Obcość to my” – Mateusz Wyszyński
Misja badawcza złożona z pięciu osób: pary Marsjan, pary Ziemian i lidera grupy – efemerycznego, posiadającego delikatne skrzydełka supermózga operacyjnego Ozyrysa, który porusza się w specjalnym egzoszkielecie, ma za zadanie dowiedzieć się jak najwięcej o planecie, na której wykryto ślady życia. W klaustrofobicznej atmosferze międzyrasowe różnice i odmienne charaktery wywołują konflikty, które obserwuje się z dwóch perspektyw: osobistych dzienników załogantów rozpoczynających każdy rozdział (te pozwalają nam lepiej wniknąć w psychikę bohaterów) oraz typowej narracji w czasie rzeczywistym.
Autorowi udało się świetnie wykreować postacie (zwłaszcza Ozyrysa) i od samego początku czuć między nimi to napięcie, które sprawia, że wcale nie zazdrościmy im przebywania pod jednym dachem w nieprzyjaznym otoczeniu. Nawet jeżeli widzimy, że wszystko zmierza ku katastrofie, przez co trudno mówić o twistach fabularnych, to i tak czyta się to z ogromną fascynacją. Jedyne czego żałowałam w tym tekście, to to, że się skończył. Gdyby autor napisał pełnoprawną powieść SF w takim klimacie, brałabym w ciemno!
„Uległość” – Wojciech Gunia
Gdybym miała wskazać tylko jedno opowiadanie, które wykręciło mi mózg na drugą stronę i które pod kątem emocjonalnym bije na głowę resztę, to byłaby to właśnie „Uległość”. To sesja terapeutyczna młodego mężczyzny, który przeżył w swoim życiu wiele traum, w którym ta ostatnia, z pobytu w ośrodku dla trudnej młodzieży, go ostatecznie złamała. Opowieść hipnotyzuje niesprawiedliwością, jakiej doświadcza bohater, rozbudza nadzieję kojącym głosem terapeuty, wywołuje ciary groteskową głową i w finale miażdży swoim brudem. Całość jest napisana tak, że wyświetla się doskonale w głowie – pod kątem obrazu i metafor przypomniała mi od razu „Ciszę nocną” z Damięckim. Jeżeli lubicie weird fiction, albo jeżeli macie ochotę na coś wstrząsającego, co przestraszy Was tym, co niedopowiedziane – to się tu nasycicie.
insekcje
insekcje
insekcje
insekcje
insekcje
insekcje
„Efekt synergii ” – Marek Kolenda
Pamiętam, że jak byłam mała i krzyczałam na widok każdego karalucha w kuchni, mama zawsze mi mówiła „Przestań! On Ci nic nie zrobi, bo nawet Cię dobrze nie widzi”. Nie ma to dla mnie żadnego znaczenia. Do dzisiaj, gdy widzę pająka w kącie, mam wrażenie, że on doskonale wie, co jest grane i że skoczy na mnie, gdy tylko się poruszę. Co z tego, że insekty faktycznie mają słaby wzrok i postrzegają świat innymi zmysłami i że te, które spotykamy czasami w domach wcale nam nie zagrażają? Cykam się i już i nigdy w życiu nie chciałabym nawet zastanawiać się, jak wygląda świat z ich perspektywy.
Tymczasem Marek Kolenda wymyślił sobie cyberpunkową rzeczywistość, w której e-sport wyewoluował w stronę niezwykłych walk na arenach. Zamiast ogromnych robotów czy wirtualnych bohaterów, sportowcy za pośrednictwem specjalnych technologii potrafią przejąć kontrolę nad owadem, by na specjalnych arenach toczyć ze sobą pojedynki. Kumacie, takie całkowite sprzężenie z modliszką, skolopendrą czy pająkiem ptasznikiem i napierdzielanie się z robalem wystawionym przez drugiego gracza. Streamy, mistrzostwa, gruby hajs. Jaki to jest pomysł! Błagam niech ktoś stworzy z tego anime!
