
Kongres futurologiczny. Ze wspomnień Ijona Tichego

- Kategoria:
- fantasy, science fiction
- Format:
- papier
- Data wydania:
- 2003-01-01
- Data 1. wyd. pol.:
- 2003-01-01
- Liczba stron:
- 188
- Czas czytania
- 3 godz. 8 min.
- Język:
- polski
- ISBN:
- 8308034349
"Kongres futurologiczny" to jedna z najbardziej brawurowo opowiedzianych przygód Ijona Tichego. Zaproszony na zjazd futurologów we wstrząsanej rewolucją latynoamerykańskiej republice, Tichy przenosi się na koniec w świat, gdzie w groteskowym splocie zrealizowały się naraz - utopijna i antyutopijna wersja historii przyszłości. Kpina z futurologii podszyta jest - jak zawsze u Lema - refleksją serio o skłonności człowieka do "rozbratu z rzeczywistością".
Kup Kongres futurologiczny. Ze wspomnień Ijona Tichego w ulubionej księgarni
W naszej porównywarce znajdziesz książki, e-booki i audiobooki z najpopularniejszych księgarń internetowych. Niektórzy partnerzy przygotowują dla użytkowników naszego serwisu specjalne rabaty, dlatego warto kupować książki przez lubimyczytać.pl. Oferty są prezentowane w trzech kategoriach: „Oferta dnia” (promocje partnerów),„Polecane księgarnie” (sprawdzeni partnerzy handlowi, z którymi współpracujemy na podstawie umów) oraz „Pozostałe”. W każdej kategorii kolejność prezentacji zależy od ceny produktu przekazanej przez księgarnie lub dostawcę porównywarki. Lubimyczytać.pl nie prowadzi sprzedaży i nie uczestniczy w procesie zakupowym po przekierowaniu na stronę sklepu. Mimo że dokładamy starań, aby wszystkie linki i informacje były aktualne, nie mamy wpływu na ewentualne nieścisłości cenowe, błędne przekierowania lub zmiany w ofertach księgarni. Jeśli zauważysz nieprawidłowość, prosimy o zgłoszenie jej na adres: admin@lubimyczytac.pl. Dzięki Twojej informacji możemy jeszcze lepiej dbać o jakość działania naszej porównywarki.
Wyróżniona opinia
Kongres futurologiczny
Jak dla mnie najbardziej ulubione dzieło Lema. Wracałem do tej pozycji kilkukrotnie (pewnie jeszcze kilka razy wrócę). Kiedy w 2000 roku obejrzałem pierwszy raz Matrixa, kiedy już ochłonąłem po seansie, pierwsze co przyszło mi na myśl to właśnie "Kongres". Wróciwszy do domu sięgnąłem na półkę po książkę, która niespodziewanie otworzyła się na ostatniej stronie i mój wzrok padł na tekst: "Listopad 1970". Poraziła mnie wymowa filmu niezwykle zbieżna z książką, która przecież powstała 30 lat wcześniej. Oczywiście autor nie mogąc do końca przewidzieć jak AI się rozwinie i będzie mogło mieć wpływ na życie ludzi (co Wachowskim przyszło o wiele łatwiej gdyż otaczał ich świat zdominowanym przez komputery) postanowił wykorzystać to co mu wtedy było najbliższe i najwygodniejsze do zniewolenia człowieka, a więc chemię. Ale efekt jest tak samo porażający jak w filmie Wachowskich. I za to uwielbiam tę książkę. Ludzie zniewoleni szklanką wody...
Oceny książki Kongres futurologiczny. Ze wspomnień Ijona Tichego
Poznaj innych czytelników
9510 użytkowników ma tytuł Kongres futurologiczny. Ze wspomnień Ijona Tichego na półkach głównych- Przeczytane 6 388
- Chcę przeczytać 3 026
- Teraz czytam 96
- Posiadam 1 313
- Ulubione 253
- Fantastyka 101
- Chcę w prezencie 50
- Science Fiction 45
- Audiobook 38
- Literatura polska 35














































OPINIE i DYSKUSJE o książce Kongres futurologiczny. Ze wspomnień Ijona Tichego
Przez większość trwania akcji zachowawcza dystopia, której poziom znacznie podnosi bardzo dobre, błyskotliwe zakończenie. Refleksja, przede wszystkim, nad mechanizmami władzy. Proto-Matrix.
