-
Artykuły
Strata boli - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać1 -
Artykuły
"To nie jest rozmowa na telefon" - weź udział w konkursie i wygraj spotkanie z Jakubem Bączykowskim!
LubimyCzytać11 -
Artykuły
WKU
Wojtek0 -
Artykuły
Międzywojenny Poznań, tajemnice zaklęte w wodzie i na karkonoskich szlakach.
LubimyCzytać8
Biblioteczka
2024
2024
Książka już na wstępie zaczyna się nietypowo, bo od podziękowań. W zasadzie już na początku tej makabrycznej przygody (i to nie tylko ze względu na kanibali) dowiadujemy się, że współautorka książki w rzeczywistości… jej nie napisała. Była kimś w rodzaju muzy dla autora, a Berry-Dee uznał to za wystarczający powód, by umieścić ją tuż obok swojego nazwiska.
Najlepszym wśród najgorszych rozdziałów okazał się być ten, który przedstawiał rys historyczny kanibalizmu. Mimo, że była to najobszerniejsza część książki i jednocześnie ta, do której Bee najbardziej się przyłożył to zapomniał o dość istotnym elemencie – podaniu źródeł. Jak widać, przypisy czy bibliografia u autora się nie przyjęły, nie miał on za to problemu, by na łamach książki cytować samego siebie. Momentami historie aktów kanibalistycznych Berry-Dee podawał chronologicznie, by zaraz potem skakać po osi czasu niczym przy grze w klasy.
Choć w zamyśle książka miała przedstawiać sylwetki morderców stosujących praktyki kanibalistyczne to wśród 14 omawianych przypadków znalazło się kilku morderców, którzy kanibalami w ogóle nie byli albo przynajmniej nie było na to żadnych solidnych dowodów. Dla Narcyza-Bee nie stanowiło to jednak żadnej przeszkody, bo dzięki temu mógł puścić wodzę fantazji i sfabularyzować historie tak, by pasowała pod motyw przewodni książki. Niekiedy trudno jest odróżnić to, co jest faktem, a co wytworem wyobraźni i domysłów autora.
Megalomańskie zapędy, nierównomierne rozdziały czy nad wyrost sensacyjna narracja to bez cienia wątpliwości ogromne wady tej pozycji. Ale największą w moim odczuciu jest kompletny brak szacunku autora dla zmarłych. Nazwanie „gnijącymi zabawkami Geina” osób, które po pochówku morderca zbezcześcił czy cytat „Może z odrobiną przypraw Bernice Worden nie smakowała aż tak źle” to powody, dla których uważam tę książkę za po prostu szkodliwą. Takie słowa spod pióra kogokolwiek, a szczególnie „kryminologa” nie powinny paść nigdy, choćby w humorystycznym tonie.
Książka już na wstępie zaczyna się nietypowo, bo od podziękowań. W zasadzie już na początku tej makabrycznej przygody (i to nie tylko ze względu na kanibali) dowiadujemy się, że współautorka książki w rzeczywistości… jej nie napisała. Była kimś w rodzaju muzy dla autora, a Berry-Dee uznał to za wystarczający powód, by umieścić ją tuż obok swojego nazwiska.
Najlepszym...
Sprzątanie po zgonach to profesja równie ciekawa, co nieznana. Małgorzata Węglarz w rozmowie z Mateuszem Węgorowskim i innymi przybliża kulisy tego nieopisanego dotąd zawodu. Ww. to założyciel jednej z pierwszych firm na polskim rynku, specjalizującej się w sprzątaniu funeralnym. Niejednokrotnie słyszy się współczujące głosy wobec służb mundurowych, które prowadzą różnego rodzaju czynności na miejscach zgonów. Jednak w tym wszystkim zapomina się o ludziach, którzy po tych zgonach muszą jeszcze posprzątać. Jak to robią? Czy ich praca jest niebezpieczna? I co jest jej motorem napędowym?
Śmierć z pewnością nie jest tematem łatwym, a sprzątanie po niej obciążone jest nie tylko trudnym ładunkiem psychicznym, wizualnym, ale także zapachowym. Obcując ze śmiercią dobrze jest rozładować powstałe napięcie emocjonalne, choćby humorem. I w tej książce znalazły się sytuacyjne żarty, by nie zadręczyć czytelnika śmiertelnie poważnym podejściem do omawianego tematu.
Książka jest naprawdę dobrze wydana, przyciągająca uwagę okładka (i tytuł) oraz wcale niemniej tematyczne wnętrze to zalety, o których warto nadmienić. Nie przypadły mi jednak do gustu sensacyjne cytaty zajmujące całe strony, a które to zawarte są w treści rozmowy. Wskutek czego przychodzi nam czytać dwa razy to samo. Zdecydowanie bardziej widziałabym tam słowa od rozmówców, które w treści rozmowy nie padły. W książce znajdziemy także zdjęcia z miejsc zgonów, których moim zdaniem mogłoby być nieco więcej.
We wstępie autorka nadmienia, że słowo „godność” jest jednym z ostatnich, jakiego można by użyć w kontekście sprzątania po zgonach. Jak się jednak okazuje, autorzy udowodnili, że można o tym zagadnieniu w sposób godny opowiedzieć przy jednoczesnym poszanowaniu zmarłych. Ta pozycja nie tylko przybliża zagadnienie sprzątania funeralnego, ale również skłania do refleksji. Cytując słowa autorki z jej występu TEDx - tę książkę można podsumować zaledwie jednym zdaniem: „carpie diem, ale memento mori”.