Rzecz jasna, jak to w cyberpunku bywa, to nie tech otoczka jest tu najważniejsza, co swego rodzaju degeneracja – społeczeństwa, które przystaje na taką zabawę, tak jak na nielegalne walki psów, jak i jednostki, która z zazdrości wplątuje się w intrygę.
„Karaczan” – Szymon Majcherowicz
No i skoro przy zazdrości jesteśmy, to muszę to powiedzieć. Drogi Szymonie, zazdraszczam tej lekkiej narracji, żywych dialogów i pomysłu, by przedstawić relacje partnerskie w takiej formie. Przez to opowiadanie się płynie, leci wręcz i wraz z narratorem – sympatycznym Warszawiakiem-przeciętniakiem, który pewnego dnia spotyka kumpla z dawnych lat (takiego wiecie, „syna koleżanki twojej starej”) w towarzystwie apodyktycznej feministki – zanurza się w coraz dziwniejszą opowieść. I tak jak on, kręci się głową z niedowierzaniem, podśmiechuje z typa i jego BDSM-owego związku, a potem robi się nagle poważnie i smutno, weirdowo w najlepszym tego słowa znaczeniu. Bardzo oryginalny, przemyślany i wbrew potocznemu slangowi refleksyjny tekst.
---
Ogromną sztuką jest wyciągnięcie z insektów czegoś, co nie będzie banalną grozą, co nie powieli klisz popkulturowych, a tu bez wątpienia wszystkim autorom się udało to zrobić.
W całościowym rozrachunku uważam „Insekcje” za udaną antologię. Udaną, bo na pewno jakąś. Bo wywołującą refleksje nad ludzką naturą, żonglującą emocjami i tak obfitą, że każdy czytelnik powinien znaleźć choć kilka tekstów, które zostaną z nim na dłużej.
P.S. A te mróweczki na marginesie, które przekartkowane się poruszają – cudo! <3
---
Pełna recenzja na DamaGier.pl
Moje top 5 z tej antologii:
„O długofalowych konsekwencjach przyspieszonej ewolucji insektów słowonaśladowczych, zwanych mimikami” – Dawid Kain
Opowiadanie z najdłuższym tytułem, które paradoksalnie jest zaledwie trzy i pół stronicową przypowieścią o tym, jak pewien typ owada stopniowo zmienił nasz świat dzięki umiejętności udawania i mieszania w słowach. Fałszowanie...
2026-02-15
"Exit 8" to jedna z najciekawszych gier niezależnych ostatnich lat, choć jest prosta jak konstrukcja cepa. Próbujesz wyjść z zapętlonego korytarza ze stacji metra. Istnieją tu tylko dwie zasady. Jeżeli widzisz anomalię - zawracasz. Jeżeli nie - idziesz dalej. W ten sposób należy pokonać 8 korytarzy. Korytarz wygląda ciągle tak samo - to wyłożona białymi płytkami przestrzeń z kilkoma plakatami na ścianach, trzema drzwiami i spacerującym mężczyzną z walizką, który mija Cię beznamiętnie. Anomalie są niekiedy oczywiste, jak np. gasnące nagle światła, czy facet, który odrywa się ze ścian i na Ciebie biegnie. Ale potrafią być też bardzo subtelne (postacie z plakatu wodzą za Tobą wzrokiem) lub upiorne (nie zapomnę jak wrzasnęłam za pierwszym razem, gdy obróciłam się nagle i stał za mną uśmiechnięty mężczyzna, który w prawidłowej pętli, po prostu mnie mijał i znikał za korytarzem. Gra igra z umysłem, frustruje, gdy popełniasz błędy. Pod koniec bez przerwy wydaje Ci się, że widzisz anomalie (Czy te napisy na plakacie się właśnie zmieniły? Czy kratka wentylacyjna nie jest odrobinę przesunięta?).
I dokładnie takich samych emocji doświadcza bohater powieści, która powstała na podstawie gry (tak jest, nie odwrotnie!) i która posłużyła też za scenariusz do filmu. Byłam niezwykle zaciekawiona jak z gry, w której nie ma dialogów, w której nie wiemy nawet kim jesteśmy, uda się stworzyć opowieść przykuwającą czytelnika - nie tylko gracza. Ale udało się wyśmienicie.
