-
Artykuły
Strata boli - Gabriela Gargaś radzi
LubimyCzytać1 -
Artykuły
"To nie jest rozmowa na telefon" - weź udział w konkursie i wygraj spotkanie z Jakubem Bączykowskim!
LubimyCzytać11 -
Artykuły
WKU
Wojtek0 -
Artykuły
Międzywojenny Poznań, tajemnice zaklęte w wodzie i na karkonoskich szlakach.
LubimyCzytać8
Biblioteczka
2024
2024
Książka już na wstępie zaczyna się nietypowo, bo od podziękowań. W zasadzie już na początku tej makabrycznej przygody (i to nie tylko ze względu na kanibali) dowiadujemy się, że współautorka książki w rzeczywistości… jej nie napisała. Była kimś w rodzaju muzy dla autora, a Berry-Dee uznał to za wystarczający powód, by umieścić ją tuż obok swojego nazwiska.
Najlepszym wśród najgorszych rozdziałów okazał się być ten, który przedstawiał rys historyczny kanibalizmu. Mimo, że była to najobszerniejsza część książki i jednocześnie ta, do której Bee najbardziej się przyłożył to zapomniał o dość istotnym elemencie – podaniu źródeł. Jak widać, przypisy czy bibliografia u autora się nie przyjęły, nie miał on za to problemu, by na łamach książki cytować samego siebie. Momentami historie aktów kanibalistycznych Berry-Dee podawał chronologicznie, by zaraz potem skakać po osi czasu niczym przy grze w klasy.
Choć w zamyśle książka miała przedstawiać sylwetki morderców stosujących praktyki kanibalistyczne to wśród 14 omawianych przypadków znalazło się kilku morderców, którzy kanibalami w ogóle nie byli albo przynajmniej nie było na to żadnych solidnych dowodów. Dla Narcyza-Bee nie stanowiło to jednak żadnej przeszkody, bo dzięki temu mógł puścić wodzę fantazji i sfabularyzować historie tak, by pasowała pod motyw przewodni książki. Niekiedy trudno jest odróżnić to, co jest faktem, a co wytworem wyobraźni i domysłów autora.
Megalomańskie zapędy, nierównomierne rozdziały czy nad wyrost sensacyjna narracja to bez cienia wątpliwości ogromne wady tej pozycji. Ale największą w moim odczuciu jest kompletny brak szacunku autora dla zmarłych. Nazwanie „gnijącymi zabawkami Geina” osób, które po pochówku morderca zbezcześcił czy cytat „Może z odrobiną przypraw Bernice Worden nie smakowała aż tak źle” to powody, dla których uważam tę książkę za po prostu szkodliwą. Takie słowa spod pióra kogokolwiek, a szczególnie „kryminologa” nie powinny paść nigdy, choćby w humorystycznym tonie.
Książka już na wstępie zaczyna się nietypowo, bo od podziękowań. W zasadzie już na początku tej makabrycznej przygody (i to nie tylko ze względu na kanibali) dowiadujemy się, że współautorka książki w rzeczywistości… jej nie napisała. Była kimś w rodzaju muzy dla autora, a Berry-Dee uznał to za wystarczający powód, by umieścić ją tuż obok swojego nazwiska.
Najlepszym...
Sprzątanie po zgonach to profesja równie ciekawa, co nieznana. Małgorzata Węglarz w rozmowie z Mateuszem Węgorowskim i innymi przybliża kulisy tego nieopisanego dotąd zawodu. Ww. to założyciel jednej z pierwszych firm na polskim rynku, specjalizującej się w sprzątaniu funeralnym. Niejednokrotnie słyszy się współczujące głosy wobec służb mundurowych, które prowadzą różnego rodzaju czynności na miejscach zgonów. Jednak w tym wszystkim zapomina się o ludziach, którzy po tych zgonach muszą jeszcze posprzątać. Jak to robią? Czy ich praca jest niebezpieczna? I co jest jej motorem napędowym?
Śmierć z pewnością nie jest tematem łatwym, a sprzątanie po niej obciążone jest nie tylko trudnym ładunkiem psychicznym, wizualnym, ale także zapachowym. Obcując ze śmiercią dobrze jest rozładować powstałe napięcie emocjonalne, choćby humorem. I w tej książce znalazły się sytuacyjne żarty, by nie zadręczyć czytelnika śmiertelnie poważnym podejściem do omawianego tematu.