Przez większość trwania akcji zachowawcza dystopia, której poziom znacznie podnosi bardzo dobre, błyskotliwe zakończenie. Refleksja, przede wszystkim, nad mechanizmami władzy. Proto-Matrix.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toW trakcie czytania odbierałam "Kongres" dość nierówno. Jednak po końcowych zdaniach okazało się, że nawet mozolne przedzieranie się przez słowotwórcze grzęzawisko środkowej części miało sens i poszerzyło mój odbiór całości. Rzeczywistość może być wszak tworzona i maskowana także przez odpowiednio wymyślone lub dobrane słowa.
Ciekawe, czy wymyślając Matrixa, Wachowscy czerpali z "Kongresu futurologicznego", bo skojarzenia nasuwają się same :)
W trakcie czytania odbierałam "Kongres" dość nierówno. Jednak po końcowych zdaniach okazało się, że nawet mozolne przedzieranie się przez słowotwórcze grzęzawisko środkowej części miało sens i poszerzyło mój odbiór całości. Rzeczywistość może być wszak tworzona i maskowana także przez odpowiednio wymyślone lub dobrane słowa.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toCiekawe, czy wymyślając Matrixa, Wachowscy...
Costaricana, 46 piętro i Sala Purpurowa w hotelu Hilton. „Dyrekcja Hiltona gwarantuje brak BOMB w tym pomieszczeniu”. Miejsce niczego sobie, myślisz, i bezpieczne notabene, wiesz, że tu luksus goni luksus, lecz ciebie z tego luksusu wysiudali na setne piętro. No, ale – teraz idziesz po 46 piętrze, bo odbywa się tu Kongres Futurologiczny, na który cię zaprosili. Wchodzisz do Sali, a tam leci szlagier słowami mamiący umysł śpiewem niebanalnym „Tylko głupiec i kanalia lekceważy genitalia, bo najbardziej jest dziś modne reklamować części rodne”. Ach, hola, hola, to nie ta sala i nie ten zlot. Twoja Sala jest Purpurowa i musisz zjechać piętro niżej, na 45 piętro. Uf, myślisz, choć nieco im zazdrościsz tej wyżerki i bufetu. Bo u ciebie... zimny stół, przesolone sałatki i konsumpcja na stojąco. A potem pragnienie niemiłosierne.
Ale to kongres futurologiczny, nie degustacyjny. Będzie dyskusja o ludności, o kosmosie i o wszystkim tym, co odrywa ludzi i ich umysły od ziemskiego padołu. Od tych przyziemnych tematów, czasem wręcz niewygodnych dla polityków i świata finansjery. To będzie rozmowa o przyszłości, ale zanim do niej dojdzie, musisz się jako ten naukowiec odnaleźć w sobie i w hotelu. Czujesz się, jak outsider pomiędzy jawą a snem, czujesz absurd halucynacji i tego, gdzie przebywasz i co się dzieje. Cały pobyt tutaj odczuwasz w nader dziwny sposób. Woda pita z kranu mami umysł, ciało słabnie, wzrok szuka jakiegoś nieruchomego punktu na ścianie. I nagle debaty i 14 godzin prelekcji każdego z zaproszonych gości. Ale... nagle wybuch i trzęsie się ziemia pod stopami. Wyłazi strach i panika i wybiegasz na korytarz. Ci od Wyzwolonej Literatury też biegną przed siebie. Wszyscy czmychają, bo tak w małpim tłumie trzeba. Pędzisz i ty. Z nimi. Byleby skórę zachować. Bo owo trzęsienie wywołały zamieszki na ulicach. Wszystko przeradza się w regularną wojnę, a do jej tłumienia zostają użyte chemiczne środki halucynogenne. Dochodzi do absurdalnych wizji, urojeń i zachowań. Podobnie dzieje się z tobą.
„Człowiek potrafi owładnąć tym tylko, co może pojąć, z kolei może jedynie to, co da się wysłowić. Niewysłowione jest niepojęte.” I pewnie dlatego są rzeczy, w których człowiek się gubi inie wie, o co chodzi. Bombardowanie niewiedzą i ogromem wszystkiego jednocześnie przytłacza. W czasie nadmiaru, wysokiej konsumpcji i ciągłej gonitwy za bogactwem i posiadaniem tworzy z człowieka ogłupiałego manekina. Stanisław Lem pisząc „Kongres Futurologiczny” nakreślił literacko nas samych. Manipulacja jednostką jest bardzo łatwa, a jednostki budują społeczeństwa...
Dokąd to wszystko zmierza? Jaki nasuwa się wniosek?