W powieści głównym bohaterem jest młody chłopak, który dowiaduje się od swojej byłej dziewczyny, że jest ona w ciąży. W momencie, w którym dzwoni ona do niego ze szpitala z pytaniem, co teraz ma zrobić, on wysiada z metra i trafia do owej tajemniczej pętli. Sygnał telefoniczny się zrywa, a bezimienny bohater będzie próbował nie tylko pokonać ten liminalny labirynt, ale też się zdecydować, co odpowiedzieć dziewczynie.
Ta metaforyczna walka ze swoimi myślami, strachem, wychodzeniem ze strefy komfortu, paranoiczną obsesją na temat ojcostwa, na które nie jest się gotowym, prezentowana jest w formie anomalii. W książce i filmie padają też słowa o tym, że żyjemy w piekle codzienności, że każdy nasz dzień wygląda tak samo, jeździmy do pracy, jesteśmy zobojętniali na wszystko, nawet ludzką krzywdę i to właśnie one, w połączeniu z paraliżem decyzyjnym, który dotyka każdego z nas, sprawiają, że choć powieść ma zaledwie 114 stron, to kończy się nią z refleksją. Zwłaszcza, że zakończenie jest dla mnie dość otwarte w interpretacji (film obiera dosadniejszą drogę).
Ciekawym zabiegiem jest wplecenie do tej historii losów dwóch innych ludzi - owego mężczyzny z teczką i małego chłopca. Dzięki temu możemy lepiej zrozumieć, czym jest owy korytarz.
"Exit 8" to jedna z najciekawszych gier niezależnych ostatnich lat, choć jest prosta jak konstrukcja cepa. Próbujesz wyjść z zapętlonego korytarza ze stacji metra. Istnieją tu tylko dwie zasady. Jeżeli widzisz anomalię - zawracasz. Jeżeli nie - idziesz dalej. W ten sposób należy pokonać 8 korytarzy. Korytarz wygląda ciągle tak samo - to wyłożona białymi płytkami przestrzeń...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-02-14
O jaka szkoda, że jest tu tak niewiele wierszy spośród 1800! Te wybrane obracają się wokół samotności, która ma wiele oblicz, niespełnionej miłości, boga i natury. Jest w nich wiele wrażliwości, zabawy słowem, takiej pięknej melancholii, która sprawia, że kilka wersów wystarczy, by wywołać refleksje i dowiedzieć się więcej o sobie. Najbardziej urzeka mnie wiersz otwierający - 47, ale przy niemal każdym warto się zatrzymać. Z ciekawości przeczytałam kilka przekładów Barańczaka i chyba bardziej do mnie trafiają. Są być może prostsze, być może nie oddają tej charakterystycznej stylistyki, ale czuję je mocniej niż te z przekładu Sławka.
O jaka szkoda, że jest tu tak niewiele wierszy spośród 1800! Te wybrane obracają się wokół samotności, która ma wiele oblicz, niespełnionej miłości, boga i natury. Jest w nich wiele wrażliwości, zabawy słowem, takiej pięknej melancholii, która sprawia, że kilka wersów wystarczy, by wywołać refleksje i dowiedzieć się więcej o sobie. Najbardziej urzeka mnie wiersz otwierający...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-01-27
Festiwal krindżu, który uwielbiam. Po latach tak bardzo źle się to jednak czyta. Mnóstwo zbędnych opisów czynności nie wnoszących nic do fabuły. Górnolotne słowa 17-latków. Jak tu uwierzyć, że wiekowy Edward nigdy w życiu nie spotkał kogoś tak intrygującego niż typiara, która je w kółko płatki na śniadanie, nie lubi bali i ciągle się potyka? Przez 400 stron o Belli nie wiem nic ponad to, że wzdycha do posągowo pięknego chłopaka z mroczną tajemnicą. Pisałam w wieku Belli bardziej zajmujący pamiętnik, a autorka. Cóż. Literacko max poziom gimnazjum. Przewracanie oczami gwarantowane.
