Za rzekę, w cień drzew

- Kategoria:
- literatura piękna
- Format:
- papier
- Seria:
- [Ernest Hemingway w Marginesach]
- Tytuł oryginału:
- Across the River, Into the Trees
- Data wydania:
- 2023-06-28
- Data 1. wyd. pol.:
- 1961-01-01
- Liczba stron:
- 360
- Czas czytania
- 6 godz. 0 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 9788367674430
- Tłumacz:
- Agnieszka Wilga (Lakatos)
Włochy, ostatnie dni drugiej wojny światowej. Pięćdziesięcioletni pułkownik Richard Cantwell, oficer armii amerykańskiej, mierzy się ze śmiertelną chorobą serca. Świadomy zbliżającego się końca, wraca wspomnieniami do czasów służby wojskowej podczas pierwszej wojny światowej. O swoich doświadczeniach opowiada dziewiętnastoletniej Renacie, weneckiej arystokratce, z którą ma romans. Reminiscencje weterana wojennego pełne są przemyśleń egzystencjalnych dotyczących życia, miłości i śmierci.
Za rzekę, w cień drzew to poruszające dzieło o relacjach i emocjach. Hemingway, w typowym dla siebie szorstkim, oszczędnym stylu, zastosował w niej technikę góry lodowej, dzięki czemu złożoność i symbolika opowieści ukryte są pod jej powierzchnią. Książka powstawała w latach 1948–1950, a po premierze w 1950 roku przez siedem tygodni zajmowała pierwsze miejsce na szczycie listy bestsellerów „New York Timesa”. Krytycy porównywali powieść do Śmierci w Wenecji Thomasa Manna, a Tennessee Williams uznał, że to „najsmutniejsza powieść na świecie o najsmutniejszym mieście […] i najlepsze, co Hemingway kiedykolwiek napisał”.
Kup Za rzekę, w cień drzew w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Oceny książki Za rzekę, w cień drzew
Poznaj innych czytelników
768 użytkowników ma tytuł Za rzekę, w cień drzew na półkach głównych- Przeczytane 406
- Chcę przeczytać 354
- Teraz czytam 8
- Posiadam 125
- Ulubione 9
- Literatura amerykańska 7
- Literatura piękna 5
- 2014 3
- Ernest Hemingway 3
- 2025 3







































OPINIE i DYSKUSJE o książce Za rzekę, w cień drzew
Powieść moim zdaniem rewelacyjna. Nie ma wprawdzie wartkiej akcji, a cała istota książki jest opowiedziana przez głównego bohatera, jednak pozwala to czytelnikowi bardzo głęboko wczuć się w sedno opowiadanej historii.
Dodatkowo wielka słowa uznania dla tłumaczki i dołączonych przez nią objaśnień, które stanowią same w sobie świadectwo jej olbrzymiej pracy włożonej w dokonany przekład. Przypisy te pozwalają na umiejscowienie opowiadanych przez bohatera historii w życiu autora.
Mimo, że książka jest niesłychanie smutna, a końcowa śmierć bohatera do przewidzenia, to zapada ona w pamięć i przewartościowuje nasz własny świat.
Powieść moim zdaniem rewelacyjna. Nie ma wprawdzie wartkiej akcji, a cała istota książki jest opowiedziana przez głównego bohatera, jednak pozwala to czytelnikowi bardzo głęboko wczuć się w sedno opowiadanej historii.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toDodatkowo wielka słowa uznania dla tłumaczki i dołączonych przez nią objaśnień, które stanowią same w sobie świadectwo jej olbrzymiej pracy włożonej w...
ledwie dobrnąłem do końca, może dlatego, że nie jest to długie. ze 2 gwiazdki to za nazwisko - nie warto, tak nudne i o niczym, że szkoda czasu.
ledwie dobrnąłem do końca, może dlatego, że nie jest to długie. ze 2 gwiazdki to za nazwisko - nie warto, tak nudne i o niczym, że szkoda czasu.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW cieniu wielkości, powodzenia i szacunku głównego bohatera będąc, odłożyłem książkę w połowie czytania.
