Opinie użytkownika

Filtruj:
Wybierz
Sortuj:
Wybierz

Na półkach: , , , , , ,

Odkąd pamiętam, baśnie zaglądają mi w oczy, serce i duszę. Począwszy choćby od wczesnego dzieciństwa, z którego moje najwyrazistsze wspomninie to stanowczo głos babci, która za pomocą historii spisanych przez braci Grimm prowadziła mnie do krainy snów. Głos ten powrócił do mnie, gdy z wypiekami na twarzy śledziłam losy barwnych bohaterów, wykreowanych przez niekwestionowaną mistrzynię - panią Leigh Bardugo.

"Język cierni" to arcydzieło. Począwszy od przyciągającej wzrok okładki, przez ilustracje we wszystkich odcieniach świata, aż do samych historii. Mamy tu dokładnie sześć pięknych baśni, rozgrzewających serce i ochładzających duszę. Przypominających nieco opowieści, które znamy z czasów dzieciństwa, ale mimo to będących mrocznymi i tajemniczymi.

Już na samym początku poznajemy Ayamę, młodą kobietę, której głos i wyobraźnia pozwalają obłaskawić przerażającego potwora, a także wyjawić prawdę o jej królestwie. Potem jest tylko ciekawiej - wraz ze sprytnym lisem i pewną dziewczyną przemierzamy leśne ostępy Ravki, wraz z ubogim griszą spoglądamy na strumień, zwany Małym Nożykiem. Tęsknimy za Ketterdamem, zupełnie jak pewien Dziadek do Orzechów. Czujemy żar bijący z pieśni udręczonej przez życie syreny... .

"Jeżeli jesteś na tyle niemądry, by zboczyć ze ścieżki, tylko od ciebie zaley, czy wrócisz na drogę" - Leigh Bardugo

Odkąd pamiętam, baśnie zaglądają mi w oczy, serce i duszę. Począwszy choćby od wczesnego dzieciństwa, z którego moje najwyrazistsze wspomninie to stanowczo głos babci, która za pomocą historii spisanych przez braci Grimm prowadziła mnie do krainy snów. Głos ten powrócił do mnie, gdy z wypiekami na twarzy śledziłam losy barwnych bohaterów, wykreowanych przez niekwestionowaną...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

"Grą na wielu bębenkach" zainteresowałam się w swój narodowy sposób - trzeba było cierpliwie poczekać, aż autorka zrobi coś wybitnego. No i zrobiła, a jakże: dostała Nagrodę Nobla. Nie było zatem rady, trzeba było wybrać się do biblioteki, cierpliwie powalczyć o jakiekolwiek wydanie i przytachać je do domu, by tam w ciszy rozkoszować się literackim kunsztem pani Tokarczuk (i przy okazji przed samą sobą udawać, że wcale nie mam nawału obowiązków).

Niesamowite, że w tak barwny sposób można opowiedzieć o codziennych - a także tych mniej codziennych - sprawach. Chciałabym powiedzieć coś jeszcze, ale doskonale wiem, że sukces pani Tokarczuk mówi sam za siebie, a kunszt literacki broni się sam.

"Grą na wielu bębenkach" zainteresowałam się w swój narodowy sposób - trzeba było cierpliwie poczekać, aż autorka zrobi coś wybitnego. No i zrobiła, a jakże: dostała Nagrodę Nobla. Nie było zatem rady, trzeba było wybrać się do biblioteki, cierpliwie powalczyć o jakiekolwiek wydanie i przytachać je do domu, by tam w ciszy rozkoszować się literackim kunsztem pani Tokarczuk...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Nie oczekiwałam po tej historii wiele - w końcu należy do cyklu o nazwie "Dwór Cierni i Róż", który z każdą kolejną powieścią rozczarowywał mnie coraz bardziej.

Tymcaszem, zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie dość, że najnowszy z "Dworów" jest niesamowicie klimatyczny - czyż jest na świecie coś lepszego niż czas oczekiwania na święta? - to jeszcze skupia się na losach bohaterów po pokonaniu Hybernii. Czyż przyjrzenie się codzienności Mor, Amreny, Kasjana, Azriela, Luciena, Nesty, Elainy, a także Rhysanda i Feyry nie stanowi swoistego smaczka dla starych wyjadaczy serii? Ależ stanowi, nawet dla tych mniej entuzjastycznie nastawionych!