Sprzątanie po zgonach to profesja równie ciekawa, co nieznana. Małgorzata Węglarz w rozmowie z Mateuszem Węgorowskim i innymi przybliża kulisy tego nieopisanego dotąd zawodu. Ww. to założyciel jednej z pierwszych firm na polskim rynku, specjalizującej się w sprzątaniu funeralnym. Niejednokrotnie słyszy się współczujące głosy wobec służb mundurowych, które prowadzą różnego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
Zapewne każdy, kto oglądał serial „Mindhunter” zapamiętał jedyną kobiecą postać, która tuż u boku dwóch agentów FBI pieczołowicie dokładała niemałą cegiełkę w tworzeniu Behavioral Science Unit, jednostki działającej w siedzibie FBI w Quantico. Serialowa Wendy ma jednak swój pierwowzór, którym jest Ann Wolbert Burgess, a „Przepis na mordercę” jest zbiorem jej wspomnień na temat początków BSU i prowadzonych w ramach tej jednostki spraw kryminalnych.
Choć Ann Burgess sama agentką nigdy nie była to wkroczyła w zmaskulinizowany świat FBI i osiadła w nim na dłużej, zostawiając po sobie trwały ślad. Pielęgniarka prowadząca badania dot. ofiar przemocy seksualnej została zauważona i doceniona przez FBI, a następnie wprowadzona do elitarnego zespołu. Rolą Ann było usystematyzowanie danych, pozyskanych z rozmów z seryjnymi mordercami i opracowanie właściwej do specyfiki badań metodologii. W późniejszym czasie autorka uczestniczyła również w opracowywaniu profili psychologicznych nieuchwytnych sprawców brutalnych, seryjnych morderstw.
Kilkukrotnie w książce znajdowały się patetyczne fragmenty, jak ten, w którym Ann podkreśla „To właśnie ofiary się liczą. Ta opowieść jest w równej mierze ich, jak moja.” To dość odważna deklaracja, jak na to, że to nie ofiarom jest poświęcona uwaga w tej książce, a osobom, które popełniły na nich zbrodnie. Bo w końcu to temat morderców wzbudza większą ciekawość, choć nie powinien. Ann w swojej książce chciała wyłamać się z tego niechlubnego schematu, ale bez powodzenia, co było szczególnie rozczarowujące mając na względzie to, że specjalizowała się w wiktymologii. Pewnym obnażeniem hipokryzji autorki był także fragment, w którym najpierw z pełnym reprymendy tonem wypowiadała się o romantyzowaniu seryjnych morderców, by potem (moim zdaniem) z niezdrowym zachwytem wielokrotnie nadmieniać o wyjątkowości Eda Kempera i Henry’ego Louisa Wallace’a. Zamiast rzeczowo wskazać, czym ta wyjątkowość się objawiała, postawiła ww. coś na wzór laurki.
Na łamach książki znalazło się wiele historii dokonanych zbrodni, a fragmenty niektórych z nich są bardzo brutalne i wysoce oddziałują na wyobraźnie. „Przepis na mordercę” jest pozycją napisaną w sposób rzeczowy i dojrzały. I choć ta książka zdecydowanie może inspirować i budzić podziw dla dokonań autorki to momentami przez tę osobistą opowieść przebija się nuta megalomanii, jednak nie na tyle silna, by całkowicie rezygnować z poznania tej pozycji. Lektura absolutnie obowiązkowa dla fanów true crime.
Zapewne każdy, kto oglądał serial „Mindhunter” zapamiętał jedyną kobiecą postać, która tuż u boku dwóch agentów FBI pieczołowicie dokładała niemałą cegiełkę w tworzeniu Behavioral Science Unit, jednostki działającej w siedzibie FBI w Quantico. Serialowa Wendy ma jednak swój pierwowzór, którym jest Ann Wolbert Burgess, a „Przepis na mordercę” jest zbiorem jej wspomnień na...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
2024-07-01
5 sierpnia 1988 r. w lesie nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego znaleziono mocno zwęglone ciała trojga dzieci. Ofiarami okazali się być chłopcy, których zaginięcie zgłoszono kilka dni wcześniej. Wkrótce uwagę śledczych wzbudził nauczyciel - Mariusz Trynkiewicz. Po dokonaniu przeszukania w jego mieszkaniu funkcjonariusze nie mieli wątpliwości - to właśnie on zwabił do swojego lokum chłopców i bez skrupułów pozbawił ich życia. Jak się później okazało - powyższa zbrodnia nie była jedyną, jakiej dopuścił się Szatan z Piotrkowa.
Podczas lektury tej książki nasuwa się wiele pytań bez odpowiedzi, zagwozdek - co by było gdyby. Po poznaniu pewnych faktów, trudno nie oddać się refleksji czy gdyby nie wystąpienie pewnych zdarzeń - doszłoby do tak bestialskich zabójstw? Wokół całej sprawy od lat pojawiały się wątki satanistyczne i wątpliwości co do tego, czy Mariusz T. dokonywał zbrodni samodzielnie. Autor zadbał jednak o to, by oddać rzeczywistość taką jaką była, nie próbując na siłę dodawać jej sensacyjnego wydźwięku.