Książka jest naprawdę dobrze wydana, przyciągająca uwagę okładka (i tytuł) oraz wcale niemniej tematyczne wnętrze to zalety, o których warto nadmienić. Nie przypadły mi jednak do gustu sensacyjne cytaty zajmujące całe strony, a które to zawarte są w treści rozmowy. Wskutek czego przychodzi nam czytać dwa razy to samo. Zdecydowanie bardziej widziałabym tam słowa od rozmówców, które w treści rozmowy nie padły. W książce znajdziemy także zdjęcia z miejsc zgonów, których moim zdaniem mogłoby być nieco więcej.
We wstępie autorka nadmienia, że słowo „godność” jest jednym z ostatnich, jakiego można by użyć w kontekście sprzątania po zgonach. Jak się jednak okazuje, autorzy udowodnili, że można o tym zagadnieniu w sposób godny opowiedzieć przy jednoczesnym poszanowaniu zmarłych. Ta pozycja nie tylko przybliża zagadnienie sprzątania funeralnego, ale również skłania do refleksji. Cytując słowa autorki z jej występu TEDx - tę książkę można podsumować zaledwie jednym zdaniem: „carpie diem, ale memento mori”.
Sprzątanie po zgonach to profesja równie ciekawa, co nieznana. Małgorzata Węglarz w rozmowie z Mateuszem Węgorowskim i innymi przybliża kulisy tego nieopisanego dotąd zawodu. Ww. to założyciel jednej z pierwszych firm na polskim rynku, specjalizującej się w sprzątaniu funeralnym. Niejednokrotnie słyszy się współczujące głosy wobec służb mundurowych, które prowadzą różnego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
Zapewne każdy, kto oglądał serial „Mindhunter” zapamiętał jedyną kobiecą postać, która tuż u boku dwóch agentów FBI pieczołowicie dokładała niemałą cegiełkę w tworzeniu Behavioral Science Unit, jednostki działającej w siedzibie FBI w Quantico. Serialowa Wendy ma jednak swój pierwowzór, którym jest Ann Wolbert Burgess, a „Przepis na mordercę” jest zbiorem jej wspomnień na temat początków BSU i prowadzonych w ramach tej jednostki spraw kryminalnych.
Choć Ann Burgess sama agentką nigdy nie była to wkroczyła w zmaskulinizowany świat FBI i osiadła w nim na dłużej, zostawiając po sobie trwały ślad. Pielęgniarka prowadząca badania dot. ofiar przemocy seksualnej została zauważona i doceniona przez FBI, a następnie wprowadzona do elitarnego zespołu. Rolą Ann było usystematyzowanie danych, pozyskanych z rozmów z seryjnymi mordercami i opracowanie właściwej do specyfiki badań metodologii. W późniejszym czasie autorka uczestniczyła również w opracowywaniu profili psychologicznych nieuchwytnych sprawców brutalnych, seryjnych morderstw.
Kilkukrotnie w książce znajdowały się patetyczne fragmenty, jak ten, w którym Ann podkreśla „To właśnie ofiary się liczą. Ta opowieść jest w równej mierze ich, jak moja.” To dość odważna deklaracja, jak na to, że to nie ofiarom jest poświęcona uwaga w tej książce, a osobom, które popełniły na nich zbrodnie. Bo w końcu to temat morderców wzbudza większą ciekawość, choć nie powinien. Ann w swojej książce chciała wyłamać się z tego niechlubnego schematu, ale bez powodzenia, co było szczególnie rozczarowujące mając na względzie to, że specjalizowała się w wiktymologii. Pewnym obnażeniem hipokryzji autorki był także fragment, w którym najpierw z pełnym reprymendy tonem wypowiadała się o romantyzowaniu seryjnych morderców, by potem (moim zdaniem) z niezdrowym zachwytem wielokrotnie nadmieniać o wyjątkowości Eda Kempera i Henry’ego Louisa Wallace’a. Zamiast rzeczowo wskazać, czym ta wyjątkowość się objawiała, postawiła ww. coś na wzór laurki.
Na łamach książki znalazło się wiele historii dokonanych zbrodni, a fragmenty niektórych z nich są bardzo brutalne i wysoce oddziałują na wyobraźnie. „Przepis na mordercę” jest pozycją napisaną w sposób rzeczowy i dojrzały. I choć ta książka zdecydowanie może inspirować i budzić podziw dla dokonań autorki to momentami przez tę osobistą opowieść przebija się nuta megalomanii, jednak nie na tyle silna, by całkowicie rezygnować z poznania tej pozycji. Lektura absolutnie obowiązkowa dla fanów true crime.
