-
Artykuły
Czytamy w weekend. 17 kwietnia 2026
LubimyCzytać313 -
Artykuły
"Malarz" Piotra Chomczyńskiego - mamy dla Was 30 egzemplarzy książki
LubimyCzytać4 -
Artykuły
Wiosenne porządki w księgarni Matras. Setki hitów już od 5 złotych!
LubimyCzytać1 -
Artykuły
Jak dobrze znasz Katarzynę Bondę? Alfabet pisarki.
LubimyCzytać12
Biblioteczka
2025-11-14
Lekka, łatwa i przyjemna, na odprężenie dla mózgu na 1-2 posiedzenia. Aczkolwiek nie jest to czołówka twórczości Marty Kisiel, bo jednak poza prostą, dość zabawną intrygą kryminalną, nie ma tutaj wiele do myślenia - cykle "Dożywocie" i "Autokorekta" są znacznie lepsze. A, i zupełnie nie rozumiem, dlaczego autorka tak panicznie boi się słowa suka/suczka - za każdym razem skręcało mnie, gdy widziałem w tekście potworka językowego "psica". W ogóle jest tu naprawdę bardzo duże nagromadzenie stylizacji typowej dla Kisiel - niejeden może się odbić; mi w drugiej połowie książki zaczynało już lekko przeszkadzać.
Lekka, łatwa i przyjemna, na odprężenie dla mózgu na 1-2 posiedzenia. Aczkolwiek nie jest to czołówka twórczości Marty Kisiel, bo jednak poza prostą, dość zabawną intrygą kryminalną, nie ma tutaj wiele do myślenia - cykle "Dożywocie" i "Autokorekta" są znacznie lepsze. A, i zupełnie nie rozumiem, dlaczego autorka tak panicznie boi się słowa suka/suczka - za każdym razem...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
2024
2024
2024
2024
2024-08-13
Z jednej strony nie powinienem rozciągać opinii o "Wybaczam ci" na całą twórczość Mroza, bo to pierwsza jego książka, po jaką sięgnąłem, żeby w końcu sprawdzić, skąd ta popularność. Z drugiej jednak trudno jest mi oczekiwać, że ktoś, kto napisał coś tak złego, może być utalentowanym pisarzem. Albo w ogóle sensownym pisarzem.
Moją ulubioną postacią w książce był policjant prowadzący śledztwo w głównej sprawie. Nie dlatego, że był jakimś świetnie napisanym bohaterem, któremu się kibicowało, bo to raptem postać epizodyczna. Ale policjant zadawał te same pytania, co ja: "jakim cudem?" i "jak to niby możliwe?". Bo książka Mroza to nagromadzenie tak niedorzecznych zwrotów akcji i wątków fabularnych, że aż trudno uwierzyć, że autor napisał to na serio. A śmiem podejrzewać, że po prostu zrobił sobie z czytelnika jaja.
Już sam punkt wyjścia fabuły jest tak absurdalny, że aż boli, a kolejnymi twistami Mróz strzela co chwilę dosłownie jak z karabinu maszynowego. A każdy jest głupszy i bardziej bzdurny od poprzedniego. Na domiar złego autor chyba zdaje sobie z tego sprawę, bo próbuje je tłumaczyć - i wychodzi to jeszcze bardziej niedorzecznie. Prawdopodobieństwo wydarzeń nie istnieje, elementarna logika leży i kwiczy, a wszystko w imię SZOKUJĄCYCH ZWROTÓW AKCJI. Mróz dochodzi już do takiego poziomu zachłyśnięcia się twistami, że czasem na siłę wciska jakieś spektakularne zakończenie rozdziału tylko po to, żeby zrobić cliffhanger jak w serialu. Tyle że to nie serial, a książka, więc dosłownie stronę dalej mamy wyjaśnienie niespodziewanego zwrotu, który okazuje się banałem wprowadzonym tylko dlatego, żeby czytelnik na 3 sekundy był w szoku.
Bohaterowie też nie ratują tego, no cóż, literackiego barachła. Nie mają prawie żadnych cech charakteru, podejmują pozbawione logiki decyzje, irytują swoim zerowym instynktem samozachowawczym, wszyscy mówią dokładnie tak samo, mimo że pochodzą z różnych środowisk. A, bo styl Mroza też taki jest - żaden, sterylny, wręcz encyklopedyczny.
A finalny zwrot akcji to jest kwintesencja tej powieści, wisienka na torcie. Totalne nieporozumienie doprowadzone do takiego gargantuicznego absurdu, że naprawdę uznałem, że autor napisał powieść tak złą, żeby udowodnić, że niewymagający czytelnik przyjmie wszystko, co wzbudzi w nim emocje, nawet jeśli będzie to całkowicie pozbawione sensu.