Cytaty dotyczące treści składanych przez Trynkiewicza wyjaśnień wprowadzają w meandry jego psychopatycznego umysłu. Z pewnością wywiad z samym Mariuszem T. jeszcze lepiej oddałby złożoność jego sylwetki, jednak wszystkie listy od autora z prośbą o rozmowę pozostawił bez odpowiedzi.
Bardzo uderzającym podczas lektury było cierpienie rodziców ofiar i ich walka - najpierw o znalezienie swoich dzieci, potem o sprawiedliwość za ich śmierć. Warto nadmienić, że w odróżnieniu od innych książek autora nie znajdziemy tutaj fotografii z miejsc zbrodni.
Przede wszystkim w książce autor skupił się na faktach i dowodach bez uciekania się do dywagacji i domniemywań, co uważam za ogromny atut, bo nie każda osoba analizująca tę sprawę była w sprawie oprzeć się tej pokusie. Na podstawie akt sądowych autor dokonał rekonstrukcji zbrodni popełnionych przez Trynkiewicza. Dostarczył on także wiedzy na temat jego procesu sądowego Mariusza T., legislacyjnych zmian, które wpłynęły na wydany wobec niego wyrok oraz informacji o obecnych losach mordercy chłopców.
5 sierpnia 1988 r. w lesie nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego znaleziono mocno zwęglone ciała trojga dzieci. Ofiarami okazali się być chłopcy, których zaginięcie zgłoszono kilka dni wcześniej. Wkrótce uwagę śledczych wzbudził nauczyciel - Mariusz Trynkiewicz. Po dokonaniu przeszukania w jego mieszkaniu funkcjonariusze nie mieli wątpliwości - to właśnie on zwabił do swojego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
Topice to prowincjonalne miasteczko, w którym każdy dzień wygląda tak samo. To właśnie tutaj w miejscowym komisariacie, z daleka od zgiełku stolicy zaszyła się policjantka Ada Heldisz, chcąc uciec przed przeszłością, która nieustannie, każdego dnia, próbuje ją dogonić. Ale pewne wydarzenie już na zawsze zmieni bieg życia lokalnej społeczności. W lesie znaleziono zwłoki córki lokalnego prominenta, który w oczach mieszkańców urasta do rangi boga. Bez cienia wątpliwości śmierć dziewczyny nie była wynikiem wypadku, a bestialskiego mordu - bezlitośnie okaleczona twarz ofiary wyglądała niczym z koszmaru. A wszystko wskazuje na to, że zgon młodej Julii to dopiero początek prawdziwego horroru, z jakim będą musieli zmierzyć się miejscowi mieszkańcy.
Osadzenie akcji książki w małym miasteczku dodało niebywałego uroku całej fabule. Zdecydowanym plusem jest duszna atmosfera hermetycznej społeczności, w której każdy każdego zna. Społeczności wśród której kryje się morderca. A kumoterstwo i wszechobecna zmowa milczenia nie sprzyja prowadzonemu śledztwu.
Pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie także dobry research dot. policyjnych detali. Polska Policja w latach 90 rządziła się swoimi prawami, a w mojej ocenie autor dobrze oddał patologie i niedociągnięcia minionego systemu. Jednak poza tym mało kiedy czułam klimat lat 90, za mało było dla mnie detali, które by naprowadzały na to czytelnika. Moje wyobrażenia dot. osadzenia fabuły znacznie bardziej uciekały w teraźniejszość niżeli w schyłek lat 90.
Choć postaci Ady nie można odmówić wyrazistości to realizmu i owszem. Podobnie zresztą jak niektórym fragmentom fabuły. Wizerunek sponiewieranej, będącej na bakier z przepisami i popadającej w ataki paniki funkcjonariuszki był ciekawy do czasu, dopóki nie zaczął być przerysowany.
„Zła krew” to bardzo dobry kryminał, szczególnie przez wzgląd na to, że jest to kryminalny debiut autora. Maciej Rożen śmiało postawił pierwsze kroki na polskim rynku wydawniczym i skonstruował kryminał, którego nie powstydziłby się niejeden bardziej doświadczony pisarz. Pozostaje mieć nadzieję, że ten pierwszy poczyniony krok nie będzie ostatnim, a niebawem będzie nam dane przeczytać kolejną pozycję spod pióra autora.
Recenzja powstała we współpracy reklamowej z Wydawnictwem Znak.
Topice to prowincjonalne miasteczko, w którym każdy dzień wygląda tak samo. To właśnie tutaj w miejscowym komisariacie, z daleka od zgiełku stolicy zaszyła się policjantka Ada Heldisz, chcąc uciec przed przeszłością, która nieustannie, każdego dnia, próbuje ją dogonić. Ale pewne wydarzenie już na zawsze zmieni bieg życia lokalnej społeczności. W lesie znaleziono zwłoki...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
2024
2024
2024
„Patożycie” to książka napisana przez byłego kuratora sądowego, która z zamysłu miała ukazać nam kulisy tego zawodu, problemy, z jakimi muszą mierzyć się osoby trudniące się tego rodzaju profesją, jednocześnie obnażając przy tym ogrom patologii, którego przeciętna osoba często nie widzi lub widzieć nie chce. Niestety, w efekcie końcowym pozycja ta okazała się być najbardziej zmarnowanym potencjałem spośród wszystkich dotychczas przeczytanych przeze mnie reportaży.