Nie oczekiwałam po tej historii wiele - w końcu należy do cyklu o nazwie "Dwór Cierni i Róż", który z każdą kolejną powieścią rozczarowywał mnie coraz bardziej.

Tymcaszem, zostałam bardzo pozytywnie zaskoczona. Nie dość, że najnowszy z "Dworów" jest niesamowicie klimatyczny - czyż jest na świecie coś lepszego niż czas oczekiwania na święta? - to jeszcze skupia się na...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Gdy byłam młodsza, w podręczniku znalazłam reprodukcję obrazu Salvadora Dali, "Trwałość pamięci" zaś zrobiła to, co powinna - przetrwała w mej pamięci aż do czasu, gdy moja babcia wróciła z księgarni z pewnym wyjątkowo cennym nabytkiem w postaci powieści Caroliny de Robertis.

Mam wrażenie, że mój umysł, nawet wsparty ogromem słowników, nie będzie w stanie znaleźć wyażenia, które mogłoby opisać wszystko, co wiąże się z "Perłą". Nie ma na świecie słów, które mogłyby w pełni oddać to, co przeżyłam, trzymając tę książkę w dłoniach. Łzy, zmieszane z odrobiną wściekłości, delikatne uśmiechy... tyle emocji, które nie zostały jeszcze w pełni uciszone. I mam nadzieję, że już wiecznie będą krążyć w moich żyłach, że uda im się meandrować we mnie po kres świata, tak jak meandrował czas w "Perle".

Zwróciłam jeszcze uwagę na niesamowity klimat powieści. Magia realizmu, realizm magii... zupełnie tak, jakby autorka zaadapowała znane sobie tylko nienamalowane obrazy Salvadora Dalego i w wirtuozowski sposób przekuła jej w słowa.

O, bogowie, ależ to była porywająca lektura. Ależ to jest ważna książka!

Gdy byłam młodsza, w podręczniku znalazłam reprodukcję obrazu Salvadora Dali, "Trwałość pamięci" zaś zrobiła to, co powinna - przetrwała w mej pamięci aż do czasu, gdy moja babcia wróciła z księgarni z pewnym wyjątkowo cennym nabytkiem w postaci powieści Caroliny de Robertis.

Mam wrażenie, że mój umysł, nawet wsparty ogromem słowników, nie będzie w stanie znaleźć...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Wydawać by się mogło, że teraz na Feyrę i Tamlina czeka już tylko sławne "i żyli długo i szczęśliwie". Tymczasem do ich związku wkradają się wątpliwości, demony przeszłości, zazdrość... i Rhysand. Kochany Rhysand, który nie dość, że nie powidział jeszcze ostatniego słowa, to jeszcze wykazuje "niezdrowe zainteresowanie" edukacją kochanej przez tłumy Feyry Wyzwolicielki.

O ile pierwszy z osławionych "Dworów" pozostawił po dobie niedosyt i - zgodnie z moją subiektywną opinią - niezbyt nadawał się do rozpalenia ciekawości czytelnika, to drugi jest już dużo bardziej oryginalny i wciągający. Naprawdę, gratuluję pani Maas wyobraźni, bowiem niejednokratnie wstrzymywałam oddech z zachwytu. Kto by przypuszczał, że aż tyle wątków z życia Feyry znajdzie nagłe, dobrze przemyślane wytłumaczenie.

Oczywiście, muszę zgodzić się z przedmówczyniami: Rhys to złoto. Albo przynajmniej pięknie obrobione, cieszące oko srebro. Cierpię jednak na niedosyt jego towarzyszy, zwłaszcza Azriela i Amreny, chociaż Kasjan i Mor również wydają się niezwykle ciekawi. Jeśli już zgłębiamy się w postaci: bogowie, Feyra odzyskuje swój charakter, chwała niech będzie Dworowi Nocy. Gdyby tak jeszcze jej urok nie rozkochiwał w sobie każdego napotkanego przedstawiciela płci brzydkiej, stałaby się jedną z moich ulubionych damskich postaci.

Ach, Dwory. Zarówno Nocy i Lata zostały pięknie przedstawione. W ogóle, cały Pyrthian jest niesamowity, włączając w to chatę pewnej "kochanej" Tkaczki.