Jeśli ktoś oglądał film "Adaptacja" S. Jonze'a, to Mróz jest dosłownie wcieleniem Donalda Kaufmana - pisarza, który chcąc stworzyć Powieść, wymyśla taką niemożebną bzdurę, że aż bolą zęby. A jednak się sprzedaje.
Bo "Wybaczam ci" jest jak hamburger z fast-foodu. Wiesz, że nie ma to żadnej wartości i jest w zasadzie najgorszym, co można było wybrać na obiad, ale jednak chwila moment i zjedzone. To literacki fast-food, podczas którego naprawdę trudno nie złapać się za głowę z przejmującej żenady.
Z jednej strony nie powinienem rozciągać opinii o "Wybaczam ci" na całą twórczość Mroza, bo to pierwsza jego książka, po jaką sięgnąłem, żeby w końcu sprawdzić, skąd ta popularność. Z drugiej jednak trudno jest mi oczekiwać, że ktoś, kto napisał coś tak złego, może być utalentowanym pisarzem. Albo w ogóle sensownym pisarzem.
Moją ulubioną postacią w książce był policjant...
2024
2024
Po przeczytaniu pierwszej połowy książki byłem zupełnie skołowany. Kompletnie nie mogłem zrozumieć, dlaczego "Skarb" nie tylko stał się tak potężnym bestsellerem, ale też wzbudza tak duże kontrowersje. Bo pierwsza połowa (druga w zasadzie też, chociaż wyraźnie mniej) jest zwyczajnie mało interesującą opowieścią obyczajową/coming-of-age, z męczącymi, niezbyt pogłębionymi bohaterami, nieciekawą, napisaną przeciętnie, chociaż też nie jakoś spektakularnie źle. Nie chciało się do tego zupełnie wracać, zwłaszcza że praktycznie każdy rozdział opierał się na tym samym schemacie wydarzeń.
Drugą połowę "Skarbu" czytało się już dużo szybciej i przyjemniej, bo zerowa dramaturgia pierwszej części trochę zanika i się dynamizuje. Tylko że niestety wraz z nią dynamizują się te niesławne kontrowersje. Bo w pewnym momencie główna bohaterka, Hailie, a wraz z nią, jak się zdaje, sama książka, zaczyna stopniowo legitymizować agresywne zachowania swoich braci, tytułowych Monetów, podobnie jak toksyczne relacje, które z nimi ma. Jeden z braci zepchnął nastolatka ze schodów, chcąc wyrządzić mu poważną krzywdę? Niefajnie, ale w sumie potem przytulił Hailie i powiedział jej coś miłego, więc nie ma tragedii. Inny kontroluje ją na każdym kroku do tego stopnia, że śledzi, gdzie jest 24/7, zakazuje jej rozmawiać z kolegami w szkole i otwarcie jej grozi? Podejrzane, ale w sumie Hailie natyka się na niebezpiecznych ludzi, więc uzasadnione. I tego w tej książce jest pełno - na każde zwyczajnie patologiczne zachowanie Monetów znajdzie się jakieś tam usprawiedliwienie. Przez pół książki bracia uprawiają na Hailie regularny gaslighting i mam wrażenie, że przez drugie pół książka próbuje robić to z czytelnikiem. "Skarb" tak stara się manipulować, żebyśmy uwierzyli, że to my źle oceniamy braci Monet, bo koniec końców to równe chłopy, opiekuńcze i oddane. A to, że praktycznie bez powodu potrafią komuś połamać nogi albo dosłownie traktować 15-latkę jak psa na smyczy? Pff, bez przesady. Wisienką na torcie jest przedstawienie poważnego problemu zaburzeń odżywiania, na które doskonałą receptą wg "opiekuńczych i oddanych" braci Monet są groźby, zastraszanie i wmuszanie jedzenia siłą. Bardzo odpowiedzialne podejście w książce przeznaczonej dla nastolatek...
Co ciekawe, w pewnym momencie uznałem, że "Skarb" miałby potencjał na jakiś thriller psychologiczny tematyzujący właśnie gaslighting, z podszyciem rodzinnej tragedii. Ale ani cel książki wyraźnie taki nie był, ani warsztat pisarki raczej by na to nie pozwolił. Po kolejne części absolutnie nie sięgnę, bo ani to ciekawe, ani pożyteczne. Po prostu niesamowicie przeciętne, z potencjałem na szkodzenie młodszym czytelnikom.
Po przeczytaniu pierwszej połowy książki byłem zupełnie skołowany. Kompletnie nie mogłem zrozumieć, dlaczego "Skarb" nie tylko stał się tak potężnym bestsellerem, ale też wzbudza tak duże kontrowersje. Bo pierwsza połowa (druga w zasadzie też, chociaż wyraźnie mniej) jest zwyczajnie mało interesującą opowieścią obyczajową/coming-of-age, z męczącymi, niezbyt pogłębionymi...
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to