Sięgając po tę pozycję byłam gotowa na historie trudne, przesiąknięte ogromem dewiacji i łamiące tabu. Nie spodziewałam się jednak, że powyższe zostanie mi przekazane w sposób skrajnie wulgarny i opatrzony nieśmiesznymi, nic nie wnoszącymi anegdotkami ukazującymi autora w co najmniej nieciekawym świetle. Bowiem były już kurator na łamach swojej książki stygmatyzuje mniejszości seksualne posługując się nomenklaturą opisującą pewną część roweru, a osobę cierpiącą na chorobę psychiczną nazywa „schizolką”. Zatem gdzie ta wyrozumiałość i normalizacja dla chorób psychicznych, o której tyle się mówi? Odniosłam wrażenie, że autor po drodze zapomniał, że to nie jest książka o nim, że czytelnik nie sięgnął po te pozycję po to, by poznać jego poglądy i epitety, jakim raczył określać osoby objęte swoją kuratelą.
Na łamach książki opowiedziano wiele niełatwych historii głównie dot. dzieci i patologicznych środowisk, w jakich dane było/jest im żyć. Zabrakło w tym wszystkim wspomnienia o mniej stereotypowej stronie tego problemu społecznego – wspomnienia o tym, że patologie występują też w z pozoru „normalnych”, dobrze sytuowanych rodzinach, a nie tylko tych, gdzie panuje ubóstwo i alkoholizm.
Tak wysoką ocenę daję tej książce wyłącznie z szacunku do zawodu, jaki wykonywał autor i z uwagi na ciekawy zamysł na książkę. Jednak pozycja, która wydawała się ciekawym, nowatorskim pomysłem tak naprawdę okazała się być uzewnętrznieniem kompletnie wypalonego zawodowo człowieka, który swoje niełatwe doświadczenia przekazał czytelnikom w sposób prymitywny. W trakcie całej lektury znalazły się ciekawsze rozdziały czy ich fragmenty, ale najczęściej miało to miejsce wtedy, gdy autor nie próbował być na siłę zabawny i ograniczył łacinę podwórkową do minimum. Szkoda tylko, że tych momentów było tak niewiele.
Recenzja we współpracy z #wydawnictworm
„Patożycie” to książka napisana przez byłego kuratora sądowego, która z zamysłu miała ukazać nam kulisy tego zawodu, problemy, z jakimi muszą mierzyć się osoby trudniące się tego rodzaju profesją, jednocześnie obnażając przy tym ogrom patologii, którego przeciętna osoba często nie widzi lub widzieć nie chce. Niestety, w efekcie końcowym pozycja ta okazała się być...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
2023
W spokojnym, prowincjonalnym miasteczku Wschowa dochodzi do kilku tajemniczych zgonów, a sprawy te są bagatelizowane przez miejscową policję. Różne ofiary, różne sposoby pozbawienia życia, wspólny motyw – zemsta. Jakie grzechy popełniły ofiary? Kto dokonuje bestialskich samosądów i jak długa jest lista grzeszników sporządzona przez zabójcę?
Marta Lipowicz zwana „Lipą” dała się poznać jako nieustępliwa pani komisarz z Warszawy. Zesłana wprost ze stolicy policjantka jest na bakier w procedurami, podejmuje ryzykowne posunięcia wiedzione jedynie przeczuciem i ma iście niezawodny instynkt – tak w wielkim skrócie można oddać skomplikowany charakter młodej śledczej. Nic dziwnego, że nowoprzybyła funkcjonariuszka nie może liczyć na wsparcie kolegów z wydziału, podczas gdy bezpardonowo mówi im, jak mają prowadzić sprawy, a gdy kolega z pracy zachowa się niestosownie – nie ma skrupułów, by wymierzyć prewencyjny cios w policzek. Jednak niektóre postacie występujące w książce (w tym sama Lipa) wydawały się być momentami nieco przerysowane. Nużące w odbiorze dla mnie były także wstawki o polityce, komunizmie czy szczepionkach, lecz nie było tego dużo. Pewne dialogi wydawały się nieco niedopracowane, a niektóre sceny (np. dotyczące służbowych nadużyć) były absurdalne. Co w takim razie sprawiło, że pomimo wad tak wysoko oceniam tę pozycję?
Piotr Kościelny to autor, który tak jak żaden inny potrafi rozbudzić w człowieku najczulsze struny, poruszając w swoich książkach pełne okrucieństwa tematy. Nie inaczej było w „Domu”, gdzie czytelnikom przyszło zmierzyć się z dotkliwymi scenami przemocy zarówno psychicznej, fizycznej i seksualnej, a także czynów pedofilnych. Nie muszę dodawać, że sceny te są nieprzyjemne w odbiorze i powodują duży dyskomfort psychiczny, dlatego nie polecam tej lektury osobom wrażliwszym – abstrahując, że to fikcja literacka. Jednak za wielki talent uważam umiejętność poruszenia tak trudnych, wywołujących odrazę tematów w wyważony i dojrzały sposób. Autor za pośrednictwem słowa pisanego wzbudził we mnie ogromne emocje, czego już dawno nie miałam okazji doświadczyć podczas żadnej lektury.
W spokojnym, prowincjonalnym miasteczku Wschowa dochodzi do kilku tajemniczych zgonów, a sprawy te są bagatelizowane przez miejscową policję. Różne ofiary, różne sposoby pozbawienia życia, wspólny motyw – zemsta. Jakie grzechy popełniły ofiary? Kto dokonuje bestialskich samosądów i jak długa jest lista grzeszników sporządzona przez zabójcę?
Marta Lipowicz zwana „Lipą” dała...