Pora na drobne podsumowanie. Ten z "Dworów" wychodzi na plus, zwłaszcza w zestawieniu z poprzednią częścią. I jest to naprawdę dobra wiadomość.

Wydawać by się mogło, że teraz na Feyrę i Tamlina czeka już tylko sławne "i żyli długo i szczęśliwie". Tymczasem do ich związku wkradają się wątpliwości, demony przeszłości, zazdrość... i Rhysand. Kochany Rhysand, który nie dość, że nie powidział jeszcze ostatniego słowa, to jeszcze wykazuje "niezdrowe zainteresowanie" edukacją kochanej przez tłumy Feyry Wyzwolicielki.

O...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Feyra to łowczyni - a jej łowy mają na celu wyżywienie całej rodziny, która nie do końca jest skora do pomocy w tym przedsięwzięciu. Pewnego dnia dziewczyna zabija wielkiego wilka, przedstawiciela rasy Fae, która zamieszkuje krainy za owianym złą sławą Murem. To wydarzenie zmienia całe jej życie.

Mamy do czynienia z opowiedzianą od nowa znaną baśnią o dziewczynie, która potrafi pokochać potwora i sprawić, by potwór ten zmienił się na lepsze. Tylko... ta wersja "Pięknej i Bestii" przyprawiłaby animatorów Disneya o palpitacje serca. Wiecie - krew, flaki, łamane kości, pod koniec kilka namiętnych scenek (które rzekomo pojawiały się nawet we francuskim oryginale oryginałów).

Mimo mojej wielkiej miłości do samej baśni, do niesamowitego klimatu Pyrthianu i bohaterki, która - o dziwo - całkiem przypadła mi do gustu, przez większość powieści właściwie brnęłam z największym trudem. Nie chodzi o to, że była zła. Po prostu wiało z niej nudą.

Może chodzi o to, że tę wersję spokojnego procesu zakochiwania się w sobie serwowano nam już zbyt wiele razy. Może wina leży po stronie faktu, że tak naprawdę, poza zakochiwaniem się w sobie, Feyra i Tamlin długo robili niewiele innych rzeczy. A przynajmniej nie pokazywano nam tych innych rzeczy.

Są tu jednak fragmenty, które kradną serce. Należy do nich choćby moment, w którym Feyra na powrót zdaje sobie sprawę, że nie żyje w idylli i - jeśli chce swojego szczęścia - sama musi o nie walczyć. Kiedy znów dochodzi do niej jak silną kobietą jest.

Podsumowując: "Dwór cierni i róż" naprawdę nie jest złą książką. Czytelników kochających szybką akcję i dreszczyk emocji zapewne długo będzie nudził, ale końcówka... cóż, jest warta przebrnięcia przez trudne początki.

Feyra to łowczyni - a jej łowy mają na celu wyżywienie całej rodziny, która nie do końca jest skora do pomocy w tym przedsięwzięciu. Pewnego dnia dziewczyna zabija wielkiego wilka, przedstawiciela rasy Fae, która zamieszkuje krainy za owianym złą sławą Murem. To wydarzenie zmienia całe jej życie.

Mamy do czynienia z opowiedzianą od nowa znaną baśnią o dziewczynie, która...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Słyszałam wiele marnych opinii na temat "Kirke". Że nudna. Że zupełnie nie skłania do głębokich przemyśleń. Że bohaterowie są jednowymiarowi, a ich dialogi to szeroko pojęty dramat. Może tkwi w tym ziarnko prawdy, w dodatku całkiem spore, takie kiełkujące. Nie zmienia to jednak faktu, że dla dziewczyny zdesperowanej i przygniecionej obfitością życia edukacyjno-prywatnego, nie istniało nic lepszego, by zwolnić i odetchnąć, choć przez krótką chwilę.

To właśnie spokojna akcja, niemal sielskie klimaty i asystowanie Kirke podczas jej spółkowania z dziką przyrodą sprawiły, że czułam się naprawdę przyjemnie. Prawie jak na wakacjach, nawet jeśli te wakacje miały wynosić średnio kwadrans dziennie.