Zapewne każdy, kto oglądał serial „Mindhunter” zapamiętał jedyną kobiecą postać, która tuż u boku dwóch agentów FBI pieczołowicie dokładała niemałą cegiełkę w tworzeniu Behavioral Science Unit, jednostki działającej w siedzibie FBI w Quantico. Serialowa Wendy ma jednak swój pierwowzór, którym jest Ann Wolbert Burgess, a „Przepis na mordercę” jest zbiorem jej wspomnień na...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
2024-07-01
5 sierpnia 1988 r. w lesie nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego znaleziono mocno zwęglone ciała trojga dzieci. Ofiarami okazali się być chłopcy, których zaginięcie zgłoszono kilka dni wcześniej. Wkrótce uwagę śledczych wzbudził nauczyciel - Mariusz Trynkiewicz. Po dokonaniu przeszukania w jego mieszkaniu funkcjonariusze nie mieli wątpliwości - to właśnie on zwabił do swojego lokum chłopców i bez skrupułów pozbawił ich życia. Jak się później okazało - powyższa zbrodnia nie była jedyną, jakiej dopuścił się Szatan z Piotrkowa.
Podczas lektury tej książki nasuwa się wiele pytań bez odpowiedzi, zagwozdek - co by było gdyby. Po poznaniu pewnych faktów, trudno nie oddać się refleksji czy gdyby nie wystąpienie pewnych zdarzeń - doszłoby do tak bestialskich zabójstw? Wokół całej sprawy od lat pojawiały się wątki satanistyczne i wątpliwości co do tego, czy Mariusz T. dokonywał zbrodni samodzielnie. Autor zadbał jednak o to, by oddać rzeczywistość taką jaką była, nie próbując na siłę dodawać jej sensacyjnego wydźwięku.
Cytaty dotyczące treści składanych przez Trynkiewicza wyjaśnień wprowadzają w meandry jego psychopatycznego umysłu. Z pewnością wywiad z samym Mariuszem T. jeszcze lepiej oddałby złożoność jego sylwetki, jednak wszystkie listy od autora z prośbą o rozmowę pozostawił bez odpowiedzi.
Bardzo uderzającym podczas lektury było cierpienie rodziców ofiar i ich walka - najpierw o znalezienie swoich dzieci, potem o sprawiedliwość za ich śmierć. Warto nadmienić, że w odróżnieniu od innych książek autora nie znajdziemy tutaj fotografii z miejsc zbrodni.
Przede wszystkim w książce autor skupił się na faktach i dowodach bez uciekania się do dywagacji i domniemywań, co uważam za ogromny atut, bo nie każda osoba analizująca tę sprawę była w sprawie oprzeć się tej pokusie. Na podstawie akt sądowych autor dokonał rekonstrukcji zbrodni popełnionych przez Trynkiewicza. Dostarczył on także wiedzy na temat jego procesu sądowego Mariusza T., legislacyjnych zmian, które wpłynęły na wydany wobec niego wyrok oraz informacji o obecnych losach mordercy chłopców.
5 sierpnia 1988 r. w lesie nieopodal Piotrkowa Trybunalskiego znaleziono mocno zwęglone ciała trojga dzieci. Ofiarami okazali się być chłopcy, których zaginięcie zgłoszono kilka dni wcześniej. Wkrótce uwagę śledczych wzbudził nauczyciel - Mariusz Trynkiewicz. Po dokonaniu przeszukania w jego mieszkaniu funkcjonariusze nie mieli wątpliwości - to właśnie on zwabił do swojego...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
Topice to prowincjonalne miasteczko, w którym każdy dzień wygląda tak samo. To właśnie tutaj w miejscowym komisariacie, z daleka od zgiełku stolicy zaszyła się policjantka Ada Heldisz, chcąc uciec przed przeszłością, która nieustannie, każdego dnia, próbuje ją dogonić. Ale pewne wydarzenie już na zawsze zmieni bieg życia lokalnej społeczności. W lesie znaleziono zwłoki córki lokalnego prominenta, który w oczach mieszkańców urasta do rangi boga. Bez cienia wątpliwości śmierć dziewczyny nie była wynikiem wypadku, a bestialskiego mordu - bezlitośnie okaleczona twarz ofiary wyglądała niczym z koszmaru. A wszystko wskazuje na to, że zgon młodej Julii to dopiero początek prawdziwego horroru, z jakim będą musieli zmierzyć się miejscowi mieszkańcy.