Fotograf ptaków dokonał na terenie grzęzawiska szokującego odkrycia. Wśród odgłosów natury, w miejscu oddalonym od ludzi znalazł pozostałość po przerwanym przedwcześnie życiu – ludzkie szczątki. Z uwagi na niecodzienne znalezisko – śledczy rozpoczęli czynności zmierzające do ustalenia, w jakich okolicznościach doszło do śmierci osoby, której jedynym świadectwem istnienia pozostały leżące z dala od ludzkich spojrzeń kości. Tajemnicza śmierć zdaje się być silnie powiązana z tym, co przed laty wydarzyło się nieopodal grzęzawiska. Jednak ostatni żywy świadek mrocznych wydarzeń zabrał ze sobą prawdę w zaświaty. Czy śledczym uda się odkryć pogrzebaną wraz ze zmarłymi tragiczną historię?
Grzęzawisko porusza wiele trudnych tematów począwszy od samotności, przemocy rówieśniczej po utratę rodziców. Na kartach książki pojawił się także motyw, który szczególnie doceniam w powieściach, ale którego nie zdradzę, by nie spojlerować zakończenia. Występują tutaj aż 4 linie czasowe, które są ze sobą umiejętnie przeplatane. Autor już za sprawą swoich poprzednich pozycji udowodnił, że potrafi zgrabnie lawirować pomiędzy przeszłością i teraźniejszością, a „Grzęzawisko” po raz kolejny dobitnie to potwierdza. Ponadto, sposób, w jaki autor formułuje zdania – wprost hipnotyzuje. Żarski tak umiejętnie dobiera słowa, że trafiają w sam środek serca. Chociaż kwiecistość języka w pewnym momencie wydawała się aż nadmierna, jak na dotychczas czytane przeze mnie kryminały to było tego stosunkowo mało, by uznać to za wadę. Spośród wszystkich postaci najbardziej spodobała mi się sylwetka Oli – policjantki i jednocześnie antybohaterki, która na własną prośbę doprowadziła swoje uporządkowane życie do kompletnej ruiny. Choć zakończenie nie przynosi odpowiedzi na wszystkie piętrzące się podczas lektury pytania to pozostawia furtkę do kontynuowania tej angażującej historii.
Grzęzawisko to przede wszystkim opowieść o dojmującej samotności, która może prowadzić do obłędu i postrzegania rzeczywistości w zawężony, tunelowy sposób. Ale jest to też opowieść o tym, że nikt nie potrafi słuchać tak dobrze, jak zmarli.
Fotograf ptaków dokonał na terenie grzęzawiska szokującego odkrycia. Wśród odgłosów natury, w miejscu oddalonym od ludzi znalazł pozostałość po przerwanym przedwcześnie życiu – ludzkie szczątki. Z uwagi na niecodzienne znalezisko – śledczy rozpoczęli czynności zmierzające do ustalenia, w jakich okolicznościach doszło do śmierci osoby, której jedynym świadectwem istnienia...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Majowa noc 1983 roku, cmentarz komunalny Miłostowo w Poznaniu. Od dłuższego czasu w obecnej stolicy Wielkopolski panowała atmosfera grozy, a wszystko to za sprawą grasującego po cmentarzach nekrofila. Patrolujący miłostowską nekropolię funkcjonariusze MO usłyszeli hałas znad jednego z grobów. Ruszyli w pościg za podejrzanym, jednak udało mu się zbiec. Gdy wrócili na miejsce zastali rozkopany grób, wyjęte wieko trumny i ślady wleczenia prowadzące do pobliskich krzaków, a w nich – okaleczone, zbezczeszczone zwłoki kobiety. MO miało już wówczas pewność. Byli o włos od złapania siejącego terror, osławionego poznańskiego nekrofila-mordercy.
W omawianej książce autor zamieścił zdjęcia obrazujące postępy, jakie Kolanowski czynił względem wycinania narządów u swoich ofiar. Wspomniane skany ukazują eskalację nekrofilnej działalności „Zimnego Chirurga”, co szczególnie widać na przykładzie zwłok ostatniej z jego ofiar. Jednocześnie fotografie te uzmysławiają czytelnikowi jak bardzo czyny Kolanowskiego były odrażające, desperackie i obrzydliwe. Pojawiają się także mniej drastyczne zdjęcia jak np. z przeszukania mieszkania Kolanowskiego czy z wizji lokalnych z jego udziałem. Przed rozdziałem z zawartością wspomnianych fotografii umieszczone zostało ostrzeżenie, także wrażliwsi na takie treści czytelnicy mogą je bez problemu pominąć.
W ramach poszczególnych rozdziałów możemy zapoznać się z opiniami biegłych: psychiatrów, seksuologów i psychologów. Na ich podstawie poznajemy przebieg życia Edmunda Kolanowskiego, a w szczególności wydarzenia, które mogły mieć wpływ na ukształtowanie się przestępczej osobowości Kolanowskiego. Oprócz tego autor wskazuje przykłady nekrofilii w sztuce, literaturze, kinematografii, przytacza także polskie i zagraniczne przypadki nekrofilii. Dowiadujemy się także dużo o samej tanatofilii i poznajemy rozwój jej typologii na przestrzeni dziejów.
Warto pochylić się nad bogatymi źródłami, z jakich korzystał autor przy pisaniu swojej książki: były to m.in. akta sprawy karnej Kolanowskiego, jego teczka osobowa z Archiwum AŚ w Poznaniu, a także wydania lokalnej prasy.