Słyszałam wiele marnych opinii na temat "Kirke". Że nudna. Że zupełnie nie skłania do głębokich przemyśleń. Że bohaterowie są jednowymiarowi, a ich dialogi to szeroko pojęty dramat. Może tkwi w tym ziarnko prawdy, w dodatku całkiem spore, takie kiełkujące. Nie zmienia to jednak faktu, że dla dziewczyny zdesperowanej i przygniecionej obfitością życia edukacyjno-prywatnego,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to

Okładka książki Pax Jon Klassen, Sara Pennypacker
Ocena 7,8
Pax Jon Klassen, Sara Pennypacker

Na półkach: , , , ,

"Paxa" mijałam w Empiku regularnie, odkąd tylko się tam pojawił. Właściwie, toczyłam swoistą wojnę z tą książką, która kusiła mnie ze swojej półki, niemal posyłała powłóczyste spojrzenia spod półprzymkniętych powiek. Wygrywałam aż do kwietnia zeszłego roku, a potem wszystkie moje plany diabli wzięli.

Gdyby nie pewien polonistyczny konkurs, prawdopodobie dalej trwałabym w słodkiej niewiedzy i nie przeżyła małego załamania nerwowego. Do tej pory, gdy spoglądam na tę powieść, stojącą na mojej półce, w oku kręci mi się pełno łez. A każda z nich, gdy już spłynie po policzku, przypomina, że było warto. Było - za przeproszeniem - cholernie warto.

Mądra historia o lisku i jego chłopcu, których rozdzieliła wojna. Lekcja życia i przyjaźni. Definicja miłości, która przecież nie jest tak prostym i cukierkowym uczuciem, jak wmawiają nam media. Niestety - o tym właśnie uczy nas Sara Pennyparker - miłość to również ten moment, w którym pozwalamy komuś odejść nawet, jeśli jesteśmy w stanie zrobić dla niego dosłownie wszystko.

Gdybym miała wybierać pomiędzy "Oskarem i Panią Różą", "Małym Księciem" i "Paxem", bez wahania wskazałabym dzieło pani Pennyparker. Choć każda z tych książek niesie za sobą ogromne pokłady ponadczsowych wartości, jedynie "Pax" doprowadził mnie do płaczu (powinnam raczej nazwać to beznadziejnie słabym szlochem i wydmuchiwaniem jednej chusteczki po drugiej).

"Paxa" mijałam w Empiku regularnie, odkąd tylko się tam pojawił. Właściwie, toczyłam swoistą wojnę z tą książką, która kusiła mnie ze swojej półki, niemal posyłała powłóczyste spojrzenia spod półprzymkniętych powiek. Wygrywałam aż do kwietnia zeszłego roku, a potem wszystkie moje plany diabli wzięli.

Gdyby nie pewien polonistyczny konkurs, prawdopodobie dalej trwałabym w...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , , , ,

Ach, Słowianie. Ach, słowiańskie wątki w literaturze fantasy. Ach, kraj inspirowany naszą kochaną ojczyzną! I w końcu: ach, lekki, przyjemny styl Naomi Novik! Czy jest coś więcej, czego potrzeba pannie Allegrze do szczęścia? Hm, może tylko inspiracji jej ulubioną baśnią...

Dalej ze szczegółami pamiętam grudzień, który pozwolił mi sięgnąć po dzieło tej Amerykanki polskiego pochodzenia. Prezent mikołajkowy od cioci dał mi schronienie i do tej pory lubię ukrywać się za kartkami "Wybranej".

Pora zatem na krótki opis. Agnieszka mieszka wraz z rodziną niedaleko mrocznego Boru, który zagraża okolicznej ludności. Dziewczyna nie grzeszy urodą, czy choćby roztropnością i gracją. Coś jednak sprawia, że tajemniczy czarnoksiężnik z wieży nieopodal wybiera właśnie ją, by przez kolejnych kilka lat towarzyszyła mu w codziennej pracy i życiu. Nie przewiduje tylko, że poza umiejętnością niszczenia wszystkiego na swojej drodze i wprowadzania chaosu dosłownie wszędzie, Agnieszkę cechuje również upór i nieprzewidywalność... .

Uwielbiam sposób, w jaki historia toczy się do przodu. Kocham także wątek romantyczny, który - choć wyraźnie zaznaczony - nie jest nachalny; widać, że poza nim jest również piękna opowieść o naturze, magii i silnej młodej kobiecie.