Tylko cóż z tego, kiedy i tak kocham Edwarda i wszystkich Cullenów i marzę o takim romansie, gdzieś w mglistych, deszczowych lasach Forks? Nie wiem z czego to wynika, ale chyba motyw pięknej bestii otoczonej melancholią, działa wyjątkowo mocno na kobiety. Więc tak. Zmierzch forever in my heart.
P.S. Jedna z niewielu książek, które mają lepsze ekranizacje niż pierwowzór.
Festiwal krindżu, który uwielbiam. Po latach tak bardzo źle się to jednak czyta. Mnóstwo zbędnych opisów czynności nie wnoszących nic do fabuły. Górnolotne słowa 17-latków. Jak tu uwierzyć, że wiekowy Edward nigdy w życiu nie spotkał kogoś tak intrygującego niż typiara, która je w kółko płatki na śniadanie, nie lubi bali i ciągle się potyka? Przez 400 stron o Belli nie wiem...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2026-01-19
Opowieść o dorastaniu i tym, co się z nim wiąże - pierwszych miłościach, lęku przed czymś nieuniknionym, przyjaźni i zdradach, słowach, które bolą bardziej niż wciśnięta w gardło mandarynka.
Zabawna w wielu miejscach. Melancholijna, ale nie przesadzona. Barwniejsza niż czerwień z okładki. Nostalgiczna i zachwycająca swoim rytmem, oniryką i bohaterami (ach Robalu, kocham Cię!). Piękna w swojej delikatności i długo zostająca pod skórą – jak sen, z którego budzimy się z uczuciem łagodnego smutku i nie do końca potrafimy powiedzieć dlaczego.
Opowieść o dorastaniu i tym, co się z nim wiąże - pierwszych miłościach, lęku przed czymś nieuniknionym, przyjaźni i zdradach, słowach, które bolą bardziej niż wciśnięta w gardło mandarynka.
Zabawna w wielu miejscach. Melancholijna, ale nie przesadzona. Barwniejsza niż czerwień z okładki. Nostalgiczna i zachwycająca swoim rytmem, oniryką i bohaterami (ach Robalu, kocham...
2026-01-06
Spoko tom. Wreszcie dowiadujemy się o genezie chłopaków. Co zaskakujące, jest inna niż w serialu.
Spoko tom. Wreszcie dowiadujemy się o genezie chłopaków. Co zaskakujące, jest inna niż w serialu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-30
Przeczytałam w jedną dobę. Niesamowita. Wciągająca. Nawet przerażająca pod kątem społecznego piętnowania. Alegoryczna. A może nie? Czym jest normalność? I kim jesteśmy, by ją definiować?
Przeczytałam w jedną dobę. Niesamowita. Wciągająca. Nawet przerażająca pod kątem społecznego piętnowania. Alegoryczna. A może nie? Czym jest normalność? I kim jesteśmy, by ją definiować?
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-29
Pod względem językowym i literackim, to ogromny zawód. Liczne powtórzenia, rozciągnięte rozmowy, opisy ubrań, bohaterowie, którzy niczym się nie różnią od siebie. Zupełnie nie tak wyobrażałam sobie japońskie arcydzieło. Ale sam pomysł kawiarni oferującej podróży w czasie jest urokliwy, a dwa ostatnie rozdziały wzruszające. Jeżeli się przebrnie przez drętwy język i lubi się proste, kameralne historie obyczajowe, to można dać szansę.
Pod względem językowym i literackim, to ogromny zawód. Liczne powtórzenia, rozciągnięte rozmowy, opisy ubrań, bohaterowie, którzy niczym się nie różnią od siebie. Zupełnie nie tak wyobrażałam sobie japońskie arcydzieło. Ale sam pomysł kawiarni oferującej podróży w czasie jest urokliwy, a dwa ostatnie rozdziały wzruszające. Jeżeli się przebrnie przez drętwy język i lubi się...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-28
2025-12-27
Rozdziały niestety nierówne. Te ciekawe, o konkretnych osobach, które autor poznał, które stanowią siłę opowieści i oddają magię życia w innym kraju, przeplatają się z mniej intrygującymi wywodami o poszczególnych ulicach i miejscach. Dla czytelnika to trochę jak strzelanie nazwami z karabinu. Można przeczytać, zwłaszcza, by poznać specyfikę tej części miasta, ale na pewno nie jest to topka książek o Tokio.