Autor na podstawie protokołów z rozpraw dokonał rekonstrukcji przewodu sądowego Kolanowskiego, co jeszcze lepiej pozwalało czytelnikowi odtworzyć w swojej wyobraźni desperacką próbę walki nekrofila o uniknięcie kary śmierci. Powyższa książka dostarcza odpowiedzi na wiele pytań, takich jak np. czy Kolanowski zdawał sobie sprawę z nienormalności jego preferencji seksualnych, jak zwykł określać swoje poczynania i jak ustosunkowywał się wobec zarzucanych mu czynów. Andrzej Gawliński rozpatrzył przypadek Kolanowskiego wieloaspektowo i z niezwykłą rzetelnością przekazał na ręce czytelnika ogromną porcję kryminologicznej wiedzy. Niejednokrotnie sięgamy po pozycje traktujące o seryjnych mordercach z odległych kontynentów. Możemy sobie jednak nie zdawać sprawy, że polska kazuistyka kryje w swojej historii równie ciekawe przypadki będące nawet ewenementem na skalę światową, a takim właśnie jest przypadek nekrofilnej działalności Edmunda Kolanowskiego.
Majowa noc 1983 roku, cmentarz komunalny Miłostowo w Poznaniu. Od dłuższego czasu w obecnej stolicy Wielkopolski panowała atmosfera grozy, a wszystko to za sprawą grasującego po cmentarzach nekrofila. Patrolujący miłostowską nekropolię funkcjonariusze MO usłyszeli hałas znad jednego z grobów. Ruszyli w pościg za podejrzanym, jednak udało mu się zbiec. Gdy wrócili na miejsce...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Uwikłany w polityczne środowisko Klaudiusz Lewandowski zostaje poważnie ranny w wypadku drogowym. Początkowo niewinne zdarzenie przybiera jednak niespodziewany obrót. Ponadto niejaki Propheta dokonuje zemsty na grzesznikach. Niektórzy na własnej skórze przekonają się, że kara z ręki samozwańczego proroka będzie niezwykle bolesna.
Nie przepadam za wątkami religijnymi i politycznymi w książkach, a szczególnie w kryminałach. Jak się okazało, w „Świat Ci nie wybaczy” były to wątki poniekąd wiodące. I jakież było moje zdziwienie, że fantastycznie mi się to czytało! Natomiast najważniejszym dla mnie tematem, jaki został poruszony na kartach tej pozycji było zjawisko przemocy domowej. Ten rodzaj patologii społecznej jest mi bardzo dobrze znany za sprawą wielu przeczytanych na ten temat pozycji naukowych. I niezmiernie mnie cieszy, że autorzy kryminałów coraz chętniej decydują się na usytuowanie tego procederu w swoich powieściach. Cyryl Sone poruszył go także w swojej książce i zrobił to z bardzo dobrym oddaniem realiów tego procesu. Dotkliwa przemoc psychiczna przejawiająca się wymyślnymi torturami, których śladów gołym okiem nie widać. Tworzenie atmosfery strachu o siebie, swoich bliskich, nieprzewidywalność działań przemocowca, celowa agresja wobec zwierząt. Czy wreszcie fazy przemocy domowej i właściwa im charakterystyka. Wszystkie wspomniane elementy znalazły się w niniejszej książce i zostały wiernie ukazane.
Autor w napisanym przez siebie posłowiu wspomniał o pewnego rodzaju monopolizacji uwagi autorów kryminałów na morderstwach. I w zasadzie mogłoby się to wydawać oczywiste. Jest celowe pozbawienie kogoś życia – jest kryminał. Natomiast Sone łamie ten schemat i udowadnia, że katalog przestępstw przeciwko życiu i zdrowiu jest znacznie szerszy i wcale nie mniej ciekawy od najczęstszego kryminalnego motywu morderstwa.
Recenzja powstała we współpracy z Wydawnictwem Znak.
Uwikłany w polityczne środowisko Klaudiusz Lewandowski zostaje poważnie ranny w wypadku drogowym. Początkowo niewinne zdarzenie przybiera jednak niespodziewany obrót. Ponadto niejaki Propheta dokonuje zemsty na grzesznikach. Niektórzy na własnej skórze przekonają się, że kara z ręki samozwańczego proroka będzie niezwykle bolesna.
Nie przepadam za wątkami religijnymi i...
W Platte City dochodzi do morderstwa 10 letniego chłopca, co doszczętnie burzy dopiero co odzyskany przez mieszkańców spokój. Skrajny strach przepełnia lokalną społeczność, gdyż modus operandi sprawcy jest niemal identyczny z tym, jakim posługiwał się dopiero co stracony seryjny morderca. Czy śledczy mają do czynienia na naśladowcą, czy też przyczynili się do skazania na śmierć niewinnego człowieka, podczas kiedy prawdziwy zbrodniarz wciąż pozostaje na wolności?