"Wybrana" posiada z resztą jeden, wielki plus. Cała historia zaczyna się i kończy w jednej książce. Autorka nie stara się na siłę stworzyć z niej serii, co z resztą sama przyznaje w jednym z wywiadów, dodając, że (podobnie do mnie) woli, gdy opowieść jest zamknięta, bez dodatkowych części.

Ostatnią dobrą stroną, na którą zwracam uwagę, jest zakończenie. Nikt nie pokazuje nam ślubu z bajki, oznajmiając, że "teraz żyli tługo i szczęśliwie". Reszty historii każdy możę domyślić się na własną rękę, samemu "dopowiedzieć sobie" ciąg dalszy. I to jest piękne.

Ach, Słowianie. Ach, słowiańskie wątki w literaturze fantasy. Ach, kraj inspirowany naszą kochaną ojczyzną! I w końcu: ach, lekki, przyjemny styl Naomi Novik! Czy jest coś więcej, czego potrzeba pannie Allegrze do szczęścia? Hm, może tylko inspiracji jej ulubioną baśnią...

Dalej ze szczegółami pamiętam grudzień, który pozwolił mi sięgnąć po dzieło tej Amerykanki polskiego...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: ,

Gdy dawno temu natknęłam się na powieść Jodi Picoult i dodałam ją do własnej listy: "Trzeba to kiedyś przeczytać", nie sądziłam, że "Czarownice (…)" okażą się aż tak interesującym zjawiskiem. A jednak.

Mamy do czynienia ze spokojnym miasteczkiem w stanie Massachusetts, jednym z tych, w których sąsiedzi wiedzą o tobie więcej, niż ty sam. Tu właśnie po raz pierwszy spotykamy Addie Peabody, właścicielkę restauracji o wdzięcznej nazwie Do-Or-Diner. Tutaj też dochodzi do spotkania kobiety z Jackiem St. Bridem, byłym nauczycielem historii, który skrywa w sobie pewną niechlubną tajemnicę. Między tą dwójką od razu iskrzy, jednak demony przeszłości nie pozwalają żadnemu z nich o sobie zapomnieć. Zaczynają nawet zagrażać ich świeżemu związkowi.

Tytułowe czarownice to czwórka nastolatek, które zgłębiają tajemnice religii Wicca. Całej ich paczce dowodzi Gillian Duncan, córka miejscowego wytwórcy leków. Choć ojciec widzi dziewczynę w najlepszym świetle, to prawda o Gillie jest zupełnie inna.

Książka powoli odkrywa przed czytelnikiem swe tajemnice. Nie śpieszy się z wyjaśnieniem niczego, co prowadziłoby do rozwiązania pewnej kryminalnej zagadki. Mgła ostatniej tajemnicy jest z resztą rozwiana dopiero w daniu kończącym historię. Zdaniu, które pozostanie mi w pamięci na zawsze.

Miałam marzenie, by podsumować swą wypowiedź czymś inteligentnym i światłym, jednak do głowy przychodzi mi tylko jedna myśl...

… najciemniej jest pod latarnią.

Gdy dawno temu natknęłam się na powieść Jodi Picoult i dodałam ją do własnej listy: "Trzeba to kiedyś przeczytać", nie sądziłam, że "Czarownice (…)" okażą się aż tak interesującym zjawiskiem. A jednak.

Mamy do czynienia ze spokojnym miasteczkiem w stanie Massachusetts, jednym z tych, w których sąsiedzi wiedzą o tobie więcej, niż ty sam. Tu właśnie po raz pierwszy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , , ,

Hah, moja pierwsza w życiu manga, przeczytana tuż po pierwszym w życiu anime, poniekąd również "Hellsingu". Pozwólcie, że od razu wypowiem się o całej serii.

Jako dość niepoprawna fanka wampirów, tajemnych organizacji i silnych kobiet, musiałam siłą rzeczy pokochać całą serię. Do tej pory, gdy tylko spojrzę na stojące na półce dziesięć wysłużonych tomów, ogarnia mnie cudowne uczucie, a serce bije tak szybko, że w ciągu kilku sekund w moim krwioobiegu znajduje się tyle krwi, ile przelano w czasie trwania całej mangi. A było tego sporo.