W cieniu wielkości, powodzenia i szacunku głównego bohatera będąc, odłożyłem książkę w połowie czytania.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPowieść banalna, z mocną sugestią zakończenia zawartą w tytule, a przy tym marną fabułą do niego prowadzącą. Przesiąknięta alkoholem, dekadentyzmem i goryczą schorowanego wojskowego, ale nie w klimacie a jedynie w treści, jakby autor chciał oddać atmosferę dosłownie i ją wyłożyć zamiast stworzyć. Jest to książka w mojej opinii przegadana, nudna i naprawdę nieoferująca wiele w porównaniu do innych pozycji poruszających podobne kwestie , od choćby "Wilka Stepowego" Hessego. Ale może też po prostu nie potrafiłem się w niej "rozsmakować".
Powieść banalna, z mocną sugestią zakończenia zawartą w tytule, a przy tym marną fabułą do niego prowadzącą. Przesiąknięta alkoholem, dekadentyzmem i goryczą schorowanego wojskowego, ale nie w klimacie a jedynie w treści, jakby autor chciał oddać atmosferę dosłownie i ją wyłożyć zamiast stworzyć. Jest to książka w mojej opinii przegadana, nudna i naprawdę nieoferująca wiele...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo prostu Hemingway. Albo się rozumie jego styl pisania albo po prostu nie trzeba sięgać po jego twórczość.
Po prostu Hemingway. Albo się rozumie jego styl pisania albo po prostu nie trzeba sięgać po jego twórczość.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKorzystając z pojawienia się nowego wydania dzieł Hemingwaya, przygotowanego przez wydawnictwo Marginesy, dalej czytam sobie od czasu do czasu dzieła tegoż pisarza. Ale w przypadku powieści „Za rzekę, w cień drzew” recenzję zacznę nietypowo, bo od pochwały pod adresem tłumaczki. Pani Agnieszka Wilga wykonała bowiem, moim jakże skromnym zdaniem, kawał dobrej roboty. Oczywiście nie oceniam tutaj samej jakości translacji, gdyż nie mam ku temu podstaw merytorycznych (aczkolwiek podczas lektury nie zauważyłem niczego, do czego mógłbym się przyczepić; czyta się doskonale) i nie czytałem poprzedniego tłumaczenia tejże powieści wykonanego przez Bronisława Zielińskiego, natomiast bardzo spodobał mi się zastosowany w nowym wydaniu system wyczerpujących przypisów, w których tłumaczka precyzyjnie objaśnia, do czego lub kogo odnosi się w danym momencie narracji pisarz. A tych odwołań jest całkiem sporo, choć sam Hemingway zarzeka się na wstępie, że żadna z przedstawionych w książce postaci oraz sytuacji nie ma związku z rzeczywistością. Kto jednak czytał wcześniej cokolwiek z amerykańskiego noblisty, i wie przy okazji co nieco o jego życiu, doskonale rozumie, że pisarz ten nie potrafił pisać o rzeczach, których w jakimś stopniu sam nie doświadczył lub nie był ich świadkiem. Dlatego też przypisy od tłumaczki pozwalają pełniej zrozumieć tę specyficzną powieść.
Jedyne małe zastrzeżenie można mieć co do faktu, że na początku książki w żaden sposób czytelnik nie został poinformowany o zamieszczeniu owych przypisów na jej końcu. Jeśli zatem ktoś nie przekartkował zawartości, mógł na przykład odkryć ich istnienie w połowie lektury. Albo, co gorsza, dopiero po jej ukończeniu, co byłoby raczej niemiłą niespodzianką. Przydałby się zatem przypis dolny już na pierwszej stronie książki, informujący, że tłumaczka przygotowała dla odbiorcy tego typu pomocne opracowanie. Ale poza tym niuansem wydawniczym uważam, że właśnie tak powinno się wydawać powieści, które w swojej treści zawierają szereg nawiązań i informacji, co do których właściwego zrozumienia czytelnik nie zawsze posiada odpowiednią wiedzę (np. ze względu na upływ czasu). Pani Wilga tym samym udowodniła, że dobra translacja to nie tylko sztuka wiernego przełożenia danego tekstu z jednego języka na drugi, ale także misja przekazania całej otoczki, która jest z danym utworem związana. O ile oczywiście dana książka takową posiada.