Lem maluje wizję katastrofy ludzkości i świata. Na warsztat, jak to miał w swoim zwyczaju, bierze gatunek sobie upodobany, czyli science fiction osadzony na nogach rzeczywistości. Czytasz o jakimś dziwnym świecie, by nagle uzmysłowić sobie, że ten świat jest dziwnie podobny do tego, który na co dzień oglądasz i w którym sam żyjesz. To sarkastyczny, acz przerażający obraz tego, jaki chaos nas czeka w przyszłości, a może już jest jest? Społeczeństwo jest manipulowane, nakierowywane tak wiele prawd, że już ich trudno zliczyć. Panuje bajzel informacyjny, tożsamościowy i światowy. Doczekaliśmy się wojen, fabryk dronów, maszyn wojennych i bomb. Ludzie sami się niszczą i zabijają. Na świecie leje krew.
I można Lema nie czytać, można go mijać i odsuwać. Można... Pewnie, że można, bo człowiek może wszystko. O wolność walczy każdego dnia, a wolny wybór mu sprzyja. Ale nadchodzi moment, kiedy Lem ląduje w rękach. Otwierasz go i zaczynasz czytać... I przepadasz. Widzisz alegorię aktualną dziś. Widzisz prześmiewczą, acz do bólu autentyczną rzeczywistość zza okna.
Wybitne działa bronią się same. Wybitni pisarze zasługują na szacunek, zasługują na hołd.
#agaKUSIczyta
dziękuję Sztukaterowi
Costaricana, 46 piętro i Sala Purpurowa w hotelu Hilton. „Dyrekcja Hiltona gwarantuje brak BOMB w tym pomieszczeniu”. Miejsce niczego sobie, myślisz, i bezpieczne notabene, wiesz, że tu luksus goni luksus, lecz ciebie z tego luksusu wysiudali na setne piętro. No, ale – teraz idziesz po 46 piętrze, bo odbywa się tu Kongres Futurologiczny, na który cię zaprosili. Wchodzisz do...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„9 VIII 2039”
„Dziś jest ten ważny dla mnie dzień. Mam już mieszkanko trzypokojowe na Manhattanie. Terokopterem prosto z rewitarium. (…) Nowy Jork, dawne śmietnisko zatkane samochodami, zamienił się w system wielkopiętrowych ogrodów. Słoneczne światło pompuje się przewodami. To są soledukty. Tak grzecznych, nie rozkapryszonych dzieci za moich czasów nie było poza budującymi pierwiastkami. Na rogu mojej ulicy – Biuro Rejestracji Samorodnych Kandydatów do Nagrody Nobla. Obok salony sztuki, w których za bezcen sprzedają same autentyczne płótna – z gwarancjami, metrykami- nawet Rembrandty i Matissy! W oficynie mojego wieżowca – szkoła małych komputerków pneumatycznych.” ( s. 65)
Stanisław Lem, KONGRES FUTUROLOGICZNY. MASKA
Wyd. Literackie, Kraków - Wrocław 1983.
Opis rzeczywistości nowojorskiej z 2039 roku,
brakujące ogniwo to zaledwie 13 lat (słownie: trzynaście lat). Niemożliwe staje się możliwe w umyśle bohatera Lema (czy tylko?).
W Kongresie futurologicznym
(tekst pochodzi z 1971 r.),wyobraźnia autora wydaje się nie mieć granic, a jednocześnie trzyma się otaczającej rzeczywistości,realiów możliwych do zaistnienia(łączenie przeciwieństw nie jest przypadkowe).
Groteska musi wybrzmieć.
Warto pochylić się nad tekstem Lema,
by zobaczyć współczesnych mieszkańców Ziemi
(w idyllicznym wyobrażeniu),nawet jeśli jest to halucynacja narratora – bohatera, o jakże interesująco brzmiącym imieniu i nazwisku ...
Bez Lema przyszłość nie istnieje!
Proza S-F (opowiadania i powieści)
wydaje się być lekturą konieczną i nieuniknioną.
Realny rok 2039- blisko!
10/10
„9 VIII 2039”
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to„Dziś jest ten ważny dla mnie dzień. Mam już mieszkanko trzypokojowe na Manhattanie. Terokopterem prosto z rewitarium. (…) Nowy Jork, dawne śmietnisko zatkane samochodami, zamienił się w system wielkopiętrowych ogrodów. Słoneczne światło pompuje się przewodami. To są soledukty. Tak grzecznych, nie rozkapryszonych dzieci za moich czasów nie było poza...
Najgorsza książka Lema jaką przeczytałem. Króciutka, ale i tak można by wyciąć połowę jej treści bez żadnych strat fabularnych.
Najgorsza książka Lema jaką przeczytałem. Króciutka, ale i tak można by wyciąć połowę jej treści bez żadnych strat fabularnych.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPrzeczytałem tę książkę po raz kolejny, ale od ostatniego razu zapomniałem większości fabuły. Niektóre fragmenty wydawały mi się znajome podczas czytania, ale ciężko jest mi zapamiętywać szczegóły tak abstrakcyjnych książek, więc była to miła i czasami wciąż zaskakująca lektura.