Osadzenie akcji książki w małym miasteczku dodało niebywałego uroku całej fabule. Zdecydowanym plusem jest duszna atmosfera hermetycznej społeczności, w której każdy każdego zna. Społeczności wśród której kryje się morderca. A kumoterstwo i wszechobecna zmowa milczenia nie sprzyja prowadzonemu śledztwu.
Pozytywnym zaskoczeniem był dla mnie także dobry research dot. policyjnych detali. Polska Policja w latach 90 rządziła się swoimi prawami, a w mojej ocenie autor dobrze oddał patologie i niedociągnięcia minionego systemu. Jednak poza tym mało kiedy czułam klimat lat 90, za mało było dla mnie detali, które by naprowadzały na to czytelnika. Moje wyobrażenia dot. osadzenia fabuły znacznie bardziej uciekały w teraźniejszość niżeli w schyłek lat 90.
Choć postaci Ady nie można odmówić wyrazistości to realizmu i owszem. Podobnie zresztą jak niektórym fragmentom fabuły. Wizerunek sponiewieranej, będącej na bakier z przepisami i popadającej w ataki paniki funkcjonariuszki był ciekawy do czasu, dopóki nie zaczął być przerysowany.
„Zła krew” to bardzo dobry kryminał, szczególnie przez wzgląd na to, że jest to kryminalny debiut autora. Maciej Rożen śmiało postawił pierwsze kroki na polskim rynku wydawniczym i skonstruował kryminał, którego nie powstydziłby się niejeden bardziej doświadczony pisarz. Pozostaje mieć nadzieję, że ten pierwszy poczyniony krok nie będzie ostatnim, a niebawem będzie nam dane przeczytać kolejną pozycję spod pióra autora.
Recenzja powstała we współpracy reklamowej z Wydawnictwem Znak.
Topice to prowincjonalne miasteczko, w którym każdy dzień wygląda tak samo. To właśnie tutaj w miejscowym komisariacie, z daleka od zgiełku stolicy zaszyła się policjantka Ada Heldisz, chcąc uciec przed przeszłością, która nieustannie, każdego dnia, próbuje ją dogonić. Ale pewne wydarzenie już na zawsze zmieni bieg życia lokalnej społeczności. W lesie znaleziono zwłoki...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
2024
2024
2024
„Patożycie” to książka napisana przez byłego kuratora sądowego, która z zamysłu miała ukazać nam kulisy tego zawodu, problemy, z jakimi muszą mierzyć się osoby trudniące się tego rodzaju profesją, jednocześnie obnażając przy tym ogrom patologii, którego przeciętna osoba często nie widzi lub widzieć nie chce. Niestety, w efekcie końcowym pozycja ta okazała się być najbardziej zmarnowanym potencjałem spośród wszystkich dotychczas przeczytanych przeze mnie reportaży.
Sięgając po tę pozycję byłam gotowa na historie trudne, przesiąknięte ogromem dewiacji i łamiące tabu. Nie spodziewałam się jednak, że powyższe zostanie mi przekazane w sposób skrajnie wulgarny i opatrzony nieśmiesznymi, nic nie wnoszącymi anegdotkami ukazującymi autora w co najmniej nieciekawym świetle. Bowiem były już kurator na łamach swojej książki stygmatyzuje mniejszości seksualne posługując się nomenklaturą opisującą pewną część roweru, a osobę cierpiącą na chorobę psychiczną nazywa „schizolką”. Zatem gdzie ta wyrozumiałość i normalizacja dla chorób psychicznych, o której tyle się mówi? Odniosłam wrażenie, że autor po drodze zapomniał, że to nie jest książka o nim, że czytelnik nie sięgnął po te pozycję po to, by poznać jego poglądy i epitety, jakim raczył określać osoby objęte swoją kuratelą.
Na łamach książki opowiedziano wiele niełatwych historii głównie dot. dzieci i patologicznych środowisk, w jakich dane było/jest im żyć. Zabrakło w tym wszystkim wspomnienia o mniej stereotypowej stronie tego problemu społecznego – wspomnienia o tym, że patologie występują też w z pozoru „normalnych”, dobrze sytuowanych rodzinach, a nie tylko tych, gdzie panuje ubóstwo i alkoholizm.