Przejdźmy zatem do właściwej recenzji. „Za rzekę, w cień drzew” to powieść wydana przez Hemingwaya po dziesięcioletniej przerwie, która upłynęła od momentu publikacji jego chyba najlepszej książki, a mianowicie „Komu bije dzwon”. Dekada to całkiem spora przerwa jak na pisarza, a w szczególności okres 1940-1950, w którym to cały świat przeszedł gwałtowną przemianę. Wydając zatem nową powieść po tak długim „milczeniu” i tak genialnej poprzedniczce, oczekiwania odbiorców wobec pisarza z pewnością były olbrzymie. Z tego, co można jednak wyczytać, mimo początkowego sukcesu powieści, krytyka literacka było bardzo podzielona w osądach. Dokładnie tak samo, jak piszący siedemdziesiąt pięć lat później te słowa. W zasadzie jest to nadal cały Hemingway, dokładnie taki, jaki poznałem go w poprzednich lekturach, ale tym razem powieść, niestety, nie wciąga tak jak wspomniana poprzedniczka, czy choćby „Pożegnanie z bronią”. Momentami wręcz niepokojąco nuży i jakoś „podskórnie” czytelnik przeczuwa sposób jej zakończenia.
Zacznijmy jednak od początku, czyli od postaci głównego bohatera - pułkownika Richarda Cantwella. To wojskowy, weteran dwóch wojen światowych, który przekroczył właśnie pięćdziesiątkę. Twardy, wzniosły, przekonany o własnej wyjątkowości, a jednocześnie coraz bardziej zgorzkniały i odczuwający własną słabość, związaną z wiekiem, odniesionymi w boju ranami i pogarszającym się ogólnym stanem zdrowia. Razem z przydzielonym kierowcą, Jacksonem, jest właśnie w drodze na umówione wcześniej polowanie na kaczki gdzieś w okolicach Wenecji, w którym to mieście postanowił na chwilę się zatrzymać. Jak się okazuje, w czasie I wojny światowej Cantwell walczył w tych okolicach jako ochotnik w armii włoskiej (zupełnie jak Hemingway),co nadaje jego podróży sentymentalnego charakteru. Oto skrócona prezentacja głównego bohatera i moment zawiązania się narracji. Jak zatem widać, mamy do czynienia z typowym hemingwayowskim twardym mężczyzną, jeśli mogę sobie pozwolić na użycie takiego określenia. Raczej nic w nim nie zaskakuje - ani sposób bycia, ani sposób mówienia, natomiast jedyne, co jest nowe, to pewna zgorzkniałość związana z wiekiem, która zapewne oddaje w jakimś stopniu także samopoczucie pisarza w momencie tworzenia powieści.
Oczywiście, jak to u Hemingwaya, nie mogło zabraknąć wyidealizowanej postaci kobiecej, a także wielkiej oraz jednocześnie tragicznej miłości. Podczas swojego pobytu w Wenecji Cantwell spotyka się bowiem z tutejszą młodziutką arystokratką o imieniu Renata (postać inspirowana realną znajomością pisarza z Adrianą Ivancich),z którą spędza wolny czas. Tak, dziewiętnastoletnia dziewczyna z dobrego domu ma romans z ponad pięćdziesięcioletnim byłym generałem, który pieszczotliwe nazywają ją „córką” i zabiera w nocny rejs gondolą po weneckich kanałach (swoją drogą opis tego, co się tam wydarzyło, jest mistrzowskim przykładem „literackiej zasłony dymnej”). Może czasy się zmieniły, choć różne historie zna świat celebry, ale jednak w tym związku tak na zdrowy rozsądek jest widoczne pewne ziarenko nieprawdopodobieństwa. Tym większe, że młodziutka dziewczyna najbardziej lubi słuchać o... wojennych przygodach swojego znacznie starszego amanta, których relacjonowania ten bynajmniej nie unika. Mamy zatem nawiązania do walk w trakcie I wojny światowej, do lądowania Aliantów w Normandii i wyzwolenia Paryża, czy też amerykańskiego natarcia na linię Zygfryda, ze sławną bitwą o las Hurtgen na czele. Dodajemy, że we wszystkich tych wydarzeniach Hemingway uczestniczył albo jako żołnierz podczas Wielkiej Wojny albo jako korespondent wojenny podczas II wojny światowej.