Z resztą musimy przyznać: Kohta Hirano odwalił po prostu rewelacyjną robotę. Czy jest obecny klimat? Owszem! Stary jak świat wampir o epickiej mocy, mogący pozbyć się całego miasta w kwadrans? Oczywiście! Niesamowita blondynka o sile przeciętnego czołgu i ze zgubnym, acz niezwykle klimatycznym nałogiem? Cóż, sir Integra Fairbrook Wingates Hellsing melduje się na posterunku, z cygarem w dłoni. Mamy nawet nutkę słodkość, w postaci Victorii Seras, młodej, a mimo to niebezpiecznej wampirzycy.

Oczywiście, nie obejdzie się bez antagonistów, toteż watykańska agencja do zwalczania wampirów: "Iscariote" a także nazistowskie żywe trupy ruszają, by zepsuć życie wszystkim stojącym po drugiej stronie barykady.

Może być pięknej? Drodzy państwo, jeżeli macie wolny wieczór, a do tego chrapkę na nieskomplikowaną opowieść o wampirach, "Hellsing" jest właśnie dla was!

Hah, moja pierwsza w życiu manga, przeczytana tuż po pierwszym w życiu anime, poniekąd również "Hellsingu". Pozwólcie, że od razu wypowiem się o całej serii.

Jako dość niepoprawna fanka wampirów, tajemnych organizacji i silnych kobiet, musiałam siłą rzeczy pokochać całą serię. Do tej pory, gdy tylko spojrzę na stojące na półce dziesięć wysłużonych tomów, ogarnia mnie...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

Cudowny początek mangi poznanej dzięki uprzejmości dobrej przyjaciółki. Z resztą, gdyby nie ona (no i "Hellsing"...), wzbraniałabym się przed tym gatunkiem z całą mocą.

Wszystko ma miejsce w świecie, gdzie najlepiej rozwiniętą nauką jest alchemia, czyli sztuka "majstrowania" przy materii tworzącej otaczającą nasz rzeczywiśtość. Edward Elric zaś to najmłodszy, a przy okazji jeden z najlepszych alchemików; wraz z młodszym bratem Alphonsem, chłopak popełnia wielkie głupstwo i stara się przywrócić życie zmarłej matce. Nie dość, że im się nie udaje, to jeszcze Al zostaje pozbawiony swego ciała, a Edward traci rękę i nogę. Od tej chwili jego dusza zostaje zamknięta w zbroi, a jego brat zmuszony jest nosić metalowe implanty. Na szczęście, bracia Elric to stworzonka na tyle zdesperowane i na wskroś upatrte, że postanawiają walczyć o "zwrot" utraconych ciał.

"Fullmetal (...)" jest wybitny. I mówię tu o całej serii. Poza wciągającym scenariuszem, mamy tu nieszablonowe postaci, silne i niebezpieczne kobiety, a przede wszystkim pokaz wielu różnych odcieni miłości. Powaga miesza się tu z niepowtarzalnym humorem Hiromu Arakawy. Wszystko to tworzy mieszankę, która sprawia, że od mangi ciężko się oderwać.

Cudowny początek mangi poznanej dzięki uprzejmości dobrej przyjaciółki. Z resztą, gdyby nie ona (no i "Hellsing"...), wzbraniałabym się przed tym gatunkiem z całą mocą.

Wszystko ma miejsce w świecie, gdzie najlepiej rozwiniętą nauką jest alchemia, czyli sztuka "majstrowania" przy materii tworzącej otaczającą nasz rzeczywiśtość. Edward Elric zaś to najmłodszy, a przy...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , ,

Wiktoriański kryminał, z nutką szaleństwa w tle... cóż, po ciężkim roku szkolnym sięgałam po "Tajemnicę Lady Audley" z nadzieją, że pozwoli mi odreagować i przenieść się do epoki, która bezpowrotnie minęła. Nie zawiodłam się, a co więcej, moja lista "Książkowych miłości wszech czasów" zyskała jednego, cudownego członka.