Główną bohaterką książki jest agentka FBI Maggie O'Dell - kobieta ze skazą, która pod maską niedostępności i chłodu kryje swoją kruchość. Naiwnie liczyłam, że obecność profilerki nada powieści bardziej psychologicznego charakteru, jednak płonne okazały się być moje nadzieje. Nierzadko towarzyszyło mi poczucie, że postać agentki została wykreowana przez skrajną feministkę, która ponad swoje możliwości próbowała wykreować obraz kobiety silnej, niezależnej i zbyt wyidealizowanej przez co miałam ogromny problem z nabyciem do Maggie choćby krzty sympatii. Akcja podsycona zostaje wątkiem romansowym przez co momentami miałam wrażenie, że w rękach trzymam nie kryminał, a Harlequina, lecz bynajmniej jest to wada tej pozycji. Amory dwojga bohaterów były całkiem przyjemną odskocznią od ciągle męczonego przez autorke wątku kryminalnego. Nie pokuszę się o głębszą analizę tej książki, bo przy tej pozycji wydaje mi się to absolutnie zbędne. Nie mogę jednak przemilczeć, że książka pełna jest niejasności, niedopracowań, poszlaki są zaniedbywane, a śledztwo prowadzone jest w sposób nieudolny i mało realistyczny. "Dotyk zła" to mieszanka pospolitego kryminału z literaturą sensacyjną. Wartka fabuła, prosty język autorki i krótkie rozdziały sprawiają, że strony przewracają się wręcz same, a książka cieszy się bardzo hojną średnią ocen. Jednak "Dotyk zła" nie jest pozycja, gdzie można zachwycać się formą, treścią czy pomysłowością autorki. Jest to książka poprawna, którą usytuowałabym na półce guilty pleasure - ot przyjemny odmóżdżacz, po którego każdy z czytelników ma czasami chęć sięgnąć
W Platte City dochodzi do morderstwa 10 letniego chłopca, co doszczętnie burzy dopiero co odzyskany przez mieszkańców spokój. Skrajny strach przepełnia lokalną społeczność, gdyż modus operandi sprawcy jest niemal identyczny z tym, jakim posługiwał się dopiero co stracony seryjny morderca. Czy śledczy mają do czynienia na naśladowcą, czy też przyczynili się do skazania na...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Leszek Pękalski zapisał się na kartach historii polskiej kryminalistyki jako jeden z najbardziej brutalnych morderców powojennej Polski. Ochrzczony przez opinie publiczną przydomkiem "wampir z Bytowa" przyznał się do popełnienia 67 zabójstw z czego zaledwie jedno udało mu się udowodnić, po czym skazać na 25 lat pozbawienia wolności. Książka została wydana w czasie, kiedy wyrok ten dobiegał końca, a społeczeństwo było pełne obaw o to, że "potwór" wyjdzie na wolność. Dziś już wiemy, że dzięki "Ustawie o bestiach" niebezpieczeństwo z rąk osób pokroju Pękalskiego nam nie grozi. Niezmiennie jednak zadajemy sobie pytanie, ilu jeszcze takich "Leszków" właśnie dorasta i to być może w obrębie naszego wzroku?
Leszek Pękalski przedstawiony zostaje jako człowiek, którego życie zdeterminowała potrzeba znalezienia żony i chorobliwe pożądanie seksualne. Z racji, że szanse na ożenek miał nikłe, postanowił siłą brać to, co (jego zdaniem) mu się należało.
Na szczególną uwagę zasługuje przede wszystkim sposób narracji, który wprawił mnie w zachwyt i był dla mnie idealny w każdym szczególe. Autorka pokusiła się o zawarcie w książce fabularyzowanych fragmentów wydarzeń. Opisywała ona zbrodnię z punku widzenia sprawcy, jak i ofiar. To właśnie te wątki nadają książce wyrazistości i odróżniają je od mętnych pozycji, gdzie przedstawiane nam są zaledwie suche fakty. Decydując się na taki sposób przekazu informacji pani Omilianowicz naraziła się sporej części odbiorców sceptycznych wobec takiego zabiegu, a skutki tego działania odzwierciedlają niestety oceny tej pozycji.
Choć zabrzmi to paradoksalnie to dla osób szczerze zainteresowanych tematyką seryjnych zabójstw czy umysłów wykazujących doszczętne zepsucie lektura tej książki będzie prawdziwą przyjemnością. Autorka wystrzega się w niej osobistych ocen, skupia się na faktach i rzetelnym oddaniu rzeczywistości. Autorzy kryminałów silą się na wymyślanie fabuły, która porwie czytelnika i zmrozi mu krew w żyłach, jednak "Bestia. Studium zła" jest dowodem na to, że to życie pisze najbrutalniejsze scenariusze.
Leszek Pękalski zapisał się na kartach historii polskiej kryminalistyki jako jeden z najbardziej brutalnych morderców powojennej Polski. Ochrzczony przez opinie publiczną przydomkiem "wampir z Bytowa" przyznał się do popełnienia 67 zabójstw z czego zaledwie jedno udało mu się udowodnić, po czym skazać na 25 lat pozbawienia wolności. Książka została wydana w czasie, kiedy...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to
Pierwsza część serii z Maggie O'Dell nieszczególnie mi się spodobała toteż wobec drugiej nie miałam sporych oczekiwań. Jednak nawet te minimalne nie zostały w tym wypadku spełnione.
Mamy tu profilerkę, która koło profilowania nawet w tej książce nie stała. Wnikliwe analizy psychologiczne, których można by się tutaj spodziewać zastępują harlequinowskie amory i skrajnie feministyczny bełkot. O ile wplątanie w śledztwo kryminalne wątku erotyczno-miłosnego mogę jeszcze wybaczyć, bo trochę urozmaiciło to książkę, o tyle ciągłe idealizowanie Maggie doprowadzało mnie do szału. Myślę, że gdyby ową książkę zaserwowano nam do przeczytania nie zdradzając, kto jest autorem, zdecydowana większość wytypowałaby, iż jest to kobieta. Bo chyba żaden mężczyzna nie potrafiłby stworzyć tak przerysowanej i karykaturalnie perfekcyjnej postaci.