Analizując dalej wykreowany przez Hemingwaya związek, nie można nie wspomnieć o dialogach damsko-męskich, które są kolejną cechą bardzo charakterystyczną dla twórczości amerykańskiego pisarza. Niestety, o ile w poprzednich powieściach były one ulokowane gdzieś na boku toczących się wydarzeń, o tyle tutaj zajmują niemal centralne miejsce, przez co czytelnik co chwila „częstowany” jest miłosnymi wyznaniami typu „Kocham cię”, „Kiedy mówiłem, że cię kocham?”, „Powiedz mi, jak mnie kochasz” i tak dalej. Przyznam się szczerze, że jest tego trochę za dużo, a jeśli uwzględnimy wylewający się z nich co jakiś czas snobizm pod postacią licznych nazwy alkoholi i potraw, które konsumują bohaterowie powieści, efektem jest narastające poczucie monotonii. Przynajmniej w moim przypadku.
Oczywiście nie należy traktować tych dialogów tak całkowicie poważnie. Choć gdzieniegdzie pośród nich Hemingway porozrzucał różnego rodzaju refleksje na tzw. poważne tematy, bardzo wiele miejsca zajmują w nich mnie lub bardziej udane przekomarzania, jak na przykład koncepcja tajemnego stowarzyszenia złożonego z przedstawicieli obsługi hotelu, w którym zatrzymał się Cantwell. Cały problem polega jednak na tym, że zarówno w samych dialogach, jak i poza nimi, niewiele w tej powieści tak naprawdę się dzieje. Nie mamy bowiem tutaj do czynienia z żadną złożoną intrygą, a fabuła płynie powolnie i majestatycznie niczym wenecka gondola. I choć widoki są nawet przyjemne, a styl jak zwykle zwięzły i nieco szorstki, to tak naprawdę czytelnik nie wie, dokąd prowadzi go pisarz. Bo jeśli tym celem miało być wspomniane już polowanie na kaczki, to trudno wokół tego wydarzenia budować wielką literaturę. Zakładam jednak, że nie o strzelanie do dzikiego ptactwa tak naprawdę tutaj chodzi.
Ernest Hemingway podobno był bardzo urażony nieprzychylnymi recenzjami, jakie ukazały się po wydaniu „Za rzekę, w cień drzew”. Ja sam, tak po męsku, w jakimś stopniu potrafię te reakcję pisarza zrozumieć. Tu nawet nie chodziło o urażoną dumę, ale raczej o to, że krytyka nie była w stanie zrozumieć uczuć, jakie Hemingway wyraził w swojej powieści. Wydaje mi się, że postać Cantwella i jego romans z młodziutką arystokratką, która, dla przypomnienia po raz kolejny, uwielbia słuchać o działaniach zbrojnych, to rodzaj skrytej fantazji starzejącego i coraz bardziej znużonego życiem mężczyzny z wojenną przeszłością. Opis zasypiającego w ramionach młodej kochanki Richarda można traktować jako spełnienie męskich marzeń o ostatniej chwili wytchnienia przy pięknej kobiecie, która do tego darzy swojego wybranka nieskrywanym podziwem i uwielbieniem za to, czego dokonał, i jaką cenę musiał za to zapłacić. To nic innego jak pogłaskanie ego chłopca (Hemingway często używa tego słowa w monologach głównego bohatera) zamkniętego w ciele starzejącego się mężczyzny, które to ego bez wątpienia nosił w sobie sam pisarz. Dowodzi tego nie tylko postać Renaty, ale także inne konstrukcje kobiecych bohaterek z jego twórczości.
Reasumując, wydaje mi się, że zamysłem pisarza było nakreślenie sytuacji nieubłaganego przejścia naznaczonego wojennymi przeżyciami weterana „na drugą stronę rzeki”, do czego odwołuje się tytuł zaczerpnięty z ostatnich słów sławnego konfederackiego generała z czasów wojny secesyjnej. Zamiar ten pisarz ubarwił kilkoma przemyśleniami o życiu, śmierci, poświęceniu i wojnie oraz wizją ostatecznego szczęścia na ziemskim padole - beztroskich dni w pięknej Wenecji, z młodą i piękną kobietą, pośród wina i wykwintnego jedzenia, które jednak musiały w końcu przeminąć. Jak wszystko w życiu człowieka. Główny bohater czuł to w swoim sercu. Czuł to pewnie też sam pisarz. Inna sprawa, że taka mocno sentymentalna i osobista wizja przemijania niekoniecznie musiała trafić do szerszego grona odbiorców, choć technicznie jest to nadal kawał dobrej literatury.