Rozdziały niestety nierówne. Te ciekawe, o konkretnych osobach, które autor poznał, które stanowią siłę opowieści i oddają magię życia w innym kraju, przeplatają się z mniej intrygującymi wywodami o poszczególnych ulicach i miejscach. Dla czytelnika to trochę jak strzelanie nazwami z karabinu. Można przeczytać, zwłaszcza, by poznać specyfikę tej części miasta, ale na pewno...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-26
Druzgocąca alegoria wojny i państwa wysyłającego młodych "bohaterów" na śmierć.
Druzgocąca alegoria wojny i państwa wysyłającego młodych "bohaterów" na śmierć.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-23
Dość klasycznie ujęte spotkania z UFO, ale wybija się z nich żartobliwy ton. Szkoda, że kilka opowiadań, ma wręcz identyczny twist. Za najciekawsze uważam wizjonerskie na tamte czasy "Człowiek Literatura", które dziś praktycznie spełnia się na naszych oczach przez AI. Świetne jest także słuchowisko z Ufem.
Dość klasycznie ujęte spotkania z UFO, ale wybija się z nich żartobliwy ton. Szkoda, że kilka opowiadań, ma wręcz identyczny twist. Za najciekawsze uważam wizjonerskie na tamte czasy "Człowiek Literatura", które dziś praktycznie spełnia się na naszych oczach przez AI. Świetne jest także słuchowisko z Ufem.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-21
Nie polubiłam się z główną bohaterką. Wydała mi się oschła, skupiona wyłącznie na pracy i tym, by udowodnić kolegom jaka jest dobra w swoim fachu. Również w relacjach z Taku i Yutaro brakowało ciepła. Najmocniejszym aspektem powieści jest niewątpliwie zagadka kryminalna i refleksje jakie przeplatają się podczas lektury. O moralności AI, o konserwatywnym podejściu Japończyków, o idolach, w których wpatrują się dzieci. To bardziej społeczny cyberpunk niż akcyjniak i warto dać mu szansę właśnie ze względu na to, że odstaje od głównego nurtu gatunkowego.
Nie polubiłam się z główną bohaterką. Wydała mi się oschła, skupiona wyłącznie na pracy i tym, by udowodnić kolegom jaka jest dobra w swoim fachu. Również w relacjach z Taku i Yutaro brakowało ciepła. Najmocniejszym aspektem powieści jest niewątpliwie zagadka kryminalna i refleksje jakie przeplatają się podczas lektury. O moralności AI, o konserwatywnym podejściu...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-20
Wciągająca jak rzeczny nurt. Niepokojąca, czarująca pięknem przyrody, fascynująca bohaterami. Boleśnie smutna, ale i warta poznania. Bardzo polubiłam Miłkę i Stasia, a rozpacz Agnieszki autorka opisała tak wyraziście, że wręcz można dotknąć tych uczuć strachu, odrzucenia, niesprawiedliwości.
Wciągająca jak rzeczny nurt. Niepokojąca, czarująca pięknem przyrody, fascynująca bohaterami. Boleśnie smutna, ale i warta poznania. Bardzo polubiłam Miłkę i Stasia, a rozpacz Agnieszki autorka opisała tak wyraziście, że wręcz można dotknąć tych uczuć strachu, odrzucenia, niesprawiedliwości.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2025-12-05
Dziesięcioletnia Zuza podczas wakacji doświadcza czegoś, co jak cień osiada na jej psychice — a chwilę później wybuch wojny roztrzaskuje ostatnie złudzenia o wolnej Polsce. Świat, który dotąd znała, rozpada się z hukiem: jej ojciec znika bez śladu na froncie, a matka ryzykując ich własne bezpieczeństwo, ukrywa na strychu tajemniczego Doktora Zygzaka, który kiedyś wyświadczył im niemałą przysługę. To jednak okazuje się dopiero bolesnym preludium nadchodzących wydarzeń.