Zacznijmy jednak od początku. Tytułow Lucy Audley to na pozór urocza i nieco naiwna młoda żona sir Michaela Audleya. Na pierwszy rzut oka, jej jedyną fanaberię stanowi otaczanie się przesadnym przepychem. Nie dajcie się jednak zwieść, bowiem przeszłość Lucy kryje wiele niechlubnych tajemnic. Za jedną z nich ktoś będzie musiał przypłacić życiem.

Naturalnie, polecam tę klasykę każdemu, kto tylko stanie na mojej drodze. Jeśli jednak "Tajemnica (...)" wpadnie już w wasze łapki, pamiętajcie o jednym: powieść liczy sobie ładnych "parę" lat, toteż styl, obyczajność i reszta klimatycznych elementów, może na początku wydać wam się cokolwiek zaskakująca.

Wiktoriański kryminał, z nutką szaleństwa w tle... cóż, po ciężkim roku szkolnym sięgałam po "Tajemnicę Lady Audley" z nadzieją, że pozwoli mi odreagować i przenieść się do epoki, która bezpowrotnie minęła. Nie zawiodłam się, a co więcej, moja lista "Książkowych miłości wszech czasów" zyskała jednego, cudownego członka.

Zacznijmy jednak od początku. Tytułow Lucy Audley to...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach:

Źle nie jest - co to, to nie! A co więcej, jest nawet bardzo dobrze.

Wiele zwrotów akcji, spore zaskoczenie pod sam koniec, a - co najważniejsze, przynajmniej dla zatwardziałej tępicielki tegoż cudownego bohatera - Ben w końcu zniknął z życia głównej bohaterki, pozostawiając miejsce Aidenowi. (TAK!)

Całą trylogię czytałam z wielką przyjemnością, a każda strona sprawiała, że coraz bardziej zagłębiałam się w świat przedstawiony w "Zresetowanej". W końcu nie byłam w stanie odłożyć książki na półkę, zawzięcie pochłaniając ją aż do trzeciej nad ranem. I - choć należę do szacownego grona śpiochów - nie żałowałam nawet jednej nieprzespanej tej nocy minuty.

Z czystym sercem zaświadczam, iż "Osaczona" to niesamowita przygoda. Zanim jednak do niej dołączycie... cóż, zapnijcie pasy, bo przed wami szalona jazda trudnym góskim szlakiem.

Źle nie jest - co to, to nie! A co więcej, jest nawet bardzo dobrze.

Wiele zwrotów akcji, spore zaskoczenie pod sam koniec, a - co najważniejsze, przynajmniej dla zatwardziałej tępicielki tegoż cudownego bohatera - Ben w końcu zniknął z życia głównej bohaterki, pozostawiając miejsce Aidenowi. (TAK!)

Całą trylogię czytałam z wielką przyjemnością, a każda strona sprawiała,...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to


Na półkach: , , ,

O "Szóstce Wron" mogłabym mówić dużo, żywo, żarliwie gestykulując. W końcu bohaterowie to żywe, oddychające istoty, historia jest niemniej nieprzewidywalna niż oni, a relacje między nimi chechuje wiarygodność, niekiedy dramatyzm poprzeykany nitkami wisielczego humoru.

To dla mnie niepojęte, jak można upchnąć tyle zwrotów akcji, intryg i ciętych ripost w jednej książce? Jak można sprawić, by czytelnik oddychał zatęchłym powietrzem Ketterdamu i mroźnym, północnym wiatrem? A w końcu... jakże można stworzyć bohaterów tak wyrazistych, by wszystkie nazwiska pozostały w głowie na długo po ostatnim spotkaniu z książką?

Drodzy współrecenzenci, przeczytajcie. Być może nie odnajdziecie odpowiedzi na moje pytania, a najpewniej zadacie ich jeszcze więcej. Mogę Wam jednak obiecać, że Leigh Bardugo i jej dzieło nie pozwolą, byście się zawiedli.

O "Szóstce Wron" mogłabym mówić dużo, żywo, żarliwie gestykulując. W końcu bohaterowie to żywe, oddychające istoty, historia jest niemniej nieprzewidywalna niż oni, a relacje między nimi chechuje wiarygodność, niekiedy dramatyzm poprzeykany nitkami wisielczego humoru.

To dla mnie niepojęte, jak można upchnąć tyle zwrotów akcji, intryg i ciętych ripost w jednej książce? Jak...

więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to