Korzystając z pojawienia się nowego wydania dzieł Hemingwaya, przygotowanego przez wydawnictwo Marginesy, dalej czytam sobie od czasu do czasu dzieła tegoż pisarza. Ale w przypadku powieści „Za rzekę, w cień drzew” recenzję zacznę nietypowo, bo od pochwały pod adresem tłumaczki. Pani Agnieszka Wilga wykonała bowiem, moim jakże skromnym zdaniem, kawał dobrej roboty....
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to40/100%
40/100%
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toTo nowe tłumaczenie powieści. Nie znam (a może nie pamiętam) poprzedniego autorstwa Bronisława Zielińskiego. Tego dokonała Agnieszka Wilga i bardzo mi się podoba. Czyta się...
A powieść, czasami uważaną za najgorszą w twórczości Hemingwaya można czytać na dwa sposoby.
Po pierwsze, jako po prostu wymyślona od początku do końca powieść, bez żadnych biograficznych odniesień do jej autora. Dlatego po kilku - przestałam, zgodnie z sugestią tłumaczki czytać zamieszczone na końcu obszerne przypisy odnoszące się zarówno do wyjaśnień zdań wtrącanych w innym języku czy zdarzeń z biografii autora.
Przeczytałam zatem opowieść o spotkaniu dojrzałego i schorowanego oficera armii USA, pułkownika Cantwella z młodziutką Renatą w Wenecji. To jak spotkanie starej, wysłużonej, bawełnianej koszuli z sukienką z jedwabiu służącą jedynie ozdobie. Dla obojga jest tylko przygodą, choć dla każdej ze stron inną. Czy wyniosą coś z tego nagłego błysku fascynacji? Chyba nie. Każde wróci do swojego, jakże innego świata.
Muszę przyznać jedynie, że opowieści pułkownika o wyczynach na dwóch wojnach światowych chwilami trochę nużą i zachwyt młodziutkiej słuchaczki niewiele pomaga. Także słynne dialogi hemingwayowskie, w zasadzie o niczym (zwłaszcza te między Cantwellem a Renatą) bywają trudne do zaakceptowania.
Za to, kto jak autor i bohater kocha Wenecję - ma sporą frajdę wędrowania po tym niezwykłym mieście.
A druga warstwa?
Pisarz zastrzega na początku, że powieść jest całkowicie fikcyjna, fikcyjne są wszystkie postacie, nawet numery i nazwy jednostek wojskowych. Jednak badacze jego życia odnajdują tu wiele wątków biograficznych, odniesień do udziału w wojnach, także do życia uczuciowego pisarza i osób będących pierwowzorami postaci. Przeczytałam te, ciekawe zresztą przypisy, ale pozostanę przy swoim. Przecież pisarz ma prawo czerpać z własnych emocji, doświadczeń i życia.
Zostawmy więc biografię i zanurzmy się w uliczki Wenecji, jej smaki i zapachy...
To nowe tłumaczenie powieści. Nie znam (a może nie pamiętam) poprzedniego autorstwa Bronisława Zielińskiego. Tego dokonała Agnieszka Wilga i bardzo mi się podoba. Czyta się...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toA powieść, czasami uważaną za najgorszą w twórczości Hemingwaya można czytać na dwa sposoby.
Po pierwsze, jako po prostu wymyślona od początku do końca powieść, bez żadnych biograficznych odniesień...
https://instagram.com/tata_czika?igshid=OGQ5ZDc2ODk2ZA%3D%3D&utm_source=qr
Richard jest oficerem amerykańskiego wojska, weteranem obydwu wojen. Jego życie chyli się ku końcowi. Ma świadomość, że serce wkrótce odmówi posłuszeństwa i swoje ostatnie chwile postanawia spędzić w Wenecji, mieście, które uwielbia nade wszystko. Przebywa tam z dziewiętnastoletnią arystokratką Renatą. Zakochują się, a Richard pozwala sobie na melancholię i cierpliwość przy ciągłym odpowiadaniu na pytania ukochanej o jego doświadczenia wojenne.