Tak wysoką ocenę daję tej książce wyłącznie z szacunku do zawodu, jaki wykonywał autor i z uwagi na ciekawy zamysł na książkę. Jednak pozycja, która wydawała się ciekawym, nowatorskim pomysłem tak naprawdę okazała się być uzewnętrznieniem kompletnie wypalonego zawodowo człowieka, który swoje niełatwe doświadczenia przekazał czytelnikom w sposób prymitywny. W trakcie całej lektury znalazły się ciekawsze rozdziały czy ich fragmenty, ale najczęściej miało to miejsce wtedy, gdy autor nie próbował być na siłę zabawny i ograniczył łacinę podwórkową do minimum. Szkoda tylko, że tych momentów było tak niewiele.
Recenzja we współpracy z #wydawnictworm
„Patożycie” to książka napisana przez byłego kuratora sądowego, która z zamysłu miała ukazać nam kulisy tego zawodu, problemy, z jakimi muszą mierzyć się osoby trudniące się tego rodzaju profesją, jednocześnie obnażając przy tym ogrom patologii, którego przeciętna osoba często nie widzi lub widzieć nie chce. Niestety, w efekcie końcowym pozycja ta okazała się być...
więcej mniej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo to2024
Śmierć może nastąpić na wiele sposobów i na skutek wielu czynników. To właśnie dzięki śmierci Barbara Butcher mogła przez lata wykonywać zawód medyka sądowego, w ramach którego bezustannie oddawała głos umarłym. Nasuwa się jednak zasadnicze pytanie - jak słuchać kogoś, kto już nigdy nie przemówi?
Jedyną i największą wadą tej książki jest to, że momentami jest ona zdominowana przez opowieści z życia prywatnego autorki - tego jak walczyła z nałogiem, który zawładnął jej codziennością i krętej drogi wychodzenia ze szponów alkoholizmu. Opowieści z życia prywatnego autorki początkowo przyćmiły temat przewodni książki, ale z każdym kolejnym rozdziałem osobistych opowiastek było coraz mniej.
Na łamach książki znalazło się wiele anegdot z pracy medyka sądowego. W każdym z rozdziałów opisane zostały trudne, niejednoznaczne, ciekawe, a niekiedy bardzo przygnębiające przypadki zgonów. Autorka w ramach swojej pracy wielokrotnie dokonywała interpretacji dowodów znalezionych na miejscu zgonów, po to, by na ich podstawie wydać opinię jak, kiedy i dlaczego doszło do śmierci.
Najtrudniejszym rozdziałem był ten opowiadający o wydarzeniach z 11 września 2001 roku. Wówczas wyobraźnia pracowała na najwyższych obrotach i ogrom tej bezprecedensowej tragedii przytłaczał. Autorka wprowadza nas w kulisy działania służb podczas tej katastrofy, uchylając rąbka tajemnicy o tym, co działo się „za parawanem”.
Natomiast odrębny rozdział poświęcono zgonom samobójczym. Butcher na podstawie własnych spostrzeżeń dokonała klasyfikacji śmierci samozawinionej na samobójstwa z rozpaczy (popełniane w zaciszu własnego domu, w samotności) oraz samobójstwa z gniewu (popełniane publicznie, w sposób spektakularny). I choć muszę przyznać, że przeczytałam ogrom literatury o tematyce suicydologicznej to nie spotkałam się z taką typologią, ale wydaje się ona bardzo trafna.
„Co wiedzą umarli” to książka w stylu „Trupiej farmy”, jednakże napisana w bardziej gawędziarskim stylu i z zastosowaniem mniej medycznej nomenklatury. Oprócz opisu nietypowych przypadków zgonów, zawarto w niej także praktyczną wiedzę np. o stężeniu pośmiertnym, plamach opadowych, temperaturze ciała po śmierci i sposobach oceny czasu zgonu. Butcher oddała w ręce czytelników ostatni i zarazem najbardziej intymny wycinek życia człowieka – jego śmierć, co uczyniła z należnym szacunkiem dla głównych bohaterów swojej historii.
Recenzja powstała w ramach współpracy reklamowej z Wydawnictwem Literackim.
Śmierć może nastąpić na wiele sposobów i na skutek wielu czynników. To właśnie dzięki śmierci Barbara Butcher mogła przez lata wykonywać zawód medyka sądowego, w ramach którego bezustannie oddawała głos umarłym. Nasuwa się jednak zasadnicze pytanie - jak słuchać kogoś, kto już nigdy nie przemówi?
więcej Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toJedyną i największą wadą tej książki jest to, że momentami jest ona...