Kontrast pomiędzy główną bohaterką, a pozostałą częścią postaci jest tak rażący, że trudno podczas lektury powstrzymać odruchy przewracania oczami. Aż tak jest to nierealne. Mężczyźni jawiący się jako despotyczni szowiniści, funkcjonariusze wchodzący bezpardonowo w kałużę krwi na miejscu przypuszczalnej zbrodni - m.in. takie sceny prezentuje nam autorka tegoż kryminału. Natomiast sylwetka Maggie O'Dell przedstawiona zostaje bez najmniejszej skazy. Atrakcyjna agentka FBI, będąca obiektem pożądania niemal wszystkich mężczyzn, wykształcona, operująca wszechstronną wiedzą karierowiczka z ciętym językiem i niezwykłą umiejętnością wywinięcia się z każdej napotkanej ją opresji. Chodzący ideał, którym niejedna z nas chciałaby być.
Książka nie jest tragiczna, ale wierzę, że większości czytelników towarzyszy chęć stawiania kroków w przód, niżeli w tył. Po wspaniałej serii Roberta Małeckiego czy Simona Becketta książka Alex Kavy była dla mnie nie krokiem w tył, a powrotem na linię startu. "W ułamku sekundy" będzie dobrą pozycją dla ludzi młodych, którzy dopiero zaczynają swoją czytelniczą przygodę z kryminałami. Dla tych, którzy już trochę literackiej dobroci liznęli, książka niestety okaże się być schematyczna i do bólu przewidywalna
Pierwsza część serii z Maggie O'Dell nieszczególnie mi się spodobała toteż wobec drugiej nie miałam sporych oczekiwań. Jednak nawet te minimalne nie zostały w tym wypadku spełnione.
Mamy tu profilerkę, która koło profilowania nawet w tej książce nie stała. Wnikliwe analizy psychologiczne, których można by się tutaj spodziewać zastępują harlequinowskie amory i skrajnie...
Śmierć może nastąpić na wiele sposobów i na skutek wielu czynników. To właśnie dzięki śmierci Barbara Butcher mogła przez lata wykonywać zawód medyka sądowego, w ramach którego bezustannie oddawała głos umarłym. Nasuwa się jednak zasadnicze pytanie - jak słuchać kogoś, kto już nigdy nie przemówi?
Jedyną i największą wadą tej książki jest to, że momentami jest ona zdominowana przez opowieści z życia prywatnego autorki - tego jak walczyła z nałogiem, który zawładnął jej codziennością i krętej drogi wychodzenia ze szponów alkoholizmu. Opowieści z życia prywatnego autorki początkowo przyćmiły temat przewodni książki, ale z każdym kolejnym rozdziałem osobistych opowiastek było coraz mniej.
Na łamach książki znalazło się wiele anegdot z pracy medyka sądowego. W każdym z rozdziałów opisane zostały trudne, niejednoznaczne, ciekawe, a niekiedy bardzo przygnębiające przypadki zgonów. Autorka w ramach swojej pracy wielokrotnie dokonywała interpretacji dowodów znalezionych na miejscu zgonów, po to, by na ich podstawie wydać opinię jak, kiedy i dlaczego doszło do śmierci.
Najtrudniejszym rozdziałem był ten opowiadający o wydarzeniach z 11 września 2001 roku. Wówczas wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach i ogrom tej bezprecedensowej tragedii przytłaczał. Autorka wprowadza nas w kulisy działania służb podczas tej katastrofy, uchylając rąbka tajemnicy o tym, co działo się „za parawanem”.
Natomiast odrębny rozdział poświęcono zgonom samobójczym. Butcher na podstawie własnych spostrzeżeń dokonała klasyfikacji śmierci samozawinionej na samobójstwa z rozpaczy (popełniane w zaciszu własnego domu, w samotności) oraz samobójstwa z gniewu (popełniane publicznie, w sposób spektakularny). I choć muszę przyznać, że przeczytałam ogrom literatury o tematyce suicydologicznej to nie spotkałam się z taką typologią, ale wydaje się ona bardzo trafna.
„Co wiedzą umarli” to książka w stylu „Trupiej farmy”, jednakże napisana w bardziej gawędziarskim stylu i z zastosowaniem mniej medycznej nomenklatury. Oprócz opisu nietypowych przypadków zgonów, zawarto w niej także praktyczną wiedzę np. o stężeniu pośmiertnym, plamach opadowych, temperaturze ciała po śmierci i sposobach oceny czasu zgonu. Butcher oddała w ręce czytelników ostatni i zarazem najbardziej intymny wycinek życia człowieka – jego śmierć, co uczyniła z należnym szacunkiem dla głównych bohaterów swojej historii.
Recenzja powstała w ramach współpracy reklamowej z Wydawnictwem Literackim.
Śmierć może nastąpić na wiele sposobów i na skutek wielu czynników. To właśnie dzięki śmierci Barbara Butcher mogła przez lata wykonywać zawód medyka sądowego, w ramach którego bezustannie oddawała głos umarłym. Nasuwa się jednak zasadnicze pytanie - jak słuchać kogoś, kto już nigdy nie przemówi?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedyną i największą wadą tej książki jest to, że momentami jest ona...