I o tym jest ta książka. Po opisie widać, że jest powolna. Czytając ją nigdzie się nie spieszymy. Powoli brniemy do przodu z fabułą. Hemingway zdążył już przyzwyczaić do takiej formy. Nadal jest szorstko i zimno, skąpo w pierwszoplanowym przekazie. Z pewną drobną różnicą. W „Za rzekę, w cień drzew” styl autora jest podniesiony do sześcianu. Doskonale widać technikę „góry lodowej” - minimum słów, w których kryje się ogrom znaczeń, kontekstu. To przytłacza, bo bez odpowiedniego przygotowania i wiedzy nie zrozumiemy w pełni przekazu autora. Z pomocą przychodzi tłumacz, który zamieścił na końcu książki kilkadziesiąt stron przypisów. Mega przydatne, ale w moim przypadku wciąż za mało… (swoją drogą kto wpadł na pomysł aby przypisy były na końcu, a nie u dołu książki…)
Dodatkowo jesteśmy świadkami miłości, dziwnej i kontrowersyjnej. Miłości, która nie powinna, według przyjętych standardów, mieć miejsca, a rozkwita i jest pełna pasji. Całość okraszona jest licznymi wojennymi wspomnieniami. Powinno być ekscytująco, a jest… nużąco. Swojego zdania nie zmieniam, Hemingway nie potrafi pisać dialogów między kochankami. Są sztuczne i gryzą w oczy. Tu było ich za dużo.
Wiem, narzekam… To nie tak, że książka jest zła. Jest bardzo wymagająca, a całość niszczy miłosne pitu pitu, które jest źle napisane. Czy sięgnę po nią ponownie? Oczywiście. Uzbroję się w odpowiednią wiedzę, uodpornię na drętwe miłosne dialogi i wsiąknę w prozę Hemingway’a. Jest w co i wiem, że warto.
https://instagram.com/tata_czika?igshid=OGQ5ZDc2ODk2ZA%3D%3D&utm_source=qr
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toRichard jest oficerem amerykańskiego wojska, weteranem obydwu wojen. Jego życie chyli się ku końcowi. Ma świadomość, że serce wkrótce odmówi posłuszeństwa i swoje ostatnie chwile postanawia spędzić w Wenecji, mieście, które uwielbia nade wszystko. Przebywa tam z dziewiętnastoletnią arystokratką...
Bardzo trudno jest opisać słowami książkę tak przepełnioną uczuciami jak "Za rzekę, w cień drzew" Hemingwaya. Historia pięćdziesięcioletniego pułkownika Richarda Cantwella to opowieść o życiu, stracie, froncie wojennym, ale przede wszystkim o miłości. Miłości trudnej, niemal młodzieńczej, a dla niektórych zapewne i zakazanej.
Akcja powieści zabiera nas do Włoch. To tam pułkownik opowiada o wojnie swej "ostatniej, prawdziwej, jedynej miłości", Renacie, dziewiętnastoletniej arystokratce. Spacerując po Wenecji zaglądamy w najgłębsze zakamarki serca jak i umyslu głównego bohatera. Przenosimy się do roku 1948 i wsłuchujemy w opowieści o tym co minęło.
Nie jest to książka, którą przeczytałam jednym tchem. Często musiałam się zatrzymać, odetchnąć i przemyśleć wiele kwestii. Hemingway pisał w sposób nietuzinkowy, był bardzo aforystyczny i oschły. W tej książce te cechy widać doskonale na każdej ze stron. I choć pełna jest ona bólu i cierpienia to będę o niej długo pamiętać...
Bardzo trudno jest opisać słowami książkę tak przepełnioną uczuciami jak "Za rzekę, w cień drzew" Hemingwaya. Historia pięćdziesięcioletniego pułkownika Richarda Cantwella to opowieść o życiu, stracie, froncie wojennym, ale przede wszystkim o miłości. Miłości trudnej, niemal młodzieńczej, a dla niektórych zapewne i zakazanej.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toAkcja powieści zabiera nas do Włoch. To tam...