„Czernie” Artura Pomiernego to powieść, która po pierwsze wymyka się standardom literatury pięknej. Bo ta, choć ma na celu nas uwrażliwiać i spoglądać w głąb siebie, kładąc też nacisk na estetykę języka, rzadko kiedy zmusza nas do wychodzenia ze swojej strefy komfortu.
W „Czerniach” znajdziemy oczywiście i emocjonalną głębię i metafory, rytmiczny i malowniczy język czy wszechstronną tematykę, ale też brutalny realizm, odważną metafizykę. Coś, co bardziej przypomina uderzenie w klawisze, które wywoła dramatyczny dreszcz w najmniej spodziewanym momencie niż „piękną” melodię. To historia, która prowadzi czytelnika na skraj psychicznej ciemności. Gdybyśmy chcieli ją jakkolwiek zaszufladkować, moglibyśmy jej przylepić łatkę literatury mroku czy niepokoju. Ale czy nazwy mają jakiekolwiek znaczenie? To pytanie pada też w jednym momencie w opowieści i choć scena nie jest w żadnej mierze zabawna, to jednak wywołała we mnie uśmiech. Bo jak często skupiamy się właśnie na tak nieistotnych sprawach, jak bardzo fiksujemy się na słowach, zamiast zdawać się na uczucia? Więc nie szufladkujmy. Chłońmy.
Po drugie, warto podkreślić, że to nie jest opowieść o barbarzyństwie II Wojny Światowej – tzn. są tu sceny, które wywołują ten skurcz serca, to przerażające przeświadczenie, że tak, tak to właśnie wyglądało i mam nadzieję, że nie zabrzmię teraz jak psychopatka, ale uważam je wszystkie za absolutnie genialne. Powodują ten pożądany dyskomfort, podkręcają napięcie, wywołują żal, absolutną rozpacz za tymi ludźmi, którzy w naszej rzeczywistości doświadczyli podobnego koszmaru, zmuszają nas do przypominania sobie o tych, co odeszli, o grozie jakiej nasi przodkowie byli naocznym świadkiem. Ba, po raz pierwszy w całym swoim życiu musiałam w pewnym momencie odłożyć książkę, bo przypomniała mi ona mój koszmar z dzieciństwa i potrzebowałam ją przetrawić. Paradoksalnie bardzo liczyłam na trudną podróż i się nie zawiodłam.
Natomiast to nie na tym ogniskują się „Czernie”. Przemoc choć opisana z wyczuciem i bez taniej sensacji jest tylko elementem opowieści o ludzkiej egzystencji. O wartościach ponadczasowych jak miłość, dobro i bohaterstwo, o grzechach przyziemnych jak zdrada i bardziej wyszukanych jak manipulacja. O tym, czym jest śmierć i co czeka nas po niej. O konfrontacji z samym sobą, o tej walce, którą toczymy każdego dnia nie przeciwko złu świata, lecz przeciwko złu wychodzącym ze środka naszej duszy. I także o nadziei, która w finale otuliła dobrem i satysfakcją.
Ach ten finał, ta ostatnia rozmowa. Tak zaskakująca. Tak dopasowana. Skłamałabym, gdybym napisała, że to po niej zakochałam się w Autorze, bo nastąpiło to już znacznie wcześniej, ale zalała mnie wtedy fala tak pozytywnych uczuć, takich myśli, że oto przeżyliśmy razem coś pięknego i że cała ta podróż zostanie ze mną na zawsze. Także fascynacji nad całą tą szaloną, wielowątkową kompozycją, nad nieszablonowymi bohaterami (zwłaszcza nad Kubą, który jawił się tu jak antagonista, Franzem, który przełamuje stereotyp swojej narodowości i Sarą, którą poznajemy bardziej w tle, a od której wywodzi się wszystko) i koncepcją Czerni.
Wartym uwagi jest też fakt, że Artur Pomierny, który nie ma jeszcze na koncie ogromnego dorobku literackiego („Czernie” są jego drugą powieścią po „Egoexi”) niezwykle sprawnie żongluje tutaj różnorodnymi motywami literackimi, co dla erudytów i humanistów będzie z pewnością dodatkowym atutem. Mamy tutaj zatem katabazę i ośmielę się rzec, że w najbardziej przerażającej wizji („Boska komedia”, czy „Między piekłem, a niebem” zdają się przy niej bardzo „grzeczne”). Mamy motyw Abrahama, mocno rozwiniętą psychomachię, rasizm, tęsknotę do innego życia, oniryzm, który nie przytłacza, zbrodnię i karę i pewnie wiele innych, które odkryjecie samodzielnie.