Fabuła książki jest ciekawa, ale jej najciekawsza część zaczyna się dość późno. Na szczęście wstęp nie jest zbyt nudny, więc czyta się to przyjemnie. Nie przeszkadza mi też za bardzo słowotwórstwo Lema, które w niektórych jego tekstach potrafi być dość przytłaczające. Tutaj nie było go aż tak dużo.
Wyjaśnienie oraz zwroty akcji z końca powieści bardzo mi się podobały. Pamiętam jakie wrażenie zrobiły na mnie kiedyś i pozostaje ono przy ponownej lekturze. Polecam tę książkę.
Przeczytałem tę książkę po raz kolejny, ale od ostatniego razu zapomniałem większości fabuły. Niektóre fragmenty wydawały mi się znajome podczas czytania, ale ciężko jest mi zapamiętywać szczegóły tak abstrakcyjnych książek, więc była to miła i czasami wciąż zaskakująca lektura.
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo toFabuła książki jest ciekawa, ale jej najciekawsza część zaczyna się dość późno. Na szczęście...
Delicious!
Delicious!
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toKlasyczny Lem. Swoim wizjonerstwem i rozkminami idzie na pełnej kurtyzanie, ale nadal czyta się to jak podręcznik do nauki czegoś topornego. Entuzjastom złego słowa nie powiem, ale osobiście 75% czasu musiałem się trochę zmuszać.
Klasyczny Lem. Swoim wizjonerstwem i rozkminami idzie na pełnej kurtyzanie, ale nadal czyta się to jak podręcznik do nauki czegoś topornego. Entuzjastom złego słowa nie powiem, ale osobiście 75% czasu musiałem się trochę zmuszać.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toNie dla mnie.
Po raz kolejny przekonuję się, że Lem do moich gustów nie trafia.
Nie dla mnie.
Oznaczone jako spoiler Pokaż mimo toPo raz kolejny przekonuję się, że Lem do moich gustów nie trafia.
Bardzo dziwna jest to książka. Zaczyna się dziwnie, a z każdą kolejną stroną stężenie dziwności wzrasta coraz to bardziej. Dlaczego tak jest? Moim zdaniem najważniejszym motywem są zagnieżdżone struktury. Na samym początku akcja dzieje się w bliżej niesprecyzowanej przyszłości (a jeżeli była sprecyzowana, to ja tego nie pamiętam). Pierwsze zagnieżdżenie jest takie, że w tej przyszłości odbywa się kongres futurologiczny, który dotyczy jeszcze dalszej przyszłości. Każda taka zagnieżdżona struktura otwiera Lemowi pole do opisywania różnych dziwności i narastających komplikacji. Następnie, również, mamy halucynacje w halucynacjach, społeczeństwa w społeczeństwach, dekadentyzm wewnątrz innego dekadentyzmu. Jeżeli połączyć to z ostrym piórem Lema, świetnymi neologizmami i grami słownymi, wyrazistą, choć zarazem psychodeliczną, wizją przyszłości, to wychodzi coś naprawdę trafiającego w sedno
Jest to także tekst pesymistyczny. Dotyczy on chyba głównie tego, że rozwój technologiczny następuje szybciej niż rozwój ludzkiego umysłu. Czyli po pewnym czasie po prostu przestajemy jako gatunek nadążać. Pozycja ta ma też jednak kilka wad. Myślę, że nie ma tutaj żadnej przewodniej osi fabularnej. To jest w istocie seria impresji, bardzo dobrych, ale jednak scenek rodzajowych. Mimo że cały czas robi się coraz dziwniej i śruba jest konsekwentnie dokręcana aż do końca, to w pewnych miejscach było nudno — nie każde uderzenie było równie uderzające
Zdecydowanie wolę tragicznego Lema z „Solaris” niż Lema-satyryka stąd, ale nadal warto przeczytać. Podobna atmosfera szaleństwa z zamazaną granicą między snem a jawą była też w „Pamiętniku znalezionym w wannie”, ale tutaj wyszło to lepiej
Bardzo dziwna jest to książka. Zaczyna się dziwnie, a z każdą kolejną stroną stężenie dziwności wzrasta coraz to bardziej. Dlaczego tak jest? Moim zdaniem najważniejszym motywem są zagnieżdżone struktury. Na samym początku akcja dzieje się w bliżej niesprecyzowanej przyszłości (a jeżeli była sprecyzowana, to ja tego nie pamiętam). Pierwsze zagnieżdżenie jest takie, że w tej...
więcejOznaczone jako spoiler Pokaż mimo to