Bardzo cenię w literaturze nawiązania do wielowymiarowości, a tu mamy wręcz metafizyczne rozszczepienie tożsamości, które odrobinę skojarzyło mi się z uwielbianym przeze mnie „Atlasem Chmur”. Autor nie poszedł na żadną łatwiznę, bo jego reinterpretacja ludzkiej natury jest przemyślana od początku do końca. To opowieść kompletna, przez którą można przepłynąć w smutku, zafascynować się oryginalnymi wizjami i czerpać satysfakcję po odłożeniu na półkę. Ja zapamiętam ją jako tę, która finalnie zostawia promyk odrodzenia – delikatną, lecz wytrwałą iskrę rozjaśniającą mrok całej przypowieści, pozostawiając kojące poczucie domknięcia.
To nie jest książka lekka, ale też nie bójcie się przerostu formy nad treścią. Mimo tematyki, która może z boku wydawać się zbyt szarpiąca duszę, to na własnym przykładzie czytelnika, którego takie hasła jak filozofia czy historia powodują dyskretny odwrót, „Czernie” wciągnęły mnie nieprzeciętnie i po raz pierwszy z radością wreszcie jakiejś powieści przyznałam dychę na Lubimyczytać (na 595 książek to chyba coś znaczy, prawda?! :-)). I zapamiętajcie moje słowa, które nie są myśleniem życzeniowym, lecz przeświadczeniem popartym własną wiedzą z lekkim przebłyskiem „jutra” – o Arturze Pomiernym będzie w świecie literackim głośno i to raczej prędzej niż później. Śledźcie go w social mediach i jego wydawnictwo Mroczne!
Dziesięcioletnia Zuza podczas wakacji doświadcza czegoś, co jak cień osiada na jej psychice — a chwilę później wybuch wojny roztrzaskuje ostatnie złudzenia o wolnej Polsce. Świat, który dotąd znała, rozpada się z hukiem: jej ojciec znika bez śladu na froncie, a matka ryzykując ich własne bezpieczeństwo, ukrywa na strychu tajemniczego Doktora Zygzaka, który kiedyś...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Z tą książką miałam okazję zapoznać się jeszcze przed premierą. Pochłonęłam ją w 2 dni, co przy moim tempie życia jest już dużym plusem, bo to namacalny dowód, że fabuła wciąga.
Od samego początku kibicowałam Karolowi i nie mogłam znieść tego jak łatwo dał się omotać. A w finale wyszło, że to ja dałam się oszukać autorce i to w taki pozytywny sposób. Kocham takie twisty - już w "Odłamkach" Iza pokazała, że nie ma kryształowych ludzi i że żyjemy w świecie pozorów. W "Strzępach" choć tempo jest spokojniejsze, to ciągle pod skórą czujemy napięcie związane z manipulacją i czekamy na eskalację całej intrygi.
Wszystko tu dowozi - naturalne dialogi, styl literacki, nieprzegadane ale barwne opisy. Nigdy nie byłam w Bieszczadach, ale po tej książce aż chciałoby się też wybrać na podobne wycieczki, jakich podejmuje się główna para.
Bardzo polecam!
P.S. Nie musicie znać "Odłamków", by dobrze się tu bawić, ale osobiście polecam zacząć właśnie od nich, by cieszyć się w "Strzępach" z pojawienia się Irminy Łuczak :-).
Z tą książką miałam okazję zapoznać się jeszcze przed premierą. Pochłonęłam ją w 2 dni, co przy moim tempie życia jest już dużym plusem, bo to namacalny dowód, że fabuła wciąga.
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toOd samego początku kibicowałam Karolowi i nie mogłam znieść tego jak łatwo dał się omotać. A w finale wyszło, że to ja dałam się oszukać autorce i to w taki pozytywny sposób. Kocham takie twisty -...